lumena86
25.08.05, 14:56
2 m-ce temu poznałam przez neta chłopaka. Mieszka jakieś 120 km ode mnie (w lini prostej). Gadalismy przez m-c na gg i postanowilismy się spotkać. Przyjechał do mnie na 5 dni. Było to 5 cudnych dni, kiedy naprawde byłam szczęśliwa (jak nigdy w życiu). Spodobaliśmy się sobie nawzajem, i było nam bardzo dobrze... Obiecał mi, że spotkamy się jeszcze napewno, bo bardzo mu się spodobałam i jestem najfajniejszą dziewczyną jaką dotąd poznał... Może to troszke przesadzone, że tak mówił, ale odniosłam wrażenie, że naprawde się mną nie rozczarował i że mile spędził ze mną czas :) Kiedy wyjechał strasznie płakałam, ale w sumie przecież nie mam powodu, bo ciągle ze sobą rozmawiamy i jest tak samo miło jak kiedyś :) Tylko ta straszna tęsknota mnie zabija :( W te wakacje już nie uda mu się przyjechać, ale powiedział, że w roku szkolnym się postara, a jak nie to spotkamy się za rok.... Tylko, że wiadomo, wszytsko może się zdarzyć przez ten czas. On sobie znajdzie dziewczyne, ja chłopaka (chociaż wcale o tym nie myśle, bo chce tylko jego). Od samego początku on wydawał mi się bardzo inteligentym, wrazliwym facetem... Mimo, że jesteśmy oboje bardzo młodzi (po 19 lat), on jest bardziej dorosły niż inni chłopcy w tym wieku... Powiedzmy, że też troszke dosiwadczony przez życie, spróbował jej gorzkiej części, i zapewne dlatego nie jest już "gó..arzem"... Bardzo wiele spraw traktuje poważnie, do sexu nie podchodzi jak każdy inny facet, którego znam... Ma swoje zasady, wartości...
Chyba się w nim zakochałam, chciałabym wiedzieć czy on też coś do mnie czuje, nie wiem czy zapytać go, kim dla niego jestem... Chciałabym wiedzieć, czy coś z nas może być... Co mi radzicie? Czy to ma sens? Czy on cosik do mnie?...