Dodaj do ulubionych

Mąż w dom....

16.11.05, 18:31
Jutro w nocy przyleci mój szanowny małżonek. Będzie tutaj około tygodnia.
Niby już się nie mogę doczekać, a jednocześnie zastanawiam się po ilu
godzinach pierwszy raz się pożremy... Zdecydowanie naszej miłości sluży
odległość. To chyba nie jest normalne...co?
Obserwuj wątek
    • jo-asiunka Re: Mąż w dom.... 16.11.05, 19:07
      A to Wy tak na stałe osobno? Tzn. na dojazdy?
      • aasiula1 Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:24
        Taaaaaak! Mąż w Anglii pracuje.
    • b-beagle Re: Mąż w dom.... 16.11.05, 19:10
      A mnie zawsze babcia mówiła, że chłop w chałupie to wrzód na du...e
    • ponpon Re: Mąż w dom.... 16.11.05, 21:29
      ...trudna sprawa...dla obojga...albo i większej ilości
    • gres81 Re: Mąż w dom.... 16.11.05, 21:40
      aasiula1 napisała:

      > Jutro w nocy przyleci mój szanowny małżonek. Będzie tutaj około tygodnia.
      > Niby już się nie mogę doczekać, a jednocześnie zastanawiam się po ilu
      > godzinach pierwszy raz się pożremy... Zdecydowanie naszej miłości sluży
      > odległość. To chyba nie jest normalne...co?


      życie jest piekne:(((((
    • wiecznie_zdziwiona tak to jest.... 17.11.05, 08:50
      To normalne. Mój mąż wyjeżdża od 12 lat. na przykład: jest 2 tygodnie w domu i
      miesiąc zagranicą.Albo miesiąc w domui 3 misiące zagranicą - różnie.

      Kiedy wraca jest zarażony chorobą "room service" - jakoś nie potrafi nic
      zrobić, wstawić prania, wyrzucić śmieci, przygotować sobie jedzenia - dwie lewe
      rączki.
      A więc zaczynam od "dymu" - jedna awantura i jest na właściwych torach - on po
      prostu nie zdaje sobie z tego sprawy - przyzwyczaił się do obsługi, jedzenia w
      knajpach.
      Inna sprawa to fakt, że organizujesz sobie życie na swój sposób, gdy jego nie
      ma. Ja mam 2 dzieci, muszę je odwieźć do szkół, załatwić lekarzy, wywiadówki -
      no jak to przy dzieciach. I sama sobie z tym radzę. A tu nagle wraca mój
      ukochany - rzeczywiście wyczekuję jego powrotu - i cały misterny planw piz...u.
      To tak trochę jest, że źle jak jest i źle, że go nie ma. Panuję nad sobą i
      często nie zwracam uwagi na małe, denerwujące sprawy - to pomaga również mnie -
      mogę się cieszyć jego obecnością.
      Good luck.
    • kobieta_na_pasach Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 08:56
      znam malzenstwa z wieloletnim stazem, ktore utrzymaly sie wg mnie tylko
      dlatego, ze maz byl w domu gosciem. moze i jest to sposob na przetrwanie,ale
      jak to bedzi, kiedy oboje beda na emeryturze?
    • aguszak Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 08:57
      Nie zniosłabym ciągłych rozłąk...
      • kobieta_na_pasach Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:13
        aguszak napisała:

        > Nie zniosłabym ciągłych rozłąk...
        >
        a jak dlugo jestes mezatka?
        • aguszak Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:39
          5 lat z okładem :)
          • kobieta_na_pasach Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 10:10
            aguszak napisała:

            > 5 lat z okładem :)
            >
            poczekaj jeszcze 5, a zmienisz zdanie:)
            • aguszak Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 10:22
              oby nie ;)
      • lena_zet Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:23
        a jakbyś musiała?
        • aguszak Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:40
          coś bym wymyśliła ;)
          wiem, że czasem jest to mus.
          ale czasem pary wybierają świadomie taki styl życia.
    • lena_zet Re: asiula, to normalne 17.11.05, 09:23
      rozłąka niby dobra, ale hujowo się później dogadać.Wiem coś o tym, bo przez
      kilka lat byliśmy osobno.Wyjeżdżałam do niego na wakacje i prawie na każdych
      rozchodziliśmy się po kilka razy.Teraz od roku jest w domu i nie będzie
      wyjeżdżał.I co mogę powiedzieć?Że jest git.
      • aasiula1 Re: asiula, to normalne 17.11.05, 09:27
        Ale sam początek po powrocie był pewnie ciężki. Ja już się przyzwyczaiłam do
        tego,że ze wszystkim radze sobie sama. Denerwuje mnie jak mi ktoś się wtrąca.
        • lena_zet Re: asiula, to normalne 17.11.05, 09:45
          aasiula1 napisała:

          > Ale sam początek po powrocie był pewnie ciężki. Ja już się przyzwyczaiłam do
          > tego,że ze wszystkim radze sobie sama. Denerwuje mnie jak mi ktoś się wtrąca.

          bo przyzwyczaiłaś się do odpowiedzialności, niezależności, do radzenia sobie ze
          wszystkim.Uwierz, że rozumiem cię doskonale!Oprócz zajmowania się córką,
          pracowałam, studiowałam, miałam dom pełen zwierząt, paliłam w piecach,
          wszystko, wszystko sama.Do tej pory mi jeszcze zostało, że zabieram się za
          robotę, którą powinnam zostawić w cholerę, bo przecież chłop w domu.Na dłuższą
          metę takie rozstania oddalają ludzi, nie przybliżają, musisz o tym wiedzieć.
    • nisar Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:28
      Wiesz, myślę że jak jesteście osobno to każde z Was sobie coś tam wyobraża w
      związku z tym, jak się już zobaczycie: jak to będzie wspaniale, co sobie
      powiecie, jakie to będzie jedno wielkie święto. A po kilku chwilach pierwszej
      euforii przychodzi moment rozrachunków i wychodzi na to, że Ty np. oczekiwałaś
      że on będzie czuły, kochający i spełniający, a oprócz tego naprawi, załatwi,
      przybije itp. On miał swój pakiet oczekiwań i du...a. Konflikt nieunikniony.
      • aasiula1 Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:38
        No tak. Na dodatek ja przywykłam do tego, ze wszystko w domu jest po mojemu,
        tak jak ja to sobie zorganizuje. A on przyjeżdża i mi się wali wszystko...
        • nisar Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:41
          Ale on jest też tak samo ważnym elementem tej rodziny i tego domu co Ty,
          chciałabyś bez niego? Nie? No to się odczep jak coś robi nie tak jak Ty bo to
          on. Coś za coś.
          P.S. Mój nie wyjeżdża ale np. pracuje całe soboty, kiedy ja mam wolne. Oddycham
          wtedy, więc Cię rozumiem. :)
          • aasiula1 Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 09:44
            No właśnie. Tylko przez tą sobotę nie zdążysz się odzwyczaić. A ja jestem sama
            ( z dzieckiem) od stycznia (z malymi przerwami), więc musiałam się nauczyć żyć
            sama. Początek był ciężki, a teraz ciężko być razem, tak jakoś ciasno... mimo,
            że bardzo się cieszę z jego przyjazdu.
            • nisar Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 10:08
              Ale czekasz na drugiego dzidziusia? I co, wtedy będziecie już razem, czy dalej
              będziesz sama?
              • aasiula1 Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 10:14
                Tego jeszcze nie wiem. Prawdopodobnie jedynym wyjsciem bedzie moja
                przeprowadzka z dziećmi do Anglii
                • nisar Re: Mąż w dom.... 17.11.05, 10:16
                  O rany. No ale z dwojgiem Malutków sama, to by mogło być bardzo trudne. No i
                  życie małżeńskie na odległość nie musi się udać. Niemniej tym bardziej musisz
                  się przyzwyczajać do "bycia w domu z mężem". Życzę Ci, żeby się ułożyło. :)
    • kobieta_na_pasach ..żona na spacer btxt 17.11.05, 09:37
      • aasiula1 Re: ..żona na spacer btxt 17.11.05, 09:39
        Na taką pogodę mnie wyganiasz???? A fe!
        • kobieta_na_pasach Re: ..żona na spacer btxt 17.11.05, 09:58
          aasiula1 napisała:

          > Na taką pogodę mnie wyganiasz???? A fe!

          mnie nie straszna żadna pogoda:)
        • nisar Re: ..żona na spacer btxt 17.11.05, 10:22
          Spacerki są dobre dla kobiet w ciąży i małych dzieci. Spełniasz oba warunki, to
          nie marudź. NA DWÓR!!!
          • aasiula1 Re: ..żona na spacer btxt 17.11.05, 10:44
            Brrrr. Wystarczy, że się rano do przedszkola przeszłam i jeszcze się drugi raz
            przejdę po południu. Pewnie jeszcze do sklepu wyskoczę, może śmieci wyrzucę.
            Wystarczy!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka