Dodaj do ulubionych

rozstanie znajomej pary

16.09.14, 17:27
Para moich przyjaciol rozstala sie na 4 miesiace przed swoim slubem, bo ona zmienila zdanie. Mozliwe, ze oboje cierpia, ale mam kontakt tylko z nim i on cierpi bardzo. Bo jak twierdzi, stracil kobiete swojego zycia, zwiazek byl perfekcyjny, nigdy nie znajdzie czegos tak wspanialego itp itd.
Z mojego punktu widzenia, ten zwiazek nie mial dluzszych szans na przetrwanie, z powodow, na ktore zlozyl sie charakter obojga. W zasadzie przy kazdym spotkaniu bylam swiadkiem dosc agresywnych klotni o blahe sprawy. Oboje bardzo atrakcyjni, odnoszacy sukcesy, ale oboje dosc zakompleksieni, tak wiec kazda najmniejsza krytyka powodowala agresje w obojgu i stad klotnie, wrzaski, publiczne wyzywanie itp. Przy czym on zawsze podkresla i w to wierzy (wtedy i teraz), ze nie jest jej wart, bo ona taka wspaniala. Podejrzewam, ze to co ich trzymalo razem to ogromna chemia.
Moim zdaniem, taki zwiazek to koszmar (no poza ta chemia :)) i nie zycze chlopakowi, zeby do konca zycia tesknil za czyms, co wg mnie i wszystkich znajomych bylo troszke patologiczne. Czlowiek w zwiazku nie powinien czuc sie jak g...., i nie powinno sie siebie na wzajem tak traktowac.
Powinnismy mu to powiedziec czy to nie nasza sprawa i powinnismy mu dac spokoj? Teraz jestesmy na etapie glaskania go po glowie...
Potrzebuje spojrzenia kogos z zewnatrz, bo ja mam calkiem sporo za i przeciw.
Obserwuj wątek
    • malwan Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 18:01
      jeśli to przyjaciel to powiedz-zrozumie, a przynajmniej powinien

      wkurza mnie to ciągle słyszane "nie nasza/moja sprawa"
    • gyubal_wahazar Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 18:19
      Jeśli uważasz się za jego przyjaciółkę, to jasne, że mu powiedz. Od czego są w końcu przyjaciele, jak nie od pomagania w najtrudniejszych chwilach ? Pytanie, czy będzie chciał to przyjąć, ale to już jego sprawa. Na marginesie, teraz ta wiedza mu nie pomoże, bo pomóc może tylko czas i to większych ilościach, ale przynajmniej zrobisz to, co rasowy przyjaciel powinien. A nie jest tym tylko głaskanie
    • hanti Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 18:21
      przechodziłam swoje rozstanie i rozstania u przyjaciół i naprawdę najlepszą metodą jest nie wtrącać się. Chyba że zainteresowany sam zacznie temat.
      Chyba nawet od najlepszego kumpla nie chciałabym usłyszeć że mój związek to była pomyłka, bo to moje decyzje i słuchanie że ktoś stał z boku i patrzył jak się ładuje w coś co nie ma szans..."lekko" mogłabym się wkurzyć
      • malwan Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 18:27
        nooo to z tymi wyborami też powinnaś zostać sama, a dokładniej z samopoczuciem po tychże
    • six_a Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 19:09
      pociesz go.
      przecież wiesz, że chcesz.
    • horpyna4 Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 19:31
      Nie wasza sprawa. Ale jeżeli on wciąż o tym jęczy, to go zapytaj, czy chce wiedzieć, co Ty sądzisz na ten temat i jak wyglądał ich związek dla obserwatorów z zewnątrz. Powiedz to wszystko tylko wtedy, jeżeli on oznajmi, że chce usłyszeć.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 20:09
      > Powinnismy mu to powiedziec czy to nie nasza sprawa i powinnismy mu dac spokoj?

      Tak. To powinna być absolutna podstawa waszego działania, a dokładniej braku działania.

      Rozstał się to się rozstał. Na **** drążyć.
      • shmu Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:17
        Ale to on drazy, nie my. I oczywiste jest, ze nie zada pytania: shmu wedlug Ciebie, byl to idealny zwiazek? Jakby zadal, to bym mu powiedziala. Ale on ciagle, ze bylo bardzo dobrze i, ze jej sie nagle odwidzialo. Tego, ze ja rozumiem, ze jej sie odwidzialo, mu nie powiem, bo mu bedzie przykro (nie to, ze go obwiniam, oboje n to pracowali). Ale czy dac mu delikatnie do zrozumienia, ze mozna miec lepszy zwiazek, bo ten byl raczej daleki od idealu?
        • light_in_august Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:56
          Nie był idealny - według Ciebie. I sorry, ale inni nie są od oceniania cudzych związków. Może jemu było dobrze, może mu było idealnie? Albo teraz mu się tak wydaje, a z czasem zobaczy, że jednak nie i przejdzie do fazy wściekłości, że "to głupia s... była". Ale sam musi do tego dojść, teraz jest na etapie opłakiwania, ma prawo.
    • mariuszg2 Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 20:56
      shmu napisała:

      > Para moich przyjaciol rozstala sie na 4 miesiace przed swoim slubem,

      O to pewnie mieli zaklepany zespół, salę weselną, jedzenie i księdza...szkoda, żeby się zmarnowało....napisz gdzie to może zrobimy spotkanie forumowe w to miejsce....(Podlasie preferowane)... eh te klimaty weselne i muzyczka ...

    • mendigo Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 21:05
      Ależ powiedzcie. I włączcie kamerę. Wróżę zajebisty viral. Zwłaszcza jeśli pan rzeczywiście taki cierpiący i wrażliwy na krytykę. Heh, popatrzyłabym na to...
    • czoklitka Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:11
      > Moim zdaniem, taki zwiazek to koszmar (no poza ta chemia :)) i nie zycze chlopa
      > kowi, zeby do konca zycia tesknil za czyms, co wg mnie i wszystkich znajomych b
      > ylo troszke patologiczne. Czlowiek w zwiazku nie powinien czuc sie jak g...., i
      > nie powinno sie siebie na wzajem tak traktowac.

      No fakt. Jednak obecnie głaszczesz po główce kogoś, kto również wniósł swój udział do tej patologii i kto nie był wcale taki święty. Czy, będąc świadkiem tych kłótni i teraz głaszcząc, na pewno sama czujesz się na tyle obiektywna, aby zabierać się za "obiektywną" ocenę cudzego nieszczęścia?
      Jeśli niejednokrotnie zdarzało ci się być świadkiem kłótni, nieprzypadkowym, no to nie wiem, czy po prostu nie powinnaś zamiast głaskania kopnąć gościa w cztery literki, jako że będąc twoim przyjacielem niejeden raz wprawiał pewnie Ciebie swoimi rekcjami na partnerkę w niemałe zakłopotanie co najmniej, jak mi się wydaje... No jakoś nie wyobrażam sobie, abym miała znosić podczas jakichś spotkań taki szajs, po czym głaskać szajsodawcę po główce. Raczej zaczęłabym unikać spotkań z kimś, kto wywołuje we mnie negatywne emocje.
      • shmu Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:32
        Prawde mowiac po dwoch takich scenach z nimi, kontakt ograniczylam i spotykalismy sie tylko przy wiekszych okazjach. Jako, ze mieszkamy juz w innych krajach bylo to tez dosyc latwe. Teraz, poniewaz on zostal sam odnawia kontakty i nas odwiedza. Oboje sa mi dosc bliscy, ale jako, ze to byla jej decyzja, ona nie lata po znajomych placzac (choc podejrzewam, ze wesolo jej nie jest), byc moze jest tez bardziej dojrzala. Ale oboje na ten zwiazek zapracowali w ten sam sposob. W sensie, nie tylko jemu odwalalo.
        Masz racje, ze powinnam byla im powiedziec wczesniej, ale tak nie zrobilam. Jesli chodzi o glaskanie po glowce, dajemy mu sie wygadac poprostu i pocieszamy, ze kogos znajdzie.
        • czoklitka Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:43
          Ok, tylko dwie sceny (oby nie na tylko dwa spotkania), to nie jest jeszcze jakiś spory problem, a raczej można to uznać za potknięcie do wybaczenia. ;-) Wg mnie, o ile Ty traktujesz faceta jako przyjaciela, nie powinnaś krępować się zasugerować mu, co myślisz - że mógłby mieć lepszy związek. Ba, nawet nie powinnaś obawiać się krytyki jego zachowania wobec partnerki wprost. Może on jest tak niedomyślny, ze zimny prysznic zrobi mu lepiej, jeśli nie od razu, to być może z czasem). Inaczej w ogóle może nie posiąść świadomości, że on też ma charakterek.
    • liisa.valo Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:38
      Ty go znasz i wiesz,jak zareaguje. Nie wszystko każdemu człowiekowi można powiedzieć.
      • malwan Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:45
        wszystko można powiedzieć
        ważna jest forma, czas i okoliczności
        co to za przyjaciel, z którym nie możesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami...jakie by one nie były
        • liisa.valo Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 22:49
          Uważam, że nie wszystko. Nie mogłam na przykład powiedzieć mojej przyjaciółce, że wiążąc się z poprzednim facetem moim zdaniem popełniła największy błąd w życiu. Teraz, po fakcie, sądzę, że ona o tym wie, ale myślę, że artykułowanie akurat jej tego w jakimkolwiek momencie nie byłoby dobre.
          • malwan Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:05
            no to nie wiem
            nie mam takiego problemu z przyjaciółmi
            może to kwestia takiego a nie innego charakteru

            ale w wątku jest o tym, ze facet rozpacza, a związek obiektywnie nie był zbyt udany, więc może warto pokazać mu inną perspektywę
            • liisa.valo Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:09
              Może tak.
            • czoklitka Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:20
              a ja sobie myślę, że tak: jeśli autorka nie tyle nie chce sprawić mu przykrości, ile obawia się jego reakcji na jej słowa, wielkiego focha, bardzo niemiłego zakończenia znajomości, może podejść do sprawy w sposób nieco wyrachowany o ile zależy jej z jakichś powodów na podtrzymaniu tej znajomości - niech nie mówi nic, co może go urazić i ma spokój. Tylko że wówczas nie wiem, czy autorka mogłaby z czystym sumieniem nazwać przyjaźnią taką znajomość.

              Wydaje mi się, że przyjacielowi można powiedzieć wszystko, dbając o formę, a miarą przyjaźni i szacunku do Ciebie będzie jego reakcja na jakieś niekoniecznie przyjemne słowa i opinie.
              • malwan Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:26
                o widzisz jak to ładnie ujęłaś :-)
                jak dla mnie nic dodać nic ująć
                • czoklitka Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:30
                  dzięki, ale to Ty zaczęłaś najładniej i najtrafniej ;-)

                  >ważna jest forma, czas i okoliczności
          • shmu Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:10
            Powiedzenie im w trakcie zwiazku, ze cos nie gra w ogole nie wchodzilo w rachube. Oboje byli dosc mocno zaslepieni miloscia, zeby przyjac cos takiego na spokojnie. Poza tym krytyki nie akceptuja i sa dosc zarozumiali. Tak wiec moge sobie, ze tak powiem, narobic klopotow nawet teraz. Druga rzecz, ze srednio lubie kopac lezacych, nawet jak im sie nalezy.
            • liisa.valo Re: rozstanie znajomej pary 16.09.14, 23:38
              To niekoniecznie musi być kopanie. Jak dobrze pokombinujesz, to może mu pomóc.
    • majaa Re: rozstanie znajomej pary 17.09.14, 13:22
      Szkoda chłopaka, że tak cierpi, bo wrzaski i wyzywanie to na pewno nie jest obraz perfekcyjnego związku, jak mu się niestety wydaje. No, ale cóż, nie ma rady, musi przejść przez ten etap, zanim wróci do normalności i zacznie sobie układać życie na nowo. Ja tam jestem zdania, że można mu delikatnie oczy otworzyć, jak będzie zbytnio idealizował to, co stracił, bo inaczej gotów znowu "wdepnąć w jakieś bagienko", pozostając w przekonaniu, że jest gorszy i niegodny swojej nowej "królowej".
    • anna_sla ostrożnie 18.09.14, 09:08
      możesz się grubo mylić. Znasz tylko jedną wersję i skutki widoczne na zewnątrz. Nie wiesz jak było od środka, do tego potrzebne jest spostrzeżenie z drugiej strony. Nie radziłabym mu doradzać jakkolwiek przeciwko niej, bo sprawa może wyglądać zupełnie inaczej. Kiedyś właśnie taka jedna przyjaciółka dobra o mało nie rozwaliła mojego małżeństwa, tak dobrze doradzała mojemu mężowi.

      To mi przypomina perypetie moje z moim obecnym mężem. To był przez 10 lat iście toksyczny, wyniszczający nas związek, wielokrotnie go rzucałam i wracałam jak bumerang, albo on mnie przyciągał z powrotem, bo nie potrafiliśmy żyć bez siebie. Z zewnątrz wyglądaliśmy dokładnie tak jak opisujesz swoich znajomych, jak patologia. Z jego strony patrząc to były problemy irracjonalne, banalne, wymyślone, wyolbrzymione, bo ja mam tendencje do przesady, ja zdziecinniała dość (co ona tam wie o dorosłości), on ugodowy, bezproblemowy, a ja wybuchowa i zaborcza. Tymczasem z mojej strony wyglądało to tak, że gość kompletnie nie nauczony rozwiązywania konfliktów, z bardzo wysokim mniemaniem o sobie, miał wyryte schematy w głowie wg których ten związek powinien prosperować, kobieta miała określoną rolę, w którą ja nie chciałam się wpasować. Poza tym bardzo duży egoizm, wszystko ustawiał pod siebie, nie liczył się prawie z moimi potrzebami. Niby pytał mnie o zdanie, a i tak robił po swojemu. Upokarzał mnie psychicznie i tłamsił... on do dziś, a minie wkrótce 18 lat, nie umie rozwiązywać problemów, po prostu je ucisza "dobra nie ma sprawy", nie rozumie.

      Rozmawiałam ostatnio po upojeniu alkoholowym z jego koleżanką (była u nas gościem kilkudniowym), która do tej pory znała wyłącznie jego. Ot tak gadałyśmy jak najęte o swoich perypetiach życiowych, związkach, dzieciach, pracy itp. No i wypaplało się to i owo a mnie zaskoczyło jej zaskoczenie, jakbym opowiadała o zupełnie innym człowieku "W.. taki ideał?". Wmurowało mnie. Mój W.. ideałem? I zrobiłam po tej wizycie coś czym raczej nie ma się co chwalić. Mianowicie przerzuciłam jego korespondencję od 2007 roku z różnymi ludźmi. Kurcze.. on faktycznie jak ideał tam wypada. Wiecznie coś robi, często spotykałam określenia "dobra muszę kończyć, bo... muszę syna wykąpać/mam mnóstwo pracy/muszę wywiesić pranie/posprzątać", a to rozpisywał się jak synka pół godziny tulił, bo płakał, że ma bubę, a to naczynia leci umyć... Kurde, czemu ja tego faceta nie znam!!! Wyszłabym za niego! :D:D:D
      Nigdzie, kompletnie nigdzie, ani razu nie wspomniał "nie chce mi się", "dobra idę wreszcie coś zrobić, bo już żona krzyczy". No przecież ja temu facetowi po dziś dzień muszę palcem wskazywać i przypominać co ma zrobić, gdzie zrobić, jak zrobić, w czym wypadałoby by pomógł, o czym zapomniał. Non stop każdą wolną chwilę od pracy spędza przy komputerze, jeszcze nie dawno zarywał nawet noce na gry, albo wstawiał sobie budzik, bo miał jakieś ataki puścić w grze np. o 2 a potem o 4 w nocy (a na 7 do pracy!!) i tak budził nim też i mnie, co szlag mnie trafiał, warczał do mnie gdy się próbowało go od kompa oderwać grożąc nawet uszkodzeniem go bądź wykręceniem korków! Nie umie ugotować, odkurzacz widział jeno ostatnio pierwszy raz od hoho, bo przypadkowo zostawiłam go na środku pokoju. A naczynia? Przecież on twierdzi, że anatomicznie nie jest przystosowany, bo stopy ma za długie i ma za daleko do zlewu i za wysoki, bo musi schylać się do niego i boli go w krzyżu!
      • shmu Re: ostrożnie 18.09.14, 09:30
        yyy...czyli mam powiedziec czy nie? :>
        • anna_sla Re: ostrożnie 18.09.14, 09:46
          i tak i nie. Tzn. owszem delikatnie wspomnieć, że nie powinien czuć się jak g..no w związku bo to nie zdrowe na dłuższą metę, ale nie oceniałabym całego związku czy charakteru jego partnerki. Nawet wręcz zasugerowałabym mu podjęcie rozmów (nie bez powodu piszę rozmów zamiast rozmowy) z nią, by wspólnie rozwiązali ów problem. Nie wiem co było powodem rozstania i nie wiem czy podjął już jakiekolwiek próby. Być może ona odeszła, bo problem okazał się ciężkiego kalibru i być może ona czeka, aż on pozbiera to do kupy w swojej głowie i podejmie się próby rozwiązania go. I być może długo czekać nie będzie...
          • anna_sla Re: ostrożnie 18.09.14, 09:51
            z tego co zauważyłam po Twoich wpisach, on nie widzi w sobie żadnego problemu, a gdyby go nie było, ona nie odeszłaby. No chyba, że znalazła se innego, w co wątpię, bo przecież planowała ślub, tego się nie robi dla widzimisię. Zaproponowałabym mu zagłębienie się w siebie, bo powiedzenie sobie, że jest się do d..py a ona taka wspaniała nie rozwiązuje problemu i nie rozjaśnia w czym on tkwi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka