Gość: arinka
IP: *.echostar.pl
13.04.11, 12:28
Nawet nie wiem po co piszę ten wątek, bo i tak wiem, że już się z tym nic nie da zrobić. Za głupotę się płaci. Świadomie wyszłam za faceta, który jest maksymalnym egocentrykiem, który każdą formę poświęcenia się dla innych traktuje jak coś bardzo niesprawiedliwego. Bo on, on jest najważniejszy. Rodzice zawsze wokół niego skakali - nie jest co prawda jedynakiem, ale siostra jest starsza o prawie 20 lat. Jego potrzeby zawsze były najważniejsze, jego problemy największe, jego pomysły najlepsze.... Widziały gały co brały. No, widziały częściowo, bo na początku wyglądało to trochę inaczej. Ale nie ma się co tłumaczyć, trzeba było wiać gdzie pieprz rośnie niż wierzyć, że każdy może dorosnąć. I jeszcze dziecko. Upragnione, ukochane. Ale.. No cóż, dziecko wymaga poświęcenia siebie, swojego czasu, a to już za dużo. Wiem, że bardzo kocha syna, ale najbardziej by chciał mieć pełną wolność, a ojcem być jak mu pasuje, jak ma na to czas. Pomoc w domu? Wymuszona. Bo się zapierałam, że dość, ja tego nie zrobię, w końcu on też powinien coś robić. Efekt? Może sobie leżeć do usr*** śmierci, on tego nie ruszy. Nie przeszkadza mu, że syf, bajzel. Ja mu o tym przypominam to słyszę, że jestem upierdliwa, że on jest zmęczony (on zawsze najbardziej, ja nie mam do tego prawa), że też ma prawo do czasu dla siebie, że to obowiązki żony itd. W końcu robi, wściekły, obrażony, utyskujący na swoją niedolę. I tak ze wszystkim. A teraz to - motor. On chce mieć motor. Bo nagle się okazało, że to jego marzenie. To nic, że mamy mnóstwo innych wydatków, on chce i koniec. On coś sprzeda swojego (piękne słowo: "swojego", nagle przedmioty domowe stają się "jego") i sobie kupi. Jak małe dziecko. Proszę aby poczekał, aby nie teraz. Mam też świadomość, że jak kupi ten motor, to już w ogóle nic nie będzie robił, zupełnie. Że ten krótki czas, który możnaby poświęcić na rodzinę przypadnie na czas dla motoru. Skąd wiem? Jak kupił sobie jakąś grę komputerową to przy komputerze siedział w każdej (dosłownie!) wolnej sekundzie. Siedział po nocach, potem rano narzekał jaki to jest zmęczony. Wstawanie do dziecka w nocy? rano? Zapłakałoby się, a on się nie ruszy. Czułam się jakbym żyła sama. Jak sobie kupił broń zabawkę (taką na kulki) to większość czasu spędzał w lesie ganiając się z innymi facetami. Też go nie widywałam. Itd itd. Czemu się godziłam na takie zabawki? Hehe, to nie jest kwestia godzenia się. Na mój protest słyszałam, że on nie będzie jak mój ojciec pod pantoflem żony. Fakt, moi rodzice szanują się nawzajem i liczą się ze swoim zdaniem. Widocznie jest to coś strasznego.
I co teraz? Już nic. Zrozumiałam, że nieważne co zrobię, powiem - to i tak nic nie zmieni. a najpiękniejsze jest to, że on nie chce rozwodu, bo w jego rodzinie byłoby to nie do pomyślenia. A jeżeli zacznę się upierać to on i tak się nie zgodzi na porozumienie stron. Więc mam tylko jedno wyjście - wziąć winę na siebie i tym samym zakończyć tą farsę.
Kurcze, ale człowiek był głupi :(