pochodnia_nerona
25.02.12, 22:36
Tytuł wątku dotyczy kobiecego "kopania grobu" w zakresie tzw. równouprawnienia. A przynajmniej ja to tak interpretuję. Przedstawię pewną sytuację.
W pracy kumpeli zatrudniono gościa, który był stażystą, zanim dostał tę posadę. Kumpela wcześniej, prócz swoich obowiązków, musiała wykonywać te, które potem jemu przypadły w udziale. Nikt jej raczej nie pomagał, czasem było lepiej, czasem gorzej, ale jakoś sobie radziła.
Facet, po przejściu stażu, podczas którego udowodnił, że nieźle sobie na stanowisku radzi, dostał posadę i UWAGA: kumpela poszła po coś do koleżanek z pracy i usłyszała, jak jedna z nich powiedziała, że idzie M. pomóc w pracy. Ok. Ale drugiego dnia usłyszała, jak druga koleżanka WYDZWANIA do M. z zapytaniem, czy mu czasem nie pomóc! Kumpeli mowę odjęło, osłabła. Z tej głupoty rzekła, że jej się głupio zrobiło, że może sama powinna jemu to zaproponować? Jej facet na to: bo to facet, to tak go traktują. Tj. żeby się czasem nie przepracował.
I co o tym sądzicie?