lila.1234
29.10.15, 09:18
Jestesmy malzenstwem z 3 letnim stazem, mamy dwuletniego synka. Mieszkamy niedaleko tesciow, moja rodzina jest oddalona od nas o setki kilometrow, mieszkaja za granica.
Mam swoje marzenia, na ktore maz i reszta jego rodziny patrza z przymruzeniem oka, ironicznym polusmiechem.
Z mezem skonczylismy te same studia, mamy takie same tytuly zawodowe. Gdy chcialam wrocic do pracy po urlopie macierzynskim, to moj brat mnie mobilizowal, byl ze mnie dumny gdy rozpoczelam prace, dodawal otuchy. Od meza nie uzyskalam wsparcia. Zamiast pomoc mi w organizacji zaczal lamentowac co zrobimy z dzieckiem, jak zaadaptuje sie do przedszkola, mowil, ze na pewno to sie nie uda. Sama znalazlam przedszkole, w pierwszym dniu pracy sama tam dziecko zawiozlam. Gdy postawilam go przed faktem dokonanym, zaczal dopiero wtedy mi pomagac. Dodam ze w tej pracy mialam dwa razy wyzsze zarobki od meza i po skonczeniu umowy powiedzial ze dobrze zrobilam z tym wszystkim, ale co mial powiedziec.
Chcialam zalozyc firme, tego pomyslu nie udalo mi sie przeforsowac. A teraz firme zakladac ma ponoc siostra meza. Obecnie od dwoch tygodni nie mam pracy, gdy pojechalam ubiegac sie o posade z miare dobrymi zarobkami,tuz przed samym moim wejsciem do gabinetu pani dyrektor, przyszedl maz z wrzeszczacym dzieckiem, mimo ze przez te 15 minut obiecal ze sie nim zajmie. Przez caly czas synek wrzeszczal przed drzwiami do gabinetu, nie dalo sie rozmawiac, oczywiscie tej pracy nie dostalam.
Marze czasem zeby stad wyjechac i miec wolnosc, odzyskac radosc w sercu, czasem odnosze wrazenienie ze maz mnie przytlacza, unieszkodliwia skutecznie kazde moje marzenie w zarodku, kazdy moj plan zbywa polusmiechem. Jest tak powolny i ociezaly. Nie ma swojego zdania, na kazdym kroku robi to co ktos mu powie. Jego matka od dziecka wydawala mu polecenia a on wszystko skrupulatnie wypelnial, mieszkal z rodzicami przez cale studia.
Gdy bylam w ciazy i przez pierwsze miesiac bylam senna, dzwonil do matki z rozzaleniem dlaczego ja jestem taka senna i ledwo zywa. Gdy chcielismy kupic pierwszy garnek on zadzwonil do matki z zapytaniem jaki, zamiast skonsultowac to ze mna. Matka traktowala mnie na poczatku dobrze, potem gorzej. Zdarzaly sie kasliwe uwagi na moj temat, chamskie usmiechy wymieniane ze swoja corka przy stole gdy siegalam po kolejny kawalek ciastka (nie jestem gruba), gdy oddzywalam sie, usmiechaly sie pomiedzy soba lekceazaco, gdy raz u nas byla i lezaly winogrona to wepchnela mi je do ust chamsko mowiac ze marnuje jedzienie, zaczynalo byc coraz gorzej i nie wytrzymalam (bo maz na nic nie reagowal, nie stawal w mojej obronie) i powiedzialam mezowi ze dalej tak nie pociagne. Powiedzilaam ze jak czegos nie zrobi to wyprowadzam sie nastepnego dnia i skladam papiery rozwodowe. Od tamtego czasu zmienil sie, juz tak nie konsutluje wszystkiego z matka, zrobil awanture matce ze ma mnie traktowac z szacunkiem a nie jak jakiegos smiecia, bo nie zobaczy wiecej ani mnie ani dziecka i stosunki sie polepszyly.
Mimo wszystko ciezko z mezem prowadzic jakas dyskusje, bo nic nie odpowiada albo na wszystko sie zgadza, nie jest w stanie wydusic swojego zdania na dany temat bo go po prostu nie ma. Gdy poruszam temat o naszych przyszlych planach, maz skutecznie wyszukuje wszelkie mozliwe przeszkody, z jakimi spotkamy sie po drodze a ja musze wyszukiwac natychmiastowe rozwiazania bo nagle okazuje sie ze jednak plan bedzie bardzo ciezki w realizacji, co mnie przytlacza i skutecznie zniecheca przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu. Juz po prostu mam dosc. Czuje za zabiera mi cala radosc zycia.
Jeszcze porusze temat meza rodziny. Siostra dalej traktuje mnie jak intruza ktory wkroczyl do jej rodziny. Codziennie wydzwania do meza, mnie przy tym ignorujac. Odnosze wrazenie ze siostra meza na kazdym kroku chce mi pokazac ze jest lepsza, wazniejsza dla rodziny niz ja i mam juz tego serdecznie dosc. Chcialabym wyjechac do swojej rodziny za granice, wziac dziecko meza, spakowac sie i wyjechac, gdzie sa dobre zarobki, tesciowa jednak bardzo trzyma mojego meza przy sobie. Po malzenstwie na pierwszy moj pomysl wyjazdu do mojej rodziny, maz powiedzial ze nie wyjedzie bo bedzie musial opiekowac sie rodzicami. Dodam ze rodzice jego pracuja zawodowo, na nic nie choruja, sa w kwiecie wieku.