motylek_xxxx
07.01.06, 17:29
Prosze Was o rade,bo juz sama nie wiem jak mam postępowac.
Otóz we wrzesniu wynajełam pokoj w 3-pok. mieszkaniu.Znalazłam ogłoszenie
przez internet i postanowiłam go zaklepac juz we wrzesniu mimo tego ze
mieszkac miałam dopiero od pazdziernika.
Jak sie wprowadzałam to mieszkały juz tam 2 dziewczyny.
Dostałam ten najwiekszy z balkonem bo dziewczyny stwierdziły ze one wola
mniejsze i te ładniejsze. Moj był w opłakanym statnie.Stare łozka, obrzydliwe
firany i brudne sciany. Balkon okazał sie rupieciarnia i kacikiem miłosnym
gołebi. Stwierdziłam ze przyda sie mały remoncik. Pomalowałam sciany, jestem
w trakcie stawiania nowych mebelków, nowe zasłony. Balkon odmalowany,gołebie
przepedzone. Teraz jest naprawde slicznie. ;)
Problem natomiast zaczał sie z moja wspołlokatorka.
Na poczatku bylo wszystko super,zadnych problemów,kłotni itd.
Rozmawiałysmy i doszłysmy do wniosku ze utrzymanie domu nalezy do nas 3.
Kazda sprzata w wolnym czasie i dba o porzadek.
Proszki,płyny,papieryitd.kupujemy we 3. Reszte kazda według własnego uznania.
Ja studiuje, wracam z uczelni i mam ochote zrobic sobie obiad. Gotuje prawie
codziennie. Problem w tym ze jedna z nich nauczyła sie ze zawsze cos jest
zrobione. Wraca z pracy wygłodzona i lata wiecznie po garach. Nie pyta sie
jak bierze z lodówki cos czego nie kupiła. I ciagle ma na cos ochote...
Na pocztaku nie reagowałam bo stwierdziłam ze nie bede robic problemów o
jedzenie i inne bzdury. Zreszta na pocztaku tez robiła jako-takie zakupy.
Teraz niestety juz nic.
To samo sie tyczy z praniem i innymi płynami. Robiac pranie wrzucam nie tylko
swoje rzeczy ale i jej. Niestety proszek kupuje ja albo ta druga
wspołlokatorka...Ona nie ma kasy, bo twierdzi ze mało zarabia. Rozumiem,sa
rozne sytuacje w zyciu, trzeba pomagac. Ale jest wiecznie problem z
wyciagnieciem jakichkolwiek pieniedzy na cokolwiek. Jak trzeba zapłacic za
czynsz to wiecznie jest problem,o kase na rachunki trzeba sie prosic.Ja tez
mam dosyc pozyczania kasy i zakładania za kogos.
Co sie tyczy domu to zauwazyłam tez ze sprawy porzadkowe ja zalatwiam bo
siedze praktycznie w domu i sie ucze. Dzien zaczynam od mycia garów i
sprzatania. I jeszcze jej pies który uwielbia buty...
Ona ma chłopaka, mieszka 5 pieter wyzej.Spi u nas. Nie wnikam kto do niej
przychodzi,ile siedzi, co robia. Jej pokoj jej sprawa. Ja mam to gdzies.
Ale moja cierpliwosc ostatnio sie chyba skonczyła. Ona pojechała na swieta do
domu ze swoim chłopakiem. Ja wrociłam po sylwestrze do mieszkania.Myslałam ze
niedługo wroci, a tu pewnego dnia wpada jej chłopak,jej brat i dwojka
znajomych twierdzac ze ona jest w szpitalu. Wystraszyłam sie pytam sie co
jest, odpowiadaja ze nic takiego, ale jutro ma operacje! Oni tym czasem jak
gdyby nigdy nic rozgoscili sie u nas i oblewaja urodziny jej chłopaka.
Impreza na całego!Doszli jeszcze jej chlopaka siostra ze swoja miłoscia.
Cała noc nie spałam, bo sie bałam ze cos zrobia. Jej chłopak jak sie
zdenerwuje to tłucze szyby.
Rano niby mieli wracac bo przyjechali po jej rzeczy i dokumenty. Tymczasem co
chwile gdzies wchodzili i wychodzili czekajac az ja pojde na uczelnie.
Zrezygnowałysmy z ta druga wspołlokatorka z zajec i czekalismy az przyjada po
reszte rzeczy. Poprosiłam jej chłopaka o jej klucze do czasu az ona wroci bo
nie chce zeby mi jacys obcy ludzie których widze I raz w zyciu krecili sie po
mieszkaniu.Zreszta oni juz mieli wyjezdzac i wrocic w lutym. Nie chciał ich
oddac.Zapytałam tez co z płaceniem rachunków i z czynszem za nia. Odparł ze
to nie jego sprawa!! Przypadkowo tez znalazłam rachunki za mieszkanie, które
ona ukrywała zebysmy sie nie prosiły o pieniadze na nie.
Zadzwoniłam po wlascicielke.Przyjechała, zabrała im klucze po wielkiej
awanturze. On stwierdził ze sie czepiam o glupoty, a on ma prawo do
mieszkania bo to on płaci czynsz tak naprawde,zreszta on tylko spi i to nie
zawsze bo jego denerwuje moja muzyka i nocne smiechy w kuchni z ta druga.
Powiedzcie mi czy ja dobrze postepuje? Ja juz nie wiem co mam robic...
Rozmawiac? Tylko ile to da i na jak dlugo? Wyprowadzic sie po remoncie?