Dodaj do ulubionych

Przed ślubem razem czy osobno?

IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 28.03.02, 10:37
No właśnie, co sądzicie na ten temat?
Moim skromnym zdaniem zdecydowanie lepiej dla przyszłego małżeństwa jest jeśli
już przed ślubem zamieszka razem i będzie ze sobą obcować 24 godz/h. Ja biorę
ze swoją narzeczoną ślub we wrześniu, mieszkamy razem ponad rok (w kawalerce) i
wszystko nam się świetnie układa, nie kłócimy się i jestem przekonany, ze tak
będzie przez całe życie. A dlaczego lepiej zamieszkać przed ślubem? W
poprzednim związku wszystko układało mi się z dziewczyną dobrze dopóki nie
zamieszkaliśmy razem. Kłótnie zaczęły się od razu i nigdy sie nie kończyly.
Podejrzewam, ze gdybysmy nie zamieszkali razem to wszystko zaczęłoby się
dopiero po ślubie, dlatego uważam, ze lepiej sprawdzić sie przed ślubem. Nie
mówie tu o seksie ale o codziennym przebywaniu z drugą osobą praktycznie przez
całą dobę (za wyjątkiem czasu spędzonego w pracy). Efekt ten jest silniejszy
kiedy para mieszka ze sobą w kawalerce. Myślę, że jest to prawdziwa
przedmałżeńska próba dla związku.
Pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • debra Re: Przed ślubem razem czy osobno? 28.03.02, 11:29
      > Efekt ten jest silniejszy
      > kiedy para mieszka ze sobą w kawalerce. Myślę, że jest to prawdziwa
      > przedmałżeńska próba dla związku.
      > Pozdrawiam
      >

      Masz 100% racje.
      Wzajemna tolerancyjność pary wzrasta podobno wprost proporcjonalnie do liczby
      posiadanych metrów kwadratowych:))))

      Debra
      • Gość: B. Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.bakernet.com.pl 29.03.02, 18:59
        debra napisał(a):


        > Masz 100% racje.
        > Wzajemna tolerancyjność pary wzrasta podobno wprost proporcjonalnie do liczby
        > posiadanych metrów kwadratowych:))))
        >
        > Debra

        Chyba odwrotnie proporcjonalnie? Tzn. im mniejsza powierzchnia, tym wieksza
        tolerancyjnosc (czy raczej potrzeba takowej w zwiazku). Ja z "moim" mieszkam juz
        od osmiu lat na 18 metrach kwadratowych. Duzo sie przez ten czas oboje
        nauczylismy. Ze mala powierznia niekoniecznie oznacza uczucie przebywania w
        klatce (wczesniej zawsze mialam swoj pokoj i poczatkowo druga osoba bedaca caly
        czas gdzes w poblizu nieco mnie draznila). Ze nie powinnam wszedzie rozrzucac
        swoich rzeczy, bo nie kazdy to toleruje (ja jestem balaganiara, on - raczej
        asceta, nie lubi zbyt wielu rzeczy wokol siebie). Ze trzeba szanowac potrzeby
        drugiej osoby (moj "maz" napisal list do Mikolaja z prosba o sluchawki - bo ja
        ciagle marudzilam, ze za glosno muzyki slucha. Mikolaj spelnil prosbe). Ze bardzo
        fajnie siedzi sie razem na jednym - niezbyt duzym - fotelu, bo na wstawienie
        drugiego nie ma miejsca.
        Pozdrawiam wszystkich "scisnietych metrazowo".
        B.

      • Gość: robert Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.acn.pl / 10.129.132.* 09.04.02, 11:25
        Dokoptujcie jeszcze teściowe, to już test będzie na 100%:))
        Potem już nabywa sie praw pisania poradników małżeńskich.
    • Gość: Nell Bedziesz sie smazyl w piekle grzeszniku!!!! IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.03.02, 11:35
      Gość portalu: Grzegorz napisał(a):

      > No właśnie, co sądzicie na ten temat?
      > Moim skromnym zdaniem zdecydowanie lepiej dla przyszłego małżeństwa jest jeśli
      > już przed ślubem zamieszka razem i będzie ze sobą obcować 24 godz/h. Ja biorę
      > ze swoją narzeczoną ślub we wrześniu, mieszkamy razem ponad rok (w kawalerce) i
      >
      > wszystko nam się świetnie układa, nie kłócimy się i jestem przekonany, ze tak
      > będzie przez całe życie. A dlaczego lepiej zamieszkać przed ślubem? W
      > poprzednim związku wszystko układało mi się z dziewczyną dobrze dopóki nie
      > zamieszkaliśmy razem. Kłótnie zaczęły się od razu i nigdy sie nie kończyly.
      > Podejrzewam, ze gdybysmy nie zamieszkali razem to wszystko zaczęłoby się
      > dopiero po ślubie, dlatego uważam, ze lepiej sprawdzić sie przed ślubem. Nie
      > mówie tu o seksie ale o codziennym przebywaniu z drugą osobą praktycznie przez
      > całą dobę (za wyjątkiem czasu spędzonego w pracy). Efekt ten jest silniejszy
      > kiedy para mieszka ze sobą w kawalerce. Myślę, że jest to prawdziwa
      > przedmałżeńska próba dla związku.
      > Pozdrawiam


      A tak na serio, to masz 100% racji, RECYMA I PALCYMA SIE PODPISUJE POD TWOIM POSTEM!!!:)))
      pzdr.
      >

    • kini Re: Przed ślubem razem czy osobno? 28.03.02, 12:44
      Absolutnie tak, pod warunkiem, że obie strony na początku wyjaśnią sobie, co to
      mieszkanie razem dla nich oznacza - czy zmierzają w stronę ślubu, czy nie. Bo
      potem mogą być różne niedomówienia.
      • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 29.03.02, 10:32
        A niby dlaczego trzeba od razu określić czy będzie ślub czy nie?? Przecież taka sytuacja najczęściej
        ma dopiero potwierdzić czy do siebie pasujecie - jeśli się okarze, że nie to ktoś (nie właściciel) musi
        sie wyprowadzić. Jedyny problem może być z rzeczami zakupionymi wspólnie ale na to nie ma rady.
        • kini Re: Przed ślubem razem czy osobno? 02.04.02, 15:39
          Dlatego, że na przykład jedna strona będzie myślała, że w przyszłości będzie ten
          ślub. A tymczasem druga strona może zakładać, że to będzie związek bez ślubu.
          Lepiej mieć wspólne stanowisko w tej kwestii, bo potem są łzy i zgrzytanie zębów.
          • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 02.04.02, 15:43
            Chyba, że dla żadnej ze stron ten papierek nie jest istotny.
            • kini Re: Przed ślubem razem czy osobno? 02.04.02, 15:51
              Otóż właśnie- ważne jest WSPÓLNE stanowisko, niezależnie od jego treści.

    • miron28 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 28.03.02, 13:11
      Gość portalu: Grzegorz napisał(a):

      > No właśnie, co sądzicie na ten temat?
      > Moim skromnym zdaniem zdecydowanie lepiej dla przyszłego małżeństwa jest jeśli
      > już przed ślubem zamieszka razem i będzie ze sobą obcować 24 godz/h. Ja biorę
      > ze swoją narzeczoną ślub we wrześniu, mieszkamy razem ponad rok (w kawalerce) i
      >
      > wszystko nam się świetnie układa, nie kłócimy się i jestem przekonany, ze tak
      > będzie przez całe życie.

      z tym przekonaniem nie przesadzaj :-)


      a tak poza tym, też jestem fanem mieszkania razem
      pozdr
      miron
      >

      • Gość: abc Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 212.160.114.* 28.03.02, 13:33
        Oczywiscie, ze razem. Nie wyobrazam sobie, jak mozna wyjsc za kogos nie
        mieszkajac z nim. Pewnie wiekszosc rozwodow w naszym kraju, to wlasnie u tych
        co to wierzyli, ze zamieszkanie razem nic nie zmieni...
        • Gość: A27 Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.proxy.aol.com 29.03.02, 03:30
          Kiedys tez tak myslalam, a potem facet nie bardzo chcial sie chajtac....
          Jako weteranka mieszkania razem uwazam, ze mieszkanie razem NIE WCZESNIEJ NIZ
          po ZARECZYNACH, jesli para w ogole planuje sie chajtac. Bo jesli nie chca
          sie , to wszytsko jasne i niech sobie mieszkaja. Owszem, sa plusy uczenia sie
          bycia za soba i wytrzymaywania ze soba 24 h na dobe. Z drugiej strony czasem
          tesknie za tymi pierwszymi dniami naszego mieszkania, gdy przyzwyczajalismy sie
          do bycia ze soba i pieprzylismy sie prawie nonstop. Gdybym cos takiego
          przezyla dopiero po slubie - moja euforia bylaby jeszcze wieksza. Ale przeciez
          nie o euforie tu chodzi tylko o trwalosc zwiazku. Wbrew pozorom, zwiazki par
          mieszkajacych ze soba przed slubem rozpadaja sie nawet czesciej niz tych,
          ktorzy nie cohabitowali. Powod: przyzwyczajenie do myslenia, ze zawsze moge
          odejsc, brak poczucia, ze malzenstwo to jakas inna jakosc zwiazku, o ktora
          trezba dbac troche inaczej, znudzenie soba....Nawet robiono na ten temat jakies
          badania w ubieglym roku i troche mnie przerazily.
          A tak wlasciwie to nie ma reguly na sukces malzenstwa. Czasem mozna mieszkac
          razem i z 10 lat i w malzenstwie sie nie sprawdzic, a czasem odwrotnie. Po
          prostu chyba kazdy musi to dostosowac do swoich potrzeb.
          Gdybym miala corke, to nie chcialabym by mieszkala z facetem bez slubu. Ale
          gdy tak sie stanie, to nie bede miala prawa jej zabronic. Mozna powiedziec, ze
          zapomnial wol jak cieleciem byl, ale w moim przypadlu wol wcale nie zapomnial i
          woli swoj zwiazek taki jakim jest teraz niz takim jaki byl kiedys.

          GRZEGORZ, pozdrowienia i wszystkiego najlepszego w okresie narzeczenstwa i
          pozniej.
          • Gość: Bob Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.pool10.dsltokyo.att.ne.jp 30.03.02, 05:23
            A27, a skad masz te dane o czestszych rozpadach małżeństw, ktore ze sobą
            mieszkały przed ślubem?
            Dedukcja?
            Jezeli statystyka to proszę o źrodło.
            Pozdrawiam,
            Bob

            Gość portalu: A27 napisał(a):

            > Kiedys tez tak myslalam, a potem facet nie bardzo chcial sie chajtac....
            > Jako weteranka mieszkania razem uwazam, ze mieszkanie razem NIE WCZESNIEJ NIZ
            > po ZARECZYNACH, jesli para w ogole planuje sie chajtac. Bo jesli nie chca
            > sie , to wszytsko jasne i niech sobie mieszkaja. Owszem, sa plusy uczenia sie
            > bycia za soba i wytrzymaywania ze soba 24 h na dobe. Z drugiej strony czasem
            > tesknie za tymi pierwszymi dniami naszego mieszkania, gdy przyzwyczajalismy sie
            >
            > do bycia ze soba i pieprzylismy sie prawie nonstop. Gdybym cos takiego
            > przezyla dopiero po slubie - moja euforia bylaby jeszcze wieksza. Ale przeciez
            >
            > nie o euforie tu chodzi tylko o trwalosc zwiazku. Wbrew pozorom, zwiazki par
            > mieszkajacych ze soba przed slubem rozpadaja sie nawet czesciej niz tych,
            > ktorzy nie cohabitowali. Powod: przyzwyczajenie do myslenia, ze zawsze moge
            > odejsc, brak poczucia, ze malzenstwo to jakas inna jakosc zwiazku, o ktora
            > trezba dbac troche inaczej, znudzenie soba....Nawet robiono na ten temat jakies
            >
            > badania w ubieglym roku i troche mnie przerazily.
            > A tak wlasciwie to nie ma reguly na sukces malzenstwa. Czasem mozna mieszkac
            > razem i z 10 lat i w malzenstwie sie nie sprawdzic, a czasem odwrotnie. Po
            > prostu chyba kazdy musi to dostosowac do swoich potrzeb.
            > Gdybym miala corke, to nie chcialabym by mieszkala z facetem bez slubu. Ale
            > gdy tak sie stanie, to nie bede miala prawa jej zabronic. Mozna powiedziec, ze
            >
            > zapomnial wol jak cieleciem byl, ale w moim przypadlu wol wcale nie zapomnial i
            >
            > woli swoj zwiazek taki jakim jest teraz niz takim jaki byl kiedys.
            >
            > GRZEGORZ, pozdrowienia i wszystkiego najlepszego w okresie narzeczenstwa i
            > pozniej.

            • Gość: A27 Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.proxy.aol.com 30.03.02, 14:09
              Czytalam o tym w "Psychology Today" w ubieglym roku. Jak chcesz moge poszukac
              powazniejszych zrodel.
              • rae Uzupełnienie 30.03.02, 19:02
                Z tym, że osoby, które wczesniej zamieszkują razem to także te, które są
                odważniejsze, bardziej wymagające i bardziej zaradne (te same badania). To tak
                sobie jako psycholog myślę, że i odejść im łatwiej i stąd takie statystyki. Ale
                generalnie są one bardzie zadowolone ze swoich małżenstw, kiedy juz się
                utrzymają.
                • Gość: nick7 A dzieci? IP: 62.29.133.* 31.03.02, 16:13
                  Ciekawe czy ich dzieci również są bardziej zadowolone.
            • Gość: POrządny Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 80.48.249.* 09.04.02, 11:12
              a cos Ty taki dociekliwy?chcesz to mieszkaj razzem przed slubem. Nazywa sie to
              KONKUBINAT. Wiec drogi KONKUBENCIE konkubijuj a zobaczysz co wykonkubinujesz.
              <Mieszkanie razem prze slubem i wspolozycie to CUDZOłOSTWo. KOnkubencie . Tajka
              prawda.
              Gość portalu: Bob napisał(a):

              > A27, a skad masz te dane o czestszych rozpadach małżeństw, ktore ze sobą
              > mieszkały przed ślubem?
              > Dedukcja?
              > Jezeli statystyka to proszę o źrodło.
              > Pozdrawiam,
              > Bob
              >
              > Gość portalu: A27 napisał(a):
              >
              > > Kiedys tez tak myslalam, a potem facet nie bardzo chcial sie chajtac....
              > > Jako weteranka mieszkania razem uwazam, ze mieszkanie razem NIE WCZESNIEJ
              > NIZ
              > > po ZARECZYNACH, jesli para w ogole planuje sie chajtac. Bo jesli nie chca
              >
              > > sie , to wszytsko jasne i niech sobie mieszkaja. Owszem, sa plusy uczenia
              > sie
              > > bycia za soba i wytrzymaywania ze soba 24 h na dobe. Z drugiej strony cza
              > sem
              > > tesknie za tymi pierwszymi dniami naszego mieszkania, gdy przyzwyczajalism
              > y sie
              > >
              > > do bycia ze soba i pieprzylismy sie prawie nonstop. Gdybym cos takiego
              > > przezyla dopiero po slubie - moja euforia bylaby jeszcze wieksza. Ale prz
              > eciez
              > >
              > > nie o euforie tu chodzi tylko o trwalosc zwiazku. Wbrew pozorom, zwiazki
              > par
              > > mieszkajacych ze soba przed slubem rozpadaja sie nawet czesciej niz tych,
              > > ktorzy nie cohabitowali. Powod: przyzwyczajenie do myslenia, ze zawsze mo
              > ge
              > > odejsc, brak poczucia, ze malzenstwo to jakas inna jakosc zwiazku, o ktora
              >
              > > trezba dbac troche inaczej, znudzenie soba....Nawet robiono na ten temat j
              > akies
              > >
              > > badania w ubieglym roku i troche mnie przerazily.
              > > A tak wlasciwie to nie ma reguly na sukces malzenstwa. Czasem mozna miesz
              > kac
              > > razem i z 10 lat i w malzenstwie sie nie sprawdzic, a czasem odwrotnie. P
              > o
              > > prostu chyba kazdy musi to dostosowac do swoich potrzeb.
              > > Gdybym miala corke, to nie chcialabym by mieszkala z facetem bez slubu. A
              > le
              > > gdy tak sie stanie, to nie bede miala prawa jej zabronic. Mozna powiedzie
              > c, ze
              > >
              > > zapomnial wol jak cieleciem byl, ale w moim przypadlu wol wcale nie zapomn
              > ial i
              > >
              > > woli swoj zwiazek taki jakim jest teraz niz takim jaki byl kiedys.
              > >
              > > GRZEGORZ, pozdrowienia i wszystkiego najlepszego w okresie narzeczenstwa i
              >
              > > pozniej.
              >

          • Gość: Nell Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.03.02, 14:54
            Gość portalu: A27 napisał(a):

            > Kiedys tez tak myslalam, a potem facet nie bardzo chcial sie chajtac....
            > Jako weteranka mieszkania razem uwazam, ze mieszkanie razem NIE WCZESNIEJ NIZ
            > po ZARECZYNACH, jesli para w ogole planuje sie chajtac. Bo jesli nie chca
            > sie , to wszytsko jasne i niech sobie mieszkaja. Owszem, sa plusy uczenia sie
            > bycia za soba i wytrzymaywania ze soba 24 h na dobe. Z drugiej strony czasem
            > tesknie za tymi pierwszymi dniami naszego mieszkania, gdy przyzwyczajalismy sie
            >
            > do bycia ze soba i pieprzylismy sie prawie nonstop. Gdybym cos takiego
            > przezyla dopiero po slubie - moja euforia bylaby jeszcze wieksza. Ale przeciez
            >
            > nie o euforie tu chodzi tylko o trwalosc zwiazku. Wbrew pozorom, zwiazki par
            > mieszkajacych ze soba przed slubem rozpadaja sie nawet czesciej niz tych,
            > ktorzy nie cohabitowali. Powod: przyzwyczajenie do myslenia, ze zawsze moge
            > odejsc, brak poczucia, ze malzenstwo to jakas inna jakosc zwiazku, o ktora
            > trezba dbac troche inaczej, znudzenie soba....Nawet robiono na ten temat jakies
            >
            > badania w ubieglym roku i troche mnie przerazily.

            Aniu, a czy robiono takze badania, dotyczace tego, które małzenstwa sa bardziej dopasowane pod
            wzgledem charakteru, osobowosci, oczekiwan, upodoban i seksualnym: te, ktore mieszkaly razem przed
            slubem, czy te, ktore pobraly sie bez tego, co by nie powiedziec, gruntowniejszego poznia??

            > A tak wlasciwie to nie ma reguly na sukces malzenstwa. Czasem mozna mieszkac
            > razem i z 10 lat i w malzenstwie sie nie sprawdzic, a czasem odwrotnie. Po
            > prostu chyba kazdy musi to dostosowac do swoich potrzeb.
            > Gdybym miala corke, to nie chcialabym by mieszkala z facetem bez slubu. Ale
            > gdy tak sie stanie, to nie bede miala prawa jej zabronic. Mozna powiedziec, ze
            >
            > zapomnial wol jak cieleciem byl, ale w moim przypadlu wol wcale nie zapomnial i
            >
            > woli swoj zwiazek taki jakim jest teraz niz takim jaki byl kiedys.
            >
            > GRZEGORZ, pozdrowienia i wszystkiego najlepszego w okresie narzeczenstwa i
            > pozniej.

    • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 29.03.02, 10:39
      Jak najbardziej jestem za - tym bardziej, że sama tak właśnie żyję :-))
      Dużym plusem jest to, że można dogłębnie poznać wszystkie wady i zalety -bo może się okazać, że
      nie jesteśy w stanie znieść zostawianych talerzy na stole, rozrzuconych ubrań, nie opuszczonej deski
      w ubikacji czy całego mnóstwa innych drobizagów, z których składa się codzienność.
      • Gość: Porządny Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 80.48.249.* 09.04.02, 11:17
        Droga KONKUBINO!
        Ale jestes naiwany skoro sadzisz,ze nie opuszcozna deska nakiblu moze
        przeszkadzac w malzenstwie i moze byc byc powodem do rozwodu albo talerze i
        inne glupoty, Po prostu powiedz jasno chcesz sie pieprzyc z kim chesz i ile
        chcesz a jak Ci sie nie spodoa to zmieniasz modell i juz. TY NIC NIE WIESZ o
        MILOSCI. JAk chcesz sie dowiedziec to poczytaj troche Pismo Sw.
        A takie miszakanie t o dla mnie prostytucja i dziwkarstwo. Fuj, be , brrrr,. Ja
        bym takiej jak Ty n za darmo nie chcial , zuzytej , wypieproznej przez innych ,
        łe fuj. Szmaciarstwo a to jest . NIby:dorosośc" ale gowno prawda. Łatwiazna i
        juz.
        • Gość: alinka Drobiazgi IP: *.brzezno.univ.gda.pl 09.04.02, 22:09
          Wiesz co, to właśnie przez takie głupotki i drobiazgi jak np. nieopuszczanie
          deski sedesowej ludzie najczęściej się rozwodzą, wcale nie przez różnice w
          poglądach politycznych. To drobiazgi a nie wielkie sprawy mogą najbardziej
          przeszkadzać - nie ma na ten temat badań, ale wiem to od ludzi którzy pracują z
          rozwodzącymi się parami - studiuję psychologię i interesuję się tą tematyką...
        • Gość: m@ła Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 15.04.02, 14:40
          Gość portalu: Porządny napisał(a)
          > Ale jestes naiwany skoro sadzisz,ze nie opuszcozna deska nakiblu moze
          > przeszkadzac w malzenstwie i moze byc byc powodem do rozwodu albo talerze i
          > inne glupoty, Po prostu powiedz jasno chcesz sie pieprzyc z kim chesz i ile
          > chcesz a jak Ci sie nie spodoa to zmieniasz modell i juz. TY NIC NIE WIESZ o
          > MILOSCI. JAk chcesz sie dowiedziec to poczytaj troche Pismo Sw.
          > A takie miszakanie t o dla mnie prostytucja i dziwkarstwo. Fuj, be , brrrr,.
          Ja > bym takiej jak Ty n za darmo nie chcial , zuzytej , wypieproznej przez
          innych ,
          > łe fuj. Szmaciarstwo a to jest . NIby:dorosośc" ale gowno prawda. Łatwiazna

          PORĄBAŁO cię w którym ty wieku żyjesz a może Nas - konkubiny powinno się palić
          żywcem???!!! Co ty idioto, zboczeńcu jeden w zakonnicach gustujesz?????????/
          Psychol!! Na takich jak Ty nie ma rady tylko w kaftan i do pokoiku z białymi
          ścianami. DEEEBIILL I PPPOORĄĄBBBBBAAANNNIEEECC JJJEEEDDDENNN!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Alex Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 193.0.117.* 29.03.02, 14:43
      Zdecydowanie razem. Dopiero mieszkajac z kimś na prawdę go poznajesz. Dopiero
      wtedy na prawdę dobrze znasz jego reakcje, jego wady. Dopiero wtedy na pewno
      wiesz czy to ma sens, czy mimo usiłowań i najszczerszych chęci skazane jaest na
      klęskę. Głupio jest rozwodzic tuz po ślubie ...
      • Gość: Porzadny Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 80.48.249.* 09.04.02, 11:21
        Ludzie co wyscie powariowali? Piszecie o sobie jak o zwierzetach,
        dopasowywanie , cudowanie, co to za brdebnie, przeciez jak sie z kims spotyka
        dlzuzszy czas to wiadomo jaka jest ta osoba ,a pozniej to juz zalezy od tego
        czy c sie kochacie czy tylko chcecie DOPASOWAC. Jak zwierze. dopasowac.
        Wygodnictwo i łatwizna. Powodzenia w znajdowaniu nowych modeli i dopasowywaniu
        suie. Mozna tak cale zycie. KONKUBENIC. CO za czasy, co za moda. Ludzie
        otrzezwiejecie w koncu. Moralni rozpoustnicy.
    • gosia-s Re: Przed ślubem razem czy osobno? 29.03.02, 17:26
      Jak najbardziej razem. W końcu pobyt ze sobą 24h na dobę to nie to samo co
      wspólne wyjście do kawiarni czy na dyskotekę.
      • Gość: Porzadny Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 80.48.249.* 09.04.02, 11:23
        Nastepna brednia. nie chce mi sie juz dyskutowac, bo widze tu tylko rozpuste i
        wygodnictwo, latwizne .. Milosc to nie tylko przyjemnosoci, to nie tylko
        idealne dopasowanie i zcyice bezproblemowe. co wy oo tym wiecie. Ale jak sie
        wczesnie zaczyna zycie płciowe to pozjniej sie szuka tak rozpust jak mieszkanie
        bez slubu i td. to slepy zaulek. benijecie dalej powodzenia
    • pierzaczek Re: Przed ślubem razem czy osobno? 29.03.02, 21:08
      Zdecydowanie tak. Mówię to jako praktyk. Wystarczy przytoczyć jeden argument:
      łatwo jest udawać kogoś innego przez kilka gzodzin randki. To jest najlepszy
      sposób na poznanie drugiej osoby. Po ślubie jest już zapóźno na weryfikację
      oczekiwań i nadzieji.
    • Gość: Melba Lecz czy na pewno przed ŚLUBEM? IP: *.chello.pl 29.03.02, 21:31
      Jestem zagorzałą zwolenniczką mieszkania ze sobą przed ślubem, przetestowania
      się w codziennych szarych sprawach. Ale bardzo trzeba się zastanowić, czy na
      pewno jest to dla obojga zmierzanie w tym samym kierunku.Niestety, często
      dzieje się tak, że jedno uważa samo mieszkanie razem za "pełen" związek,
      natomiast druga osoba niecierpliwie wypatruje zaręczyn i nie bardzo wie, co się
      dzieje, przecież mieszkamy razem, teraz powinny być zaręczyny,
      weselicho...naturalna kolej rzeczy, prawda? I zaczynają się problemy...
      Tak więc:przed ślubem razem, ale koniecznei ustalając, czy ten ślub oboje ammy
      w planach!
      • Gość: kejti Re: Lecz czy na pewno przed ŚLUBEM? IP: 2.4.STABLE* / 10.101.1.* 30.03.02, 10:38
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Niestety, często
        > dzieje się tak, że jedno uważa samo mieszkanie razem za "pełen" związek,
        > natomiast druga osoba niecierpliwie wypatruje zaręczyn i nie bardzo wie, co się
        >
        > dzieje, przecież mieszkamy razem, teraz powinny być zaręczyny,
        > weselicho...naturalna kolej rzeczy, prawda? I zaczynają się problemy...
        > Tak więc:przed ślubem razem, ale koniecznei ustalając, czy ten ślub oboje ammy
        > w planach!

        Tutaj sie z Toba nie zgodze. Z moim mezczyzna mieszkalam jeszcze zanim bylismy
        razem, tak sie jakos zlozylo... :-) Dalej jestesmy razem, 13 miesiecy. Jest nam
        ze soba dobrze, ale kwestia slubu? Nie bylo potrzeby zadnego ustalania!!!
        Jestesmy razem, bardzo sie kochamy i to wystarczy. Zobaczymy co nam zycie pokaze.
        Moze rozstaniemy sie za miesiac, moze za 2 lata, moze za 60...
        Poza tym uwazam, ze osoby, ktore mieszkaja razem, poznaja sie nawzajem 2 razy
        szybciej, niz te, ktore widuja sie "tylko" kilka razy w tygodniu.
        • Gość: kejti Ps. :-) IP: 2.4.STABLE* / 10.101.1.* 30.03.02, 10:47
          Zapomnialam jeszcze dodac, ze poniewaz tak szybko sie poznajemy, wiem, ze
          czasem potrzbny jest oddech. Trzeba od siebie choc na pare chwil odpoczac. On
          wtedy idzie do drugiego pokoju i zaczyna sie meska rozmowa z naszymi
          wspollokatorami (mieszkamy w 5 w 3-pokojowym mieszkaniu). Niestety jestem
          jedyna kobieta w tym lokum, wiec nie mam szans na babskie pogaduszki. Pozostaje
          mi telefon i net (ewentualnie pivko z kolezanka raz lub 2 na miesiac :-) )
          Pozdrawiam wszystkie "kocie" pary :-)
          • Gość: Roma Re: Ps. :-) IP: *.acn.pl / 10.130.128.* 30.03.02, 18:55
            Jeżeli można coś dodać do waszej dyskusji to ja też jestem za mieszkaniem przed
            ślubem ale bynajmniej udany związek na kocią łapę nie świadczy o szansach na
            udane małżeństwo. Moja koleżanka była z facetem 10 lat,większość tego czasu
            mieszkali ze sobą, a ślub zaowocował rozwodem już po m-cu. związek wolny opiera
            się na trochę innych zasadach niż małżeństwo i niektórzy nie wytrzymują presji.
            My z mężem przed ślubem mieszkaliśmy dwa lata razem, było super naprawdę, a po
            ślubie mieliśmy taki kryzys, że byłam załamana, kłóciliśmy się o co się da
            (specjaliści nazywają to zdaje się walką o przywództwo). No ale na pytanie
            odpowiadam, że mieszkać razem obowiązkowo!
            • rae Re: Ps. :-) 30.03.02, 19:05
              Spoko, podobno do trzech miesię cy po ślubie rozwodzi się na koszt swiadków.
              Tak słyszałam... ;-)
            • moni_citroni Re: Ps. :-) 31.03.02, 00:40
              Koniecznie razem :-)
              • agniecha_72 Re: Ps. :-) 31.03.02, 11:29
                To chyba bede jedyna osoba tutaj, ktora powie, ze niekoniecznie razem....
                To, ze nie mieszka sie razem nijak nie oznacza, ze widuje sie dana osobe
                tylko "raz na tydzien" czy tez, ze nie zna sie jej przyzwyczajen.
                My akurat znalismy sie prawie "od zawsze" (koniec podstawowki, liceum, studia)
                i niejako "na wylot", widzielismy sie w "roznych sytuacjach" (czasami b.
                skrajnych) i nijak nie czulismy potrzeby "mieszkania razem na probe" bo
                dokladnie wiedzielismy jacy jestesmy, jakie mamy przyzwyczajenia, co nas
                doprowadza do furii...i co nas z niej "wyprowadza" :)).
                I... nie zaluje... :))).
                • Gość: A27 Re: Ps. :-)agniecha72 IP: *.proxy.aol.com 31.03.02, 18:02
                  Ja sie w zasadzie z Toba zgadzam, ze NIEKONIECZNIE. Jak juz powiedzialm,
                  gdybym kiedys miala corke, nie chcialabym by tak ja rzucila wszytko dla i
                  poszla mieszkac ze swoim chlopem (Z wlasnej inicjatywy!!!) a potem dopominala
                  sie o slub. Tez uwazam, ze w czasie chodzenia razem mozna sie swietnie
                  poznac. Nie uwazam, ze mieszkanie razem koniecznie owocuje bardziej
                  dopasowanym malzenstwem. Bo co to jest to dopasowanie? To tylko, tyle, ze
                  ktos komus ustapi.

                  Wiem jedno, gdyby mi z moim facetem nie wyszlo i nie ozenil sie _ NIGDY bym juz
                  nie probowala mieszkac z nikim przed slubem. Jesli sie z moim mezem rozwiode
                  tez juz nigdy nie zamieszkam z nikim bez slubu.

                  Szanuje wybor par kohabutujacych, niezaleznie od tego czy chca sie potem zenic
                  czy nie, ale juz bym nie chciala tego powtarzac.

                  Ja tez musze sie przyznac, ze po slubie mialam drobny kryzys typu: "czy ja
                  dobrze zrobilam". Moj maz natomiast takich pytan nie mial, bo odczul ulge, ze
                  wszystko bylo prawie tak samo jak przed slubem. Teraz mowi, ze gdy bedzie mial
                  syna, to mu bedzie odrwadzam mieszkanie z dziewczyna nauczony zyciem, ze
                  kampania malzenska kochanej kobiety moze byc bardziej strsuejaca niz sam slub i
                  to co po nim.
                  • agniecha_72 Re: Ps. :-) Do A27 01.04.02, 01:25
                    Zgadzam sie calkowicie.
                    Pozdrawiam :))
                  • Gość: Nell Re: Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, A27 IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 01.04.02, 10:54
                    Gość portalu: A27 napisał(a):

                    Czytajac twoje poprzednie posty, w tym i innych watkach, dozszlam do wniosku, ze twoje negatywne
                    ustosunkowanie do mieszkania przed slubem i konkubinatu wynika z twoich negatywnych doswiadczen
                    w tym wzgledzie...(zreszta sama to zauwazylas). Ja w przeciwienstwie do ciebie, po 2letnim
                    konkubinacie, nie musialam nikogo naciskac , by sie ze mna ozenil...Poprostu slub stal sie nastepnym
                    krokiem w ewolucji naszego zwiazku, i wspolna decyzja, nikt nikogo nie zmuszal...Uwazamy, ze
                    mieszkanie przed slubem bylo jedna z najleszych decyzji w naszym zyciu. Chcielibysmy tez, by nasz syn
                    tak zrobil., gdy bedzie chcial sie zenic..To zwiekszy szanse na jego szczescie w malzenstwie..Bo nie ma
                    nic straszniejszego dla trwalosci malzenstwa i jego szczescia niz dwoje nie pasujacych doe siebie
                    ludzi...(moi rodzice)


                    Aha jeszzce jedno, dopasowanie nie jest "ze ktos komus ustapi", ale oznacza, ze charaktery sa na tyle
                    dopasowane, ze nie trzeba ustepowac, by sie zgodzic..Osoby dopasowne mysla podobnymi
                    kategoriami...i nie sa zmuszone isc na kompromis, ustepowac , bo maja wspolne cele..
                    • Gość: A27 Re: Punkt widzenia - do Nell IP: *.proxy.aol.com 02.04.02, 01:07
                      Ciesze sie, ze w Twoim wypadku decyzja o konkubinacie (nie trawie tej nazwy)
                      byla trafna. Ale wsrod osob kohabitaujacych sa i beda takie, dla ktorych
                      mieszkanie razem przed slubem nie bedzie samym miodem. Nigdy nie ZNIECHECAM
                      nikogo do mieszkania razem (poza wlasna corka, ktorej nie mam) - ale nie
                      uwazam, ze jest to JEDYNA i SLUSZNA droga i jedyny dobry sposob na
                      dopasowanie. Uwazam, ze propagowanie mieszkanie przed slubem jako WARUNKU do
                      dobrego zwiazku jest taka sama przesada jak fanatyzm drugiej strony czyli
                      DZIEWICTWO do slubu. Mysle, ze pary zamieszkujace razem przed slubem musza
                      sobie zdawac sprawe, ze te decyzja to nie jest takie hop siup
                      Konkubinat nie jest li tylko zjawiskiem spolecznym pelnym uroku i samych plusow
                      jak nam to przedstawia Cosmopolitan. Jest to skomplikowana rzecz i dla Polski
                      fenomen raczej nowy i dotyczacy przede wszystkim duzych miast. Dla wielu osob
                      z malych miast jest nie do pomyslenia za wzgledu na spoleczna stygme i dlatego
                      nie zachecalbym jakiejs Marysi z Koziej Wolki do konkubinatu, a jedynie do
                      bardzo WNIKLIWEGO narzeczenstwa. Bo w imie czego ta Marsia ma byc na ludzkich
                      jezykach.

                      Wreszcie, nikt sie tutaj nie wypowiada czy po pierwszym nieudanym konkubinacie
                      byliby gotowi na drugi.
                  • veronique11 Re: Ps. :-)agniecha72 09.04.02, 09:49
                    Jestem za wspólnym mieszkaniem !!!
                    Gdyby było to możliwe wcześniej , nie popełniłabym takiego błędu jak wyjście za
                    mąż za człowieka , który na codzień okazał się mi poprostu obcy.
                    A spotykaliśmy się 2 lata ..ale niestety rzadko ( żadnych wspolnych wyjazdów
                    bo " jego praca" itd.)
                    A tu nagle zimny prysznic...brr
                    Było , minęło ...gdybym mogła z nim pomieszkać przed ślubem..uciekałabym z
                    przed ołtarza czym prędzej..:))
                • Gość: POrzadny Re: Ps. :-) IP: 80.48.249.* 09.04.02, 14:01
                  Nareszcie napsal ktos porzadny. Gratuluje. Jestem tego samego zdania. Zeby sie
                  poznac niekoniecznie trzeba byc 24 h na dobe , chyba ze chce sie tylko
                  wypieprzyc dana osobe na maksa . I ci ludzie takie maja podejscie chodzi im
                  tylko o to . Takie czasy. A kto mowi o poznawaniu drugej osoby w kinie ,
                  kawiarni, a do cholery co to za brednie? A od czego sa rozmowy, wzajemne
                  przebywanie w domu u jednej czy drugiej strony , co wy ludzieslepi jestescie ze
                  nie znacie sie na ludizach ? Poieram ten glos w 100%.
            • Gość: h Re: Ps. :-) IP: 80.48.249.* 09.04.02, 13:40
              ostatnie zdanie ---głupie
          • Gość: R Re: Ps. :-) IP: 80.48.249.* 09.04.02, 11:26
            Idz lepiej do spowiedzi grzesznico, niemoralana.
      • agniecha3 Re: Lecz czy na pewno przed ŚLUBEM? 03.04.02, 15:09
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > Jestem zagorzałą zwolenniczką mieszkania ze sobą przed ślubem, przetestowania
        > się w codziennych szarych sprawach. Ale bardzo trzeba się zastanowić, czy na
        > pewno jest to dla obojga zmierzanie w tym samym kierunku.Niestety, często
        > dzieje się tak, że jedno uważa samo mieszkanie razem za "pełen" związek,
        > natomiast druga osoba niecierpliwie wypatruje zaręczyn i nie bardzo wie, co się
        > dzieje, przecież mieszkamy razem, teraz powinny być zaręczyny,
        > weselicho...naturalna kolej rzeczy, prawda? I zaczynają się problemy...
        > Tak więc:przed ślubem razem, ale koniecznei ustalając, czy ten ślub oboje ammy
        > w planach!

        Melbo, podpisuje sie pod Twoim postem obiema rekami

        Jestem dobrym przykladem zlego przykladu, czyli jak to jest, jak sie zamieszkalo
        razem... no wlasnie, ja myslalam, ze przed slubem, moja druga polowa, ze bez
        slubu. Roznica subtelna, ale BARDZO uciazliwa. Jeszcze nie udalo nam sie dojsc do
        porozumienia, choc to wspolne mieszkanie trwa blisko 2 lata (wczesniej 5
        lat 'randkowania'). Jak sie to rozwiaze, jeszcze nie wiem (gdybym potrafila tak
        jak A27...). Ale jestem pewna, ze konkubinat jako forma zwiazku mi nie odpowiada.
        I nie zamieszkalabym wspolnie, gdybym wiedziala, ze to ma byc BEZ slubu, a nie
        PRZED slubem.
        • veronique11 Re: Lecz czy na pewno przed ŚLUBEM? 09.04.02, 10:01
          Też racja, ale pomyśl, że można gorzej..
          Bo przed ślubem masz nieskomplikowaną drogę odwrotu, pakujesz walizki i
          wychodzisz. Po ślubie ...biegasz po sądach i słuchasz głupot na swój temat..

      • Gość: asia 44 Re: POŚLUBIE I TAK BĘDZIE INACZEJ ! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.04.02, 13:50
        PO ŚLUBIE I TAK BĘDZIE INACZEJ!
        PRZED ŚLUBEM TRZEBA MIESZKAC RAZEM !!!, SPRAWDZAĆ SIĘ W EKSTREMALNYCH SYTUACJACH
        ( NP. MIESZKANIE PRZEZ TRZY MIESIĘCE U PRZYSZŁEJ TEŚCIOWEJ !!!)
        A PO ŚLUBIE - OKAZUJE SIĘ , ŻE NAJWAŻNIEJSZA W ZWIĄZKU JEST SZTUKA OSIĄGANIA
        KOMPROMISÓW !!!! ŻYCZĘ POWODZENIA PRZED ŚLUBEM I POŚLUBIE .
      • Gość: RX Re: Lecz czy na pewno przed ŚLUBEM? IP: 80.48.249.* 09.04.02, 11:25
        Konkubinactwo i dziwkarstwo ot komentarz. Spojrz prawdzie w oczy .
    • anntad Re: Przed ślubem razem czy osobno? 31.03.02, 13:52
      W szkole średniej miałam chlopaka którego bardzo kochałam, nie mówilismy o
      seksie. To byłam moja pierwsza i największa miłość. Rozstaliśmy się póżniej,
      ale wtedy kochaliśmy się tylko platonicznie, było to wielkie uczucie, na tyle
      silne, że platnonicznie trwa do dzisiaj. Każde z nas miało swoje rodziny, inne
      związki s[potkalismy się po wielu latch przezyliśmy burzliwy romans , ale nie
      chcieliśmy burzyć spokoju naszych rodzin. Rozstalismy się po raz drugi. Wiem
      jednak że w moim sercu jest tylko on i wiem że ja w jego sercu. Pisałam kiedyś
      szerzej o tym na forum HP i odpowiadali mi młodzi ludzie , że mi tego
      zazdroszczą bo oni już są po przejściach ale takich "pustych", że nie przeżyli
      nigdy miłości platonicznej, że stracili coś pięknego.
      • Gość: Rydzyk Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.04.02, 03:53
        anntad napisał(a):

        > W szkole średniej miałam chlopaka którego bardzo kochałam, nie mówilismy o
        > seksie. To byłam moja pierwsza i największa miłość. Rozstaliśmy się póżniej,
        > ale wtedy kochaliśmy się tylko platonicznie, było to wielkie uczucie, na tyle
        > silne, że platnonicznie trwa do dzisiaj. Każde z nas miało swoje rodziny, inne
        > związki s[potkalismy się po wielu latch przezyliśmy burzliwy romans , ale nie
        > chcieliśmy burzyć spokoju naszych rodzin. Rozstalismy się po raz drugi. Wiem
        > jednak że w moim sercu jest tylko on i wiem że ja w jego sercu. Pisałam kiedyś
        >
        > szerzej o tym na forum HP i odpowiadali mi młodzi ludzie , że mi tego
        > zazdroszczą bo oni już są po przejściach ale takich "pustych", że nie przeżyli
        > nigdy miłości platonicznej, że stracili coś pięknego.

        Do Anntad:
        Co wspolnego ma puszczanie sie z zamieszkiwaniem razem przed slubem? Poszukaj
        sobie innego miejsca na swoje wyznania.

        Do reszty postow:
        I to ma byc katolicki narod?
        A tak powaznie, to wam powiem, ze tylko tak trzeba.
        • gosia-s Re: Przed ślubem razem czy osobno? 01.04.02, 19:12
          Gość portalu: Rydzyk napisał(a):

          >>
          > Do reszty postow:

          czyli też do mnie...

          > I to ma byc katolicki narod?

          czy mam rozumieć, że jesteś przeciw?
    • Gość: Marek M. Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.02, 20:52
      A ja jestem innego zdania.
      Na wstępie wyjaśniam od razu, że nie jestem przeciwnikiem takiego życia, ale po
      prostu uważam, że lepiej jest nie mieszkać.

      Takie gadanie, że po ślubie będzie lepiej, jeżeli wcześniej też mieszkało się
      razem jest owszem logiczne, ale tylko trochę. Dlaczego tak sądzę? Już wyjaśniam.

      Zauważcie, że mówicie o sprawach w gruncie rzeczy trywialnych - zostawianie
      tubki pasty na pralce, niezmywanie po sobie naczyń, itd. Owszem takie sprawy są
      denerwujące, ale jeżeli tylko z takiego powodu miałoby się wziąć rozwód tuż po
      ślubie - bo wcześniej się nie "spróbowało" wspólnego mieszkania, to za
      przeproszeniem jest to zwykłe pieprzenie.
      Nie wiem czym jest ślub dla was, ale wiem czym będzie dla mnie. Będzie - w
      sierpniu br. Z moją narzeczoną znamy się 3,5 roku, od ponad pół roku
      jesteśmy "oficjalnie" zaręczeni i nie mieszkamy ze sobą. Zamieszkamy dopiero po
      ślubie i jestem przekonany, że będziemy się dobrze dogadywać, ponieważ się
      KOCHAMY. Chcemy być razem na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie.
      Jeżeli będziecie brać ślub kościelny lub już jesteście po to (chodzi mi o
      sakrament a nie ceremonię) to przeczytajcie sobie na głos słowa przysięgi
      małżeńskiej.
      Bycie ze sobą razem jest trudne, bo przez 24 godziny na dobę i 365 dni w roku
      przez kilkadziesiąt lat te same osoby przebywają stale ze sobą. Robią wszystko
      razem, a nawet jeżdzą razem na wakacje. I to jest trudne. Zdaję sobie sprawę,
      że po ślubie zdarzy się w naszym życiu wiele sytuacji, których
      nie "przetrenowaliśmy" - ale w drodze kompromisu i rozmowy ustalimy najlepsze
      rozwiązanie dla nas obojga. A dojdziemy do porozumienia dlatego, że łączy nas
      MIŁOŚĆ. Podkreślam, że wiem co mówię.
      Jeżeli ktoś mówi, że kocha, ale w trakcie wspólnego mieszkania przed ślubem
      dochodzi do wniosku, że z powodu stale nie odkładanej na miejsce szczoteczki do
      zębów chce się rozstać to znaczy, że przez cały czas oszukuje tą drugą osobę (i
      samego siebie zresztą też).
      Bardzo wielu moich znajomych nie mieszkało przed ślubem ani ze sobą, ani z
      nikim innym (nie mówię o sytuaciach akademikowych tylko o byciu ze sobą na
      poważnie) i są teraz kochającymi się małżeństwami, dla których o wiele bardziej
      poważne sytuacje np. ciężka choroba tej drugiej osoby nie jest problemem.
      Możecie mi wierzyć bądź nie - bo ja w to wierzę, że nigdy nie osiągneliby tego
      stopnia miłości między kobietą i mężczyzną, gdyby wcześniej mieszkali ze sobą.
      Bardzo często owo mieszkanie ze sobą jest tylko sposobem na "regularny" seks a
      nie na bycie razem. Polecam zebyście zastanowili się co tak naprawdę jest
      powodem chęci wspólnego mieszkania.

      Ktoś z was napisał, że po jakiś czasie wspólnego mieszkania razem ślub już jest
      konsekwencją. Jaka jest więc z tego wydarzenia radość, bo niewątpliwie
      ślubowanie sobie jest radosną chwilą.

      Pierzaczek@poczta.gazeta.pl napisał: "Zdecydowanie tak. Mówię to jako
      praktyk. Wystarczy przytoczyć jeden argument: łatwo jest udawać kogoś innego
      przez kilka godzin randki. To jest najlepszy sposób na poznanie drugiej osoby.
      Po ślubie jest już zapóźno na weryfikację oczekiwań i nadziei"

      Bezczelnie wtrącę kilka groszy: jeżeli ktoś bierze ślub tylko po kilku
      godzinach randek to jest idiotą (lub idiotką).
      Przebywanie ze sobą maksymalnie dużo czasu przez np: trzy lata (tyle ile ja z
      moją narzeczoną) przed podjęciem tak poważnej decyzji (jaką niewątpliwie jest
      ślub) zapobiega rozczarowaniom, a już na pewno w tym czasie łatwiej jest się
      rozstać - ponieważ nie było poważnych zobowiązań. A w trakcie wspólnego
      mieszkania razem powstaje wiele zobowiązań (chociażby wspólne zakupy - bo
      inaczej sobie tego nie wyobrażam) i wówczas rozstanie się jest prawie tak samo
      przykre jak rozwód.

      A jeżeli chodzi o statystyki to na jakiej podstawie można mówić, że pary, które
      zyły ze sobą przd slubem rzadzie się rozwodzą. Zanim takie pary się pobiorą
      mogły wcześniej już żyć w kilku związkach. Rozstawali się i ponownie zaczynali
      być razem. A czyż rozwód też nie jest zwykłym rozstaniem - trochę bardziej
      skomplikowanym, bo trzeba iść do sądu, ale jednak rostaniem. Wydaje mi się, że
      mówienie o częstszych rozwodach par, które nie mieszkały ze sobą jest lekko
      przesadzone. Nikt chyba bowiem nie zrobił jeszcze poważnych badań na ten temat.
      A jeżeli zrobił to proszę o żródło.

      A tak w ogóle pozdrawiam wszystkich serdecznie i tych nie mieszkających, i tych
      mieszkających razem) i namawiam do ślubu, po którym mieszkanie razem będzie o
      wiele bardziej ekscytujące.

      Marek M.

      P.S. Trochę wyszło chaotycznie, bo łatwiej jest na takie tematy rozmawiać niż
      pisać.
      • mel1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 01.04.02, 22:25
        Marku życzę Ci dużo szczęścia w małżeństwie. Dla mnie postępujecie bardzo
        odważnie. Sama bym się nigdy nie zdecydowała na ślub po 3,5 roku chodzenia.
        Ja w zasadzie prawie od samego początku mieszkam z moim chlopakiem. Najpierw
        jego zostawanie na noc wychodzilo z braku czasu. Wynajmowalam mieszkanie
        niedaleko uczelni na której studiowaliśmy.Jeśli przyjechał do mnie wieczorem,
        to mu się nie oplacało jechać do rodziców by tam spać i rano znów wracać. Potem
        mieliśmy poza szkołą masę zajęć i tak naprawdę pobyć ze sobą mogliśmy po 20-21.
        Łatwiej bylo znaleść czas na rozmowę podczas prania, sprzątania czy przy
        kolacji. Myślę że gdyby przyjeżdżał do mnie tylko na godzinkę ,dwie to
        wiedzialabym o nim tylko tyle jaki jest w łóżku. Bo gdyby czasu dla nas bylo
        tak mało to byśmy wykorzystali go tylko na bliskość. A tak razem zajmowaliśmy
        się domem, razem podejmowaliśmy decyzje, razem się uczyliśmy itp. Po 3 latach
        kupiliśmy wspólne mieszkanie, gdzie już tak bardzo oficjalnie zamieszkaliśmy
        razem. Trwa to już 3 lata i wraz z upływem czasu przyzwyczajamy się do siebie.
        Wiemy jacy jesteśmy gdy coś nas boli, czy gdy jesteśmy chorzy. Nauczyliśmy się
        postępować ze sobą gdy druga strona jest wściekła i gdy ma poważne problemy.
        Jesteśmy sobie w stanie dopiero teraz przysiądz milość przed Bogiem.
        A gdybyśmy nie mieszkali ze sobą? Skąd bym mogła wiedieć co jest dla niego
        najważniejsze? Skąd bym znała własne reakcje, gdy on mi zrobi przykrość? Czy
        mialabym odwagę wypowiedzieć słowa przysiegi: "będę z Tobą w zdrowiu i w
        chorobie i nie opuszczę Cię aż do śmierci"? Napewno nie!
        Mieszkanie przed ślubem, to takie malżeństwo na próbę. By przed podjęciem
        zobowiązań sprawdzić czy się jest w stanie im sprostać. By zanim się powie TAK
        móc poznać tą drugą stronę medalu. Małżeństwo nie jest usłane różami. Po co się
        później rozwodzić, jeśli można wcześniej to sprawdzić?
        Po prawie 7 latach nadal się mocno kochamy, każdy dzień rozłąki jest dla nas
        przykrością. Tylko że już nie mamy tych klapek na oczach, nie patrzymy przez
        różowe okulary. I nadal chcemy być razem!
        • malini Boicie się? ;) 02.04.02, 09:55
          Chęć mieszkania razem przed ślubem to objaw lęku przed...no właśnie...czym? Czy
          jest zasadnicza różnica w zawiedzeniu się na kochanej osobie z którą ma się
          ten "papier" od zawiedzenia się na tej, którą się kocha bez formalnego
          potwierdzenia?? Czy ból i rozgoryczenie mają być mniejsze, bo się z tym kimś
          tylko mieszkało? Czy ten ktoś, z kim się mieszka jest zatem "obywatelem gorszej
          kategorii"? Lub odwrotnie - czy np. "konkubent" nie może wrócić sfrustrowany z
          roboty i pobić do nieprzytomności? Moim zdaniem mieszkanie przed ślubem nie
          daje recepty na szczęście. Powiedzmy więc sobie - robicie to tylko po to, by
          łatwiej było się pozbyć delikwenta/delikwentki w razie kłopotów (i rzecz jasna
          bez przykrego słowa "rozwód" przy rodzinnym obiedzie! Co za obłuda! Po kilku
          próbach, kiedy wreszcie znajdzie się ktoś, kto zbiera po sobie brudne skarpetki
          i nie zostawia nieumytych naczyń w zlewie, będzie można wreszcie zawrzeć
          upragniony związek małżeński i pogalopować w ...białej (heheeh) sukni do
          kościoła, by z czystym sumieniem (?) wyrecytować tekst przysięgi małżeńskiej.
          Ciotki, wujowie i koleżanki będą zachwyceni!
          • Gość: k Re: Boicie się? ;) IP: *.otosf.com.pl 02.04.02, 10:16
            A co z miłością? Jeżeli ludzie się kochają, biorą ślub ze świadomością,że nie
            będzie łatwo bo nigdy nie jest łatwo z drugą zupełnie inną osobą żyć
            wspólnie,ale małżeństwo jest po to aby się siebie uczyć i akceptować bo się
            kochamy a nie sprawdzamy. Nawet najfajniejsze mieszkanie ze sobą przed ślubem
            nie ma sensu gdy ludzie się nie kochają, a to chyba nie jest miłość gdy nie
            mogę się zdecydować na małżeństwo i wciąż sprawdzam drugą osobę. Po co ? Po to
            by się upewnić,że to nie to? Przecież życie to mnóstwo przeciwności i przed
            ślubem i po.Osoby,które muszą się wiecznie sprawdzać nawzajem nie powinny się
            żenić bo według nich ślub jest możliwy tylko wtedy gdy spotka się kogoś
            odealnego a to jest po prostu nie możliwe.Podstawowy błąd ich postępowania tkwi
            w tym,że nie rozumieją na czym polega bycie ze sobą i nie potrafią walczyć o
            szczęscie.
            • catalina1 Re: Boicie się? ;) 02.04.02, 15:33
              Ja się nie boję - i mieszkam z Nim nie dlatego, że nie jestem Go pewna, czy też chcę Go sprawdzać w
              życiu codziennym a dlatego, że chcemy być ze sobą jak najbliżej i jak najdłużej.
          • mel1 Re: Boicie się? ;) 02.04.02, 15:56
            malini napisał(a):

            > Chęć mieszkania razem przed ślubem to objaw lęku przed...no właśnie...czym? Czy
            >
            > jest zasadnicza różnica w zawiedzeniu się na kochanej osobie z którą ma się
            > ten "papier" od zawiedzenia się na tej, którą się kocha bez formalnego
            > potwierdzenia??
            Jest zasadnicza różnica. W takim związku cierpi tylko zawiedziona osoba,
            natomiast nie cierpią dzieci. Jeśli bym zdecydowała się na ślub po roku dwóch
            spotykania na godzinkę z narzeczonym, to poznalabym go tak naprawdę dopiero po
            ślubie. Wtedy mogloby się okazać że jesteśmy w stanie przebywać ze sobą tylko
            przez godzine dziennie, bo dłużej się męczymy nawzajem. Do takiego wniosku byśmy
            doszli pewnie po roku, a wtedy możliwe że pojawiloby się na świecie już dziecko.
            I zostałoby ukarane za to że rodzice byli na tyle głupi i nieodpowiedzialni by
            się związać ze sobą zanim się naprawdę poznali. Ja nie wyobrażam sobie takiego
            scenariusza. Po to mam rozum, by wcześniej zanim powiem TAK zastanowić się nad
            przyszlością.

            >Moim zdaniem mieszkanie przed ślubem nie
            > daje recepty na szczęście. Powiedzmy więc sobie - robicie to tylko po to, by
            > łatwiej było się pozbyć delikwenta/delikwentki w razie kłopotów (i rzecz jasna
            > bez przykrego słowa "rozwód" przy rodzinnym obiedzie!

            Decydując się na zamieszkanie razem nie myśli się o rozstaniu. Może Ty zakladasz
            taki scenariusz wchodząc w malżeństwo, ja natomiast traktuję mojego partnera z
            szacunkiem. Nie mamy zamiaru się pozbywać w razie klopotów, tylko by nauczyć się
            razem żyć rozwiązując wspólnie te kłopoty. Jeśli dla Ciebie Rozwód to tylko
            przykre słowo ,to jaki cel ma Twoje małżeństwo?

            >Co za obłuda! Po kilku
            > próbach, kiedy wreszcie znajdzie się ktoś, kto zbiera po sobie brudne skarpetki
            >
            > i nie zostawia nieumytych naczyń w zlewie, będzie można wreszcie zawrzeć
            > upragniony związek małżeński i pogalopować w ...białej (heheeh) sukni do
            > kościoła, by z czystym sumieniem (?) wyrecytować tekst przysięgi małżeńskiej.
            > Ciotki, wujowie i koleżanki będą zachwyceni!

            Zachwyceni mamy być przede wszystkim MY. Jeśli dla Ciebie przysięga małżeńska
            jest tylko popisem przed rodziną i znajomymi, to jaki jest jej głębszy cel?
            Przecież za miesiąc oni już nie będą pamiętali!!!
            Pozwolisz że Cię zacytuję: "Co za obłuda! "
            No właśnie jak można być tak obłudnym???
            • malini Re: Boicie się? ;) 08.04.02, 12:21
              mel1 napisał(a):

              W takim związku cierpi tylko zawiedziona osoba, > natomiast nie cierpią dzieci.

              To co - przed ślubem nie ma mowy o dzieciach? I dalej pytam - jaka jest dla
              ciebie różnica między cierpieniem przed i po (dla ciebie tylko)?

              Jeśli bym zdecydowała się na ślub po roku dwóch
              > spotykania na godzinkę z narzeczonym, to poznalabym go tak naprawdę dopiero po
              > ślubie.
              Czy naprawde sądzisz, że poznasz osobę poprzez mieszkanie z nią? Nie znasz innego
              sposobu?


              > Decydując się na zamieszkanie razem nie myśli się o rozstaniu.

              To po co "próbujesz" partnera przed ślubem mieszkając z nim? Jak tak nie myślisz
              o rozstaniu, to konsekwentnie i uczciwie byłoby pobrać się!

              Może Ty zakladasz taki scenariusz wchodząc w malżeństwo, ja natomiast traktuję
              mojego partnera z szacunkiem.
              I gratuluję, choć wypowiedż świadczy o niezrozumieniu intencji.


              > Zachwyceni mamy być przede wszystkim MY. Jeśli dla Ciebie przysięga małżeńska
              > jest tylko popisem przed rodziną i znajomymi, to jaki jest jej głębszy cel?
              > Przecież za miesiąc oni już nie będą pamiętali!!!
              Ponownie - czy ty rozumiesz wogóle to, co komentujesz?!! Wyśmiewam przecież taki
              sposób zachowania! Dlaczego? Mieszkasz z kimś kilka lat i nagle chcesz mieć ślub
              (i zapewne wszystko co się z tą uroczystością wiąże)Pytam więc PO CO? Masz za
              dużo pieniędzy? Nagle coś się zmieniło w związku? Jakieś nauki kościelne nagle
              dotarły? To popisówa dla rodziny (jak znam życie naciskającej na usankcjonowanie
              związku) i znajomych
              > Pozwolisz że Cię zacytuję: "Co za obłuda! "
              > No właśnie jak można być tak obłudnym???

              nic dodać nic ująć
              • mel1 Re: Boicie się? ;) 09.04.02, 20:51
                malini napisał(a):


                > To co - przed ślubem nie ma mowy o dzieciach? I dalej pytam - jaka jest dla
                > ciebie różnica między cierpieniem przed i po (dla ciebie tylko)?

                Wydaje mi się że mieszasz dwie różne sprawy: konkubinat i mieszkanie razem przed
                ślubem. Mieszkając razem przed ślubem zakłada się że w przyszłości ślub się
                odbędzie. A także się zaklada że dzieci pojawią się w związku po ślubie. W
                konkubinacie nie myślisz o ślubie, a na dzieci decydujesz się kiedy chcesz.
                Opinia ta jest moja i wielu moich znajomych, ale oczywiście nie wszyscy muszą się
                z nią zgadzać.
                Co do cierpienia, to chyba inaczej się odczuwa gdy porzuci mąż, a inaczej gdy
                porzuci chłopak.(Stwierdzam to z doświadczeń innych, nie wlasnych ,więc mogę się
                mylić) W końcu chlopaków można mieć wielu natomiast wiele osób (w tym ja) wierzy
                że mąż jest na cale życie. Zresztą chlopak nie przysięga milości aż po grób.

                > Czy naprawde sądzisz, że poznasz osobę poprzez mieszkanie z nią? Nie znasz inne
                > go sposobu?

                Przepraszam że pytaniem na pytanie: Czy naprawdę myślisz że jesteś w stanie
                poznać drugą osobę tylko spotykając się z nią okazyjnie? Ja sądzę że poznajemy
                się z moim lubym caly czas. Jednak w zdecydowanej większości przypadków nie
                musimy się pytać drugiej strony, bo wiemy co na pewne tematy
                sądzi. "Testowaliśmy" się w wielu przypadkach: w szczęśiu, chorobie ,tragedi,
                Obserwując codzienne reakcje i zachowania jesteśmy w stanie wysnuć sensowne
                wnioski.

                >
                > To po co "próbujesz" partnera przed ślubem mieszkając z nim? Jak tak nie myślis
                > z
                > o rozstaniu, to konsekwentnie i uczciwie byłoby pobrać się!

                Zgadzam się że lepiej się pobrać, tylko wszystko w swoim czasie! Najpierw trzeba
                się upewnić że to wlaśnie ten jedyny. A co do rozstań, to nie jestem pesymistą by
                zakładać najpierw najgorszy scenariusz- rozstanie. Zakladam pozytywny scenariusz-
                czyli że nam się uda. Będę szczęśliwa jeśli się powiedzie. Jednak nie wierzę w to
                ślepo, nie myślę ze po pół roku znajomości znam faceta tak dobrze, by wyjść za
                niego. Ja po prostu jestem realistką!



                > Wyśmiewam przecież taki
                > sposób zachowania! Dlaczego? Mieszkasz z kimś kilka lat i nagle chcesz mieć ślu
                > b
                > (i zapewne wszystko co się z tą uroczystością wiąże)Pytam więc PO CO? Masz za
                > dużo pieniędzy? Nagle coś się zmieniło w związku? Jakieś nauki kościelne nagle
                > dotarły? To popisówa dla rodziny (jak znam życie naciskającej na usankcjonowan
                > ie
                > związku) i znajomych

                Tutaj ponownie nie rozgraniczasz konkubinatu i mieszkania przed ślubem.
                Ślub chcę sama dla siebie, mojej rodzinie nie zależy czy mam, czy nie mam
                papierka. Znam różne związki, także kilka szczęśliwych konkubinatów wraz z
                dziećmi. Jednak ja wybieram ślub, bo tak mi jest łatwiej, lepiej, bezpieczniej.
                Wiem jak beznadziejne jest polskie prawo i jakie przykre konsekwencje niesie za
                sobą konkubinat. Wiele widziałam i nie chcę popełniać cudzych błędów.
                I nie chodzi tu o pieniądze, wiem że zawsze można spisać testament.
          • Gość: Anima Re: Boicie się? ;) IP: *.sap-ag.de 03.04.02, 13:54
            > Po kilku
            > próbach, kiedy wreszcie znajdzie się ktoś, kto zbiera po sobie brudne skarpetki
            >
            > i nie zostawia nieumytych naczyń w zlewie, będzie można wreszcie zawrzeć
            > upragniony związek małżeński i pogalopować w ...białej (heheeh) sukni do
            > kościoła, by z czystym sumieniem (?) wyrecytować tekst przysięgi małżeńskiej.
            > Ciotki, wujowie i koleżanki będą zachwyceni!

            Znalazłam kogoś, kto nie zawsze zbiera po sobie skarpetki, kto czasami zostawia
            brudne naczynia w zlewie, kto czasem marudzi i pozwala sobie na chwile słabości.
            No i co?? Nie szukam dalej, nie chcę, nie potrzebuję. Jestem świadoma wad jego i
            swoich. Pracujemy nad sobą, by zmienić to, co mozemy i chcemy. To, czego nie
            możemy po prostu akceptujemy.
            I pewnie w końcu kiedyś zawrzemy związek małżeński w USC, z czystym sumieniem i z
            pełną odpowiedzialnością wyrecytujemy tekst przysięgi małżeńskiej. Rodzina będzie
            zachwycona, a my szczęśliwi. Tak, jak jestesmy teraz. Po dwóch latach mieszkania
            razem...
            Mimo tych brudnych skarpetek i nieumytych naczyń...

            Otówrz trochę głowę, chłopcze...
            • malini Re: Boicie się? ;) 08.04.02, 13:07
              Gratuluję Anima.Nie wiem czemu tylko mam otwierać głowę (i nie chłopcze
              ok?).Nie szukasz dalej,no i dobra, ale są takie (tacy) co szukają.Twoje
              doświadczenia nie stanowią zaprzeczenia mojej tezy. Wypróbowałaś faceta,
              uznałaś, że się nadaje - bierzesz ślub. Jakby się okazał draniem - co byś
              zrobiła? Byłby ślub?
              Jest dobrze - nie okazał się draniem.Bierzesz ślub, z Twojej wypowiedzi bije
              pewność wyboru ugruntowana doświadczeniem.
              Nie chcę psuć Twojego nastroju, ale jaką masz gwarancję, że po ślubie, np.
              kiedy urodzisz kalekie dziecko nie zostawi cię samej sobie??Wiesz to, bo
              mieszkałaś z nim?? Podkreślam, że to tylko przykład (bo widze, ze skarpetki i
              naczynmia uznałaś za miernik przedmałżeńskiej próby, choć nie taka była moja
              intencja).Może być jeszcze wiele sutuacji (strata pracy, poznanie kogoś,
              wypadek itd.)w których być może nie miałaś okazji zobaczyć go przed
              ślubem.Wymieniam oczywiście sytuacje skrajne, ale ludzie zmieniają się
              diametrialnie i w sytuacjach pozornie zwyczajnych,których ilość jest równie
              obfita.
              Dlatego twierdzę, że mieszkanie z kimś przed ślubem nie daje gwarancji, nie
              jest receptą na szczęście, a więc - logicznie - po co mieszkać razem przed
              ślubem? I z drugiej strony - po co brać ślub, jak zamieszkasz z kimś i jest ci
              dobrze?
      • Gość: agata Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 2.4.STABLE* 05.04.02, 10:33
        Jesli tak mowisz to oznacza ze chyba nie do konca jestes szczery... rzeczy o
        ktorych mowisz ze sa trywialne, moze i takimi sa ale zauwaz ze to one bardzo
        czesto sa przyczyna niepowodzen! to nigdy nie jest jedna rzecz ktora cie
        wkurza, ale kilka, ktore dopiero jako calosc stanowia mieszanke, ktorej nie
        trawisz... Dlatego jesli dobrze kogos nie poznasz przed slubem, moze sie
        okazac, ze po slubie bedzie cie czekac niemila niespodzianka.
        Chyba, ze twoja partnerka zoastala wychowana w duchu uleglosci mezczyznie,
        bardzo charakterystycznym dla wychowywania dziewczynek jeszcze kilka lat temu.
        Zapytajcie swoje babcie jak to bylo w ich malzenstwach, teraz maja 60-te
        rocznice slubu i wszyscy mowia ze to takie piekne... ale warto czasem zapytac
        jak to bylo po drodze. Ja to zrobilam i efekt byl piorunujacy...
      • Gość: marta Re: Brawo Marek! IP: 212.244.77.* 08.04.02, 14:48
        Zgadzam się w 100%.Pozdrawiam.
      • veronique11 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 09.04.02, 10:24
        Muszę Ci powiedzieć Marku, że proza życia potrafi wiele zmienić.
        Czasami ( wiem że to skrajne przypadki ..ale mnie akurat się trafił), okazuje
        się że nasze wyobrażenie ukochanej osoby zupełnie nie przystaje do
        rzeczywistości. Bo widując się kilka razy w tygodniu, traktujemy to bardziej
        odświętnie, stwarzamy pozory , łatwiej nam zaakceptować różne sytuacje , bo
        trwają chwilę...
        A potem , po ślubie..godzina prawdy.....
    • Gość: Tek osobno IP: *.clinternal / 10.2.5.* 02.04.02, 10:35
      jezeli malzenstwo ma być wyrazem milosci
      to polecam osobno !
      dzieki temu malzenstwo jest czyms zupelnie nowym, daje sie odczuc zmiane stanu,
      i mozna rozpoczac pelne poznanie sie
      dzieki temu malzenstwo jest nowoscia
      a nie kontynuacja tego co bylo

      jezeli ma to byc kontrakt - jak nam ze soba dobrze to badzmy razem
      to robta se co chcecie

      Tek.

      P.S. to sa moje wrazenia z autopsji :))
      • Gość: tiresias Re: osobno IP: *.sowa.com.pl 02.04.02, 12:46
        1. Małżeństwo nie jest 'następnym' etapem bycia razem.
        2. małżeństwo jest instytucją i nie ma nic wspólnego z miłością
        3. dla katolików nie powinno być tu żadnych dylematów. kropka
        4. fakt zawarcia ślubu nie sprawi, że związek będzie trwalszy

        Moje doświadczenia:
        3 lata małżeństwa - rozwód
        10 lat konkubinatu - zgoda i miłość
        Ale powyższe nie wynika z osobistych doznań a z obserwacji świata.
    • Gość: moona Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 195.117.174.* 02.04.02, 13:42
      A dla mnie małżeństwo jest nową jakością, dlatego nie chciałabym go poprzedzać
      wspólnym mieszkaniem.Poza tym uważam, że przecenia sie rolę wspólnego
      mieszkania jako obszaru wwzajemnego poznawania się. Przecież poznajemy się w
      różnych sytuacjach. Wspólne mieszkanie jest dla mnie wyrazem ograniczonego
      zaufania(ograniczonej miłośći?)
    • Gość: Yta Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.02, 14:44
      Razem.
      • Gość: dorota Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 02.04.02, 14:52
        W niektórych postach pojawiły się opinie, ze skoro sie mieszka razem przed
        slubem to po zawarciu związku nic sie nie zmieni. Moim zdaniem zmieni sie
        poniewaz przed slubem seks jest grzechem, a po slubie nie, tak wiec po slubie
        mozna oddawac sie milosnym igraszkom ze swiadomosciom, ze nie popelnia sie
        grzechu. I na tym wlasnie polega nowosc w mieszkaniu razem po slubie.
        • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 02.04.02, 15:29
          Pod warunkiem, że przywiązuje się do tego wagę. Seks jest piękny moim zdaniem zawsze byleby z
          kochana osobą, a to czy przed śłubem czy po to dla mnie nie ma znaczenia.
        • Gość: Raoul Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 194.23.88.* 02.04.02, 16:34
          Gość portalu: dorota napisał(a):

          > W niektórych postach pojawiły się opinie, ze skoro sie mieszka razem przed
          > slubem to po zawarciu związku nic sie nie zmieni. Moim zdaniem zmieni sie
          > poniewaz przed slubem seks jest grzechem, a po slubie nie, tak wiec po slubie
          > mozna oddawac sie milosnym igraszkom ze swiadomosciom, ze nie popelnia sie
          > grzechu. I na tym wlasnie polega nowosc w mieszkaniu razem po slubie.

          Hmm...nie rozumiem na czym roznica w tej swiadomosci ma polegac...czy tu chodzi o
          fetyszyzm ??

          • Gość: daggy Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 192.168.0.* 02.04.02, 17:23
            Mieszkanie razem jest często jedynym wyjściem, żeby się poznać. Kiedy mam latać
            na te randki? W środku nocy? Codziennie? Nie ma mowy po całym dniu pracy (12
            godzin z dojazdami). Raz w tygodniu? To sto lat możemy się tak poznawać. Nie
            mam czasu ani ochoty na wieloletnie pomyłki. I nie sądzę, żeby wspólne
            mieszkanie opóźniało decyzję o ślubie. Wątpię, czy byśmy podjęli taką decyzję
            po 10 miesiącach randek, a podjeliśmy ją po 10 miesiącach wspólnego mieszkania.
            Pozdrawiam - daggy (w trakcie przekształcania konkubinatu w małżeństwo).
    • Gość: Joshua Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 217.98.232.* 03.04.02, 08:13
      Mieszkanie przed ślubem super pomysł... u mnie przez 1 rok było extra... 2 rok
      troche mniej extra... po 3 roku ona stwierdziła że ją ograniczam i nie pozwalam
      wyszaleć (hehehe) na drugi dzień już razem nie mieszkaliśmy... dziekuje
      opatrzności że najpierw zamieszkaliśmy a nie zaczeliśmy zabawe od ślubu... ile
      by teraz było kłopotów...
      • Gość: onnanohi Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 213.17.193.* 03.04.02, 09:48
        Kochani.
        Znałam mojego obecnego męża rok przed ślubem (dokładnie w rocznicę wzięliśmy
        ślub).
        Spotykaliśmy się raz, dwa razy w tygodniu, potem zaczęliśmy spędzać ze sobą
        całe weekendy. Razem czy osobno? Oczywiście, że osobno. Niedługo pierwsza
        rocznica ślubu. Jest świetnie, dogadujemy się we wszystkich sprawach. Co za
        bzdury o odkręconych tubkach itd.... Rzeczywiście, to powazne problemy
        małżeńskie ... Było cudownie - ślub był w piątek, On przyjechał po mnie rano
        limuzyną od swoich Rodziców, weekend szaleństwa, następny tydzień mięliśmy
        wolny. W poniedziałek zaczęła się przeprowadzka - do mnie. Było cudownie!!!
        NOWOŚĆ. Zmiana w życiu po ślubie. Tak to sobie zawsze wyobrażałam i nigdy nie
        zamieszkałabym z facetem przed ślubem. Nie chodzi o światopogląd - jestem
        niewierząca. Co to za próbowanie, testowanie - jak samochód albo jakieś inne
        urządzenie - jak się nie spodoba to można wymienić... Nie podoba mi się to. A
        jeżeli chodzi o dobre poznanie się przed ślubem - to jasne, że to konieczne. I
        poznaliśmy się. Przecież jak byłam przeziębiona to mnie odwiedzał i opatulał
        kołderką ... I wiecie co? Okres narzeczeństwa jest dla mnie najpiękniejszym
        czasem, jaki przeżyłam. Po co w te piękne chwile ładować całą beznadzieję prozy
        życia - praca, dom, pieniądze, brak pieniędzy, kłótnie z rodzicami. Niestety
        nikt na świecie nie jest w stanie uniknąć problemów i każdy dorosły człowiek
        zdaje sobie sprawę z tego, że małażeństwo to również zmierzanie się z tymi
        kłopotami i wspólne ich pokonywanie. Ale NARZECZEŃSTWO jest dla mnie takim
        właśnie czasem beztroski, kompletnego, zwariowanego szczęścia. A jak wygląda
        pójście na ślub, gdy razem się mieszka??? Wstajecie rano, wkładacie suknię /
        garniturek i do kościoła??? Buuu. Nie podoba mi się to.
        No i te problemy w zgodnym widzeniu przyszłości przez parę mieszkającą bez
        ślubu .... Moja przyjaciółka po 5 latach wspólnego mieszkania (niestety, powiem
        złośliwie, nie u NIEJ) spakowała jedną małą walizeczkę i wróciła do mamy ...
        Koszmar.
        Ach, można by o tym pisać i pisać. Nie będę miała dzieci, ale może jakieś
        siostrzenice i inne córki zaprzyjaźnionych się trafią - każdą będę starała się
        przekonać, żeby nie mieszkały z mężczyzną przed ślubem>

        Pozdrawiam wszystkich, i wszystkim życzę dużo radości ze związków.
        Onnanohito
        • wwwiedzma tak, tak i jeszcze raz tak 08.04.02, 17:09
          Nie mam co prawda doświadczenia w temacie mieszkania razem, bo z moim
          chłopakiem dopiero planujemy wspólne lokum. Różnica polega jednak na tym, że ja
          chcę się wyprowadzić od Rodziców, a chęć przebywania z Nim 24h na dobę, chociaż
          równorzędna, to jednak nie pierwszoplanowa (z czego on doskonale zdje sobie
          sprawę). I jestem pewna co do jednej kwestii - jeśli to On miałby być moim
          jedynym, to nie chcę mieszkać z Nim "na próbę", bo, jak słusznie wiele osób
          zauważyło, małżeństwo to nie fuzja między korporacjami, ale nowy etap w życiu
          dwojga najważniejszych dla siebie ludzi. Chcę powiedzieć Mojemu
          Przyszłemu "tak" i zostać przeniesiona przez próg Naczego Nowego Domu, a nie po
          prostu obudzić się pewnego dnia jak codzień z tą tylko różnicą, że będę miała
          obrączkę na palcu.

          A tak na zakończenie, to uważam, że warunek mieszkania razem przed ślubem jako
          konieczny do powodzenia w związku jest jak mówienie tej drugiej osobie: kocham
          Cię, ale jeszcze muszę to sprawdzić. i to ma być ta miłość na dobre i na złe?

          Pzdr

          Wiedźma
    • anndelumester nie wyobrażam sobie inaczej..... 03.04.02, 10:01
      Nigdy bym nie wyszła za faceta, którego znam (nawet od ho ho ) ale tylko w
      sytuacji kino-kawiarnia-spacer. Nigdy nie założyłabym rodziny z kimś kogo
      stosunek do owego rodzinnego zycia znam tylko z teorii. To, że się mieszka
      razem przed tak poważną decyzją jak założenie rodziny (a do tego przydaje się
      instytucja małżeństwa moim zdaniem i nawet najbardziej wojujący katolicy
      powinni się tu zgodzić bo chyba taka jest oficjalna wykładia - cel prokreacyjny
      etc. ;) i ponosi w pewnym sensie konsekwencje swoich decyzji ... to chyba same
      plusy. Nie ma dramatycznych rozczarowań w stylu - nie myje się przed spaniem-
      po zmyciu makijażu wygląda inaczej (wiem, że trywializuje - ale takie banały
      też się czasami przytrafiają ... )
      W moim przypadku mieszkanie razem nauczyło nas rozmawiania ze sobą o sprawach
      codziennych (niby oczywiste a okazało się żę to odkrycie stulecia :))) i
      trudnej sztuki kompromisu (oboje mamy tzw. bardzo trudne charaktery - w skrócie
      dwa bardzo uparte i zarazem elokwentne osły. Nie wyobrażam sobie że można życia
      we dwoje nauczyć - nawet na najlepszych - kursach przedmałżeńskich...praktyka
      praktyka i jeszcze raz praktyka .....
      Oczywiście rozumiem że nie każdy ma na takie coś jak mieszkanie razem ochotę,
      najczęściej decydują względy kulturowo - obyczajowe - co powiedzą
      ciocie ...sąsiedzi etc...zwłaszcza w małych miejscowościach.
      Czasami mam też wrażenie że niektórym kobietom bardziej zależy na w ogóle
      wyjściu za mąż niż na jakości związku i wtedy faktycznie nie ma nad czym
      pracować - "pan i władca" jest, papier jest, nazwisko inne jest, a że potem
      wieczne rozczarowanie ...no cóż widocznie tak musi być.
    • Gość: ann.k Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: 192.168.0.* 03.04.02, 12:21
      osobno, bo po co wydawac pieniadze na slub, skoro i tak ma sie juz wszystko to
      co bedac malzenstwem: wspolne mieszkanie, zakupy, seks we wlasnym lozku... nie
      macie tylko wspolnoty majatkowej, ale wspolczuje ludziom, dla ktorych
      malzenstwo jest tylko isntytucja ekonomiczna;
      a malzenstwo z samej swojej definicji nie jest prostym, uslanym rozami ukladem
      dwojga ludzi, w ktorym sie doskonale znamy i rozumiemy; malzenstwo jest sztuka
      kompromisu, przystosowania sie do zycia; dlaczego nie zamieszkacie od razu
      calymi rodzinami razem: przeciez rodzice tez sie musza polubic i wy z pzyszlymi
      tesciami; przeciez nie pobieracie sie z jedna osoba, ale z jej rodzina czy sie
      wam to podoba czy nie; wspolne mieszkanie to tylko przejaw nastawienia
      konsumpcyjnego; nie zazdroszcze ludziom, ktorzy chca wszystko na tacy, bez
      klopotow, bez problemow, bez zobowiazan... nudne zycie i tyle
    • Gość: mamusia Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.proxy.aol.com 03.04.02, 14:05
      moze nawet lepiej ze soba mieszkac na dlugo przed decyzja o slubie. moge tylko
      porownac siebie (1,5 roku mieszkania razem przed decyzja o slubie)do moich
      kolezanek, ktore tego nie praktykowaly. my sie prawie w ogole nie klocimy -
      moze dlatego, ze znajc sie tak dobrze pobieralismy sie bez zludzen, wiec tez
      nie ma powodu do rozczarowan.
    • unopropo Re: Przed ślubem razem czy osobno? 03.04.02, 14:27
      Z autopsji wiem że nie ma różnicy.Kiedyś myślałem, że życie wspólne przed
      ślubem jest próbą przedmałżeńską.I zamieszkaliśmy razem z eks-żoną.Oczywiście
      po ślubie skończyły się dobre czasy.I nie chodziło o to czy mogliśmy się
      zbudzić przy tej drugiej osobie po 658 raz i patrzeć na siebie. Cały na
      mozliwośc życia małżeńskiego został oblany wraz z awarciem związku małżeńskiego.
      Dopiero po latach dowiedziałem się powodów...Otóż okazao się że małżeństwo
      pozwoli jej całkowicie wydydobyć się spod kurateli rodziców...bo co prawda
      funkcjonowała jako córka ale przedwszystkim jako mężatka a więc osoba
      niezależna.Jeżeli chodzi o test na gospodarność małżeńską, to do slubu było
      cacy. Nie byliśmy restrykcyjni wobe siebie bo nie ot to chodziło. aLE j zyłem w
      iluzji, że zona jest gospodarna i ją to cieszy.Chciała wyjśc za mąż, a zgodnie
      z tradycją, także wyniesioną z jej domu, dobra żona i gotuje itp itd.Po ślubie
      zaczęły się nie powroty do domu, albo powroty po pijanemu..Mieliśmy wtedy po 22
      lata. Może byliśmy za młodzi, albo po ślubie już za bardzo się znaLIŚMY. W
      pewnej chwili przestaliśmy się szanować. mi przestało zależeć na tym
      mazżeństwie, bo co to było za małżeństwo... i zacząłem życ po swojemu.myślę że
      to kwestai dojrzałości. dziś mam 28 lat i pewność, że na swój sposób ślub jest
      ostanim etapewm zdobycia partnera czy partnerki... a potem kończą się wyawania
      i zaczyna rutyna. I to czy oboje żyją przed ślubem czy nie , nie ma znaczenia.
      znaczenie ma to czy są wstanie żyć po ślubie razem i razem iśc przez życie jedn
      za drugiego. To chyba kwestia odpowiedzialności, ale ją nabywa się z wiekiem.
      Im starsi jesteśmy, tym bardziej szukamy odpowiedzialniejszych partnerów niż
      ładniejszych. I jest to proporcjonalne do wieku.
    • Gość: ktos Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.client.attbi.com 04.04.02, 14:30
      Ida czasy, ze nie bedziemy sie zenic, tylko bedziemy w
      wolnych zwiazkach. Slub to pomysl djabelski.
    • Gość: misiabel Re: Przed ślubem .... - kopia z forum PSYCHOLOGIA IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.04.02, 18:30
      • przed slubem razem czy osobno? adres: *.cza.warszawa.supermedia.pl
      Gość portalu: Grzegorz 28-03-2002 10:34 odpowiedz na list odpowiedz
      cytując

      No właśnie, co sądzicie na ten temat?
      Moim skromnym zdaniem zdecydowanie lepiej dla przyszłego małżeństwa jest
      jeśli
      już przed ślubem zamieszka razem i będzie ze sobą obcować 24 godz/h. Ja
      biorę
      ze swoją narzeczoną ślub we wrześniu, mieszkamy razem ponad rok (w
      kawalerce) i
      wszystko nam się świetnie układa, nie kłócimy się i jestem przekonany, ze
      tak
      będzie przez całe życie. A dlaczego lepiej zamieszkać przed ślubem? W
      poprzednim związku wszystko układało mi się z dziewczyną dobrze dopóki nie
      zamieszkaliśmy razem. Kłótnie zaczęły się od razu i nigdy sie nie kończyly.
      Podejrzewam, ze gdybysmy nie zamieszkali razem to wszystko zaczęłoby się
      dopiero po ślubie, dlatego uważam, ze lepiej sprawdzić sie przed ślubem. Nie
      mówie tu o seksie ale o codziennym przebywaniu z drugą osobą praktycznie
      przez
      całą dobę (za wyjątkiem czasu spędzonego w pracy). Efekt ten jest silniejszy
      kiedy para mieszka ze sobą w kawalerce. Myślę, że jest to prawdziwa
      przedmałżeńska próba dla związku.
      Pozdrawiam


      • Re: przed slubem razem czy osobno? adres: 217.97.139.*
      Gość portalu: ewka 28-03-2002 10:39 odpowiedz na list odpowiedz
      cytując

      zdecydowanie przed slubem!!!nie poznasz drugiej osoby poprzez
      wyidealizowany
      obraz przebywania ze soba godzine dziennie.


      • Re: przed slubem razem czy osobno?
      aka11@poczta.gazeta.pl 28-03-2002 11:30 odpowiedz na list
      odpowiedz cytując

      Moim skromnym zdaniem również najlepiej pomieszkać trochę razem
      przed ślubem.
      Choćby dlatego właśnie, że trudno nawet na codziennych randkach
      dostrzec, jak
      partner będzie reagował na detale typu gary w zlewie, kurze do
      starcia, pranie
      do wyprania. I najważniejsze - jak żyjąc pod jednym dachem zgrać
      takie rzeczy
      jak naturalna chęć pobycia czasem w samotnej ciszy, jak będąc razem
      zachować
      własną autonomię a jednocześnie dostosować ją do autonomii partnera.
      Nie jestem
      psychologiem, więc nie wiem czy używam odpowiednich określeń, ale
      mam nadzieję,
      że to jest zrozumiałe.
      A swoją drogą uważam, że tak naprawdę największy sprawdzian
      wzajemnego
      dopsowania ma miejsce parę lat po ślubie i trwa już potem do końca.
      Sprawdzian
      umięjętności dbania o uczucia mimo czasu, który zmienia realia wokół
      nas i
      zmienia nas samych.
      Życzę Wam tego, żeby każdy dzień, nawet którejś z rzędu rocznicy
      dawał Wam
      pewność, że wybór był słuszny. Wszystkiego dobrego.
      Aka


      • Re: przed slubem razem
      czarodziejka@poczta.gazeta.pl 28-03-2002 11:40 odpowiedz na list
      odpowiedz cytując

      razem, moim zdaniem razem !!!

      mieszkajac razem poznaja sie nie tylko w pelnym makijazu i w
      odswietnym
      garniturze

      on zobaczy ja rano, bez pomalowanych rzes, z nieco opuchnieta buzia
      i albo sie
      zachwyci i powie "lubie budzic sie przy tobie", albo wezmie nogi za
      pas
      (no, jeszcze trzecia mozliwosc: nie bedzie szczery)
      ona zobaczy, ze on rozrzuca swoje skarpetki po mieszkaniu i nie
      przynosi
      kwiatow codziennie i albo umie sie z tym pogodzic, albo wezmie nogi
      za pas
      (no, jest jeszcze ...)

      przebywajac ze soba jako "probne malzenstwo" sprawdza sie w zwyklych
      codziennych obowiazkach i przyjamnosciach, okaze sie:
      - jak czesto on/ona odwiedza rodzicow,
      - jak dlugo on/ona gada przez telefon (net),
      - jak rozwiazuja problemy (rozmowa, klotnia, ciche dni?),
      - jak czcza rocznice,
      - czy sa tolerancyjni, pedantyczni, kulturalni,
      -
      -
      itepe itede


      ;o)




      zdecydowanie jestem za: RAZEM

      ;o)


      pzdrwm ;o)



      • Re: przed slubem razem
      hukers@poczta.gazeta.pl 28-03-2002 11:56 odpowiedz na list
      odpowiedz cytując

      w kawalerce można sie też przekonać jak ona reaguje na mecze,
      których on nie
      może opuścić, a ona nie cierpi i jak on reaguje na klan,
      złotopolskich, i na
      dobre i na złe, które są dla niej bardzo ważne, a dla niego są
      nieporozumieniem


      • Re: przed slubem razem czy osobno? adres: 213.186.93.*
      Gość portalu: Sławek 28-03-2002 12:01 odpowiedz na list
      odpowiedz cytując

      Jeśli jesteście wierzący to śpieszę donieść że kościół chyba nie
      pochwala
      takich rozwiązań

      www.katolik.pl/rodzina/03.php3

      Nie jest to moja opinia. Ja też uważam że dobrze jest przed ślubem
      zamieszkać
      razem. Po prostu kiedyś znalazłem a teraz mi się przypomniało.


      • Re: przed slubem razem czy osobno?
      czarodziejka@poczta.gazeta.pl 28-03-2002 12:24 odpowiedz na
      list odpowiedz cytując

      Sławek napisał(a):
      ) Jeśli jesteście wierzący to śpieszę donieść że kościół chyba
      nie pochwala
      ) takich rozwiązań

      kosciol katolicki raczej na pewno nie pochwala
      ale Grzegorza nie interesuje - jak sadze - stanowisko kosciola,
      tylko nasze
      prywatne opinie


      • Re: przed slubem razem czy osobno? adres: 213.186.93.*
      Gość portalu: Sławek 28-03-2002 12:38 odpowiedz na list
      odpowiedz cytując

      czarodziejka napisał(a):

      ) ale Grzegorza nie interesuje - jak sadze - stanowisko
      kosciola, tylko nasze
      ) prywatne opinie

      Ale pewności nie masz ?
      :-)



      • Re: przed slubem -
    • Gość: Thiessa Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.04.02, 22:17
      Jestem zdanie, ze mieszkanie z soba przed slubem to tylko pretekst do
      prowadzenia regularnego zycia seksualnego i nic poza tym. Takie sprawy jak
      odkrecona tubka, czy gary zalegajace w zlewie to tylko pretekst i tyle.
      Z autopsji wiem, ze niczego nie zmienia, a to, ze zwiazek zostal zalegalizowany
      i sie cos popsulo, to tylko efekt psychologiczny, bo pzreciez "kazdy" wie, ze
      sie po slubie psuje.
      Ja mieszkalam ze swoim obecnym mezem przez rok zanim pobralismy sie i musze
      zaznaczyc, ze nie moglo byc mowy o seksie przed slubem, ze wzgledu na moje
      przekonania, a wspolne pomieszkiwanie podyktowane bylo wzgledami praktycznymi.
      Mieszkalismy w innych miastach a ja w jeszcze innym studiowalam. Tak wiec
      poczatkowo jazdzilismy do siebie, a po skonczeniu przeze mnie studiow (maz
      skonczyl duzo wczesniej) zamieszkalismy razem. I chociaz wczesniej znalismy sie
      praktycznie z weekendowych spotkan ( prowadzilismy w tygodniu wielogodzinne
      rozmowy-ech jak ten internet zycie ulatwia), potem mieszkalismy razem bez
      slubu, a teraz prawie rok jestesmy malzenstwem, nie widze po miedzy tymi
      okresami roznicy. Przeciez chodzac na wspolne randki poznawlismy sie doglebnie,
      rozmawialismy o roznych sprawach i wiedzielismy jakie mamy podejscie do takich
      spraw jak porzadek w domu itp. ustalilismy, ze jak juz zamieszkamy razem to
      bedziemy podchodzic z dystansem do takich spraw jak przykladowa tubka (maz
      akurat nie zostawia). ustalilismy wspolny podzial obowiazkow, ktory caly czas
      sprawnie funkcjonuje. Maz nadal adoruje mnie tak jakbym byla swiezo poznana
      dziewczyna, ktora nalezy zdobyc, przynosi mi kwiaty bez okazji, planuje wyjscia
      do teatru, opery. Zycie toczy sie tak jak przed slubem.
      Podsumowujac: gdyby nie wzgledy praktyczne, czyli te odleglosci nas dzielace,
      gdybysmy mieszkali w jednym miescie nigdy bym sie nie zdecydowala na wspolne
      mieszkanie przed slubem, bo po co gorszyc biedna rodzine, chociaz ja wiem, ze
      zylismy jak brat z siostra, oni niekoniecznie musza byc o tym przekonani. Nie
      oznacza to bynajmniej, ze przejmuje sie opinia ludzka ale oni i tak do tej pory
      pewnie wiedza swoje...
      • anndelumester Re: Przed ślubem razem czy osobno? 05.04.02, 10:28

        > Jestem zdanie, ze mieszkanie z soba przed slubem to tylko pretekst do
        > prowadzenia regularnego zycia seksualnego i nic poza tym.
        Nie wiem czasem czy Ci nie współczuć skoro sprowadzasz życie z partnerem pod
        jednym dachem li-tylko do seksu...z moimi poprzednimi chłopakami prowadziłam
        raczej regularne życie seksualne bynajmniej nie mieszkając razem ; )). Do tej
        pory wydawało mi się że życie razem polega na czymś poważniejszym, a tak na
        marginesie to chyba trzeba mieć niezłą kondycję fizyczną 24 godziny na dobę stan
        gotowości....

        Takie sprawy jak odkrecona tubka, czy gary zalegajace w zlewie to tylko pretekst
        i tyle.
        No cóż z doświadczenia, na szczęśćie cudzego, zaże ludzie są w stanie rozwodzić
        się o bardzo banalne sprawy, które zazwyczaj nazywa się niezgodność
        charakteru...i tylko sędzia od rozwodów może Ci powiedzieć jak śmieszne są
        czasami argumenty stron.
        > praktycznie z weekendowych spotkan ( prowadzilismy w tygodniu wielogodzinne
        > rozmowy-ech jak ten internet zycie ulatwia), potem mieszkalismy razem bez
        > slubu, a teraz prawie rok jestesmy malzenstwem, nie widze po miedzy tymi
        > okresami roznicy.
        no to chyba właśnie o to chodzi...

        Przeciez chodzac na wspolne randki poznawlismy sie doglebnie,
        > rozmawialismy o roznych sprawach i wiedzielismy jakie mamy podejscie do takich
        > spraw jak porzadek w domu itp. ustalilismy, ze jak juz zamieszkamy razem to
        > bedziemy podchodzic z dystansem do takich spraw jak przykladowa tubka (maz
        > akurat nie zostawia).
        gratuluje i podziwiam, że każde z Was trzyma się ustaleń...

        Maz nadal adoruje mnie tak jakbym byla swiezo poznana
        > dziewczyna, ktora nalezy zdobyc, przynosi mi kwiaty bez okazji, planuje wyjscia
        >
        > do teatru, opery. Zycie toczy sie tak jak przed slubem.
        no i tak trzymać dalej !!! o to chodzi : )))


      • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 05.04.02, 10:56
        Gość portalu: Thiessa napisał(a):

        > Jestem zdanie, ze mieszkanie z soba przed slubem to tylko pretekst do
        > prowadzenia regularnego zycia seksualnego i nic poza tym. Takie sprawy jak
        > odkrecona tubka, czy gary zalegajace w zlewie to tylko pretekst i tyle.
        ROTFL - coś mi się wydaje, że częściej kochaliśmy się widując się czasem niż mieszkając razem. Przy
        całodobowym obcowaniu ze sobą zamiast seksu wystraczy sie przytulić czasem, bo ma się świadomość
        że jeśli najdzie mnie ochota na seks w środku nocy to On jest koło mnie i nie muszę kochać się "na
        zapas" Seks nie jest powodem wspólnego miszkania - to samo mogłam robić w domu rodziców beż
        skrępowania większego.

        > Podsumowujac: gdyby nie wzgledy praktyczne, czyli te odleglosci nas dzielace,
        > gdybysmy mieszkali w jednym miescie nigdy bym sie nie zdecydowala na wspolne
        > mieszkanie przed slubem, bo po co gorszyc biedna rodzine, chociaz ja wiem, ze
        > zylismy jak brat z siostra, oni niekoniecznie musza byc o tym przekonani. Nie
        > oznacza to bynajmniej, ze przejmuje sie opinia ludzka ale oni i tak do tej pory

        No cóż to tylko kwestia świadomości ze zmian zachodzących w społeczeństwie. W naszym przypadku
        nawet żadna z babć nie ma najmniejszych wątpliwości, że dobrze zrobiliśmy, co najwyżej ubolewają nad
        tym, że za rzadko je odwiedzamy, (w moim przypadku - mieszkaliśmy u jego babci zanim sie
        przenieśliśmy do naszego mieszkanka)
        • Gość: pak Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.fe.internet.bosch.de / 10.4.4.* 05.04.02, 11:47
          Podsumowujac, wszyscy macie racje.
          Niemniej jednak uwazam, ze lepiej jest dopiero po slubie :)
    • magdis Re: Przed ślubem razem czy osobno? 05.04.02, 12:35
      Myślę że masz rację! I to całkowitą! Też mieszkam z chłopakiem i to dopiero
      jest prawdziwa szkoła dla naszego związku. Nasza mała kawalerka często jest
      świadkiem burz między nami ale jak dotąd wszystko udało nam się przetrwać. Nie
      wyobrażam sobie teraz innego sposobu na sprawdzanie się przed ślubem. My go
      kiedyś w końcu też na pewno weźmiemy ale na razie upewniamy się o słuszności
      wyboru. Zycz nam szczęścia. Pozdrowienia M.
      • Gość: Marek L Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.chem.pg.gda.pl 05.04.02, 16:44
        Mam pytanie do wszystkich powyżej zwolenników mieszkania razem przed ślubem lub
        bez ślubu. Ile razy można mieszkać z kimś przed ślubem na próbę, aby jeszcze
        ktoś chciał się z Tobą wziąć ślub?
        • Gość: tygiel Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.04.02, 23:27
          Wystarczy raz, byle dobrze.
        • Gość: DO MARKA Re: Przed ślubem razem czy osobno? IP: *.abo.wanadoo.fr 05.04.02, 23:50
          Gość portalu: Marek L napisał(a):

          > Mam pytanie do wszystkich powyżej zwolenników mieszkania razem przed ślubem lub
          >
          > bez ślubu. Ile razy można mieszkać z kimś przed ślubem na próbę, aby jeszcze
          > ktoś chciał się z Tobą wziąć ślub?

          Hmmm...to prawda,ze kobiety raczej zle znosza wiadomosc iz ich wybranek mieszkal
          wczesniej z jakas inna dziewczyna. Ja bym chyba nawet sie za takim nie
          obejrzala...Ale nie potrafie skonkretyzowac dlaczego. Moze tak troche przez
          zazdrosc o ta druga kobiete, a troche ze strachu, ze moglabym byc do niej ciagle
          porownywana.
          Ech, ten brak pewnosci siebie...


          • Gość: kris Razem dopiero po ślubie i już na zawsze IP: *.net-serwis.pl 06.04.02, 12:56
            Najlepsza sytuacja jest wtedy, kiedy bieżący związek nie jest porównywany z
            żadnym poprzednim. A pewność tego mamy jedynie wtedy, kiedy dany związek jest
            pierwszy.
            Dlatego uważam, że nie warto ryzykować mieszkanie bez ślubu "na próbę", co w
            przypadku wyniku negatywnego prowadzi wprost do kolejnej próby i możliwości
            porównywania.
            Myślę, że lepszym wyjściem jest po prostu znalezienie partnera na całe życie i
            podjęcie decyzji "że Cię nie opuszczę aż do śmierci". Wtedy mamy pewność, że
            nie będziemy porównywać.
            Taka postawa wymaga zawierania małżeństwa nie z miłości do samego siebie
            (=egoizm), a z MIŁOŚCI do partnera, dla którego pragnie się szczęścia bardziej
            niż dla siebie samego.
            Jestem od prawie 24 lat żonaty i ciągle zakochany w mojej żonie.
            Gdyby nie nasze wspólne z żoną założenie, że po ślubie już się nie możemy
            rozstać, to pewnie niestety rozstalibyśmy się po pierwszej kłótni o jakiś
            drobiazg i ominęło bu nas tak wiele z tego szczęścia, które potem mogliśmy
            razem przeżyć.
            Pozdrawiam
            Krzysztof
            Ps. noc poślubną spędziliśmy dopiero po ślubie i był to "pierwszy raz" zarówno
            dla mojej żony (wówczas 23 lata) jak i dla mnie (wówczas 26 lat). Teraz wiem,
            że warto było czekać.
            • Gość: Kaska Re: Razem dopiero po ślubie i już na zawsze IP: *.necik.pl 08.04.02, 12:32
              A skąd wiesz,że z inną nie byłoby Ci lepiej?
              Po prostu tego nie wiesz, bo nie masz doświadczenia "poprzednich związków" i
              nie wiesz czy to co jest teraz to jest to.... NIE MASZ PORÓWNANIA dopóki nie
              poznasz (całkiem przypadkiem) jakąś inną, która po prostu Cię powali na kolana
              i co wtedy ?????????????
              Oczywiście nie sugeruję,żeby każdy miał "n-tą " ilośc parterek/ów przed ślubem
              ale myślę,że zawsze z "poprzednich" związków coś tam się wynosi, np. czasami
              wydaje się człowiekowi,że z taką/im a nie inną/ym byłoby ok, poznajesz taką
              osobę a tu naraz okazuje się,że jest zupełnie inaczej i źle ...
              Mnie się zawsze wydawało,ze dobrze mi będzie w związku z kimś o bardzo silnej
              osobowości, pewnym siebie no i sie pomyliłam .... poznałam faceta i okazało
              się,że za tą pewnością siebie stoi egoizm, własne wygodnictwo, okazywanie
              miłości tylko na pokaz, tesknota za kobietą-mamuśką .... a było tak wspaniale
              na początku, po roku mieszkania razem miałam dosyć i całe szczęście,że tak sie
              to skończylo.
              Bardzo dużo jest ludzi tylko z pozoru szczęśliwych w swoich związkach, tylko,że
              jedni do tego się przyznaja otwarcie a drudzy tego nie widzą albo nie chcą
              widzieć, bo wygodniej im jest myśleć,że jest ok.

          • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 08.04.02, 09:09

            >
            > Hmmm...to prawda,ze kobiety raczej zle znosza wiadomosc iz ich wybranek mieszka
            > l wczesniej z jakas inna dziewczyna.

            A to niby dlaczego???
            > Ja bym chyba nawet sie za takim nie
            > obejrzala...Ale nie potrafie skonkretyzowac dlaczego. Moze tak troche przez
            > zazdrosc o ta druga kobiete, a troche ze strachu, ze moglabym byc do niej ciagle
            > porownywana.

            Porównywana to możesz być zawsze do tej poprzedniej bez względu czy był z nią tydzień czy rok i nie
            ważne czy mieszkał z nią czy nie. Jeśłi miałby Cię porównywać na każdym kroku to chyba coś nie jest
            wtedy tak.
            > Ech, ten brak pewnosci siebie...
            >
            >

        • catalina1 Re: Przed ślubem razem czy osobno? 08.04.02, 09:13
          Do skutku jak dla mnie. Choć zawsze ma się nadzieję, że to będize tylko raz.

          Dla jednych to może i ma znaczenie, a dla mnie nie liczy się przeszłość a teraźniejszość.
        • malini Re: Przed ślubem razem czy osobno? 08.04.02, 13:31
          Gość portalu: Marek L napisał(a):

          > Mam pytanie do wszystkich powyżej zwolenników mieszkania razem przed ślubem lub
          >
          > bez ślubu. Ile razy można mieszkać z kimś przed ślubem na próbę, aby jeszcze
          > ktoś chciał się z Tobą wziąć ślub?

          Hehehe Nie ile razy, tylko jak długo? Czyli jak długo mi cycki nie opadną i czy
          jeszcze jakiś "towar" zostanie na rynku... ;)
    • malenka Re: Przed ślubem razem czy osobno? 05.04.02, 19:19
      Myślę, że nie tylko mieszkanie wspólne jest ważne. Wydaje mi sie, że seks
      przedmałżeński tez jest ważny. w koncu to dos istotna czesc naszego zycia i
      jesli w niej nie bedziemy mogli sie dopasowac z ta druga osoba, to kicha...
      zwiazek i tak sie rozpadnie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka