Dodaj do ulubionych

Wątek hipotetyczny

18.09.13, 22:52
Wielokrotnie, zdenerwowany rozterkami prawdziwych bądź fikcyjnych postaci, zastanawiałem się, jakbym osobiście przyjął meldunek, że moi rodzice, czy też jedno z nich, nie są nimi w sensie biologicznym.
No, niby nie wiem, niemniej wydaje mi się, że przyjąbym tę wiadomość bez większej emocji. I ani bym tych biologicznych szukał ani, gdybym się dowiedział, kto to, jakoś szczególnieprzed konatktem się bronił.
Ruszyłoby mnie to, jak spóźniona o kwadrans kolejka, czy urwany guzik w kurtce.
Obserwuj wątek
    • eat.clitoristwood Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 22:55
      A już naprawdę alergiczną reakcję wzbudzają we mnie dramaty dzieci rozwiedzionych rodziców. Tu mam autentyczne doświadczenia. :)
      • marguy Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:02
        O! Widze, ze jestes takim samym cynicznym draniem bez serca jak ja :)

        Nawet gdyby moj ojciec nie byl moim biologicznym ojcem, to by mi to doskonale obojetne, bo byl, dla mnie osobiscie, najlepszym ojcem na swiecie. No... moze jemu byloby przykro gdyby w razie czego nie mogl mi dac nerki czy cos...
        • shachar Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 02:30
          Nawet gdyby moj ojciec nie byl moim biologicznym ojcem, to by mi to doskonale obojetne

          Może wtedy nie byłby takim idealnym tatą, może by się do ciebie dobierał, kto wie? Tak więc nie wiesz, jakby to było.
          • stokrotka_a Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 09:28
            shachar napisała:

            > Nawet gdyby moj ojciec nie byl moim biologicznym ojcem, to by mi to doskonal
            > e obojetne

            >
            > Może wtedy nie byłby takim idealnym tatą, może by się do ciebie dobierał, kto w
            > ie? Tak więc nie wiesz, jakby to było.

            Nie ma żadnej potrzeby wiedzieć, jakby to było, ponieważ to już było i się nie zmieni - jej ojciec był (jest) dobry. Natomiast gdyby był pedofilem lub człowiekiem, który realizuje swój chory popęd seksualny wykorzystując członków swojej rodziny, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że niezależnie od istniejącego pokrewieństwa biologicznego lub jego braku, skrzywdziłby swoją córkę (przybraną córkę).
          • po-trafie Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 12:27
            Tak jak pisze stokrotka. Facet, bedacy dobrym czlowiekiem i dobrym ojcem, jest taki i dla dzieci biologicznych i dla przysposobionych.
            Moj tato nie jest moim ojcem biologicznym, a byl fantastyczny. Tlumaczenie swiata, zainteresowanie dzieckiem, angazowanie sie we wspolne dzialania: od budowy latawcow, przez karmniki po (w chwili nastoletniej ulanskiej fantazji) wspolne zbudowanie szafy.
            Czytanie ksiazek, rozsadne rady, wycieczki.
            Wydaje mi sie, ze takie podejscie nie ma nic wspolnego z biologicznym pokrewienstwem. To typ charakteru, mozliwe ze cechujacy takze dobrych nauczycieli.
      • wersja_robocza Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:05
        eat.clitoristwood napisał:

        > A już naprawdę alergiczną reakcję wzbudzają we mnie dramaty dzieci rozwiedziony
        > ch rodziców.

        Coz znaczy że masz alergiczną reakcję na to?
        • eat.clitoristwood Czepiacie się, Robocza. 19.09.13, 12:41
          wersja_robocza napisała:
          > Coz znaczy że masz alergiczną reakcję na to?

          To pospolita figura retoryczna.
          • wersja_robocza Re: Czepiacie się, Robocza. 19.09.13, 19:02
            Nie czepiacie tylko chce wiedzieć, co znaczy masz na to alergię. Uważasz, że trauma rozwodowa dla dzieci jest przesadzona? Czy że jest przeciwnie?
            • eat.clitoristwood Re: Czepiacie się, Robocza. 19.09.13, 19:39
              Uważam, że rozwód rodziców nie powinien wywoływać przeżyć traumatycznych u przychówku i dlatego nie chcę rozumieć przychówku histerycznych reakcji.

              (Tu wyłazi właśnie moja nietolerancja:))
              • wersja_robocza Re: Czepiacie się, Robocza. 19.09.13, 20:40
                Pobożne życzenia. SKoro rozwód wywołuje traumy u rozwodzących się to tym bardziej u potomstwa. :P Nietolerancyjny Clitorisiewoodzie. :P
      • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:08
        wszystko zależy, myslę od tego w jaki sposób się dowiadujesz i od kogo i czy to stanowiło tzw.rodzinną tajemnicę, znam przypadek młodej kobiety, której zawsze wydawało sie, ze jej rodzice są o wiele starsi od jej rówieśników, tak długo szukała,aż znalazła, z róznych, zresztą ważnych powodów została adoptowania. Po odnalezieniu matki, zyskała drugą (biologiczna) mamę,przyrodnią młodszą siostrę i ojczyma, sama zaś została ze staruszkami, spokojniejsza już.
        Tragedii raczej nie było za to radości dużo.
      • chersona Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 12:17
        moim zdaniem to jest dramat dla dzieci. przynajmniej dla dzieci od zera do lat 15 lub coś koło tego.
        • eat.clitoristwood Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 12:40
          chersona napisała:
          > moim zdaniem to jest dramat dla dzieci. przynajmniej dla dzieci od zera do lat
          > 15 lub coś koło tego.

          W moim przypadku wiek odgrywał mniejszą rolę.
          Nie będę tu opisywał szczegółów.
          Zresztą to wątek hipotetyczny, nie o mnie. :)
      • magadanskaya Serio, serio? 19.09.13, 12:24
        Pierwszy raz czytam taką opinię i jestem szczerze zdziwiona. Do tej pory, we wszelkich artykułach,jakie przeczytałam oraz na podstawie obserwacji, dziecko ZAWSZE upatruje swojej winy w tym, że rodzice się rozstali. Jesteś chyba pierwszym przypadkiem, który nie wspomina tego jako traumę. Być może jesteś wyjątkiem od reguł, ale niewykluczone też, że nalżałoby pogłębić badania w tym kierunku.

        Wiesz, rozwód rozwodowi też pewnie nie równy. Co innego krótka formalność w sądzie i regularne spotkania z obojgiem rodziców, którzy pomimo tego, co między nimi zaszło, traktują się z szacunkiem i pewną dozą sympatii, a co innego dorastanie w patologicznej rodzinie, gdzie ojciec/matka jest przemocowcem, gdzie psychologiczne mechanizmy są tak silne, że nie jest tak łatwo po prostu odejść, gdzie rozwód ciągnie się latami, awantury są na porządku dziennym, a dziecko jest traktowane jak karta przetargowa...
        Więc nie generalizuj, bo dla większości ludzi rozwód rodziców rzeczywiście może być piekłem i czymś, co zaważy na reszcie ich życia (nie przesadzam).

        Cóż, wiadomo natomiast, a przynajmniej takie stanowisko reprezentuję ja sama, że czasem naprawdę lepiej się rozwieść niż traktować dziecko jak debila i udawać przed nim, że "rodzice się kochają, jesteśmy normalną rodziną". Dziecko głupie nie jest i wbrew pozorom bardzo szybko zorientuje się, co jest grane i będzie dorastać także w poczuciu krzywdy. A na ewentualne zarzuty w stronę rodziców usłyszy, że jest niewdzięczne, bo przecież oni TAK SIĘ POŚWIĘCILI, żeby zapewnić mu normalny dom :)
        • po-trafie Re: Serio, serio? 19.09.13, 12:29
          To co opisujesz, to jest trauma wywolana nie rozwodem, a tym, ze rodzice byli w nieszczesliwym, nieudanym czy patologicznym zwiazku.
          Po czyms takim zostaje trauma nawet jesli sie nie rozwiedli, tylko zostali razem.

          Natomiast rozwod dwojga ludzi darzacych sie szacunkiem, umiejacych z soba rozmawiac, przeprowadzajacych polubownie podzial majatku, umiejacych zostac w poprawnym kontakcie w zakresie opieki nad dziecmi nawet bedac w nowych zwiazkach.. Dlaczego to by mialo zostawiac traume?
          • magadanskaya Re: Serio, serio? 19.09.13, 12:40
            Właśnie nie wiem!
            I cholernie byłabym wdzięczna, gdyby takie dorosłe dziecko rozwiedzionych rodziców mi wyjaśniło, dlaczego psychologowie dziecięcy wciąż trąbią na ten temat.

            Podobno, jak już pisałam, a opieram swą wiedzę na artykułach skądinąd naukowych (natomiast teoria zawsze pozostaje teorią), dziecko, którego rodzice się rozwiedli doszukuje się winy w samym sobie. Że to ono nie było na tyle dobre, doskonałe, grzeczne, ładne, żeby "spoić" rodziców. Racjonalnie rzecz ujmując wszyscy wiemy, że to przecież nie jest rola, ani zadanie dziecka, a jednak dzieci ponoć tak czują i jest trauma o tyle, że potem wchodzą w dorosłość z takim rysem - że są niepełnowartościowi.

            Tyle mogę napisać, ile przeczytałam. Ja jestem raczej tym drugim przypadkiem, w którym moi rodzice zdecydowanie powinni się rozwieść, ale nie uczynili tego ze względu "na dobro dzieci". Jakie były/są efekty, mozna się domyślić. Wszak dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
            • po-trafie Re: Serio, serio? 19.09.13, 13:27
              Moze to kwestia charakteru czy typu osobowosci?
              Jedni sie czyms przejmuja, nawet kiedy to zupelnie nie ich wina. Inni sie czyms nie przejmuja, nawet jesli to faktycznie jest ich wina :-)

              Co do badan: zawsze podejzewam w nich blad techniczny. Czyli: czesc ludzi nigdy nie zgodzi sie wziac udzialu w badaniu, nie zglosi sie do psychologa czy poradni nie majac problemow, nie odpowie na pytanie na ulicy nie majac czasu. I w ten sposob z badan wymyka sie duza grupa ludzi zajetych soba i swoim zyciem, nie lubiacych tracic czasu itp.
              • marka_tka Re: Serio, serio? 19.09.13, 18:52
                Myślę, że o tym, w jaki sposób dziecko widzi się w rozwodzie rodziców decyduje rodziców postawa. Najwięcej zła, jak wszyscy wiemy, rodzi wojna podjazdowa między rodzicami. Jeśli oboje są rozsądni i mają na najwyższym względzie dobro dziecka, rozmawiają z nim i tłumaczą, zapewniają o miłości i znów tłumaczą, że rozwód nie ma nic wspólnego z nim, to trauma jest minimalna. Jeśli wogóle jest.
            • ipsetta Re: Serio, serio? 19.09.13, 20:06
              To wszystko powinno zależeć, między innymi, od wieku dziecka. Inaczej przeżyje rozwód dziecko pięcioletnie, piętnastoletnie, a jeszcze inaczej - dwudziestopięcioletnie.

        • eat.clitoristwood Re: Serio, serio? 19.09.13, 12:38
          magadanskaya napisał(a): (...)

          Serio, serio.
          I pierwsze słyszę, że dzieci obwiniają się za rozwody rodziców.
          Ale ja się tym nigdy nie interesowałem. :)

          • magadanskaya Re: Serio, serio? 19.09.13, 12:49
            No to pozostaje mi chyba tylko pogratulować odpornej psychiki ;)
      • magadanskaya A co do 19.09.13, 12:35
        rodziców, to wydaje mi się, że podobnie jak Ty, nie przyjęłabym tego aż tak emocjonalnie.
        ale wydawać to mi się może.
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:02
      A ja bym odszukał rodziców biologicznych, chociażby z ciekawości tego jak żyją, jak wyglądają i dlaczego mnie nie wychowali, a także dla własnej tożsamości. Człowiek bez korzeni jest jak wino na którym ktoś zapomniał nadrukować "made in" oraz roku produkcji.
      • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:12
        jan_hus_na_stosie2 napisał:

        > A ja bym odszukał rodziców biologicznych, chociażby z ciekawości tego jak żyją,
        > jak wyglądają i dlaczego mnie nie wychowali, a także dla własnej tożsamości. C
        > złowiek bez korzeni jest jak wino na którym ktoś zapomniał nadrukować "made in"
        > oraz roku produkcji.
        owszem ale też mógłbyś doświadczyć dużego rozczarowania i wtedy pojawił by się problem,którego nie miałeś.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:14
          viviene napisała:

          > owszem ale też mógłbyś doświadczyć dużego rozczarowania i wtedy pojawił by się
          > problem,którego nie miałeś.

          być może, niemniej jednak chciałbym znać prawdę

          • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:19
            jan_hus_na_stosie2 napisał:

            > viviene napisała:
            >
            > > owszem ale też mógłbyś doświadczyć dużego rozczarowania i wtedy pojawił b
            > y się
            > > problem,którego nie miałeś.
            >
            > być może, niemniej jednak chciałbym znać prawdę

            też jestem zdania,ze powinno się znać prawdę jaka by ona nie była, tylko w życiu bywa tak,ze te prawdy tak własciwie nie są nam do niczego potrzebne,jak się pożniej okazuje a zamieszanie wprowadzić moga.
            >
            • ipsetta Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:31
              >tylko w życiu bywa tak,ze te prawdy tak własciwie
              >nie są nam do niczego potrzebne,jak się pożniej
              >okazuje a zamieszanie wprowadzić moga.

              o tym, czy one są potrzebna czy nie, każdy musi się chyba przekonać na własnej skórze. poza tym istnieje ciekawość oraz dociekliwość, która ani granic ani umiaru czasem nie zna.
              • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:39
                ipsetta napisała:

                > >tylko w życiu bywa tak,ze te prawdy tak własciwie
                > >nie są nam do niczego potrzebne,jak się pożniej
                > >okazuje a zamieszanie wprowadzić moga.
                >
                > o tym, czy one są potrzebna czy nie, każdy musi się chyba przekonać na własnej
                > skórze. poza tym istnieje ciekawość oraz dociekliwość, która ani granic ani umi
                > aru czasem nie zna.

                zgadza się, dlatego dociekamy tych wątpliwych prawd.
      • berta-death Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:18
        Po co ci wiedzieć, że byli menelami? I zapewne są nimi nadal. Bo nie ma się co oszukiwać, ludzie pokroju królowej brytyjskiej ekstremalnie rzadko oddają dzieci do adopcji. Nie mówiąc o tym, że jeszcze mógłbyś sobie kłopot na głowę ściągnąć, jakbyś przypadkiem im się spodobał jako sponsor i jeszcze by cię nękali i nachodzili.
        Jak się kiedyś nad tym zastanawiałam, to doszłam do wniosku, że jak mi się kiedyś zachce dowiedzieć kto to był, to tylko przez jakąś agencję detektywistyczną, żeby oni nie dowiedzieli się, że ich szukam.
        • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:23
          berta-death napisała:

          > Po co ci wiedzieć, że byli menelami? I zapewne są nimi nadal. Bo nie ma się co
          > oszukiwać, ludzie pokroju królowej brytyjskiej ekstremalnie rzadko oddają dziec
          > i do adopcji. Nie mówiąc o tym, że jeszcze mógłbyś sobie kłopot na głowę ściągn
          > ąć, jakbyś przypadkiem im się spodobał jako sponsor i jeszcze by cię nękali i n
          > achodzili.
          > Jak się kiedyś nad tym zastanawiałam, to doszłam do wniosku, że jak mi się kied
          > yś zachce dowiedzieć kto to był, to tylko przez jakąś agencję detektywistyczną,
          > żeby oni nie dowiedzieli się, że ich szukam.

          w większości przypadków tak własnie jest ale znam przykłady,gdy adopcja była jedynym rozsądnym rozwiązaniem,dla dziecka oczywiście .
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:24
          berta-death napisała:

          > Po co ci wiedzieć, że byli menelami?

          a może matka urodziła gdy miała powiedzmy 15 lat i rodzice kazali jej oddać dziecko? nigdy nic nie wiadomo, lepiej poznać prawdę, nawet tę nieprzyjemną niż snuć jakieś domysły



          • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:26
            jan_hus_na_stosie2 napisał:

            > berta-death napisała:
            >
            > > Po co ci wiedzieć, że byli menelami?
            >
            > a może matka urodziła gdy miała powiedzmy 15 lat i rodzice kazali jej oddać dzi
            > ecko? nigdy nic nie wiadomo, lepiej poznać prawdę, nawet tę nieprzyjemną niż sn
            > uć jakieś domysły

            i pytania dlaczego ja? wiele jest właśnie takich powodów,jednak kropla zalu pozostaje.
            >
            >
            >
          • berta-death Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:31
            W normalnej rodzinie wnuk po 15-latce nie jest większym problemem. To nie XIX wiek i dulszczyzna. Nikt normalny nie odda dziecka czy wnuka na poniewierkę nie wiadomo komu, bo do tego adopcja się sprowadza.
            • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:38
              berta-death napisała:

              > W normalnej rodzinie wnuk po 15-latce nie jest większym problemem. To nie XIX w
              > iek i dulszczyzna. Nikt normalny nie odda dziecka czy wnuka na poniewierkę nie
              > wiadomo komu, bo do tego adopcja się sprowadza.

              Byś się zdziwiła..i to w rodzinach"społecznie ustawionych", tam to dopiero hipokryzja, dobry wizerunek musi zostać zachowany za wszelką cene.
              • berta-death Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:52
                W PL nie ma takich rodzin. Przed wojną ewentualnie, ale już za komuny obyczajowość nieco zelżała. Nikt by niczego szczególnego nie stracił z powodu nieślubnego wnuka. Jak już to mocno incydentalne były to przypadki. Prędzej by usunęła taka panna z dobrego domu niż urodziła. Jak już by faktycznie jakimiś staroświeckimi hipokrytami byli.
          • stokrotka_a Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 09:49
            jan_hus_na_stosie2 napisał:

            > a może matka urodziła gdy miała powiedzmy 15 lat i rodzice kazali jej oddać dzi
            > ecko? nigdy nic nie wiadomo, lepiej poznać prawdę, nawet tę nieprzyjemną niż sn
            > uć jakieś domysły

            Prawdą jest to, kim jesteś teraz. Jeśli sądzisz, że mógłbyś poznać prawdę o tego typu intymnych wydarzeniach, to jesteś w błędzie. Mógłbyś poznać jedynie czyjąś interpetację tamtych wydarzeń. Czy na tym chciałbyś budować swoją tożsamość?
      • stokrotka_a Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 09:33
        jan_hus_na_stosie2 napisał:

        > A ja bym odszukał rodziców biologicznych, chociażby z ciekawości tego jak żyją,
        > jak wyglądają i dlaczego mnie nie wychowali, a także dla własnej tożsamości. C
        > złowiek bez korzeni jest jak wino na którym ktoś zapomniał nadrukować "made in"
        > oraz roku produkcji.

        Tożsamość i korzenie to głównie kwestia wychowania. Biologiczny czynnik (tzn. to kim byli rodzice biologiczni) ma niewilekie znaczenie znaczenie. A wino z nadrukiem "made in" może być skwaśniałą lurą, podczas gdy wino bez nadruku może smakować wybornie.
      • gree.nka Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 20:23
        chrzanisz głupoty z tym korzeniem, no i co ci ta wiedza by dała? Ewentualnie odszukany rodzic by sięucieszył bo by miał od kogo alimenty ściągać na starość
    • berta-death Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:03
      Jestem i adoptowana i mam rozwiedzionych rodziców. Ani mnie to ziębi ani grzeje jak to się w Galicji mawia. Nigdy nie szukałam biologicznych, nawet nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. Tak jak pisałam w poprzednim wątku, była to tajemnica Poliszynela, wszyscy wiedzieli ale wprost nikt nie mówił. Więc można powiedzieć, że dowiedziałam się sama. 100% pewności nabrałam jak zapytałam wprost, bo dokumentów żadnych nie ma. Rozwód też mnie nie ruszył, rozwiedli się to się rozwiedli, co mi do tego.
      • allatatevi1 Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 01:37
        My (ja i moje rodzeństwo) jesteśmy biologicznymi dziećmi naszych rodziców.
        Za to przed naszymi narodzinami 2 dość traumatyczne rzeczy się wydarzyły (jedna mamie, druga ojcu).
        Nikt przy nas się nigdy o tym nie zająknął, na serio, nawet półsłówkiem - a ja obu się domyśliłam - jak? Nie mam zielonego pojęcia.
        Tzn. jedna z tych rzeczy mi się kiedyś przyśniła w koszmarze, a druga - to już autentycznie nie wiem jak się tego domyśliłam - chyba podświadomość mi ją poskładała z jakiś kawałków.

        Przed dziećmi niczego się nie ukryje, można milczeć jak grób, domyślą się, poskładają z nieostrych kawałków całość, a jak same się nie domyślą - to im się przyśni.
        • berta-death Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 02:34
          Nie miałam na myśli żadnych zjawisk paranormalnych. Chodziło mi o najzwyklejszą w świecie racjonalną dedukcję.

          Na pierwszy plan rzucał się totalny brak podobieństwa do kogokolwiek z rodziny, zarówno tej żyjącej i obecnej, jak i tej znanej tylko ze zdjęć. A miałam porównanie jak to jest u innych ludzi, czy reszty rodziny. Nawet jak ktoś nie jest podobny, to zawsze coś tam ma po kimś, to oczy, to usta, to figurę. Do tego jeszcze obcy ludzie na to zwracali uwagę. Jak szłam gdzieś z matką i spotykaliśmy kogoś znajomego, kto nie wiedział o adopcji, to pierwszym tekstem było zdziwienie, ze ja to jej córka a potem stwierdzenie, że córki to przecież do ojców podobne. Jak byłam z ojcem, to na odwrót. Nikt nigdy tego nie komentował, traktowane jako żart to było. Nawet koleżanki z klasy zwracały uwagę na to, że moi rodzice jakoś niepodobni, bo to niespotykane było. Podobieństwa w charakterze, osobowości, zainteresowaniach czy uzdolnieniach też nie ma. I u innych adoptowanych jest dokładnie tak samo.
          Kolejna rzecz to starzy rodzice i jedynactwo. Rodzice rówieśników, którzy nie mieli starszego rodzeństwa byli średnio 10lat młodsi.
          Do tego brak fotografii z okresu ciąży, brak anegdotek okołoporodowych, ciążowych i tych związanych z karmieniem piersią, świetna figura matki w okresie kiedy powinna być tuż po porodzie, bo zdjęcia z noworodkiem akurat ma, w tamtych czasach nie czekało się tygodniami na uregulowanie spraw prawnych, można było dziecko od razu zabrać do domu.
          Miejsce urodzenia dziwne, bo to trochę nietypowe, żeby taka wychuchana pańcia jaką była moja matka rodziła w najgorszym szpitalu w mieście i to jeszcze grubo poza swoim rejonem. A ścisła rejonizacja obowiązywała wtedy.
          Najbliższa rodzina matki miesiąc przed moimi narodzinami, była na wakacjach zagranicą, czego dowody są w postaci pieczątek paszportowych, które sobie zatrzymali na pamiątkę i zdjęć. Już widzę, jakby zostawili moich rodziców na pastwę losu w momencie jak matka do rodzenia się szykuje.
          Oprócz tego konsternacja i zażenowanie większe niż w przypadku pytań skąd się biorą dzieci, jak tylko zdarzyło mi się zażartować o adopcji, podmienianych dzieciach w szpitalu i tym, że chyba nie mogą być moimi rodzicami.
          I parę innych mniej lub bardziej drobnych nieścisłości w życiorysie.

          Nikt mi nie wmówi, że inni adoptowani nie spotykają się z podobnymi rzeczami. Oczywiście, żadne z w/w samo w sobie dowodem nie jest, może się zdarzyć w każdej rodzinie i da się temu znaleźć racjonalne wyjaśnienie. Natomiast nieco dużo tych zbiegów okoliczności i nietypowych zdarzeń. I nie wierzę, że ktoś może tego nie połączyć ze sobą i nie domyślić się. Jedyne co może, to zaklinać rzeczywistość i nie dopuszczać do siebie tych oczywistości.
          • lilith76 Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 09:11
            Jak szłam gdzieś z matką i spotykaliśmy k
            > ogoś znajomego, kto nie wiedział o adopcji, to pierwszym tekstem było zdziwieni
            > e, ze ja to jej córka a potem stwierdzenie, że córki to przecież do ojców podob
            > ne. Jak byłam z ojcem, to na odwrót.

            Nie wspominałaś bertha, że jesteś ciemnoskóra ;)

            Wybacz żarcik :)
            • berta-death Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 13:49
              > Nie wspominałaś bertha, że jesteś ciemnoskóra ;)

              No przecież nie będę na forum wszystkiego o sobie ujawniać.
            • magadanskaya Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 12:59
              kocham to, kocham! :D
          • noname2002 Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 18:38
            Na pierwszy plan rzucał się totalny brak podobieństwa do kogokolwiek z rodziny, zarówno tej żyjącej i obecnej, jak i tej znanej tylko ze zdjęć. A miałam porównanie jak to jest u innych ludzi, czy reszty rodziny. Nawet jak ktoś nie jest podobny, to zawsze coś tam ma po kimś, to oczy, to usta, to figurę. Do tego jeszcze obcy ludzie na to zwracali uwagę. Jak szłam gdzieś z matką i spotykaliśmy kogoś znajomego, kto nie wiedział o adopcji, to pierwszym tekstem było zdziwienie, ze ja to jej córka a potem stwierdzenie, że córki to przecież do ojców podobne. Jak byłam z ojcem, to na odwrót. Nikt nigdy tego nie komentował, traktowane jako żart to było.

            A to akurat może być bardzo mylące, moi rodzice byli ciemnowłosi, mieli ciemną karnację(ojciec bledszą), mama piwne oczy, ojciec szaro-zielona, brat wyglądający jak nasz tata a ja jako dziecko wyglądałam jak albinos z niebieskimi oczami. Na wakacjach się ludzie rodziców pytali czy nie byłam adoptowana a ja jestem podobna do babci, matki ojca.
            • magadanskaya Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 20:05
              To może lepiej zrób test DNA ;D
              • lumen91 Najlepiej taki ;D 19.09.13, 22:32
                www.youtube.com/watch?v=oRrZmSD59Pg&feature=youtu.be
    • allatatevi1 Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:08
      A mi to by zburzyło całe życie i co?
      Każdy ma inną wrażliwość.
      • stokrotka_a Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 09:44
        allatatevi1 napisała:

        > A mi to by zburzyło całe życie i co?
        > Każdy ma inną wrażliwość.

        Myślę, że tu nie chodzi o wrażliwość tylko o poczucie własnej tożsamości i wartości. Moje poczucie tożsamości, to sprawa tego co siedzi w moim mózgu. Coś co wydarzyło się dawno i niezależnie ode mnie przyjmuję jako dokonaną i nieodwracalną przeszłość, a wiedza o tym nabyta po latach w żaden sposób nie zmieniłaby tego, co jest w mojej głowie. Uważam, że błędem jest przywiązywanie tak dużej wagi do zdarzeń zewnętrznych, niezależnych od nas w określaniu własnej tożsamości.
      • po-trafie Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 13:31
        Nieagresywnie spytam: dlaczego? Co by sie zmienilo?
        Czy chodzi o fakt klamstwa/utajania czegos, czy o cos wiecej?
    • ipsetta Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:12
      nie wiem, jak zareagowałabym na taką wiadomość.

      napiszę, że ja moim rodzicom otwarcie życzyłam rozwodu (do którego prawdopodobnie by doszło, gdyby śmierć jednego z rodziców). z kolei rozwód swoich rodziców mój kolega potraktował jako taki "raptus" ku temu, aby robić specjalizację na studiach z prawa rodzinnego.
      • ipsetta Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:15
        druga część mojej wypowiedzi ma odnosić się do tejże:

        >A już naprawdę alergiczną reakcję wzbudzają we mnie dramaty dzieci rozwiedzionych >rodziców. Tu mam autentyczne doświadczenia. :)
      • viviene Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:17
        rozwód, jednak zawsze jest jakąś osobistą porażka, jednak cześciej,już po fakcie okazuje się wybawieniem, po co zamykać sobie i drugiej osobie drogi do życia a może i szczęścia i gnuśnieć w jakimś tworze, który wczesniej czy pozniej zakonczy się goryczą..
        • ipsetta Re: Wątek hipotetyczny 18.09.13, 23:24
          racja. :)
    • samuela_vimes Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 11:52
      tak samo, mam tak wspaniaych i cudownych rodziców, że miałabym gdzieś czy są biologiczni czy nie. Ważne jacy są dla mnie, ile dla mnie zrobili i jak mnie wychowali niż to czy są autentycznymi rodzicami. Nie ruszyło by mnie to.
    • po-trafie Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 12:23
      Otrzymalam taka informacje w wieku 16 lat, nie ruszylo mnie to jakos wyjatkowo. Moze nie 'urwany guzik w kurtce', ale dramatu i traumy nie bylo. Troche ciekawosci natomiast owszem.

      Wiedzialam kto to, chcialam sie spotkac, troche wnioskow nt siebie, genetyki i mocy dziedziczenia wyciagnelam. Ale nie powiedzialabym, zeby mi to jakos wyjatkowo zmienilo zycie :-)
    • rekreativa Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 13:59
      Gdybym sie dowiedziała, że jestem adoptowana (co jest czystym teoretyzowaniem, albowiem wszyscy troje z mego rodzeństwa jesteśmy tak bardzo podobni i cechami wyglądu i cechami charakteru do rodziców, że nie ma mowy o żadnej adopcji) to:
      -w przypadku ojca poczułabym ulgę
      -w przypadku mamy byłoby mi trochę przykro
      Co do rozwodu, to odbył się i jedyny żal, jaki czułam, to taki, że tak późno.
    • znana.jako.ggigus sama nie wiem 19.09.13, 14:29
      jestem b podobna fizycznie do mojego ojca i bylam jedynym dzieckiem urodzonym tego dnia w szpitalu, wiec raczej malo szans na pomylke.
      ale po smierci ojca ciotki zaczely cos, ze moj ojciec za mlodu mial dziecko z jakas kobieta. Przychodzila jakas kobieta do domu dziadkow z dzieckiem. Ale jak spytalam o szczegoly, to zbiorowo nabraly wody w usta.
    • ursyda Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 20:07
      Myślę, że to zależy od tego w jakim wieku byś się dowiedział.
    • gree.nka Re: Wątek hipotetyczny 19.09.13, 20:21
      ja mam czasami wrażenie, że mnie podmienili w szpitalu , no ale co z tego? Moja mama najlepiej na świecie gotuje, z ojcem też czasami wypiję piwo.
      Co do pytania autora - też nie rozumiem i sięzadziwiam nad tym bardzo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka