piataziuta
08.07.17, 19:50
Wkrótce skończę 31.
Co byście mi poradziły - o, wy, starsze i mądrzejsze koleżanki forumowe - w kwestii dalszych wyborów życiowych?
Studia jedne skomplikowane skończyłam - więcej chyba nie chcę, brr.
Praca nie w zawodzie. "Ch...owo ale stabilnie" to idealne określenie.
Mam czas i możliwość otwierać własną firmę (w zawodzie), ale staram się o to słabo.
Jestem z facetem prawie 5 lat - jest sam w w sobie zajebisty, ale tak się do mnie przyzwyczaił, że jakbym weszła z koszem psich gówien na głowie, to nie wiem czy by zauważył.
Hajtać się nie wiem czy chcę - boję się, że po ślubie będzie jeszcze gorzej, a zresztą facet się na sam dźwięk tego słowa się raczej wzdryga, a wymuszaniem się brzydzę (wymuszaniem ślubu, bo z innymi rzeczami nie mam skrupułów).
Mogę oświadczyć się sama, no ale po prostu czuję, że będzie potem gorzej.
Dzieci lubię, są takie słodkie (co trzecie znaczy), ale matką jakoś nie chciałbym być. To jakby strzelić sobie w kolano - zawodowo i w związku. Mogłabym za to być chętnie ojcem, no ale wiadomo...
Marzę o podróżach, ale wiecie, na jakimś poziomie, żeby do knajpy na dobrą kawę można było pójść, wino i ostrygi - czyli w obecnej sytuacji stać mnie maks. 2 tyg na rok, a nie lata przemieszczania się :D.
Może za zen się jakiś wezmę, bo ku...ca mnie często strzela z byle powodu, może zdrowy tryb życia pogłębię (sport uprawiam już prawie 5x w tyg), dilować ESD zacznę (Eksperymentalnym Sygnałem Dobra) czy ku... nie wiem.
Albo rzucę się po prostu z krawężnika.
Co myślicie?
Jakieś rady?
Gdybyś miała znowu 30 to co byś zmieniła?
Czy dać se spokój bo to i tak wszystko jedno i zaraz 50 mi strzeli?