prawie_prawniczka
01.11.10, 17:13
Mam taki dylemat. Mam spokojną pracę. Co miesiąc niewielka kwota na rachunek bankowy. Czego chcieć więcej? Wiem, że wiele osób marzy o takiej sytuacji.
Przepracowanych kilka lat w innym zawodzie, rozpoczęty proces zdobywania uprawnień, praca nad doktoratem rozpoczęta, zaproponowano mi przygotowanie artykułu do prasy branżowej. Jednocześnie, zadania sekretarskie mnie nudzą, potrzebuję stymulacji intelektualnej i chyba nie pasuje mi ten brak prestiżu charakterystyczny dla tej pracy. Mam w życiu inne możliwości, mogę z nich skorzystać, a jednak do końca nie wiem. Lubię poleniuchować, nikt mnie nie krytykuje, nie mam tej presji jaką miałam w "poważnej" pracy. Kiedy odchodziłam z poprzedniej pracy w ogóle niczego nie szukałam, pojawiła się propozycja połączenia pracy merytorycznej z zadaniami asystentki, zgodziłam się.... Ale już po paru miesiącach byłam znużona. Jednocześnie już na rozmowie zaznaczyłam szefowi, że chcę docelowo być wysokiej klasy specjalistką, a sekretariat to pewien przystanek po drodze, na który godzę się po drodze do celu. Było to dla niego oczywiste. Prawie każdy mi się dziwi, że się na to zgodziłam. Minęło ponad półtora roku od tamtej rozmowy, a ja zastanawiam się czy już powinnam ruszać czy cierpliwie tu jeszcze poczekać.
Dobrze mi w tej stagnacji, ale jednocześnie czasem trafia mnie szlag i czuję, że zwariuję....