katarz1
30.06.12, 09:30
Pisze tu bo muszę coś z siebie wyrzucić, sama nie wiem co myśleć. Jestem dorosła kobietą, o ustabilizowanym życiu zawodowym, kilkuletnim stażu małżeńskim, bezpiecznej sytuacji finansowej. Od paru miesięcy rozmawiamy z mężem o dziecku, ustalilismy że zaczniemy się starać za jakies pół roku. Więc wydaje się że wszystko ok.
Ale. Od paru dni spóźnia mi się okres. Nie zrobiłam jeszcze testu, ale pierwsza myśl to było "ciąża!!". I poczulam taką jakąś panikę, opór, takie jakieś "nie chcę!" Od wczoraj chodze podenerwowana, przerzucam strony o objawach ciąży, doszukuję się podobieństw i mówię sobie w duchu "nie, jeszcze nie!". A przecież mamy plan, wydawało mi sie że się na niego zgadzam... I zaskoczyła mnie ta moja negatywna reakcja. Może to kwestia tego półrocznego falstartu?
Przytrafiło sie wam cos podobnego? Tzn. gdy dziecko było planowane, uzgodnione, ale gdy fakt się dokonał, to jednak gdzieś tam pod skórą pojawil się taki opór? Do którego nawet trudno się otwarcie przyznać, bo przeciez wczesniej decyzja była zaklepana...