goga.74
12.06.02, 13:54
Pod wplywem ostanich "macierzynskich" i feministycznych watkow postanowilam
zapytac Was o
zdanie w sprawie pracujacych matek.
Otoz mialam na studiach kolezanke (ktora poszla na nie zeby znalezc meza, ale
to inny temat),
ktora w trakcie studiow zaszla w ciaze i urodzila dziecko. Zamiast wziasc urlop
dziekanski
i odchowac troche dziecko, postanowila normalnie studiowac, a ze do
najzdolniejszych nie
naleza plus miala dziecko nie bylo to latwe. No osoba ta zaczela uzywac sowjego
dziecka jak tarczy.
Nic nie umie na ezgaminie- placz i opowiesci o chorobie dziecka. Niektorzy
egzaminatorzy sie na
to nabierali i dostawala ta wyproszna "troje", ku niezadowloeniu innych,
ktorzy w przypadku trudniejszego egzaminu na ta "troje"sie napracowali. Gdy
egzaminator
nie interesowal sie jej zyciem prywatnym, tylko ocenia wiedze (a raczej jej
brak) osoba
ta zalila sie ze kobieta z dzieckiem jest w Polsce ...dyskryminowana bo uwazala
ze nalezy
jej wszytsko ulatwiac bo "ona ma dziecko". Czasem byly prace w grupie do
wykonania, i zawsze
reszta grupy musial robic jej za nia czesc no bo "ona ma dziecko".
Z podobna sytuacja zetknela sie moja kolezanka w pracy- kobieta z dzieckiem
zawsze urywala
sie wczesniej a reszta musial za nia wykonywac robote.
Czy jednak zycie prywatne nie pownno byc osobista sprawa kazdego. Dlaczego
dziecko ma
byc lepszym usprawiedliwiem do niewypelnienia swoich obowiazkow niz np. radka.
W koncu kazdy ma swoje zycie prywatne i jak nie daje rade ich
laczyc to moze powinien je przeorganizowac- na studiach wzciasc dziekanke, w
pracy zatrudnic
sie np. na pol etatu i na tym pol etatu porzadnie pracowac?
Czy ktos z Was spotkal podobne przypadki? Co o tym myslicie?