wicehrabia.julian
08.09.10, 16:22
Nigdy nie miałem się za człowieka przywiązującego nadmierną wagę do szczegółów, ale ostatnio miała miejsce niezbyt miła historia nakazująca zmienić ten tok rozumowania.
Otóż poznałem miłą i tak dalej, wszystko było ok do pierwszej wizyty w jej domu. Mówiąc wprost: tam potwornie śmierdzi. Ma kota, któremu gotuje rybę(po co to nie wiem) i ta rybna woń miesza się z zapachem z kuwety tworząc potworną mgłę.
Wszedłem i powalony smrodem na pytanie czy chcę herbaty wybełkotałem yyyhmmm. Po 10 minutach z bólem wszystkiego umknąłem pod jakimś bzdurnym pretekstem. Nieby wszystko ok, ale jak się z nią spotkałem skracając dystans poczułem znowu ten zapach (autosugestia?). Tak czy siak to było nasze ostatnie spotkanie.
Opowiedziałem o tym kumplowi, a on uraczył mnie historyjką o tym, jak umówił się z fajną dziewczyną i wszystko było ok dopóki nie zobaczył jej żółknących, popękanych pięt. To był dla niego właśnie ten szczegół.
Eh życie :D