Dodaj do ulubionych

Wiara w malzenstwo do grobowej deski!

26.11.04, 22:06
Ankieta!
Wierzycie? Widzicie dookola siebie takie pary?
Ja,szczerze przyznam,bardzo w to watpie. Zwlaszcza w swoim pokoleniu,bo
rodzice to wiadomo,o dziadkach nie wspominajac...
Czy to was nie zniecheca? Bo mnie szczerze mowiac z lekka tak...
Obserwuj wątek
    • natka33 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 27.11.04, 00:45
      pewnie zaraz narażę się na atak ze wszystkich stron ale wierzę. Wiara
      oczywiście poparta własnym życiem- czasem sama sobie zazdroszczę związku...
      (hehe)
      Tylko ta grobowa deska... wolałabym powiedzieć "na zawsze"
      • Gość: .................. Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.dialup.sprint-canada.net 27.11.04, 01:19
        Jak sie wierzy w siebie i swoje wartosci (mam na uwadze ze ma sie
        je dobre) to w malzenstwo wierzyc niekoniecznie, bo nie ma takiej
        potrzeby.Niektorzy dzisiaj sa zagubieni w pojedynke, a co tu mowic
        bedac we dwoje. Czlowiek ktory powatpiewa w swoj sukces z kobieta
        wspolnie, nie powinien wcale sie zenic. Podobnie kobieta nie powinna
        wychodzic zamaz, jesli odgornie zaklada ze zamazpojscie i obowiazki
        zony sa nie w jej kodeksie moralnym czy ogolnowartosciowym.
        Niepowodzenia w malzenstwie, zarowno mezczyzn jak tez i kobiet
        swiadcza tylko o tym, ze skoro podstawowa czesc komorki spolecznej
        ma problemy, to spoleczenstwo w szerszym pojeciu tez sie sypie czy
        podupada. Takie ja przynajmniej wyciagam wnioski z tego. Widac to
        zreszta na codzien. Oszustwo, jawny bandytyzm, nienawisc, zazdrosc,
        nieufnosc itp. jest praktykowana przez wielu z dnia na dzien. Ludzie
        takiego pokroju nie nadaja sie do zdrowego wspolzycia z kimkolwiek,
        w tym tez z osoba najblizsza (no, chyba ze sie razem dobiora w
        jednej branzy, np. zlodziejskiej, wtedy sa sobie potrzebni dla
        wsparcia, i maja szanse przetrwac ze soba dluzsze lata, az ktores z
        nich wpadnie i ta swoja wpadka naruszy ich "szczescie" malzenskie).
        Czlowiek jest tak skonstruowany, ze wlasnie ciagle w cos wierzy, az
        do tej swojej grobowej deski. W co wiec warto wierzyc do grobowej
        deski? W pieniadze? Przeciez ich sie tam ze soba nie zabiera (nikt
        ich tam nie chce nikomu wlozyc). Smutne jest to, ze mezczyzna nie
        jest w stanie zaufac kobiecie(nie chce sie wcale zenic), jak tez
        kobieta dosc czesto nie zdobedzie sie na zaufanie mezczyznie, pomimo
        iz ten ja pragnie. Dokad wiec zmierzamy...............
    • tomasdyg Re: Wiara w ZWIĄZEK do grobowej deski! 27.11.04, 02:35
      jazz_b napisała:
      Wiara w malzenstwo do grobowej deski.
      Wierzycie? Widzicie dookola siebie takie pary?

      -Wierzę, znam........, choć myślę, że nie upierasz się przy formalnym
      określeniu małżeństwo. Ponieważ są to moi dobrzy znajomi, przyjaciele, na
      szczęście żyjący, to trudno powiedzieć o grobowej desce. Sam jestem w związku,
      najważniejszym, najwspanialszym w swoim życiu, co nie znaczy najłatwiejszym,
      który mam nadzieję, że będzie takim trwałym, właśnie -odpukać- do "grobowej
      deski".
      Sądzę, że na taki, naturalny, niewymuszony przymusem, konwenansem trwały
      związek szansę mają pary z doświadczeniem hmmmm....., ale chyba też potrzebne
      jest to coś, interwencja sił nadprzyrodzonych, szczęście, przeznaczenie czy jak
      to inaczej nazwać, które pozwoli się spotkać tę kobietę, tego mężczyznę w
      odpowiednim czasie, chwili życia, w przestrzeni.

      Pozdrawiam
      • Gość: .................. Re: Wiara w ZWIĄZEK do grobowej deski! IP: *.dialup.sprint-canada.net 27.11.04, 02:54
        Wlasnie, ujales sprawe ogolnie malzenstwa realnie i rozsadnie. Powiem
        jeszcze, wszystkim zreszta znane, ze kazde malzenstwo ma swoja
        historie i swoja obecnosc czy terazniejszosc, tzw. dzien dzisiejszy.
        Dlaczego niby ma nie miec swojej przyszlosci? Osobiscie bedac w
        zwiazku, nie mam wyboru jesli chce w nim byc. Musze w te
        przyszlosc poprostu wierzyc i to wierzyc dobrowolnie, nie z musu.
      • glonik Re: Wiara w ZWIĄZEK do grobowej deski! 05.12.04, 10:23
        tomasdyg napisał:
        > Sądzę, że na taki, naturalny, niewymuszony przymusem, konwenansem trwały
        > związek szansę mają pary z doświadczeniem hmmmm....., ale chyba też potrzebne
        > jest to coś, interwencja sił nadprzyrodzonych, szczęście, przeznaczenie czy
        jak
        >
        > to inaczej nazwać, które pozwoli się spotkać tę kobietę, tego mężczyznę w
        > odpowiednim czasie, chwili życia, w przestrzeni.

        I odwrócę. Jeśli spotkałam TAKIEGO mężczyznę jak Ty kobietę, to wyrokom niebios
        nie będę się przeciwstawiać, tylko podziękuję im, i... będę pielęgnować. Zauważ
        jak bardzo ludzie poświęcają się swoim hobby: dzieciom, roślinkom, ogródkom,
        nowym firankom itd. itp. Gdyby te starania zainwestowały w zwiąek, nie byłoby
        tylu rozpaczliwych wątków o zdradzie, braku miłości, braku porozumienia i
        niechęci do seksu.
    • pranie Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 27.11.04, 02:58
      to grube idealizowanie.
    • inezja21 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 27.11.04, 13:53
      ja wierzę.Ale trzeba pracowac nad związkiem.
      • jazz_b Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 28.11.04, 09:36
        Rzeczywiscie nie mam na mysli tylko i jedynie instytucji malzenstwa.Wolne
        zwiazki tez sie licza i to jak najbardziej!
        Chodzi mi o to,ze obserwujac co sie dzieje dookola wyciagam wnioski.Troche
        poczytam na forum o wiecznie zlalmanych sercach,albo jak maz wyzywa zone o
        dziwek i mam dosc.Jakos malo jest postow o szczesciu!
        Wydaje mi sie,ze w Polsce tylko ci ludzie krorzy finansowo stoja dobrze
        pozwalaja sobie na rozstania o wiele czesciej niz klasa srednia bo ich na to
        stac.Ci mniej zamozni mieszkaja i zyja razem tylko dlatego,ze zycie na wlasny
        rachunek jest po prostu niemozliwe.
        Status spoleczny jest baaaardzo czesto wyznacznikiem swobody przekonan.Czesto
        slysze,ze zycie ma sie tylko jedno.Tylko,ze tak czesto to facet zostawia swoja
        stara i zuzyta zone.
        A jesli chodzi o pracowanie nad zwiazkiem to oczywiscie,ze jak najbardziej.Ale
        jesli jedej ze stron juz nie zalezy i chce odejsc to zadna praca nie pomoze....
        Potrafi mnie ktos przekonac,ze jest inaczej?
        • Gość: Yk Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.aster.pl 28.11.04, 10:51
          Wierzę. Podstawy - pewność, że to ta/ten, szczerość, miliony rozmów, zaufanie,
          czułość. Wtedy nie rozglądam się na boki, ani innych spojrzenia mnie nie kuszą.
          Yk (Nie w małżeństwie, ale w związku od lat.)
        • totempotem Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 28.11.04, 12:52
          ja Cię nie przekonam, bo dokładnie takie samo wrażenie odnoszę...wszystko
          zależy od tego z kim się jest, jak się z nim jest i jak ten ktoś jest z Tobą...

          właśnie wali mi się kolejny (długi, bo ponad 3 letni ) związek, walczyłam
          walczę nadal, ale brak mi już motywacji...
          z dnia na dzień widzę jak więdnę, jak życie w stresie mnie wykańcza, brakuje mi
          już chęci do życia i wiem, że muszę to zakończyć...zbieram na to siły...
          • Gość: margo Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: 83.16.144.* 28.11.04, 18:26
            a ja jestem szczęsliwa,na swój sposób w małzeństwie juz 27 lat raz gorzej raz
            lepiej ale mam takie zwykłe szczęście .właściwie cieszę się tym co mam i jest
            mi dobrze może nie jest to miłość w tej chwili gorąca ale dająca mi poczucie
            radości jak wrcam do domu ,cieszymy się rzeczami na pozór normalnymi że mamy
            pracę,jestesmy zdrowi cieszy mnie każdy dzień i oby tak było jak najdłużej
            • sarana Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 28.11.04, 21:25
              Ja tez zyje w dlugoletnim zwiazku malzenskim i mam zamiar tak zyc, pewnie do
              "grobowej deski". Bo dlaczego niby nie ? Jest to juz inny zwiazek niz przed
              laty. Bardziej oparty na bezpieczenstwie, wspolnym trwaniu, zaufaniu i poczuciu
              wspolnych celow. O milosci mniej mowimy, ale ona po prostu jest w tle. Laczy
              nas dluga przeszlosc, mnostwo wspomnien dobrych i zlych oraz terazniejszosc,
              nie zawsze latwa. Ale sie jakos wspolnie uzupelniamy, chociaz pewnie kazdemu z
              nas czegos w tym zwiazku brakuje, ale nikt nam nie obiecal, ze bedzie idealnie.
              Jezdzimy wspolnie na wakacje, chodzimy do kina i na imprezy, a oprocz tego
              kazdy z nas ma margines wlasnego zycia. I wazne, zeby to akceptowac.
        • sol_bianca Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 05.12.04, 19:32
          > Chodzi mi o to,ze obserwujac co sie dzieje dookola wyciagam wnioski.Troche
          > poczytam na forum o wiecznie zlalmanych sercach,albo jak maz wyzywa zone o
          > dziwek i mam dosc.Jakos malo jest postow o szczesciu!

          Bo trzeba żyć, a nie budować sobie światopogląd na podstawie lektury forum!
          Na forum pisza ludzie nieszczęśliwi, bo chcą się wyżalić albo potrzebują rady.
          jak by wyglądało forum pełne postów w stylu "kocham mojego męża i jestem bardzo
          szczęśliwa"? I po co by w ogóle było?

          > Wydaje mi sie,ze w Polsce tylko ci ludzie krorzy finansowo stoja dobrze
          > pozwalaja sobie na rozstania o wiele czesciej niz klasa srednia bo ich na to
          > stac.Ci mniej zamozni mieszkaja i zyja razem tylko dlatego,ze zycie na wlasny
          > rachunek jest po prostu niemozliwe.
          > Status spoleczny jest baaaardzo czesto wyznacznikiem swobody przekonan.Czesto
          > slysze,ze zycie ma sie tylko jedno.Tylko,ze tak czesto to facet zostawia swoja
          > stara i zuzyta zone.

          Nawet jeśli coś w tym jest, to co z tego? Wynika z tego jakaś reguła, że KAŻDY
          związek musi się rozpaść? Wyciągasz wniosek, że albo bedziesz bogata i się
          rozwiedziesz, albo biedna i będziesz żyć ze zninawidzonym mężem?

          > A jesli chodzi o pracowanie nad zwiazkiem to oczywiscie,ze jak najbardziej.Ale
          > jesli jedej ze stron juz nie zalezy i chce odejsc to zadna praca nie pomoze....
          > Potrafi mnie ktos przekonac,ze jest inaczej?

          NBie potrafię i nie chcę, bo to co piszesz jest prawdą. Ale czemu zakładasz, że
          któras ze stron zechce odejść?
    • ruda_szczurka Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 28.11.04, 21:59
      jazz_b napisała:

      > Ankieta!
      > Wierzycie? Widzicie dookola siebie takie pary?

      tak, nawet wiele;)

      > Ja,szczerze przyznam,bardzo w to watpie. Zwlaszcza w swoim pokoleniu,bo
      > rodzice to wiadomo,o dziadkach nie wspominajac...

      no ale ciezko takie teorie opierac na naszym pokoleniu... nawet jesli sa to
      pary dobrane i zgodne, to z racji wieku sa ze soba zbyt krotko, aby mozna bylo
      stwierdzic, ze to "do grobowej deski"

      > Czy to was nie zniecheca? Bo mnie szczerze mowiac z lekka tak...

      mnie nie:) ja jestem happy ;)))
      wspolczuje tym, ktorym sie nie uklada ale nie popadam w dola z powodu cudzych
      niepowodzen.
      • Gość: .................. Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.dialup.sprint-canada.net 29.11.04, 02:43
        Ja tez jestem szczesliwy w malzenstwie i wcale nad nim nie pracuje,
        jak niektorzy tu twierdza, ze koniecznie trzeba pracowac nad tym by
        malzenstwo przetrwalo. Poprostu codziennie zdaje sobie sprawe ze jestem
        zonaty, ze mam zone, dzieci i wiadomo obowiazki meza i ojca z tym
        zwiazane. Jezeli juz o pracowaniu tu mowa, to ja bym ujal to
        troche inaczej. Pracuje raczej nad soba, nie nad malzenstwem. Zona
        tez nie musi nad malzenstwem pracowac, bo nie ma takiej potrzeby. Wie,
        ze podobnie jak ja, nie jest sama, ale to ze nie jestesmy sami nas
        poprostu cieszy i ten faktor pomaga nam w zyciu, nadaje mu wiekszy sens.
        Malzenstwo w koncu sie tworzy z wyboru i dobrowolnie. Nie rozumiem
        czasem ludzi ktorzy pozniej staraja sie wszystkimi silami pozbyc sie
        osoby, ktora nie tak dawno samemu sie wybralo. Czyja tu wina?
    • kobieta_na_pasach a ja jestem przykladem ze mozna 29.11.04, 09:36
      nic samo nie przychodzi. na wszystko trzeba zapracowac, na malzenstwo "do
      grobowej deski" takze. wczoraj sobie z mężem spacerowalismy po cmentarzu i
      wybieralismy pomnik, jaki syn ma nam postawic po smierci. ostatecznie jednak
      poddamy sie kremacji. tak będzie taniej i ekologicznie.
      • jazz_b Re: a ja jestem przykladem ze mozna 29.11.04, 10:31
        To moze inaczej....Do tych co szuja sie szcesliwi i sa w wieloletnich zwiazkach.
        Jak sie maja te wyobrazenia o milosci i szczesciu we dwoje sprzed lat do tych
        obecnych?
        Ile ulecialo? Co rzeczywistosc zmienila,zweryfikowala,z czego trzeba bylo
        zrezygnowac? Jak bardzo to was rozczarowalo? A moze wcale?
        I jesze jedno.Dla mnie szalenie wazne,jesli mozna zapytac.Na ile ufacie
        swojemu partnerowi/partnerce? Przeciez dzis tak szybko i latwo ludzie sie
        rozstaja.Ja,przyznam sie,nie ufam na 100%,nie potrafie....Ciagle w gotowosci,ze
        moze sie rozpasc,i to niekoniecznie z jego strony.
        A wy?
        • kobieta_na_pasach Re: a ja jestem przykladem ze mozna 29.11.04, 12:05
          dopiero teraz, po 15 latach malzenstwa nabralam zaufania do męza. nic nie
          dzieje sie od razu, wszystko ma swoj czas.
          • jazz_b Re: a ja jestem przykladem ze mozna 29.11.04, 12:20
            A co przez te 15 lat? Tak w zawieszeniu?
    • Gość: makemedance Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.11.04, 11:57
      Ja wierze, a to dlatego ze fakt czy moje malzenstwo przetrwa zalezy ode mnie i
      od mojego meza. nie przejmuje sie tym co dzieje sie dookola. jestem pewna ze
      wiele malzenstw zawieranych jest zbyt pochopnie, ( sadzac zreszta po niektorych
      postach)i pozniej niestety ludzie z dnia na dzien staja sie sobie obcy. Uwazam
      tez, ze jesli zyjac w konkubinacie dwoje ludzi nie bierze slubu, bojac sie ze
      to na pewno popsuje ich idylle, cos jest nie tak jak powinno w ich zwiazku, nie
      sa pewni swojej milosci i tyle.
      Ja i maz mamy zupelnie inne charaktery i mysle ze dlatego wspaniale sie
      uzupelniamy. Po jakims czasie okazalo sie ze czesto w danym momencie myslimy o
      tym samym. Zwiazek nie przetrwalby na samych roznicach. Lacza nas wspolne
      pasje, dzieki ktorym nasze zycie nabiera kolorytu.
      • Gość: .................. Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.12.04, 01:45
        Pytasz jazz o milosc w malzenstwie z uplywem czasu. Powinnas wiedziec
        o tym, ze milosc nie jest zarezerwowana tylko dla ludzi mlodych, tak
        wiec dziadek potrafi nieraz (tak mi sie wydaje, bo jeszcze mnie ten
        zaszczyt wiekowy nie dopadl) kochac swoja zone bardziej niz mlodzieniec.
        Mowie tu oczywiscie nie o milosci wylacznie fizycznej, ta przoduje
        wiadomo w wieku mlodym. Zaufanie na 100% swoim polowkom.!? Ja sobie
        nie wierze na 100%, dlaczego niby mam oczekiwac 100% od kogos? Moga
        sie zdarzyc sytuacje w zyciu, w ktorych nie bede wiedzial jak mam
        postapic, np. jesli mi ktos pistolet przystawi do glowy, i............,
        jak sie zachowam w takiej sytuacji -nie wiem, co zrobie. Jednak w
        tym przypadku malzenstwa, wierze ze jestem w stanie byc w malzenstwie
        z jedna kobieta az do tej grobowej deski, i to mi wystarcza, zeby
        zaczynac kolejny nowy dzien normalnie, nie naruszajac istniejacego ukladu
        zwiazkowego. Inaczej widziec tej sprawy nie moge. Nie moge z gory
        zakladac ze moj zwiazek sie rozwali czy cos w tym sensie. zeniac
        sie z kobieta, nie mozna przeciez zakladac, ze zenie sie z nia na
        rok, dwa.........lub jak bozia da, czy jak sie uda- na troszke wiecej.
        Zeni sie w koncu na zawsze, na dobre i zle.Milosc nie stoi w
        miejscu,bo to nie jest w jej wartosciach, inaczej bylaby zacofana czy
        bierna (czyli nijaka). Milosc sie z czasem, z dnia na dzien nawet
        przeinacza, przemienia, czasem bardziej dojrzewa, utrwala, czasem
        wygasa, umiera zupelnie a zdarza sie i tak, ze potrafi nawet w
        nienawisc przeobrazic. Uwazam ze kazdy z nas z osobna powinien
        zadbac o swoja wartosc milosci do kochanej osoby, a nasze malzenstwa
        przestana tymsamym cierpiec czy sie rozwalac.
    • grogreg Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 01.12.04, 08:42
      Jesli masz watpliwosci - nie wychodz za maz
    • Gość: kasia Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.04, 09:56
      czasami watpie czy to mozliwe, szczegolnie gdy widze co sie dzieje w moim
      otoczeniu, w znajomych mi malzenstwach, ale chce by tak u mnie bylo, a czy
      bedzie? zycie pokaze
      • jazz_b Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 01.12.04, 12:06
        Totez nie wychodze za maz...mimo moich 28 lat i modlitw babci o szybkie
        zamazpojscie bo co to sie ze mna powyrabialo....
        Mysle,ze to nie jest kwestia tego,ze mi sie nie chce,albo sie zabezpieczam
        zeby miec otwarta furtke.
        Doszlam do wieku kiedy widze powage TAKIEJ decyzji.W moim mniemaniu jestem
        odpowiedzialna.Balabym sie skazywac moje dziecko/dzieci na dziecinstwo bez
        stalej obecnosci ojca.To sa najzwyklejsze w swiecie watpliwosci o tzw jutro.
        Kiedys w rozmowie z bliskimi znajomymi wspomnialam tak smiechem/zartem,ze
        najlepiej to brac slub w przedziale wiekowym 18-22 lata! Czlowiek malo
        widzial,malo doswiadczyl,rozczarowan praktycznie wcale,ciagle funkcjonuje w
        przedziale milosci romantycznej,na cale zycie a zdrady i rozwody zna tylko z
        brazylijskich seriali...
        Oczywiscie to zadne rozwiazanie,tak sobie bredze.Ale moze cos w tym jest...
        Dochodze do wniosku,ze samej sie nie da zeby wszystko bylo piekne i na
        zawsze.Przeciez trzeba wziac pod uwage,ze jesli partner chce odejsc to
        odejdzie,predzej czy pozniej.
        Na ile sie trzeba starac by go utrzymac? Gdzie sa granice wlasnej
        godnosci,wlasnego "ja",wlasnego swiata,wlasnego zdania i mowienia "nie"?
        • Gość: markisa Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.access.uk.tiscali.com 01.12.04, 20:39
          hej jazz
          nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo sie z toba zgadzam! mam 28 lat i
          pogodzilam sie z mysla, ze moge pozostac niezamezna! tzw. "stara panna".
          oczywiscie nie wykluczam, ze moge jeszcze zmienic zdanie, chociaz z uplywem
          czasu mysle, ze moj wybor nie jest taki zly..
          poza tym, pochodze z rozbitej rodziny i jestem przekonana, ze ma to przeogromny
          wplyw na moje wybory zyciowe.
          dziwne, ale zawsze zaczynajac nowy zwiazek mysle juz o tym jak to bedzie, gdy
          bedziemy sie rozstawac..
          moje dwa poprzednie zwiazki zakonczylam w najpiekniejszym momencie. tak bardzo
          sie boje porzucenia, tego, ze komus sie znudzilam? juz mnie nie kocha? jestem
          sara, zuzyta? okropne slowa, tak jednak czesto sie dzieje i ja to obserwuje w
          moim otoczeniu. nie mowie, ze tak jest zawsze, ale bardzo czesto, moze nawet
          zbyt czesto..
          • jazz_b Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 01.12.04, 22:05
            No to witaj w klubie markisa. A juz myslalam,ze sfiksowalam.
            niestety malzenstwo moich rodzicow tez nie nalezy do modelowych,wiec tak jak u
            ciebie nie mam wzorca.Czasami sie zastanawiam co ich do siebie zblizylo.Sa tak
            bardzo rozni...
            Ja tez mam przygotowana wizje tego jak bedziemy sie rozstawac,bo przeciez to
            jest niemozliwe byc ze soba na zawsze.Ale u mnie te fatalizm zapoczatkowal moj
            eks,ktory nie mial skrupolow mnie zdradzac i oszukiwac,gdy wyjechalam na rok na
            studia za granice.A bylismy na studiach modelowa para.Wiem,ze kazdy w zyciu
            przechodzi porazki ale u jednych one przemijaja bez wiekszego echa a u innych
            rzucaja dlugi cien na przyszlosc.Niestety...
            Pozdrawiam wszystkich szukajacych szczescia i pewnosci,chocby takiej malutkiej.
            • Gość: markisa Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.access.uk.tiscali.com 02.12.04, 21:58
              Chcialam Ci cos jeszcze dodac Jazz. Trzy lata temu rozstalam sie z moim
              chlopakiem po ok. 4 latach bycia razem. Spotykalismy sie potem kilka razy,
              czsami mail, sms, tak po prostu, co slychac, tym bardziej, ze nasze rozstanie
              bylo przemyslane, przedyskutowane i zaakceptowane w mniejszym lub wiekszym
              stopniu przez obydwie strony - ja wyjechalam.
              Kilka tygodni temu zostalam zaskoczona zaproszeniem na wspolny wypad na narty.
              Zapytalam dokladnie kto ma byc, myslalam o dawnych wspolnych znajomych i jego
              obecej kobiecie. Bardzo sie jednak pomylilam. Bylibysmy tylko we dwoje, chociaz
              zawsze staralam sie okreslac sytuacje jasno, zero powrotow! Krew mi zawrzala!
              Zaczelam zadawac wiecej pytan, chcac to wszystko zrozumiec! No coz, w dalszej
              czesci dowiedzialam sie, ze mialabym o wiele mniej dylematow, gdybym sobie
              kogos "przygruchala", co ex nie przeszkadzaloby i jego propozycja spotkania
              dalej bylaby aktualna!?
              Ja mu na to odpowiedzialam, ze bardzo chetnie, jak tylko kogos "przygrucham",
              to natychmiast go poinformuje i juz mozemy jechac, proponuje zabrac jeszcze
              kilka lubiacych gruchanie osob, a potem wszystkie figury dozwolone..
              On sie juz nie odzywa, prawdopodobnie obrazony.
              A ja?, zwatpilam w to co bylo i co moze byc..
              Serdecznia pozdrawiam.
    • Gość: mrówka zet Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.crowley.pl 01.12.04, 22:41
      Byłoby znacznie latwiej, gdyby było wiadomo, że TO na zawsze, tymczasem życie
      we dwójkę to ciąg niezliczonych pokus i komplikacji. Z własnego doświadczenia
      ( raczej z tego, co nawywijał mój małżonek ) mogę powiedzieć, że albo to jest
      bardzo trudne, albo widocznie jedno poważnie wzięło to, co przyrzekało na
      slubnym kobiercu, a drugie olało i potem szukało usprawiedliwień. chciałabym w
      to wierzyc, naprawde, ale to już za późno. Co się raz stało, to sie nie
      odstanie.
      • rafrafraf1 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 01.12.04, 23:39
        jakim trzeba byc typkiem zeby wierzyc a w ostatecznej formie przekazac cos
        nadentego,niezrozumialego i jednostronnego! mrowka ,jestes podla swinia i nie
        pierwszy raz szukasz oddechu gdzies gdzie go nie ma! na wiekszosc tego co Ci
        sie przytrafilo ,uczciwie zapracowalas,ale nalezysz do tych z wybiorcza
        pamiecia i z BARDZO DUZYM talentem do wmawiania-podkreslam podlego wmawiania
        innym swego zdania.jezeli mozna nazwac zdrada naciagany,kiczowaty zwiazek w
        momencie kiedy nie mieszkamy razem i mamy papiery o rozwod w sadzie ,to jak tu
        sie k..wa ma przysiega .gdzie bylas wczesniej. marny
        obserwatorku. UWAGA!!! KAZDA Z TYCH WYPOWIEDZI PISANA JEST POD
        WPLYWEM JAKIS EMOCJI<DZIS TAK <JUTRO INACZEJ>KTO JESZCZE NIE PODUPADL NA DUCHU
        NIECH UWIERZY ZE KOCHAM TEGO POTWORKA I NIE WATPIE W TO ZE BEDZIEM RAZEM> WIARA
        TO SLOWO NAJBARDZIEJ PASUJACE DO BOGA> UWIERZ W BOGA ZYWEGO <MALZENSTWO TO
        WTEDY PRZYJEMNOSC> SAMI SOBIE FUNDUJEMY NIEPEWNOSC>NARA NIEDOWIARKI
        • Gość: .................. Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.dialup.sprint-canada.net 02.12.04, 02:38
          No wlasnie, ja tez uwazam, ze niektorzy jednak nie dorosli do
          malzenstwa i nie wazne ze ma sie te 28 lat. Juz samo pytanie o te
          gwarancje przetrwania ich zwiazku mowi o tym. Po co idziesz do
          pracy jedna z druga, robisz plany na jutro, kiedy nie masz gwarancji
          ze jutro bedziesz zyla?!Podobnie ma sie to do malzenstwa. Wlasnie calym
          urokiem bycia z kims, w malzenstwie w tym przypadku, jest to
          wszystko co nieznane, co jutro przyniesie dla nas obojga.Moze tez tak
          zaplanowac i zagwarantowac sobie zdrowie w malzenstwie, ilosc dzieci i
          to w dodatku zeby byly najmadrzejsze ze wszystkimi talentami itd.
          Malzenstwo z gwarancja byloby poniekad nudne, przynajmniej dla mnie.
          Dlaczego? Otoz dlatego ze "zagwarantowana", zapieczetowana zona
          bylaby poprostu kobieta, o ktora bym nie musial juz sie starac,
          bo i po co, skoro ma sie gwarancje ze nigdy nie odejdzie
          (zapieczetowana na papierze nie oznacza zapieczetowana w wolnosci swojego
          bycia i wyborow z ta egzystencja zwiazanych). Niestety ale pomimo
          troszke lat ze soba, ja ciagle sie staram, zeby ona byla szczesliwa
          ze mna. Robie to, nie z bojazni ze ona odejdzie, kiedy przestane
          sie starac (takie mysli mi nawet do glowy nie przychodza), lecz z
          przyjemnosci jaka mam, widzac ze ona to docenia. Przyjemnosc wiec jest
          tutaj podwojna.Malzenstwo wymaga tez poswiecenia. Im wiecej tym
          lepiej. Kto czeka na gotowe golabki, niech je sam w pojedynke
          lapie i sam tez zjada -tak by bylo najsprawiedliwiej chyba. Nie
          wyobrazam siebie samego po latach malzenstwa. Kobieta musi byc przy
          moim boku. Bez kobiety jestem wybrakowany produkt, nie funkcjonuje
          normalnie.
          • rafrafraf1 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 02.12.04, 10:54
            dzieki kolego! i kilka slow luzu o bledach naszych a za chwilke juz
            odsprzedanych ,tylko za nasza wiedza
            innym...
            "spostrzegamy i wytykamy blizniemu tylko te bledy,z ktorych sami nie mozemy
            wwyciagnac zadnych korzysci" Giovanni
            Guaaareschi
            "sa uczeni sadysci,ktorzy chetniej wyszukuja bledy niz stwierdzaja prawde"
            Maria Sklodowska-
            Curie
            "na cudze bledy patrzymy jak na cudze zony.mamy znich duzo wiecej radosci niz
            ze swoich wlasnych."Charles
            Chaplin.
            ' nigdy nie popelnilem zadnego
        • toja111 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 04.12.04, 17:08
          No cóż, mężczyźni to strasznie skomplikowane typy, tylko, że w
          dzisiejszejrzeczywistości, my kobiety wcale MIE MUSIMY bawić się w terapeutów.
          Ja wiem, że do udanego związku potrzebna jest praca - dwóch osób, ale jak się
          nie idzie dogadać, to chyba wolę zbrać swoje zabawki i dzieci i przenieść
          się... nie, nie do innej pisakowicy, gdzi jeszcze wielu zbolałych chłopczyków
          siedzi - na swoje!!! I zacząć żyć jak człowiek. Nie chcę za 25 lat wyglądać jak
          moja matka, na której twarzy maluje się rozczarowanie życiem, wyniszczenie
          psychiczne i fizyczneprzez swojego męża... Nie, nie, ja tego nie chcę i na
          szczęście w przeciwieństwie do niej mam odwagę wykonać ten ruch!!!
    • Gość: lalalaleczna Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.mi.gov.pl 02.12.04, 08:58
      Znam sporo par małżeńskich z kilkudziesięcioletnim stażem, nie znam natomiast
      ani jednej pary, która w wolnym związku przetrwała tak długo. Dziadkowie,
      rodzice, rodzice znajomych ... Moi znajomi też już mają kilkunastoletni staż
      małżeński.
      • Gość: markisa Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.access.uk.tiscali.com 02.12.04, 21:16
        Zgadzam sie z toba Lalalalaleczko w tej kwestii, ze sa malzenstwa z bardzo
        dlugim stazem, tylko jaki jest koszt tego stazu? Przewaznie to kobieta trwa
        weirnie przy rodzinie, dzieciach. Znosi ponizenia, pijanstwo, lenistwo meza.
        Jego kochanki, wieczne zachciewajki,zapominanie sie. Jak kazdemu wiadomo w
        naszym spoleczenstwie mezczyznie mozna wiecej, no a tobie po prostu nie
        wypada.. jako dziewczynce,panience, kobiecie, mezatce, matce.
        Prosty przyklad, mezczyzna ktory ma kilka kochanek lub przyjaciolek (niewazna
        nazwa) postrzegany jest, przez powiedzmy 70% spoleczenstwa pozytywnie bez
        wzgledu na stan cywilny tegoz mezczyzny. No, powiedzmy, ze jezeli jest zonaty i
        mieszka w mniejszej miejscowosci to troche gorzej, ale jest tez bardzo latwo
        wytlumaczony, najczesciej "natura" i ze jest "to" normalne!! pewnie tego
        potrzebuje!? napewno mu w domu brakuje?! zona go zaniedbuje, ble, ble, ble..
        ha, moze to i byc czasami prawda, czemuz nie. Postawmy jednak w tej sytuacji
        kobiete. No i co moi drodzy? Jestem pewna, ze tyle samo procen powie, ze to
        k...,!? A jezeli w dodatku jest zona i matka?
        Oczywiscie mozna sie zastanawiac co jest spowodowane takim postepowaniem,
        dlaczego ci ludzie angazuja sie w jakies inne zwiazki, mnie jednak chodzi o
        takie generalne podejscie spoleczenstwa do roznego rodzaju zachowan w stosunku
        do kobiet i mezczyzn.
        Pozdrawiam.

      • Gość: markisa Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.access.uk.tiscali.com 02.12.04, 21:30
        chcialam jeszcze dodac, ze jestem dumna z mojej matki, z tego, ze rozstala sie
        z moim ojcem, ktory nie potrafil zdecydowac sie, czy zostac z zona i trojka
        dzieci i ciezko pracowac nad swoim zwiazkiem i rodzina, czy tez prowadzic
        lekkie zycie w wolnych zwiazkach bez zobowiazan. nie twierdze, ze wolne zwiazki
        sa lekkie, chodzi mi tylko o podejscie zwaizku. no coz, moj ojciec z nikim sie
        nie zwiazal na dluzej do konca zycia i nigdy nie chcial miec ze mna kontaktu,
        chociaz ja, jako dziecko bardzo go prosilam, ps. jezeli spotkalam go na ulicy,
        to kazal mi mowic "prosze pana".
        Nie zapomne tez kolezanek nocujacych w moim pokoju, a wlasciwe placzacych i
        trzesacych sie ze strachu o zycie i zdrowie swoich mam, poniewaz tatusiowie
        wrocili wlasnie z imprezy alkoholowej i "pokazywali" co znaczy maz i ojciec. I
        mimo, ze nie spotkalam sie z tym problemem bezposrednio we wlasnej rodzie nie
        potrafie zaakceptowac alkoholu i ludzi pijacych, nawet z umiarem.
        Niestety, bardzo czesto nie panujemy nad soba w stanach upojenia, popelniamy
        bledy czasami takie na cale zycie.
        Mimo wszystko pozdrawiam pozytywnie.
    • Gość: chemiczka Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: 212.87.3.* 02.12.04, 10:33
      jasne że wierze w to! jak patrze na moich rodziców, to po pierwsze ich podziwiam
      za to że ze sobą już tyle "wytrzymali" - bo i różni są, i czasami mi się
      wydawało, ze niekoniecznie mogą do siebie pasować, po drugie nie zanosi się żeby
      cos sie w tej kwestii zmieniło...i bardzo mnie to ZACHĘCA, a nie zniechęca.
    • Gość: margie Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 02.12.04, 10:40
      A ja, mimo dwoch przykladow w swoim najblizszym otoczeniu ( stryj, ktory 2 lata
      temu obchodzil 50 rocznice slubu, jego corka, a moja siostra stryjeczna 20 pare
      lat z jednym facetem - ale byla rozwodka), ne wierze. Sama jestem po rozwodzie,
      po 10 latach. W mojej firmie w zarzadzie jest 5 osob, 4 facetow, 1 kkobieta.
      jeden z facetow ma 32 lata, reszta towarzystwa jest w wieku 44-47. Cala czworka
      czterdziestolatkow po rozwodzie. Gdzie sie nie obroce- same rozstania, rozwody
      i nieszczescia. jak tu wierzyc?
      • rafrafraf1 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 02.12.04, 19:20
        Margie! a ktory z tych panow w twojej pracy pomaga bliznim, modli sie i nie
        jest uzaleznionym od gorzaly??? albo reszty nalogow? i ktory moze powiedziec ze
        zrobil wszystko aby sie nie rozstac?> zaden zapewne! wiem cos o tym
        (rozwodzilem sie z zona 2 x) i na piec minut przed uciekalismy z tamtad jak
        pomyleni!zreszta niewazne. kazdy jest kowalem...kto nie wierzy niech uwiezy
        albo zamiast wspolmalzonka pomysli o zwiedzaniu swiato.zero kompromisow
        itd.KAZDE WYRZECZENIE CZY USTEPSTWO <KRZTALTUJE NAS WEWNETRZNIE>PO COS _NIE?
        • jazz_b Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 03.12.04, 09:42
          No wlasnie!Dokladnie o tym mowie.Czesto rozczulamy sie nad para,ze oni to juz
          25,30,40 lat sa ze soba!Ale jakie to byly lata? My widzimy to z boku i czesto
          nie mamy pojecia co sie dzieje w tym malzenstwie.
          Zgadzam sie z markisa,ze bardzo czesto to kobieta znosi uroki rozrywkowego lub
          srednio odpowiedzialnego meza i sama dzwiga ciezar utrzymania rodziny na
          wlasnych barkach w imie jednosci rodziny,spokoju dzieciom pamietajac o
          skladanej przed oltarzem przysiedze.
          Teraz jest "nowoczesniej"ale nie krytykuje tego.Kobiety sa bardziej swiadome
          swoich praw i potrzeb i nie widza powodu dla ktorego mialyby sie poswiecac!Bo w
          imie czego? Wygody meza,ktory i tak tego nie docenia?
        • Gość: margie do rafrafraf1 IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 03.12.04, 14:06
          zaden z nich nie pali i nie pije w sensie naduzywania, pomagaja bliznim, co do
          modlenia sie to nie wiem. Kazdy z nich mial dzieci i z tego co slysze to spedza
          z nmi mnostwo czasu, wkacje, wyjazdy, pomoc w nauce, jeden ma w miare normalne
          uklady zb. zona, dwoch pozostalych niestety. Nie znam pzryczyn i ne mnie
          osoadzac,a le sposob walki tyhc kobiet jest co najmniej dziwny, jakies
          odgrywanie sie kosztem dziecka/dzieci i nie wiem, tez co oni zrobili, aby
          malzenstwo utrzymac. Ja zrobilam wiele, za wiele. Itak sie nie udalo. Ale swoja
          droga nie bardzo rozumiem twoj post....pzreciez mowa nie o tym, co kto zrobil,
          zeby uratowac, tylko generlanie o wierze w milosc do grobowej deski...
    • rafrafraf1 do Margie 03.12.04, 18:27
      szanowna kolezanlo zdaje mi sie ze sie nie rozumiemy . lecz przyznaje Ci racje.
      jesli jestes dobrym obserwatorem i nie mylisz sie co do kolegow to potwierdza
      tylko teorie ze "jestescie" cholernie zmienne i dlatego ciezko z wami
      wytrzymac! dla potwierdzenia prosze wroc do watku -kim jest twoj facet??? i
      odczytaj co pisze rozpuszczona(wczoraj) i co pisze tutaj jako mrowka? (pare dni
      wczesniej) porownaj te teksty i ocen. dodam ze obie panie to maja KOCHANA
      Zona!!! p.s.nie dala mi czasu na wyjasnienie i sama reszte dodala!!!czesc
    • mijaczek Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 04.12.04, 00:13
      Znam dwa [a w zasadzie trzy, ale o tej trzeciej to za chwile :o)] malzenstwa,
      ktore sa bliskie idealu. Wiem, ze ci ludzie beda ze soba na zawsze. Nie wiem czy
      ma to cos ze soba wspolnego, ale sa to malzenstwa dwoch braci, obaj przeswietni
      kolesie, ich zonki czadowe babeczki, dzieci - cud mniod i orzeszki!
      A ta trzecia para... no coz... sami sie domyslcie [patrzac na przyklad na moja
      sygnaturke :o)]
      pozdrafiam,
      Mia
    • toja111 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 04.12.04, 16:58
      Po 10 latach małżeństwa i w sumie ok. 15 bycia razem z moim mężem, po tym
      wszystkim co przeszliśmy - wielka licealna miłość, która a by mogła spoić dwa
      serca, dwa życia, pokonała wiele przeszkód, budowanie wszytskiego od zera,
      poronienie pierwszej ciąży, trudna druga, wreszcie upragniny moment narodzin
      pierworodnego syna, potem córki... A w tym wszytskim zamęt i tempo naszego
      życia zawodowego. Piękne mieszkania, samochody, pieniądze, kariera. Dół
      finansowy. W tym samym czasie wspólne modliwty, wiara w przeznaczenie, w to, że
      Bóg tak chciał, że nas połączył, etc. A jednak w tym dzikim pędzie za
      pieniądzem, w tym brutalnym świecie, w tym czasie, kiedy nie dane nam było być
      razem - w pracy - znalazły się kobiety, które wyrwały mojego męża z harmonii
      naszeo szczęśliwego związku. Bo ja niedostatecznie się o niego troszczyłam,
      mając dwójkę małych dzieci, etc. I kiedy mi o tym wszystkim OPOWIEDZIAŁ, cały
      nasz idealny swiat runął, legł w gruzach jak domenk z kart!!! Całe
      nasze "przeznaczenie" szlag trafił. Zdecydowałam się zostać z człowiekiem,
      kórego tak bardzo niegdyś kochałam, a któremu w jednym momencie nagle
      przestałam ufać, bo zniszczył własnoręcznie całe moje zaufanie. Od czterech lat
      nie potrafię go odbudować. Pracuję, wśród ludzi, mężczyzn... Uciekam... Żyję
      obok kogoś, kto kiedyś był mi najbliższy. Wierzyłam w ideały, miłość do
      grobowej deski. Teraz nie wierzę, bo na własnej skórze się przekonałam w jaki
      sposób się ją zabija!!! Teraz jesteśmy w momencie, kiedy trzeba podjąć decyzję
      co dalej, bo dłużej tak się żyć nie da. Oddaliliśmy się już tak dalego od
      siebie, że nie widzę szans dla tego związku. On też mi nie ufa, mimo, że nie
      złapał mnie za rękę, cały czas wierzy w to, że nadejdzie rewanż... no cóż w
      takiej sytuacji nie ma możliwości żeby taki rewanż nie nadszedł. Mam cały czas
      syndrom zdradzonej żony. Nie potrafię żyć ze świadomością, że facet, kótrego
      bezgranicznie kochałam, zdradzał mnie, pięną, atrakcyjną kobietę - jak
      twierdził "swego życia" - ze wspólnymi znajomymi, które później wymienił po
      nazwisku. Cały czas się wahamy z podjęciem decyzji o rozstaniu, bo dzieci są
      już w takim wieku, że dużo rozumieją i przeżywają, zwłaszcza, że on jest dobrym
      ojcem, bo tyle wspólnych lat i pięknych chwil za nami... Ale z drugiej strony
      od paru lat koszmar życia obok siebie, brak zaufania i miłaści. Tak się nie da
      żyć i być szczęsliwym. Myślę, że gdybyśmy teraz zaczęli wszystko od nowa z kimś
      innym, byłoby lepiej. Nie wiem tylko, czy potrafię komukolwiek zaufać,
      otrzymując od kolegów z pracy - mężów i ojców - sporo różnych propozycji...
      życie jest okrutne, ludzie są okropni, nie potrafimy ze sobą zyć w dzisiejszej
      rzeczywistośi, kóra nas wyniszcza.
      • Gość: Teresa lekarz czas IP: *.net-serwis.pl 04.12.04, 19:12
        toja, kiedys zaufasz...
        potrzebujesz czasu - to wspanialy lekarz, niczego sie nie da przyspieszyc, ani
        zastapic, przyjdzie wlasciwa pora na wszystko
        kto wie, moze prawdziwa milosc Twojego zycia dopiero przed Toba?
        • jazz_b Re: lekarz czas 04.12.04, 19:48
          Toju, opisalas wszelkie moje czarne mysli czyhajace gdzies daleko w
          podswiadomosci.Ze tak wlasnie wyglada nasza obecna rzeczywistosc.Tak latwo
          zdradzac,wszechobecnie panujaca lekkosc i powierzchownosc zobowiazan
          miedzyludzkich. Latwiej zdradzic i oszukac najblizszych niz wyjsc z pracy
          kwadrans przed czasem.
          Nie zgodzilabym sie z Teresa dwedlug ktorej czas zaleczy rany i przykryje
          niepamiecia to co przezylas.Czlowiek to nie tablica gdzie zmarzesz i nie
          ma.Zawsze pozostanie slad i nigdy nie bedzie sie zdolnym kochac tak
          bezgranicznie i ufac tak bezwarunkowo jak kiedys....
          • toja111 Re: lekarz czas 04.12.04, 20:41
            Też nie za bardzo wierzę, że czas coś tu zmieni, bo to trwa juz od 4 lat i jest
            coraz gorzej. Nie potrafię mu zaufać i w dodatku jestem przekonana, że on to
            nadal robi, tylko, nauczony przeszłością - już się do tego nie przyznaje. Nawet
            teraz cały weekend siedzę z dziećmi w domu, a on hula służbowo, tzn. ciężko
            pracuje... ale dzwonił tylko raz dzisiaj...
            • jazz_b Re: lekarz czas 04.12.04, 23:08
              Toju,ty sie meczysz.A co na to wszystko twoj maz? Stara sie zeby zmienic te
              ciezka sytuacje miedzy wami? Jak ty widzisz dalej swoje zycie? Masz sile i
              mozliwosci finansowe zeby odejsc i zaczac zycie od nowa?
              I czy chcesz tego,bo moze caly czas masz nadzieje,ze jednak odbudujecie wasze
              malzenstwo MIMO WSZYSTKO....
              • toja111 Re: lekarz czas 05.12.04, 11:46
                Moija Droga, tej męczarni psychicznej nie da się opisać. Mój mąż - jak
                twierdzi - ma problem ze sobą - nie wie czego chce. Zastanawia się, czy chce
                być ze mną czy nie. Nawet nie wiesz jak bardzo upokarzające jest to, że czujesz
                się jak para używanych butów, którą jej właściciel ogląda ze wszystkich stron i
                zastanawia się, czy jeszcze się mu do czegoś te buty przydadzą czy już może
                nie!!! Nie jest mi łatwo podjąć decyzję o odejściu, bo mam dwoje małych dzieci.
                Owszem, pracuję w dobrej firmie, ale nie mam żadnej gwarancji, że za chwilę tej
                pracy nie stracę (myślą o outsourcingu). Mój mąż jest wysoko postawionym
                dyrektorem w dużej korporacji. Pnie się do góry, odnosi sukcesy, zarabia kupę
                kasy. Wszystko co mamy jest wspólne. Tyle, że mieszkanie jest na kredyt.
                Gdybyśmy mieli sie rozwieść, to oboje lądujemy na bruku. On bez problemu
                wynajmie sobie kawlerkę. Ja potrzebuję coś większego. Mam syna i córkę. Syn
                idzie w tym roku do szkoły. Muszą mieć oddzielne pokoje. To bardzo trudna
                decyzja. Gdybym nie miała dzieci, to mogłabym bez zastanowienia podjąć takie
                ryzyko. Bo samej łatwiej się utrzymać. Wiem, że są alimenty, ale znam też plany
                mojego męża, że chce popracować w tej firmie jeszcze rok i chce zacząć coś
                swojego. Wiem też, że jest zdolny do tego, aby ten interes nie byłe legalny - i
                wtedy nici z alimentów. Z drugiej strony, czuję się cholernie silna kiedy mam
                poczucie, że jestem zdana sama na siebie. W razie czego mam jeszcze
                przyjaciół... Nie boję się samotności. Marzenia, uniesienia, miłość, białą
                suknię, ciąże, narodziny dzieci - czyli wszystko czego kobieta potrzebuje - mam
                już za sobą. Teraz potrzebuję wolności i spokoju. Zpewnością nie będę miała
                problemu ze znalezieniem faceta. Tylko nie wiem, czy potrzebny mi kolejny
                kłopot. Boję się jednak zrobić ten pierwszy krok...
                • Gość: agata.z Re: lekarz czas IP: 195.136.77.* 07.12.04, 11:28
                  wiem co przeżywasz...sama niestety tego doswiadczyłam.
                  jest taka książka C.Dobsona "Miłość wymaga stanowczości". Bardzo madra ksiązka,
                  polecam (wcale nie chodzi w niej o to by trwac w małżeństwie za wszelką cenę)
                  pozdrawiam.
      • Gość: markisa Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.access.uk.tiscali.com 05.12.04, 15:56
        Bardzo Ci serdecznie wspolczuje. Poruszyla mnie twoja wypowiedz. Ja jestem
        samotna, dlatego, ze nie chce doswiadczyc tego bolu co Ty. To jest okropne.
        Dlaczego ci mezczyzni nas zdradzaja? Oczywiscie kobiety tez tak robia, ale
        powiedzmy to sobie szczerze, wiekszosc mezow i ojcow, niewiele matek i zon.
        Ja tez otrzymuje wiele propozycji, szczegolnie od tych, ktorzy maja rodziny,
        zony w ciazy lub w pologu i niedobrze mi, gdy o tym mysle. Jaki ten swiat jest
        podly i obludny. Wiem, milosc istnieje, tylko przez chwile lub dwie. Potem
        przeistacza sie aby nas ranic.
        Tobie Toja zycze duzo wiary w siebie, wytrwalosci, szczescia i powodzenia w
        podejmowaniu tych najtrudniejszych decyzji.
        Pozdrawiam.
        • toja111 Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 05.12.04, 16:32
          Dzięki dziewczyny, dzięki Wam czuję się silniejsza i czuję, że nie jestem
          sama!!!
    • sol_bianca Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 05.12.04, 19:24
      To znaczy, nie znasz w swoim otoczeniu żadnego małżeństwa, które się nie
      rozpadło? Gdzie ty żyjesz???
      • jazz_b do sol_bianca 06.12.04, 10:28
        W Belgii (od poltorej roku)
        Ale z tego co obserwuje to w Polsce jest baaaaardzo podobnie!
        Wystarczy,ze dobrze sie rozejrzysz,niestety....
    • montefirmyzott Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 06.12.04, 22:17
      A JA PRZEDWCZORAJ SIE HAJTNEŁAM. I BEDE Z NIM NA ZAWSZE. MAM 19 LAT.
    • Gość: z$ Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.04, 14:26
      Ta nie wiara wynika z tego że ogólnie to rozluźniły się normy moralne. Poza tym ludzie są leniwi z natury i wygodni. Ale tak naprawdę to cieżko to wszytsko ująć, bo jest wiele czynników.
      ps. panie sie żalą na facetów/mężów. A co Wy jesteście święte ??
      • jazz_b Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 07.12.04, 14:48
        Nikt nie pisal tu o "swietosci" kobiet!
        Ale jakos dziwnie to najczesciej panowie zostawiaja swoje zony i uciekaja do
        tzw pieknych i mlodych.
        To ze lenistwo i wygoda to jak najbardziej sie zgadzam ale idziesz na
        skroty,napisz o tych czynnikach,jakie sa wg ciebie!Rozwin temat zamiast rzucac
        ogolnikami!
    • mamalgosia Re: Wiara w malzenstwo do grobowej deski! 07.12.04, 14:43
      To chyba słabo sie rozglądasz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka