litania_do_panienki
19.11.14, 01:48
Problem z facetem, taki tytul temu nadam.
Otoz, przedstawie sie sobie - wątek jest dla mnie.
Jestem w wieloletnim zwiazku, lat kiklanascie, mamy syna lat kilka, a ja jestem jeszcze troche przed 30 stką-tytułem wstepu. W związku czuje sie pewnie. Nie czuje sie samotna, mam co chce, jest pewnosc jutra, poczucie bezpieczeństwa. No to co po tylu latach jest. Faherwerkow nie ma. Krecą sie przy mnie mężczyźni. Poznaje ich w roznych okolicznościach, glownie jak jezdze na audytoria, chodze na uczelnię czy też robie programy. Naprawde są to ludzie na pewnym poziomie, branza ciagle ta sama:) I ja sprawiam wrazenie smaotnej, zagubionej, takiej.. zaleknionej. Tak mi mowią i to jest prawda. Jestem skryta, przestraszona, nie wyglada okazale. mala i dbona. Bez obraczek i pierscionkow, bo niezamęzna. I wtedy tak sie dzieje, ze przytrafia m isie facet. Zazwyczaj nieatrakcyjny, bardzo taki.. bez powodzenia. Niepodobajacy sie. Nie jakis gluptek ,ale rzadko ktorej kobiecie przyda do gustu. Ale ok, nie daje mu tego odczuc, bo przeciez nie po to tam jestesmy, prracujemy. I teraz taki facet, przesiwadczony o moim sieroctwie partnerskim jest coraz bardziej zaczepny, dwuslowny, aluzyjny. Nie opowiadam mu o zyciu prywatnym, tylko raczej o pracy, o tym co robie-teamty sa zawdowe, on z nich zbacza, chce gadac bardziej poufale. Nie lubie przkeraczac granicy i schodzic na tematy bardziej mi, Agacie, bliskie. Wole utrzymac jednak dystans, co nie znaczy byc sztywną.. Ale taki facet nie ma dla tego zrozumienia i coraz scislej mnie soba oplata az w końcu wykonuje ruch, ktory jest jednoznaczny i niewątpliwy. Nie odwzajemniam sie, wiec probuje raz i drugi i popjawia sie cos czego nie rozumiem - brak szacunku do mnie. Do niczego nie dochodzi, nawet w rozmowie sie do niego nie zblizylam, bo raz, ze jest brzydki ,dwa ja zajeta, ale on sądzi ,ze wygrał, ze jestem sama, bo wygladam tak "ubogo", a opieram sie mu, bo np. jestem przestraszona albo niekumata itp.... Wtedy taki gosc mnie zostawia, a przy następnych spotkaniach jest duzo bardziej krytyczny wobec mnie, bezpośredni i taki pewny tego, ze wydal o mnie dobrą ocene. Zazwyczaj mowie duzo o sobie, wydaje mi sie, ze on tez sie mi zwierza, a potem okazuje sie, ze on chcial tylko jednego, a ze mu nie uleglam, to ma mnie gdzies, jestem bezwartościowa. Oczywisce standardem jest, ze odbiera mnie jako samotna, niedoświadczona itp.. Zazwyczaj takie typy są seksistowskie, ale nie wywlekam im tego, bo jestem grzeczna, ulozona. Mam wrazenie, ze moja postawa odbierana jest przez nich jak frajerstwo, ze szukaja latwego kąsku, a jak sie nie udaje patrza na mnie z politowaniem.
Druga kwestia: tacy faceci, w ogole faceci, ktorzy sie mna interesują są niesamowicie egoistytczni. Chca brać. Mowią tylko otym, jacy sa biedni, jak im zle, jacy sa potrubowani, jak sie z nimi los obszedl. A tymczasem sa wysoko postawieni, maja pieniadze, pozycje, sympatie, ale zawsze ten sam teskt z ich ust plynie. Ostatnio jeden opowiadal mi na pierwszym spotkaniu, ze matka go biła!! i wyladowal na pogotowiu, drugi ze kobiety go odrzucaja (widzialam go z 3, ktore zostawil..), a kolejny, zalil sie, ze jest brzydki...:(. Do tego sa zazdrosni o sukcesy innych, malostkowi, niepomocni, niezyczliwi. Przeciwnie, gdy poprosilam takiego goscia o pomoc, chodzilo o zamowienie hotelu, sprawdzenie rezerwacji, sam ten hotel polecil, to powiedzial cytuje: "porozmowiajmy o czym innym"!!!???
Czy ja takich przyciagam czy juz tacy kolo 30 stki zostali?