15.03.05, 10:41
Czytając Wasze posty nie trudno czasami się domyśleć, że bardzo ciężko
znosicie rozłąkę a raczej nie dajecie rady. To nic nienaturalnego. Ale
właśnie, czy macie taką ambicję, żeby "stwardnieć" i jak skała snieść ten
czas bez M ? Bez postrzeganego z boku utyskiwania i wysychania, z radością,
że Wasz związek zyskuje na sile a nie traci jej w codziennej, zwykłej
gonitwie ? jak to z Wami jest? Pękacie czasami, często czy nie chce Wam się
już zbierać do kupy ? Trzymajcie się!
Obserwuj wątek
    • barborka81 Re: Emocje 15.03.05, 11:30
      Zadałeś trudne pytanie. Raczej nie mam ambicji być "twardą", ale jakieś 2 lata
      temu przechodziłam bardzo ciężki okres. Waliło mi się wszystko czego się
      dotknęłam a jego nie było przy mnie. Jak już doszłam do siebie powiedziałam
      sobie, że nigdy więcej. Chcę normalnie funkcjonować, nie chcę chodzić
      zdołowana, przygnębiona, nie chcę się izolować...Od tamtej pory (choć mam
      chwilę załamania, jak każda z nas) staram się myśleć pozytywnie, często się
      uśmiecham, zajmuje sobie maksymalnie czas(praca, studia, aerobik, etc.). Dzięki
      temu i moj M lepiej znosi rozłąki, bo wie, że nie dzieje mi się krzywda, a
      rozmowy przez telefon nie marnujemy na nic nie dające płacze i szlochy
      (oczywiście moje;-)) ), ale na duuuuuużo przyjemniejsze teamty;-)))))
      Pozdrawiam:-)))) Ciekawa jestem jak ty to znosisz. Czy mężczyźni też mają
      chwilę załamania?? Jak sobie z nimi radzisz?? Nam bardziej "przystoi" płakać z
      tęskonty;-)))
      • irazone Re: Emocje 15.03.05, 11:54
        u mnie sinusoida-od szczęścia i super humoru do dna-takiego,że niżej nie
        można...
        wtedy nie mam ochoty nigdy się zbierać do kupy,wyć i rozpaczać. na szczęście od
        kiedy mamy synka nie mam raczej czasu na aż takie użalanie się. a jak już jest
        ragicznie,zawsze wiem,że muszę się postarać,bo teraz odpowiadam jeszcze za
        młodego-nie tylko za siebie :)
      • lovcen Re: Emocje 15.03.05, 13:36
        Jak ja to znoszę ? Teraz to już chyba nie zniosę, jeśli irazone mówi, że od
        tęsknoty przyjemniejsze jest już rodzenie dzieci! ;)
        Serio... pewnie tak samo jak każdy człowiek, który czuje i ma pragnienia.
        Staram się szukać przyśpieszyć czas poprzez różne zajęcia ale chyba
        najważniejsze jest jednak postarać się wykorzystać ten czas dla siebie, więc
        staram się myśleć o sobie, dbać bardziej i troszczyć się. Kochać siebie nie
        karcić. Śmieszne to stary koń i tak dziecinnieje. Nic to. Wiem, że moje M życzy
        mi jak najlpeiej więc staram się to spełnić i żyć jak najlepiej. Tego się
        trzymam.

        Pozdrawiam
        • as2008 Re: Emocje 15.03.05, 13:38
          lovcen napisał:


          > Staram się szukać przyśpieszyć czas poprzez różne zajęcia ale chyba
          > najważniejsze jest jednak postarać się wykorzystać ten czas dla siebie, więc
          > staram się myśleć o sobie, dbać bardziej i troszczyć się. Kochać siebie nie
          > karcić. Śmieszne to stary koń i tak dziecinnieje. Nic to. Wiem, że moje M
          życzy
          >
          > mi jak najlpeiej więc staram się to spełnić i żyć jak najlepiej. Tego się
          > trzymam.

          podpisuje sie dwiema lapkami
          trzeba sie samemu troche porozpieszczac
          bo dol czycha ;)
          as

    • shalu Re: Emocje 15.03.05, 16:34
      Przechodziłam juz chyba wszystkie mozliwe stany.Ale pare lat temu w moim zyciu
      nastapila bardzo duza zmiana.Konczylam studia, pod znakiem zapytania stawala
      praca, mieszkanie, wszystko sie walilo a moj M wyjachal wlasnie w kolejny
      rejs.Balam sie,ze ciagle wspierajac jego i ledwie wiazac swoje zycie w sensowna
      calosc zagubilam sie w tym wszystkim.Bo ja tez mialam marzenia, plany.Chcialam
      zobaczyc swiat i poczuc na ile sama sobie daje rade w zyciu.I obronilam dyplom,
      znalazlam ciekawa prace zagranica, spakowalam sie i wyjechalam.Sprawdzilam sie
      w calkiem nowym srodowisku, zobaczylam ze czlowiek kiedy naprawde ma problemy
      potrafi sie w sobie zebrac, nauczylam sie jezyka, swobody w poruszaniu po
      obcych krajach,spelnilam swoje marzenia i po 13 miesiacach nie widzenia
      sie,kiedy tylko sie spotkalismy padla decyzja ze tak bardzo chcemy nasz zwiazek
      uczynic formalnym.I po 3 tygodniach w USC bylismy malzenstwem.Chociaz
      narzeczenstwem wczesniej 5 lat.Tesknie ,ale wreszcie zyje, nie czekam. nie
      zazdroszcze mu.Udal mi sie ocalic siebie, nie jestem sflustrowana.Zwiazek po
      tej probie jest bardzo silny,zniknely glupie sprzeczki i oboje bardzo doceniamy
      to ze mamy siebie.najbardziej pocieszajaca jest swiadomosc ze mam tak kochanego
      czlowieka w swoim zyciu
    • keti3 Re: Emocje 15.03.05, 17:24
      poczatki mojego "bycia dzielna" byly nedzne, zeby nie powiedziec ze
      zalosne.polegaly glownie na zmuszaniu sie wyjsc z domu, spotykaniu sie ze
      znajomymi, rodzinne obiadki itp.za to uzalanie sie nad soba, placz, łazy w
      oczach, depresja niewymuszone.dopiero bardzo powazny wypadek z ktorego cudem
      udalo mi sie wyjsc daly mi do myslenia i posatwil mnie na nogi. nie bylo Go
      wtedy przy mnie, nie moglam sie skontaktowac, a bylam bardzo blisko tego, ze
      juz nigdy sie nie zobaczymy...nawet dobrze sie wtedy nie pozegnalismy, jakos
      tak na chybcika...spieszyl sie na lotnisko, byl spozniony. ja jeszcze plakalam,
      blagalam go zeby nie jechal, ze boje sie o niego itd. jak sie okazalo mialam
      dobre przeczucia tylko nie chodzilo o niego. wtedy musialam, musialam sobie
      poradzic z emocjami, z zalem, ze strachem, z samotnoscia! musialam, zeby go
      jeszcze zobaczyc, zeby po powrocie nie musial patrzec na psychiczne warzywo, z
      ktorym nie mozna porozmawiac.chcialam byc dzielna wlasnie dla niego, zeby mogl
      byc ze mnie dumny, ze pomimo wszystko potrafie i chce sie usmiechac i z nim
      zyc.tesknilam za nim, ale wazniejsza byla swiadomosc tego, ze zyje i ze sie
      jeszcze spotkamy. to bylo 2 tygodnie po naszym slubie kiedy musial wyjechac na
      statek i kiedy moglby mnie juz nigdy nie zobaczyc! a przeciez mielismy jeszcze
      tyle planow, wakacje, dzidzius, nowa łazienka... to bylo dawno temu.teraz wiem,
      ze mam w sobie duzo sily,ale to ze jest nam czasami bardzo smutno placzemy jak
      to jest chyba normalne...kocham go bo jeszcze niogdy nie otrzymalam w zyciu
      tyle milosci i czulosci co od niego.od Mojego Męza Marynarza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka