Dodaj do ulubionych

Zderzenie z psem

01.04.11, 23:28
Ja dzisiaj CHYBA uderzyłam w głowe jakiegos psa. Jadę sobie, nagle poczułam wyraźnie jakieś uderzenie, czegoś twardo - miękkiego, i dziwny dżwięk, chyba szczeknięcie. jechałam tak ok 50/h. Zatrzymałam się ok, 80 - 100 m dalej. Wyszłam z auta, nic nie widziałam, ani na samochodzie, ani na ulicy, tam, gdzie mniej wiecej to sie stalo. Zawróciłam i zatrzymałam się mniej więcej dokładnie tam, gdzie to walnęło - ale nic nie znalazłam, żadnego sladu psa, ani innego zwierzęcia. Jednak na pewno uderzyłam w coś. Chyba zwierzę. I chyba w głowę. I nie moge przestać o tym mysleć - poszło gdzieś w krzaki zdechnać? Rozejrzalam się tylko przy ulicy, tyle ile byłam w stanie, zmrok już zapadał, a tam był taki parczek jakby, takie krzaki, nie miałam możliwosci zaparkować i przeszukiwać tego parczku, gdyż nie było tam zadnego pobocze i stanie tam samochodem powodowalo zagrożenie dla bezpieczeństwa mojego i innych użytkowników drogi, którzy w każdej chwili mogli nadjechać. A jeśli dostal w glowę, to wątpię, zeby mu się nic nie stało, moze teraz jeszcze gdzies lezy i kona :(

Okropne uczucie. I też zastanawiam się - jeśli bym nawet tego psa odnalazła - co robić? Wziac do samochodu np bezpańskiego zapchlonego psa i zawieźć do jakiegoś weta? Psa, który zreszta mógłby mnie moze pogryźć, na przykład? Wzywa sie jakieś pogotowie? Przecież nie mozna tak stworzenia zostawić, zeby cierpiało, ale też nie wyobrażam sobie niestety, żebym rannego bezpańskiego psa wzieła do auta. A moze to był czyjś pies? Serio - nie wiem co się powinno zrobić w takiej sytuacji.

A moze to był czyjś pies, ktoś moze go teraz szuka?

Cholera. Nikomu z domowników o tym nie powiedziałam, straszne wyrzuty mam :(
Obserwuj wątek
    • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:33
      i bardzo dobrze zrobilas. Wiesz ile bylo wypadkow z powodu ze ktos w takiej sytuacji chcial ominac zwierze na drodze?
      • kasssannndra Re: soulshunter2 01.04.11, 23:35
        Taa mas racje, najlepiej z cały impetem w psa przywalić, wkońcu to tylko pies...
        • soulshunter2 Re: soulshunter2 01.04.11, 23:36
          moj znajomy zginal bo chcial ominac tylko psa. Poslizg, pobocze i dachowanie.
          • katka-the-hermit Re: soulshunter2 01.04.11, 23:46
            jesli nie grzejesz jak opetany i od czasu do czasu uzywasz wyobrazni, nie giniesz omijajac psa (czy kogokolwiek innego)
            • soulshunter2 Re: soulshunter2 01.04.11, 23:51
              jasne, miszczyni kierownicy sie odezwala. Sprobuj opanowac nagly niekontrolowany poslizg przy 70 km/h wtedy pogadamy.
              • katka-the-hermit Re: soulshunter2 01.04.11, 23:56
                soulshunter2 napisał:

                > jasne, miszczyni kierownicy sie odezwala. Sprobuj opanowac nagly niekontrolowan
                > y poslizg przy 70 km/h wtedy pogadamy.

                nie jestes w stanie opanowac ewentualnego poslizgu, nie jedziesz 70
                • soulshunter2 Re: soulshunter2 02.04.11, 00:01
                  najlepiej nie wsiadac do samochodu w ogole. Kto wie co sie moze zdazyc na parkingu pod marketem. Masz cos wiecej oprocz karty rowerowej?
                  • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 00:17
                    Nie mam karty rowerowej.
                    Na parkingu pod marketem nikogo nie zabijesz, chocby dlatego, ze predkosc nie ta.
                    Jesli tobie nie przeszkadza potracanie/zabijanie innych zyjatek, to trudno - ja tego nie zmienie, ale nie glos teorii, ze do wypadkow dochodzi z winy tych wlasnie psow/kotow/dzieci..do wypadkow (tych powaznych) dochodzi z powodu niedostosowania predkosci do warunkow/otoczenia..
                    to ty jako operator maszyny stwarzasz zagrozenie, nie pies czy dziecko..
                    i nie twierdze, ze mi nigdy nic takiego sie nie zdarzy, bo nikt nie jest nieomylny, ale jesli cos takiego mialoby miejsce, to na pewno nie obwinialabym zwierzecia, dziecka, czy drzewa.
                    • soulshunter2 Re: soulshunter2 02.04.11, 00:21
                      masz racje. Nalezy obwinic Newtona, Archimedesa, Einsteina, Pascala i kilku innych gosci. Moze nawet pozew zbiorowy im zalozyc.
                      • piotr_57 Re: soulshunter2 02.04.11, 05:42
                        Zawsze mnie dziwi , po jaka cholerę ludzie wdają się w dyskusję z idiotami?
                        Przecież to tylko net, nie wiesz ani z kim rozmawiasz, ani jakie są jego intencje. Jeśli wygaduje takie idiotyzmy, to albo cierpi na jakieś rozmiękczenie mózgu, albo robi Ci na złość.
                        I w jednym przypadku i w drugim rozmowa jest bez sensu.
                • lusseiana Re: soulshunter2 02.04.11, 00:12
                  Tja... już sobie wyobrażam jak jeździsz, przewidując każdy ewentualny poślizg na każdej możliwej nawierzchni i przy każdej możliwej pogodzie by w razie czego zapanować nad pojazdem... Uwzględniając również takie czynniki, jak niespodziewane wtargnięcia istot różnorakich na jezdnię, zachowania innych kierowców, dziury, nierówności, a także żwir czy piasek na poboczach. Hmmm... w takim razie wnioskuję, że albo nigdy nie przekraczasz prędkości 20km/h, albo co bardziej prawdopodobnie, nigdy nie siedziałaś za kierownicą jadącego samochodu. Może być też tak, że na forum piep** jak potłuczona, a jeździsz jak wszyscy.
                  • soulshunter2 Re: soulshunter2 02.04.11, 00:14
                    obstawiam playstation albo X-Box
                    • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 00:25
                      soulshunter2 napisał:

                      > obstawiam playstation albo X-Box
                      nigdy nie mialam do czynienia z ktorymkolwiek z tych urzadzen, wiec pudlo. nie chcialabym za to by ktokolwiek z moich bliskich mial watpliwy zaszczyt obcowania z toba i tobie podobnymi na drodze. nie ma nic gorszego niz samozwanczy miszcz kierownicy wlasnie..on nie popelnia bledow, o nie, a kazde przewinienie cudza wina jest!
                      • soulshunter2 Re: soulshunter2 02.04.11, 00:34
                        tak jest! Masz racje! Globalne ociepleni i dziury na drodze to tez moja wina. Przyznaje sie!
                        • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 00:37
                          soulshunter2 napisał:

                          > tak jest! Masz racje! Globalne ociepleni i dziury na drodze to tez moja wina. P
                          > rzyznaje sie!

                          cos mi mowi, ze nie przyznalbys sie, chocby cie na ich drazeniu zlapali:)
                          i nie ma to jak wszystko do absurdu sprowadzic..
                    • lusseiana Re: soulshunter2 02.04.11, 00:26
                      Ano też może być. Uwielbiam takich moralistów-teoretyków za trzy grosze...
                      • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 00:35
                        a ja uwielbiam wszystkowiedzacych ekspertow od prawdy objawionej..
                        ci co jadac 80 (bo na to znaki pozwalaja w koncu) po lodzie, na zuzytych oponach, zabili pare osob tez tak na pewno mowili..i od zawalidrog ostroznych i rozgladajacych sie wyzywali..ubaw przedni.., dopoki to kogos z twoich nie dotknie..
                        • bateryjka Re: soulshunter2 02.04.11, 00:41
                          Weź, weź, weź, kobieto, nie mozesz sobie swojego watku o piratach drogowych zalozyć? Tu jest wątek o psie, którego chyba niestetey i niechcący potrąciłam i przy okazji pytanie: co się robi w razie potracenia zwierzęcia (nikt się jakoś nei ustosunkował poza Salmą, a to warto wiedzieć, abstrahujac od mojej konkretnej sytuacji psa- widmo, który jak sie dowiedzielismy, był kartonem). ale tak na serio - co wtedy robić? Poza zabieraniem do weta, (na co ja się naprawde nie piszę). czy jakieś sa przepisy na ten temat?
                          • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 00:52
                            za wątek dygresyjny przepraszam, choć to souls inspiratorem był..to on, to on! :) on powinien wątek założyć, jeśli już..
                            to co ciebie w końcu męczy?ewentualnie cierpiący pies, czy to, że nie zastosowałaś się do przepisów?
                            przepisów nie znam. psem bym się zajęła, niezależnie od nich. jednego takiego (na drodze znalezionego) nawet z zgarnęłam. 6 lat już ze mną jest:)
                          • anais_66 Re: soulshunter2 02.04.11, 04:22
                            bateryjka napisała:

                            > Poza zabieraniem do weta, (na co ja się naprawde nie piszę).

                            Wspólczuje. Żyj więc z tą myślą...
                        • lusseiana Re: soulshunter2 02.04.11, 00:53
                          Z tym, że wyobraź sobie - ja jeżdżę. Codziennie samochodem, od święta motocyklem. Wiem jak to wygląda W PRAKTYCE. Wielu z moich znajomych robi to nawet zawodowo. To Ty się kreujesz na jedynego sprawiedliwego i walisz tekstami typu "nie umiesz opanować, nie jedziesz", nie ja. Wypadki się zdarzają także tym, którzy jadą w pogodny, słoneczny dzień, w pełni sprawnym samochodem, na nowych oponach i zgodnie z przepisami - im także może wyskoczyć na drogę dziecko, może wybiec pies, albo wpaść pod koła pijany rowerzysta i też nie będą w stanie nic zrobić. I co, też będą winni, też będą mordercami? No bo w końcu zawsze można zgasić silnik i samochód pchać w obszarze zabudowanym - wtedy z pewnością nikomu się krzywdy nie wyrządzi...

                          Tobie się wydaje, że ta kwestia jest czarno-biała, a to nieprawda. Nie zawsze i nie tylko kierowcy są winni. Czasem w ogóle nie ma winnych, no chyba, że za nieszczęśliwe zbiegi okoliczności chcesz Bogu, bogom, czy w co tam wierzysz sprawę wytoczyć.

                          I wyobraź sobie, że ta kwestia dotknęła mnie osobiście bardziej, niż bym sobie tego życzyła - i nie mam tu na myśli banalnego rozjechania psa.
                          • soulshunter2 Re: soulshunter2 02.04.11, 00:59
                            a w ogole ten pies byl guilty as hel,l bo uciekl z miejsca zdarzenia zamiast zostawic swoje namiary a zwlaszcza nr polisy OC.
                            • lusseiana Re: soulshunter2 02.04.11, 01:06
                              Heh, jasne - odcisk łapy do późniejszej identyfikacji też powinien zostawić ;P Normalnie kara z urzędu mu się należy!!

                              A tak na poważnie. Nikt nie uznaje winy kierowcy w przypadku nagłego wtargnięcia zwierzęcia na jezdnię, nawet najbardziej upierdliwe towarzystwa ubezpieczeniowe. Zwierzę ma to do siebie, że nie myśli jak człowiek i jest nieobliczalne. Wina niczyja. Szkoda zwierzaka i nerwów kierownicy ;)

                              Natomiast do sedna wątku - nie słyszałam, żeby były jakieś procedury postępowania w tym przypadku... Najprościej chyba zadzwonić na 112, oni powinni taką sprawą pokierować dalej, bo Policja... hmmm... jak do stłuczki potrafią jechać 4 godziny, to do potrąconego psa... wolę nie liczyć :/
                              • mumia_ramzesa Re: soulshunter2 02.04.11, 13:48
                                lusseiana napisała:

                                > Nikt nie uznaje winy kierowcy w przypadku nagłego wtargnięcia
                                > zwierzęcia na jezdnię, nawet najbardziej upierdliwe towarzystwa ubezpieczeniowe.
                                >[...] Wina niczyja.

                                Jesli byl znak "Uwaga na zwierzeta lesne" to zadne tow. ubezp. nie pokryje strat.
                          • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 01:15
                            lusseiana napisała:

                            > Z tym, że wyobraź sobie - ja jeżdżę. Codziennie samochodem, od święta motocykle
                            > m. Wiem jak to wygląda W PRAKTYCE. Wielu z moich znajomych robi to nawet zawodo
                            > wo. To Ty się kreujesz na jedynego sprawiedliwego i walisz tekstami typu "nie u
                            > miesz opanować, nie jedziesz", nie ja. Wypadki się zdarzają także tym, którzy j
                            > adą w pogodny, słoneczny dzień, w pełni sprawnym samochodem, na nowych oponach
                            > i zgodnie z przepisami - im także może wyskoczyć na drogę dziecko, może wybiec
                            > pies, albo wpaść pod koła pijany rowerzysta i też nie będą w stanie nic zrobić.
                            > I co, też będą winni, też będą mordercami? No bo w końcu zawsze można zgasić s
                            > ilnik i samochód pchać w obszarze zabudowanym - wtedy z pewnością nikomu się kr
                            > zywdy nie wyrządzi...
                            a dlaczego, w ogóle mnie nie znając, zakładasz, że ja nie jeżdżę? otóż jeżdzę, od 10 lat codziennie. i nigdzie nie napisałam, że nie ma sytuacji nie do przewidzenia i że wypadki się nie zdarzają! oczywiście, że się zdarzają!
                            ja po prostu uważam, że zakładanie z góry, że jak nie ominiesz psa, to grozi ci olbrzymie niebezpieczeństwo jest nieprawdą. jeśli nie jedziesz szybciej niż warunki sugerują (mokra, tudzież lodem pokryta droga, teren zabudowany, miejski czy wiejski) nie giniesz omijając psa czy dziecko.
                            nie znamy nawet sytuacji autorki, nie wiemy gdzie i jak szybko jechała, więc twierdzenie (nie twoje, ale ochoczo przez ciebie poparte), ze bardzo dobrze zrobiła jest wg mnie błędne. tyle.
                            > Tobie się wydaje, że ta kwestia jest czarno-biała, a to nieprawda. Nie zawsze i
                            > nie tylko kierowcy są winni.
                            Oczywiście, że nie! gdzie napisałam, że zawsze?
                            Czasem w ogóle nie ma winnych, no chyba, że za ni
                            > eszczęśliwe zbiegi okoliczności chcesz Bogu, bogom, czy w co tam wierzysz spraw
                            > ę wytoczyć.
                            ja nie chcę żadnych spraw wytaczać. piszę tylko, że JA miałabym z tym problem i pewnie siebie, a nie innych za zabicie (o drobnych kolizjach nie piszę, bo to oczywiste, że zdarzają się nagminnie) kogoś bym obwiniała
                            >
                            > I wyobraź sobie, że ta kwestia dotknęła mnie osobiście bardziej, niż bym sobie
                            > tego życzyła - i nie mam tu na myśli banalnego rozjechania psa.
                            a czemu to takie banalne? bo masz już parę na koncie? stąd ten atak?
                            • lusseiana Re: soulshunter2 02.04.11, 11:34
                              Twoje poprzednie wypowiedzi mają się dokładnie nijak do tego, co napisałaś teraz. A wręcz świadczą o czymś dokładnie przeciwnym.

                              Z mojej strony kończę tę dyskusję, bo nie chce mi się uzasadniać każdego poszczególnego słowa i każdej poszczególnej myśli jaką napisałam - z resztą to i tak bezcelowe, bo wiesz swoje, ja wiem swoje i przy tym zostańmy.

                              Pozdrawiam.
                            • katka-the-hermit Re: soulshunter2 02.04.11, 11:45
                              Spróbuję jeszcze raz, chociaż męczy mnie już to udowadnianie, że nie jestem wielbłądem..:
                              a) souls na post o domniemanym potrąceniu psa i wątpliwościami z tym związanymi odpowiada, że osoba bardzo dobrze zrobiła, bo za dużo wypadków przez omijanie psów się zdarza, co wg mnie jest
                              - nie na temat, bo autorka nie miała dylematu "omijać czy nie omijać", ona tego "psa" nie zuważyła nawet. zastanawiała się czy dobrze postąpiła po zdarzeniu,
                              - nieprawdą, a już na pewno nie całą i jedyną prawdą absolutną, a to dlatego, że wypadki zdarzają się głównie z powodu niedostosowania prędkości do warunków i otoczenia i to w konsekwencji tego ominięcie jakiejkolwiek przeszkody staje się groźne albo niemożliwe, a nie na odwrót
                              b) mierzi mnie zkładanie z góry, że omijanie psów, kotów czy ludzi jest głupotą, czy zagrożeniem. czasami na pewno tak jest, ale w większości przypadków nie, w każdym razie nie zagrożeniem śmiertelnym, bo o takim cały czas piszę. w przypadkach (licznych niewątpiliwie i nigdzie nie napisałam inaczej), gdzie na szali jest z jednej strony porysowanie karoserii, czy wgniecenie zderzaka, a z drugiej uszkodzenie czy zabicie istoty żywej, dylematu dla mnie nie ma żadnego
                              c) nigdzie nie napisałam, że ja jestem taka doskonała i zawsze jeżdżę na tyle wolno/ostrożnie, żeby w razie czego móc przed przeszkodą zahamować czy ją ominąć. nie jestem. ale to nie zmienia faktu, że uważam, że tak się jeździć powinno, przynajmniej jeśli się nie chce mieć kogoś na sumieniu, albo siebie w niebezpieczeństwie. i nie, nie oznacza to poruszania się 20 km/h! nie powinno się jednak pruć przez wioskę 100/godz., bo tak jak wiele przeszkód jest faktycznie nie do przewidzenia (lawina z kamorów, samochód na środku itp.), tak to, że na wsi coś ci na drogę wyskoczy jest zdecydowanie bardziej pewne niż nie
                              d) to, że coś jest, jak to przedmówczyni uroczo ujęła, "banalne" nie oznacza, że jest dobre, wskazane, czy, że trzeba to akceptować, albo przynajmniej się z tym pogodzić. ściąganie na egzaminach, zdradzanie partnera, bicie dzieci..wszystko to jest "banalne" i dla wielu osób oczywiste. jednym taki stan rzeczy pasuje i w ich mniemaniu doskonale ich tłumaczy, innym nie.
                              • lusseiana Re: soulshunter2 02.04.11, 12:27
                                No z takim postem to można polemizować i jakoś sensownie dyskutować - ale po tekście cyt.: "nie umiesz opanować, nie jedziesz" jedyne co sobie pomyślałam, brzmiało mniej więcej tak, że kolejna baba bez prawa jazdy bawi się w pouczanie, guzik wiedząc w temacie. Wybacz, ale nie dałaś żadnych innych wskazówek, by pomyśleć inaczej, ocenić inaczej i co innego napisać. Nie przyszło mi do głowy, że ktoś, kto prowadzi samochód częściej niż dwa razy do roku może walnąć takim bzdurnym banałem, ale cóż... widać zdarza się ;)

                                Co do punktów a, b i c to mogę się zgodzić w całej rozciągłości i podpisać pod tym, nie zmienia to jednak faktu, że nie zostawiłabym samochodu w nocy, na środku drogi i nie polazłabym w krzaki szukać obcego psa (który psem wcale mógł nie być, vide historia kartonowa), ani nie zapakowałabym go do auta - słowem nie zmienia to faktu, że zachowałabym sie podobnie do autorki.

                                Zaś co do punktu d), to powiem tak - potrącenie psa jest banałem w porównaniu do wypadków z udałem LUDZI, które widziałam, bądź o których słyszałam. I robienie halo z tego, że autorka nie rzuciła się na pomoc zwierzakowi śmieszy mnie w momencie, gdy w sezonie motocyklowym zaliczam przynajmniej 3 pogrzeby. Nie znaczy to, że należy takie sytuacje akceptować i machać na nie ręką, ale zachowajmy umiar i właściwe proporcje, bo co poniektórzy zdecydowanie za daleko się zapędzają w tym temacie.
                  • hitherto Re: soulshunter2 03.04.11, 08:05
                    lusseiana napisała:
                    > Tja... już sobie wyobrażam jak jeździsz, przewidując każdy ewentualny poślizg n
                    > a każdej możliwej nawierzchni i przy każdej możliwej pogodzie by w razie czego
                    > zapanować nad pojazdem... Uwzględniając również takie czynniki, jak niespodziew
                    > ane wtargnięcia istot różnorakich na jezdnię, zachowania innych kierowców, dziu
                    > ry, nierówności, a także żwir czy piasek na poboczach.

                    Wiem że ten tekst był zaplanowany na ironiczną przesadę, ale tak właśnie jeździ się motocyklem. Tam nie ma ASR, ESP, pasów z napinaczami, poduszek, Line assist, kurtyn, stref zgniotu, ABS jest rzadko. Jedynymi aktywnymi systemami bezpieczeństwa są oczy i mózg, a każdy błąd w przewidywaniu może kosztować życie.

                    > Hmmm... w takim razie wn
                    > ioskuję, że albo nigdy nie przekraczasz prędkości 20km/h, albo co bardziej praw
                    > dopodobnie, nigdy nie siedziałaś za kierownicą jadącego samochodu. Może być też
                    > tak, że na forum piep** jak potłuczona, a jeździsz jak wszyscy.

                    Przekracza się prędkość 20km/h, ale jeśli poślizg na odrobinie piasku na zakręcie kończy się groźnym wypadkiem - jedziesz tak żeby go nie mieć. I widzę że niektórym kierowcom samochodów przydałoby się trochę doświadczenia i wyobraźni.

                    A co do sytuacji dachowania - zwierząt na jezdni nigdy się nie omija, tylko natychmiast hamuje. Nie z troski o nie, tylko o siebie - zwierzę nie wiadomo jak się zachowa, znam z bliska przypadek omijania sarny zakończony dachowaniem i kasacją. Ile zdążysz wytracić prędkości to twoje, a samochód też jest skonstruowany do absorbowania uderzeń czołowych.
          • anais_66 Re: soulshunter2 02.04.11, 04:13
            soulshunter2 napisał:

            > moj znajomy zginal bo chcial ominac tylko psa. Poslizg, pobocze i dachowanie.

            Miał pecha...
            • piotr_57 Re: soulshunter2 02.04.11, 05:46
              anais_66 napisała:
              >
              > Miał pecha...

              To nie ma nic wspólnego z pechem, to głupota pomieszana z brakiem kwalifikacji do prowadzenia samochodu.
              >
              • princessjobaggy Re: soulshunter2 02.04.11, 10:28
                > To nie ma nic wspólnego z pechem, to głupota pomieszana z brakiem kwalifikacji
                > do prowadzenia samochodu.

                Niekoniecznie. Czesto takie sytuacje trwaja ulamek sekundy, nie ma czasu na myslenie, cialo reaguje szybciej niz osrodek decyzyjny w mozgu. Na tym polega odruch. Zdarza sie, ze ten odruch jest nieprawidlowy.

                Sama mialam kilka takich sytuacji, w ktorych bylam zaskoczona, ze potrafie tak szybko zareagowac. Ale swiadomego wyboru w tym nie bylo - za malo czasu.
                • piotr_57 Re: soulshunter2 02.04.11, 12:34
                  princessjobaggy napisała:

                  >
                  > Niekoniecznie. Czesto takie sytuacje trwaja ulamek sekundy, nie ma czasu na mys
                  > lenie, cialo reaguje szybciej niz osrodek decyzyjny w mozgu. Na tym polega odru
                  > ch. Zdarza sie, ze ten odruch jest nieprawidlowy.

                  Jeżeli masz nieprawidłowo odruchy za kierownicą to znaczy, że nie nadajesz się na kierowcę.
                  Są ludzie, którzy w kryzysowej sytuacji zamykają oczy i zasłaniają twarz łokciami. Ale nigdzie nie jest powiedziane, że powinni prowadzić samochód. Wiem o czym myślisz i masz racje, jednak forum zmusza do stosowania uproszczeń i takiego tez dokonałem w swoim poście.
                  Jako "głupotę" zakwalifikowałem zarówno znaczenie dosłowne jak i nieprawidłowe odruchy.
                  >
                  > Sama mialam kilka takich sytuacji, w ktorych bylam zaskoczona, ze potrafie tak
                  > szybko zareagowac. Ale swiadomego wyboru w tym nie bylo - za malo czasu.

                  Też miałem taką sytuacje. Jechałem ze swoimi rodzicami 90letnią stryjenka. wyskoczył mi pies, nawet mi ręka nie drgnęła. Przeturlało psa pod podwoziem, ponieważ było to na lewym pasie cztero-pasmówki pojechałem dalej. Złośliwe i upierdliwe uwagi oraz "mundrości" trojga starszych pasażerów doprowadziło do tego, że zagroziłem wysadzeniem ich z samochodu. Dopiero to przyniosło skutek.
                  • princessjobaggy Re: soulshunter2 02.04.11, 15:54
                    > Są ludzie, którzy w kryzysowej sytuacji zamykają oczy i zasłaniają twarz łokciami.

                    Nigdy nie wierzylam w tego rodzaju opowiesci, dopoki sama nie bylam swiadkiem podobnego zachowania u poczatkujacego kierowcy.

                    Co do reszty - w sumie masz racje, sa ludzie, ktorzy od poczatku nie reaguja jak powinni. Choc pewnie im wieksze doswiadczenie, tym latwiej zachowac zimna krew i tym mniejsze prawdopodobienstwo nieprawidlowej reakcji.
          • sootball Re: soulshunter2 02.04.11, 09:31
            Ludzi też nie powinno się próbować omijać. Prosty wybór, lepiej on niż ja. Nie?
          • ritsuko Re: soulshunter2 02.04.11, 10:23
            Niestety, od zawsze uczą, żeby nie próbować omijać, bo to za duże ryzyko, ale wątpię czy da się nad odruchami aż tak panować. Jestem prawie pewna, że pomimo wiedzy o tym jadąc próbowałabym ominąć- to są sekundy jeśli wyskakuje Ci coś nagle na drogę.
        • izabellaz1 Re: soulshunter2 01.04.11, 23:46
          Niestety tak radzą. Wybór: albo pies albo ja i moja rodzina. Bez urazy ale wybieram to drugie.
          • princessjobaggy Re: soulshunter2 02.04.11, 10:15
            > Niestety tak radzą. Wybór: albo pies albo ja i moja rodzina. Bez urazy ale wybieram to drugie.

            Oczywiscie, ze tak radza i tak powinno sie zrobic. Tylko, ze bardzo czesto w takich sytuacjach nie masz czasu, zeby pomyslec: ok, ja albo pies, nie moge go ominac. To jest ulamek sekundy i zwykly odruch. Niestety, zdarza sie, ze ten odruch moze byc nieprawidlowy i dochodzi do wypadkow.
      • bateryjka Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:50
        Ja nie uderzyłam w niego, bo nie chciałam ominąć. Po prostu w ogóle go nie widziałam, to uderzenie było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. ale nie był to jakiś kamień - zbyt miękkie to było, a poza tym ten okropny szczek, ciagle mam w uszach, to na pewno był pies, pewnie gdzies wyskoczył mi spomiędzy tych krzaków, nie wiem, nie widziałam go naprawdę.

        Ale owszem - jeśli chodzi o wybory tego typu to również uważam, ze bezpieczeństwo ludzi jest wazniejsze niz zwierzę i już ostatecznie lepiej zabić psa niż siebie i/lub jeszcze kogoś innego. Do tej pory (ponad 10 lat) nigdy nie miałam żadnego spotkania z żywą przeszkodą na drodze, dopiero dzis :(
        • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:53
          zapomnisz. Nie ma sensu sie obwiniac o losowe zdarzenia.
          • bateryjka Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:05
            Dzięki za dobre słowo :)
    • kasssannndra Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:33
      Ja kiedyś była świadkie zdarzzenia jak ktos potracił psa i pies zawył i wystraszony uciekl...
      Od tego zdarzenia mineło kilka lat, strasznie to przeżyłam bo wrażliwa na ty punkcie jestem, ale tłumaczylam sobie że nawet potrącony jak pobiegł, uciekł tzn. że nie jest tak źle bo jak by bylo bardzo źle to przecież by leżal na ulicy.
    • salma75 Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:33
      Nie zostawiłabym zwierzaka.
      Mam koc w aucie, owinęłabym kocem i do weta, choćby po to by uśpił, by się zwierzę nie męczyło.
      Szkoda, że nie poszukałaś go dłużej :(.
      • bateryjka Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:44
        Naprawdę nie mogłam tam stać, zostawić samochodu na drodze bez pobocza (nawet na światłach alarmowych) i zapuszczać się w krzaki, gdyby ktoś wjechał w moje auto stojace w neidozwolonym miejscu to mogłabym oprócz psa miec jeszcze na sumieniu czlowieka, prawda? Niemniej jednak chciałam przynajmniej zobaczyć co się stało, ale nic nie zobaczyłam, żadnej krwi, jednak to uderzenie na pewno mi się nie przywidziało. Obawiam się jednak, że obcego rannego psa nie wzięlabym do samochodu, w ogóle bym nie dotknęła raczej. Chyba po prostu zadzwonilabym wtedy na policję, gdyby on tam byl i spytala co mam zrobić. No ale nie było psa - to pojechalam dalej. Ale ciagle o tym myslę. To okropne, naprawdę podle się czuję :(
        • lusseiana Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:23
          Wiesz co, to zrozumiałe. Przecież nikt normalny nie celuje w psy na drodze i nie rozjeżdża ich specjalnie. Nie masz się o co obwiniać - wypadki się zdarzają, zwierzęta włażą na drogi i czasem ktoś w nie trafia... Przecież nie zrobiłaś tego specjalnie, więc to nie Twoja wina.

          Ja też bałabym się zabrać takiego psa - mógłby być w szoku, nie wiadomo co by mu do łba strzeliło, mógłby zacząć skakać po aucie, albo jeszcze gorzej gryźć na oślep i skończyłoby się to o wiele gorzej... tym razem przede wszystkim dla Ciebie. O zaświnionym aucie już nawet nie wspomnę. Przykre to, pewnie też by mnie to sporo nerwów kosztowało, ale stawiając na szali życie nie mojego psa, a moje własne zdrowie i bezpieczeństwo innych na drodze wybór jest chyba dość oczywisty...

          Pozdrawiam.
          • anais_66 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 04:25
            lusseiana napisała:

            > O zaświnionym aucie już nawet nie wspomnę.

            Brak słów...
            • lusseiana Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 11:45
              Skoro brak, to po co je piszesz? :P

              Nie sądzisz, że każdy ma prawo mieć inny pogląd na tę kwestię i inaczej ustawione priorytety? Ja myślę, że jak najbardziej - można się z nimi zgadzać lub nie, ale komentarze w powyższym stylu niczego nie wnoszą.
      • piotr_57 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 05:52
        salma75 napisała:

        > Nie zostawiłabym zwierzaka.
        > Mam koc w aucie, owinęłabym kocem i do weta, choćby po to by uśpił, by się zwie
        > rzę nie męczyło.
        > Szkoda, że nie poszukałaś go dłużej :(.

        Masz prawo być szlachetna, Twój wybór. A ja (gdybym nawet) odnalazł psa to, złożyłbym doniesienie o spowodowanie zagrożenia na drodze, oraz pozwał właściciela o pokrycie kosztów naprawy samochodu.
        >
        >
        • salma75 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 10:50
          piotr_57 napisał:

          > salma75 napisała:
          >
          > > Nie zostawiłabym zwierzaka.
          > > Mam koc w aucie, owinęłabym kocem i do weta, choćby po to by uśpił, by si
          > ę zwie
          > > rzę nie męczyło.
          > > Szkoda, że nie poszukałaś go dłużej :(.
          >
          > Masz prawo być szlachetna, Twój wybór. A ja (gdybym nawet) odnalazł psa to, zło
          > żyłbym doniesienie o spowodowanie zagrożenia na drodze, oraz pozwał właściciela
          > o pokrycie kosztów naprawy samochodu.
          > >


          Nad tym być może zastanowiłabym się później.
          Priorytetem byłoby ulżenie zwierzakowi w cierpieniu.
          • piotr_57 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 12:44
            salma75 napisała:

            > Nad tym być może zastanowiłabym się później.

            A ja w pierwszej kolejności. Odpowiedzialny za psa jest właściciel, a nie ja.

            > Priorytetem byłoby ulżenie zwierzakowi w cierpieniu.

            Najbardziej "ulżyło" by zwierzętom w cierpieniu, wymierzanie ich właścicielom 25batów na gołą doopę, za brak opieki nad nimi. Bezkarność właścicieli powoduje ich beztroskę, a to skutkuje wypadkiem i cierpieniem stworzenia. Należy zwalczać przyczynę, a nie "przykładać maść" na skutek.
            Ale znam sposób myślenia, który prezentujesz. Nie zgadzam się z nim, ale uznaje go za równoważny do swojego.
            >
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Zderzenie z psem 01.04.11, 23:43
      Ja tylko jedną sarnę mam na sumieniu. Ale zawsze jak jadę w nocy to się uważnie rozglądam, bo to głupie zwierzaki są.

      A strach mi wtedy koleś napędził który do auta podbiegł i pyta co uderzyłem bo jego brat miał tędy iść... brrrr... Wolę nie myśleć co ten koleś czuł.
    • bimota Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:09
      Jego duch bedzie cie nawiedzal. :P
      • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:11
        a jesli to byl pies Baskervillów? Ja bym sie juz bal.
        • bateryjka Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:12
          dzięki, urwa, dzięki ;)
          • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:17
            a jesli to byl Jezus Chrystus ktory przybral postac psa aby zobaczyc kiedy ma zarzadzic koniec swiata i biblijny armageddon? Ty Judaszu ty! Zabilas Pana! Bedyiesz sie w piekle smazyc!
            • mumia_ramzesa Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 13:53
              > a jesli to byl Jezus Chrystus ktory przybral postac psa aby zobaczyc kiedy ma
              > zarzadzic koniec swiata i biblijny armageddon? Ty Judaszu ty! Zabilas Pana! Bedy
              > iesz sie w piekle smazyc!

              To jest co najmniej niesmaczne.
          • dublin2 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:22
            Skoro wciaz myslisz o psie, znaczy, ze masz wielkie serce. Zrobilas co moglas. Ja nie wiem, co bym zrobila na Twoim miejscu, dlatego Cie nie oceniam. Mysle, ze poszukalabym psa i zabrala do weta, ale wczoraj zostawilam na pastwe losu kawke ze zlamanym skrzydlem (chyba ze zlamanym, stala jakos dziwnie, nie odfruwala, wmowilam sobie, ze zostawilam ja na smierc, choc, moze odleciala, ale tez wciaz o niej mysle), wiec nie oceniam. Jesli jutro nadal bedziesz sie meczyc, jedz raz jeszcze w to miejsce, poszukaj. A zapchlony pies to biedny pies, kocha tak samo.
        • salma75 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:19
          soulshunter2 napisał:

          > a jesli to byl pies Baskervillów? Ja bym sie juz bal.

          Haha, koszmar mojego dzieciństwa :))).
          • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:22
            ty sie nie smiej. Jesli mam racje, to on juz zlapal trop i zaraz sie zaczai na watkodawczynie, świeć Panie...
            • salma75 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:29
              Dorwie ją, prędzej czy później...
              http://i51.tinypic.com/chyr9.jpg
            • marguy Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:30
              bateryjko,
              jesli nie masz wgniecionego auta i nie ma sladow krwi, to bardzo prawdopodobne jest to, ze uderzylas w jakis pusty karton.
              Nie rob sobie wiec wyrzutow z powodu tego, ze sie nie zatrzymalas i nie brnelas po nocy w krzaczorach.
              Ja to zrobilam za ciebie i wszystkich innych "przejezdrzaczy kartonow". Jak glupia przedzieralam sie przez chaszcze tylko po to, zeby znalezc pognieciony duzy karton ze sladami opon.
              Malo tego, dla pewnosci przywloklam ten karton do auta i przy swietle latarki sprawdzalam czy mi sie z oponami zgadza.
              A to co slyszalas to byl odglos pekajacego kartonu.
              • bateryjka Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:37
                :)

                Chyba już pójde do łóżka; po tej, jak sie okazało terapeutycznej, sesji na forum nie będe się chyba już bała zasnąć, dziękuję Państwu zatem za wsparcie, to był dobry pomysł zeby ten wątek zalożyć dobranoc :)
                • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:39
                  zara zara, a nalezy sie po pińdziesiont zeta dla kazdego terapeuty.
                  • bateryjka Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:43
                    Sami sobie wyzerowaliscie honorarium wprowadzając do terapii psa baskervillów. Przykro mi, trzeba było sobie jaj nie robić :)
    • grassant Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:45
      miałem jakieś 12, 13 lat, gdy pewnego wieczora na moich oczach mały pies został na jezdni potrącony przez autobus. Leżał na tej jezdni z otwartymi oczyma, bałem się go dotknąc, ale nie mogłem go zostawić. za ogon ściągnęłem go na trawnik. nie miałem pojecia co zrobić. przechodził facet z psem, pogadaliśmy, dał mi pieniądze na taxi, powiedział, gdzie dyżuruje wet. pies wyszedł z tego, został z nami :)
      • soulshunter2 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 00:50
        ooo i to sie nazywa hapiend. Trzeba bylo sprzedac prawa autorskie do Hollywood.
        • katka-the-hermit Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 01:00
          soulshunter2 napisał:

          > ooo i to sie nazywa hapiend. Trzeba bylo sprzedac prawa autorskie do Hollywood.
          bys sie kiedys uczuciowo z jakas dychajaca istota zwiazal, to przestalbys po nich jezdzic (doslownie i w przenosni)
        • anais_66 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 04:30
          soulshunter2 napisał:

          > ooo i to sie nazywa hapiend. Trzeba bylo sprzedac prawa autorskie do Hollywood.

          O ja pie*rdolę, ale śmieszne
      • salma75 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 10:52
        grassant napisał:

        > miałem jakieś 12, 13 lat, gdy pewnego wieczora na moich oczach mały pies został
        > na jezdni potrącony przez autobus. Leżał na tej jezdni z otwartymi oczyma, ba
        > łem się go dotknąc, ale nie mogłem go zostawić. za ogon ściągnęłem go na trawni
        > k. nie miałem pojecia co zrobić. przechodził facet z psem, pogadaliśmy, dał mi
        > pieniądze na taxi, powiedział, gdzie dyżuruje wet. pies wyszedł z tego, został
        > z nami :)


        Wielki szacunek. Staram się w ten sposób wychować własne dzieci.
        • trypel Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 20:26
          salma75 napisała:


          > Wielki szacunek. Staram się w ten sposób wychować własne dzieci.
          >
          >
          Ciągasz je za ogony? czy wrzucasz pod autobusy?
    • anais_66 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 04:15
      bateryjka napisała:

      > ale też nie wyobrażam sobie niestety, żebym rannego bezpańskiego psa wzieła do auta.

      Z jakiego powodu sobie tego nie wyobrażasz?... Tapicerkę by pobrudził czy co?
      Smutne
      • six_a Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 11:12
        orany, przestań się czepiać, obcy pies to jest zawsze niewiadoma i na dodatek przez to wożenie można mu bardziej zaszkodzić niż pomóc. rannych ludzi też nie wozisz sama do szpitala, tylko wzywasz pogotowie.

        ja bym zabrała tylko niezbyt dużego i raczej spokojnego lub nieprzytomnego psa. z innym po prostu mogłabym sobie nie poradzić sama.
      • jowita771 Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 18:02
        Z jakiego powodu sobie tego nie wyobrażasz?... Tapicerkę by pobrudził czy co?

        Ja bym tapicerkę na pewno brała pod uwagę w takiej sytuacji. Sprać krew nie jest tak łatwo.
        • happy_time Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 20:39
          Nie pomyślałaś, że obcy pies może być agresywny? Szczególnie po wypadku, kiedy czuje ból, cierpi, a jakaś obca osoba pakuje go do samochodu co sprawia mu jeszcze większy ból. Zawożenie takiego psa na własną rękę do weterynarza może się źle skończyć, także dla psa.
    • six_a Re: Zderzenie z psem 02.04.11, 10:55
      to nie musiał być pies, mógł być ptak, nietoperz, ja kiedyś z gołębiem się spotkałam, tyle że jechałam ze trzydzieści, bo przed skrzyżowaniem światło się zmieniło na zielone i dopiero zaczynałam przyspieszać, ale wyraźnie było czuć że coś się obiło o samochód. tyle że gołąb poleciał, niespecjalnie zrażony dalej.

      powinnaś się zatrzymać i zabrać psa do lecznicy, najlepiej całodobowej, bo one mają warunki do przyjmowania zwierząt z wypadku. jeżeli z jakichś względów nie możesz go zabrać, zgłoszenia takie przyjmują schroniska, można na wszelki wypadek wozić przy sobie telefon do schroniska, albo zadzwonić do kogoś i poprosić żeby powiadomił schronisko.

      dla w-wy znalazłam taką informację:
      "W przypadku znalezienia w nocy rannego zwierzęcia nie zostawiaj go bez pomocy.
      Zawieź do najbliższej kliniki całodobowej gdzie otrzyma natychmiastową pomoc
      lekarską oraz powiadom Schronisko Na Paluchu, które pokryje koszty leczenia.
      Tel. 846 02 36 w . 12.
      Jeśli nie możesz zawieźć zwierzęcia do kliniki skontaktuj się ze schroniskiem
      pod podany numer telefonu.

      Poniżej adresy i telefony kilku całodobowych klinik w Warszawie
      Całodobowa klinika przy ul. Gagarina 5 - tel. 841 44 40
      Całodobowa klinika przy ul. Rosoła na Ursynowie (róg Rosoła i Ciszewskiego),
      tel. 644 95 31
      Całodobowa klinika przy ul. Kulczyńskiego na Ursynowie, tel. 644 06 80
      Elwet - Całodobowa Lecznica Dla Zwierząt, ul. Niepodległości 24/30, tel. 843-23-
      46
      Amigo. Całodobowa Klinika Weterynaryjna, ul. Książęca 3, tel. 622-55-22"

      www.lecznica-oaza.strefa.pl/forum/viewtopic.php?t=691
      pod tym linkiem są również informacje, jak postępować z rannym psem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka