soczewica
22.04.04, 14:36
tak właśnie czytam wątek kóry wznieciła triss ;-)
i uderzyła nmie jedna wypowiedź, inaji, mniej więcej taka:
"jak się ma rozrabianie na forum do realnego wyrzucenia z pracy?"
nie wnikam teraz w wyrzucenie z pracy czy nie. ale czy to oznacza że wchodząc
na forum mogę każdego nazwać durnym fiutem, palantem, kretynem a potem mieć
pretnsje z tytułu ponoszonych konsekwencji? najpierw bluzgać ile wlezie, a
potem obudzić się z ręką w nocniku i płakać że to była tylko INTERNETOWA
zabawa?
dajcie spokój, bądźmy poważni. kobiety na ulicy nie nazwie się kurwiszonem,
bo można mieć z tego powodu co najmniej mandat, a jeśli będzie się ją tak
nazywać codziennie i wobec innych - sprawę o pomówienie. jeśli zrobiłoby się
to w miejscu pracy, to się z pracy poleci.
a ja się pytam - czymże się różni internet od werbalnej komunikacji?
zostawiamy po sobie odciski palców w postaci ip. internet to nie wielka
symulacja w której można się odmóżdżyć - to część naszego życia, niby
dlaczego akurat na tą część mamy mieć dyspensę od człowieczeństwa?
hę?