shmu
16.09.14, 17:27
Para moich przyjaciol rozstala sie na 4 miesiace przed swoim slubem, bo ona zmienila zdanie. Mozliwe, ze oboje cierpia, ale mam kontakt tylko z nim i on cierpi bardzo. Bo jak twierdzi, stracil kobiete swojego zycia, zwiazek byl perfekcyjny, nigdy nie znajdzie czegos tak wspanialego itp itd.
Z mojego punktu widzenia, ten zwiazek nie mial dluzszych szans na przetrwanie, z powodow, na ktore zlozyl sie charakter obojga. W zasadzie przy kazdym spotkaniu bylam swiadkiem dosc agresywnych klotni o blahe sprawy. Oboje bardzo atrakcyjni, odnoszacy sukcesy, ale oboje dosc zakompleksieni, tak wiec kazda najmniejsza krytyka powodowala agresje w obojgu i stad klotnie, wrzaski, publiczne wyzywanie itp. Przy czym on zawsze podkresla i w to wierzy (wtedy i teraz), ze nie jest jej wart, bo ona taka wspaniala. Podejrzewam, ze to co ich trzymalo razem to ogromna chemia.
Moim zdaniem, taki zwiazek to koszmar (no poza ta chemia :)) i nie zycze chlopakowi, zeby do konca zycia tesknil za czyms, co wg mnie i wszystkich znajomych bylo troszke patologiczne. Czlowiek w zwiazku nie powinien czuc sie jak g...., i nie powinno sie siebie na wzajem tak traktowac.
Powinnismy mu to powiedziec czy to nie nasza sprawa i powinnismy mu dac spokoj? Teraz jestesmy na etapie glaskania go po glowie...
Potrzebuje spojrzenia kogos z zewnatrz, bo ja mam calkiem sporo za i przeciw.