Dodaj do ulubionych

ON NIE ŻYJE!!!

IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 10:51
...jeszcze 08.08 napisałam poniżeszego posta.
Nie pojechali do Międzyzdrojów. Pojechali do Darłówka.
I już nie wrócili. Zginęli 10.08 wieczorem w wypadku samochodowym.
Śmierć na miejscu.
Przez cały tydzień czułam się tak, jakbym zginęła razem z nimi.
Nekrologi, kwiaty, pogrzeb, kondolencje..
Czuję się jak wdowa, choć nie byliśmy już razem...
Potworna pustka. Nie mogę uwierzyć! I już nigdy się do niego nie przytulę..

<<<<


Piszę, gdyż dzielenie się moimi uczuciami z innymi zawsze mi pomaga.
Po prawie 7 latach zdecydowałam się z nim rozstać.
Dlaczego? Bo było między nami źle ale oboje nie potrafiliśmy podjąć
decyzji o
rozstaniu. Próbowaliśmy parokrotnie ale zawsze kończyło sie powrotem.
Poznałam go kiedy miałam 18 lat więc w zasadzie całe dorosłe życie
spędziliśmy razem. Nie muszę nikomu mówić, że każde miejsce, każdy
przedmiot
przywołuje w pamięci sytuacje z nim związane. Od jakiegoś czasu
mieszkaliśmy
w wynajmowanym mieszkaniu. Umowa wygasa pod koniec września a do tego
czasu z
pewnych przyczyn musimy pozostać tam razem. Zerwałam pod koniec czerwca.
On
długo prosił, żebym zmieniła decyzję, ale tym razem jestem nieugięta. Choć
go
kocham i wierzę, że kiedyś odnajdzie szczęście, wiem, że nie jest dobrym
facetem. Zdażało mu się mnie popchnąć, szturchnąć, uderzyć... Teraz tez
wiem,
że to on odpowiedzialny jest za drastyczny spadek mojej samooceny. Podobam
się mężczyznom. Od niego nie słyszałam tego baaardzo dawno.
Komplementy zasłyszane od znajomych obalał zawsze paroma uwagami. "W co ty
się ubrałaś?! Mogłabyś trochę schudnąć! Co to za makijaż?! Nie dbasz o
siebie!!"
Z czasem zaczęłam w to wszystko wierzyć i doprowadziłam się do takiego
stanu,
że czasem przemykałam się po miescie tak, aby tylko nikogo nie spotkać...
A kiedyś byłam tak pewna siebie...
Ale tak bardzo go kocham. Wina z pewnością nie leży wyłącznie po jego
stronie.
Po dwóch tygodniach od naszego rozstania zaczęłam się widywać z kimś innym.
Wiedziałam, że to szybko, ale potrzebowałam tego.
Przyjaciół w zasadzie nie mam, bo gdy go poznałam zerwałam z wszystkimi
kontakty. Wiem - wielki błąd. Gdyby nie to, pewnie wcześniej byśmy się
rozstali - a tak - wiedziałam, ze będę samotna.
W kazdym razie - mój "nowy" bardzo szybko się zaangażował a ja nie
potrafię.
To bardzo dobry facet, czuły, opiekuńczy. Ale nie jest NIM!
Postawiłam więc sprawę jasno - nie jestem gotowa na nowy związek.
W tym czasie ON zaczął się też z kimś spotykać.
Dziewczyna się zakochała. On mówi, że to po to, żeby zapomnieć o naszym
rozstaniu, nie myśleć... Obojgu nam ciężko.
Ale ja widzę, że to coś więcej. Biega na spotkania z nią, prasuje koszule,
perfumuje się, wraca późno w nocy. Wciąż dostaje i wysyła sms'y
uśmiechając
się przy tym.
To mnie boli... Jestem o nią zazdrosna.
Dziś są jego urodziny.
Kryzys.
Wyjeżdżają razem nad morze. Do "naszych" Międzyzdrojów...
Obserwuj wątek
    • agick współczuję ogromnie.. 19.08.02, 11:00

      i łączę się w Twoim bólu z Tobą - sama Ci udzielałam porad pod Twoim postem..
      a teraz taka tragedia...
      Boże jedyny - przecież Ty tez mogłaś być w tym samochodzie razem z nim..
      przykro mi tak, że nie umiem tego opisać. teraz musisz się wziąć w garść. i żyć
      dalej - mocno bardzo żyć.
      ściskam Cię mocno.
      Agick
      • Gość: kahula Re: współczuję ogromnie.. IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 11:17
        Dziękuję agick!
        A widzisz... poszłam do fryzjera ale nie zdążyłam już mu nawet pokazać swojej
        nowej fryzury..
        Jedna rzecz, która mnie cieszy, to, że nasza ostatnia rozmowa w dniu jego
        śmierci była bardzo, bardzo miła.
        Powiedziałam mu, ze go kocham i on powiedział mi to samo.
        W domu mam dla niego prezent urodzinowy. Chciałam mu go wręczyć po jego
        powrocie..
        Jest tyle bolesnych szczegółów...
        • agick kahula.. 19.08.02, 11:52
          to wszyskto jest tak smutne i straszne, że sama nie wiem co powiedzieć..
          najgorsze jest to, że od tej sytuacji nie ma już powrotu - to co się stało
          jest nieodwracalne.
          co czułaś po tej rozmowie z nim..?
          czy podjęliście decyzję, że jednak definitywnie koniec czy pozostała furtka
          otwarta..?

          musisz się pozbierać choć łatwiej to powiedzieć niż zrobić..
          wyprowadż się z tego mieszkania gdzie mieszkaliście razem - za dużo wspomnień,
          jego rzeczy..

          musisz być silna - ten prezent albo zostaw na jego grobie albo wyrzuć.. nie
          obdarowuj nim nikogo innego - był przeznaczony dla niego.

          wiem, że masz w sobie pustkę, rozpacz.. ale to już się nieodstanie.
          bądź silna, musisz być dla samej siebie..

          całuję.

          • Gość: kahula Re: agick IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 12:00
            Prezentu nikomu nie dam. To jasne.
            Mogę go oddać i tak właśnie zrobię.
            Nasza ostatnia rozmowa była bardzo "ciepła".
            Czułam, że jest zadowolony, że jest nad morzem i wypoczywa.
            Wiedziałam też, ze zadzwonił by podzielić się ze mną swoimi uczuciami. Od
            jakiegoś czasu tak było, bo przecież dotąd wszystko robiliśmy razem. Trudno nam
            było nagle się od tego odzwyczaić.
            Myślę, że w głębi serca oboje czuliśmy, że nie wszystko między nami zakończone..

            No a wieczorem postanowili się przejechać i skończyło się tak tragicznie.
            Wyniki sekcji nie są jeszcze znane. Nie sądzę, żeby powodem by alkohol...
            Nadmierna prędkość. Dawid zawsze jeździł szybko. Kłóciliśmy się o to. No i o
            zapinanie pasów!
            Pasów też tym razem nie zapiął...
            • agick kahula.. 19.08.02, 12:31
              bardzo dobrze - oddaj ten prezent.
              i wynieś się tego mieszkania.

              co będzie z jego rzeczami - rodzice je odbiorą czy jak..?
              postaraj się nie pogrążać w smutku - musisz się otrząsnąć. jest na pewno wiele
              spraw, które mieliście razem, w końcu 7 lat to szmat czasu.

              a potem wyjedż na parę dni - ale nie do tych "waszych" miejsc.. nie sprawiaj
              sobie więcej bólu.

              pisz do mnie na mail jak będziesz chciała jakoś tak bardziej prywatnie
              porozmawiać.
              • Gość: kahula Re: agick. IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 12:48
                Z mieszkania wyprowadzam się do końca sierpnia.
                Rzeczy Dawida muszę sama spakować. Z resztą - chcę tego.
                Póki co jego "bliskość" mi pomaga. Dlatego śpię w jego koszulach.
                Za jakiś czas zakończę te praktyki ale teraz potrzebuję tego.
                Rodzice Dawida są totalnie zrozpaczeni. On był jedynakiem.
                Obiecałam im, ze zajmę się całą "przeprowadzką".
                Wiem, że to nielogiczne, ale trochę obwiniają mnie o śmierć ich syna.
                W końcu to ja go zostawiłam...
                No i to ja zawsze odwlekałam decyzję o ślubie i dziecku.
                Przyjmuję to spokojnie, bo wiem, ze to z rozpaczy ale to kolejna łyżka
                dziegciu, którą muszę przełknąć.
                • agick kahula... 19.08.02, 13:12
                  jeszcze nie jedną łyżkę będziesz musiała przełknąć..
                  pośpij w jego koszulach a potem wszystko zapakuj i pożegnaj się z nim na
                  zawsze. jeśli jesteś katoliczką, daj na mszę za spokój jego duszy - na pewno
                  będzie tego potrzebował.. zginął śmiercią tragiczną i raczej nie miał czasu na
                  ostatnią spowiedź ani rozgrzeszenie.. wiem, że to może infantylen ale ja bym to
                  zrobiła.
                  jeśli czujesz taką potrzebę zostaw sobie jakąś po nim pamiątkę ale nie traktuj
                  tego jak relikwii - bardziej jak wspomnienie kogoś, kto był Ci bliski i
                  kochany..
                  i pamiętaj, że każdy ból i rozpacz kiedyś się kończy - ten ból też minie.. z
                  pewnością wiele razy będziesz płakać na widok czegoś, co Ci go przypomni,
                  miejsc gdzie wspólnie coś robiliście, zajęć, które razem robiliście.. ale z
                  czasem złagodnieje..
                  na pewno nigdy go nie zapomnisz - wiem to, bo też straciłam ukochaną osobę.

                  czeka Cię zapewne bolesna rozmowa z Jego rodzicami - muszisz ją przetrwać. Co
                  więcej - musisz im pomóc.. to był ich syn a Ty byłaś częścią Jego życia - a
                  więc i ich. To, że mają do Ciebie pretensje to normalna reakcja po stracie
                  ukochanego jedynaka.. Dobrze, że ich rozumiesz.

                  co dalej planujesz..?
                  bo Twoje życie toczy się dalej więc musisz planować - to gwarant tego, że nie
                  pogrązysz się w dalszej rozpaczy..



                  • Gość: kahula Re: kahula... IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 13:26
                    Msza była już w sobotę. Za Dawida i Anetę też.
                    Wybrałam też sobie parę rzeczy, które bardzo mi się z nim kojarzą.
                    Dawid przywiązywał ogromną wagę do wyglądu i szafę ma pełną pięknych rzeczy.
                    Zostawię sobie parę koszul, sweter i takie tam..
                    • agick Re: kahula... 19.08.02, 13:44
                      ja miałam na myśli mszę od Ciebie dla Niego - tylko.

                      z Twoich odpowiedzi wynika, że jakoś sobie radzisz i trzymasz się - to dobrze..
                      jak ten "nowy" zareagował na tę sytuację..?
                      • Gość: kahula Re: agick IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 14:02
                        Ale to była msza ode mnie. Tyle tylko, że pomyślałam, że Anecie też należy się
                        pamięć więc zamówiłam też za nią.
                        Trzymam się jakoś - nawet nie wiedziałam, ze jest tylu ludzi, którym moje
                        samopoczucie nie jest obojętne. To miłe, że wszyscy tak się o mnie troszczą.
                        "Nowy" jest zdruzgotany. Wspiera mnie mocno, ale to dla niego bardzo bolesne.
                        Powiedział, że teraz widzi, jak bardzo przez ten cały czas kochałam Dawida.
                        Wiem, ze mu z tym trudno, ale mimo wszystko jest przy mnie. Tyle tylko, że ja
                        nie chcę go tym wszystkim obarczać. Czuję, że to nie fair z mojej strony.
                        Ja opłakuję Dawida, a on mnie kocha...
                        • agick kahula 19.08.02, 14:17
                          skoro to było od Ciebie to w porządku - dobrze, że pomyślałaś też i o niej.
                          przepraszam, że o to zapytam, ile miał lat Dawid i Aneta..?

                          Jesli chodzi o "Nowego" to pozwól mu się kochać i opłakuj Dawida - będzie Ci
                          lżej mieć to ramię, w które możesz popłakać.. obecność drugiego człowieka jest
                          bardzo ważna. Przyjaciele przez chwilę z Tobą pobędą a potem każdy wróci do
                          swoich spraw - nawet szybciej, niż Ci się wydaje..a wtedy może się okazać, że
                          zostaniesz sama - nie licząc "Nowego"..
                          tak więc jeśli mogę Ci doradzić - to nie odrzucaj go teraz. Pozwól mu sobą się
                          zaopiekować. Mam nadzieję, że on będzie umiał zrozumieć Twój ból i to, że
                          musisz przecierpieć stratę kogoś, kogo kochałaś tak długo... ne uciekaj w
                          siebie - potem bardzo cięzko się wraca do normalnego świata..

                          a może powinnaś sprawić sobie psa..?
                          jeśli zostaniesz sama - mając zwierzaka nigdy sama nie będziesz...
                          uwierz mi - to daje bardzo dużo otuchy.
                          • Gość: kahula agick IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 14:44
                            Dawid miał 25 lat. Zginął dwa dni po swoich urodzinach..
                            Aneta - 23.

                            Psa sobie nie kupię. Nie będę miała dla niego czasu. Mam bardzo absorbującą
                            pracę. (może to i dobrze)
                            No i teraz wracam do rodziców do domu. Nie będę w stanie mieszkać sama.
                            Przynajmniej na razie.
                            A oni mieszkają w bloku.. Dla psa to mordęga.

                            "Nowy" jest niestety na straconej pozycji. Nie chcę go wykorzystać w ciężkich
                            chwilach a potem zostawić. A na razie nie jestem w stanie się zaangażować.
                            Chujowy jest ten świat i tyle!

                            • agick kahula 20.08.02, 09:17
                              przepraszam, że wczoraj nie odpisałam ale wyszłam do lekarza.
                              z psem fakt, czasem może być problem. ale to kwestia subiektywna.
                              przykro, że tacy młodzi ludzie już nie są wśród nas - tak na prawdę to straszna
                              tragedia.
                              ale patrząc na Twoje posty czuję, że się pozbierasz - nie wiem dlaczego ale
                              czuć siłę, którą masz w sobie.
                              "Nowy" - no cóż, chyba tak będzie lepiej niż dawać złudne nadzieje. Kidy
                              dojżejesz do bycia z kimś innym z pewnością spotkasz swoją miłość.

                              i masz całkowitą rację - życie jest chujowe, czasem tylko bywa piękne.
                              mocno Cię pozdrawiam,
                              agick
                              • andrew23 Re: kahula 20.08.02, 21:33

                                przedziwna i przeskomplikowana sytuacja, choć tragiczna przede wszystkim........
                                pozdrawiam i niech moc będzie z Tobą :)
                                andrew23
                                • Gość: kahula Re: kahula IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 21.08.02, 09:13
                                  Dziękuję Andrew23.
                                  Prawda, że to wszystko poplątane..?
                                  Wczoraj oglądałam "Magnolię". Fantastyczny film.
                                  Też ukazuje jak ludzkie losy potrafią być skąplikowane...
                                  Pozdrawiam
                              • Gość: kahula agick IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 21.08.02, 09:10
                                Dzięki.
                                Cieszę się, że napisałaś.
                                Pomału, powolutku układam sobie wszystko w głowie i sercu.
                                Dawida rodzice są dla mnie serdeczni choć obawiałam sie ich reakcji.
                                Nigdy nie wiadomo jak rozpacz pokieruje ludzkimi uczuciami.
                                Dziś miałam ciężki poranek. Obudziałam się i zdałam sobie sprawę z tego, że
                                jestem sama a w nocy miałam taki piękny sen...
              • Gość: kahula Re: agick. IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 12:52
                Z mieszkania wyprowadzam się do końca sierpnia.
                Rzeczy Dawida muszę sama spakować. Z resztą - chcę tego.
                Póki co jego "bliskość" mi pomaga. Dlatego śpię w jego koszulach.
                Za jakiś czas zakończę te praktyki ale teraz potrzebuję tego.
                Rodzice Dawida są totalnie zrozpaczeni. On był jedynakiem.
                Obiecałam im, ze zajmę się całą "przeprowadzką".
                Wiem, że to nielogiczne, ale trochę obwiniają mnie o śmierć ich syna.
                W końcu to ja go zostawiłam...
                No i to ja zawsze odwlekałam decyzję o ślubie i dziecku.
                Przyjmuję to spokojnie, bo wiem, ze to z rozpaczy ale to kolejna łyżka
                dziegciu, którą muszę przełknąć.
    • Gość: krisis Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 19.08.02, 11:06
      Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
      zostaną po nich buty i telefon głuchy
      tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
      najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
      potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
      jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
      kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

      Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
      zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
      przychodzi jednocześnie jak patos i humor
      jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
      tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
      jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
      żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
      chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
      kochamy wciąż za mało i stale za późno

      Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
      a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

      Śpieszmy się kochać: ludzi tak szybko odchodzą
      i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
      i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
      czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
    • Gość: Vika Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: *.ewave.at 19.08.02, 11:24
      zostaw to w cholere...zapomniec bedzie trudno i dlugo bedzie trwac...Trzymaj
      sie...jutro musi byc lepiej:-)
    • diabe Re: ON NIE ŻYJE!!! 19.08.02, 11:34
      straszenie Ci współczuję
      czytałam Twój wcześniejszy post i dyskusję na ten temat
      strasznie, strasznie mi przykro :((



      aga
      • lastka Re: ON NIE ŻYJE!!! 19.08.02, 13:03
        Cześć Kahula
        Strasznie Ci współczuję tym bardziej, że go kochasz i wcale się nie dziwię, że
        czujesz się jak wdowa. Stracić kogoś bliskiego jest bardzo bolesne, ale Ty
        musisz żyć dalej. Musisz dalej iść przez zycie. Pozostaną Ci jednak
        wspomnienia. Trzymaj się cieplutko i nie załamuj się. Naprawdębardzo Ci
        współczuje.
        Pozdraiwam Cie bardzo serdecznie.
        • Gość: kahula Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 19.08.02, 13:14
          Dziękuję Wam wszystkim za słowa pociechy.
          To fenomenalne, że choć wcale się nie znamy słyszę od Was słowa, które podnoszą
          mnie na duchu.
          Serdeczne dzięki!
    • anula73 strasznie mi przykro... 19.08.02, 14:06
      nie wiem co powiedziec...
      nie wiem, jakie slowa moga Ci pomoc...
      poplacze troche z Toba, moze zabiore choc czesc Twojego bolu...
      trzymaj sie jakos.
      • Gość: renia Re: strasznie mi przykro... IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 19.08.02, 15:06
        Kahula, mam przyjaciela, ktory stracil rok temu w gorach brata. Jesli chcesz
        skontaktuje Cie z nim. Mysle, ze rozmowa z kims kto doskonale wie, jak sie
        czujesz, a sam juz ma to ZA SOBA, dobrze Ci zrobi. Jesli chcesz to zostaw
        wiadomosc tutaj bo moja skrzynka na gazecie nie dziala. serdecznie Cie
        pozdrawiam, r
    • agniecha27 Przekazuję Ci moje kondolencje... 19.08.02, 15:38
      Boże! Życie pisze nieraz takie scenariusze, że żadna książka, film, obraz nie
      odda tego w pełni... "Spieszmy się kochać ludzi. Tak szybko odchodzą."
      Nie poddawaj się rozpaczy... Ty żyjesz i dajesz świdectwo Ich istnienia na
      Świecie... Niech Twoje wspomnienia będą pogodne, bo dane Ci było poznać tego
      człowieka i być częścią jego życia. To wielki dar, a teraz musisz mu pozwolić
      odejść do lepszego świata i żyć... naprawdę...
      Ściskam Cię najserdeczniej, jak potrafię i bądź silna...
      • Gość: o Re: Przekazuję Ci moje kondolencje... IP: *.future-net.pl 19.08.02, 19:12
        przedziwny uklad - mieszkasz z nim, "kochasz" go, on "kocha" ciebie, a sypia i
        wyjeżdża z inną???
        w sumie dobrze się złożyło, tylko po chuj tak rozpaczasz, przecież masz nowego
        faceta.
        • Gość: kahula Re: Przekazuję Ci moje kondolencje... IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 20.08.02, 08:44
          ...chyba życie Ci jeszcze nigdy nie pokazało jak potrafi być przewrotne.
          Może dlatego nie rozumiesz tego co się wydażyło ani tego co czuję.
          No i Twoje stwierdzenie, że "dobrze sie złożyło"...

          Kim Ty na Boga jesteś?!?
          Choć może nawet nie chcę wiedzieć...
        • agniecha27 ...? 20.08.02, 09:11
          Gość portalu: o napisał(a):

          > przedziwny uklad - mieszkasz z nim, "kochasz" go, on "kocha" ciebie, a sypia
          i
          > wyjeżdża z inną???
          > w sumie dobrze się złożyło, tylko po chuj tak rozpaczasz, przecież masz
          nowego
          > faceta.


          Jak można być tak nieczułym i tępym...?
    • Gość: kahula Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 21.08.02, 14:37
      Sama nie wiem...
      kolega był na miejscu wypadku i przywiózł kasetę video.
      Nie myslcie sobie, że chciał robić tanią sensację z tej tragedii.
      On to zrobił dla mnie bo wie, że chcę zobaczyć gdzie to się stało ale jeszcze
      nie jestem gotowa tam pojechać.
      No i dziś ma do mnie przyjść wieczorem.
      Chcę to nagranie obejrzeć i wiem, że to zrobię. Nie powstrzymam się.
      Chęć poznania całej prawdy i ostatnich sekund jego życia jest silniejsza.
      Ale jak to zniosę..?
      • agniecha27 Re: ON NIE ŻYJE!!! 21.08.02, 15:14
        Boże mój, co za poroniony pomysł???
        Ale mi przysługa... Ten kolega powinien się rąbnąć w czoło zanim zrobił coś
        takiego...
        Słuchaj, jak się otrząśniesz, to pojedziesz tam z kimś i sobie to miejsce
        obejrzysz... Nie rób tego teraz!!!
        No chyba, że jesteś masochistką...
    • bajerful Podpucha :-/ 21.08.02, 15:13
      wydaje mi się że to kolejna podpucha
      czytałem już setki postów takich jak ten, które są niesamowite i cały czas
      podsycane przez autora dodatkowymi, trzymającymi w napięciu tekstami. Według
      mnie ten numer z kasetą zdradził cię. Poza tym masz taki sam styl pisania jak
      jedna ze znanych mi osób oszustów :)

      Jeśli się mylę (nikt nie udowodni że tak jest) to przepraszam za ten post. Ale
      jeśli nie - to współczuję ludziom którzy szczerze odpisali.
      • pg1514 Re: Podpucha :-/ 21.08.02, 15:25
        bajerful napisał:

        > wydaje mi się że to kolejna podpucha

        Niewiarygodne, ale chyba sie z Toba musze zgodzic.
        Jesli jednak jest to prawda, to czy Kahula nie ma rodziny, przyjaciol, bliskich
        jej osob?
        Czy rzeczywiscie trzeba wszystko wywlekac na internet?
        To takie osobiste...

        Nie rozumiem.
        • Gość: renia Re: Podpucha :-/ IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 21.08.02, 15:39
          I ja sie chyba w tym momencie tez musze zgodzic z przedmowcami. nie trzeba
          chyba dalszych uzasadnien. Z drugiej strony, jesli to nawet podpucha (
          przyznajcie sie w duchu szczerze sami przed sobą kto od poczatku tak nie
          pomyslal?) to co w tym zlego? Poniewaz istnieją w zyciu sytuacje naprawde
          dramatyczne i ta teoretycznie tez moze byc prawdziwa, odpowiedzialam poprzednio
          szczerze i od serca. Obserwuje watek i widze, ze faktycznie Kahula chyba sobie
          robi brazylijski serial, nie widze jednak problemu, poki sa chetni zeby go
          ogladac i pisac kolejne odcinki scenariusza zycze powodzenia tej uduchowionej
          idei. Let's have fun, let's cry, let's love, let's create this exciting story,
          everybody together, wszak jestesmy jedna wielka 4umowa rodzina:)) pozdro,r
        • Gość: kahula Re: Podpucha - NIE!!! IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 21.08.02, 15:43
          pg1514 napisał:

          > bajerful napisał:
          >
          > > wydaje mi się że to kolejna podpucha
          >
          > Niewiarygodne, ale chyba sie z Toba musze zgodzic.
          > Jesli jednak jest to prawda, to czy Kahula nie ma rodziny, przyjaciol,
          bliskich
          >
          > jej osob?
          > Czy rzeczywiscie trzeba wszystko wywlekac na internet?
          > To takie osobiste...
          >
          > Nie rozumiem.


          Nic nie zmyśliłam! Dzielę się tym tu - na necie, bo rodziców, dziadków i
          przyjaciół, uspokajam, ze nic mi nie jest i dzielnie się trzymam.
          Ale nie do końca tak jest.
          Oni też są zdruzgotani a do tego martwią się o mnie bo mnie to w sumie dotknęło
          najbardziej. (nie licząc rodziców Dawida)
          A poza tym, czasem rozmowa na bardzo osobiste tematy przychodzi łatwiej z
          obcymi ludźmi choć ma się cudowny kontakt z bliskimi. Dziwne, ale właśnie teraz
          tego doświadczam.
          Nie "podsycam" tego posta kolejnymi sensacjami. Dzielę się tym co się dzieje na
          bieżąco. I spędzam dzień patrząc co chwilę czy ktoś może coś tu do mnie miłego
          napisał..
          Nigdy nie posunęłabym się do zmyślenia podobnej historii.
          Z resztą, wierzę, że prowokacje bywają całkiem intrygujące, ale jak wszystko -
          mają pewną granicę dobrego smaku.

          Troszkę mnie ubodło, że moje szczere, prawdziwe uczucia odebraliście jako
          prowokację...
          Ale trudno.
          Pozdrawiam Was wszystkich bardzo ciepło.
    • Gość: iwona Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: *.bresa.com.pl 21.08.02, 15:21
      jeśli jesteś gotowa no to by zadać sobie tyle bólu.....
      Trzymaj się
      • agniecha27 Re: ON NIE ŻYJE!!! 21.08.02, 15:33
        Gość portalu: iwona napisał(a):

        > jeśli jesteś gotowa no to by zadać sobie tyle bólu.....
        > Trzymaj się

        Witam koleżankę z firmy :)))
        • Gość: iwona Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: *.bresa.com.pl 21.08.02, 15:42
          az sie boje zapytac???
          • agniecha27 Re: ON NIE ŻYJE!!! 21.08.02, 15:55
            Więc nie pytaj, ja nic nie wiem... tysiące ludzi tu pracuje... ale lepiej spraw
            sobie stały nick, to nie będzie widać skąd stukasz. Nie martw się - nie Ty
            jedna hi hi hi
            Pozdrowionka :)))
    • Gość: kahula widziałam IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 22.08.02, 08:10
      ...widziałam wczoraj tą kasetę.
      Nie płakałam.
      Stoją tam już dwa krzyże postawione przez rodziców, kwiaty, znicze.
      Ludzie zginęli a drzewo ma lekko odrapaną korę...
      Ślady hamowania na szosie są czarne jak smoła. Pękły opony kiedy najpierw
      zjechali na pobocze. Daltego już nie zapanował nad autem. A potem hamując wrył
      się felgami w asfalt.
      Po śladach hamowania widać jednak, że wersja policji jest niemożliwa!!
      Slady wyraźnie pokazują, że jechali na czołówkę. Jaki cudem milei uderzyć
      bokiem..?
      Gdyby nie próbował wykręcić na szosę to wystarczyło jakieś 20cm odbić w
      przeciwnym kierunku i wjechać na pole...
      Znów mi ktoś zarzuci, że to brazylijski serial, ale cóż..
      Jak długo można czekać na wyniki sekcji? Minęło już 12 dni!
      • Gość: inka_sama to nie podpucha IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 22.08.02, 11:44
        Na wyniki sekcji można czekac bardzo długo. Ja czekałam 2 miesiące - zachodząc
        w głowę czemu mój zdrowy młody mąż zmarł! No i okazało się że wcale nie zdrowy.

        Wiem że nie dasz rady teraz oderwać sie od tego - dlaczego? Jedź tam gdzie to
        się stało gdy tylko dasz rade. I nie jedx sama. Tylko niech dadzą ci chwile dla
        was - tam.
        Jesli dasz radę - nie roztrząsaj- bokiem, przodem, skręciłby. Ja też to robiłam
        ale to niestety daje fatalne skutki dla twojej psychiki... Ja tez myslałam -
        jeszcze 10 minut a znalazłby pomoc u ludzi! Albo gdyby znajomy zainteresował
        sie czemu jeszcze nie wrócił...
        Szkoda na to nerwów. Stopniowo odchodź od tego. Wiem że się nie da od razu. Ale
        próbuj.
        Pamietam o tobie.
        • Gość: kahula Ineczko! IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 22.08.02, 12:45
          Widzisz - niektórzy mi nie wierzą, że to prawda, ale Ty też szukałaś w tych
          ciężkich chwilach wsparcia na forum. Rozumiesz mnie zatem.
          Dziękuję, że piszesz!

          Dlaczego tak długo czeka się na wyniki sekcji!?
          Nie moge tego pojąć!
          Błagam o wiadomość, że zmarł na miejscu, że nie myślał, nie cierpiał.
          Są niestety pewne przesłanki, które mogą świadczyć, że było inaczej...
          To chyba naturalne, że chcę wiedzieć jak najwięcej, że chcę znać ostatnie
          sekundy jego życia.
          To mi pomoże. Niewiedza jest nie do zniesienia!

          Tak trudno nie myśleć, nie analizować, nie snuć domysłów.
          Cały czas wymyślam tysiące innych zakończeń tej historii.

          Inko - skąd jesteś?
          Napisałam już ostatnio na forum PSYCHOLOGIA ale powtórzę to raz jeszcze -
          Jesteś niesamowicie dzielna i dodajesz mi sił i otuchy.
          Cieszę się niezmiernie, że trafiłam tu na Ciebie, choć obie oddałybyśmy
          wszystko, aby temat naszych rozmów był inny.
          Mam nadzieję, że z każdym tygodniem jest Ci łatwiej iść do przodu przez życie.
          Ściskam Cię mocno i bardzo dziękuję!
          • bajerful kahula - kończ...wstydu oszczędź 22.08.02, 13:36
            Aby skończyć tą całą historyjkę dopiszę zakończenie. Otóż:
            zajechała im drogę kochanka...uwaga...twojego kochanka, bo okaże się że on
            miał dwie kochanki. Do tego jeszcze wyjdzie na jaw że kochanka twojego kochanka
            nie wiedziała o tym że kochanka twojego męża to jej siostra. No i wtedy
            spotkasz kochanka kochanki twojego kochanka i się w nim zakochasz. Ale....
            okaże się że kochanek kochanki twojego kochanka był też kochankiem kochanki
            twojego męża, czyli naraz sypiał z obydwoma siotrami (straszny drań).
            • kahula bajerful 22.08.02, 13:51
              bajerful napisał:

              > Aby skończyć tą całą historyjkę dopiszę zakończenie. Otóż:
              > zajechała im drogę kochanka...uwaga...twojego kochanka, bo okaże się że on
              > miał dwie kochanki. Do tego jeszcze wyjdzie na jaw że kochanka twojego
              kochanka
              >
              > nie wiedziała o tym że kochanka twojego męża to jej siostra. No i wtedy
              > spotkasz kochanka kochanki twojego kochanka i się w nim zakochasz. Ale....
              > okaże się że kochanek kochanki twojego kochanka był też kochankiem kochanki
              > twojego męża, czyli naraz sypiał z obydwoma siotrami (straszny drań).
              >
              • bajerful Re: bajerful 22.08.02, 14:20
                kahula napisała:

                > Parę słów dopowiedzi ode mnie znajdziesz w swojej skrzynce.
                > >
                ###########
                niestety musisz tutaj walnąć, bo ja nie sprawdzam poczty. Wirusy mi kurcze
                przysyłają :)
                • poison1 Re: bajerful 22.08.02, 14:44
                  bajerful napisał:

                  > kahula napisała:
                  >
                  > > Parę słów dopowiedzi ode mnie znajdziesz w swojej skrzynce.
                  > > >
                  > ###########
                  > niestety musisz tutaj walnąć, bo ja nie sprawdzam poczty. Wirusy mi kurcze
                  > przysyłają :)
                  >
                  >
                • Gość: kahula Re: bajerful IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 22.08.02, 15:15
                  bajerful napisał:

                  > kahula napisała:
                  >
                  > > Parę słów dopowiedzi ode mnie znajdziesz w swojej skrzynce.
                  > > >
                  > ###########
                  > niestety musisz tutaj walnąć, bo ja nie sprawdzam poczty. Wirusy mi kurcze
                  > przysyłają :)
                  >
                  >
                • Gość: kahula Re: bajerful IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 22.08.02, 15:16
                  bajerful napisał:

                  > kahula napisała:
                  >
                  > > Parę słów dopowiedzi ode mnie znajdziesz w swojej skrzynce.
                  > > >
                  > ###########
                  > niestety musisz tutaj walnąć, bo ja nie sprawdzam poczty. Wirusy mi kurcze
                  > przysyłają :)
                  >
                  >
                  • bajerful Kasia R......sprawdź skrzynkę n/txt :-) 22.08.02, 15:23
                    • kahula Re: Kasia R......sprawdź skrzynkę n/txt :-) 22.08.02, 15:33
                      Dzięki bajerful. Wiem, że dużo racji w tym co mi napisałeś, ale ja nie do końca
                      myślę teraz racjonalnie.
                      Acha - nie byliśmy małżeństwem.
                      Pozdrawiam,
                      Kasia
    • poison1 Re: ON NIE ŻYJE!!! 22.08.02, 13:41
      To był już ten pogrzeb czy nie, bo chciałam złożyć wdowie kondolencje (tylko
      która to wdowa?).
    • Gość: Ola Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 22.08.02, 17:46
      Kahula to ty z nim mieszkalas mimo iz postanowiliscie sie juz rozstac i
      patrzylas jak on biega na randki z kims innym? Jak widac jednak nie chcialas
      sie tak naprawde z nim rozstac. Dzisiaj widzisz ze to nie na zarty ,nie na
      niby,nie na razie,ze to nie jest czasowe rozstanie,ze nie wroci do ciebie
      bo jednak tak naprawde tylko ciebie kocha a nie tamta , ze to ostateczne
      rozstanie . Nic na to nie poradzisz. Mozesz zalowac tego czy tamtego. Z czasem
      jednak zapomnisz i ulozysz sobie zycie. Jego rodzice jednak nigdy juz nie beda
      miec innego dziecka, a i wnuka rowniez nie. Stad ten zal, ale i temu juz nikt
      nie poradzi.
    • Gość: Eryka Moge cos powiedziec? IP: *.ip.tor.radiant.net 22.08.02, 18:38
      Nie odbierz tego, ze trywializuje smierc dwojga mlodych ludzi ale moze to
      (jakkolwiek tragiczne) bedzie dla ciebie otwarciem sie na nowe, rozpoczeciem
      wlasnego zycia.
      Bylas z nim odkad mieliscie po osiemnascie lat, czyli praktycznie dorastalas z
      facetem, ktory cie dolowal, bil i doprowadzil do zera twoje poczucie wartosci.
      Piszesz, ze w ostatniej rozmowie znow mowiliscie, ze sie kochacie. No a gdyby
      wrocil, to znowu bylibyscie razem? Moze jednak wyszlabys za niego za maz? Moze
      mialabys dziecko? A potem co? On znow by cie dolowal, moze bil, i wtedy bys sie
      z nim rozstala? Pewnie nie, bo przeciez on by kochal dziecko....

      Ciesz sie dziewczyno zyciem, odstaw facetow na rok, zyj sama dla siebie,
      zobacz, ze jestes mloda, ladna, inteligentna.
      Moze ta jego smierc byla po cos?
      • Gość: Ola Re: Moge cos powiedziec? IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 22.08.02, 20:26
        Nie martw sie tak bardzo o Kahule. Ona ma zycie przed soba, mnie jest
        najbardziej zal jego rodzicow. Oni nie maja szansy ze uloza sobie ponownie
        zycie, nie sa mlodzi, dzieci miec nie moga juz. Wnuka tez juz nigdy sie nie
        doczekaja. A Kahula za jakis czas o tym zapomni , no i tak powinno byc, zycie
        bedzie toczyc sie dalej dla niej, a Dawid juz na zawsze zostanie z tamta.
        Mysle, ze Kahuli najbardziej bedzie zal ze nie zdazyla udowodnic tamtej ze ona
        wlasnie jest dla niego najwazniejsza. Zreszta chyba juz nie byla...Inaczej by
        nie wyjechal z tamta do "ich" Miedzyzdrojow.
        • Gość: kahula Re: Moge cos powiedziec? IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 07:47
          To nie tak...
          Mi też bardzo, bardzo żal Dawida rodziców.
          Rozmawiałam z nimi i widzę jak cierpią. Dla nich to w pewnym sensie też koniec
          życia, bo jak mówią - żyli dla Dawida.
          Nieprawdą jest, że ja najbardziej żałuję, że czegoś tam Anecie nie udowodniłam!
          To była bardzo sympatyczna dziewczyna i choć byłam o nią zazdrosna to nie
          czułam żadnej zawiści w stosunku do niej.
          Ale i tak wiem, że dla Dawida byłam najważniejsza. Tak jak i on dla mnie, choć
          próbowałam spotykać się z kimś innym.
          Mówiliśmy sobie o tym otwarcie, ale wspólne życie razem pokazało nam, że nie
          potrafimy byż ze sobą. Oboje zawsze musieliśmy mieć ostatnie zdanie.
          Mam od niego sms'a z 29.07 "Po pewnym czasie nauczymy się szacunku do siebie i
          kto wie - może nie będziemy musieli kochać na odległość. Możemy to sobie
          przysiąc i zaręczyć się"
          Choć czułam tak samo - nie odpowiedziałam.

          Nie chcę powiedzieć, ze teraz postąpiłabym inaczej. Pewnie nie.
          Ale cierpię bo odeszła moja pierwsza i jedyna miłość. Odeszła zbyt nagle.
          Chciałam się z niej "leczyć" stopniowo. Umarł dla mnie najważniejszy człowiek
          na świecie!
        • Gość: inka_sama Re: Moge cos powiedziec? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.08.02, 12:17
          Gość portalu: Ola napisał(a):
          >(...)A Kahula za jakis czas o tym zapomni , no i tak powinno byc, zycie
          > bedzie toczyc sie dalej dla niej, a Dawid juz na zawsze zostanie z tamta.

          Oj Olu widać że chyba nie przezyłaś śmierci kogoś bliskiego - takiej właśnie
          niespodziewanej, bezsensownej!

          Nie zapomina się! Żyje sie dalej - ale pamięta sie, boli nadal - tylko umie sie
          już żyć z tym bólem.

          10 lat temu zginął mój kolega. Tylko kolega. Przez to że jego smierc była taka
          nagła, głupia, niepojęta - ja do tej pory mam go w pamięci, prawie na co dzień.

          Ni ewiedzieć czemu ludzie pocieszają kogos kto utracił ukochaną osobę -
          zapomnisz! Alez my nie chcemy zapominac!
          Czy ty chciałąbys przezyć amnezję? Stracić kawałek swego życia? NIE DA SIE
          ZAPOMNIEĆ - ale da sie dalej żyć. Nawet jeszcze może pokochac. Ale trzeba na to
          czasu i wiele pracy nad sobą. Czasu na żal, żałobę, łzy. Rady typu "weź się w
          garść" świadcza tylko o nieznajomości ludzkich reakcji w takich chwilach.
          Jaka garść? Gdy człowiek cały w proszku - nie ma żadnej garści w która można
          sie wziąść... Chyba że ktoś nas delikatnie pozmiata i troskliwie zamknie w
          swojej dłoni.
          • Gość: kahula inko - piękna ta metafora IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 13:21
            Ślicznie i tak trafnie to ujęłaś..!
    • poison1 Re: ON NIE ŻYJE!!! 23.08.02, 13:22
      No to był już ten pogrzeb czy nie?
      • Gość: kahula Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 13:25
        Pogrzeb był tydzień temu 16.08
        • poison1 Re: ON NIE ŻYJE!!! 23.08.02, 15:15
          Gość portalu: kahula napisał(a):

          > Pogrzeb był tydzień temu 16.08


          No i o to mnię chodziło, bo chciałam wdowie złożyć końdolencje.
    • Gość: Ola Re: DO KAHULI I INKI. IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 23.08.02, 15:02
      Dziewczyny ja wam bardzo wspolczuje i sercem jestem z wami. Rozumiem wasz bol.
      Zapomniec sie rzeczywiscie nie zapomni i chyba niedobrze by bylo gdyby bliscy
      zapominali. To co mialam na mysli to to ze ten bol bedzie mniejszy po jakims
      czasie. Pozdrawiam.Ps. Inko ja nie pisalam nigdy ze musicie sie wziasc w
      garsc. Mojej kolezance ktora stracila niedawno meza i plakala na moim ramieniu
      z rozpaczy powiedzialam tylko ze jedynym lekarzem jest czas bo tylko on
      zalecza rany.
      • poison1 Re: DO KAHULI I INKI. 23.08.02, 15:17
        Gość portalu: Ola napisał(a):

        > Dziewczyny ja wam bardzo wspolczuje i sercem jestem z wami. Rozumiem wasz
        bol.
        > Zapomniec sie rzeczywiscie nie zapomni i chyba niedobrze by bylo gdyby bliscy
        > zapominali. To co mialam na mysli to to ze ten bol bedzie mniejszy po jakims
        > czasie. Pozdrawiam.Ps. Inko ja nie pisalam nigdy ze musicie sie wziasc w
        > garsc. Mojej kolezance ktora stracila niedawno meza i plakala na moim
        ramieniu
        > z rozpaczy powiedzialam tylko ze jedynym lekarzem jest czas bo tylko on
        > zalecza rany.


        A co ja miałam powiedzieć mojej koleżance, która dwa tygodnie temu pochowała
        dziecko? Wziąć się w garść? Ludzie,dziecko stracić, to jest dopiero dramat, A
        facet - dzisiaj ten, jutro inny. Cest la vie!
        • Gość: kahula "dzisiaj ten, jutro inny.?!?!?!" IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 15:29
          poison - chyba nie mówisz poważnie!!!! Nie wierzę w to, że można mieć takie
          podejście do zycia (i śmierci).
          Twoim zdaniem, jeśli umiera ktoś kogo kochasz to należy w ten sposób do tego
          podejść!?! Cest la vie?!?
          - chyba Twoje moja droga. I wcale nie zazdroszczę!
        • Gość: kahula "dzisiaj ten, jutro inny.?!?!?!" IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 15:29
          poison - chyba nie mówisz poważnie!!!! Nie wierzę w to, że można mieć takie
          podejście do zycia (i śmierci).
          Twoim zdaniem, jeśli umiera ktoś kogo kochasz to należy w ten sposób do tego
          podejść!?! Cest la vie?!?
          - chyba Twoje moja droga. I wcale nie zazdroszczę!
          • poison1 Re: 'dzisiaj ten, jutro inny.?!?!?!' 23.08.02, 15:40
            Gość portalu: kahula napisał(a):

            > poison - chyba nie mówisz poważnie!!!! Nie wierzę w to, że można mieć takie
            > podejście do zycia (i śmierci).
            > Twoim zdaniem, jeśli umiera ktoś kogo kochasz to należy w ten sposób do tego
            > podejść!?! Cest la vie?!?
            > - chyba Twoje moja droga. I wcale nie zazdroszczę!


            To się męcz dalej. Twoja sprawa.
            • Gość: kahula Re: 'dzisiaj ten, jutro inny.?!?!?!' IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 15:46
              ...?!
              Czy Ty myślisz, że mi z tym dobrze? Że to mój wybór, ze tak boli?!?

              To się nazywa "emocje". Mają one to do siebie, że trudno nad nimi zapanować a
              czasem jest to niemożliwe.
        • Gość: kahula 'dzisiaj ten, jutro inny.?!?!?!' IP: BDFPOZ* / 194.175.243.* 23.08.02, 15:29
          poison - chyba nie mówisz poważnie!!!! Nie wierzę w to, że można mieć takie
          podejście do zycia (i śmierci).
          Twoim zdaniem, jeśli umiera ktoś kogo kochasz to należy w ten sposób do tego
          podejść!?! Cest la vie?!?
          - chyba Twoje moja droga. I wcale nie zazdroszczę!

        • Gość: inka_sama pocieszenie wg poison1 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.08.02, 23:09
          poison1 napisała:
          > A co ja miałam powiedzieć mojej koleżance, która dwa tygodnie temu pochowała
          > dziecko? Wziąć się w garść? Ludzie,dziecko stracić, to jest dopiero dramat, A
          > facet - dzisiaj ten, jutro inny. Cest la vie!
          >
          • poison1 Re: pocieszenie wg poison1 27.08.02, 11:28
            Gość portalu: inka_sama napisał(a):

            > poison1 napisała:
            > > A co ja miałam powiedzieć mojej koleżance, która dwa tygodnie temu pochowa
            > ła
            > > dziecko? Wziąć się w garść? Ludzie,dziecko stracić, to jest dopiero dramat
            > , A
            > > facet - dzisiaj ten, jutro inny. Cest la vie!
            > >
            • Gość: inka_sama Re: pocieszenie wg poison1 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 12:16
              poison1 napisała:
              > Koleżance nie mogłam nic powiedzieć na pocieszenie, i powiedziałam jej to.
              >Ona jest bardzo mądra. Pochowała dziecko, 7-letnie, ból nosi w sercu, ale nie
              > obnosi się z nim. A to różnica. Kahula swój ból obnoci, nie tylko na forum,
              >ale pewnie w realu też. Robi z siebie cierpiętnicę. Właściwie to można mieć
              > odczucie, że lituje się teraz nad sobą, jaka to ona biedna.
              > A jej powiem tyle: bo to są emocje żeby nad nimi panować. To świadczy o
              > dojrzałości człowieka.

              Ludzie sa różni. Banał. Skąd wiesz jak dla twojej koleżanki skończy sie to
              noszenie bólu w sercu? Do mnie napisało wiele osób które przeżyły taka stratę.
              Wiesz - one ROZUMIAŁY. Myślę że twoja koleżanka tez zrozumiałaby kahulę.
              Wniosek z tego co czytałm - i tego co sama przezyłam był inny niż twój. W
              pogodzeniu się z tym co sie stało pomaga wyrzucenie z siebie tego bólu. A że
              często nie chce sie dokładac bólu naszym bliskim - którzy i tak cierpią - szuka
              się kogos nawet obcego. Jak myślisz - skąd tylu pacjentów u psychologów,
              psychoanalityków, psychoterapeutów? Bo ludzie nie maja z kim pogadać. Często
              wystarczyła by rozmowa z kimś niefachowym a życzliwym. Ale nie ma takiej
              osoby. I PŁACI za to by móc wylać swój żal. Skąd to wiem? Właśnie z listów od
              osób które przeżyły śmierć bliskiej osoby.
              Ja też jak to napisałaś "użaliłam się" kiedyś na forum. I myślę ż edzięki temu
              tak szybko nauczyłam sie żyć z moim bólem.
              Piszesz o twojej koleżance.
              Ona moze jest bardzo dojrzała wewnętrznie.
              A może ty nie wiesz co tak NAPRAWDĘ w niej siedzi. Może ona zamiast trzymać
              emocje na wodzy- wolałaby wyć i rozpaczać. No ale inni, co by powiedzieli! Że
              się użala nad sobą. Ze żebrze o litosć - a inni może mają gorzej!
              Lepiej daj namiary koleżance na forum. Np. Psychologia. Nie musi pisać. Niech
              poczyta. To tez rodzaj terapii. Niech poszpera w starych wątkach.

              Nie wiem czemu ale okreslenie "panowac nad emocjami" wieje jakimś chłodem.
              Nawet w sieci.
              Może jestes z tych co wola nie mówić o uczuciach "bo przecież on/ona i tak wie
              że ją/jego kocham".

              A- mam niejasne poczucie że pisałaś i w tamtym moim wątku. I też chyba nie
              rozumiałaś.
              To nic. Życie uczy tolerancji.
              pozdr.
              i_s
              • poison1 Re: pocieszenie wg poison1 27.08.02, 12:42
                Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                > poison1 napisała:
                > > Koleżance nie mogłam nic powiedzieć na pocieszenie, i powiedziałam jej to.
                >
                > >Ona jest bardzo mądra. Pochowała dziecko, 7-letnie, ból nosi w sercu, ale n
                > ie
                > > obnosi się z nim. A to różnica. Kahula swój ból obnoci, nie tylko na forum
                > ,
                > >ale pewnie w realu też. Robi z siebie cierpiętnicę. Właściwie to można mieć
                >
                > > odczucie, że lituje się teraz nad sobą, jaka to ona biedna.
                > > A jej powiem tyle: bo to są emocje żeby nad nimi panować. To świadczy o
                > > dojrzałości człowieka.
                >
                > Ludzie sa różni. Banał. Skąd wiesz jak dla twojej koleżanki skończy sie to
                > noszenie bólu w sercu? Do mnie napisało wiele osób które przeżyły taka
                stratę.
                > Wiesz - one ROZUMIAŁY. Myślę że twoja koleżanka tez zrozumiałaby kahulę.
                > Wniosek z tego co czytałm - i tego co sama przezyłam był inny niż twój. W
                > pogodzeniu się z tym co sie stało pomaga wyrzucenie z siebie tego bólu. A że
                > często nie chce sie dokładac bólu naszym bliskim - którzy i tak cierpią -
                szuka
                >
                > się kogos nawet obcego. Jak myślisz - skąd tylu pacjentów u psychologów,
                > psychoanalityków, psychoterapeutów? Bo ludzie nie maja z kim pogadać. Często
                > wystarczyła by rozmowa z kimś niefachowym a życzliwym. Ale nie ma takiej
                > osoby. I PŁACI za to by móc wylać swój żal. Skąd to wiem? Właśnie z listów od
                > osób które przeżyły śmierć bliskiej osoby.
                > Ja też jak to napisałaś "użaliłam się" kiedyś na forum. I myślę ż edzięki
                temu
                > tak szybko nauczyłam sie żyć z moim bólem.
                > Piszesz o twojej koleżance.
                > Ona moze jest bardzo dojrzała wewnętrznie.
                > A może ty nie wiesz co tak NAPRAWDĘ w niej siedzi. Może ona zamiast trzymać
                > emocje na wodzy- wolałaby wyć i rozpaczać. No ale inni, co by powiedzieli! Że
                > się użala nad sobą. Ze żebrze o litosć - a inni może mają gorzej!
                > Lepiej daj namiary koleżance na forum. Np. Psychologia. Nie musi pisać. Niech
                > poczyta. To tez rodzaj terapii. Niech poszpera w starych wątkach.
                >
                > Nie wiem czemu ale okreslenie "panowac nad emocjami" wieje jakimś chłodem.
                > Nawet w sieci.
                > Może jestes z tych co wola nie mówić o uczuciach "bo przecież on/ona i tak
                wie
                >
                > że ją/jego kocham".
                >
                > A- mam niejasne poczucie że pisałaś i w tamtym moim wątku. I też chyba nie
                > rozumiałaś.
                > To nic. Życie uczy tolerancji.
                > pozdr.
                > i_s


                Nie musi niczego czytać. Ona się naoglądała, przez dwa lata na onkologii.
                • Gość: inka_sama Re: pocieszenie wg poison1 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 14:26
                  poison1 napisała:
                  > Nie musi niczego czytać. Ona się naoglądała, przez dwa lata na onkologii.

                  Może ONA pomoże komuś.
                  To też pomaga.
                  Je nie przesiedziałąm 2 lat na onkologii.
                  Ale czekałam z 4tygodniowym dzieckiem jak na wyrok - na wynik badań.

                  Tym razem darowano.
                  i_s
              • poison1 Re: pocieszenie wg poison1 27.08.02, 12:45
                Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                > poison1 napisała:
                > > Koleżance nie mogłam nic powiedzieć na pocieszenie, i powiedziałam jej to.
                >
                > >Ona jest bardzo mądra. Pochowała dziecko, 7-letnie, ból nosi w sercu, ale n
                > ie
                > > obnosi się z nim. A to różnica. Kahula swój ból obnoci, nie tylko na forum
                > ,
                > >ale pewnie w realu też. Robi z siebie cierpiętnicę. Właściwie to można mieć
                >
                > > odczucie, że lituje się teraz nad sobą, jaka to ona biedna.
                > > A jej powiem tyle: bo to są emocje żeby nad nimi panować. To świadczy o
                > > dojrzałości człowieka.
                >
                > Ludzie sa różni. Banał. Skąd wiesz jak dla twojej koleżanki skończy sie to
                > noszenie bólu w sercu? Do mnie napisało wiele osób które przeżyły taka
                stratę.
                > Wiesz - one ROZUMIAŁY. Myślę że twoja koleżanka tez zrozumiałaby kahulę.
                > Wniosek z tego co czytałm - i tego co sama przezyłam był inny niż twój. W
                > pogodzeniu się z tym co sie stało pomaga wyrzucenie z siebie tego bólu. A że
                > często nie chce sie dokładac bólu naszym bliskim - którzy i tak cierpią -
                szuka
                >
                > się kogos nawet obcego. Jak myślisz - skąd tylu pacjentów u psychologów,
                > psychoanalityków, psychoterapeutów? Bo ludzie nie maja z kim pogadać. Często
                > wystarczyła by rozmowa z kimś niefachowym a życzliwym. Ale nie ma takiej
                > osoby. I PŁACI za to by móc wylać swój żal. Skąd to wiem? Właśnie z listów od
                > osób które przeżyły śmierć bliskiej osoby.
                > Ja też jak to napisałaś "użaliłam się" kiedyś na forum. I myślę ż edzięki
                temu
                > tak szybko nauczyłam sie żyć z moim bólem.
                > Piszesz o twojej koleżance.
                > Ona moze jest bardzo dojrzała wewnętrznie.
                > A może ty nie wiesz co tak NAPRAWDĘ w niej siedzi. Może ona zamiast trzymać
                > emocje na wodzy- wolałaby wyć i rozpaczać. No ale inni, co by powiedzieli! Że
                > się użala nad sobą. Ze żebrze o litosć - a inni może mają gorzej!
                > Lepiej daj namiary koleżance na forum. Np. Psychologia. Nie musi pisać. Niech
                > poczyta. To tez rodzaj terapii. Niech poszpera w starych wątkach.
                >
                > Nie wiem czemu ale okreslenie "panowac nad emocjami" wieje jakimś chłodem.
                > Nawet w sieci.
                > Może jestes z tych co wola nie mówić o uczuciach "bo przecież on/ona i tak
                wie
                >
                > że ją/jego kocham".
                >
                > A- mam niejasne poczucie że pisałaś i w tamtym moim wątku. I też chyba nie
                > rozumiałaś.
                > To nic. Życie uczy tolerancji.
                > pozdr.
                > i_s


                Ona nie musi niczego czytać, naoglądała się na onkologii dziecięcej.
                A kończąc chciałam dodać, iż autorka wydała mi się infantylna, przez to, co
                napisała. Rozstała się z facetem, a potem zrobiła z siebie wdowę. I to mnie
                zadziwiło.
                • Gość: inka_sama Re: pocieszenie wg poison1 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 14:35
                  poison1 napisała:
                  > Ona nie musi niczego czytać, naoglądała się na onkologii dziecięcej.
                  > A kończąc chciałam dodać, iż autorka wydała mi się infantylna, przez to, co
                  > napisała. Rozstała się z facetem, a potem zrobiła z siebie wdowę. I to mnie
                  > zadziwiło.

                  Cóż, jedni z nas mądrość życiową zdobywaja łatwiej - inni trudniej. Kto z nas
                  nie popełnił błędu? A kahula?... Różnie ludzie plącza sobie życie.
                  Czy naprawde jest istotne że nie byli małżeństwem? Mieszkali razem. Pogubili
                  się. Nie mogli odnaleźć. Przeciez wiesz że są małżeństwa gdzie jest "ta
                  trzecia" - czasem rozstają sie i wracają. Nie dziw się im. Daj im szansę.

                  Wbrew pozorom jej sytuacja jest trudniejsza pod jednym względem - poczucia winy
                  czy też poczucia niespełnienia. Nie zdążyli tego naprawić - choć chyba tego
                  chcieli.

                  A co do twojej koleżanki - ona miała CZAS wcześniej. To trudne 2 lata - ale one
                  daja szansę na ułożenie w głowie tego wszystkiego. W dodatku maja świadomość że
                  to kres cierpienia. Córeczki i ich. Warto poczytać o tym - "Rozmowy o śmierci i
                  umieraniu" Kubler-Ross.

                  A gdy umiera młody zdrowy facet w tak idiotyczny sposób?... Można powiedzieć -
                  sam sobie winien. Al eczy to całą prawda? To nie zmieni cierpienia jego
                  bliskich - kahuli, rodziców. Tak jej będzie łatwiej niż im. Ale to nie znaczy ż
                  ema sie wstydzić swego bólu,czyż nie?
                  pozdr.
                  i_s
                  • poison1 Re: pocieszenie wg poison1 27.08.02, 14:50
                    Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                    > poison1 napisała:
                    > > Ona nie musi niczego czytać, naoglądała się na onkologii dziecięcej.
                    > > A kończąc chciałam dodać, iż autorka wydała mi się infantylna, przez to, c
                    > o
                    > > napisała. Rozstała się z facetem, a potem zrobiła z siebie wdowę. I to mni
                    > e
                    > > zadziwiło.
                    >
                    > Cóż, jedni z nas mądrość życiową zdobywaja łatwiej - inni trudniej. Kto z nas
                    > nie popełnił błędu? A kahula?... Różnie ludzie plącza sobie życie.
                    > Czy naprawde jest istotne że nie byli małżeństwem? Mieszkali razem. Pogubili
                    > się. Nie mogli odnaleźć. Przeciez wiesz że są małżeństwa gdzie jest "ta
                    > trzecia" - czasem rozstają sie i wracają. Nie dziw się im. Daj im szansę.
                    >
                    > Wbrew pozorom jej sytuacja jest trudniejsza pod jednym względem - poczucia
                    winy
                    >
                    > czy też poczucia niespełnienia. Nie zdążyli tego naprawić - choć chyba tego
                    > chcieli.
                    >
                    > A co do twojej koleżanki - ona miała CZAS wcześniej. To trudne 2 lata - ale
                    one
                    >
                    > daja szansę na ułożenie w głowie tego wszystkiego. W dodatku maja świadomość
                    że
                    >
                    > to kres cierpienia. Córeczki i ich. Warto poczytać o tym - "Rozmowy o śmierci
                    i
                    >
                    > umieraniu" Kubler-Ross.
                    >
                    > A gdy umiera młody zdrowy facet w tak idiotyczny sposób?... Można powiedzieć -

                    > sam sobie winien. Al eczy to całą prawda? To nie zmieni cierpienia jego
                    > bliskich - kahuli, rodziców. Tak jej będzie łatwiej niż im. Ale to nie znaczy
                    ż
                    >
                    > ema sie wstydzić swego bólu,czyż nie?
                    > pozdr.
                    > i_s

                    Czy ja im wszystkim odbieram prawo do cierpienia? Sądzisz,że jestem aż tak
                    wyzuta z uczuć? Nie. Nie znoszę teatru w życiu. A już w szczególności kiedy
                    tematem jest tragedia.
                    Wiesz, kiedy tak człowiek uczciwie sobie pomyśli o utracie kogoś naprawdę
                    bliskiego i o całym cierpieniu z tym związanym to uzmysłowi sobie, że właściwie
                    lituje się nad sobą, a nie nad tym którego już nie ma. I to trzeba sobie
                    głęboko uzmysłowić. Wszystkie histerie i niezrozumiałe zachowania biorą się z
                    litowania się nad sobą, jaka ja teraz jestem biedna.
                    Byłam też na pogrzebie dziecka, jedynego, które zginęło w wypadku. Też nie było
                    histerii. To wszystko jest kwestia filozofii.
                    Kahula chciała się z innymi podzielić tragedią i dobrze dla niej , że to
                    zrobiła. Ale wątek był ciągnięty bardzo długo i to wzbudziło moje podejrzenia,
                    co do intencji jego autora. Nie jestem wyrozumiała, bo sama jestem inna. Nie
                    lecę z każdym problemem do ludzi, cierpienie chowam w sobie i dlatego jestem
                    tutaj gorzej przez innych oceniona? Śmieszne.
                    Mój ojciec w bardzo krótkim okresie zmarł na raka, a przecież to ojciec.Też
                    więc doświadczyłam z tego tytułu cierpienia.
                    • Gość: inka_sama Re: pocieszenie wg poison1 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 23:06
                      poison1 napisała:
                      > Czy ja im wszystkim odbieram prawo do cierpienia? Sądzisz,że jestem aż tak
                      > wyzuta z uczuć? Nie. Nie znoszę teatru w życiu. A już w szczególności kiedy
                      > tematem jest tragedia.

                      * Nie, nie odbierasz prawa do cierpienia. Odbierasz prawo do takiego cierpienia
                      * jakie wynika z ICH (a nie twojego) charakteru. Wybacz - na mnie sprawiasz
                      * wrażenie osoby dość chłodnej uczuciowo.

                      > Wiesz, kiedy tak człowiek uczciwie sobie pomyśli o utracie kogoś naprawdę
                      > bliskiego i o całym cierpieniu z tym związanym to uzmysłowi sobie, że
                      > właściwie lituje się nad sobą, a nie nad tym którego już nie ma. I to trzeba
                      sobie
                      > głęboko uzmysłowić. Wszystkie histerie i niezrozumiałe zachowania biorą się z
                      > litowania się nad sobą, jaka ja teraz jestem biedna.

                      Nie. Wybacz. Ty odczuwasz inaczej - ja inaczej. Nie wiem jak kahula - wiem jak
                      ja. To nie litosc nad soba mi doskwiera. Boli mnie gdy patrze na Jego rodziców.
                      Na nasze małe córeczki które nie będą Go nawet pamiętać. Mnie boli teraz
                      najbardziej ICH BÓŁ.
                      Czy miałaś kiedyś myśli samobójcze? Śmierć rodziców jest nam niejako wpisana w
                      normalną kolej życia. Śmierć partnera - przedwczesna, nagła, to szok dużo
                      gorszy. tak jak i śmierc dziecka. Wiele osób w takiej sytuacji myśli o
                      samobójstwie. Powszechnie wiadomo że stare małżeństwa często "ciągną za sobą"
                      na tamtą stronę. Jedno bez drugiego juz nie umie, nie chce żyć. Ni ezabijaja
                      się. Umieraja zbraku chęci do życia - i tęsknoty. Tak można to tłumaczyć.

                      > Byłam też na pogrzebie dziecka, jedynego, które zginęło w wypadku. Też nie
                      > było histerii. To wszystko jest kwestia filozofii.

                      A może były silne leki uspokajające.... Choć np. wiara w Boga jest tez silnym
                      środkiem. Ale nie dla każdego.

                      > Kahula chciała się z innymi podzielić tragedią i dobrze dla niej , że to
                      > zrobiła. Ale wątek był ciągnięty bardzo długo i to wzbudziło moje
                      > podejrzenia, co do intencji jego autora.

                      Mój ,zapewniam cię, ciągnął się jeszcze dłużej. Chyba nikt mi nie zarzucał
                      zmyślania... A robiłam chyba jeszcze gorsze wiwisekcje... Teraz bym tego nie
                      zrobiła - to nie kwestia rozsądku, raczej powrotu do równowagi.
                      Lepiej pisac na forum niz wpaść w chorobę nerwową, depresje - lub zabic sie.

                      > Nie jestem wyrozumiała, bo sama jestem inna.

                      To fakt.

                      > Nie lecę z każdym problemem do ludzi, cierpienie chowam w sobie i dlatego
                      > jestem tutaj gorzej przez innych oceniona? Śmieszne.

                      Nie chodzi o to że jestes gorsza. To kwestia zdolności do współ-czucia. No do
                      pocieszania ludzi to ty się nie nadajesz. Np. nie bardzo sobie ciebie wyobrażam
                      w hospicjum jako wolontariusza. Moze źle cie oceniam , przepraszam ale tak
                      odbieram twoje wypowiedzi.
                      Aha - nie myl współczucia (współodczuwania) z litością. ja nie chciałam od
                      ludzi litości. Tak naprawde chciałam wykrzyczec swój ból na całyu swiat. A
                      gdybym, to zrobiła na środku ulicy pewnie by mnie do wariatkowa wywieźli... :))
                      Forum było bezpieczniejsze. Najwyżej ktos mnie nie zrozumiał.

                      > Mój ojciec w bardzo krótkim okresie zmarł na raka, a przecież to ojciec.Też
                      > więc doświadczyłam z tego tytułu cierpienia.

                      Twoje suche "a przecież to ojciec" tylko potwierdza moje spostrzeżenia.
                      Brak w tobie tolerancji dla odmienności czyichs odczuć, emocji.
                      Ja nie oceniam tego negatywnie. Taka jestes. Ale daj innym odczuwać po swojemu.

                      pozdr.
                      i_s

                      PS Stosunki z rodzicami bywaja różne. Dla niektórych rodzice to ludzie z
                      którymi łączą ich dość formalne stosunki. Chłód rodziców, chłód dziecka...
                      Czasem lepiej przytulic kogos niż coś powiedzieć.
                      To niewykonalne w sieci.
                      • poison1 Re: pocieszenie wg poison1 28.08.02, 10:24
                        Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                        > poison1 napisała:
                        > > Czy ja im wszystkim odbieram prawo do cierpienia? Sądzisz,że jestem aż tak
                        >
                        > > wyzuta z uczuć? Nie. Nie znoszę teatru w życiu. A już w szczególności kied
                        > y
                        > > tematem jest tragedia.
                        >
                        > * Nie, nie odbierasz prawa do cierpienia. Odbierasz prawo do takiego
                        cierpienia
                        >
                        > * jakie wynika z ICH (a nie twojego) charakteru. Wybacz - na mnie
                        sprawiasz
                        >
                        > * wrażenie osoby dość chłodnej uczuciowo.
                        >
                        > > Wiesz, kiedy tak człowiek uczciwie sobie pomyśli o utracie kogoś naprawdę
                        > > bliskiego i o całym cierpieniu z tym związanym to uzmysłowi sobie, że
                        >
                        > > właściwie lituje się nad sobą, a nie nad tym którego już nie ma. I to trze
                        > ba
                        > sobie
                        > > głęboko uzmysłowić. Wszystkie histerie i niezrozumiałe zachowania biorą si
                        > ę z
                        > > litowania się nad sobą, jaka ja teraz jestem biedna.
                        >
                        > Nie. Wybacz. Ty odczuwasz inaczej - ja inaczej. Nie wiem jak kahula - wiem
                        jak
                        > ja. To nie litosc nad soba mi doskwiera. Boli mnie gdy patrze na Jego
                        rodziców.
                        >
                        > Na nasze małe córeczki które nie będą Go nawet pamiętać. Mnie boli teraz
                        > najbardziej ICH BÓŁ.
                        > Czy miałaś kiedyś myśli samobójcze? Śmierć rodziców jest nam niejako wpisana
                        w
                        > normalną kolej życia. Śmierć partnera - przedwczesna, nagła, to szok dużo
                        > gorszy. tak jak i śmierc dziecka. Wiele osób w takiej sytuacji myśli o
                        > samobójstwie. Powszechnie wiadomo że stare małżeństwa często "ciągną za sobą"
                        > na tamtą stronę. Jedno bez drugiego juz nie umie, nie chce żyć. Ni ezabijaja
                        > się. Umieraja zbraku chęci do życia - i tęsknoty. Tak można to tłumaczyć.
                        >
                        > > Byłam też na pogrzebie dziecka, jedynego, które zginęło w wypadku. Też nie
                        >
                        > > było histerii. To wszystko jest kwestia filozofii.
                        >
                        > A może były silne leki uspokajające.... Choć np. wiara w Boga jest tez silnym
                        > środkiem. Ale nie dla każdego.
                        >
                        > > Kahula chciała się z innymi podzielić tragedią i dobrze dla niej , że to
                        > > zrobiła. Ale wątek był ciągnięty bardzo długo i to wzbudziło moje
                        >
                        > > podejrzenia, co do intencji jego autora.
                        >
                        > Mój ,zapewniam cię, ciągnął się jeszcze dłużej. Chyba nikt mi nie zarzucał
                        > zmyślania... A robiłam chyba jeszcze gorsze wiwisekcje... Teraz bym tego nie
                        > zrobiła - to nie kwestia rozsądku, raczej powrotu do równowagi.
                        > Lepiej pisac na forum niz wpaść w chorobę nerwową, depresje - lub zabic sie.
                        >
                        > > Nie jestem wyrozumiała, bo sama jestem inna.
                        >
                        > To fakt.
                        >
                        > > Nie lecę z każdym problemem do ludzi, cierpienie chowam w sobie i dlatego
                        >
                        > > jestem tutaj gorzej przez innych oceniona? Śmieszne.
                        >
                        > Nie chodzi o to że jestes gorsza. To kwestia zdolności do współ-czucia. No do
                        > pocieszania ludzi to ty się nie nadajesz. Np. nie bardzo sobie ciebie
                        wyobrażam
                        >
                        > w hospicjum jako wolontariusza. Moze źle cie oceniam , przepraszam ale tak
                        > odbieram twoje wypowiedzi.
                        > Aha - nie myl współczucia (współodczuwania) z litością. ja nie chciałam od
                        > ludzi litości. Tak naprawde chciałam wykrzyczec swój ból na całyu swiat. A
                        > gdybym, to zrobiła na środku ulicy pewnie by mnie do wariatkowa
                        wywieźli... :))
                        > Forum było bezpieczniejsze. Najwyżej ktos mnie nie zrozumiał.
                        >
                        > > Mój ojciec w bardzo krótkim okresie zmarł na raka, a przecież to ojciec.Te
                        > ż
                        > > więc doświadczyłam z tego tytułu cierpienia.
                        >
                        > Twoje suche "a przecież to ojciec" tylko potwierdza moje spostrzeżenia.
                        > Brak w tobie tolerancji dla odmienności czyichs odczuć, emocji.
                        > Ja nie oceniam tego negatywnie. Taka jestes. Ale daj innym odczuwać po
                        swojemu.
                        >
                        > pozdr.
                        > i_s
                        >
                        > PS Stosunki z rodzicami bywaja różne. Dla niektórych rodzice to ludzie z
                        > którymi łączą ich dość formalne stosunki. Chłód rodziców, chłód dziecka...
                        > Czasem lepiej przytulic kogos niż coś powiedzieć.
                        > To niewykonalne w sieci.


                        Niestety, psychologiem to ty raczej jesteś złym. Bardzo łatwo mnie zranić, ale
                        chowam się wtedy w swoją skorupę. Nie jestem więc chłodna uczuciowo, tylko
                        logicznie myślę (co zresztą jest rzadkie u kobiet). A poza tym jestem życiową
                        realistką (na szczęście dla mnie).Z myśli samobójczych wyrosłam od kiedy stałam
                        się odpowiedzialna za życie, które dałam dziecku.
                        Może juś skończmy tę dyskusję, bo nie prowadzi ona do żadnych wniosków, a wątek
                        niedługo osiągnie rozmiar tego o lesbijkach.
                        • Gość: inka_sama na koniec IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.08.02, 11:01
                          poison1 napisała:
                          > Niestety, psychologiem to ty raczej jesteś złym. Bardzo łatwo mnie zranić,
                          > ale chowam się wtedy w swoją skorupę. Nie jestem więc chłodna uczuciowo,
                          > tylko logicznie myślę (co zresztą jest rzadkie u kobiet).

                          Psychologiem to ja w ogóle nie jestem.
                          Napisałam o swoich odczuciach, starajac się nie obrażać cię - ale widać
                          u-raziłam. Tylko nie rozumiem czemu przeciwstawiasz sobie umiejetność wyrażania
                          uczuć - logice. Pamiętaj - zaznaczałam że piszę na podstawie tylko twoich
                          krótkich wypowiedzi. Dla mnie człowiek logicznie myślący może być również
                          człowiekiem głęboko współczujacym. U ciebie po prostu tego współczucia nie
                          widać. Jednym przyznajesz możliwość cierpienia (twoja koleżanka, moż einni co
                          stracili dziecko) - innym nie (kahula).
                          Kazdy ma swoją skorupke.

                          > A poza tym jestem życiową realistką (na szczęście dla mnie). Z myśli
                          >samobójczych wyrosłam od kiedy stałam się odpowiedzialna za życie, które dałam
                          >dziecku. Może juś skończmy tę dyskusję, bo nie prowadzi ona do żadnych
                          >wniosków, a wątek niedługo osiągnie rozmiar tego o lesbijkach.
                          >
            • agniecha27 Re: pocieszenie wg poison1 27.08.02, 15:15
              poison1 napisała:

              > A jej powiem tyle: bo to są emocje żeby nad nimi panować. To świadczy o
              > dojrzałości człowieka.

              Guzik prawda! Emocje są po to, aby je okazywać, bo inaczej człowiek sfiksuje...
              Kumulowanie i skrywanie uczuć (negatywnych i pozytywnych) na dobre nikomu nie
              wyjdzie...
              Tyle...
              Pozdrowionka
    • Gość: ealmond Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: 212.106.6.* 26.08.02, 16:50
      bardzo Ci współczuję, wiem, co znaczy stracić najbliższą osobę, zwłaszcza jeśli
      odchodzi ona w sposób tak nagły; rozumiem, co czujesz, na pocieszenie, choć
      marnie to brzmi w tej chwili, powiem, że człowiek wszystko jest w stanie znieść
      a czas naprawdę, może nie leczy, ale zabliźnia rany; wiem to; trzymaj się:)
      • Gość: agick Re: ON NIE ŻYJE!!! IP: *.big.pl / 212.160.117.* 26.08.02, 17:12
        ja nawet nie będę komentować poison czy bajerful - każdy ocenia według siebie..
        powiem tylko, że dla mnie to nie jest serial brazylijski ani podpucha..
        jeśli tak uważacie - nie czytajcie tego wątku, albo czytajcie ale podarujcie
        sobie bezduszność i kpinę..
        śmierć bliskiej osoby jest największym szokiem jaki może spotkać człowieka -
        jest stresem, który nie ma skali..
        i nie zrozumie tego nikt, kto nie stracił kogoś bliskiego..
        kiedy o parę godzin, minut spóżniasz się żeby powiedzieć, jak bardzo kochasz...
        a ten ktoś umiera a Ty zostajesz z niewypowiedzianym bólem...
        a w czasie pogrzebu leżysz na jego trumnie i wyjesz jak zwierze....i to nie
        jest film..
        a w kostnicy siłą muszą Cię trzymać, żebyś nie poołożył się razem z ukochaną
        osobą..
        i co, ja też piszę serial..?
        nie piszę - spotkało mnie to 10 lat temu...

        do dziś nie zapomniałam i ie zapomnę do końca życia.... zawsze będę pamiętać...
        i kochać..

        • Gość: renia Agick IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 27.08.02, 11:43
          Ja wiem.... Mnie tez to spotkalo 7 lutego.... nigdy wczesniej nie strcilam
          nikogo tak bliskiego..... nie zrozumialas mnie. Ja nie mowie, ze to co czuje
          czlowiek po smierci najblizszej osoby to serial brazylijski... Moglabym ci
          powiedziec o smierci mojej mamy , takiego bolu nigdy nie przezylam, bolu,
          patrzac jak ona cierpi i nie mogąc nic dla niej zrobic... Musząc ja zostawić i
          wrócic do dziecka swojego chociaz na kilka dni... wiedząc, ze juz wiecej Jej
          nie zobacze.... Tylu pytan bez odpowiedzi, takiego zalu do Boga, takich
          wyrzutów, takiego czegos naprawde nie przezylam nigdy wczesniej, wprawdzie nie
          wylam na pogrzebie i nie kladlam sie na trumnie, ale to nie o to chodzi. Jesli
          najbliższy czlowiek umiera to nie sposob znależc u kgooklwiek pocieszenie, nie
          sposob tez pocieszac... Musi , po prostu musi minac czas... Ten wątek czytam
          ze srednim zainteresowaniem, wydawal mi sie naciagany momentami, ale przeciez
          napisalam, ze teoretycznie wszystko co tu napisano moze byc prawda... Jesli
          kogokolwiek urazilam, to przepraszam... Chodzi mi tylko o to, ze analizowanie
          szczegol po szczegole jak do tego doszlo, jakie sa slady na jezdni, jak to boli
          i jak to dalej bedzie, to po prostu wyglada na lekkie naciaganie... Ale nie
          twierdze ze jest. Moze nie jest. kazdy inaczej przezywa swoje cierienie,
          dlatego jeszcze raz przepraszam Kahule i kogokolwiek jesli zranilam ja swoimi
          slowami, mój brak wrazliwosci.
          • agick Reniu.. 27.08.02, 11:51
            wiem, że jest tak jak mówisz..
            ja wyłam ja zwierze na cmentarzu... uwierz mi, nie mogłam tego opanować, stał
            tłum ludzi a dla mnie tam nikogo nie było. byłam tam tylko ja z moim bólem...
            krzyczałam do nieba DLACZEGO.. do Boga.. każdy przeżywa swój ból inaczej - może
            kasi pomaga to, że może się wygadać.. podzielić tym co w niej siedzi...
            piszesz, że analizowanie śladu kół na jezdni pachnie naciąganiem - dla mnie nie
            koniecznie... ona się zastanawia jak to się stało, chce znać ostatnie chwile,
            czy cierpieli zanim umarli...

            co nas nie zabije, uczyni nas silniejszymi...
            trzymaj się też cieplutko, ściskam, aga
            • Gość: inka_sama Re: Reniu.. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.08.02, 12:27
              agick napisała:
              > wiem, że jest tak jak mówisz..
              > ja wyłam ja zwierze na cmentarzu... uwierz mi, nie mogłam tego opanować, stał
              > tłum ludzi a dla mnie tam nikogo nie było. byłam tam tylko ja z moim bólem...
              > krzyczałam do nieba DLACZEGO.. do Boga.. każdy przeżywa swój ból inaczej -
              >może kasi pomaga to, że może się wygadać.. podzielić tym co w niej siedzi...
              > piszesz, że analizowanie śladu kół na jezdni pachnie naciąganiem - dla mnie
              >nie koniecznie... ona się zastanawia jak to się stało, chce znać ostatnie
              >chwile, czy cierpieli zanim umarli...
              > co nas nie zabije, uczyni nas silniejszymi...
              > trzymaj się też cieplutko, ściskam, aga

              A ja na cmentarzu byłam spokojna jak głaz. Dla Niego. Ni echcaiłąm robic
              przedstawienia. Wystarczyło ż eczuje te współczującę spojrzenia: 'Taka
              młoda", "dzieci takie małe".... Nie chciałam dokładac tematów.

              A co do roztrząsania. W moim przypadku Jego rodzice do tej pory potrafia wrócic
              do tego JAK? A moze gdyby... A jeśli...

              Inaczej niż w przypadku choroby - na nagłą smierć nie mogłaś się przygotowac.
              To tak niewyobrażalne ze człowiek goraczkowo czepia sie tego "a jesli?"

              Ale widac ż eagick TY PRZEZYŁAŚ coś takiego. Bo nie masz kahuli za złe.
              Ja też nie.
              i_s
              • agick Inko. 27.08.02, 14:09
                nie ma jej za złe... podziwiam Cię, że miałaś tyle siły, żeby stać twardo choć
                w środku wszystko wyło.. ja nie miałam..
                a potem człowiek chce opowiadać, gadać, nie koniecznie dyskutować... wylać,
                rozlać, nagadać się - nawet nie po to, żeby współczuli tylko po to, żeby wylać
                nadmiar żalu..

                i myślę, że ona to robi - i niech robi..
                Trzymaj się dobrze Inko.. jesteś fajnym człowiekiem.
                • Gość: inka_sama Re: Inko. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.08.02, 00:14
                  Miałam i mam chwile załamań.
                  Ale żyję. W miarę normalnie(???).

                  Ciekawe że zawsze da sie rozpoznać kogoś kto przyżył taką stratę - nawet jeśli
                  wyraźnie tego nie napisze.
                  Ty tez się trzymaj.
        • poison1 Re: Do Aqick 27.08.02, 12:02
          Gość portalu: agick napisał(a):

          > ja nawet nie będę komentować poison czy bajerful - każdy ocenia według
          siebie..
          >
          > powiem tylko, że dla mnie to nie jest serial brazylijski ani podpucha..
          > jeśli tak uważacie - nie czytajcie tego wątku, albo czytajcie ale podarujcie
          > sobie bezduszność i kpinę..
          > śmierć bliskiej osoby jest największym szokiem jaki może spotkać człowieka -
          > jest stresem, który nie ma skali..
          > i nie zrozumie tego nikt, kto nie stracił kogoś bliskiego..
          > kiedy o parę godzin, minut spóżniasz się żeby powiedzieć, jak bardzo
          kochasz...
          >
          > a ten ktoś umiera a Ty zostajesz z niewypowiedzianym bólem...
          > a w czasie pogrzebu leżysz na jego trumnie i wyjesz jak zwierze....i to nie
          > jest film..
          > a w kostnicy siłą muszą Cię trzymać, żebyś nie poołożył się razem z ukochaną
          > osobą..
          > i co, ja też piszę serial..?
          > nie piszę - spotkało mnie to 10 lat temu...
          >
          > do dziś nie zapomniałam i ie zapomnę do końca życia.... zawsze będę
          pamiętać...
          >
          > i kochać..
          >


          Byłam na pogrzebie tego dziecka i tak godnego i cichego pogrzebu w życiu nie
          widziałam.
          A rodzicie dziecka? Żyją, bo tak trzeba, uśmiechają się do ludzi, bo nie chcą
          ich wprawiać w zakłopotanie swoim smutkie. Ona myśli już o dizecku (to było jej
          jedyne). Bo to jest życie. Jedyne nam dane.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka