Dodaj do ulubionych

a przed ślubem...

22.05.11, 13:32
Zapraszam do dyskusji, bez krzyczenia na siebie itd. Chciałabym poznać opinie osób o różnych światopoglądach i przedstawić swój. Niedługo biorę ślub konkordatowy. Nie uważam się za osobę szczególnie wierzącą, taki ślub nie jest mi potrzebny do szczęścia, więc można wietrzyć hipokryzję. Ja wolę jednak patrzeć na to w inny sposób – moi rodzice i dziadkowie oraz dziadkowie narzeczonego są osobami wierzącymi, chociaż nie dewotami, jednak bardzo zależy im na ślubie kościelnym. My, z racji tego, że szanujemy nasze rodziny i nie mamy ciągąt do robienia różnych rzeczy na zasadzie „nie, bo nie, odwalcie się”, postanowiliśmy zrobić wszystko w zgodzie „z tradycją” i dla pokrzepienia serc babć, żeby nie musiały się denerwować i mogły zaliczyć rodzinną imprezę:) Podjęliśmy decyzję, więc nie powinniśmy narzekać, ale… im dalej w las, tym mniej mamy sił. Załatwiliśmy bierzmowanie, zebraliśmy pierdyliard dokumentów (akty chrztu, świadectwa z religii, zaświadczenia z US i in.), zaraz spisujemy umowę przedślubną (musimy jeździć 260 km do mojej parafii już drugi raz, wiąże się to z braniem urlopów i ogólnie umiejętnością bilokacji), księdzu co chwilę przypomina się o jakichś sprawach. Robimy nauki przedślubne, udało nam się załatwić tygodniowe, 400 zł (na początku mowa było o „co łaska”) poszło… ale ok. – biurokracja, damy radę.
Czekają nas jeszcze wizyty w poradni rodzinnej i to jest największy problem. Uczenie mnie o własnej płodności, mierzeniu temperatury, obserwacji śluzu, zaznaczaniu kratek w kalendarzu, kiedy się zaciążać, żeby urodzić chłopca lub dziewczynkę… pytania o seks, antykoncepcję, ile chcemy mieć dzieci (bo że chcemy, to oczywiste, inaczej nie dostalibyśmy zgody na ślub), o to czy mieszkam z partnerem, gdzie będziemy mieszkać po ślubie – po prostu uważam, że godzi to w moją intymność, łamie różnego rodzaju prawa i przede wszystkim obraża. Mogę tylko podejrzewać, że gdybym była praktykującą katoliczką, nie byłoby inaczej, też czułabym, że „coś tu jest nie tak”. Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? To dla mnie swego rodzaju inwigilacja, odzieranie z godności osobistej.


Nie piszcie „skoro wam to niepotrzebne, trzeba było tego nie robić i nie marudzić”, bo swoją motywację podałam wyżej. Fakt, nie umrę od tych wszystkich zabiegów, ale czy sądzicie, że to naprawdę musi być wszystko takie skomplikowane?? Nie wystarczy się po prostu kochać, chcieć założyć rodzinę, nie być w innych związkach małżeńskich? My chyba dotrwamy, ale jestem pewna, że były osoby, które nie dały rady przez to przejść.
Obserwuj wątek
    • trypel Re: a przed ślubem... 22.05.11, 13:37
      a co ma urząd skarbowy do ślubu??????
      oni się tez mieszają w to wszystko??????
      • notoja11 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 13:39
        jeny no, pomylka, USC
      • dzwonie.bo.nie.moge.rozmawiac Re: a przed ślubem... 22.05.11, 13:48
        > a co ma urząd skarbowy do ślubu??????
        Z czasem i tak bedzie miec pewnie.
    • milad.a Re: a przed ślubem... 22.05.11, 13:39
      Ojej, no straszne rzeczy. Ale najważniejsze co ludzie powiedzo. :)
      • notoja11 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 13:42
        kupkę mnie obchodzi, co ludzie powiedzą. a jeszcze mniej mnie obchodzą ci "wyzwoleni, co są ponad tradycją, tacy nonkonformistyczni i w ogóle hipsterzy";) przeszło mi po okresie dojrzewania
        • milad.a Re: a przed ślubem... 22.05.11, 14:35
          A myślisz, że dlaczego babci tak zależy na ślubie - bo w przeciwnym razie ludzie będą gadać, że rodzina bezbożników.

          Generalnie ten fragment jest przedni:
          'Nie uważam się za osobę szczególnie wierzącą, taki ślub nie jest mi potrzebny do szczęścia, więc można wietrzyć hipokryzję. Ja wolę jednak patrzeć na to w inny sposób'
          • notoja11 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:32
            może fragment jest przedni, ale szczery. postawa nie jest do końca uczciwa (zwłaszcza wobec siebie samej), ale nie zamierzam się tłumaczyć z tego, że chcę sprawić przyjemność babci, której niedługo nie będzie.

            nie znasz mojej babci, a ją oceniasz - to nie jest przednie? dla niej wiara jest ważna, ot.
            • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:49
              Nie wiem, na czym polega wiara twojej babci, ale ja też mam w rodzinie wierzące osoby (w rodzinie męża nawet dosyć żarliwe) i jakoś nie pomyślałam, że którejś z nich przyjemność sprawiłoby zwykłe kłamstwo i udawanie.
              Prawdziwe nawrócenie - tak, ale ty robisz fuszerkę, dajesz komuś pozłacane precjoza i na dodatek upierasz się, że to prawdziwe.
              Nie wiem, czy tak się wyraża miłość do kogoś.
              Bo owszem - oszukana babcia pomyśli, że doznałaś przypływu wiary, ale z drugiej strony - ty popełnisz krzywoprzysięstwo i na dodatek świętokradztwo, przystępując do sakramentu, którego sens masz głęboko gdzieś, z którego wymową się głęboko nie zgadzasz. Z punktu widzenia tej wierzącej babci popełniasz większy grzech niż gdybyś wzięła ślub cywilny.

              dla niej wiara jes
              > t ważna, ot.

              I w imię szacunku dla jej wiary będziesz zawierać kłamliwy sakrament, udając katoliczkę?

              PS. Te słowa o inwigilacji, niezgodności z prawem i naruszaniem intymności jak rozumiem wyrażają szacunek dla katolickiego nauczania o seksualności człowieka, tak? ;P
            • wartosc.energetyczna Re: a przed ślubem... 22.05.11, 18:55
              notoja11 napisała:

              > może fragment jest przedni, ale szczery. postawa nie jest do końca uczciwa (zwł
              > aszcza wobec siebie samej), ale nie zamierzam się tłumaczyć z tego, że chcę spr
              > awić przyjemność babci, której niedługo nie będzie.
              >
              > nie znasz mojej babci, a ją oceniasz - to nie jest przednie? dla niej wiara jes
              > t ważna, ot.

              ale się wystawiłaś! napisać na forum że bierzesz ślub kościelny ze względów innych niż żarliwa i nieskalana grzechem wiara to tak jakby napisać że lubisz tradycyjne wesela z oczepinami! :D
              weź się teraz tłumacz
            • ka-mi-la789 Re: a przed ślubem... 23.05.11, 00:15
              Skoro przyjemność babci jest dla ciebie ważniejsza od własnych przekonań (o ile jakieś masz, bo z dotychczasowych twoich wypowiedzi wynika coś wręcz przeciwnego), to w cziom dieło? Powinnaś z pieśnią na ustach wysłuchiwać bredzenia paniuś od kursów przedmałżeńskich i wyrywać z portfela kolejne cołaski, boć to przecie dla babci, a babcia über alles.
        • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:55
          Rozumiem, że pogarda dla życia w zgodzie z własnym sumieniem jest mechanizmem obronnym, mającym utwierdzić cię w przekonaniu, że postępujesz słusznie. Ba! Jesteś męczęnnicą nauk katolickich dla dobra babci :)))
          A ci wszyscy wyzwoleni (bez cudzysłowu, bo to są naprawdę ludzie wyzwoleni, w przeciwieństwie do zniewolonych hipokryzją, w którą brniesz) to oczywiście osoby nie szanujące swojej rodziny, bo szacunek dla rodziny objawia się w kłamaniu i udawaniu osoby, którą się nie jest.

          Swoją drogą... im bardziej wierzący członkowie rodziny, tym mniej wypada robić szopkę z ich wiary, bo takie udawanie ich zwyczajnie obraża. Ja miałam za dużo szacunku do teściowej i jej krewnych, żeby przed ołtarzem kłamliwie przysięgać na Boga. Ot, tak się moje hipsterstwo ekstraordynaryjnie objawiło :P
        • elle-joan Re: a przed ślubem... 22.05.11, 21:57
          Wiesz co, moim zdaniem źle rozumiesz kwestie (non)konformizmu, tradycji, buntu itd. W Twoim przypadku rezygnacja ze ślubu kościelnego to nie żaden bunt czy wyzwolenie ale zwyczajna uczciwość. Sakramenty są dla praktykujących katolików. Na pewno ksiądz pytał o te sprawy, o wychowanie dzieci itd. A co do intymnych pytań podczas nauk, to też nie podobałoby mi się. Ksiądz udzielający sakramentu owszem ma prawo pytać o pewne sprawy ale nie inne osoby pomagające przy naukach przedmałżeńskich. Mają narzeczonym przedstawić pewne kwestie od strony nauki Kościoła, a nie odpytywać z życia osobistego.
        • anomalia_pogodowa81 Re: a przed ślubem... 24.05.11, 13:31
          a jeszcze mniej mnie obchodzą ci "wyzw
          > oleni, co są ponad tradycją, tacy nonkonformistyczni i w ogóle hipsterzy";) prz
          > eszło mi po okresie dojrzewania

          Inteligencja ci przeszła po okresie dojrzewania?
        • milad.a Re: a przed ślubem... 24.05.11, 13:44
          a jeszcze mniej mnie obchodzą ci "wyzw
          > oleni, co są ponad tradycją, tacy nonkonformistyczni i w ogóle hipsterzy";)

          Nie oceniaj innych swoją miarą.
          Jak ktoś nie bierze ślubu kościelnego to od razu sili się na nonkonformizm? A może po prostu jest niewierzący i nie chce... A może 'nie jest jakoś szczególnie wierzący' i nie chce publicznie robić z gęby cholewy?

          Przecież załatwiając teraz na szybko te bierzmowania i inne cuda zaświadczasz, że należysz do tej mafii. ;) Więc nie dziw się, że mafia chce wiedzieć o Tobie dużo. Im więcej będzie takich jak Ty, tym większa siła mafii, pomyśl o tym jak składasz PIT i widzisz kwotę podatku, którą odprowadzasz m.in. na dotacje dla takich organizacji. :)
    • elegia_o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 13:52
      Ja się z Tobą zgadzam. Pewnie za moment wsiądą na Ciebie Ci wszyscy wyzwoleni rzucając hasła w stylu - chciałaś to masz:D No ale taka specyfika tego forum :D

      Z drugiej strony nie wiem czy wszyscy przechodzą aż tak trudną drogę. Myślę, że to zależy od księdza/parafii (w sumie nie znam się ... ale chyba nie wszędzie jest taka biurokracja). Może przed warto się rozeznać - gdzie będzie względnie normalnie :) Dla Was to już za późno pewnie ... więc powodzenia i wytrwałości pozostaje Wam życzyć :)
      • notoja11 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 14:08
        wiesz, miałam świadomość, że wsiądą;) na swoje usprawiedliwienie mam to, że kiedy "byłam młoda" też myślałam, ze negacja wszystkiego jest najlepszą opcją na pokazanie swojego indywidualizmu i dorosłości. z wiekiem doszłam do wniosku, że dorosłość polega na umiejętności względnego dopasowania się (nie: wtopienia się) do społeczeństwa, oczywiście bez zatracenia siebie;) i wychodzi się na tym lepiej. jak w wątku niżej - pracuję w korporacji, gdzie w ubiorze są wyznaczone jakieś tam zasady, nie będę zatem śmigać po biurze w japonkach i krótkich szortach. jestem ciekawa, jacy ci wszyscy negujący są w rzeczywistości i czy na rozmowę kwalifikacyjną przychodzą w lateksowych wdziankach i żują gumę;)

        poradnię wybraliśmy właśnie taką "względnie normalną", ale program jest we wszystkich taki sam i od tego się nie ucieknie, niestety:(
        • elegia_o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 14:27
          ;) całkowicie się zgadzam:)
          Co do ślubu - to nie zostaje Wam nic innego jak zacisnąć zęby i jakoś to przetrwać :) Powodzenia!!
        • tyggrysio Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:20
          > poradnię wybraliśmy właśnie taką "względnie normalną", ale program jest we wszy
          > stkich taki sam i od tego się nie ucieknie, niestety:(

          To zdanie jest nieprawdzie - na szczęście :) Ja miałam poradnię taką "do pogadania". 3 spotkania, na których mogłam zapytać, o co chciałam - w sumie wyszło na to, że rozmowa była na tematy bardziej religijne niż małżeńskie i mogę powiedzieć, że nawet było nieźle :)
          Więc wszystko zależy od konkretnej parafii.
          Podobnie ze ślubem - żadnych problemów ze strony księdza, mimo że ślub braliśmy w parafii, do której nie należałam. Ślub był jednostronny i naczytałam się wcześniej, że księża lubią robić problemy w takich sytuacjach. A tutaj nic, do tego żadnych nacisków na ofiarę za ślub - jak słyszę, jakie kwoty ludzie dają, to mi czasem szczęka opada; wychodzi na to, że dałam mniej niż inni dawali kościelnemu O_o Więc zdarzają się księża nie robiący problemów i poradnie, w których człowiek może się dowiedzieć tego, czego chce :] Ale może to dlatego, że to osiedlowa parafia w dużym mieście - żaden pożądany punkt brania ślubów, więc i księża się bardziej starają być przyjaźni :)
        • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:00
          też myślałam, ze negacja wszystkiego jest najlepszą opcją na p
          > okazanie swojego indywidualizmu i dorosłości.

          Aha, a niewzięcie ślubu kościelnego to już od razu "negacja wszystkiego".
          Tobie się coś pomerdało: czym innym nastoletni bunt, a czym innym branie ślubu przez osoby, które nie wierzą lub nie podzielają wyznania katolickiego i ŚWIADOMIE, konsekwentnie rezygnują z udawania osoby wierzącej.
          No chyba że będziesz się upierała teraz, że taki prof. Religa był gó...arzem negującym wszystko, by pokazać swoją dorosłość :D

          z wiekiem doszłam do wniosku, że
          > dorosłość polega na umiejętności względnego dopasowania się (nie: wtopienia się
          > ) do społeczeństwa, oczywiście bez zatracenia siebie;)

          Można się dopasować do społeczeństwa, nie podzielając wiary katolickiej i nie biorąc ślubu kościelnego.
          (Wiem, jak rewolucyjnie to musi brzmieć dla ciebie).
          Bez zatracenia siebie, powiadasz... oczywiście "odzieranie cię z godności i intymności, inwigilacja" itd. na naukach przedmałżeńskich to w twoim wypadku wyraz dopasowania bez zatracenia siebie?

          > poradnię wybraliśmy właśnie taką "względnie normalną", ale program jest we wszy
          > stkich taki sam i od tego się nie ucieknie, niestety:(

          No jasne, że taki sam, bo takie jest nauczanie małżeńskie Kościoła Katolickiego. To chyba logiczne.

          jestem ciekawa, jacy ci wszyscy negujący są w rzeczywistości i czy na rozmo
          > wę kwalifikacyjną przychodzą w lateksowych wdziankach i żują gumę;)

          Negowanie ślubu kościelnego nie przejawia się chodzeniem na rozmowy kwalifikacyjne w lateksowych wdziankach, wbrew temu, co ci się najwidoczniej wydaje.
        • the_vicious_one Re: a przed ślubem... 23.05.11, 14:39
          jak w wątku niżej - pracuję w korporacji, gdzie w ubiorze są wyznaczone j
          > akieś tam zasady, nie będę zatem śmigać po biurze w japonkach i krótkich szorta
          > ch.

          Zawsze mi sie wydawalo, ze religia powinna byc na wyzszej polce niz praca, wiec chyba to porownanie tez obraza katolikow. Tych wierzacych, oczywiscie.

          A co do meritum, decydujac sie na slub koscielny musicie sie dostosowac do koscielnych procedur. A ksiezy zdaje sie interesuje wiele rzeczy, ktore powszechnie uwaza sie za intymne.
        • cmentarna.polka Re: a przed ślubem... 24.05.11, 19:27
          Myślisz stereotypowo.
          Nie rozumiem, jak się ma "negowanie wszystkiego" do nieudawania gorliwego katolika tuż przed ślubem kościelnym. I w jaki sposób ma się to w chodzeniu w japonkach po biurze?

          Mam dziwne wrażenie, że na siłę chcesz wytłumaczyć sama sobie, że Twoja hipokryzja jest po prostu dorośnięciem do pewnych rzeczy. A nie jest. Dla mnie osoba, która nie umie żyć według własnego światopoglądu, bo boi się reakcji rodziny, nie jest dojrzała.
          A tak w ogóle to w dzisiejszym społeczeństwie życie ze ślubem cywilnym, czy nawet bez, to żaden nonkonformizm. To norma społeczna.
      • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:51
        Pewnie za moment wsiądą na Ciebie Ci wszyscy wyzwoleni r
        > zucając hasła w stylu - chciałaś to masz:D

        Bo to prawda. Nikt dziewczyny nie zmuszał, sama się uparła gwałcić swoje sumienie nauką, z którą się nie zgadza i jeszcze udawać, że ją podziela.

        > Z drugiej strony nie wiem czy wszyscy przechodzą aż tak trudną drogę.

        Oczywiście, że nie. Dla osoby wierzącej te nauki wcale nie są trudne i nie naruszają jej godności, bo ta osoba podziela wartości katolickie.

        Może przed warto się rozeznać - gdzie będzie względnie
        > normalnie :)

        W USC. Tam nie ma żadnych trudnych i dziwnych nauk.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:16
      Wiesz - ślub kościelny w Kościele katolickim to wydarzenie stricte religijne, sakrament święty. Podpisanie aktu małżeństwa jest jedynie "państwowy" dodatek do sakramentu.

      W momencie gdy czujesz się częścią wspólnoty kościoła to ci te formalności, reguły i zasady tak nie przeszkadzają bo są dla ciebie ważne. Natomiast gdy "włazi się w to" z zewnątrz i bez przekonania możemy mieć opory i będzie nam to przeszkadzać.

      Przynajmniej tak mówi teoria.

      Praktyka mówi aby dowiedzieć się na której parafii można ślub załatwić łatwo, bez wysiłku i zbędnych papierów. Dobrze mieć do tego znajomego księdza. Znajomy ksiądz to jak znajomy lekarz - każdemu się przyda.
    • lew_ Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:16
      A Ty elegia,chcesz slubu koscielnego??:)
      • lonely.stoner Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:34
        hm, no to moim zdaniem dziwne ze sie dopiero teraz dowiadujesz o tym wszystkim. W KK slub sie zawiera glownie po to zeby sie rozmnazac, wiec na takich dziwacznych zajeciach przedmalzenskich wlasnie o tym beda wam gadac- i jak najbardziej wypytywac o wszystkie takie intymne sprawy. W sumie to moze byc interesujace bo moze sie dowiesz czegos nowego - ja np. nigdy sie nie interesowalam mierzeniem temperatury czy obserwacja sluzu bo wybieram inne metody antykoncepcji a dzieci narazie nie planuje, ale pewnie jak zechce planowac to sie wtedy tymi wszystkimi sprawami zainteresuje- bo wtedy latwiej namierzyc kiedy ma sie dni plodne :) wiec potraktuj to jako darmowa edukacje seksualna i sie wypytaj o wszystko. Chociaz z drugiej strony to jak napisalas o tym ze oni wam wciaskaja ze plec dziecka tez mozna zaplanowac to chyba jakimis ostrymi zabobonami tam was faszeruja? plec dziecka to sobie mozna tylko zaplanowac narazie w filmach sf.
      • elegia_o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:47
        :) Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację jak opisana wyżej ...
        Dużo zależy od osoby z którą ów ślub brać będę ... jeśli to dla drugiej połówki byłoby ważne - na pewno wzięłabym to pod uwagę:)

        Ideałem wydaje mi się ślub humanistyczny ... jestem skończoną romantyczką i chciałabym jakiejś pięknej scenerii ;) np polana :) hahahaha

        P.S a czemu pytasz?
        • lew_ Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:09
          elegia_o napisała:

          > :) Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację jak opisana wyżej ...
          > Dużo zależy od osoby z którą ów ślub brać będę ... jeśli to dla drugiej połówki
          > byłoby ważne - na pewno wzięłabym to pod uwagę:)
          >
          > Ideałem wydaje mi się ślub humanistyczny ... jestem skończoną romantyczką i chc
          > iałabym jakiejś pięknej scenerii ;) np polana :) hahahaha
          >
          > P.S a czemu pytasz?


          Bo jestem katolikiem:) wprawdzie niepraktykujacym ale wierzacym:)
          Mieszkasz w polsce?:)
          • elegia_o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:18
            Tylko mi się nie oświadcz:P

            Tak w PL mieszkam :P
            • lew_ Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:25
              elegia_o napisała:

              > Tylko mi się nie oświadcz:P
              >
              > Tak w PL mieszkam :P

              Nie nie,taki szybki nie jestem:) Pozatym widzialem tylko Twoje oko do tej poryx:) Ale nie mam nc przeciwko temu jak na mojej poczcie gazetowej wplynie mail z czyms wiecej:)
              Gdzie konkretnie mieszkasz?? Moze w moich rodzinnych stronach??:)
              • elegia_o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:41
                Lew ... myślę, że to nie miejsce na hmmm takie dyskusje ... chcesz ze mną prywatnie pogadać napisz maila:P
                • lew_ Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:44
                  elegia_o napisała:

                  > Lew ... myślę, że to nie miejsce na hmmm takie dyskusje ... chcesz ze mną prywa
                  > tnie pogadać napisz maila:P

                  Moze i masz racje,zrobie to:)
    • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:30
      Tak to jest, jak się bierze ślub, że zadowolić inne osoby:

      Nie uważam się za osobę szczególnie wierzącą, taki ślub nie jest mi potrze
      > bny do szczęścia
      , więc można wietrzyć hipokryzję. Ja wolę jednak patrzeć na to
      > w inny sposób – moi rodzice i dziadkowie oraz dziadkowie narzeczonego są
      > osobami wierzącymi, chociaż nie dewotami, jednak bardzo zależy im na ślubie koś
      > cielnym
      .

      Tobie ten ślub nie jest potrzebny, tylko babciom i dziadkom. Nic dziwnego, że czujesz frustrację. Ja też bym czuła. Twojej determinacji, by brnąć w to, co cię obraża, narusza twoją intymność i prywatność natomiast nie rozumiem. Ja nawet dla męża nie miałam najmniejszej ochoty na udawanie, że będę stosować NPR i przysięgać na Boga. I ślub nie był dla mnie żadną męczarnią :)

      > Nie piszcie „skoro wam to niepotrzebne, trzeba było tego nie robić i nie
      > marudzić”, bo swoją motywację podałam wyżej.

      Ale to jest jedyne wyjście. Brnij w to albo zrezygnuj. Dobro babci jest od ciebie ważniejsze od własnego - brnij w to, skoro nie masz wyższej motywacji (jak rozumiem, ślub nie ma dla ciebie znaczenia religijnego). Nikt cię nie zwolni z nauk przedmałżeńskich, bo nie masz do nich przekonania i robisz to tylko dla tradycji. Co myślałaś decydując się na to - że jak robisz to dla pozoru, to nikt ci nie będzie kazał mierzyć śluzu?

      Ślub kościelny jest dla wierzących, dla których te wszystkie nauki mają religijne uzasadnienie. Ty się uparłaś chodzić na naukę czegoś, czego nie podzielasz i co cię denerwuje, bo rezygnacja z tego byłaby dla ciebie jakimś dziennym buntem. To była twoja decyzja i naprawdę nikt cię nie przymuszał. Teraz ci się nie podoba własny wybór i oczekujesz rad. Jest tylko jedna: polub to albo zrezygnuj.

      po prostu uważam, że godzi t
      > o w moją intymność, łamie różnego rodzaju prawa i przede wszystkim obraża. Mogę
      > tylko podejrzewać, że gdybym była praktykującą katoliczką, nie byłoby inaczej,
      > też czułabym, że „coś tu jest nie tak”.

      Skoro nie jesteś praktykującą katoliczką, czemu ją udajesz?

      >Czy to jest w ogóle zgodne
      > z prawem? To dla mnie swego rodzaju inwigilacja, odzieranie z godności osobist
      > ej.

      Tak, to jest zgodne z prawem. Tak samo, jakbyś się zapisała do harcerstwa, wymaganie od ciebie przysięgi harcerskiej byłoby zgodne z prawem. Jak nie chcesz brać w tym udziału, to możesz zrezygnować.
      Swoją drogą.. tak mocno przeć do czegoś, co wg ciebie może nawet nie być zgodne z prawem... godne podziwu.

      Fakt, nie umrę od tych wszys
      > tkich zabiegów, ale czy sądzicie, że to naprawdę musi być wszystko takie skompl
      > ikowane??

      Tak, musi. O przyczyny zapytaj księdza katolickiego, którego zapewniasz, że chcesz realizować katolicki model małżeństwa.

      Nie wystarczy się po prostu kochać, chcieć założyć rodzinę, nie być w
      > innych związkach małżeńskich?

      Wystarczy. Nie ma konstytucyjnego nakazu zawierania ślubu w obrządku katolickim.
      Natomiast jeśli pytasz, czy do wzięcia ślubu konkordatowego "nie wystarczy..." odpowiedź brzmi: nie, nie wystarczy, to jest ślub w obrządku określonego wyznania i żeby go zawrzeć, musisz ZNAĆ i PODZIELAĆ wartości tego wyznania, a żeby ci tego ślubu udzielono, przedstawiciele tego wyznania mają prawo nauczać, egzaminować i egzekwować twoją wiedzę. I TAK, jest to ZGODNE Z PRAWEM.
      Szczegóły tutaj: www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm
      Przeczytaj, czy na pewno zgadzasz się z tym wszystkim?

      >My chyba dotrwamy, ale jestem pewna, że były oso
      > by, które nie dały rady przez to przejść.

      Były. Są także osoby, które nawet nie pochodziły do tych nauk, bo miały świadomość, że są sprzeczne z ich poglądami.
      Ty jednak te osoby oceniasz jako "nie szanujące swoje rodziny" i "robiące wszystko na zasadzie "nie bo nie, odwalcie się" --> jak sama napisałaś wyżej.

      PS. Zdecydować się na ślub konkordatowy widocznie nie rozumiejąc i nie wiedząc, na czym on polega i z jakimi wartościami się on wiąże - bezcenne.
      • notoja11 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:44
        generalnie z wieloma odpowiedziami się nie zgadzam, ale spieszę się, więc pozwól, że odpiszę na szybko:

        Teraz ci się nie p
        > odoba własny wybór i oczekujesz rad.

        ja nie oczekuję radi porad, bo zrobię to, co będę uważała za słuszne. zaprosilam do dyskusji nie wyłącznie o mojej sytuacji tylko o całym tym zjawisku. o tym, że obcy ludzie wchodzą innym obcym ludziom do łóżka.
        gdybym napisała tak: jestem wierząca, praktykuję, chcę wziąć ślub kościelny, mam zamiar stosować naturalne metody planowania rodziny, ale nie podoba mi się to, że obcy człowiek (nie lekarz, co byłoby bardziej naturalne) pyta mnie o śluz i o to jak mam zamiar kochać się z mężem i ile chcemy mieć dzieci - odpowiedź łatwiej przyszłaby Ci przez klawiaturę? trochę empatii, mniej zero-jedynkowości.


        > Były. Są także osoby, które nawet nie pochodziły do tych nauk, bo miały świadom
        > ość, że są sprzeczne z ich poglądami.
        > Ty jednak te osoby oceniasz jako "nie szanujące swoje rodziny" i "robiące wszys
        > tko na zasadzie "nie bo nie, odwalcie się" --> jak sama napisałaś wyżej.

        uważam, że trochę się zapędzasz i znów traktujesz zero-jedynkowo. powiem więcej, bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią postawić na swoim (o ile właśnie nie jest to na zasadzie, że wynika to z pustej przekory). tyle w temacie, bo chyba i tak się nie zrozumiemy.
        • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:08
          >o tym,
          > że obcy ludzie wchodzą innym obcym ludziom do łóżka.

          Jak jesteś katoliczką, to akceptujesz i rozumiesz katolickie nauki przedmałżeńskie, które opisałaś jako "wchodzenie innym obcym ludziom do łóżka".
          Nie chcesz, żeby ktoś ci wchodził do łóżka, nie bierzesz ślubu w obrządku katolickim (ew. bierzesz, ale nie jako katoliczka).
          O czym tu dyskutować? Jesteś katoliczką, stosujesz się do katolickich nauk dot. seksu. Jesteś muzułmanką, nie jesz szynki. To nie podlega dyskusji. Tak po prostu jest w tych wyznaniach i tyle.

          > gdybym napisała tak: jestem wierząca, praktykuję, chcę wziąć ślub kościelny, ma
          > m zamiar stosować naturalne metody planowania rodziny, ale nie podoba mi się to
          > , że obcy człowiek (nie lekarz, co byłoby bardziej naturalne) pyta mnie o śluz
          > i o to jak mam zamiar kochać się z mężem i ile chcemy mieć dzieci - odpowiedź ł
          > atwiej przyszłaby Ci przez klawiaturę? trochę empatii, mniej zero-jedynkowości.

          Napisałabym ci to samo: że tak wygląda twoja wiara, jeśli buntujesz się przeciwko temu, to coś jest z tobą nie tak i z twoją wiarą (te zakazy i nakazy nie są widzimisę księdza, tylko wypływają z katolickiej koncepcji życia, jedności małżeńskiej, realizacji powołania do rodziny etc. - tak wiem, teraz przynudzam jak ksiądz na naukach). Mogłabym ci poradzić to samo: swoje wątpliwości konsultuj z księdzem, on ci wytłumaczy, dlaczego to jest w tej wierze dobre i zasadne. Jeśli odrzucasz to całościowo - nie męcz się, przyznaj to głośno, odejdź z tej wspólnoty i nie nazywaj siebie katoliczką.

          Nie będę ci doradzać: tak, masz rację, oni są głupi, ale nadal możesz twierdzić, że jesteś wielką wierzącą katoliczką, pisząc w ten sposób.

          Co byś napisała muzułmaninowi, który by napisał "jestem bardzo gorliwym wyznawcą Allaha, ale te pierdy o postach, Ramadanach i zakazie picia alkoholu to jakieś głupoty, ja chcę pić piwo i jeść schabowego kiedy mam ochotę"?

          powiem więcej
          > , bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią postawić na swoim (o ile właśnie nie je
          > st to na zasadzie, że wynika to z pustej przekory). tyle w temacie, bo chyba i
          > tak się nie zrozumiemy.

          Nic nie napisałaś o ludziach, którzy stawiają na swoim i żyją zgodnie ze swoim przekonaniem. Napisałaś tylko o tym, że bierzecie ślub kościelny, bo nie jesteście jak ci, co nie szanują swoich rodzin i negują wszystko na zasadzie gó...arskiego buntu. To wynika z twojej pierwszej wypowiedzi: ci, co nie chcą brać ślubu kościelnego, to takie właśnie osoby. Wy tacy nie jesteście. Dalej było coś o tym, czy "negujący wszystko" (czyli ci nie biorący ślubu w KK) przychodzą na rozmowy kwalifikacyjne w lateksie...
          Ale nie, to wcale nie było zerojedynkowe.
        • maitresse.d.un.francais Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:08
          o tym, że obcy ludzie wchodzą innym obcym ludziom do łóżka.
          gdybym napisała tak: jestem wierząca, praktykuję, chcę wziąć ślub kościelny, mam zamiar stosować naturalne metody planowania rodziny, ale nie podoba mi się to, że obcy człowiek (nie lekarz, co byłoby bardziej naturalne) pyta mnie o śluz i o to jak mam zamiar kochać się z mężem i ile chcemy mieć dzieci - odpowiedź łatwiej przyszłaby Ci przez klawiaturę? trochę empatii, mniej zero-jedynkowości.

          Z całym szacunkiem dla osób stosujących NPR i obserwujących sobie śluz - nie podoba ci się. Kościół ma długą tradycję nieustannego kontrolowania płciowości, w sposób szczególny, że się wyzłośliwię, płciowości kobiecej.
        • mumia_ramzesa Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:09
          > gdybym napisała tak: jestem wierząca, praktykuję, chcę wziąć ślub kościelny

          Chyba nie bardzo z ta wiara i praktykowaniem, skoro teraz zalatwialiscie bierzmowanie.
          A slub koscielny chcesz wziac dla babc i in. pociotkow, wiec zapytaj ksiedza, czy taka motywacja jest prawidlowa i czy dostaniesz rozgrzeszenie przed slubem jesli sie do tego przyznasz.
          • maitresse.d.un.francais Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:20

            > Chyba nie bardzo z ta wiara i praktykowaniem, skoro teraz zalatwialiscie bierzm
            > owanie.

            Toteż użyła trybu przypuszczającego.
            • elegia_o kto jest bez winy... 22.05.11, 16:24
              ... niech rzuci kamieniem. Proponuję mały rachunek sumienia tym, co tak "uświadamiają" autorkę co do jej praw i obowiązków. Czy Wy tak idealnie podążacie za naukami kościoła? Albo odwrotnie ... czy konsekwentnie się wszystkich wypieracie ...

              Nie wiem ... ja mam mniejszą skłonność do natychmiastowego szufladkowania ludzi ... i jeszcze mniejszą do nauczania ...
              • raohszana Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:28
                elegia_o napisała:

                > ... niech rzuci kamieniem. Proponuję mały rachunek sumienia tym, co tak "uświad
                > amiają" autorkę co do jej praw i obowiązków. Czy Wy tak idealnie podążacie za n
                > aukami kościoła? Albo odwrotnie ... czy konsekwentnie się wszystkich wypieracie
                > ...
                *
                Tak, konsekwentnie mam je w nosie. Natomiast parę moich zasad jest zgodnych z biblijnymi, ale wynikają z moralności lub lenistwa.

                > Nie wiem ... ja mam mniejszą skłonność do natychmiastowego szufladkowania ludzi
                > ... i jeszcze mniejszą do nauczania ...
                *
                A ja nie. Mogę już rzucić kamieniem?
                • elegia_o Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:30
                  ;) poważnie o pozwolenie mnie pytasz? Przecież i tak masz to gdzieś :D
                  • raohszana Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:32
                    elegia_o napisała:

                    > ;) poważnie o pozwolenie mnie pytasz? Przecież i tak masz to gdzieś :D
                    *
                    Oh? A skąd wiesz co ja mam gdzieś, hmm?
              • g.r.a.f.z.e.r.o Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:32
                elegia_o napisała:

                > ... niech rzuci kamieniem. Proponuję mały rachunek sumienia tym, co tak "uświad
                > amiają" autorkę co do jej praw i obowiązków. Czy Wy tak idealnie podążacie za n
                > aukami kościoła? Albo odwrotnie ... czy konsekwentnie się wszystkich wypieracie
                > ...

                Ależ skąd. Ja mogę być wzorowym hipokrytą. A przyszłości, jeśli koniecznie się taka konieczność pojawi to i nawet kościelny ślub wziąć. Ale jestem hipokrytą świadomym, i w tej sytuacji nie będę się na "kościelnych" oburzał że mi w majtki zaglądają, tylko pomyślę jak to ominąć.
                Bo doprawdy - babciom naprawdę najczęściej wszystko jedno jest czy z kalendarzykiem czy z pigułkami, i czy w pozycji misjonarskiej czy dowolnej. Babcie chciałyby (najczesciej) prawnuka zobaczyć, i widzieć że "piękny ślub był"
                • elegia_o Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:39
                  :) Są różne rodzaje moherów ... kościelne i świeckie. I jedne i drugie mają za cel zbawienie świata na swój sposób ... i pokazanie innym swojej moralności :D
                  P.S Graf ... myślę, że autorka też jest z tych świadomych :)
                  • g.r.a.f.z.e.r.o Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:46
                    > P.S Graf ... myślę, że autorka też jest z tych świadomych :)

                    Wtedy by się tak nie zżymała - w końcu wiedziała na co się pisze. Tylko zęby zacisnąć a kościelnym ciemnotę wciskać że nauki do ciebie trafiają :D.
                    • elegia_o Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:52
                      Nie jestem jej adwokatem :D (jeszcze tego brakowało by na forum trzeba było bronić ludzi przed ukamienowaniem) ... Dla mnie autorka to tylko ktoś kto podzielił się z nami swoimi rozterkami ... nie widzę powodu by ją jadem opluwać:)
                      • mumia_ramzesa Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 17:07
                        > nić ludzi przed ukamienowaniem) ... Dla mnie autorka to tylko ktoś kto podzieli
                        > ł się z nami swoimi rozterkami ... nie widzę powodu by ją jadem opluwać:)

                        Chyba jestes przewrazliwiona. Nikt jej jadem nie opluwa, natomiast sa tacy, ktorzy innym wmawiaja moherowatosc, "zbawianie swiata" i "pokazanie innym swojej moralności". Po co to robia?
                        • elegia_o Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 17:18
                          Po co Ci liczba mnoga jak piszesz do mnie?:P
                          Chodziło mi o to, że pod adresem autorki padło sporo ostrych słów ... no ale ja jestem przewrażliwiona ... nie znam się i pewnie niepotrzebnie dalej dyskutuję:P
                          • klawiatura_zablokowana Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 17:25
                            Autorka sama użyła ostrych słów, pisząc o naukach przedmałżeńskich jako o inwigilacji i łamaniu jej praw, a ludzi nie biorących ślubu kościelnego opisała jako negujących wszystko, zbuntowanych szczeniaków.
                            To, co ona chce zrobić jest w oczach Kościoła i osób wierzących zwykłym świętokradztwem, a mówiąc po świecku po prostu oszustwem, nie wiem, jak delikatniej można to nazwać i dlaczego nie nazywać rzeczy po imieniu.
                • klawiatura_zablokowana Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 16:44
                  O to, to.
                  Przecież my nawet nie wiemy, czy ta babcia naciska na ślub kościelny, czy domaga się, by jej wnuczka wzięła takowy.
                  Wiemy tylko, że autorka poświęca się niemal ponad swoje siły, by spełnić wymagania, które tylko ona postuluje jak na razie.

                  Odnośnie postu wyżej - jak napisałam gdzieś tutaj, ślub jednostronny w moim wykonaniu wynikał właśnie z tego, że nie potrafiłam się zmusić do kłamstwa, udawania kogoś, kim nie jestem i robienia żenującej szopki z czegoś, co dla moich bliskich jest sprawą o najwyższej powadze.
                  Jeśli dla kogoś sakrament małżeństwa to świętość, ta osoba na pewno nie ucieszyłaby się na myśl, że ktoś go zawiera świętokradczo, oszukując i udając.
                  Zresztą - w mojej rodzinie o niewierze wiedzieli wszyscy (z teściami włącznie) i raczej by w moje raptowne nawrócenie nie uwierzyli. Tak więc udawanie tak czy owak nie miałoby sensu. A i żadnemu wierzącemu też chyba nie byłoby miło, że na naukach gram katoliczkę, a za plecami księdza mamroczę o zaglądaniu obcym do łóżka, inwigilacji i łamaniu moich praw.
              • mumia_ramzesa Re: kto jest bez winy... 22.05.11, 17:10
                > Czy Wy tak idealnie podążacie za naukami kościoła?
                > Albo odwrotnie ... czy konsekwentnie się wszystkich wypieracie

                Czy jak ktos jest niewierzacy to ma krasc, gwalcic i mordowac?
      • ka-mi-la789 Re: a przed ślubem... 23.05.11, 00:36
        > PS. Zdecydować się na ślub konkordatowy widocznie nie rozumiejąc i nie wiedząc,
        > na czym on polega i z jakimi wartościami się on wiąże - bezcenne.

        Bezcenne, choć wcale nie rzadkie. Ostatnimi czasy miałam do czynienia z kilkoma podobnymi przypadkami. Wszystkie - podobnie jak wątkotwórczyni - należą do tej ogromnej grupy Polaków-katolików, dla których ich religia to folklor, zbiór gestów, które trzeba wykonywać, "bo ludzie bedo gadać", ale do których absolutnie nie trzeba przywiązywać żadnej wagi. Dlatego odkrycie, że wiążą się z nią jakieś wymagania i obowiązki jest dla wyżej wymienionego ciężkim wstrząsem, na który reaguje obrazą i oburzeniem - jak można w związku ze ślubem zadawać jakiekolwiek pytania, skoro ślub jest tylko uciążliwym wstępem do wesela, a jedyne, co ma przy tej okazji znaczenie, to wybór knajpy, kapeli i fotografa oraz "czy się zwróci"?
    • lena575 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:32
      Normalny katolik biorący ślub kościelny nie musi niczego załatwiać. Chrzest, pierwszą komunię, bierzmowanie ma "odrobione" we właściwym czasie, świdectwo z religii trzyma w domu. Nic do tego nie ma uwowa przedślubna (intercyza rozumiem) i nawet przez chwilę nie podejrzewam by się to w kosciele (nie mówiąc juz o swojej parafii) robiło.
      By załozyć rodzinę dla katolika - należy wziąć ślub kościelny, do niekatolika - ślub cywilny lub wolny związek bez papierków (odpada intercyza).
      Zrobić babci dobrze mogłaś, fundując jej pielgrzymke do Rzymu.
      • lonely.stoner Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:42
        Bo ten caly cyrk z szukaniem papierow z bierzmowania i zalatwianiem wszystkiego na ostatnia chwile i denerwowanie sie tym ze wypytuja o dni plodne, zamiast rach ciach, dac slub i poswiecic zwiazek malzenski to jest niestety najwiekszy dowod tego ze jest to hipokryzja, i autorka watku sie jeszcze dziwi ze ktos czegos od niej wymaga i ze nie moga po prostu dla dac jej tego slubu od reki. Kosciol Katolicki bardzo serio traktuje te wszystkie sakramenty i jak ktos slusznie wyzej napisal - prawdziwy katolik ma wszystko gotowe pod reka, jest przygotowany na te wszystkie przedsluben zabiegi i z radoscia w nich uczestniczy.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:46
          lonely.stoner napisała:

          > Bo ten caly cyrk z szukaniem papierow z bierzmowania i zalatwianiem wszystkiego
          > na ostatnia chwile i denerwowanie sie tym ze wypytuja o dni plodne, zamiast ra
          > ch ciach, dac slub i poswiecic zwiazek malzenski to jest niestety najwiekszy do
          > wod tego ze jest to hipokryzja, i autorka watku sie jeszcze dziwi ze ktos czego
          > s od niej wymaga i ze nie moga po prostu dla dac jej tego slubu od reki. Koscio
          > l Katolicki bardzo serio traktuje te wszystkie sakramenty i jak ktos slusznie w
          > yzej napisal - prawdziwy katolik ma wszystko gotowe pod reka, jest przygotowany
          > na te wszystkie przedsluben zabiegi i z radoscia w nich uczestniczy.

          Idę o zakład że gdyby zrobić prywatne kaplice ślubne (czyli wszystko jak w kościele, tylko bez krzyża żeby cudzej religii nie obrażać), i działałoby to na zasadach cywilnych, to zapisy byłby na
          3 lata do przodu.
      • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:43
        > Normalny katolik biorący ślub kościelny nie musi niczego załatwiać. Chrzest, pi
        > erwszą komunię, bierzmowanie ma "odrobione" we właściwym czasie, świdectwo z re
        > ligii trzyma w domu.

        Eeee no bez przesady, ale świadectwa chrztu chyba nie trzymasz w domu? :) Coś tam do załatwiania się zawsze znajdzie. No i do konkordatowego trzeba mieć dokumenty z USC, których też nikt nie ma raczej w domu :)

        > Nic do tego nie ma uwowa przedślubna (intercyza rozumiem)
        > i nawet przez chwilę nie podejrzewam by się to w kosciele (nie mówiąc juz o swo
        > jej parafii) robiło.

        Ja zrozumiałam, że chodzi o protokół przedślubny. Niech autorka sprostuje :)

        > Zrobić babci dobrze mogłaś, fundując jej pielgrzymke do Rzymu.

        A pod tym się podpisuję wszystkimi odnóżami :)
      • notoja11 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 15:49
        umowa przedślubna to nie intercyza. to umowa, którą podpisujesz 3 mies. przed ślubem w parafii, w której odbędzie się uroczystość. i oczywiście, trzeba wszystko załatwiać, bo nie zanosi się aktu chrztu, tylko odpis (po który trzeba iść do kancelarii i prosic o wypisanie, potem znów przyjść odebrać). urzad stanu cywilnego też się sam załatwi, jak mniemam.

        prosze bez osobistych wycieczek, bo to moja sprawa, jak troszczę się o rodzinę. o innym fakcie tu rozmawiamy chyba?
        • lena575 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:07
          Wystarczy zadzwonić, poprosic o przygotowanie i odebrać, odpisy niekoniecznie osobiście. Wystarczy zadzwonic lub wygooglać co potzrebne w USC i parafiach.
          Jakoś nikogo nie dziwi, że musi rok wcześniej zamówić (po uprzednim sprawdzeniu) salę weselną, orkiestrę, fotografa, filmowca, fryzjerkę, wizazystkę i cholera wie kogo (po uprzednim sprawdzeniu) a do kościoła i USC to trudno ?!?! No i prestensji nie widomo ile !!!
          Po kiego grzyba ????
        • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:12
          Akt chrztu załatwiany na dwa razy? Gdzie tak jest? Dwa razy w życiu brałam go z parafii i za każdym razem wypisano mi na miejscu, uprzejmie i bez problemów.

          > prosze bez osobistych wycieczek, bo to moja sprawa, jak troszczę się o rodzinę.
          > o innym fakcie tu rozmawiamy chyba?

          Przedstawiłaś swoją decyzję o ślubie jako wyraz troski o rodzinę, więc dlaczego teraz się dziwisz, że to jest komentowane? Skoro to tylko twoja sprawa, nie pisz o tym na forum, bądź co bądź, publicznym.
          Co sądzę o robieniu cyrku i przedstawienia z czegoś, co jest dla osób bardzo ci bliskich przenajświętszym sakramentem, już pisałam, powtarzać się nie będę.
    • mumia_ramzesa Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:04
      Co to znaczy "osoba szczególnie wierząca"?
      • lena575 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:09
        Wierząca, że babcia się wzruszy i spadek zapisze :)
        • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:18
          Skoro wnuczka odwala taki cyrk i znosi "permanetną inwigiliację" tudzież inne łamanie praw człowieka na naukach przedmałżeńskich, żeby tylko babcia mogła sobie wziąć udział w rodzinnej imprezie, to chyba jest coś na rzeczy :D

          Jest tylko jeden problem: babcia pewnie będzie przekonana, że wnusia robi to z przekonania i mierzenie śluzu nie jest dla niej udręką, a czynnością logicznie wynikającą z gorącej wiary katolickiej, którą wnusia symuluje. Zatem poświęcenia zapewne nie doceni.
          • lena575 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:23
            Jak pisze autorka wątku, to ma byc "ku pokrzepieniu ..." a nie ku docenieniu. Pokrzepione babcie to zdrowe i szczodre babcie. ...
            Na takim "ku pokrzepieniu" lata rozbiorów i niepodległości Polacy przeżyli, niektórzy w bajki wierzą do dziś .... a tu tylko dwie babcie ...
            • maitresse.d.un.francais Re: a przed ślubem... 22.05.11, 21:05
              Na takim "ku pokrzepieniu" lata rozbiorów i niepodległości Polacy przeżyli

              ale żeby potem stworzyli społeczeństwo obywatelskie, to nieeee! To nie dla nich!
              • lena575 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 21:56
                Bo sprawy obywatelskie buduje się na realiach a nie na mitach :) Na mitach można tylko przetrwać
                • maitresse.d.un.francais Re: a przed ślubem... 23.05.11, 15:12
                  lena575 napisała:

                  > Bo sprawy obywatelskie buduje się na realiach a nie na mitach :) Na mitach możn
                  > a tylko przetrwać

                  no więc obecnie trwamy na micie wolności wszelakiej, z którą wyraźnie ludziom społeczeństwo obywatelskie się kłóci

                  no i na micie "widma komuny" - jakakolwiek, nawet słuszna krytyka obywatela/przedsiębiorcy to ohydna komuna, buuuuuuuuuuuuuuuuu
    • maitresse.d.un.francais Jak mówili w jednej reklamie... 22.05.11, 16:05
      ...życie to sztuka wyboru.

      Więc jeśli zdecydowałaś się na opisaną opcję, to ze wszystkim, co w nią wliczone.

    • raohszana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:30
      Weź się zdecyduj - bo na razie to byś chciała, żeby się nagięli do Ciebie, bo Ty chcesz poudawać wielką katoliczkę, coby babci przyjemność sprawić. Zgadzam się z klawiaturą - robisz szopkę i kpisz z wiary tak naprawdę.
      Jeśli chcesz katoliczyć to całościowo i akcpetuj to, co ta wiara narzuca. Nie chcesz - to albo zamknij japę i rób coś "pod innych" albo nie rób tego w tym obrządku.
      I nie podniecaj się tak tym, że takie zachowanie to właśnie Twoja wielka "dorosłość i dojrzałość", a ci, co uważają inaczej, to od razu zbuntowane szczeniaki.
      • izak31 Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:37
        No kompletnie nie kapuje takiej hipokryzji. Ludzie czy Wy macie własne zdanie i potraficie podejmowac swoje własne decyzje??? bo z tego co pisze autorka to chyba nie.....
        Autorko a zdajesz sobie sprawe z konsekwencji Twojego slubu koscielnego? Beda chrzciny, komunia, religia w przedszkolu i inne pie...zmy. Kobieto dorośnij i ponies konsekwencje swojej niewiary. Z drugiej strony czy kiecmani muszą być tak pazerni aby udzielac ślubu takim osobom???
        • klawiatura_zablokowana Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:46
          No jak ona klepie paciorki, spowiada się z "grzesznego pożycia" i na każdym kroku udaje katoliczkę, to skąd ten biedny ksiądz ma wiedzieć, że to wszystko teatr na pokaz? Nie oczekujmy od proboszcza wszechwiedzy... :)
    • niebieski_lisek Re: a przed ślubem... 22.05.11, 16:47
      > kiedy się zaciążać, żeby urodzić chłopca lub dziewczynkę…

      Ktoś był na takich naukach? Takich rzeczy tam się uczy (przecież to ruletka) czy wyobraźnia autorki zaszalała?
      Jak już pisałam nie byłam na takich naukach, ale wydaje mi się że demonizujesz temat. O tym, że będą was uczyć o naturalnych metodach planowania rodziny to pewne - po to jest ta poradnia. Natomiast nie wierzę o "pytania o seks, antykoncepcję". O tym czy uprawiasz seks przedmałżeński będziesz musiała opowiedzieć spowiednikowi a nie pani w poradni.
      • mumia_ramzesa Re: a przed ślubem... 22.05.11, 17:14
        Tak, przyjaciolka mi opowiadala (ona jest po studiach na kier. biologicznym). Wg tych nauk ktores plemniki sa w jakis terminach bardziej ruchliwe. Jak ja bym poszla na takie nauki to by mnie wyproszono za drzwi. ;-D
    • rzeka.chaosu Re: a przed ślubem... 22.05.11, 17:08
      Kiepska motywacja. Publicznie będziesz kłamać podczas przysięgi, skoro nie masz nawet zamiaru na poważnie podejść do wymagań jakie stawia Kościół. To trochę wstyd jak dla mnie, nie mogłabym takiego kabaretu odstawiać, szczególnie na oczach babci czy rodziców.
    • devilyn Re: a przed ślubem... 22.05.11, 19:29
      OJP....ślub powinnaś brać dla siebie nie dla rodziny. U mnie by coś takiego nie przeszło.
    • vandikia Re: a przed ślubem... 22.05.11, 20:41
      koszty sami mnożycie, nauki w normalnym trybie nie kosztują, przynajmniej u mnie w okolicy, a co do poradni o której piszesz - to szczerze mówiąc pierwsze słyszę o takich akcjach
      owszem, są jakieś śmieszne teksty ale nikt o nic nie wypytuje, a niektóre pogadanki są bardzo fajne
      musisz przecież zdawać sobie sprawę, że ślub kościelny wiąże się ściśle z religią katolicką, skoro powiedziałaś a, powiedz b. skoro nie jesteś wierząca, to nie rozumiesz większości spraw związanych z uroczystością.
    • ritsuko Re: a przed ślubem... 22.05.11, 22:19
      My mieliśmy weekendowy kurs (a tak BTW nie zalicza Wam religia w liceum?). Wysłuchaliśmy co mieliśmy wysłuchać (jestem wierząca, ale krew mnie zalewa słysząc o hormonach stosowanych jako leczenie z powątpiewaniem i traktując jak ostateczność, a z kolei metoda termiczno-objawowa, jako metoda "leczenia" nieregularnych cykli lub ich braku...). Za to w poradni (to była w sumie rozmowa z psychologiem), nie kryliśmy, ze mieszkamy razem.
      Dla mnie ten ślub był ważny, przysięga przed Bogiem znacząca. Z kursu podobały mi się warsztaty z ww. psycholog, fajnie poprowadzone, z uświadomieniem tym, którzy pewnych rzeczy nie omawiali jak każde z przyszłych małżonków wyobraża sobie małżeństwo, podział ról, na ile siebie znają, jak chcą dzielić finanse itp. :), także cos fajnego wynieśliśmy też stamtąd.
      A i tak co do przejścia, mieliśmy na kursie parę, na która patrząc miało się ochotę zapytać co oni tu robią. Kurs przeszli, ale jakoś siedzi we mnie przeświadczenie, że sam związek chylił się ku upadkowi. Więc notoja11, dla mnie nie kurs jest ważny, ale co Wy sobą reprezentujecie, jak Wy widzicie swój związek.
    • stephanie.plum Re: a przed ślubem... 22.05.11, 23:17
      jakoś przykro mi to czytać.

      uczenie obserwacji płodności miałoby być niezgodne z prawem? dlaczego?
      ja tam myślę, że każdej kobiecie, nawet jeśli faszeruje się pigułami, a seks uprawia jedynie od stóp do głów zawinięta w lateks, wiedza o własnym ciele może się przydać.

      wścibskie pytania - czemu się przejmujesz? nie chcesz powiedzieć prawdy, to skłam. babcia się nie dowie.
      przecież tyle razy będziesz musiała zełgać, brnąc przez tą całą "niezgodną z prawem" procedurę.
      jakoś nie mogę powiedzieć, żebym czuła szczerą sympatię do osób, które co prawda z kościołem nie są związane, jak same deklarują, ale kiedy przychodzi moment, że ceremonia kościelna jest im potrzebna, to czują się uprawnione do krytykowania w czambuł wszystkiego, z czym się zetkną.
      piszesz, że obawiasz się, iż wiele osób może nie przetrwać przedślubnej biurokracji.
      i bardzo dobrze.
      od czasu, gdy ksiądz dobrodziej nie zna już osobiście wszystkich parafian, ta biurokracja jest właściwie jedyną, może trochę rozpaczliwą, metodą odsiania takich wspaniałych ludzi, którzy uważają, że sakrament to jest coś, w czym bierze się udział ku uciesze gawiedzi. ot, coś takiego uroczo staroświeckiego, jak przejazd bryczką. ostatecznie, wszystko można kupić.

      ale żeby ksiądz miał przygotowywać do sakramentu po swojemu - no nie, wtedy jest to niezgodna z prawem inwigilacja. powinien robić to tak, jak tego sobie życzy niewierząca para!

      Sto Lat młodej parze!
    • nglka Re: a przed ślubem... 23.05.11, 00:37
      Ależ prawdziwych katolików to nie razi - bo Oni już znają NPR, nie mieszkają ze sobą przed ślubem.
      Pytasz cy to jest zgodne z prawem - ano dlaczego miałoby nie być? Co innego, gdyby w USC przepytywano Cię pod tym kątem ale Ty bierzesz ślub kościelny a tu trzeba spełnić warunki. Chyba nie sądziłaś, że załatwisz wszystko na piękne oczy? Niewiedza odnośnie panujących w KK zasad nie jest usprawiedliwieniem dla szoku - mogłaś się dowiedzieć. Biadolisz jak człowiek który złamał prawo tłumacząc się, że nie wiedział iż kraść nie wolno i ten cały cyrk godzi w Jego intymność :)))

      A ślub kościelny dla pokrzepienia serc babć do wyjątkowa pomyłka, w końcu nie bierzecie ślubu z całą rodziną - ale to oczywiście moja i tylko moja opinia.
      • mariko8 Re: a przed ślubem... 23.05.11, 00:42
        Czy jakaś dobra duszyczka mogłaby mi to streścić w 3 zdaniach, bo nie dałam rady przebrnąć prze ten tekst.
        Wiem tylko że autorka bierze ślub i dyskusja jest gorąca ale o co tu chodzi ??????
        Z góry dziękuję za streszczenie:)
        • lacido Re: a przed ślubem... 23.05.11, 11:54
          dowiesz się czytając odpowiedzi ;)
          tez miałam problem przebrnięciem przez starter :)
    • htoft Re: a przed ślubem... 23.05.11, 12:55
      a3.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/31143_122432281128683_107673052604606_123137_8252657_n.jpg
      • usunelamkonto Re: a przed ślubem... 23.05.11, 18:27
        przepraszam ale masz co chcialas. w usc byloby mniej jezdzenia. co to za rodzina ktora zmusza drugiego do czegos czego nie chce. moj dziadek tez boczy sie ze ja nie katolicka, ale mam to gdzies. na sile do kosciola przeciez nie beda mnie ciagnac. skonczylo sie na bierzmowaniu i koniec. nie zgadzam sie z ich nauka. jesli bede chciala to sie nawroce. poki co usc, 15 minut i koniec
    • kol.3 Re: a przed ślubem... 23.05.11, 21:57
      Masz ten cały cyrk na własne życzenie. Po co dodatkowa ideologia?
      Jesteś po prostu konformistką
    • calineczka_777 Dziwna jestes... 24.05.11, 14:13
      notoja11 napisała:

      po prostu uważam, że godzi t
      > o w moją intymność, łamie różnego rodzaju prawa i przede wszystkim obraża.

      Wiesz, dziwna jestes albo dlugo nie mialas do czynienia z Kosciolem katolickim zwanym dalej KK i wiadomosci w TV nie ogladasz, bo ci telewizor ukradli. Przeciez kazdy wie, iz KK jest instytucja, ktora bardzo intensywnie wtraca sie w seksualnosc, zwlaszcza w seksualnosc kobiety. Kazdy, niezaleznie czy wierzacy czy niewierzacy, wie, ze KK jest wrogiem tabletek antykonepcyjnych, ze propaguja metody badania sluzu itp. by wyznaczyc dni plodne. Ze wg KK malzenstwo powstaje po to, by rodzic dzieci (najlepiej jak najwiecej). A ty dopiero teraz Ameryke odkrylas. To tak jakby sie dziwic, ze deszcz jest mokry a krowa daje mleko. :-)

      Mogę
      > tylko podejrzewać, że gdybym była praktykującą katoliczką, nie byłoby inaczej,
      > też czułabym, że „coś tu jest nie tak”.

      Jakbys byla bardzo i niezmiernie wierzaca katoliczka to bys sluchala z nabozenstwem co ksiadz i spolka mowia ci na temat twojej roli jako zony (masz rodzic dzieci, po to jestes!), nienawidzilabys tabletek antykoncepcyjnych jako dzielo szatana i z radoscia dyskutowalabys na temat jak najszybszego poczecia gromadki dzieci i takze na tematy teologiczne.

      Czy to jest w ogóle zgodne
      > z prawem? To dla mnie swego rodzaju inwigilacja, odzieranie z godności osobist
      > ej.

      Wchodzisz do tej organizacji zwanej KK, wiec musisz sie trzymac regul tej organizacji. Gdybys do mnie przyszla w gosci to nie wolno by ci bylo palic papierosow, bo inaczej won! Te same zasady sa w KK albo sie stosujesz do nich albo won! Dla pocieszenia: KK czasami pokazuje "ludzkie oblicze" i sa mozliwosci ominiecia tych zasad:
      1) posiadanie znajomego ksiedza
      2) danie znacznego datku na KK (jak juz dalas im 400 PLN to pewnie musialabys juz dac sume czterocyfrowa)
      3) posiadanie znajomego ksiedza + danie znacznego datku na KK

      > Nie piszcie „skoro wam to niepotrzebne, trzeba było tego nie robić i nie
      > marudzić”, bo swoją motywację podałam wyżej. Fakt, nie umrę od tych wszys
      > tkich zabiegów, ale czy sądzicie, że to naprawdę musi być wszystko takie skompl
      > ikowane?? Nie wystarczy się po prostu kochać, chcieć założyć rodzinę, nie być w
      > innych związkach małżeńskich?

      To juz nie napisze, ze trzeba bylo tego nie robic, skoro cie to nie kreci. :-) Ale aby cie wpedzic w depresje napisze ci jeszcze jedno: poniewaz bierzesz slub koscielny to ty i twoj (przyszly) maz zobowiazujecie sie do wychowywania dzieci po katolicku. Czyli czekaja cie: chrzty, komunie, bierzmowania a w zwiazku z tym kolejne godziny spedzone w KK, datki i skladki, wysluchiwanie kazan i pogadanek na temat seksualnosci, wychowania dziecka, roli kobiety, zycia politycznego, naukowego, spolecznego, kulturalnego, na temat biologii, ateistow, stosunku do rodzicow, dziewictwa jako wartosci, smierci i zycia po smierci i wiele wiele wiele innych tematow, bo KK na wszystkim sie zna i na wszystkie tematy ma swoje zdanie, ktore to zdanie musisz lykac jak czapla rybe. Powodzenia :-) Czekam na dalsze posty z twojej strony za pare lat :-)
    • mahadeva Re: a przed ślubem... 24.05.11, 18:59
      kazdy sam moze sobie wybrac, jak chce zyc
      wcale nie trzeba sie az tak podlizywac rodzicom
      • lonely.stoner Re: a przed ślubem... 24.05.11, 21:00
        hej autorko watku, odpisz cos wreszcie, bo sama jestem ciekawa co w koncu sobie myslisz?? ja czesto tez sie zastanawialam nad przyjeciem skaramentu w kosciele- to znaczy wziecia slubu koscielnego, ale szczerze mowiac to taki ze mnie katolik gorliwy ze bywam tam raz na pol roku albo i rzadziej, a watpliwosci co do tego czy bym chciala mam glownie z tego wzgledu ze pomimo tego ze nie bylam na zadnych naukach przedmalzenskich to jakos jednak wiem ze tak to wyglada. Tylko ze ja to wiem przed, a nie po tym jak sie juz bym zdecydowala heh. Chcialabym uslyszec twoje zdanie w koncu??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka