kropidlo5
24.08.11, 16:32
W skrocie- mam znajomego, ogolnie koles jest ok do pogadania, inteligentny i zabawny itp, ale ma irytujaca wade, jest chciwy i cwaniakuje twierdzi, ze 'kocha sie jak brat liczy sie jak zyd' ale w istocie to liczy sie tak, ze lubi wziac ale nie lubi dac, kiedys nabieralem sie na to, teraz rozliczam sie grosz za grosz i nie daje nic za darmo tak jak on nie daje).
Otoz, on jedzie do Polski. Powiedzialem mu ze przysluguje mu zwrot kasy za podatki jak rezygnuje z rezydentury. Zaswiecily mu oczy, zaczal pytac jak i co. Wyjasnilem mu (za darmo haha) jak to wyglada (zalatwienie osobiste albo zalatwienie przez firme ktora sie tym zajmuje profesjonalnie).
Teraz dwa fakty. Raz- kiedys zalatwialem zwrot swojemu kumplowi i on dal mi (z wlasnej woli, bez nawet sugestii mojej) prowizje
Drugi fakt- istnieja firmy (pelno ich) ktore zajmuja sie odzyskiwaniem podatku, jak sie im da komplet dokumentow to biora jakies 10% prowizji od kwoty. Za 'uslugi dodatkowe' pewnie jakies tam dodatkowe oplaty.
No i do rzeczy- kolega powiedzial 'wiesz co, zatrudnie cie do tego jak nie masz nic przeciwko, jak mi przyjda dokumenty to bys je zebral a potem to zaniosl do urzedu'. Wspomnialem mu o tym, ze takie cos juz robilem i wspomnialem dla kogo, bo on zna tego kumpla, i ze tamten mi dal kase- a dodam ze to blizszy kumpel byl duzo, ale dodalem celowo te informacje, by zobaczyc jak zareaguje.
Sprytnie przemilczal kwestie te kwestie i szedl dalej.
I teraz tak- mi nie zalezy na jego i w ogole czyichs pieniadzach i nie raz juz pomagalem wielu ludziom odzyskiwac pieniadze z tego czy tamtego tytulu, pisac podania itp- za darmo albo za piwo, ale tutaj mam taka pokuse, by nie pomoc. On ma do wyboru- wciagnac w to mniei zaoszczedzic na prowizji, albo skorzystac z firmy i zaplacic prowizje (i tak nawet tu, mimo wszystko bedzie potrzebowal mojej pomocy nawet w tym, bo bede musial odebrac z poczty dokumenty i je wyslac do Polski).
Ma kase do odzyskania, sa to jego pieniadze, wiec mu sie naleza- i moze skorzystac z firmy i je odzyskac na zasadach komercyjnych, kropka. On jednak by uniknac placenia woli 'zatrudnic' mnie, oczywiscie za darmo. Pomijam ze sam ten fakt jest watpliwy nieco, bo jest to jednak przysluga ktora przynosi wymierny zysk i wypadaloby chociaz zaproponowac jakas choc symboliczna rekompensate/nagrode (a druga strona moze odmowic). Tutaj natomiast jest ta cala historia z tym, ze on lubi jechac na czyichs plecach, sam nic nie da i za wszystko chce pieniadze, nawet za przeczytanie gazety zuzytej, a tutaj jest ze tak powiem na lasce mojej i chce mnie kolejny raz angazowac.
Mam szczera pokuse by powiedziec mu- sorry, nie wchodze w to, zalatw to przez firme. Nawet nie chce zeby mi proponowal jakies uklady ani piwa, po prostu niech zrobi to i zaplaci jak inni.
Co byscie zrobily/li?