Matki a praca

12.06.02, 13:54
Pod wplywem ostanich "macierzynskich" i feministycznych watkow postanowilam
zapytac Was o
zdanie w sprawie pracujacych matek.
Otoz mialam na studiach kolezanke (ktora poszla na nie zeby znalezc meza, ale
to inny temat),
ktora w trakcie studiow zaszla w ciaze i urodzila dziecko. Zamiast wziasc urlop
dziekanski
i odchowac troche dziecko, postanowila normalnie studiowac, a ze do
najzdolniejszych nie
naleza plus miala dziecko nie bylo to latwe. No osoba ta zaczela uzywac sowjego
dziecka jak tarczy.
Nic nie umie na ezgaminie- placz i opowiesci o chorobie dziecka. Niektorzy
egzaminatorzy sie na
to nabierali i dostawala ta wyproszna "troje", ku niezadowloeniu innych,
ktorzy w przypadku trudniejszego egzaminu na ta "troje"sie napracowali. Gdy
egzaminator
nie interesowal sie jej zyciem prywatnym, tylko ocenia wiedze (a raczej jej
brak) osoba
ta zalila sie ze kobieta z dzieckiem jest w Polsce ...dyskryminowana bo uwazala
ze nalezy
jej wszytsko ulatwiac bo "ona ma dziecko". Czasem byly prace w grupie do
wykonania, i zawsze
reszta grupy musial robic jej za nia czesc no bo "ona ma dziecko".
Z podobna sytuacja zetknela sie moja kolezanka w pracy- kobieta z dzieckiem
zawsze urywala
sie wczesniej a reszta musial za nia wykonywac robote.
Czy jednak zycie prywatne nie pownno byc osobista sprawa kazdego. Dlaczego
dziecko ma
byc lepszym usprawiedliwiem do niewypelnienia swoich obowiazkow niz np. radka.
W koncu kazdy ma swoje zycie prywatne i jak nie daje rade ich
laczyc to moze powinien je przeorganizowac- na studiach wzciasc dziekanke, w
pracy zatrudnic
sie np. na pol etatu i na tym pol etatu porzadnie pracowac?
Czy ktos z Was spotkal podobne przypadki? Co o tym myslicie?
    • kini Re: Matki a praca 12.06.02, 13:57
      Spotkałam, spotkałam. I mam dokładnie takie samo zdanie, jak ty.
      • Gość: kasiulek Re: Matki a praca IP: *.daimler-benz.com 12.06.02, 14:02
        Owszem, owszem, i studiowalam z takimi i pracowalam. A ze ja dzieci jeszcze nie
        mam, wiec niestety bylam ta, ktora musiala pracowac, zeby kolezanka-mama mogla
        wczesniej isc do domu ('zeby dziecko nie powiedzialo do niej ktoregos dnia
        PROSZE PANI':)). Kolezanki studentki-mamy tez wykorzystywaly swoja sytuacje,
        ale jakby mniej - moze dlatego, ze na studiach bylo mniej mam:)
        Moim zdaniem zenujace jest wykorzystywanie faktu posiadania dziecka do tak
        zwyklych spraw...
    • suzume Re: Matki a praca 12.06.02, 14:01
      goga.74 napisał(a):

      > Czy jednak zycie prywatne nie pownno byc osobista sprawa kazdego. Dlaczego
      > dziecko ma byc lepszym usprawiedliwiem do niewypelnienia swoich obowiazkow niz
      > np. radka.
      > W koncu kazdy ma swoje zycie prywatne i jak nie daje rade ich
      > laczyc to moze powinien je przeorganizowac- na studiach wzciasc dziekanke, w
      > pracy zatrudnic sie np. na pol etatu i na tym pol etatu porzadnie pracowac?
      > Czy ktos z Was spotkal podobne przypadki? Co o tym myslicie?

      oczywiście, że masz rację.
      ale pewnie dostanie Ci się od mamuś ;)
    • Gość: sagan Re: Matki a praca IP: *.desy.de 12.06.02, 14:02
      i to moze byc jeden z powodow, dlaczego nie najchetniej
      zatrudnia sie kobiety z dziecmi...

      ale na pewno nie wszystkie matki sa takie!
      ja sie spotkalam z innym przypadkiem - bardzo
      budujacym. dziewczyna, ktora wydawala sie pod kloszem
      chowana, dostala bardzo po lapach od zycia - ciaza,
      slub, rozwod... wszystko w czasie studiow. balysmy sie
      o nia...
      a ona sobie swietnie poradzila :) wcale nie zaslaniala
      sie dzieckiem, tylko dzielnie walczyla :) dodam, ze
      dziecka tez nie zaniedbywala! po prostu mozna, jak sie
      chce.
      jedyna rzecz, ktora zrobilysmy dla niej, to jedna z nas
      chodzila za nia na cwiczenia, ktore odbywaly sie raz na
      tydzien, rano, w porze karmienia, trwaly ze 3 godziny i
      nie bylo mowy, zeby przyszla na nie z dzieckiem! ani
      tez, aby robila to kiedy indziej czy w jakims
      rozsadniejszym trybie. a szkoda bylo tracic rok przez
      jeden idiotyczny przedmiot...
      tak wiec, kobieca solidarnoscia pomoglysmy, ale to byla
      nasza decyzja.

      bardzo ja wszystkie podziwialysmy :)
      wiecej takich mam!
      • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 14:04
        Gość portalu: sagan napisał(a):

        > i to moze byc jeden z powodow, dlaczego nie najchetniej
        > zatrudnia sie kobiety z dziecmi...
        >
        > ale na pewno nie wszystkie matki sa takie!
        Oczywscie ze nie wszyskie, ale wyglada na to ze calkiem niemalo.
        • Gość: kobieta Re: Matki a praca IP: *.chello.pl 12.06.02, 14:08
          I dlatego najlepiej nie miec dzieci i usuwac je tak jak kobieta z watku "Seks i
          aborcja" . Wtedy wszyscy sa zadowoleni.

          JESTESCIE NIEPRAWDOPODOBNIE OBLUDNI.
          Kochacie dzieci jak jasna cholera.
          • Gość: kasiulek Re: Matki a praca IP: *.daimler-benz.com 12.06.02, 14:13
            Gość portalu: kobieta napisał(a):

            > I dlatego najlepiej nie miec dzieci i usuwac je tak jak kobieta z watku "Seks i
            >
            > aborcja" . Wtedy wszyscy sa zadowoleni.
            >
            > JESTESCIE NIEPRAWDOPODOBNIE OBLUDNI.
            > Kochacie dzieci jak jasna cholera.


            Zaraz, zaraz, o co Pani chodzi?
            Przeciez zadna z nas nie napisala, ze nie kocha dzieci albo nie lubi dzieci!
            W temacie watku chodzi o to, ze wiele matek wykorzystuje swoje polozenie do
            zalatwiania swoich spraw. I ze to wykorzystywanie dziecka nam sie nie podoba!
            Wszystko jasne?

    • Gość: Melba Re: Matki a praca IP: *.chello.pl 12.06.02, 14:14
      Nie mam nic przeciwko jednorazowemu wsparciu kogoś, np. wzięciu za niego dyzuru
      w pracy, bo dziecko, bo chory kot, bo dentysta, bo cokolwiek. Jednak sytuacje,
      o których piszesz, to obarczanie innych swoim życiem osobistym i nie powinno
      mieć miejsca. Dorośli ludzie, decydując się na dziecko, powinni we dwoje brać
      za nie odpowiedzialność i planować sposób opieki.
      • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 14:21


        > Nie mam nic przeciwko jednorazowemu wsparciu kogoś, np. wzięciu za niego dyzuru
        >
        > w pracy, bo dziecko, bo chory kot, bo dentysta, bo cokolwiek. Jednak sytuacje,
        > o których piszesz, to obarczanie innych swoim życiem osobistym i nie powinno
        > mieć miejsca. Dorośli ludzie, decydując się na dziecko, powinni we dwoje brać
        > za nie odpowiedzialność i planować sposób opieki.
        Oczywiscie, sama bym pomogla komus komu nagle by cos wypadlo czy to nagla choroba
        dziecka, czy cokolwiek innego.

        • Gość: JoP Re: Matki a praca IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.02, 21:10
          goga.74 napisał(a):
          nie odpowiedzialność i planować sposób opieki.
          > Oczywiscie, sama bym pomogla komus komu nagle by cos wypadlo czy to nagla choro
          > ba dziecka, czy cokolwiek innego.

          Oczywiście, to normalne. Wszyscy powinni sobie nawzajem pomagać, każdemu może coś
          wypaść.

          Tylko jakoś dziwnie chodzi mi po głowie przypadek opisany na jakejś amerykańskiej
          stronie: facet się skarżył, że u niego w pracy jest normalne, że dzieciaci
          urywają się wcześniej z pracy, bo dziecko rozgrywa jakiś ważny mecz bejzbolowy, a
          jak on chciał się zwolnić, bo jego kot wpadł pod samochód, to potraktowano go z
          oburzeniem: z powodu kota?

          JoP
    • Gość: Liwia Re: Matki a praca IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 12.06.02, 14:22
      Jestem matka z niezbyt dużym dzieckiem (2 lata). Nie
      zdażyło mi się zrzucać roboty na kogoś, ale ja mam
      specyficzny rodzaj pracy (naukowo-dydaktyczna).
      Zdarzyło mi sie dzwonic do szefa: mnie dziś nie będzie,
      bo dziecko chore, ale jak miałam zajęcia ze studentami,
      to małżonek siedział z małą albo ktoś mnie zastępował
      "za odrobienie".
      Słyszałam o przypadku, gdy wśród "mamuś" pracowała
      samotna dziewczyna i nigdy nie mogła wziąć wolnego w
      ferie lub wakacje, no bo one muszą mieć urlop z dziećmi.
      Uważam, że to nie fair.
      • Gość: kasiulek Re: Matki a praca IP: *.daimler-benz.com 12.06.02, 14:28
        Gość portalu: Liwia napisał(a):

        > Jestem matka z niezbyt dużym dzieckiem (2 lata). Nie
        > zdażyło mi się zrzucać roboty na kogoś, ale ja mam
        > specyficzny rodzaj pracy (naukowo-dydaktyczna).
        > Zdarzyło mi sie dzwonic do szefa: mnie dziś nie będzie,
        > bo dziecko chore, ale jak miałam zajęcia ze studentami,
        > to małżonek siedział z małą albo ktoś mnie zastępował
        > "za odrobienie".
        > Słyszałam o przypadku, gdy wśród "mamuś" pracowała
        > samotna dziewczyna i nigdy nie mogła wziąć wolnego w
        > ferie lub wakacje, no bo one muszą mieć urlop z dziećmi.
        > Uważam, że to nie fair.


        He he, moze o mojej kolezance slyszalas!
        Miala tak przez 2 lata - ani urlopu ani wolnego przed swietami, bo kolezanki-mamy
        mialy wieksze prawa (szefowa tez miala dzieci...)

        • Gość: Liwia Re: Matki a praca IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 12.06.02, 14:39
          Mam koleżankę, której była promotorka (już sie kobieta
          obroniła) powtarzała, że jak się nie ma rodziny to
          powinno się na uczelni siedzieć 24 godz. na dobę. Po
          czym , gdy skończyła 30-tkę, zaczęła ją wypytywać kiedy
          za mąż itp. Dziewczyna nie wytrzymała i odrzekła, że
          siedząc w pracy nie ma czasu na szukanie męża. Pani
          prof. poluzowała...
      • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 15:16
        > Słyszałam o przypadku, gdy wśród "mamuś" pracowała
        > samotna dziewczyna i nigdy nie mogła wziąć wolnego w
        > ferie lub wakacje, no bo one muszą mieć urlop z dziećmi.
        > Uważam, że to nie fair.
        No wlasnie, o takie zachowania mi chodzilo.
        A odnosnie tej dziewczyny jeszcze, to mi sie przypomnialo, ze jak raz nie dostala
        zaliczenia u kobiety (bezdzietnej) to uwazala ze tamat ja oblala z zadrosci o jej
        macierzynswto.


        • nell26 Re: Matki a praca 12.06.02, 15:25
          goga.74 napisał(a):

          > > Słyszałam o przypadku, gdy wśród "mamuś" pracowała
          > > samotna dziewczyna i nigdy nie mogła wziąć wolnego w
          > > ferie lub wakacje, no bo one muszą mieć urlop z dziećmi.
          > > Uważam, że to nie fair.
          > No wlasnie, o takie zachowania mi chodzilo.
          > A odnosnie tej dziewczyny jeszcze, to mi sie przypomnialo, ze jak raz nie dosta
          > la
          > zaliczenia u kobiety (bezdzietnej) to uwazala ze tamat ja oblala z zadrosci o j
          > ej
          > macierzynswto.
          >
          >
          Chyba jej mleko rzucilo sie na mozg..
    • Gość: Sten Re: Matki a praca IP: *.pkobp.pl 12.06.02, 15:51
      A ja się z większością nie zgadzam. Ludzie gdzie wy pracujecie, że tak te matki
      są hołubione i reszta musi za nie pracować?? Gdzietaka praca??? Ja mam dwoje
      dzieci w wieku 3,5 roku (bliźniaki). Do pracy wróciłam zaraz po macierzyńskim.
      Nie zdarzyło mi się być na zwolnieniu lekarskim przez ten czas. Nigdy też nie
      zasłaniałam się dziećmi. Dużo wyjeżdzam służbowo. Nigdy nie odmówiłam (choć
      miał mnie kto zastąpić). Sprawy związane z badaniami dzieci załatwiałam na
      jednodniowych urlopach. Uważam, że wiele można załatwić po godzinach pracy lub
      wolnym urlopowym dniem. Mam też męża, który wie, że ma dzieci i równo ze mną
      załatwia wszelkie związane z nimi sprawy (szczepienia, badania, kontrole itp.)
      Uważam, że te wasze znajome z dziećmi - to super złe przykłady. Uwierzcie, że
      pozytywnych przykładów jest też wiele. Pozdrawiam.
      PS Może kiedyś też będziecie miały dzieci - czy wówczas zmienicie zdanie ?
      Pozdrawiam.
      • Gość: Melba Re: Matki a praca IP: *.chello.pl 12.06.02, 16:00
        Nie zmienię zdania, kiedy się rozpączkuję :) Głupio byłoby mi, gdyby ktoś nei
        dostał urlopu, bo Melba ma dziecko i jej sie należy...ze wstydu bym się zapadła
        pod ziemię.
        Ogólnie zgadzam się z tym, co piszesz. I wiesz co? sama pomagam bezinteresownie
        dzieciatym kolezankom czasami, ot tok, by je odciążyć. Bo roumiem, jaki to w
        sumie musi być kołowrotek przy maluchu. Pozdruufki dla bliżniaków, a jedno czu
        dwu ;)?
        • Gość: frisky2 Re: Matki a praca IP: 62.233.139.* 12.06.02, 16:02
          Na male dziecko nalezy sie w ciagu roku 2 dni urlopu pielegnacyjnego (na matke,
          albo ojca, zalezy kto bierze rodzinne czy cos takiego). A jak dziecko jest
          chore, to rodzic dostaje zwolnienie lekarskie. Sprawa rozwiazana.
          • Gość: Melba Re: Matki a praca IP: *.chello.pl 12.06.02, 16:07
            Tu chyba bardziej chodzi o urywanie się z pracy czy urlopy.
            • Gość: frisky2 Re: Matki a praca IP: 62.233.139.* 12.06.02, 16:11
              Urywanie sie z pracy to kwestia etyki. Nie tylko matki sie urywaja.
              A urlopy dzisiaj i tak kazdy musi wykorzystac, bo groza kary pracodawcom. ci
              wrecz wyganiaja ludzi na urlopy. Wiec nie sadze, zeby przez pracownice-matki
              ktos bezdzietny nie dostal urlopu.
            • kini Re: Matki a praca 12.06.02, 16:12
              Gość portalu: Melba napisał(a):

              > Tu chyba bardziej chodzi o urywanie się z pracy czy urlopy.

              I nie tylko. W ogóle myślenie "bo mnie się należy, bo ja mam małe dziecko, więc
              ktoś musi to zrobić za mnie albo zostać za mnie po godzinach" itp.
              • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 16:14
                kini napisał(a):

                > Gość portalu: Melba napisał(a):
                >
                > > Tu chyba bardziej chodzi o urywanie się z pracy czy urlopy.
                >
                > I nie tylko. W ogóle myślenie "bo mnie się należy, bo ja mam małe dziecko, więc
                >
                > ktoś musi to zrobić za mnie albo zostać za mnie po godzinach" itp.

                Wlasnie, dokladnie o to mi chodzilo.



              • Gość: Melba Re: Matki a praca IP: *.chello.pl 12.06.02, 16:15
                No właśnie. A urlopu często bezdzietni nie dostają, bo ważniejsi są dzietni.
                Kumpel dostał miesiąc na przełomie października i listopada. Akurat nie stać go
                na ciepłe kraje, to się chłopak ubawi :) Dzietni dostali latem.
                • Gość: frisky2 Re: Matki a praca IP: 62.233.139.* 12.06.02, 16:19
                  Widze, ze problemem nie jest juz dyskryminacja kobiet, ale wszechpotezny
                  matriarchat.
                  • kini Re: Matki a praca 12.06.02, 16:22
                    Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                    > Widze, ze problemem nie jest juz dyskryminacja kobiet, ale wszechpotezny
                    > matriarchat.

                    Może to głupie, ale jest i to, i to. Zawsze jak jest jakas dyskusja o
                    dyskryminowaniu kobiet w pracy, to piszę o tym, że niektóre kobiety aż się
                    proszą, żeby je dyskryminować.
                    • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 16:26
                      kini napisał(a):

                      > Gość portalu: frisky2 napisał(a):
                      >
                      > > Widze, ze problemem nie jest juz dyskryminacja kobiet, ale wszechpotezny
                      > > matriarchat.
                      >
                      > Może to głupie, ale jest i to, i to.

                      Masz racje, ze jedenj strony jest dyskryminacja ale jest tez ten kult Matki-Polki.
                      Odmowisz takiej kobiecie zostania po godzinach za nia to od razu jestes egositka
                      co nie kocha dzieci. No bo przeciez matka musi isc do domu zajac sie dzieckiem a
                      kobieta bezdzietna nie musi, bo to co ona chce robic w swoim wolym czasie jest
                      mniej wazne od macierzynstwa tej pierwszej.
                      • kini Re: Matki a praca 12.06.02, 16:33
                        goga.74 napisał(a):

                        > No bo przeciez matka musi isc do domu zajac sie dzieckiem
                        > a
                        > kobieta bezdzietna nie musi, bo to co ona chce robic w swoim wolym czasie jest
                        > mniej wazne od macierzynstwa tej pierwszej.

                        To jest właśnie rzecz, która mnie wkurza najbardziej. U mnie w pracy uważa się to
                        za absolutnie normalne, że to ja zawsze mam czas, to ja zawsze mogę zostać po
                        godzinach, to jestem całkowicie dyspozycyjna! Tak, jakbym nie miała żadnych
                        innych zajęć.
                        • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 16:36
                          kini napisał(a):

                          > goga.74 napisał(a):
                          >
                          > > No bo przeciez matka musi isc do domu zajac sie dzieckiem
                          > > a
                          > > kobieta bezdzietna nie musi, bo to co ona chce robic w swoim wolym czasie
                          > jest
                          > > mniej wazne od macierzynstwa tej pierwszej.
                          >
                          > To jest właśnie rzecz, która mnie wkurza najbardziej. U mnie w pracy uważa się
                          > to
                          > za absolutnie normalne, że to ja zawsze mam czas, to ja zawsze mogę zostać po
                          > godzinach, to jestem całkowicie dyspozycyjna! Tak, jakbym nie miała żadnych
                          > innych zajęć.

                          No pewnie ze to musisz byc Ty, no bo nie masz dziecka :)))
                          • kini Re: Matki a praca 12.06.02, 16:42
                            goga.74 napisał(a):

                            > No pewnie ze to musisz byc Ty, no bo nie masz dziecka :)))

                            Ano właśnie. Na szczęście już jedną swoją koleżankę wyprowadziłam z błędu.
                      • Gość: normalna Re: Matki a praca IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.02, 00:22
                        Dziewczyny!gdzie wy pracujecie???? ...i ile w was żółci i niespełnienia, że
                        takie bzdury wypisujecie!!!!!! Sama wychowuję córkę i nigdy nie wykorzystywałam
                        tego faktu ani na studiach, ani w pracy, zreszta nawet, gdybym chciała - NIGDY
                        NIKOGO TO NIE OBCHODZIŁO. Wręcz przeciwnie: pracodawcy wiedzieli, ze mi
                        podwójnie zalezy na zatrudnieniu, bo jestem odpowiedzialna za siebie dziecko,
                        czego nie można powiedzeić o panienkach utrzymywanych przez mamusie do 30-tki i
                        zarabiających jedynie na kosmetyki.Dlatego one zawsze wykręcały się, a ja po
                        prostu nie mogłam sobie na narażenie sie szefom pozwolić. Na studiach RAZ
                        śmiałam przynieśc swój wkład w prace zespołowa o dzień później i panienka,
                        taka, jak wy, nawymyślała mi od nieodpowiedzialnych leni. Pół roku później sama
                        zaszła w ciążę i juz bedąc w tym stanie, mimo, że utrzymywana przez rodziców,
                        (ja pracowałam) nie dała rady zaliczyć jakiejkolwiek sesji.
                        • kini Re: Matki a praca 13.06.02, 09:16
                          To chyba ty jesteś pełna żółci. Z całym szacunkiem.
                          • Gość: normalna Re: Matki a praca IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.02, 12:43
                            kini napisał(a):

                            > To chyba ty jesteś pełna żółci. Z całym szacunkiem.

                            ...owszem, jak czytam te wasze opowieści z księżyca wzięte i porównuję je z
                            rzeczywistością, której doświadczam...
                            Również z szacunkiem.
                            • kini Re: Matki a praca 14.06.02, 12:49
                              Gość portalu: normalna napisał(a):

                              > ...owszem, jak czytam te wasze opowieści z księżyca wzięte i porównuję je z
                              > rzeczywistością, której doświadczam...
                              > Również z szacunkiem.

                              Dlaczego z księżyca wzięte? Uważasz, że są nieprawdziwe?
                              • Gość: normalna Re: Matki a praca IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.02, 20:14
                                ...kini ...napisałam, jak wygląda moje życie matki (dodam: samotnej matki):
                                nikt nie ułatwia mi CZEGOKOLWIEK z tego powodu, a wręcz przeciwnie, odnoszę
                                wrażenie, że jestem łatwym obiektem do wykorzystania: łatwym, bo w
                                trudniejszej, niż inni, sytuacji. Dodam, że dostałam wypowiedzenie z pracy w
                                dniu, w którym przyszłam po odwiezieniu (jak zwykle) chorego dziecka do babci,
                                bo kończyłam "priorytetowy projekt". To był ostatni dzien m-ca i gdybym nie
                                przyszła, otrzymałabym wymówienie następnego dnia, a więc juz w kolejnym m-cu i
                                pracowałabym o m-c dłużej. Mogłam pójść na zwolnienie, ale WYMAGANO ode mnie
                                ukończenia projektu w terminie, choćby się paliło i waliło. Pod groźbą utraty
                                pracy. Więc przyszłam,żeby jej nie stracić, choć chciało mi się płakać, że nie
                                moge zaopiekowac się dzeickiem. Myślisz, ze ktoś to docenił? Że kogoś wzruszała
                                moja sytuacja? Tego samego dnia wywalili mnie bez zadnych skrupułów. Dlatego
                                takie ataki, jak cały ten wątek, bardzo nie irytują, budzą moje rozgoryczenie i
                                poczucie krzywdy. Jasne? pozdrawiam.
                  • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 16:23
                    Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                    > Widze, ze problemem nie jest juz dyskryminacja kobiet, ale wszechpotezny
                    > matriarchat.


                    Na szczescie wiel tez matek z normalnym podejsciem (Liwia,Sten).
                    Ale wydaje mi sie ze takie podejscie ze skoro mam dziecko to mi sie nalezy
                    dziala na niekorzysc kobiet- stad potem sie biora te opinie pracownik
                    kobieta=problemy.
                    • Gość: frisky2 Re: Matki a praca IP: 62.233.139.* 12.06.02, 16:26
                      Tak na prawde to swiadczy przede wszystkim o kierownictwie. Nie widze problemu,
                      jesli szef od razu postawi sprawe jasno, ze praca to praca, a rodzina to
                      rodzina. I nie faworyzuje matek, czy ojcow. A jesli ma w dupie atmosfere w
                      pracy i zgadza sie ana wszystko (czyt: zadania matek) to rodza sie problemy
                      miedzy pracownikami.
                      Mysle, ze mamy raczej problem z profesjonalna kadra zarzadzajaca niz z
                      pracownikami. Ci zawsze beda starali sie robic tak, zeby im bylo najwygodniej
                      • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 16:37
                        Masz w tym sporo racji. Ale takie kierownicwto bedzie uchodzilo w oczach
                        opisanego przeze mnie typu za to dyskryminujace.
                    • kini Re: Matki a praca 12.06.02, 16:26
                      goga.74 napisał(a):

                      > Ale wydaje mi sie ze takie podejscie ze skoro mam dziecko to mi sie nalezy
                      > dziala na niekorzysc kobiet- stad potem sie biora te opinie pracownik
                      > kobieta=problemy.

                      Dokładnie tak!
        • Gość: Sten Re: Matki a praca IP: *.pkobp.pl 14.06.02, 12:17
          Czytam sobie i czytam i nie wiem o co chodzi. Chyba się to wszystko już
          zagmatwało strasznie. Wyczytałam tam informację, że czyjś kolega dostał urlop w
          listopadzie bo lato jest dla matek. No to pytam gdzie on pracuje???? Czy
          istnieje coś takiego jak plan urlopów???? A właściwie to nie o plan chodzi
          tylko o następno wyczytaną tu rzecz a mianowicie o kadrę kierowniczą. I tu jest
          pies pogrzebany. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy szef odmawia urlopu w
          danym terminie, bo właśnie Krysia, która ma dwójkę dzieci ma pierwszeństwo. Czy
          istnieją jeszcze takie instytucje i tacy szefowie??? Uważam, że tarcza w osobie
          małego dziecka lub małych dzieci jest bez sensu. Kobieta, która decyduje się na
          bycie matką powinna być dorosła. Powinna zdawać sobie sprawę z powagi tej
          sytuacji i trudności. Nie jestem w stanie zrozumieć kobiet, które mówią : nie
          mam co zrobić z dzieckiem, muszę się zwolnić, bo mam lekarza, przedszkole
          zalało, itd itp. Może jestem dziwna, ale uważam, że dla chcącego nie ma nic
          trudnego. Opiekę można znaleźć. Jeśli są to incydentalne przypadki to
          oczywiście wszystko OK. Ale wiem też że zdarzają się przypadki nagminnego
          wykorzystywania tego. I to chyba o to w tym wątku chodzi. I dalej jak bumerang
          wraca tu szef, który patrzy na to albo nie patrzy. Ponadto uważam, że jeśli
          mogę ja to mogą też inni (chyba każdy z nas ma w sobie coś takiego : ja
          zrobiłem a on nie potrafi???). Ja mam dwójkę bąbli i potrafię radzić sobie
          doskonale (z pomocą męża jak pisałam) to taka inna matka, która ma jedno i
          ciągłe problemy nie jest dla mnie osobą godną czegokolwiek (mam tu na myśli
          pozytywną ocenę). Nie jestem dla takich matek wyrozumiała. Ja sama kieruję
          kilkunastoosobową grupą ludzi, wśród których są też matki. Zdarzyło mi się mieć
          matki z ciągłymi problemami, ale niestety nie byłam dla nich wyrozumiała. Nie
          było natomiast sytuacji udzielania urlopu matce z dzieckiem w lipcu, a
          bezdzietnej dziewczynie z listopadzie. Uważam, że w kwestii urlopów powinni
          dogadać się sami i tak zazwyczaj się dzieje. Jeśli są zgryzy wówczas zarządzam
          losowanie kto w tym terminie weźmie. Nie mogę być stronnicza i nie jestem.
          Chyba trochę nabałaganiłam w tym poście ale pisałam to z przerwami więc z góry
          przepraszam. I jeszcze jedno. Dziewczyny (to do tych, które zostają w
          zastępstwie za koleżanki) jeśli jesteście takie rozżalone to powiedzcie to
          swoim szefom (jeśli są normalni) i nie dajcie się tak wykorzystywać (jeśli to
          jest możliwe). Pozdrawiam was serdecznie.
          • goga.74 Re: Matki a praca 14.06.02, 19:57
            Sten- oby wlasnie osob z takim podejsciem jak Ty bylo jak najwiecej.
            Pozdrawiam.
        • Gość: Sten Re: Matki a praca - do Melby IP: *.pkobp.pl 14.06.02, 12:25
          Gość portalu: Melba napisał(a):

          > Nie zmienię zdania, kiedy się rozpączkuję :) Głupio byłoby mi, gdyby ktoś nei
          > dostał urlopu, bo Melba ma dziecko i jej sie należy...ze wstydu bym się zapadła
          >
          > pod ziemię.
          > Ogólnie zgadzam się z tym, co piszesz. I wiesz co? sama pomagam bezinteresownie
          >
          > dzieciatym kolezankom czasami, ot tok, by je odciążyć. Bo roumiem, jaki to w
          > sumie musi być kołowrotek przy maluchu. Pozdruufki dla bliżniaków, a jedno czu
          > dwu ;)?

          Droga Melbo! Dla ogółu już się rozpisałam chwilę wcześniej. A teraz do Ciebie. To
          jasne, że nie zmienisz zdania bo nie jesteś "z tych". Wywnioskowałam to z Twoich
          wypowiedzi. Przy dziecku rzeczywiście jest kupa roboty. Nazwałabym to nawet turbo
          kołowrotem a nie zdrobniale kołowrotkiem. Ale z całą pewnością twierdzę, że to
          wszystko jest do opanowania. To tylko kwestia organizacji życia i samego siebie.
          Bliźniaki są dwu. Jeśli chciałabyś zapytać o płeć to od razu odpowiadam -
          dziołchy. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

      • Gość: elve Re: Matki a praca IP: *.netland.gda.pl 12.06.02, 18:27
        Obiema ręcami i nogyma się podpisuję pod tą postawą i podejściem. Brawo, Sten.
    • Gość: xsenia jeśli ktoś chce to potrafi IP: *.bydgoska.krakow.pl 12.06.02, 16:53
      studiować lub pracować wychowując małe dziecko i nie zawracać nikomu tym głowy,
      miałam koleżnaki na studiach, które jakiś czas chodziły z brzuchem, znikay na
      kilka dni i wracały już bez brzucha. Frekwencja 90% (te brakjące 10% spędziły
      na porodówce), w indeksie same bdb. Czasami tylko pojawiały się prośby o zmianę
      grupy ćwiczeniowej na dogodniejszy termin z powodów rodzinnych i to wszystko.
      W firmie, w której pracowałam była dziewczyna z V roku, która miałą małe
      dziecko, dowiedziałam się o tym dopiera po kilku tygodniach, nigdy się nie
      spóźniała i była b.sumienna, w dodatku już po 3 miesiącach pracy dla tego
      sknery, jakim był właściciel interesu znalazła sobie lepszą pracę, ja dopiero
      po roku coś wymyśliłam, chociaż nie mam dziecka.
      Na studiach miałam też kolegę, który przez 5 lat zużył chyba najwiecej
      książeczek lekarskich, zapisanych zwolnieniami w całej 600letniej historii
      naszej 'szkółki', będąc zupełnie zdrowym fizycznie. W ciążę zajść nie mógł z
      przyczyn oczywistych, gdyby jednak... strach pomysleć, co by sie działo, założę
      się że nie spocząłby zanim nie wyjęczałby samych piątek 'na dziecko'.

      Morał z tego taki, ze kto jest sumienny i pracowity będzie taki, nawetw trudnej
      stuacji, a kto jest leniem, leniem pozostanie.
      • goga.74 Re: jeśli ktoś chce to potrafi 12.06.02, 17:13
        Gość portalu: xsenia napisał(a):

        > studiować lub pracować wychowując małe dziecko i nie zawracać nikomu tym głowy,
        > miałam koleżnaki na studiach, które jakiś czas chodziły z brzuchem, znikay na
        > kilka dni i wracały już bez brzucha. Frekwencja 90% (te brakjące 10% spędziły
        > na porodówce), w indeksie same bdb. Czasami tylko pojawiały się prośby o zmianę
        >
        > grupy ćwiczeniowej na dogodniejszy termin z powodów rodzinnych i to wszystko.
        > W firmie, w której pracowałam była dziewczyna z V roku, która miałą małe
        > dziecko, dowiedziałam się o tym dopiera po kilku tygodniach, nigdy się nie
        > spóźniała i była b.sumienna, w dodatku już po 3 miesiącach pracy dla tego
        > sknery, jakim był właściciel interesu znalazła sobie lepszą pracę, ja dopiero
        > po roku coś wymyśliłam, chociaż nie mam dziecka.
        > Na studiach miałam też kolegę, który przez 5 lat zużył chyba najwiecej
        > książeczek lekarskich, zapisanych zwolnieniami w całej 600letniej historii
        > naszej 'szkółki', będąc zupełnie zdrowym fizycznie. W ciążę zajść nie mógł z
        > przyczyn oczywistych, gdyby jednak... strach pomysleć, co by sie działo, założę
        >
        > się że nie spocząłby zanim nie wyjęczałby samych piątek 'na dziecko'.
        >
        > Morał z tego taki, ze kto jest sumienny i pracowity będzie taki, nawetw trudnej
        >
        > stuacji, a kto jest leniem, leniem pozostanie.

        Swiete slowa Xeniu, dla niektorych ludzi kazdy pretekst jest dobry zeby nic nie
        robic. Tez znam przyklady dziewczyn ktore super sobie radzily.
        Do Twojego "studiować lub pracować wychowując małe dziecko i nie zawracać nikomu
        tym głowy" dodam tylko, ze jak ktos tak nie potrafi to w koncu nie lazdy musi
        skonczyc studia a i pracowac mozna na pol etatu.

    • eremka Re: Matki a praca 12.06.02, 17:02
      Tez się zastanawiam, gdzie pracujecie, że macie takie doświadczenia. U mnie w
      robocie kobity posłusznie wracaja po urlopiku macierzyńskim, bo boja sie, że
      jak wezmą wychowawczy, to je przegonia, bo na ich miejsce czekacie wy, młode
      lwice, których przewaga jest właśnie dyspozycyjność i brak potomstwa. A jedynym
      przywilejem takiej młodej pracującej matki jest mozliwość godzinnej przerwy na
      karmienie. Nikogo nie obchodzi, że dziecko chore czy cos tam. Jest projekt
      trzeba go skończyc, sa spotkania, które trzeba przygotowac i zaliczyc i jeszcze
      dobrze wypaść - nie ma przeproś. A na wakacje moje dziecko jeździ z babcią, bo
      ja moge maksymalnie opuścić pracę na tydzień.
      • Gość: frisky2 Re: Matki a praca IP: 62.233.139.* 12.06.02, 17:06
        Z ta przerwa na karmienie to tez jest niezly przekret. Siedzi sobie taka mama 7
        godzin w pracy i zrywa sie godzine wczesniej, bo ma przerwe na karmienie. A co
        dzidzius jadl przez te 7 godzin? Czekal poslusznie az mama wroci?
      • goga.74 Re: Matki a praca 12.06.02, 17:10


        > Tez się zastanawiam, gdzie pracujecie, że macie takie doświadczenia. U mnie w
        > robocie kobity posłusznie wracaja po urlopiku macierzyńskim, bo boja sie, że
        > jak wezmą wychowawczy, to je przegonia, bo na ich miejsce czekacie wy, młode
        > lwice, których przewaga jest właśnie dyspozycyjność i brak potomstwa.

        Eremko, ja nie czekam na zwolnienie czyjegos miejsca- bardzo dobrze mi na moim.
        Natomiast Twoj post troche potwierdzil to co pisalam- myslenie ze jak kobieta nie
        ma dziecka, to musi byc dyspozycyjna, bo zycie osobiste kogos bez dziecka sie nie
        liczy. A sowja droga skad przypuszczenie ze musze byc mloda lwica?
        • Gość: frisky2 Re: Matki a praca IP: 62.233.139.* 12.06.02, 17:11
          A jeszcze do tego dochodza mlode tygrysy. Jak pani jest szefowa, to...
          • Gość: Melba Re: Matki a praca IP: *.chello.pl 12.06.02, 17:38
            Nie zgadzam się z Eremką. Nie jestem żadną lwica czyhającą na biedne dzieciate.
            Sama chcę mieć dzieci i moja branża należy do tych nietoksycznych i to też był
            mój życiowy wybór, ale jesli już bym pracowała w takiej firmie,ja bym się nie
            bała wziąć wychowawczego, bo dziecko jest świadomą decyzją i uważam , że
            pierwszy rok matka powinna być przy dziecku niemalże non-stop, trudne, ale tak
            jest. Goga nie zakładała tego wątku, zeby pogadać o problemie urlopów
            wychowawczych, tylko o cwaniactwie, jak sądzę. Więc te argument są z innej
            beczki, niestety
            • eremka Re: Matki a praca 13.06.02, 09:40
              Dopiero teraz moge sie odezwac. Po pierwsze i najważniejsze, jesli to wątek
              o "cfaniactwie", to przepraszam - nie doczytałam sie. Zrozumiałam, że jest to
              wątek o pracujących (czy tez studiujących) matkach, które wykorzystują swoje
              macierzyństwo do różnych "przekrętów" w stylu opisywanym wyżej, a ich
              pracodawcy idą im na rękę ciemiężąc tym samym inne kobitki (te nieobarczone). W
              dużej mierze zalezy to od pracodawcy i zasad panujących w firmie - moje zdanie.
              Dlatego napisałam, co napisałam - u mnie w pracy nie ma dyskryminacji kobiet
              (czy mężczyzn) z powodu nieposiadania potomstwa. Natomiast w kwestii
              cwaniactwa ... owszem, tez moge sie wypowiedzieć, ale bardziej ogólnie - u mnie
              najwiekszym cwaniakiem jest drugi po Bogu, czyli wiceprezes.
              Jeśli chodzi o branie czy niebranie urlopów wychowawczych i różne inne
              dyrdymały w tym stylu to nie będę sie wikłac w akademickie dyskusje, bo ja
              jestem praktykiem i wiem, że życie płata okrutne figle i czasem trzeba schowac
              do szuflady pryncypia i wybrać mniejsze zło. Bo niewiele chyba znajdzie sie
              matek, które uważają, że dla półrocznego dziecka najlepszym wyjściem jest
              spędzanie czasu w żłobku czy z obcą babą (nianią), a nie z matką czy ojcem.
          • eremka Re: Matki a praca 13.06.02, 09:44
            Nie młode tygrysy tylko "malcziki"...
        • eremka Re: Matki a praca 13.06.02, 09:42
          Młode lwice to była figura stylistyczna - dla odróżnienia np. od starych
          pudernic, niczego złego nie miałam na mysli.
    • zlotyrybek Re: Matki a praca 14.06.02, 22:04
      Goga, w moim przypadku to było tak :
      1. Najpierw dzieci
      2. 5 lat w domu (bo towarzystwo trzeba odchować i w myśl zasady "albo rybki
      albo akwarium"
      3. Nie da się normalnie pracować dopóki dziecko nie pójdzie do szkoły (jego
      układ odpornościowy jest za słaby i ciągle choruje - nie ma bata.
      4. W międzyczasie klepałam dane na komputerze, pisałam prace, dawałam
      korepetycje (żeby nie wymóżdżyć sie do końca :))
      5. Jak dzieci poszły do zerówki - praca na zlecenie
      6. Jak poszły do szkoły - praca na etat.

      Tak to działa i polecam wszystkim. Bo na wszystko w życiu jest pora: na pracę,
      dzieci, karierę, starość.
      Pozdrowionka
      • cyntia1 Re: Matki a praca 18.06.02, 00:26
        Przeczytałam właśnie cały wątek i Tobie postanowiłam przyklasnąć. Ja jestem w
        połowie tej drogi, którą Ty przebyłaś, siedzę z dziećmi, mam opiekunkę, do
        pracy nie wróciłam, ale założyłam swój mały biznesik, który pozwala mi trochę
        zarobić, nie oblepiać się do końca kurzymi piórkami i nie mieć pretensji do
        całego świata, że idzie do przodu. Moim zdaniem obie strony mają trochę racji,
        bo dlaczego dziewczyna bez dzieci ma nie zarabiać lepiej i nie awansować skoro
        poświęca pracy więcej uwagi i zaangażowania?. Z kolei rozumiem szczerze mówiąc
        tylko te matki, które wracają do pracy zaraz po urlopie wyłącznie ze względu na
        trudną syt. materialną. Nie można mieć wszystkiego, albo rybki albo akwarium.
        Jeśli kobieta decyduje się na dziecko, to powinna z nim być przynajmniej do
        skończenia 3 lat (głównie ze względów emocjonalnych, nie zdrowotnych). Jeśli
        chce robić zawrotną karierę, powinna macierzyństwo odłożyć na później. Ja do
        końca 9 miesiąca latałam z pierwszym dzieckiem w brzuchu do pracy i
        zapewniałam, że wracam za 3 miesiące, a jak już urodziłam, to wsiąkłam,
        zobaczyłam, że są inne wartości niż praca, że w domu też się można realizować,
        a ten wyścig szczurów już mnie jakoś nie pociąga. Zresztą jak pracowałam, to
        kiedy musiałam zwolnić samotną matkę z 2 dzieci było mi znacznie trudniej niż
        młodą dziewczynę. Dlatego teraz, gdy mi się trochę ciasno w domku zrobiło wolę
        pracować na własną rękę. Jest też wspomniany wątek holenderski, godny
        polecenia, ale u nas nieczęsto kobieta może zarobić więcej niż facet, a jeszcze
        żadziej mężczyzna z chęcią zajmie się gotowaniem rosołu.
        Jednak tym młodym, bezdzietnym dziewczynom radzę poczekać z tak drastycznymi
        osądami mam pracujących do czasu gdy same będą miały dzieci, zbyt małe dochody
        męża żeby pracować na pół etatu, lub (czego nie życzę) brak męża wogóle.
        Serdecznie pzdr:)))
    • Gość: xsenia Re:asumując IP: *.bydgoska.krakow.pl 17.06.02, 12:44
      co mnie najbardziej zdumiało w wypowiedziach pracujacych polskich matek
      (teraźniejszych i przyszłych) to bezdyskusyjne przekonanie, że wychowanie
      dzieci jest ich wyłącznym obowiązkiem, zadna nawet nie wspomniała (chyba że cos
      przeoczyłam) o delegowaniu uprawnień wychowawczych na wspómałżonka, dzielnie z
      nim urlopu wychowawczego. rzecz w sumie oczywista, wszyscy wiedzą, że tak jest,
      wydaje się jadnak, ze kobiety w wiekszości wacale nie są zainteresowane zmianą
      tej sytuacji, co oznacza równocześnie zgodę na dyskryminację na rynku pracy,
      niższe płace, itp. wiele wskazuje na to, że kobiety są co najmniej w takim
      samym stopniu przywiązane do stereotypowych ról rodzinnych, jak ich partnerzy
      (?)

      Goga, czy zauwazyłaś podobne sympomy u matek Holenderek?
      • Gość: xsenia Re:asumując/errata IP: *.bydgoska.krakow.pl 17.06.02, 13:22
        sorrry, jest jedna matka, która przyznała, ze dzieli się obowiązkami
        wychowawczymi - Sten. nie zmienia to jednak wymowy wczesniejszego postu, znacza
        część problemów z matkami w pracy bierze się stąd, że są to samotne matki, bez
        wzgledu na stan cywilny.
        • Gość: Melba Re:asumując/errata IP: *.chello.pl 17.06.02, 14:10
          Hej Xeniu,kiedyś tu napisałam, że mój facet ma zamiar wymiennie ze mną brać
          urlopy wychowawcze. Gremium forumowe stwierdizło,niemal jednogłośnie, że "to
          nie facet" :) Pozdrawiam :)
          • Gość: xsenia Re:asumując/errata IP: *.bydgoska.krakow.pl 17.06.02, 14:44
            Gość portalu: Melba napisał(a):

            > Hej Xeniu,kiedyś tu napisałam, że mój facet ma zamiar wymiennie ze mną brać
            > urlopy wychowawcze.
            to miło, tu napisałaś, że chcesz spędzić rok z dzieckiem (tak mi się wydaje)
            Gremium forumowe stwierdizło,niemal jednogłośnie, że "to
            > nie facet"
            właśnie, o to mi idzie, społeczeństwo polskie jest dość bezwzględne w
            egzekwowaniu poświęcenia się zaszczytnej roli matki-polki, a nikt nie lubi być
            dwiantem stad wiele (pewnie wiekszość) kobiet akceptuje taki 'podział' pracy bez
            mrugnięcia okiem.
            :) Pozdrawiam :)
            ja rónież :)

            do Gogi,
            myslę, że wcale tak daleko nie odeszliśmy od tematu, to cwaniactwo matek
            pracujacych zapewne bierze się m.in. z checi wynagrodzenia sobie w jakiś sposób
            trudnej sytuacji domowo-zawodowej, przeciążenia obowiązkami. ktoś, kto nie
            znajduje zrozumienia u najbliższych, próbuje to zrozumienie wyegzekwować gdzie
            indziej, bo przecież "coś mi się od życia należy", zgłaszając swoje pretensje nie
            tam, gdzie powinny być skierowane.

      • goga.74 Re:asumując 17.06.02, 14:10
        > co mnie najbardziej zdumiało w wypowiedziach pracujacych polskich matek
        > (teraźniejszych i przyszłych) to bezdyskusyjne przekonanie, że wychowanie
        > dzieci jest ich wyłącznym obowiązkiem, zadna nawet nie wspomniała (chyba że cos
        >
        > przeoczyłam) o delegowaniu uprawnień wychowawczych na wspómałżonka, dzielnie z
        > nim urlopu wychowawczego. rzecz w sumie oczywista, wszyscy wiedzą, że tak jest,
        >
        > wydaje się jadnak, ze kobiety w wiekszości wacale nie są zainteresowane zmianą
        >
        > tej sytuacji, co oznacza równocześnie zgodę na dyskryminację na rynku pracy,
        > niższe płace, itp. wiele wskazuje na to, że kobiety są co najmniej w takim
        > samym stopniu przywiązane do stereotypowych ról rodzinnych, jak ich partnerzy
        > (?)
        >
        > Goga, czy zauwazyłaś podobne sympomy u matek Holenderek?

        Odeszlismy juz od tematu...

        W Holandii wiele matek po urodzeniu dziecka przestaje pracowac.
        W Polsce jednak wiekszosc kobiet zawsze pracowala zawodowo a na dodatek w domu.
        Tutaj kobiety od niedawna zaczely pracowac zawodowo i jeszcze nie wszystko jest
        do tego przystosowane- np. moja znajoma chetnie wrocila by juz do pracy ale nie
        moze, bo mam miejsce w zlobku dopiero za ... rok. Jest zdecydowanie za malo
        zlobkow i przedszkoli. Z tego co wiem, staraja sie to zmienic, bo jest to duze
        ograniczenie. Sami przyznaja, ze sa pod tym wzgledem troche zacofani.
        Poza za jedna z tzw. cech narodowych Holendrow uwazam zdrowy rozsadek. Czyli
        podzial rol jest taki jaki w danym momencie ten zdrowy rozsdek nakazuje.
        Przyklad - znajome malzenstwo- jak oboje pracowali to oboje zajmowlai sie domem w
        rownym stopniu, jak on stracil prace to on przejal obowiazki domowe, bo bez sensu
        zeby zona wracala i jeszcze gotowala obiad, teraz z kolei on pracuje i
        spodziewaja sie dziecka, i ona bierze urlop macierzynski bo ma ochote posiedziec
        w domu z dzieckiem. Czyli - brak jakiegos sztywnego podzialu rol na "kobiece"
        i "meskie". Co do sytuacji gdzie oboje pracuja a tylko kobieta zajmuje sie
        domem, mysle ze zadna Holenderka by na to nie poszla. Owszemn, moga zajmowac sie
        domem i dziecmi, ale wtedy chlop do roboty. Poza tym oni sa tez bardzo
        tolerancyjni i wszelkie konfiguracje sa akceptowalne.
        • Gość: xsenia nie na temat IP: *.bydgoska.krakow.pl 17.06.02, 14:57
          trudno oprzeć się wrażeniu, ze polskiemu feminizmowi w niektórych jego
          przejawach chodzi o wyegzekwowanie od państwa gratyfikacji za uiemiężenie rolą
          matki-polki, przy jednoczaesnym dążeniu do zachowania tego kuriozalnego
          podziału ról i obowiązków rodzinnych.
          • goga.74 Re: nie na temat 17.06.02, 23:33


            > trudno oprzeć się wrażeniu, ze polskiemu feminizmowi w niektórych jego
            > przejawach chodzi o wyegzekwowanie od państwa gratyfikacji za uiemiężenie rolą
            > matki-polki, przy jednoczaesnym dążeniu do zachowania tego kuriozalnego
            > podziału ról i obowiązków rodzinnych.

            Wedlug mnie te wypowiedzi sie czesto kupy nie trzymaja. Z jedenj strony czytam
            panie wypowiadajace sie ze chcialyby rownych zarobkow itd. a z drugiej strony w
            innym watku ta sama osoba pisze ze jej mezczyzna pownien zarabiac wiecej niz ona,
            bo inaczej by go nie szanowala. Nie da sie tak, i jak chce sie rownouprawnienia
            to tez z pewnych rzeczy trzeba zrezygnowac a to nie kazdemu jest na reke.
            • Gość: xsenia Re: nie na temat IP: *.bydgoska.krakow.pl 18.06.02, 21:45
              goga.74 napisał(a):

              >
              >
              > > trudno oprzeć się wrażeniu, ze polskiemu feminizmowi w niektórych jego
              > > przejawach chodzi o wyegzekwowanie od państwa gratyfikacji za uiemiężenie
              > rolą
              > > matki-polki, przy jednoczaesnym dążeniu do zachowania tego kuriozalnego
              > > podziału ról i obowiązków rodzinnych.
              >
              > Wedlug mnie te wypowiedzi sie czesto kupy nie trzymaja. Z jedenj strony czytam
              > panie wypowiadajace sie ze chcialyby rownych zarobkow itd. a z drugiej strony w
              >
              > innym watku ta sama osoba pisze ze jej mezczyzna pownien zarabiac wiecej niz on
              > a,
              > bo inaczej by go nie szanowala. Nie da sie tak, i jak chce sie rownouprawnienia
              >
              > to tez z pewnych rzeczy trzeba zrezygnowac a to nie kazdemu jest na reke.

              oczywiście masz rcję. zastanawia mnie, jakie korzyści wtórne mają przysłowiowe
              już 'matki Polki' z bohaterskiego dźwigania na swych barkach 100% trudów
              wychowania dzieci, zajmowania się domem itd. itp., bo jakieś przecież mają. skąd
              to bezdyskusyjne przekonanie, że dziecko przez ileś lat MUSI non stop być z
              matką? przecież tego nie da się uzasadnić względami medycznymi, ani
              psychologicznymi. znam sytuację, gdy wpadkowe dziecko koleżanki ze studiów przez
              pierwszy rok życia było wychowywane praktycznie przez dziadka, a dziewczyna
              kontynuowała studia w innym mieście, dzieciak jest zdrów i wesół. nieraz wydaje
              mi się, że kobietom nawet bardziej, niż facetom zależy na sztywnym trzymaniu się
              przepisów ról rodzinnych, tylko po jakie licho? wyglada to tak, jakby wyłaczność
              na rodzicielstwo oznaczało posiadanie pakietu kontrolnego akcji
              spółki 'małżeństwo'. bycie matką (i żoną) jest dla wielu kobiet sposobem
              na 'bycie kimś ważnym', ciekawe, że dotyczy to również tych, które osiągają
              sukcesy w innych dziedzinach. może niektórym 'cwaniarom' faktycznie wydaje się,
              że należy im się więcej, niż bezdzietnym; są przecież kimś szczególnym - matkami.
              (?)
              • piega97 Re: Matki a praca 18.06.02, 22:07
                Jestem samotna matka z dwojka dzieci(13,10 lat),kiedy byly mlodsze do
                przedszkola "upychalam" z goraczka,kazdy telefon podnosil mi cisnienie,ze moze
                wychowawczyni z przedszkola.Teraz tez pracuje duzo.To ja jak kapitan wychodze
                z pracy prawie zawsze ostatnia.Kosztem moich dzieci pracuje prawie w kazda
                sobote od 7 lub 8 do 14 lub 15.Kiedy dzieci sa chore siedza same w domu.Nie
                moge sobie pozwolic na zwolnienia lekarskie.Natomiast u mnie w pracy bezdzietni,
                odpowiedzialni wystarczy,ze maja goraczke 37,2 i juz do lekarza albo
                w godzinach pracy maja tysiace waznych spraw do zalatwienia.Nigdy dla swoich
                korzysci nie wykorzystalam faktu,ze jestem samotna matka.Pozdrawiam wszystkich
                "ciezko" pracujacych(wykorzystywanych przez tych co maja dzieci).
Pełna wersja