Dodaj do ulubionych

odpowiedzialność za czyjś związek

15.03.13, 14:39
wychodzę z założenia: nie rób drugiemu co tobie nie miłe. Jestem też przeciwna zdradzie.
Czytając różne wątki, w przypadku zdrady kobieta zawsze chce wydrapać oczy kochance, za to mąż/facet zazwyczaj został bezwstydnie zmanipulowany i uwiedziony.

Stawiając się w roki kochanki (nawet takiej jednorazowej) zastanawiam się czy taka kobieta powinna się kierować tym że facet jest w związku czy nie. Przecież ona jest wolna, może ze swoim życiem i ciałem robić co chce. To facet będący w związku powinien trzymać instynkty na wodzy.

A i tak koniec końców to ta występna, rozbijająca rodziny kobieta jest zła, a facet jest zazwyczaj rozgrzeszany... bez sensu.

Ale wracając do sedna: czy potencjalna kochanka powinna sobie robić wyrzuty czy sobie odmawiać jeśli to facet ma zobowiązania?
Obserwuj wątek
    • wez_sie Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:44
      a co, okazalo sie ze twoj celebryta ma zone?
      hahahahaha
    • soulshuntr Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:47
      A niby dlaczego mialaby sobie cokolwiek robic? Czy zlodziej robi sobie wyrzuty sumienia ze kogos okradl? Polityk ze okpil wyborcow? Pani w sklepie ze wcisnela niesiwiadomemu klientowi stary towar?
      • facettt Pelna Zgoda, Zlotko... :) 15.03.13, 15:08
        soulshuntr napisał(a):
        Czy zlodziej robi sobie wyrzuty sumienia ze kogos okradl?

        Co ro tego "normalnego" zlodzieja - to nie wiem...
        Natomiast zlodziej erotyczny z pewnoscia nie robi sobie zadnych wyrzutow.
        - Te KRADZIONE pocalunki sa najpiekniejsze i ciekawsze od tych "urzedowych" :)))
        • ursyda Re: Pelna Zgoda, Zlotko... :) 15.03.13, 21:36
          Jesteś typowym przykładem "krowy, która dużo ryczy". Bębnisz w każdym poście jaki jesteś figo fago, jak oszukujesz żonę, jak masz jakieś tam kolejne kochanki. Prawda jest taka, że raz ci się udało jak Alowi Bundy w 4 przełożeniach pod rząd i tworzysz "legendę" i się kurczowo jej trzymasz łykając kolejną viagrę.
          Personalnie? Zapewne - ale jesteś tak nudny, że aż wkurzający.
          • facettt belkot :) 15.03.13, 22:16
            ursyda napisała:
            ale jesteś tak nudny, że aż wkurzający.

            belkot.
            nie bylo tego duzo.
            a zaledwie kilka przypadkow - ktore sie udaly.
            moze dlatego mam sie dobrze.

            a Ty ?
            placz nad nieudanymi kochankami
            - to nie jest recepta na zycie
            • thelma333.3 Re: belkot :) 16.03.13, 00:29
              ale ona ma racje;
              jesteś bardzo monotematyczny, kreujesz się tutaj na don huana i casanovę, tez to zauważyłam, tylko miłosiernie zwykle przemilczam;
              • aka667 Re: belkot :) 16.03.13, 11:09
                popieram, nie zdziwiłabym się gdyby józek miał więcej podbojów na koncie niż facett

                ale przecież po to jest forum, każdy może sobie wybrać kim chce być :)
                • maly.jasio nie potwierdzam i nie zaprzeczam :) 16.03.13, 20:42
                  aka667 napisał:
                  > popieram, nie zdziwiłabym się gdyby józek miał więcej podbojów na koncie niż facett

                  nie wykluczam, ale ja ze dwa razy dluzej przebywam na tej Planecie, niz on
                  - wiec to raczej malo prawdopodobne :)
                  • ursyda Re: nie potwierdzam i nie zaprzeczam :) 16.03.13, 20:49
                    Czyli mieli rację ci co twierdzili, że facet i mały jaś to ta sama osoba.
                    • facettt Re: nie potwierdzam i nie zaprzeczam :) 16.03.13, 20:52
                      ursyda napisała:
                      > Czyli mieli rację ci co twierdzili, że facet i mały jaś to ta sama osoba.

                      nie wiem. spytaj jasia.
                      • aka667 Re: nie potwierdzam i nie zaprzeczam :) 17.03.13, 17:00
                        facettt napisał:

                        > ursyda napisała:
                        > > Czyli mieli rację ci co twierdzili, że facet i mały jaś to ta sama osoba.
                        >
                        > nie wiem. spytaj jasia.

                        no przecież spytała właśnie jego, ale odpowiedziałeś ty.
                        doskonale się uzupełniacie :D
              • facettt to cieszy. 16.03.13, 20:51
                thelma333.3 napisała:
                > ale ona ma racje;
                > jesteś bardzo monotematyczny, kreujesz się tutaj na don huana i casanovę, tez t
                > o zauważyłam, tylko miłosiernie zwykle przemilczam;

                to cieszy.
                (ze przemilczasz).
                nie zabiegam na tym foro o wzgledy ursydy, by mi cos wytykala.
                nie podoba sie - omijac szerokim lukiem.
                to w koncu ja tu jestem od czynienia jej i innym uwag - a nie odwrotnie.
                • ursyda Re: to cieszy. 17.03.13, 13:03
                  facettt napisał:

                  > nie zabiegam na tym foro o wzgledy ursydy, by mi cos wytykala.
                  > nie podoba sie - omijac szerokim lukiem.
                  > to w koncu ja tu jestem od czynienia jej i innym uwag - a nie odwrotnie.

                  "uderz w stół.." ktoś tu napisał, o zabieganiu? Nie. Ale ty już się bronisz.
                  Oczywiście, że cię omijam bo jesteś monotematyczny jak józek.
                  i już nie sil się na odpowiedź, w końcu powiedziałam to na na co miałam ochotę już od dawna i tyle.
                  sija.
                  • facettt to nadal cieszy. 17.03.13, 19:44
                    ursyda napisała:
                    > Oczywiście, że cię omijam bo jesteś monotematyczny jak napoleon.

                    i vice versa - a mimo to nadal cie kocham :)

                    > i już nie sil się na odpowiedź,

                    - nie sil sie na dalsze uwagi.
                    sluchaj co muvie i przyjmuj to do akceptujacej wiadomosci.
    • duende76 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:48
      trzeba przyjąć jakieś zasady i się ich trzymać, np. nie ruszam kobiet znajomych ;)
    • light_in_august Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:48
      Ja osobiście - jako potencjalna kochanka - nie pakowałabym się w relację z kimś zajętym. Ale to ja i moja chęć bycia fair wobec samej siebie.
      Ale tak ogólnie to sądzę, że każdy jest odpowiedzialny za swój związek i swojego partnera, nie za czyjeś związki i czyichś małżonków. Więc jeśli kobieta jest wolna, a żonaty facet chętny, to todpowiedzialność za małżeństwo ciąży wyłącznie na nim, nie na niej. I pretensje żona ma prawo kierować wyłącznie do niego.
      I w ogóle mierzi mnie stwierdzenie "kochanka rozbiła komuś rodzinę". Żenujące. Rodzinę może rozbić tylko ten, kto ją stworzył i nie potrafił być za nią odpowiedzialny.
      • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:52
        rozwala mnie ten relatywizm - gdyby kochanka sie zmyla to moze by przykladowa rodzina by trwala dalej
        moze koles sie chwilowo zakochal a nie jest typem szukacza przygod? co wtedy? bo jak dla mnie wlasnie wtedy taka kochanka jest wspolodpowiedzialna za wszystko

        miec ciastko i zjesc ciastko, tak sie nie da
        • duende76 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:54
          e tam, wszystko zależy od moralności, związki są i się rozpadają, a tu retoryka rodem z końca świata
          • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:56
            jak czegos nie popieram to nie biore w tym udzialu
            w kazdym innym przypadku to dziecinna hipokryzja
            • duende76 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 14:59
              zgadzam się, inni jednak mogą to popierać i brać w tym udział, bo mogą mieć inną niż Ty moralność
              • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:03
                jak najbardziej
                tylko Ci faceci z kims zdradzaja te zony a jeszcze nie spotkalem kobiety co by powiedziala: a zdradzaj mnie, ten problem dla mnie nie istnieje
                • duende76 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:06
                  to problem zdradzających, nie kochanek - te przecież nikomu nic nie przysięgały, nie obiecywały i nie złamały danego słowa
                  • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:08
                    czy to jest problem to zalezy od moralnosci osob bioracych w tym udzial
                    • duende76 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:12
                      zgadza się, pisałem ze swojego punktu widzenia
                      • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:13
                        me3
        • light_in_august Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:01
          Jak się facet zakocha w innej, to ta inna jest za to odpowiedzialna? Co Ty za bajki opowiadasz? :) Tym bardziej to on jest winny, że nie umie trzymać emocji na wodzy czy też kierować ich w stronę własnej żony, tylko się zabiera za obce baby.
          To nie jest żaden relatywizm. Jeśli mnie mąż zdradzi, to jego będę winić, nie tamtą kobietę. Bo co ona ma za zobowiązania wobec mnie? Żadnych. Za to on jak najbardziej.
          • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:07
            oo sterowana milosc, trzymanie wodzy na wodzy - tez bym tak chcial umiec, jestes ewenementem na skale swiatowa, myslalem do tej pory ze silne emocje nie mozna kontrolowac jak gniew czy milosc, mozna sie nauczyc technik kontrolujacych ale sterowac emocjami... wow

            jak pisalem powyzej - jesli kobieta nie akceptuje zdrad to nie wikla sie w sytuacje gdzie ta zdrada sie pojawia
            jak akceptuje zdrady w zwiazku (wtedy to nie sa zdrady technicznie rzecz biorac) to jak najbardziej jej odpowiedzialnosc za to wszystko jest zerowa
            • light_in_august Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:15
              Halo, no to skoro te emocje nie poddają się kontroli "właściciela", to mogą być pod kontrolą kochanki?? Jakim cudem? Jakim cudem ja na przykład mogę być odpowiedzialna za to, że żonaty facet się we mnie zakocha i mieć nad tym kontrolę, skoro on sam nie ma?
              Zdrady w moim związku nie akceptuję - nie zdradzam, nie chce być zdradzana. Natomiast zdrady w cudzych związkach są mi obojętne. Każdy odpowiada za siebie i swój związek, nie za cudze - naprawdę tak trudno to pojąć?
              • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:22
                sie to wtedy nazywa platoniczna milosc jak ktos sie w Tobie zakocha a Ty najlepsze co mozesz to uciac taka milosc

                powiedz mi:

                1. jak widzisz ze ktos kradnie cos ze sklepu to olewasz to?
                2. jak bija sasiada na klatce obce typki to spokojnie wracasz do obiadu?
                3. jak slyszysz ojca maltretujacego syna w drugiej klatce to masz to gdzies?
                4. jak wchodzisz w zwiazek i wiesz ze koles ma zone to nie masz z tym problemu?

                Jesli choc na jedne pytanie odpowiedziala tak a na inne nie to jestes hipokrytka. Albo wszystko na tak albo wszystko na nie. Czy dobrze przedstawilem swoj punkt widzenia?
                • light_in_august Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:33
                  Porównujesz bicie kogoś czy łamanie prawa ze zdradą? Może jeszcze zabójstwo i gwałt porównaj do kompletu. Od kiedy to zdrada jest prawnie sankcjonowana? Zdrada to jest kwestia moralna, a do cudzej moralności się nie wtrącam, wybacz.
                  Ale skoro masz swoje zdanie, to je miej. Nikogo przekonywać nie będę, bo zwisa mi to, szczerze mówiąc ;)
                  • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:09
                    Porownuje schematy a czyn.
                    Wiem, ze nie przekonam Ciebie, po co zreszta mialbym to robic? Jak przytomnie zauwazasz to moje zdanie. Natomiast nie rozumiem tego konca gdzie piszesz jak Ci to zwisa. To po co piszesz jak Ci zwisa?
          • gochaula Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 15:51
            light_in_august napisała:

            > Jak się facet zakocha w innej, to ta inna jest za to odpowiedzialna? Co Ty za b
            > ajki opowiadasz? :) Tym bardziej to on jest winny, że nie umie trzymać emocji n
            > a wodzy czy też kierować ich w stronę własnej żony, tylko się zabiera za obce b
            > aby.

            Tak sie najczesciej ci zonaci faceci zakochuja - jak w tym watku, że psychiczna kochanka zajadle walczy z zona o obcego faceta, ktory jej nie chce przeleciec.

            forum.gazeta.pl/forum/w,30835,143228359,143228359,jeszcz_tylko_troche.html
            • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 15:57
              Lol, ja nie wiem co się porobiło, ale dzisiejsza lektura forum chyba mnie przerasta.:)
      • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 17:58
        > Więc jeśli kobieta jest wolna, a żonaty facet chętny, to to dpowiedzialność za małżeństwo ciąży
        > wyłącznie na nim, nie na niej.

        O właśnie - przydałoby się rozwiać jeszcze jeden mit, a mianowicie dotyczący tego, od kogo wychodzi inicjatywa. Założę się, że gdyby zrobić jakieś badania, to wyszłoby, że w co najmniej 80% przypadków od misiów.:)
        • wielkafuria Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:01
          no to inaczej jeszcze, bo misie misiami.

          jest sobie singielka i fajny facet w związku który przy dobrych wiatrach byłby chętny na małe co nieco. Ale... singielka musiałaby jakoś pana osmielić, bo sam by się w zyciu nie odważyl. czy taka singielka ktora ma ochotę wielką powinna się ograniczać w tym ośmielaniu pana?
          czy ma myslec o sobie i swoich potrzebach w tym przypadku seksualnych.
          • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:06
            Powiem tak - odpowiedź na propozycję, która wyszła z drugiej strony, jest mniej naganna niż wyjście z inicjatywą.:)
            • wielkafuria Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:13
              ale nie oceniamy faceta. on robi be. bez wzgledu na to kto z inicjatywa wychodzi. jego fiutek nalezy do zony.

              oceniamy singielkę rzeczoną.
              słucham :)
              • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:18
                No przecież napisałam - odpowiedź na propozycje jest mniej naganna niż inicjatywa.:)
                Facet pierwszy zaczyna, ja się zgadzam, bo facet ciacho - to jedno. Widzę faceta, wiem, że żonaty, ale ciacho, wiec go wyrwę - to drugie. Jak dla mnie gorsze od pierwszego.:)
              • sheep2 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:20
                ejjj, f..k należy tylko do tego pana :-). Nikt nie jest niczyją własnością. Moim zdaniem wszelkie tego typu problemy jak zdrada czy domniemana czy prawie czy jakaś jeszcze inna wynikają z tego, że za bardzo chcemy właśnie kogoś posiąść, tak żeby był nasz, nasz , nasz, a drugi człowiek jest jednostką autonomiczną i niepodległą.
              • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:32
                singielka wspolodpowiedzialna jesli uwaza, ze zdrada jest be

                ps czytalem Twojego bloga, nic do Ciebie nie mam ale prezentujesz postac kobiety od ktorej normalny (ja) facet ucieka, to nie atak na Ciebie tylko opinia
    • justin.timberlake Re: nie za bardzo rozumiem tej logiki 15.03.13, 14:49
      jestes przeciwna zdradzie ale pomagasz ja przeprowadzac
      to tak jak stac na czatach przy kradzeniu samochodu
      • wielkafuria Re: nie za bardzo rozumiem tej logiki 15.03.13, 14:57
        hm? że co? w czym komu pomagam :)

        pytanie wzięło się stąd, że słucham opowieści jak to panowie opowiadają cuda typu: już się rozwodzą, to formalność, są ze względu na dzieci itd itp. I zawsze stukam się po głowie i doradzam dziewczynom, żeby przypadkiem się w to nie pakowały, no bo przecież same są kobietami itd itp. A wczoraj jakoś tak doszłam do wniosku że w sumie to niech się facet martwi. Oczywiście nie mówię o długoterminowych romansach, podwójnym życiu i wielkich miłościach, tylko o tzw szybkim numerku ;)
        Nie wiem czy bym poszła na cos takiego, bo dla mnie facet który jest w związku i nie szanuje swojej kobiety pakując sie do łózka innej jest całkowicie aseksualny ale postanowiłam nie oceniać kobiet które są wolne, tylko facetów którzy są z kims związani.
        • justin.timberlake Re: nie za bardzo rozumiem tej logiki 15.03.13, 15:02
          zalozylem, ze piszesz o osobie

          dla mnie to wszystko jest proste - nie akceptujesz zdrady to ja unikasz takze od drugiej strony, nie wiem mozna angazowac sie w cos co jest wbrew mojej moralnosci i twierdzic i udawac, ze to nie ja robie zle tylko ktos inny
          owszem, bycie nieswiadomie zaangazowanym w taki uklad zwalnia z odpowiedzialnosci lecz gdy kobieta pakuje sie w zwiazek i wie, ze kolo zdradza zone/partnerke oraz sie brzydzi zdrada jest dla mnie szczytem zaklamania
        • soulshuntr Re: nie za bardzo rozumiem tej logiki 15.03.13, 15:02
          > bo dla mnie facet który jest w związku i nie szanuje swojej kobiety pakując sie do łózka innej jest całkowicie aseksualny

          Do czasu moja droga, do czasu. I nigdy nie mow nigdy.
    • allatatevi1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:01
      Myślisz, że wolny facet, który bzyka mężatkę ma takie dylematy moralne?
      I też wszyscy go obwiniają, że rozbił rodzinę, a mężatka niewinna bo została uwiedziona i omotana? Śmiechu warte.
      Wolna kobieta może się bzykać z kim ma ochotę. Powinna się kierować przede wszystkim własnym dobrem, nie musi się martwić o cudze rodziny. O rodzinę musi się martwić ten, który ją zakładał.
      • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:02
        > Myślisz, że wolny facet, który bzyka mężatkę ma takie dylematy moralne?
        > I też wszyscy go obwiniają, że rozbił rodzinę, a mężatka niewinna bo została
        > uwiedziona i omotana? Śmiechu warte.

        Celne spostrzeżenie.:)
        W ogóle to nieco dołujące, że w sytuacji typu pan i dwie panie, najczęściej pan tak naprawdę dostaje najmniej po dupie. Chociaż to on zawinił.
    • facettt Prawie calkowicie sie z Toba zgadzam Aniele :) 15.03.13, 15:06
      Tesz mam zasady i tesz nie ruszam kobiet zajetych, nie tyle ze wzgledow moralnych, co praktycznych. - To zbyt klopotliwe. Czlowiek zonaty ma ograniczenia czasowe i formalne (musi sie ze swoim romansem ukrywac), wiec jak jeszcze by zajac sie mezatka - ktora ma takie same ograniczenia - to taki romans po prostu zle funkcjonuje (no chyba , ze osoby razem pracuja, to wtedy latwo o kontakt i uzgodnienia, ale z kolei trza uwazac na dlugie jezyki..)

      Natomiast wracajac do rzeczy: ja sobie nie robie wyrzutow sumienia (nie mam zadnych), wiec tym bardziej wolna kochanka nie ma co sobie robic wyrzutow. Bo to nie ona rozbija swoja rodzine. Ryzyko jej rozbicia podejmuje tylko zonaty mezczyzna.

      A to "prawie" w tytule wynika z tego, ze TESZ jestem przeciwny zdradzie.
      Gdyz tesz nie zdradzam. Bo nie zdradzam wlasnych Idealow :)))

      Zadawanie sie z nowa/dodatkowa kobieta - to coloryt zycia, a nie zadna tam zdrada.
      Moja Slubna nic na tym nie traci .

      • lolcia-olcia Re: Prawie calkowicie sie z Toba zgadzam Aniele : 15.03.13, 15:17
        Twoja ślubna jest albo głucha i ślepa albo ma anielską cierpliwość , no ale to już inna rozmowa :-)
        • facettt Zobacz :) 15.03.13, 15:25
          lolcia-olcia napisała:
          > Twoja ślubna jest albo głucha i ślepa albo ma anielską cierpliwość , no ale to
          > już inna rozmowa :-)

          Ani jedno, ani drugie:
          po prostu jestem starym praktykiem i uprawiam ten proceder rozwaznie i nie za czesto,
          by nie przedobrzyc :)))

          Zobacz:
          forum.gazeta.pl/forum/w,30835,141042170,141042170,Kilka_porad_jak_bezpiecznie_miec_kochanki_.html
          • lolcia-olcia Re: Zobacz :) 15.03.13, 15:29
            ha ha idealny poradnik :-)
    • twojabogini Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:15
      Nie widzę powodów, żeby potencjalna kochanka miała sobie robić wyrzuty, podobnie jak potencjalny kochanek. To ludzie wolni i mają prawo proponować seks lub uwodzić każdego kogo chcą.
      Swoją drogą panie, które oburzają się na potencjalne kochanki zachowujące się uwodzicielsko wobec ich mężów, nie mają nic przeciwko uwodzicielskim panom zachowującym się uwodzicielsko wobec nich samych - wtedy "to nie ich wina", "tylko flirt" itp.
      Najbardziej wredne są te panie, wobec których nikt nie zachowuje się uwodzicielsko, a wokół ich mężów kobiety się pojawiają - wtedy wszystkie baby to wredne suki. Nie ma jak kompleksy.
      • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:25
        rowniez nie ma co robic sobie wyrzutow jak sie cos ukradnie ze sklepu
        widze, ze forumowiczkom nieobca jest hipokryzja
        • facettt ee tam.. 15.03.13, 15:37
          justin.timberlake napisał:
          > widze, ze forumowiczkom nieobca jest hipokryzja

          a Tobie obca jest umiejetnosc relatywizacji :)
          forum.gazeta.pl/forum/w,16,143224190,143224964,Pelna_Zgoda_Zlotko_.html
          • triismegistos Re: ee tam.. 15.03.13, 16:07
            Monsz to nie para butów i nie da się go ukraść. Chyba, że uważasz wszystkich facetów za niedorozwinięte mameje, to przepraszam.
            • facettt ekwilibrystyka slowna i nic wiecej. 15.03.13, 16:22
              triismegistos napisała:
              > Monsz to nie para butów i nie da się go ukraść.


              Z rzadka sie daje, ale ja nie o tym :)

              jak widac niektorym te kradzione pocalunki wystarczaja, nie musi byc od razu caly monsz.
          • justin.timberlake Re: ee tam.. 15.03.13, 18:10
            chodzi mi o myslenie a nie o obiekt
            • facettt wiem 15.03.13, 22:18
              justin.timberlake napisał:
              > chodzi mi o myslenie a nie o obiekt

              ale to nudne.
              zglos sie do ursydy.
              • justin.timberlake Re: wiem 15.03.13, 22:24
                az taka nudna?
        • light_in_august Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:48
          Widzisz różnincę między reakcją na łamanie obowiązującego prawa a wtrącaniem się w łóżkowe sprawy innych ludzi? Jeśli nie, to sie przypatrz uwazniej.
          • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:11
            czyli gdybys mieszkala w Arabi to bys jednak nie zadawala sie z kolesiem co zdradza zone, bo jest to zabronione przez prawo
        • kora3 Wg Ciebie Justin facet to jest rzecz? 16.03.13, 20:41
          Pytam, bo skoro pryrównujesz seks/romans z zajętym do kradzieży w sklepie ...
          Moze nie wiesz, ale róznica miedzy kradzionym towarem, a facetem szukającym okazji jest taka, że towar naprawdę JEST sklepu nim się go kupi i nie ma wpływu na to kto go kupi, czy też ukradnie:) Mało tego - nic nie moze zrobić stajac się legalnie, albo nie czyjąś wlasnoscią, także chwilowo.

          Wstaw sobie tam gdzie jest towar "facet" przeczytaj to po zmianie i zobacz jaki ma sens:)
      • gochaula Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 16:05
        twojabogini napisała:

        > Nie widzę powodów, żeby potencjalna kochanka miała sobie robić wyrzuty, podobni
        > e jak potencjalny kochanek. To ludzie wolni i mają prawo proponować seks lub uw
        > odzić każdego kogo chcą.

        Jesli tak uwazasz, to mysle, ze nie masz nic przeciwko temu, aby podsunac twojemu mezowi (jesli go masz) takie panie chetne do seksu z kazdym. Beda dzwonic w nocy po kilka razy do twojego meza, zahaczac go uwodzicielsko na ulicy i odciagac sila od ciebie i dziecka, wystawac godzinami pod twoim domem i jego zakladem pracy, a gdy tylko sie pojawi beda go zapraszac do knajpy, do hotelu na milo spedzony czas i namietnie go przekonywac, aby olal takiego starego garkotluka jak ty, bo przeciez moze miec bez problemu mlodsze i ladniejsze.
        • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 16:08
          Mąż cię zdradził, prawda? Kierujesz wyrzuty w złą stronę. Nie masz obowiązku lubić kochanek, że tak nieco dziwnie się wyrażę, ale demonizowanie ich udziału to kiepski trop.
    • leniwy_pierog Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:24
      Gdybym była wolna kompletnie nie interesowałby mnie związek faceta. Są tylko dwa warunki: szukałabym kogoś na niezobowiązujący romans, a nie na stałe. I facet nie byłby związany z kimś dla mnie bliskim.
    • gyubal_wahazar Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:38
      > nie rób drugiemu co tobie nie miłe

      Na moje, ta krótka i zrozumiała dla każdego chyba 5-latka linijka, załatwia cały problem. Jakieś alpejskie kombinacje dialektyczne za to, najczęściej sprowadzają się do maskowania filozofii Kalego
      • pani_frig Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 16:25
        no i jednym wpisem rozwaliłeś całą konstrukcję myślową co poniektórym :)))
    • triismegistos Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 15:59
      Nie czuję się w żaden sposób odpowiedzialna za czyjś związek, ale nie bzykam się z żonatymi facetami. Bo nie. No, chyba że szacowna małżonka nie ma nic przeciwko.
    • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 17:55
      Moim zdaniem sypianie z żonatym/zajętym to świństwo, ale takie średniego kalibru - są gorsze rzeczy. Rzeczywiście, singielka nie jest nikomu nic winna, ale koleżance czy siostrze by się tego nie zrobiło, prawda?:) Natomiast z dwojga złego lepiej oceniam kochankę, niż żonę chcącą wydrapać oczy "suce, która uwiodła misia". Plus walka za wszelką cenę o portki w domu. Dla mnie taka postawa to głupota i robienie z siebie szmaty, poniżanie się na własne życzenie. Nie mam szacunku do takich kobiet.
      • triismegistos Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:25
        O widzisz, tutaj ciekawostka. I ile bzyknięcie obcego zajętego faceta uważam za czyn moralnie neutralny, to bzyknięcie faceta bliskiej sobie kobiety uważam za naprawdę grube świństwo.
        • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:33
          Dla mnie w przypadku "obcych" to raczej świństewko - fajne nie jest, ale pan ma wolną wolę, ludzi nie znasz, nie wiesz jak tam między nimi jest i w sumie co cię to. Do tego pana często żona nie rozumie albo są w trakcie rozwodu.:)
        • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:34
          jak widac ta sama zdrada moze byc roznie oceniana w zaleznosci od sytuacji
          h i p o k r y z j a
          • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:47
            Nie hipokryzja, tylko normalne podejście. Urodziłeś się wczoraj?
            • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:18
              jutro
              • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:25
                Nie martw się, przynajmniej masz ładny nick.
          • triismegistos Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:49
            Pierdzielisz waść. Zdradę potępiamy niezależnie od kontekstu, tyle, że zdradzającym jest zdradzający, nie kochanka.
            • wielkafuria Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 18:53
              własnie, własnie ;)
              • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:21
                srasnie, jedna mezatka strasznie mi sie naprasza to mam ja zamiar zaprosic w przyszlym tygodniu
                ale ja nie potepiam zdrady wiec zyje w zgodzie z soba
                hipokryci
            • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:19
              smieszni jestescie - potepiacie zdrade ale jestescie zaangazowani w sytuacje gdzie wynikiem jest zdrada
              niewazne kto zdradza, wazne ze zdrada zachodzi przy Waszym udziale
              • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:22
                > niewazne kto zdradza

                To dosyć rewolucyjna teoria.:D No ale skoro nieważne, czy znajomy, czy obcy, to może i nieważne kto zdradza. Tylko właściwie w czym jest problem?
                • justin.timberlake Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:25
                  jest jakis problem? :D sie dyskutuje tylko
          • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 11:20
            justin.timberlake napisał:

            > jak widac ta sama zdrada moze byc roznie oceniana w zaleznosci od sytuacji
            > h i p o k r y z j a

            pokaż palcem kto ocenia zdradę pozytywnie i dopiero wtedy bierz się za naukę słów na H
      • gochaula Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 16:15
        sid.l napisała:

        Natomiast z dwojga złeg
        > o lepiej oceniam kochankę, niż żonę chcącą wydrapać oczy "suce, która uwiodła m
        > isia". Plus walka za wszelką cenę o portki w domu. Dla mnie taka postawa to głu
        > pota i robienie z siebie szmaty, poniżanie się na własne życzenie. Nie mam szac
        > unku do takich kobiet.

        Kobieta walczaca o utrzymanie rodziny to dla ciebie szmata? to chyba sama jestes ta szmata szarpiaca zonatych za rozporki, bo zaden wolny cie nie chce. Ja nie mam szacunku do proznych i nic nie wartych bab, ktore rozkladaja nogi na widok kazdego faceta, a poznie glupio sie tlumacza, ze to on je uwiódl, nieomal zmusil do seksu i jeszcze klamal, ze jest wolny, wiec zona natychmist powinna go oddac takie ladacznicy, bo ona sie zakochala.
        • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 16:19
          Kobieto, marsz na terapię!
          • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 16:23
            Chociaż właśnie wyobraziłam sobie to szarpanie żonatego za rozporek i jak żona ciągnie go za rękę w jedna stronę, a kochanka za drugą rękę w druga stronę, obie z okrzykiem "mój ci on!".:) No i to nieodłączne w takich sytuacjach "rozkładanie nóg", tutaj nie tylko podstępnie przed biednym misiem, ale "na widok każdego faceta".:)
    • tycho99 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 19:29
      Mnie ostatnio jedna znajoma wypomniała romans jaki miałem z jedną panią, zarzucając że przyprawiam komuś rogi. Na wyjaśnienie, że ta pani była samotna (tak mi powiedziała, a poza tym poznaliśmy się w okolicznościach w których byłaby z mężem gdyby miała), odpowiedziała mi, że "tego nie wiedziałem na pewno", bo mogła mnie oszukać.

      Zatem drogie panie: jeśli chcecie być szanowane, nie tylko nie możecie wdawać się w romanse z żonatymi. Nie możecie również wchodzić w żadne relacje z wolnymi facetami, jeśli nie UPEWNICIE się, że nie ma on gdzieś żony zakitranej w innym mieście, państwie, zakładzie karnym, etc.
    • lusseiana Re: odpowiedzialność za czyjś związek 15.03.13, 22:04
      Dla mnie sprawę zamyka przytoczone przez Ciebie stwierdzenie, cyt.: "nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe". I tyle. Nie podejmuję się oceniania, kto w jakiej sytuacji jest bardziej winny, kto mniej, a kto tylko ciut-ciut. Za związek odpowiedzialne są wyłącznie osoby go tworzące i jeśli do zdrady dochodzi, to obie są w jakiś tam sposób współwinne. Obwinianie kochanki/kochanka jest delikatnie mówiąc głupie, ale cóż, każdy ma swój rozum i swój światopogląd, a mnie nic do tego. Co najwyżej mogę się szczerze w duchu roześmiać. Nigdy w życiu nie przyszło by mi również do głowy napominać, czy nawracać kogokolwiek na jedyną, słuszną i najmojszą prawdę - za materac nikomu nie robię i cudze życie seksualne mnie nie interesuje.
    • pollarek Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 00:33
      wielkafuria napisał(a):

      > wychodzę z założenia: nie rób drugiemu co tobie nie miłe. Jestem też przeciwna
      > zdradzie.
      > Czytając różne wątki, w przypadku zdrady kobieta zawsze chce wydrapać oczy koch
      > ance, za to mąż/facet zazwyczaj został bezwstydnie zmanipulowany i uwiedziony.
      >
      > Stawiając się w roki kochanki (nawet takiej jednorazowej) zastanawiam się czy t
      > aka kobieta powinna się kierować tym że facet jest w związku czy nie. Przecież
      > ona jest wolna, może ze swoim życiem i ciałem robić co chce. To facet będący w
      > związku powinien trzymać instynkty na wodzy.
      >
      > A i tak koniec końców to ta występna, rozbijająca rodziny kobieta jest zła, a f
      > acet jest zazwyczaj rozgrzeszany... bez sensu.
      >
      > Ale wracając do sedna: czy potencjalna kochanka powinna sobie robić wyrzuty czy
      > sobie odmawiać jeśli to facet ma zobowiązania?
      >
      Moja kochana Furio!
      Kocham wątki odnoszące się do bieżącej sytuacji, jeszcze bardziej kocham, że nie jestem samotna akurat w tym w kosmosie:PPP

      Patrząc subiektywnie: Nie, nie powinna mieć (potencjalna kochanka) jakichkolwiek wyrzutów, czy coś w tym deseń. Ktoś inny wszakże wypowiadał słowa 'miłość, wierność, uczciwość'.

      Patrząc obiektywnie: Tak, jesteśmy odpowiedzialni za swój kawałek ogródka, ale... ale powinniśmy być świadomi, że nasz ogródek jest częścią większego POD (dla zainteresowanych, rozwinięcie skrótu w Uncle Google):>
      • wielkafuria Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 00:40
        Polly ale przeczytałaś wszystko czy tylko pierwszy post ;)

        zdązyłaś zrobic to co miałas zrobić zanim powrócił punkt G?
        • pollarek Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 01:51
          wielkafuria napisał(a):

          > Polly ale przeczytałaś wszystko czy tylko pierwszy post ;)
          >
          > zdązyłaś zrobic to co miałas zrobić zanim powrócił punkt G?
          >

          Ja nic nie wiem, ja jestem niewinna!!
          :P
    • sootball Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 08:47
      Określone zachowanie generuje określone reakcje.
      Nie jesteśmy z kamienia.
      Jeden ma na tyle silną wolę i motywację, zeby odrzucić propozycję, inny nie.
      Jeśli laska trafi/wybierze moment obniżonej kontroli (np alkohol) lub motywacji (np. kryzys w związku), to tym bardziej ma szansę dołożyć się do rozpadu związku.

      Więc tak, uważam że kochanki, te które wiedzą że facet jest żonaty i decydują się na romans mimo to, ponoszą część odpowiedzialności za cierpienie, które w wyniku romansu powstanie i wszystkie kłopoty, które będą jego konsekwencją. Ponieważ podejmują działania, o których WIEDZĄ, że w przypadku powodzenia będą kogoś kosztowały dużo bólu i jest to dla nich cena do zaakceptowania - w końcu to nie one ją płacą. Szczerze - pogardzam tym typem.
      • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 11:16
        sootball napisała:

        > Określone zachowanie generuje określone reakcje.
        > Nie jesteśmy z kamienia.
        > Jeden ma na tyle silną wolę i motywację, zeby odrzucić propozycję, inny nie.
        > Jeśli laska trafi/wybierze moment obniżonej kontroli (np alkohol) lub motywacji
        > (np. kryzys w związku), to tym bardziej ma szansę dołożyć się do rozpadu związ
        > ku.
        >
        > Więc tak, uważam że kochanki, te które wiedzą że facet jest żonaty i decydują s
        > ię na romans mimo to, ponoszą część odpowiedzialności za cierpienie, które w wy
        > niku romansu powstanie i wszystkie kłopoty, które będą jego konsekwencją. Ponie
        > waż podejmują działania, o których WIEDZĄ, że w przypadku powodzenia będą kogoś
        > kosztowały dużo bólu i jest to dla nich cena do zaakceptowania - w końcu to ni
        > e one ją płacą. Szczerze - pogardzam tym typem.


        jasne, nie wymagajmy od mężczyzn żeby się zami kontrolowali, przecież to tylko facet, wiadomo że by nie wziął jakby mu suka nie dała..
        • triismegistos Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 11:25
          Ament. Niestety, obwinianie kobie o złe strony męskiej seksualności jest wrośnięte w naszą kulturę.
          • pollarek Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 12:01
            triismegistos napisała:

            > Ament. Niestety, obwinianie kobie o złe strony męskiej seksualności jest wrośni
            > ęte w naszą kulturę.

            Głęboko. IMO, związane również z katolicyzmem:
            „Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych” (św. Tomasz z Akwinu, mędrzec Kościoła, 1225-1275).
            W pewnych kręgach niespełna 800 lat nic nie zmieniło:P

            P.S. Thx Tris, Twoja rada odnośnie unikania drugiej randki była najskuteczniejsza:DDD
        • sootball Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 12:27
          Czemu mnie nie dziwi, że ktoś to natychmiast w ten sposób zrozumiał. To na mężczyźnie ciąży największa odpowiedzialność, jasne, ale nie ma co udawać, że zachowanie "potencjalnie trzeciej" nie ma nigdy zupełnie wpływu na to, co się stanie. O tym pisałam.
          • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 12:41
            sootball napisała:

            > Czemu mnie nie dziwi, że ktoś to natychmiast w ten sposób zrozumiał. To na mężc
            > zyźnie ciąży największa odpowiedzialność, jasne, ale nie ma co udawać, że zacho
            > wanie "potencjalnie trzeciej" nie ma nigdy zupełnie wpływu na to, co się stanie
            > . O tym pisałam.

            Oczywiście że ona ma wpływ na wydarzenia (chyba że mówimy o pigułce gwałtu), ale
            nie ma obowiązku wiedzieć że facet ma żonę ani dbać o to żeby tej żony nie skrzywdził.
            Jakiekolwiek dzielenie się winą z kochanką to zawsze szukanie usprawiedliwienia pana misia.


            • sootball Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 12:57
              Nie ma obowiązku wiedzieć, oczywiście.
              Nie ma obowiązku dbać o uczucia żony, w sumie też, to po prostu kwestia zwykłej przyzwoitości i empatii.
              Żona za to ma prawo czuć do niej urazę.
              Bo to, co krzywdzi żonę oni robią razem, wspólnie, jej udziałowi w tym nie da się zaprzeczyć.
              Przy czym piszę głównie o sytuacji, w której inicjatywa zdrady wychodzi od "tej trzeciej". Bo jeśli wychodzi od misia, to rola "trzeciej" w ogóle przestaje mnie obchodzić - miś nadaje się tylko do odstrzału.
              Gdyby Twój mąż, powiedzmy, oszukał Cię materialnie (a nie matrymonialnie) razem ze wspólnikiem, to nie obwiniałabyś za oszustwo również wspólnika? Bo wspólnik nie ślubował Ci lojalności, więc w sumie nie zrobił nic złego?
              • pollarek Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 13:11
                sootball napisała:

                > Gdyby Twój mąż, powiedzmy, oszukał Cię materialnie (a nie matrymonialnie) razem
                > ze wspólnikiem, to nie obwiniałabyś za oszustwo również wspólnika? Bo wspólnik
                > nie ślubował Ci lojalności, więc w sumie nie zrobił nic złego?

                Dobry argument:>
                Krzywda to krzywda. Jedynie nieświadomość czynu i intencjonalność jest okolicznością łagodzącą. IMO:))
              • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 15:10
                sootball napisała:

                > Nie ma obowiązku wiedzieć, oczywiście.
                > Nie ma obowiązku dbać o uczucia żony, w sumie też, to po prostu kwestia zwykłej
                > przyzwoitości i empatii.
                > Żona za to ma prawo czuć do niej urazę.
                > Bo to, co krzywdzi żonę oni robią razem, wspólnie, jej udziałowi w tym nie da s
                > ię zaprzeczyć.

                Udzial w zdradzie ma też recepcjonista hotelu, który wynajmuje im pokój. Nie jest to ani przyzwoite ani empatyczne. Co więcej, są pewnie kobiety gotowe czuć uraze do recepcjonisty, bo gdyby nie wynajął pokoju to nie byłoby zdrady. Jednym słowem okoliczności zdrady jest mnóstwo ale winny tylko jeden.

                > Przy czym piszę głównie o sytuacji, w której inicjatywa zdrady wychodzi od "tej
                > trzeciej". Bo jeśli wychodzi od misia, to rola "trzeciej" w ogóle przestaje mn
                > ie obchodzić - miś nadaje się tylko do odstrzału.
                > Gdyby Twój mąż, powiedzmy, oszukał Cię materialnie (a nie matrymonialnie) razem
                > ze wspólnikiem, to nie obwiniałabyś za oszustwo również wspólnika? Bo wspólnik
                > nie ślubował Ci lojalności, więc w sumie nie zrobił nic złego?

                No jeśli mnie ten ktoś okradł to w sumie zrobił coś złego. Misia nie da się ukraść, wiec nie widzę tu analogii. Jeśli zaś chodzi o zdradę, to nie wyobrażam sobie obwiniac kogokolwiek poza moim mężem. A w historie tabunow kobiet czyhajacych na cnotę przykładnych mężów nie wierzę.
                • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 09:26
                  > Udzial w zdradzie ma też recepcjonista hotelu, który wynajmuje im pokój. Nie
                  > jest to ani przyzwoite ani empatyczne. Co więcej, są pewnie kobiety gotowe czuć
                  > uraze do recepcjonisty, bo gdyby nie wynajął pokoju to nie byłoby zdrady. Jednym
                  > słowem okoliczności zdrady jest mnóstwo ale winny tylko jeden.

                  Zgadzam się, acz nie do końca - bez udziału recepcjonisty też można zdradzić, on nie ma wpływu na bieg wydarzeń.:)
                  • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 10:36
                    sid.l napisała:

                    >
                    > Zgadzam się, acz nie do końca - bez udziału recepcjonisty też można zdradzić,

                    Bez tej konkretnej kochanki też można zdradzić przecież
                    • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 15:01
                      Ok, ale rozmawiamy o sytuacji, kiedy kochanka jest. I zaraz dojdziemy do absurdu, że pani w sklepie też jest współodpowiedzialna, bo sprzedała gumki.:)
                      • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 17:03
                        sid.l napisała:

                        > Ok, ale rozmawiamy o sytuacji, kiedy kochanka jest. I zaraz dojdziemy do absurd
                        > u, że pani w sklepie też jest współodpowiedzialna, bo sprzedała gumki.:)

                        ale ja nie mówię że recepcjonista jest współodpowiedzialny. po prostu on też ma swój udział w wydarzeniu jakim jest zdrada, co więcej są panie, które tak sprytnie podzielą odpowiedzialność na kochankę, recepcjonistę, znajomych którzy wiedzieli a nie powstrzymali itd... że dla pana misia zostanie jakiś skromny i pomijalny procencik.
                        • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 17:19
                          O paniach rozdzielających odpowiedzialność już pisałam i nie chce mi się powtarzać.:) Są tacy, którzy odpowiedzialnością obarczają również żonę i jakieś jej niedociągnięcia, tudzież związek jako taki (o dziwo, te żony jakoś siebie nie obwiniają, ale cały świat wokół już prędzej:). A w rzeczywistości jest tak, że to facet decyduje co w danej sytuacji zrobi. Ja nawet rozumiem chwile słabości czy zauroczenie, ale ewentualne konsekwencje bierze się na klatę.
                          • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 18:11
                            >A w rzeczywistości jest tak, że to facet decyduje co w danej sytuacji zrobi.
                            Jeżeli na decyzję męża może mieć wpływ zachowanie żony, sytuacja w domu, niezadowolenie z życia i wiele innych czynników, to dlaczego nie kochanka? Przecież to nie są przypadkowe kobiety wytypowane w drodze z przystanka autobusowego do domu, tylko takie, które w jakiś sposób są zainteresowane wejściem w taką relację. Nie rozumiem tego całego odbierania znaczenia kochance i traktowania jej jako kompletnie przypadkowego pachołka przy drodze: no stała, to ją wziąłem, a w ogóle wszystkiemu jest winien recepcjonista, który nam wynajął pokój. Proponuję zejść na ziemię. Nie chodzi o demonizowanie któregoś z uczestników trójkąta i wybielanie innego, tylko o uczciwe przyznanie, że każdy w trójkącie odegrał swoją rolę i nie ma najmniejszego znaczenia, że to nie kochanka przysięgała przy ołtarzu.
                            • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 18:27
                              > każdy w trójkącie odegrał swoją rolę

                              Oczywiście, że tak.

                              > nie ma najmniejszego znaczenia, że to nie kochanka przysięgała przy ołtarzu.

                              Ale w jakim sensie? Dla kochanki pewnie ma, bo ona nie zdradza swojego partnera (przyjmijmy, że w związku nieformalnym też nie jest). Dla zdradzającego męża może to nie mieć żadnego znaczenia. A dla żony rzeczywiście nie powinno mieć znaczenia, czy kochanka komuś przysięgała przed ołtarzem, a powinno mieć znaczenie, że przysięgał zdradzający mąż.

                              Nie widzę w twojej wypowiedzi zanegowania tego co napisałam, czyli że facet decyduje o tym, co zrobi. Niezależnie od wpływu żony, kochanki, recepcjonisty czy pogody - facet decyduje czy zdradzi, czy nie.
                              • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 18:52
                                >Dla kochanki pewnie ma, bo ona nie zdradza swojego partnera
                                Ma, bo łatwiej umyć ręce. Czy gdyby ktokolwiek inny próbował w jakiś sposób naruszyć więź małżeńską i na przykład chciał skłócić żonę z mężem i oczerniał tego męża przed żoną, też uznalibyśmy to za działanie całkowicie fair, bo przecież nie ta osoba jest w związku małżeńskim? Chyba nie. Kochanka tak samo narusza czyjąś więź. To nie jest działanie fair.

                                >a powinno mieć znaczenie, że przysięgał zdradzający mąż.
                                Nie wierzę, że istnieją żony, które nie zdają sobie sprawy z tego, że to mąż złamał przysięgę.

                                >facet decyduje czy zdradzi, czy nie.
                                Moim zdaniem za dużą rolę przypisujesz decyzji. Często to nie jest kwestia faktycznej decyzji, tylko splotu różnych okoliczności, także takich wynikających z "pracy" kochanki, która często trzyma się blisko przez dłuższy czas, żeby w odpowiedniej chwili skorzystać z okazji. Dlatego tak często kochankami są "koleżanki z pracy", "przyjaciółki żony", a niezwykle rzadko będzie to wybuch namiętności z kompletnie przypadkową osobą ujrzaną na ulicy. Pomijam notorycznych zdradzaczy, którzy przy byle delegacji zaliczają wszystko, co się nawinie pod rękę. Oni faktycznie wybierają, jakby byli w sklepie samoobsługowym.
                                • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 19:41
                                  > To nie jest działanie fair.

                                  Chyba nikt nie twierdzi, że jest fair. Ale za dużo uwagi poświęcamy kochance i jej odpowiedzialności, winie, czy czemu tam jeszcze.

                                  Wyobraźmy sobie, że mam przyjaciółkę. I ta przyjaciółka ma koleżankę z pracy. Owa koleżanka zaczyna jątrzyć przeciwko mnie i przyjaciółka w końcu stwierdza, że w sumie racja, ja to głupia pipa jestem i nie warto zadawać się ze mną. I co? Oczywiście, uważam, że jątrząca to wredna sucz, ale boli mnie zachowanie przyjaciółki, to ona mnie zawiodła, okazała się nielojalna, rozczarowała mnie swoim zachowaniem. Ale! To o czym napisałam to analogia dla misiowych.:) A teraz weźmy przełożenie wierniej oddające zdradę - nikt nie jątrzy, przyjaciółka stwierdza, że koleżanka z pracy jest fajniejsza ode mnie, a ze mną nie ma o czym rozmawiać, ale podtrzymuje kontakt, bo np. mam przydatne znajomości i darmowe wejściówki do spa. A potajemnie z nową koleżanką obrabiają mi tyłek i korzystają z moich wejściówek.:) Owej koleżanki z pracy w dalszym ciągu nie lubię, bo miała swój udział w całej historii, ale jest tylko osobą poboczną, nieodpowiedzialną za relacje moje i przyjaciółki.

                                  > Moim zdaniem za dużą rolę przypisujesz decyzji. Często to nie jest kwestia faktycznej
                                  > decyzji, tylko splotu różnych okoliczności,

                                  I tutaj mamy tego biednego, zamotanego życiowo misia, za którego decyduje los i okoliczności, blee.:/
                                  • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:04
                                    >To o czym napisałam to analogia dla misiowych
                                    W opisanej przez ciebie zdradzie tak czy owak będziesz "misiową". Ale rozumiem, że wolisz być misiową wyluzowaną, a nie targaną emocjami i przeklinającą na czym świat stoi.

                                    Druga opisana sytuacja nie oddaje wierniej sytuacji zdrady, a nawet w ogóle jej nie oddaje, ponieważ częstym elementem zdrady jest właśnie jątrzenie.

                                    > I tutaj mamy tego biednego, zamotanego życiowo misia, za którego decyduje los i
                                    > okoliczności, blee.:/
                                    Czy twoje "blee" nie wynika czasem z tego, że nigdy nie zdradziłaś i po prostu nie rozumiesz, że to nie są takie proste sytuacje w rodzaju: o, Basia podoba mi się bardziej, od dzisiaj będę rwał Basię, a za trzy tygodnie od dziś Basia będzie moja. Basia w niczym udziału nie ma, mimo że wie, że jestem żonaty.
                                    Nigdzie nie piszę, że misio jest biedny, uwiedziony i że należy z niego zdjąć odpowiedzialność. No ale twierdzenie, że uwodzenie między kochanką a mężem nie istnieje, to gruba przesada. Jak mogło dojść do zdrady bez uwodzenia w ogóle? Oni nie zostali przyjaciółmi, tylko wylądowali w łóżku. Bez wzajemnej fascynacji i zbudowania pożądania nie da się przejść do tego levelu;)
                                    • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:14
                                      Sorry, ale wygląda na to, że trochę usprawiedliwiasz zdradzającego faceta, szczególnie tekstem o jątrzeniu. Niestety, żonatych nie trzeba uwodzić, nie trzeba jątrzyć, bo to oni często szukają okazji (chociaż oczywiście nie twierdze, że nie zdarzają się sytuacje, kiedy jest inaczej). Chodzi o to, kto wychodzi z inicjatywą, bo co jest dalej, to inna inszość.

                                      A misiowa to stan umysłu, a nie każda żona/partnerka, zdradzona czy nie.:) Gdybym miała być misiową zdradzoną, to chyba musiałabym zgłupieć lub dać się ponieść rozpaczy, żeby usprawiedliwiać faceta i zwalać winę na kochankę, pewnie po ochłonięciu wstydziłabym się takiej reakcji.
                                      • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:32
                                        >ale wygląda na to, że trochę usprawiedliwiasz zdradzającego faceta
                                        Nie miałam takiego zamiaru w każdym razie.

                                        >Chodzi o to, kto wychodzi z inicjatywą, bo co jest dalej, to inna inszość.
                                        To jest bardzo ciężko ustalić, naprawdę. Nie twierdzę, że winna jest zawsze kochanka. Jątrzyć może i miś, jak najbardziej. Poprzez wciąganie w zwierzenia na temat rodziny, budzenie litości i inne takie.

                                        > A misiowa to stan umysłu
                                        Podobnie jak kochanka.
                                        • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:42
                                          materac.francuza napisała:

                                          > >ale wygląda na to, że trochę usprawiedliwiasz zdradzającego faceta
                                          > Nie miałam takiego zamiaru w każdym razie.
                                          >
                                          > >Chodzi o to, kto wychodzi z inicjatywą, bo co jest dalej, to inna inszość.
                                          > To jest bardzo ciężko ustalić, naprawdę. Nie twierdzę, że winna jest zawsze koc
                                          > hanka. Jątrzyć może i miś, jak najbardziej. Poprzez wciąganie w zwierzenia na t
                                          > emat rodziny, budzenie litości i inne takie.


                                          o, to jednak bywa że winnym jest zdradzający? :D
                                          • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:06
                                            >o, to jednak bywa że winnym jest zdradzający? :D
                                            A gdzieś twierdziłam, że nie? Przecież napisałam, że są (minimum) trzy osoby dramatu i każda ma swój udział, czasem większy, czasem mniejszy, ale ma, więc nie jest tak, że kochanka ma czyste ręce tylko dlatego, że nie przysięgała żonie wierności. Ona jest w innym punkcie winna, mąż w innym, a żona w innym.
                                            Poza tym, nie ma niewinnych ludzi, są tylko źle przesłuchani;). Przykładowo, przesłuchanie misia może dać efekt taki, że cała wina zostanie zwalona na kochankę. Miś nie był lojalny wobec żony, gdy rwał kochankę, dlaczego miałby być teraz lojalny wobec kochanki, gdy grunt mu się pali pod nogami?;) To jest lep szczerości, na który najłatwiej złapać kochankę. Część z nich nawet zostaje żonami, a potem trach, nagle siedzi się w butach zdradzonej żony i już nie jest tak fajnie.
                                            • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:24
                                              materac.francuza napisała:

                                              > >o, to jednak bywa że winnym jest zdradzający? :D
                                              > A gdzieś twierdziłam, że nie? Przecież napisałam, że są (minimum) trzy osoby dr
                                              > amatu i każda ma swój udział, czasem większy, czasem mniejszy, ale ma, więc nie
                                              > jest tak, że kochanka ma czyste ręce tylko dlatego, że nie przysięgała żonie w
                                              > ierności. Ona jest w innym punkcie winna, mąż w innym, a żona w innym.

                                              to nie jest kwestia czystych rąk. po prostu ona jest w tym układzie nieistotna dla wykazania winy zdradzającego. Zdradę uważam za coś co się dzieje pomiędzy dwojgiem ludzi (przy udziale osób trzecich, ale na tym ich rola się kończy). Pretensje do obcej kobiety o to że nie była "solidarna jajnikowo" albo że "nie myślała o moich dzieciach" są po prostu głupie. Przy okazji męża ustawiają w wygodnej pozycji nierozgarniętego kretyna od którego należy mniej wymagać.
                                              Wina kochanki, nawet jeśli wystąpiła w jakimś ekstremalnym przypadku, jest tak niewspółmierna że wspominanie o niej daje furtkę do zdjęcia odpowiedzialności z męża.
                                              • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:36
                                                >Pretensje do obcej kobiety o to że nie była "solidarna jajnikowo" albo że "nie myślała o moich dzieciach" są po prostu głupie.

                                                Dlaczego głupie? Oczekiwanie uczciwości i nienaruszania pewnych norm/więzi jest głupie? Od kiedy? Dzieci uczy się szacunku dla innych, uczciwości i nierobienia tego, co im niemiłe. Mamy z tego wyłączyć dziewczynki, bo kiedyś mogą być kochankami? Naruszanie norm jest podstawą społecznej niechęci do kochanek. Chyba nie będziesz twierdzić, że kochanka zajmuje w relacjach międzyludzkich jakieś prestiżowe miejsce? Normalnie, raczej wstyd się przyznać do zdradzania żony i sypiania z cudzymi mężami, prawda?
                                                • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:39
                                                  dlatego że odwracają uwagę od prawdziwego winowajcy. dlatego głupie.
                                                  • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 22:02
                                                    > dlatego że odwracają uwagę od prawdziwego winowajcy.
                                                    Niczego nie odwracają. Ale jeśli nie oczekujesz wiele od ludzi, to przecież twoja sprawa i twoich standardów.
                                                  • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 22:09
                                                    materac.francuza napisała:

                                                    > > dlatego że odwracają uwagę od prawdziwego winowajcy.
                                                    > Niczego nie odwracają. Ale jeśli nie oczekujesz wiele od ludzi, to przecież two
                                                    > ja sprawa i twoich standardów.
                                                    >


                                                    a myślałaś że moje haniebnie niskie standardy są twoją sprawą?? :D

                                                    od początku do końca piszę w swoim imieniu, powtórzę po raz 31: winą za zdradę obarczam tylko zdradzającego mnie faceta. nie kochankę, nie okoliczności tylko tego konkretnego faceta, który jest na tyle dużym chłopcem że odpowiada za swoje czyny.
                                                    na więcej powtórzeń nie mam siły. zaakceptuj moje zdanie albo nie, tak czy owak EOT.
                                                  • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 22:31
                                                    >a myślałaś że moje haniebnie niskie standardy są twoją sprawą?? :D

                                                    Czy ja napisałam, że twoje standardy są "haniebnie niskie"? Chyba jesteś zbyt przeczulona. Podobnie jak z tym wywołaniem do tablicy.

                                                    > winą za zdradę obarczam tylko zdradzającego mnie faceta. nie kochankę, nie okoliczności tylko tego konkretnego faceta, który jest na tyle dużym chłopcem że odpowiada za swoje czyny.

                                                    No nie do końca chyba? Ty nie tylko wyrażasz swoje zdanie, ale przekonujesz innych, że kochanka nie jest niczemu winna, a obarczanie jej winą jest "głupie." Dla zdecydowanej większości ludzi udział kochanki będzie miał znaczenie, i to w żaden sposób nie eliminuje winy zdradzającego, która po prostu jest oczywistą oczywistością i nie ma co odkrywać Ameryki i podkreślać za każdym razem, że winny jest zdradzający. Dziwi mnie takie przyzwolenie dla naruszania norm. No ale przecież każdemu może się zdarzyć być kochanką i furtka może się przydać. A konfrontacje z żonami na ogół nie należą do przyjemności.
                                                  • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 18.03.13, 09:18
                                                    materac.francuza napisała:
                                                    > Dziwi mnie takie przyzwolenie dla naruszania norm. No ale
                                                    > przecież każdemu może się zdarzyć być kochanką i furtka może się przydać. A kon
                                                    > frontacje z żonami na ogół nie należą do przyjemności.
                                                    >

                                                    Mnie za to dziwi że nie potrafisz przyjąć do wiadomości mojego stanowiska bez próby obrażania mnie. Otóż nie pochwalam łamania norm i nie zostawiam sobie furtki na ewentualność bycia kochanka. Na samym początku napisałam że to nie dla mnie.
                                                    Naprawdę nie rozumiesz że ktoś może mieć pretensje do męża pomijając rolę kochanki czy to już czysta złośliwość?
                                                  • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 18.03.13, 09:52
                                                    W którym miejscu dyskusji cię obraziłam? Przecież sama zaczęłaś od zarzutu, że manipuluję i od belferskiej porady, żebym sobie jeszcze raz przeczytała, bo najwyraźniej nie rozumiem, co czytam. Mnie twój argument z recepcjonistą tylko rozśmieszył. Nie zaczynałabym nawet dyskusji na ten temat, gdybyś mi nie kazała szczegółowo wyjaśniać, skąd wzięłam wnioski.

                                                    > Naprawdę nie rozumiesz że ktoś może mieć pretensje do męża pomijając
                                                    Rozumiem, tyle że jest to okłamywanie się - z psychologicznego i ze społecznego punktu widzenia. Może nie będziesz wydzwaniać do tej kobiety ani urządzać awantur, ale doskonale wiesz, że w większości sytuacji zdrad wina obciąża wszystkich. A to gdzie kierujesz pretensje i jak sobie zdradę tłumaczysz i przetwarzasz, żeby z nią dalej żyć, jest sprawą drugorzędną.
                                                    Argument o tym że kochanka nie przysięgała jako zwalniający z odpowiedzialności i bardzo wygodny dla kochanek, które w związku z tym mogą sobie naruszać czyjeś więzi kompletnie bezrefleksyjnie, jest śmieszny, a najśmieszniejsze jest to, że same zdradzone są skłonne tak uważać. Świat jest piękny.
                                                  • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 18.03.13, 10:19
                                                    materac.francuza napisała:

                                                    > Rozumiem, tyle że jest to okłamywanie się - z psychologicznego i ze społecznego
                                                    > punktu widzenia. Może nie będziesz wydzwaniać do tej kobiety ani urządzać awan
                                                    > tur, ale doskonale wiesz, że w większości sytuacji zdrad wina obciąża wszystkich

                                                    :D
                                                    Masz rację oczywiście, dobrze że mi w końcu wyjaśniłas co w rzeczywistości myślę i możemy w spokoju zamknąć temat.
                                              • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:59
                                                > to nie jest kwestia czystych rąk. po prostu ona jest w tym układzie nieistotna dla wykazania
                                                > winy zdradzającego. Zdradę uważam za coś co się dzieje pomiędzy dwojgiem ludzi (przy udziale
                                                > osób trzecich, ale na tym ich rola się kończy). Pretensje do obcej kobiety o to że nie była
                                                > "solidarna jajnikowo" albo że "nie myś lała o moich dzieciach" są po prostu głupie. Przy okazji
                                                > męża ustawiają w wygodnej pozycji nierozgarniętego kretyna od którego należy mniej wymagać.
                                                > Wina kochanki, nawet jeśli wystąpiła w jakimś ekstremalnym przypadku, jest tak niewspółmierna
                                                > że wspominanie o niej daje furtkę do zdjęcia odpowiedzialności z męża.

                                                Ponad 150 postów w wątku, a wystarczyłby ten jeden - sedno sprawy.:)
                            • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 19:56
                              materac.francuza napisała:

                              > >A w rzeczywistości jest tak, że to facet decyduje co w danej sytuacji zrob
                              > i.
                              > Jeżeli na decyzję męża może mieć wpływ zachowanie żony, sytuacja w domu, niezad
                              > owolenie z życia i wiele innych czynników, to dlaczego nie kochanka? Przecież
                              > to nie są przypadkowe kobiety wytypowane w drodze z przystanka autobusowego do
                              > domu, tylko takie, które w jakiś sposób są zainteresowane wejściem w taką relac
                              > ję. Nie rozumiem tego całego odbierania znaczenia kochance i traktowania jej ja
                              > ko kompletnie przypadkowego pachołka przy drodze: no stała, to ją wziąłem, a w
                              > ogóle wszystkiemu jest winien recepcjonista, który nam wynajął pokój. Proponuję
                              > zejść na ziemię.

                              Proponuję nie manipulować tekstem o recepcjoniście tylko jeszcze raz przeczytać o co mi chodziło.
                              • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:26
                                > Proponuję nie manipulować tekstem o recepcjoniście tylko jeszcze raz przeczytać
                                > o co mi chodziło.
                                Co jest manipulacją? Recepcjonista ma taki sam udział w zdradzie, jak matka i ojciec zdradzającego. Po co go było w ogóle przywoływać? Nie znam takich przypadków, gdzie ludzie przypisują winę po kawałku kompletnie przypadkowym osobom. Większość zdradzonych kobiet i tak bierze winę na siebie: zdradził mnie, więc jestem wadliwa i niewystarczająca. Fora to trochę inna rzeczywistość, tu można się anonimowo wyładować, więc wcale mnie nie dziwią jazdy po kochankach.
                                • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:41
                                  materac.francuza napisała:

                                  > > Proponuję nie manipulować tekstem o recepcjoniście tylko jeszcze raz prze
                                  > czytać
                                  > > o co mi chodziło.
                                  > Co jest manipulacją? Recepcjonista ma taki sam udział w zdradzie, jak matka i o
                                  > jciec zdradzającego. Po co go było w ogóle przywoływać?

                                  Recepcjonistę przywołałam bo rozmowa toczyła się o okolicznościach, które występują naokoło zdrady. Nie wspomniałam o nim żeby pokazać że jest winny całej zdradzie jak to teraz przedstawiasz - to właśnie jest manipulacją.


                                  > Nie znam takich przypad
                                  > ków, gdzie ludzie przypisują winę po kawałku kompletnie przypadkowym osobom. Wi
                                  > ększość zdradzonych kobiet i tak bierze winę na siebie: zdradził mnie, więc jes
                                  > tem wadliwa i niewystarczająca. Fora to trochę inna rzeczywistość, tu można się
                                  > anonimowo wyładować, więc wcale mnie nie dziwią jazdy po kochankach.
                                  >

                                  Mnie też nie dziwią - w pierwszym poście napisałam że to jest nielogiczne i dalekie od prawdy, ale mechanizm jest dość klarowny: łatwiej obarczyć winą obcą kobietę niż własnego męża, którego jednak chce się zostawić w domu. Łatwiej się pogodzić z faktem że miś został zmanipulowany i nie myślał (jak to facet) niż w to, że świadomie wbił nam nóż w plecy.
                                  • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 20:56
                                    - to właśnie jest manipulacją.
                                    > Nie wspomniałam o nim żeby pokazać że jest winny całej zdradzie jak to teraz przedstawiasz
                                    Nie uważam recepcjonisty za winnego, to było zwykłe przerysowanie, taka jazda po bandzie. Ty natomiast zupełnie serio utrzymywałaś, że recepcjonista bierze udział w zdradzie tak samo jak kochanka. No chyba jednak nie tak samo.
                                    • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:02
                                      materac.francuza napisała:

                                      > - to właśnie jest manipulacją.
                                      > > Nie wspomniałam o nim żeby pokazać że jest winny całej zdradzie jak to te
                                      > raz przedstawiasz
                                      > Nie uważam recepcjonisty za winnego, to było zwykłe przerysowanie, taka jazda p
                                      > o bandzie. Ty natomiast zupełnie serio utrzymywałaś, że recepcjonista bierze ud
                                      > ział w zdradzie tak samo jak kochanka. No chyba jednak nie tak samo.
                                      >
                                      >

                                      powtarzam, przeczytaj jeszcze raz tamten fragment rozmowy i nie usiłuj interpretować po swojemu zdania wyrwanego z kontekstu. to bardzo brzydka retoryka.
                                      i daj już spokój recepcjoniście.
                                      • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:10
                                        Ten fragment? "Udzial w zdradzie ma też recepcjonista hotelu, który wynajmuje im pokój. Nie jest to ani przyzwoite ani empatyczne."
                                        Posłużył ci do tezy, że żony będą obwiniać postronne osoby, byle nie winić siebie. Już pisałam, to co się pisze na forach i jak pluje na kochanki, wybielając siebie, nie ma znaczenia. Zdrada dzieje się w realu, a o realnych uczuciach już się tak buńczucznie nie pisze ani nie mówi.
                                        • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:15
                                          materac.francuza napisała:

                                          > Ten fragment? "Udzial w zdradzie ma też recepcjonista hotelu, który wynajmuje i
                                          > m pokój. Nie jest to ani przyzwoite ani empatyczne."

                                          no i gdzie przeczytałaś "że recepcjonista bierze udział w zdradzie tak samo jak kochanka"?
                                          bo od dawna udowadniasz mi że nie tak samo.
                                          • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:28
                                            > no i gdzie przeczytałaś "że recepcjonista bierze udział w zdradzie tak samo jak
                                            > kochanka"?
                                            Fragment o recepcjoniście był reakcją na udział kochanki. Według ciebie jest to udział porównywalny (czyli żaden), bo winny jest tylko jeden:

                                            ">> Bo to, co krzywdzi żonę oni robią razem, wspólnie, jej udziałowi w tym nie da s
                                            >> ię zaprzeczyć.


                                            >Udzial w zdradzie ma też recepcjonista hotelu, który wynajmuje im pokój. Nie jest to ani przyzwoite ani empatyczne."

                                            Ja ten przykład wykorzystałam do przerysowania sytuacji. Nic poza tym.
                                            • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:37
                                              wybacz, ale nie mogę odpowiadać za twoje przerysowania.
                                              • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 21:57
                                                A dlaczego miałabyś za nie odpowiadać, albo je w ogóle komentować? Ja odpowiadam za swoje, a Ty za swoje.
                                                • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 22:12
                                                  materac.francuza napisała:

                                                  > A dlaczego miałabyś za nie odpowiadać, albo je w ogóle komentować? Ja odpowiada
                                                  > m za swoje, a Ty za swoje.
                                                  >

                                                  albowiem wywołałaś mnie do tablicy ubarwiając moją wypowiedź przerysowaniem żeby łatwo wykazać jej absurdalność. niepotrzebnie wyciągasz zdanie z kontekstu a ja niepotrzebnie na to reaguję
                • sootball Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 14:32
                  Recepcjonista nie musi o niczym wiedzieć.
                  Misia nie da się ukraść, ale da się namieszać w związku. Przy czym konsekwencje w postaci bólu i straty tego, co się wspólnie budowało, będzie ponosić również żona, w imieniu tego, że "trzecia" chciała zrobić sobie dobrze. Analogia do oszustwa aktualna.
                  Tabunów, nie. Zazwyczaj wystarczy jedna. ;)


                  • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 17:09
                    sootball napisała:

                    > Recepcjonista nie musi o niczym wiedzieć.
                    > Misia nie da się ukraść, ale da się namieszać w związku. Przy czym konsekwencje
                    > w postaci bólu i straty tego, co się wspólnie budowało, będzie ponosić również
                    > żona, w imieniu tego, że "trzecia" chciała zrobić sobie dobrze. Analogia do os
                    > zustwa aktualna.

                    nie zgodzę się, oszustwo to przestępstwo, wszyscy którzy mnie oszukali są winni. zdrada to świństwo które może wyciąć tylko jedna osoba - pan mąż.

                    > Tabunów, nie. Zazwyczaj wystarczy jedna. ;)

                    która nic nie wskóra jeśli facet nie wyśle sygnału że właściwie to on by chętnie.. i nawet w sytuacji zdrady w której inicjatywa wypłynęła od jakiejś obcej kobiety pretensje miałabym tylko i wyłącznie do męża. Nie w 80%, nie w 99% tylko w 100.
                • gochaula Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 15:44
                  aka667 napisał:

                  A w historie tabunow kobiet czyhajacy
                  > ch na cnotę przykładnych mężów nie wierzę.

                  Wystarczy poczytac takie watki jak ten na forum kochanki.

                  forum.gazeta.pl/forum/w,30835,143228359,143228359,jeszcz_tylko_troche.html
                  • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 15:54
                    Ok, ale niby czego to dowodzi?;)
                    Nikt nie twierdzi, że takie sytuacje jak kobieta polująca na zajętego się nie zdarzają. Ale przedstawianie tego jako normy, to już myślenie życzeniowe, najczęściej zdradzanych/zazdrosnych kobiet. A jeśli nawet jakaś uwodzicielka się nawinie, to bezwolny misio chyba jakieś resztki decyzyjności ma?:)
                  • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 17:12
                    gochaula napisał(a):

                    > aka667 napisał:
                    >
                    > A w historie tabunow kobiet czyhajacy
                    > > ch na cnotę przykładnych mężów nie wierzę.
                    >
                    > Wystarczy poczytac takie watki jak ten na forum kochanki.
                    >
                    > forum.gazeta.pl/forum/w,30835,143228359,143228359,jeszcz_tylko_troche.html


                    to według ciebie historia przykładnego, nieświadomego męża, na cnotę którego czyha jakaś diablica?
                    przegapiłaś chyba początek, w którym on wyznał jej miłość. i tak niechcący potwierdziłaś moją tezę :D
          • triismegistos Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 13:27
            Ee tam. Po pierwsze ja wcale nie poczułabym się mniej zdradzona, gdyby misio nie skoczył w bok tylko dlatego, że dostał kosza. Po drugie wiem, że jak misio chce skakać na boki to i tak to zrobi.
            Jak pisałam w innym watku, dużo szwędam się po portalach randkowych. Tam jest zatrzęsienie żonatych szukajacych okazji. I nie łudzę się, że jak obsobaczę takiego i sasugeruję wracanie do małżonki to on przestanie szukać.
            I żeby nie było, nie szukam dla siebie usprawiedliwień, bo nie biorę się za zajęstych facetów, chyba, że ich kobieta nie ma nic przeciwko.
            • sootball Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 13:50
              > Ee tam. Po pierwsze ja wcale nie poczułabym się mniej zdradzona, gdyby misio ni
              > e skoczył w bok tylko dlatego, że dostał kosza.
              Napisałam - w przypadku, gdy inicjatywa zdrady wychodzi od faceta, rola laski przestaje mnie obchodzić.
              > I nie łudzę się, że jak obsobaczę taki
              > ego i sasugeruję wracanie do małżonki to on przestanie szukać.
              Nie o tym pisałam. Pisałam o sytuacji: "o, fajny facet. Ma żonę i dzieci, ale co z tego? Zakręćmy się koło niego".
      • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 11:40
        > Więc tak, uważam że kochanki, te które wiedzą że facet jest żonaty i decydują się na
        > romans mimo to, ponoszą część odpowiedzialności za cierpienie, które w wyniku
        > romansu powstanie i wszystkie kłopoty, które będą jego konsekwencją. Ponieważ
        > podejmują działania, o których WIEDZĄ, że w przypadku powodzenia będą kogoś
        > kosztowały dużo bólu i jest to dla nich cena do zaakceptowania

        Z tą częścią wypowiedzi się nawet zgadzam. Tylko: a) część odpowiedzialności, a nie winy - a o winie lubią pisać w necie misiowe i inne kobiety, b) gdyby ową odpowiedzialność rozłożyć procentowo, to jest gdzieś tak 80% do 20% na "korzyść" misia.
    • aka667 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 11:14

      spotykanie sie z żonatym jest wbrew własnemu interesowi, bo świadczy o tym że nie można mu zaufać nawet pytając o godzinę. ja bym nie mogła z kimś takim się zadawać.

      i to jest jedyny argument przeciwko, pretensje o "kradzieży cudzego misia z półki" są zrozumiałe (mechanizm który pozwala rozładować złość bez konieczności usuwania z domu tego pechowego misia) ale zupełnie nielogiczne
    • varia1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 14:04
      zdarza mi się spotykać z żonatymi facetami
      to ich decyzja, chociaż mam wrażenie że bardziej "szarżują" niż naprawdę chcą tego skoku w bok
      nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo ja mojemu facetowi nie przysięgałam seksualnej wyłączności i nigdy tego nie zrobię, ani też tego nie oczekuję
      no i seksu z innym partnerem nie uważam za zdradę

      zdarzyło mi się że raz jakaś jedna żona napisała do mnie : czy Pani spała z moim mężem? , pani młodsza o kilkanaście lat ode mnie, więc przybrałam mentorski ton i odpisałam : Szanowna Pani, nie po to się spotykam z cudzymi mężami aby z nimi spać. Zazwyczaj zupełnie nie ma na to czasu.
      nie odezwała się więcej do mnie, on również, dzięki Bogu:)


      • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 15:13
        >pani młodsza o kilkanaście lat ode mnie, więc przybrałam mentorski ton i odpisałam : Szanowna Pani, nie po to się spotykam z cudzymi mężami aby z nimi spać. Zazwyczaj zupełnie nie ma na to czasu.
        Po prostu upokorzyłaś tę kobietę. Dlatego że była młodsza? I nie pisz, że tylko facet podejmuje decyzję.Ty też podejmujesz decyzję o wyborze akurat żonatego i niezależnie od tego, jak to sobie wytłumaczysz, przez swoją decyzję, będziesz miała wpływ na to małżeństwo. Jest to kwestia braku szacunku dla ludzi i ich związków.
        • varia1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 18:57
          nie sądzę abym ją upokorzyła, ona sama upokorzyła się pisząc do mnie, a ja po prostu odbiłam piłeczkę
          a żonaci panowie muszą się nauczyć, że kłamać i skakać w bok też trzeba umieć, inaczej bardzo się ryzykuje...
          mnie nie interesuje czy ktoś jest żonaty czy nie, wierność pojmowana jako seksualna wyłączność jest osobistym wyborem każdego człowieka - jeśli pan czuł że nie zdradza żony spotykając się ze mną, to co mu zrobić?
          a ja... hmm, nie jestem od tego aby nawracać ewentualne zbłąkane owieczki
          • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 19:56
            >ona sama upokorzyła się pisząc do mnie,
            Uważasz, że chęć poznania prawdy jest upokorzeniem? Mąż jej pewnie kłamał w żywe oczy, to zadzwoniła po weryfikację, a ty ją trzasnęłaś w drugi policzek.

            > mnie nie interesuje czy ktoś jest żonaty czy nie
            Szkoda, że ludzie tak kompletnie niczym się nie interesują poza czubkiem własnego nosa. Należysz do osób, które z zasady nie liczą się kompletnie z uczuciami i poglądami innych i towarzystwie praktykujących katolików będziesz np. bez zażenowania opowiadać dowcipy o pedobiskupach? Czy może masz te osoby gdzieś, bo nie są ci w żaden sposób bliskie? Czy równie entuzjastycznie uprawiałabyś seks z mężem siostry, koleżanki lub przyjaciółki, bo przecież to jest wyłącznie decyzja tego męża?

            >wierność pojmowana jako seksualna wyłączność jest osobistym wyborem każdego człowieka
            Ale chyba rozumiesz, że twoje pojmowanie wierności jest jednak dość niestandardowe i nie możesz zakładać, że inni mają takie samo podejście. W 99% nie będą mieli.

            >nie jestem od tego aby nawracać ewentualne zbłąkane owieczki
            Wszyscy zawsze mówią, od czego nie są. A od czego jesteś? Bo w takim układzie jednak przykładasz rękę do kłopotów w danym związku. Za chwilę pewnie przeczytam argument: jak nie ja, to inna.

            >muszą się nauczyć, że kłamać i skakać w bok
            Jesteś pewna, że tego właśnie muszą się uczyć panowie czy w ogóle ludzie? JAP:D
            • varia1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 20:22
              materac.francuza napisała:

              > >ona sama upokorzyła się pisząc do mnie,
              > Uważasz, że chęć poznania prawdy jest upokorzeniem? Mąż jej pewnie kłamał w żyw
              > e oczy, to zadzwoniła po weryfikację, a ty ją trzasnęłaś w drugi policzek.

              uważam że zniżanie się do poziomu, w którym się pisze (nawet nie dzwoni, w przypływie emocji) do ewentualnej (bo nie miała pewności) kochanki męża po "weryfikację" jest po prostu brakiem jakiejkolwiek klasy i instynktu samozachowawczego również... a co by było gdybym nie była kochanką jej męża i dostała takie pytanie? czy moja, nawet potencjalnie zgodna z prawda odpowiedź "nie" zakończyłaby temat? no, jak myślisz? to ona chciała upokorzyć mnie, pokazując swoją "pozycję" żony, więc piłeczka została odbita w jej stronę i jak widać, to wystarczyło żeby więcej nie rozdrapywać tematu




              >
              > > mnie nie interesuje czy ktoś jest żonaty czy nie
              > Szkoda, że ludzie tak kompletnie niczym się nie interesują poza czubkiem własne
              > go nosa. Należysz do osób, które z zasady nie liczą się kompletnie z uczuciami
              > i poglądami innych i towarzystwie praktykujących katolików będziesz np. bez zaż
              > enowania opowiadać dowcipy o pedobiskupach? Czy może masz te osoby gdzieś, bo n
              > ie są ci w żaden sposób bliskie? Czy równie entuzjastycznie uprawiałabyś seks z
              > mężem siostry, koleżanki lub przyjaciółki, bo przecież to jest wyłącznie decyz
              > ja tego męża?
              >
              Bądź łaskaw/a nie pisac do jakiego typu osób należę bo troszeczkę słabo się znamy, jakiś świeży ten twój nick na FK, więc albo miej odwagę się podpisać swoim "codziennym" nickiem jeśli taki istnieje, albo po prostu poczytaj starsze dyskusje na te tematy w których brałam udział i przenieśmy się z dyskusją na priv żeby nie zasmiecać forum

              nie mam siostry, przyjaciółek ani koleżanek i w związku z tym ich hipotetyczni partnerzy są bezpieczni :)






              > >wierność pojmowana jako seksualna wyłączność jest osobistym wyborem każdeg
              > o człowieka
              > Ale chyba rozumiesz, że twoje pojmowanie wierności jest jednak dość niestandard
              > owe i nie możesz zakładać, że inni mają takie samo podejście. W 99% nie będą mi
              > eli.

              oczywiście, że jest niestandardowe, ale tylko zdechłe ryby płyną z prądem, mnie jest dobrze jak płynę pod prąd :)


              >
              > >nie jestem od tego aby nawracać ewentualne zbłąkane owieczki
              > Wszyscy zawsze mówią, od czego nie są. A od czego jesteś? Bo w takim układzie j
              > ednak przykładasz rękę do kłopotów w danym związku. Za chwilę pewnie przeczytam
              > argument: jak nie ja, to inna.

              możesz się zdziwić i nawet nie wierzyć, ale o ile wiem, że mam do czynienia z facetem zonatym (bo nie zawsze to wiem), po pierwsze nie zgadzam się na jakiekolwiek tematy typu "żona mnie nie rozumie", a po drugie, zawsze upewniam się czy pan wie co robi
              i... może to śmieszna, ale kilku panów wycofało się w ostatniej chwili i wiem, że zaczęli naprawiac swoje związki, cenię ich za to , a oni mnie i nawet bywam przyjaciółką domu ;) o, ironio !


              >
              > >muszą się nauczyć, że kłamać i skakać w bok
              > Jesteś pewna, że tego właśnie muszą się uczyć panowie czy w ogóle ludzie? JAP:
              > D
              >

              jesli chce się prowadzić podwójne życie, pozostając jednocześnie w związku z obiecaną sobie wzajemnie wyłącznością seksualną, to tak, trzeba się nauczyć kłamać perfekcyjnie

              mój związek jest otwarty więc nie musimy sie kryć z tym, że mamy tak zwanych fuck friends w czasie kiedy np. z powodu pracy nie możemy być razem ... ale z ręką na sercu, powiedz czy znasz jeszcze jedną parę o takich poglądach? i , uprzedzając twoje pytanie, to ja byłam tą stroną, która chciała otwartego związku.
              • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 21:09
                > (to ona chciała upokorzyć mnie, pokazując swoją "pozycję" żony, więc piłeczka została odbita w jej stronę
                Myślę, że źle to zinterpretowałaś. W słowach, które przytoczyłaś, nie było nic z pogardy i wyższości, chyba że inna część korespondencji o tym świadczyła. A że dalszego ciągu nie było, to można wnioskować, że pani nie chodziło o rzucenie się na ciebie w celu upokorzenia i zademonstrowania pozycji, tylko o zdobycie dowodu zdrady i nic więcej.

                > Bądź łaskaw/a nie pisac do jakiego typu osób należę bo troszeczkę słabo się zna
                > my, jakiś świeży ten twój nick na FK
                Po pierwsze, nie pisałam, do jakiego typu osób należysz. Na końcu był znak zapytania. Po drugie, w ogóle się nie znamy i nie ma powodu przenosić się na priw, skoro piszesz o swoich prywatnych sprawach na forum. Dyskusja dotyczy tego wątku. Zadałam parę pytań o motywację, w tym: od czego jesteś w takim układzie, gdzie jest pan mąż nienauczony przyzwoicie kłamać oraz pani żona nic niewiedząca? Nie jesteś od nawracania zbłąkanych baranów, więc od czego jesteś i co w takim związku chcesz osiągnąć, czego nie mogłabyś osiągnąć w związku z innym, wolnym panem?

                > nie mam siostry, przyjaciółek ani koleżanek i w związku z tym ich hipotetyczni
                > partnerzy są bezpieczni :)
                To nie jest odpowiedź na pytanie. Chyba że odpowiedzią ma być: "nie rozumiem, co może czuć kobieta w sytuacji, gdy jej mąż zdradza ją za mną"


                >ale o ile wiem, że mam do czynienia z facetem zonatym (bo nie zawsze to wiem), po pierwsze nie zgadzam się na jakiekolwiek tematy typu "żona mnie nie rozumie",
                Oczywiście, nie mówię o sytuacjach, w których nie wiesz, czy ktoś jest żonaty czy nie. Są tacy, co nie tylko żonie ładnie nakłamią, ale i kochance :)

                >a po drugie, zawsze upewniam się czy pan wie co robi i... może to śmieszna, ale kilku panów wycofało się w ostatniej chwili i wiem, że zaczęli naprawiac swoje związki, cenię ich za to , a oni mnie i nawet bywam przyjaciółką domu ;) o, ironio !
                Pisałaś, że się nie interesujesz, a tu się okazuje, że się upewniasz i nawet ratujesz związki, przynajmniej niektóre.
                • varia1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 21:29
                  materac.francuza napisała:

                  > > (to ona chciała upokorzyć mnie, pokazując swoją "pozycję" żony, więc piłe
                  > czka została odbita w jej stronę
                  > Myślę, że źle to zinterpretowałaś. W słowach, które przytoczyłaś, nie było nic
                  > z pogardy i wyższości, chyba że inna część korespondencji o tym świadczyła. A ż
                  > e dalszego ciągu nie było, to można wnioskować, że pani nie chodziło o rzucenie
                  > się na ciebie w celu upokorzenia i zademonstrowania pozycji, tylko o zdobycie
                  > dowodu zdrady i nic więcej.
                  >
                  ... i wydawało jej się ze dowód ten zdobędzie od kochanki?;) no, proszę cię, odrobinę powagi :)



                  > > Bądź łaskaw/a nie pisac do jakiego typu osób należę bo troszeczkę słabo s
                  > ię zna
                  > > my, jakiś świeży ten twój nick na FK
                  > Po pierwsze, nie pisałam, do jakiego typu osób należysz. Na końcu był znak zapy
                  > tania. Po drugie, w ogóle się nie znamy i nie ma powodu przenosić się na priw,
                  > skoro piszesz o swoich prywatnych sprawach na forum. Dyskusja dotyczy tego wąt
                  > ku. Zadałam parę pytań o motywację, w tym: od czego jesteś w takim układzie, gd
                  > zie jest pan mąż nienauczony przyzwoicie kłamać oraz pani żona nic niewiedząca?
                  > Nie jesteś od nawracania zbłąkanych baranów, więc od czego jesteś i co w takim
                  > związku chcesz osiągnąć, czego nie mogłabyś osiągnąć w związku z innym, wolnym
                  > panem?
                  >
                  po pierwsze - kto tu mówi o związku??? ja takie układy traktuję jako czystą rozrywkę, mają dla mnie takie znaczenie jak zjedzenie obiadu w czyimś towarzystwie, jest fajnie, ale jutro można zjeść obiad z kimś innym , ja mam swój związek i nic w tym nie zamierzam zmieniać

                  > > nie mam siostry, przyjaciółek ani koleżanek i w związku z tym ich hipotet
                  > yczni
                  > > partnerzy są bezpieczni :)
                  > To nie jest odpowiedź na pytanie. Chyba że odpowiedzią ma być: "nie rozumiem, c
                  > o może czuć kobieta w sytuacji, gdy jej mąż zdradza ją za mną"

                  niestety, rozumiem co może czuć kobieta, gdy jej mąż zdradza ją z inną, może własnie dlatego moje podejście do kwestii wierności , jak również definicja zdrady diametralnie się zmieniły w ciągu mojego życia... poza tym, kto powiedział że to tylko mężczyzna może czerpać przyjemność z uprawiania seksu bez angażowania w to głębszych czy wyższych uczuć ? ja mogę oddzielić uczucie od seksu i cieszę się że tak mi się ułożyło życie
                  >
                  >
                  > >ale o ile wiem, że mam do czynienia z facetem zonatym (bo nie zawsze to wi
                  > em), po pierwsze nie zgadzam się na jakiekolwiek tematy typu "żona mnie nie roz
                  > umie",
                  > Oczywiście, nie mówię o sytuacjach, w których nie wiesz, czy ktoś jest żonaty c
                  > zy nie. Są tacy, co nie tylko żonie ładnie nakłamią, ale i kochance :)

                  nie chodzi o kłamstwo, nie zawsze jest czas żeby o tym pogadać ;)


                  >
                  > >a po drugie, zawsze upewniam się czy pan wie co robi i... może to śmieszna
                  > , ale kilku panów wycofało się w ostatniej chwili i wiem, że zaczęli naprawiac
                  > swoje związki, cenię ich za to , a oni mnie i nawet bywam przyjaciółką domu ;)
                  > o, ironio !
                  > Pisałaś, że się nie interesujesz, a tu się okazuje, że się upewniasz i nawet ra
                  > tujesz związki, przynajmniej niektóre.

                  no, w niektórych przypadkach znam tych panów dłużej, i mam jakąś wiedzę o ich sytuacji życiowej, świat nie jest czarno-biały
                  >
                  • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 21:47
                    ... i wydawało jej się ze dowód ten zdobędzie od kochanki?;)
                    Najwyraźniej zdobyła, może nie? :)

                    > po pierwsze - kto tu mówi o związku???
                    Nazwij to relacją, rekreacją, renowacją czy jakkolwiek uważasz. Co za różnica? Nie masz stałych kochanków? Same jednorazowe przygody? Pytam, dlaczego wybierasz żonatego, jeśli wiesz, że jest żonaty i nie pisz, że nie ma czasu na coś tam, skoro w innym miejscu twierdzisz, że prowadzisz negocjacje, o czym to będziecie rozmawiać i że nie o żonie ani o trudach małżeńskich. Odpowiesz?

                    > niestety, rozumiem co może czuć kobieta, gdy jej mąż zdradza ją z inną, może wł
                    > asnie
                    No to tym bardziej szkoda, że nie masz oporów i robisz innym żonom to samo, co kiedyś jakaś pani do spółki z twoim mężem czy może partnerem zrobiła tobie. Według mnie takie odzywki, jak zaserwowałaś tej żonie, mają charakter czysto odwetowy. Ani nie poznałaś tej kobiety, ani od jej męża się nie dowiedziałaś niczego o niej, bo przecież o tym nie rozmawiacie, ale jej przywaliłaś czysto bezinteresownie.
                    • varia1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 22:17
                      materac.francuza napisała:

                      > ... i wydawało jej się ze dowód ten zdobędzie od kochanki?;)
                      > Najwyraźniej zdobyła, może nie? :)
                      >
                      > > po pierwsze - kto tu mówi o związku???
                      > Nazwij to relacją, rekreacją, renowacją czy jakkolwiek uważasz. Co za różnica?
                      > Nie masz stałych kochanków? Same jednorazowe przygody? Pytam, dlaczego wybieras
                      > z żonatego, jeśli wiesz, że jest żonaty i nie pisz, że nie ma czasu na coś tam,
                      > skoro w innym miejscu twierdzisz, że prowadzisz negocjacje, o czym to będzieci
                      > e rozmawiać i że nie o żonie ani o trudach małżeńskich. Odpowiesz?

                      mam stałych fuck friends, nie lubię w zasadzie słowa kochanek/kochanka, bo sugerują jakąś emocjonalną zależność, a tu na pierwszym miejscu jest czysta chemia, chociaż nie przeczę, wchodzi w grę "lubienie się"... mimo wszystko słowo "kochankowie" nie oddaje sensu tej sytuacji

                      ja wybieram nie wolnego czy zajętego, ja biorę tego który mi się podoba akurat w tym momencie, jestem kobietą z mentalnym penisem i nic na to nie poradzę, zresztą, tak naprawdę świetnie mi się z tym żyje, no i nie potrzebuję aprobaty społecznej żeby funkcjonować, w zasadzie od zawsze zdarzały mi się rzeczy nie do końca mieszczące się w szeroko pojętych normach społecznych, więc się zdążyłam przyzwyczaić

                      to, ze o tym piszę na forum wynika z chęci przekazania światu tego, że są ludzie którzy mają prawo myśleć i żyć inaczej niż reszta świata

                      >
                      > > niestety, rozumiem co może czuć kobieta, gdy jej mąż zdradza ją z inną, m
                      > oże wł
                      > > asnie
                      > No to tym bardziej szkoda, że nie masz oporów i robisz innym żonom to samo, co
                      > kiedyś jakaś pani do spółki z twoim mężem czy może partnerem zrobiła tobie. Wed
                      > ług mnie takie odzywki, jak zaserwowałaś tej żonie, mają charakter czysto odwet
                      > owy. Ani nie poznałaś tej kobiety, ani od jej męża się nie dowiedziałaś niczego
                      > o niej, bo przecież o tym nie rozmawiacie, ale jej przywaliłaś czysto bezinter
                      > esownie.
                      >

                      ależ jedyną osobą która żonie "przywaliła" jest jej wiarołomny mąż

                      zresztą, jakby się zagłębić w genezę tej , jak to nazywasz "zdrady" to możnaby się zapewne ciekawych rzeczy o tych pokrzywdzonych żonach dowiedzieć... i dlatego nie chcę o tym słuchać ani rozmawiać

                      Nie sądzę abyśmy dyskutując dalej doszły do jakichkolwiek budujących wniosków ponieważ nasze stanowiska są skrajnie różne. Życzę zatem powodzenia w dążeniu do własnego celu, jakikolwiek on jest i upraszam uprzejmie o łagodny wymiar kary, a teraz muszę opuścić dyskusję bo prawiemąż zaprasza mnie własnie do obejrzenia kolejnej walki w KSW, a temat mnie żywo dotyczy
                      pozdrawiam, naprawdę szczerze i szanując twoje przekonania !
                      • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 22:42
                        Nie chcę z tobą dochodzić do żadnego porozumienia, tylko do zrozumienia. Zapytałam, dlaczego tak upokorzyłaś tę kobietę swoją odpowiedzią na pytanie, czy sypiasz z jej mężem. Zamiast prostej odpowiedzi, dostaję dwie tony filozofii życia, odesłanie do historii forum oraz propozycję przeniesienia się na priw.

                        Nie musisz mi się tłumaczyć ze swoich wyborów życiowych, pytałam o jedno konkretne zachowanie, a potem o motywację wyboru żonatego. Nie pisz, że nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, skoro potem szczegółowo ustalasz, które tematy są niewygodne. Żaden facet wybierający się do łóżka z czyjąś żoną nie odstawiałby takich cyrków i nie ustalałby, czy druga strona na pewno, wie co robi. Nie masz żadnego mentalnego penisa lol:). Seks na sportowo albo sypianie z cudzymi mężami/partnerami nie jest też niczym specjalnie oryginalnym. Nie wiem, dlaczego w każdym wątku tak podkreślasz swoją inność i doskonałość wyborów życiowych. Musisz to przeczytać co jakiś czas, żeby sobie potwierdzić?

                        PS: Od oglądania kopów i walenia po mordach mentalny penis też nie wyrośnie;)
                        • varia1 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 08:15
                          - odpowiedziałam , że nie uważam, abym upokorzyła tę kobietę, na zachowanie poniżej pewnego poziomu dostała odpowiedź, która zakończyła temat definitywnie i wcale nie dałam jej dowodu że SPAŁAM z JEJ mężem, gwoli ścisłości
                          - jak juz napisałam, ja nie wybieram wolnych czy żonatych, wysokich brunetów czy krępych blondynów... ja wybieram tych którzy "chemicznie" mi pasują

                          mój "mentalny penis" to po prostu ocenianie pewnych sytuacji w sposób jaki oceniłby to mężczyzna, a nie - przeciętna i statystyczna-kobieta

                          > PS: Od oglądania kopów i walenia po mordach mentalny penis też nie wyrośnie;)
                          >
                          to nie o to chodzi, oglądanie sportów walki to mój zawód :D
                          • kino.mockba Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 10:41
                            > mój "mentalny penis" to po prostu ocenianie pewnych sytuacji w sposób jaki ocen
                            > iłby to mężczyzna, a nie - przeciętna i statystyczna-kobieta

                            Jaaacieee, i masz samych kolegów zamiast koleżanek! Jesteś tak samo wyjątkowa jak 3/4 tego forum.
                          • materac.francuza Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 18:04
                            >nie dałam jej dowodu że SPAŁAM z JEJ mężem, gwoli ścisłości
                            Nie wiesz tego, ponieważ, jak twierdzisz, żadne z nich się więcej nie odezwało. W zależności od poprzednich zdarzeń, mogło wystarczyć zdobycie twojego ip. Treść odpowiedzi nie miała przy tym najmniejszego znaczenia. Tak więc całkiem być może, nie tylko upokorzyłaś żonę, ale i pogrążyłaś kochanka.

                            > na zachowanie poniżej pewnego poziomu dostała odpowiedź,
                            Nie jestem przekonana, czy upieranie się przy ocenianiu poziomów ma tutaj większy sens. Z dwóch poziomów, który będzie niżej w ocenie przeciętnego człowieka z ulicy: napisanie do kochanki męża czy "sypianie" z czyimś mężem?

                            > mój "mentalny penis" to po prostu ocenianie pewnych sytuacji w sposób jaki ocen
                            > iłby to mężczyzna, a nie - przeciętna i statystyczna-kobieta
                            Niestety, nie. Pozwolę sobie użyć Twoich podziałów na męskie i kobiece. Zachowujesz się jak stereotypowa kobieta i stereotypowa kochanka:
                            1. W konfrontacji z żoną zareagowałaś strachem i postanowiłaś się odegrać.
                            2. Przytaczając tę sytuację na forum, musiałaś dodać, że żona jest dużo od ciebie młodsza, żeby triumf nad nią był jeszcze lepiej widoczny.
                            3. Odwracasz kota ogonem, pisząc, że to ta żona chciała upokorzyć ciebie, mimo że nic na to nie wskazuje.
                            4. Bywasz w domach swoich niedoszłych lub doszłych kochanków, odgrywając rolę przyjaciółki domu, w istocie jest to czekanie na decyzję - twoją lub kochanka - i dorabiasz sobie jakieś role terapeutyczne do swoich kontaktów z potencjalnymi kochankami.

                            A teraz zastanów, czy jakikolwiek mężczyzna w roli kochanka w coś takiego by się bawił i tak sobie swoje wybory wobec forumowiczów czy społeczeństwa racjonalizował? No jest taki jeden tutaj, ale on też więcej ryczy, niż mleka daje. JEDEN, cała reszta nawet by nie wyciągnęła tak intymnych spraw pod osąd publiczny, nie mówiąc już o chwaleniu się swoją "niekonwencjonalnością".
                        • ziuta.z.bagien lol 17.03.13, 08:41
                          Odpowiadasz na:
                          materac.francuza napisała:
                          > Nie musisz mi się tłumaczyć ze swoich wyborów życiowych, pytałam o jedno konkre
                          > tne zachowanie, a potem o motywację wyboru żonatego. Nie pisz, że nie ma to abs
                          > olutnie żadnego znaczenia, skoro potem szczegółowo ustalasz, które tematy są ni
                          > ewygodne. Żaden facet wybierający się do łóżka z czyjąś żoną nie odstawiałby ta
                          > kich cyrków i nie ustalałby, czy druga strona na pewno, wie co robi. Nie masz ż
                          > adnego mentalnego penisa lol:).

                          To się fachowo nazywa: "radość z posiadania garba". Człowiek nawet coś takiego potrafi sobie zracjonalizować i przekuć na zaletę (i się w z tą swoją "wyjątkowością" trochę wynieść nad mniej nowoczesną tłuszczę). Zdumiewające. :)
                          • varia1 Re: lol 17.03.13, 09:31
                            no widzisz:) i dzięki temu nieustająco jestem szczęśliwa, zamiast zasilać szeregi malkontentów :D

                            czego wszystkim życzę !
                            • ellareth Re: lol 17.03.13, 15:00
                              Nie uważasz żebyś ją upokorzyła, ROTFL.
                              Jedyne co zrobiłaś, to ukarałaś ją za zbrodnię, którą był "brak klasy" i wcale, ale to wcale nie miało to cech obrony siebie samej przed tym, żeby poczuć jej żal.
                              Czyli umawianie się z facetami, bez wzgledu na to czy mają rodziny czy nie, to jest zachowanie z klasą. A kiedy dochodzi do kontaktu z żoną jednego z nich, która prawdopodobnie zadzwoniła do Ciebie ogarnięta galopującymi emocjami, to najgorszą i najbardziej zasługującą na karę rzeczą w tej sytuacji jest fakt, że to zachowanie "poniżej poziomu". Przy czym przywalenie jej z liścia z drugiej strony, to już jest jak najbardziej klasa, nie? Cała ta "klasa" to jest przesłanianie etyki estetyką. Nie dopuszczanie do siebie myśli, że się ma udział w krzywdzie drugiej strony, zasłanianie tej myśli argumentami o o wiele lżejszej wadze, w tym przypadku "klasą". Kobietę ktoś zranił, ale ma za wszelką cenę utrzymywać fasadę i broń boże nie psuć dobrego samopoczucia kochance, bo przecież takie nieestetyczne.
                              • varia1 Re: lol 17.03.13, 23:47
                                jaki udział w "krzywdzie" ? spadłaś skądś na głowę?
                                nie przysięgałam nic tej pani, a skoro jej mąż nie widział w tym nic niestosownego żeby się ze mną spotykać, to JA mam się czuć winna tej sytuacji?

                                galopujące emocje to jest coś, nad czym się powinno pracować
                                nie powiedziałam że SPAŁAM z JEJ mężem, wróć do mojego pierwszego postu w tym wątku

                                Kobietę KTOŚ zranił - ale nie ja, tylko jej mąż i to on powinien odpowiedzieć za złamanie przysiegi małżeńskiej czy zasad kontraktu, nie byłam strona w tej sprawie, to mniej więcej tak, jakby się domagać orzeczenia rozwodu z winy teściowej :) teatralne, ale prawnie niemożliwe

                                • ellareth Re: lol 18.03.13, 01:18
                                  >to JA mam się czuć winna tej sytuacji?
                                  Wygodne. Samo (nomen omen) spijanie śmietanki :)
                                  Kobietę ktoś zranił i Ty też jesteś ten ktoś. Sam ze sobą ten biedny słabiak się nie puścił.
                                  Galopujące emocje są naturalne, gdy się jest akurat na etapie wykrywania zdrady.
                                  Gdybyś nie miała uczuć innych ludzi tak głęboko w du.pie, to byś to rozumiała. Ale Ty poczułaś się urażona że ona śmiała do Ciebie napisać i zakłócić Ci spokój.

                                • sid.l Re: lol 18.03.13, 19:08
                                  Ja ci powiem tak - wystarczyło odpisać, ze to sprawa między nią i mężem i żeby z nim to wyjaśniała, nie z tobą. Nie musiałaś jej dogadywać, tym bardziej, ze kobieta mogła bardzo przeżywać całą sytuację - nie każdy ma takie podejście jak ty. Ba, większość osób nie ma.
              • gochaula Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 16:28
                varia1 napisała:

                to ona chciała upokorzyć mnie, pokazując swoją "pozycję
                > " żony

                ty sama sie juz wczesniej upokorzylas rozkladajac nogi przed cudzym mezem.
    • ksionzka Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 14:27
      Ogólnie nie planuje ale w życiu może się zdarzyć. Miłość nie wybiera, dobry seks też nie. wtedy bym sobie nie wyrzucała niczego.
    • kora3 Myslę, ze zależy kobiety 16.03.13, 15:13
      czy ma wyrzuty itd.

      ja bym sie na kochankę nie "pisała" - interes żaden, a ryzyko duże:)
      • facettt Re: Myslę, ze zależy kobiety 16.03.13, 21:44
        kora3 napisała:
        > ja bym sie na kochankę nie "pisała" - interes żaden, a ryzyko duże:)

        nie upraszczaj. Interes jakis jest - skoro jednak niektore sie pisza.
        • kora3 Pisalam o sobie Facecie :) 16.03.13, 22:03
          NA zasadzie tego co piszesz, jakiś interes musialbym widzieć też w byciu z nierobem, brudasem, damskim bokserem itd. bo niektóre się piszą:)

          Ja interesu tego, pewnie w ślepocie swej, nie dostrzegam, to i się nie piszę. Podobnie nie dostrzegam go dla siebie w byciu kochanką. A inni mają prawo dostrzegać co chcą i pisać się na co chcą. Gra?:)
          • facettt moze nie napisalas calej prawdy o sobie :) 16.03.13, 22:26
            bo popatrzmy raz jeszcze - co napisalas :

            "ja bym sie na kochankę nie "pisała" - interes żaden, a ryzyko duże:) "

            To, ze Interes (dla Ciebie) zaden - moze oznaczac, ze slepota, lub zadufanie
            - nie pozwala Ci go (tego Interesu) dostrzec :)



            • kora3 ślepota, zadufanie, albo zdolnośc obserwacji np.:) 17.03.13, 10:56
              facettt napisał:

              >
              > To, ze Interes (dla Ciebie) zaden - moze oznaczac, ze slepota, lub zadufanie
              > - nie pozwala Ci go (tego Interesu) dostrzec :)


              Jak widzę i słyszę panie - kochanki maja róznorakie problemy: od bezskutecznego oczekiwania aż pan sie z nimi związe, po samotne andrzejki i sylwestry. Do tego dochodzi zazrośc o żonę, czy stałą partnerkę "misia" itd.

              Serio nie dostrzegam w tym nic intetesującego dla siebie.
              • sid.l Re: ślepota, zadufanie, albo zdolnośc obserwacji 17.03.13, 15:14
                Ale ponoć historia zna takie przypadki, kiedy kochance odpowiada taki związek, bo ma pana od czasu do czasu, na luźnych zasadach, jest dreszczyk emocji i można się poczuć lepiej od tej zdradzanej żony. Nie wrzucałabym wszystkich kochanek do jednego worka, czekających aż miś rzuci żonę i zwiąże się z nimi (chociaż może takie przeważają). Tak czy inaczej jest to komplikowanie sobie życia, ale życie komplikuje i związek z alkoholikiem, nawet niepijącym, z dzieciatym facetem czy na odległość. Nie zawsze bywa prosto.:)
                • kora3 Jasne Sid 17.03.13, 17:07
                  tylko jesli komuś taki uklad odpowiada, to nie ma problema :)
                  Chociaz powiem Ci, że gdybym ja była singlowa i chciałą taką pozostać i pana mieć "dochodzacego" to też interesowałby mnie wolny, bo z jakaś zazdrosna panią ochoty bym sie nie miała w razei czego użerać. Ot wygoda kochana :)
              • facettt ale co pisac o negatywach ? 17.03.13, 19:50
                jasne , ze sa - jak we wszystkim.
                skupmy sie na pozytywach.

                szalona milosc - bez Udzialu Urzedu Skarbowego
                i corocznego gotowania PIT-u vel CIT-u
                tez jest jakas wartoscia.
                • kora3 Bo negatywy należy brać pod uwagę?:) 18.03.13, 06:53
                  Ot i taki banalny powód:)
          • triismegistos Re: Pisalam o sobie Facecie :) 17.03.13, 10:45
            No nie, na bycie z damskim bokserem to ja też sie nie pisałam. Nie dostałam w końcu w pysk na pierwszej randce. Przemoc w związku zaczyna się bardzo powoli i stopniowo, trochę taki efekt wolno gotującej się żaby.
    • anna_sla Re: odpowiedzialność za czyjś związek 16.03.13, 22:51
      ja ciągle nie rozumiem dlaczego piszecie, że facet jest rozgrzeszany, że tylko kochanka jest zła? Nikt nigdy tak nie pisał. Chce się kochance wydrapać oczy, nie wiem dlaczego, może dlatego, że powinna istnieć solidarność jajników czy co, w końcu to kobiety są raczej "szerzej" myślące niż faceci, ale nie oznacza to, że On nie poniesie konsekwencji za swe występki. Faceci również ponoszą winą i otrzymują karę... a ponieważ to jego kochamy a nie ją i z nim żyjemy a nie z nią, więc dlatego często zostają mu w końcu winy wybaczone i związek trwa nadal... chociaż mój poleciałby z hukiem w pizdu..
      • ziuta.z.bagien tak masz rację! 17.03.13, 08:51
        Wszystko ma swoją cenę. Obie strony zapłacą prędzej czy później.
        Osobiście nie lubię bab żyjących z zajętymi. Marne wytłumaczenie stanowi fakt, że to przecież druga strona ma zobowiązania. Mimo wszystko ma się całkiem spory udział w takim "występku". Usprawiedliwiać może ew. jakieś naprawdę szczególne uczucie, no ale dziś żyjemy w tak zrelatywizowanym świecie, że w zasadzie wszystko wolno, nic już nie jest ani dobre, ani złe. Zastanawiam się tylko, po co jeszcze ludzie te śluby biorą.
      • sid.l Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 09:08
        > Chce się kochance wydrapać oczy, nie wiem dlaczego,

        To ja ci napisze dlaczego - bo żeby dalej żyć z misiem i lepiej znieść świństwo zrobione przez bliską osobę, trzeba znaleźć innego winnego i na nim się skupić.
        • ziuta.z.bagien Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 09:15
          sid.l napisała:

          > > Chce się kochance wydrapać oczy, nie wiem dlaczego,
          >
          > To ja ci napisze dlaczego - bo żeby dalej żyć z misiem i lepiej znieść świństwo
          > zrobione przez bliską osobę, trzeba znaleźć innego winnego i na nim się skupić

          Tak kobiety są szczególnie biegłe w nienawidzeniu siebie nawzajem, co widać na załączonym obrazku. Taki rodzaj antybiozy. ;)
          Niemniej problem jest głębszy - co widać w cywilizacjach "mniej" od nas rozwiniętych. Tam, to niestety mężczyźni bardzo restrykcyjnie każą kobiecy współudział w wiarołomstwie. To, co sobie kobiety u nas nawzajem serwują to przy tym pikuś. Ale i u nas te zachowania mają taką właśnie genezę, nie inną. Czytaj: narzuconą przez samych facetów.
          • ziuta.z.bagien Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 10:09
            zi
            > Tak kobiety są szczególnie biegłe w nienawidzeniu siebie nawzajem, co widać na
            > załączonym obrazku. Taki rodzaj antybiozy. ;)
            > Niemniej problem jest głębszy - co widać w cywilizacjach "mniej" od nas rozwini
            > ętych. Tam, to niestety mężczyźni bardzo restrykcyjnie każą kobiecy współudział
            > w wiarołomstwie.

            * Karzą. Oczywiście ;)
        • anna_sla sid.. 17.03.13, 22:55
          sid.l napisała:

          > > Chce się kochance wydrapać oczy, nie wiem dlaczego,
          >
          > To ja ci napisze dlaczego - bo żeby dalej żyć z misiem i lepiej znieść świństwo
          > zrobione przez bliską osobę, trzeba znaleźć innego winnego i na nim się skupić

          A ja Ci powiem inaczej.. obcego w tym trójkącie łatwiej nienawidzić. Zauważ, że my Wam częściej wybaczamy zdrady niż Wy nam. Wam się zdarza, a my się szmacimy, tak to zwykle bywa.
    • jowita771 Re: odpowiedzialność za czyjś związek 17.03.13, 18:44
      Ja bym się trzymała z daleka od żonatych, bo po co się komuś pchać i coś psuć. Tylko nie piszcie głodnych kawałków, że wielka miłość walnęła, jak grom z jasnego nieba, bo można skończyć w takim wypadku związek, a nie pakować się w nową relację.
      Ale z drugiej strony - winić kochankę a rozgrzeszać misia jest mocno nie w porządku. Raz miałam sytuację, że zdradził mnie facet, z którym byłam kilka lat w związku i pani, z którą mnie zdradził przyszła do mnie i mi to powiedziała. Porozmawiałyśmy, a na koniec powiedziała, że bała się, że dam jej w gębę, a to akurat zarezerwowałam dla pana.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka