Dodaj do ulubionych

Brak mi słow... :(

17.06.02, 09:36
Mam dobrego znajomego - gość jest 2 lata starszy od mojego ojca, ale jesteśmny
z sobą na fantastycznej koleżeńskiej stopie, wlaściwie nie odczuwam różnicy
wieku. Co mnie jednak wkurza, to jego popaprana rodzina, a wlaciwie kobiety
jego życia.
Częściowo pisałem już kiedyś o jego córce, ale chcialbym mu jakoś pomóc, stąd
zapytam was o zdanie, bo sam już nie widzę żadnego światelka w tunelu.
Corka,lat 28 - skonczyla jakieś liceum, ale do matury już nbie przystapiła, bo
i poco ? Kto by się takimi głupotami jak matura przejmował... przez te 8 czy 9
lat od ukończenia szkoły pracowała może pół roku, zwolniła się z pracy na
wlasną prośbę - po co pracować, skoro mieszka z matką i ojcem, wypiorą,
nakarmią, ... - nawret nie szuka, ba nie myśli nawet o pracy. Kiedy
ojciec "wyganiał" ją do jakiejś roboty, mateńka staje w obronie - "ona jeszcze
zdąży się napracować w zyciu".
Kiedy 2 lata temu chciala sie chajtnąć - ojcu cos nie wiedział sie ten jej
gość, twierdzil, Że od razu wyglądał mu na nugusa. Matce ponoć rownież - ale co
do czego, to powiedziala mu. że to w koncu nie on będzie znim żył.
No i wzieli ślub - dzieckiem mieszka z matką, a tej jej fagas, choc mieszka
pomnoć w tej samej warszawskiej kamienicy - dobrze jak laskawie raczy nawiedzić
ją i dziecko 2 razy w tygodniu, sam mieszka z mamusią, ktora jeszcze nigdy nie
zaszla do synowej aby zobaczyc wnuczkę (czujecie ten klimat - babcia nigdy nie
wiedziała swojej wnuczki, pomimo że mieska w tej samej kamienicy ?)
Kiedy ten mój kolega chce coś z tym zrobić, bo nie może być przecież tak, że
dorosla córka siedzi w jego domu bez pomysłu na życie z podrzuconym jak przez
kukułkę dzieckiem, matka tej dzieweczki w rozmowie z nim przyznaje mu rację,
ale kidy dochodzi co do czego, że trzeba w koncu porozmawiać z nia, to sie
wycofuje, i popiera tę idiotke.
Żeby byo ciekawiej, dziewczę nie garnie się do niczego - ani do roboty na
pieniądze, ani do roboty w domu - kompletna mimoza, bez jakichkolwiek
zainteresowań - cale jej życie to wyjście z pieskiem na spacer, M jak miłość i
inne BigBrothery. A już jakiekolwiek myślenie o pracowaniu chociażby na swoją
emeryturę kiedyś - to nie w jej stylu.
Kompletna załamka.
Obserwuj wątek
    • bukowski27 zycie ja zweryfikuje... 17.06.02, 09:40
      za pare lat... tylko ze wtedy nie bedzie poafila zrozumiec dlaczego tak sie
      dzieje... no chyba ze bogata z domu.
      • matrek Re: zycie ja zweryfikuje... 17.06.02, 11:29
        Tak, z całą pewnością ją zweryfikuje, tylko że to raczej marne pocieszenie dla
        ojca...

        • bukowski27 matrek 17.06.02, 11:48
          ale jak rozumiem nie o pocieszenie tu chodzi? czego sie spodziewasz? jakich
          rad? czy mozna wychowac 30 letnia kobiete? wydaje mi sie ze sie ten twoj
          znajomy nie przylozyl w wychopawniu... nie dbal o to? nie potrafil? teraz nie
          nadrobisz 30letnich zaleglosci...
    • muszek0 Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 09:40
      kiedyś był tutaj poruszany problem bezstresowego wychowania...
    • agniecha27 Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 09:48
      Myślę, że Twój kolega naprawdę powinien się postawić tym swoim kobitkom, bo w
      ten sposób też im szkodzi. Człowiek nie jest niestety istotą wieczną i kiedyś
      przecież ich kochana córeczka zostanie sama z ich (pewnie jeszcze bardziej
      ukochaną wnuczką) i co wtedy? Musie o tym pomyśleć, bo wychowuje córkę na
      inwalidkę społeczną... i co tu dużo ukrywać na pasożyta.
      Pozdrowionka :)
      • matrek Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 09:59
        On o tym wie, tylko przecież nie stlucze ich. problem polega na tym, że żadne
        argumenty nie docierają.
        • agniecha27 Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 10:06
          Systematyczna praca metodyczna nad córeczką nie zaszkodzi. Chodzi mi o to, żeby
          może regularnie suszył jej głowę o to, żeby szukała pracy, podtykał gazety z
          ogłoszeniami. A poza tym trzeba w takich sytuacjach twardym być nie miętkim.
          Owszem, nie może jej przecież pozbawić żarełka, czy rzeczy potrzebnych dziecku,
          ale może zabronić jej używania rzeczy luksusowych, tzn. np. telefon, pieniążki
          na "drobne" wydatki, ciuszki, kosmetyki itd. itp. Jak jej będzie zależało
          chociaż na tym, to zrozumie, że dobrze jest mieć własne pieniążki... Jak
          znajdzie pracę i zacznie zarabiać, to i swoje dziecko będzie w stanie
          utrzymać... aż w końcu dorośnie...
          Tylko musi postępować konsekwentnie...
          :)))
          P.S. Jak tam się udało (i czy w ogóle) spotkanie forumowiczów?
          • matrek Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 11:28
            agniecha27 napisał(a):

            > Systematyczna praca metodyczna nad córeczką nie zaszkodzi. Chodzi mi o to, żeby
            >
            > może regularnie suszył jej głowę o to, żeby szukała pracy, podtykał gazety z
            > ogłoszeniami. A poza tym trzeba w takich sytuacjach twardym być nie miętkim.
            > Owszem, nie może jej przecież pozbawić żarełka, czy rzeczy potrzebnych dziecku,
            >
            > ale może zabronić jej używania rzeczy luksusowych, tzn. np. telefon, pieniążki
            > na "drobne" wydatki, ciuszki, kosmetyki itd. itp. Jak jej będzie zależało
            > chociaż na tym, to zrozumie, że dobrze jest mieć własne pieniążki... Jak
            > znajdzie pracę i zacznie zarabiać, to i swoje dziecko będzie w stanie
            > utrzymać... aż w końcu dorośnie...

            Aga, on już jej powiedział, że wobec takiej jej postawy życiowej, nie ma co
            liczymieszkanie - nic z tego, chwilowo się oburzyla, a później i to olała i nadal
            olewa. To po prostu roślina

            > Tylko musi postępować konsekwentnie...
            > :)))
            > P.S. Jak tam się udało (i czy w ogóle) spotkanie forumowiczów?

            Na razie nic nie było, ale ja i tak do jutra włącznie jestem wyłączony z życia
            towarzyskiego - mam jutro egzamin.
            • agniecha27 Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 11:39
              Ale taką sobie roślinkę wychował na swoim własnym łonie, to albo odetnie jej
              korzonki i roslinka zdechnie, albo przesadzi ją gdzieś indziej i będzie sobie
              musiała sama poradzić...
              Ja na razie nie mam dzieci, ale już wiem, że napewno nie będą miały wszystkiego
              na każde zawołanie... ja nie miałam i bardzo szybko się usamodzielniłam i teraz
              nawet czasem pomagam rodzicom :))
              P.S. Egzamin pewnie jakiś trudny? Mam trzymać kciuki?
              Ale, ale - napewno sobie poradzisz... :)))
    • tuli_pan Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 10:59
      tez znam podobny przypadek, ja po 1 nie kumam tego jej mezusia, co to za facet?
      wlasne dziecko go nie interesuje?
      żona - rozumiem chyba, ze w lozku jest tak samo nudna jak w zyciu
      w ogole to dla mnie zenujace i strasznie sie wkur..iam gdy widze lub slysze ze
      ludzie prowadza takie zycie, na miejscu twojego kumpla to pojechalbym sobie do
      jakiegos sanatorium, poznal fajna babeczke, wyprowadzil sie od swojej starej i
      luzzzzzzzzzzzzzzzz do konca zycia, bo corka jest dorosla, tym bardziej sie nie
      uczy wiec nie musi jej utrzymywac....wspolczuje twojemu kumplowi
      • marina2 Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 11:14
        To ciekawe.Mam takich znajomych,ktorzy sa kiele 40stki.Utrzymuja ich rodzice
        kobiety.Najpierw sie niby ksztalcila ,ale studia rzucila na piatym roku.Nawet
        jakis czas pracowala.Ale po co pracowac jak rodzice wszystko dadza.Najpierw
        kupili mieszkanie,potem auto ,dom wybudowali ,auto wymienili,urzadzili
        domek,dzialeczke kupili i dlugi poplacili.A co!Facet nie pracuje od lat.Bardzo
        bym chciala poznac takich rodzicow.Chcialabym sie dowiedziec jak to wyglada od
        ich strony."Mlodzi" ,ze tak powiem oprocz tego,ze sie nalezy i starzy maja dac
        i nie dyskutowac nie przejawiaja zadnej formy aktywnosci zyciowej.Pilnuja
        jeno,zeby rodzenstwo wiecej nie dostalo.Martwia sie co bedzie ze spadkiem.Maja
        troche do odziedziczenia,ale i tak wszystko przepuszcza.Komornik nie raz im
        siedzial na karku.Dla mnie to jedna z form patologicznego zycia.Wydaje mi
        sie ,ze niektorzy ludzie za wczesnie dostaja pieniadze.m
    • Gość: Liwia Re: Brak mi słow... :( IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 17.06.02, 11:11
      Trochę mnie dziwi, że facet dopiwero teraz się
      zorientował, że z córeczką coś nie tak...
      Przecież ją wychowywał, więc w sumie płaci za własne
      grzechy.
      Moim zdaniem musi zagrać ostro, bo inaczej sprawy nie
      ruszy.
      Zięcia zaskarżyć o alimenty (nic nie pisałeś, czy daje
      pieniądze na utzrymanie dziecka). Jeśli żona nie
      pracuje - niech bawi wnuczkę, a córce znaleść
      jakąkolwiek pracę, albo zażądać, żeby się dokładała do
      czynszu i innych opłat. Jeśli nie będzie - wypisywać
      jej, ile jest "dłużna" i ani grosza na kosmetyki itd.
      • matrek Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 11:24
        Gość portalu: Liwia napisał(a):

        > Trochę mnie dziwi, że facet dopiwero teraz się
        > zorientował, że z córeczką coś nie tak...
        > Przecież ją wychowywał, więc w sumie płaci za własne
        > grzechy.
        > Moim zdaniem musi zagrać ostro, bo inaczej sprawy nie
        > ruszy.
        > Zięcia zaskarżyć o alimenty (nic nie pisałeś, czy daje
        > pieniądze na utzrymanie dziecka). Jeśli żona nie
        > pracuje - niech bawi wnuczkę, a córce znaleść
        > jakąkolwiek pracę, albo zażądać, żeby się dokładała do
        > czynszu i innych opłat. Jeśli nie będzie - wypisywać
        > jej, ile jest "dłużna" i ani grosza na kosmetyki itd.

        W końcu, po wielu bojach, wyegzekwowal, że tej jej mężyś daje jej 500 per miech
        niby na utrzymanie jaj i dziecka, ale waidomo że takie pieniądze to psu o dupę,
        jak na utrzymanie 2 osób - szczególnie malego dziecka. Pieniądze to jednak
        mniejsze piwo. Gorzej e relacje u nich w rodzinie są fatalne. Nie powiem, on sam
        rozwiudł się ileś tam lat z żoną, tyulko po to, aby mieć prawo do 2 mieszkań
        komunalnych, faktycznie jednak żyją w twałym związku i chyba lepszym niż wiele
        innych formalnie obowiązujących.
        I tytlko z tą porąbaną córką problem - to mamusia tak ją wychowala, że wyrosla na
        mimozę. Kiedy ten ją pędzil do roboty chociażby w domu, czy to umyć okna, czy
        zrobić coś do żarcia, albo chociaż poodkurzać, to mamusia ją wyręczala, z
        cytowanymi już w wyżej słowami - o czasie na napracowanie się w życiu - na ustach.
        Kiedy tatuś próbuje coś zrobić w sprawie jej małżeństwa - ta twierdzi że jej jest
        dobrze, tak jak jest. Mamusia choć popiera go w rozmowie z nim, kiedy dochodzi do
        rozmwoy z córeczką, chowa głowę w pisek, o ile wprost nie zaczyna jej bronić.
        Przykład z maturą - kiedy ta oświadczyla mamusi i tatusiowi na koniec liceum, że
        nie będzie robić matury, ojciec się końcu, na co jej matka do niego - a Ty masz
        maturę ? Tylko że w odróżnieniu od cróni, tatuś choć bez matury prowadzi małą
        firmę konsultingową, zatrudniając ileś tam osób, a córeczka jest kompletnie...
        ups, chcialem napisać bez jaj :)
        • tuli_pan Re: Brak mi słow... :( 17.06.02, 11:33
          matrek napisał(a):

          > W końcu, po wielu bojach, wyegzekwowal, że tej jej mężyś daje jej 500 per miech
          >
          > niby na utrzymanie jaj i dziecka, ale waidomo że takie pieniądze to psu o dupę,
          >
          > jak na utrzymanie 2 osób - szczególnie malego dziecka. Pieniądze to jednak
          > mniejsze piwo. Gorzej e relacje u nich w rodzinie są fatalne. Nie powiem, on sa
          > m
          > rozwiudł się ileś tam lat z żoną, tyulko po to, aby mieć prawo do 2 mieszkań
          > komunalnych, faktycznie jednak żyją w twałym związku i chyba lepszym niż wiele
          > innych formalnie obowiązujących.
          > I tytlko z tą porąbaną córką problem - to mamusia tak ją wychowala, że wyrosla
          > na
          > mimozę. Kiedy ten ją pędzil do roboty chociażby w domu, czy to umyć okna, czy
          > zrobić coś do żarcia, albo chociaż poodkurzać, to mamusia ją wyręczala, z
          > cytowanymi już w wyżej słowami - o czasie na napracowanie się w życiu - na usta
          > ch.
          > Kiedy tatuś próbuje coś zrobić w sprawie jej małżeństwa - ta twierdzi że jej je
          > st
          > dobrze, tak jak jest. Mamusia choć popiera go w rozmowie z nim, kiedy dochodzi
          > do
          > rozmwoy z córeczką, chowa głowę w pisek, o ile wprost nie zaczyna jej bronić.
          > Przykład z maturą - kiedy ta oświadczyla mamusi i tatusiowi na koniec liceum, ż
          > e
          > nie będzie robić matury, ojciec się końcu, na co jej matka do niego - a Ty masz
          >
          > maturę ? Tylko że w odróżnieniu od cróni, tatuś choć bez matury prowadzi małą
          > firmę konsultingową, zatrudniając ileś tam osób, a córeczka jest kompletnie...
          > ups, chcialem napisać bez jaj :)

          i doszlismy w koncu do sensownego wniosku - wszystkiemu winne sa baby


          • liloom to bylo jasne od poczatku watku 17.06.02, 11:48
            Tulipan, ja myslalam ze nie o wnioski chodzi, ale jak ratowac te biedne
            dziewcze? (nie widze ratunku)
            Czy moze ponosi mnie fantazja?
        • Gość: Liwia Re: Brak mi słow... :( IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 17.06.02, 11:52
          matrek napisał(a):


          > W końcu, po wielu bojach, wyegzekwowal, że tej jej
          mężyś daje jej 500 per miech
          >
          > niby na utrzymanie jaj i dziecka, ale waidomo że takie
          pieniądze to psu o dupę,
          Dobrze, że chociaż tyle daje, bo córeczka to nawet tyle
          na dziecko nie zarabia.
          >
          > jak na utrzymanie 2 osób - szczególnie malego dziecka.
          Pieniądze to jednak
          > mniejsze piwo. Gorzej e relacje u nich w rodzinie są
          fatalne.
          To może zaprosiłby zięcia od czasu na piwo. Jak się gość
          dobrze u nich poczuje, to będzie częściej przychodził.
          A tak szczerze mówiąc, to się gościowi nie dziwię.
          Panienka może była dobra do łóżka i na randkę, ale do
          życia codziennego, to już nie bardzo.

          >Nie powiem, on sam
          > rozwiudł się ileś tam lat z żoną, tyulko po to, aby
          mieć prawo do 2 mieszkań
          > komunalnych, faktycznie jednak żyją w twałym związku i
          chyba lepszym niż wiele
          > innych formalnie obowiązujących.
          > I tytlko z tą porąbaną córką problem - to mamusia tak
          ją wychowala, że wyrosla
          > na
          > mimozę. Kiedy ten ją pędzil do roboty chociażby w domu,
          czy to umyć okna, czy
          > zrobić coś do żarcia, albo chociaż poodkurzać, to
          mamusia ją wyręczala, z
          > cytowanymi już w wyżej słowami - o czasie na
          napracowanie się w życiu - na usta
          > ch.
          > Kiedy tatuś próbuje coś zrobić w sprawie jej małżeństwa
          - ta twierdzi że jej je
          > st
          > dobrze, tak jak jest. Mamusia choć popiera go w
          rozmowie z nim, kiedy dochodzi
          > do
          > rozmwoy z córeczką, chowa głowę w pisek, o ile wprost
          nie zaczyna jej bronić.
          > Przykład z maturą - kiedy ta oświadczyla mamusi i
          tatusiowi na koniec liceum, ż
          > e
          > nie będzie robić matury, ojciec się końcu, na co jej
          matka do niego - a Ty masz
          >
          > maturę ? Tylko że w odróżnieniu od cróni, tatuś choć
          bez matury prowadzi małą
          > firmę konsultingową, zatrudniając ileś tam osób, a
          córeczka jest kompletnie...
          > ups, chcialem napisać bez jaj :)
          To może córkę jako gońca ztrudni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka