caramella.pora
25.03.11, 12:37
Nie rozumiem kobiet.
W przeciągu ostatniego roku zmieniłam się trochę fizycznie, na lepsze. Dużo schudłam, zamieniłam okulary na soczewki, fryzjer, bardziej kobiece ciuchy. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie moje koleżanki.
Jak jeszcze byłam grubsza i zaniedbana oraz oczywiście z tego powodu zakompleksiona to ciągle powtarzały mi, że powinnam się otworzyć, uwierzyć w siebie, zainwestować w lepsze ciuchy, nawet diety sugerowały. Były mi wsparciem w ciązkich czasach, kiedy prawie żaden facet nie zwracał na mnie uwagi, a już na pewno nie ten, który mi się podoba.
Po mojej przemianie sytuacja odwróciła się, od mężczyzn odpędzić się nie mogę, za to koleżanki zaczęły mnie unikać. Nie zapraszają mnie na imprezy "mieszane", nie ma mowy o wspólnym wyjściu do klubu czy pubu nawet. Spotykamy się zawsze w babskim gronie u jednej z nas. Potem wychodzi, że np. tydzień temu była impreza albo poszły na miasto, a ja dopiero się o tym dowiaduję i jest mi przykro.
Jeszcze na początku ze mną wychodziły, ale widziałam że nie w smak było im jak byłam podrywana. Wcześniej jako grubaska jak chłopak ze mną zatańczył czy pogadał na osobności, to mi powtarzały, że go zainteresowałam, że spodobałam mu się, dyskutowałyśmy o tym, nakręcały mnie. Teraz- cisza, nie wspominają o tym ani słowa.
Myślę, że chyba 'zdenerwowało' je to kiedy chłopak, który podoba się jednej z nich, których coś tam kiedyś łączyło zaczął mnie podrywać na imprezie. Tylko że to był jednonocny jego wyskok, a on sam jest raczej podrywaczem i w ciągu swego życia zaliczył wieele kobiet, więc nie rozumiem czemu głupi flirt ze mną tak ją zdenerwował.
Nie wiem co mam robić, czy pogadać o tym, ale głupio mi, no bo jak mam zacząć temat? Czy olać i ciągnąć dalej tak jak jest?