Dodaj do ulubionych

nauki przedślubne

29.01.06, 21:04
Czy to kosztuje? Ile?
Czy naprawdę księża i pary "ze stażem" opowiadają tak żalosne bzdury że aż
warto iść "bo jest śmiesznie"? (to slyszalam od znajomych).
Ile czasu to trwa?
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: nauki przedślubne 29.01.06, 21:14
      odpowiem co do kosztów /sprzed 4 lat/. Nam próbowano wcisnąć jakieś książeczki z
      Matką Boską na okładce za jakieś 30 zł, ale skłamałam, że już mam. Poza tym to
      bezpłatne. Co do bzdur, to księża a osobliwie zakonnicy są bardziej życiowi, za
      to osoby świeckie są naprawdę nawiedzone, ja miałam problem ze spokojnym
      słuchaniem. A najlepsza jest prezentacja brzuchów na tych naukach, 90% jak nie
      więcej w ciąży, a ci o czystości przedmałżeńskiej.
    • baba67 Re: nauki przedślubne 29.01.06, 21:28
      To ja Ci zadam inne pytanie-po co chcesz brac slub koscielny ?
      Bo nie z powodu przekonan religijnych chyba ?Z Twojego tonu wynika, ze uwazasz
      to za bezsensowny, narzucony obowiazek i strate czasu.
      Juz pewnie mieszkasz z facetem i bawi Cie zalozenie, ze jestes dziewica i to sa
      zapewne te bzdury- o regulacji plodnosci opartej na wstrzemiezliwosci tez.
      Ja nie oceniam nikogo, ale jesli wybiera sie taki a nie inny styl zycia, do
      czego Ci ten slub .Suknia, welon, organy, rodzina ?
      Czy zdajesz sobie sprawe, ze takie podejscie dosakramentu moze sie wydac
      ludziom wierzacym( niekoniecznie preferujacym pewne nakrycie glowy
      )swietokradztwem ?
      Czego oczekujesz ?
      Ze przyjdzie luzny ksiezulo i rzuci tekstem- No to juz misiaczki, jak sie dzis
      fikoleczki w lozeczeku udaly?A moze troche pokropic, zeby dluzej narzeczonemu
      postalo ?
      No pewnie, ze takim osobom z takimi oczekiwaniami nauki wydaja sie smieszne.
      To dlatego nie podoba mi sie idea religii w szkole-jest to prosta droga do
      przeksztalcenie czegos waznego i autentycznego w powszechna cepeliade.
      • reniatoja Re: nauki przedślubne 29.01.06, 22:10
        Myślę, że nauki przedmałżeńskie to wymysł ostatnich lat w kościele, historia
        najnowsza. Do zawarcia sakramentu nie były potrzebne przez jakieś 1900 lat z
        hakiem. Ja wprawdzie byłam chyba na jednym takim spotkaniu przed moim ślubem,
        ale akurat nie było to konieczne i nie narzucał mi nikt tego. Zaś sakrament
        małżeństwa zawsze traktowałam bardzo serio. Teraz nagle nauki zrobily się
        obowiązkowe, bez nauk nie ma slubu, co osobiście uważam za bzdurę. Słyszałam
        wiele o tych naukach, nieraz chciałam nawet pochodzic na takie zajecia z
        ciekawości, jako wolny słuchacz, zeby się przekonac co to własciwie jest, ale
        jakos nigdy nie starczyło mi zapału i czasu. Niemniej taka ocena: jak ci się
        nie podobają nauki to znaczy, że nie rozumiesz czym jest sakrament małżeństwa i
        chcesz zrobić z niego cepeliadę, to całkowita głupota. Nauki nie są ani
        sakramentem, ani nawet jego elementem, sa wymysłem jakichś facetów - moze i
        dobrym, ale podejście do wymysłu jakim są nauki przedmałzeńskie nie ma
        przełozenia na to, jakie ktoś ma podejście do sakramentu małżeństwa.
        • baba67 Re: nauki przedślubne 30.01.06, 09:47
          No rzeczywiscie jest tak jak piszesz.Nauki przedmalzenskie nie sa zadnym
          sakramentem i sama zastanawialam sie nad ich uzytecznoscia, choc z innego punktu
          widzenia niz zalozycielka watku.
          Zle mnie zrozumialas-tu nie o nauki chodzilo, tylko ich tresc.
          No bo rzeczywiscie boki zrywac, 80% narzeczonych z brzuchami z czego co
          najmniej polowa juz dawno mieszka z narzeczonym a tu ksiadz o czystosci
          przedmalzenskiej.
          No zabawne jak cholera.
          Ja nic nie mam do osob wspolzyjacych przed slubem-to jest ich wybor, ich
          prywatna sprawa, ale moze, jesli chca sie deklarowac jako katolicy biorac slub
          koscielny, to niech zasad tej religii nie dyskredytuja i nie osmieszaja.
          I tu jest sprawa, ktora jest najbardziej kontrowersyjna-wiekszosc z tych
          kohabitatow zalu zadnego nie odczuwa(sadzac po reakcji na tresc nauk), spowiedz
          jest swietokradcza, a slub traktowany jak cudowne przedstawienie dla rodziny,
          gdzie sie gra (raz w zyciu oprocz chrztu-nie pamietamy i pogrzebu-wszystko nam
          jedno) glowna role.
          To mnie wkurza (a KK nie jest tu bez , bo niepotrzebnie wprowadzono religie w
          szkolach) i stad moja reakcja.
        • feema-to-ja Re: nauki przedślubne 02.02.06, 08:33
          bez nauk nie ma slubu? Moj brat nie byl bierzmowany i nie chodzil na nauki.
          Zagrozil, ze on w takim razie nie wychowa dziecka po katolicku (i tak tego nie
          robi ha ha!) i ksiadz szybciutko zmienil ton. Koperta tez pomogla.
          • bacha1979 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 08:38
            Z ciekawości - po co mu był ślub kościelny?? "Zagroził" i "koperta pomogła".
            Nie bardzo rozumiem takich ludzi.
            • feema-to-ja Re: nauki przedślubne 02.02.06, 11:29
              Dla jego zony! czasami robi sie cos dla innych ludzi!
              • genoveva Re: nauki przedślubne 03.02.06, 18:28
                A ślub jednostronny ?
      • animowa-animka Re: nauki przedślubne 29.01.06, 22:22
        baba67 napisał:

        > To ja Ci zadam inne pytanie-po co chcesz brac slub koscielny ?
        > Bo nie z powodu przekonan religijnych chyba ?Z Twojego tonu wynika, ze
        uwazasz
        > to za bezsensowny, narzucony obowiazek i strate czasu.
        > Juz pewnie mieszkasz z facetem i bawi Cie zalozenie, ze jestes dziewica i to
        s
        > a
        > zapewne te bzdury- o regulacji plodnosci opartej na wstrzemiezliwosci tez.
        > Ja nie oceniam nikogo, ale jesli wybiera sie taki a nie inny styl zycia, do
        > czego Ci ten slub .Suknia, welon, organy, rodzina ?
        > Czy zdajesz sobie sprawe, ze takie podejscie dosakramentu moze sie wydac
        > ludziom wierzacym( niekoniecznie preferujacym pewne nakrycie glowy
        > )swietokradztwem ?
        > Czego oczekujesz ?
        > Ze przyjdzie luzny ksiezulo i rzuci tekstem- No to juz misiaczki, jak sie
        dzis
        > fikoleczki w lozeczeku udaly?A moze troche pokropic, zeby dluzej narzeczonemu
        > postalo ?
        > No pewnie, ze takim osobom z takimi oczekiwaniami nauki wydaja sie smieszne.
        > To dlatego nie podoba mi sie idea religii w szkole-jest to prosta droga do
        > przeksztalcenie czegos waznego i autentycznego w powszechna cepeliade.
        >

        OCZYWIŚCIE ŻE MIESZKAM Z "TYM FACETEM" BO TO JUŻ JEST MOJ MĄŻ! mAMY ŚLUB
        CYWILNY. A jako że jesteśmy wierzącymi osobami, a wcześniej nie bylo kasy na
        wesele, to teraz, dopiero po roku kiedy trochę się nam finanosowo polepszylo,
        zamierzamy wziąć i kościelny.
        A tobie widzę bardzo latwo przychodzi ocenianie ludzi.
        Przystopuj trochę, bo to nieladnie.
        • animowa-animka Re: nauki przedślubne 29.01.06, 22:25
          Aha, i jeszcze jedna ważna rzecz: dlaczego musimy wysluchać lekcji o planowaniu
          dzieci kiedy mąż jest bezplodny?
          Uważam że to przytlaczające. Brak mi innych slow.
          • baba67 Re: nauki przedślubne 30.01.06, 09:57
            To naprawde Ci wspolczuje tego nieszczescia.Nie jest jednak ono na szczescie
            czeste, wiec dlaczego z tego powodu nauki przedmalzenskie maja byc okrojone z
            tego tematu ?
            Nie bierz personalnie do siebie tego, co napisalam-znam bardzo udane pary
            wspanialych ludzi, ktorzy nie maja slubu koscielnego ani zadnego-to sprawa
            kazdego, ja nie oceniam .
            Niemniej sakrament to powazna sprawa-wg prawa koscielnego wasze obecne pozycie
            to konkubinat-bedziesz musiala sie z tego wyspowiadac.Czy zalujesz tego roku
            spedzonego z mezem ?
            Mnie po prostu wkurza robienie religii cepeliady,chcoc nie twierdze, e akurat Ty
            tak robisz-to sprawa sumienia.
            • animowa-animka Re: nauki przedślubne 30.01.06, 21:49
              baba67 napisał:

              > To naprawde Ci wspolczuje tego nieszczescia.Nie jest jednak ono na szczescie
              > czeste, wiec dlaczego z tego powodu nauki przedmalzenskie maja byc okrojone z
              > tego tematu ?
              > Nie bierz personalnie do siebie tego, co napisalam-znam bardzo udane pary
              > wspanialych ludzi, ktorzy nie maja slubu koscielnego ani zadnego-to sprawa
              > kazdego, ja nie oceniam .
              > Niemniej sakrament to powazna sprawa-wg prawa koscielnego wasze obecne pozycie
              > to konkubinat-bedziesz musiala sie z tego wyspowiadac.Czy zalujesz tego roku
              > spedzonego z mezem ?


              No wiesz co?? Jak moglabym zalować CHOĆBY CHWILI spędzonej z osobą którą tak
              kocham??
              • baba67 Re: nauki przedślubne 31.01.06, 08:55
                No wlasnie-tak myslalam.
                Wiec jak sobie wyobrazasz szczera sktuche niezbedna do uzyskania rozgrzeszenia ?
                Ja nie watpie w to ze jestes dobrym czlowiekiem i ale gdyby wiara naprawde
                duzo dla Ciebie znaczyla, przejmowalabys sie faktem, ze zyjesz bez slubu
                koscielnego.
                Wierzysz w chrzescijanski system wartosci, nie negujesz istnienia Stworcy, ale
                nauka KK nie do konca Ci lezy.Chyba protestancka odmiana chrzescijanstwa (bez
                sakramentow) bylaby lepsza dla Ciebie.
                Bo to, co chcesz zrobic, to swietokradztwo-nie jest to osad moherowy, tylko
                oficjalna interpretacja prawa kanonicznego.
                Ja ci zycze nak najlepiej i nie osadzam ale to zjawisko jest dla mnie naprawde
                bardzo smutne...
                • animowa-animka Re: nauki przedślubne 31.01.06, 10:55
                  baba67 napisał:

                  > No wlasnie-tak myslalam.
                  > Wiec jak sobie wyobrazasz szczera sktuche niezbedna do uzyskania
                  rozgrzeszenia
                  > ?
                  > Ja nie watpie w to ze jestes dobrym czlowiekiem i ale gdyby wiara naprawde
                  > duzo dla Ciebie znaczyla, przejmowalabys sie faktem, ze zyjesz bez slubu
                  > koscielnego.
                  > Wierzysz w chrzescijanski system wartosci, nie negujesz istnienia Stworcy,
                  ale
                  > nauka KK nie do konca Ci lezy.


                  Wszystko mi lezy tylko kasa mi nie lezy. Slub koscielny = wesele plus sukienka.
                  Chyba nie musze ci mowic o jakiego rzedu kosztach jest mowa. Wezmiesz slub a
                  nie zrobisz wesela? = dozywotnia obraza calej rodziny.

                  • baba67 Re: nauki przedślubne 31.01.06, 11:15
                    Ale nie zalujesz roku pozycia ?Porozmawiaj z jakims sensownym duchownym (sa
                    tacy), bo szkoda zaczynac koscielny zwiazek tak nie wiadomo jak.
                    Ja rozumiem te problemy z kasa, bo moja rodzina tez do zamoznych nie nalezala,
                    coz sa pewne aspekty naszej obyczajowosci, ktore naprawde potrafia utrudnic zycie...
                  • lukka74 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 08:30
                    nie traktuj mojego postu jako ataku, ale z tego co piszesz wyglada, ze otoczka
                    (czyli wesele) jest dla ciebie wazniejsze niz tresc (czyli sakrament
                    malzenstwa). wiem, wiem, kazdy chce miec wesele, ale moze wtedy lepiej troche
                    poczekac ze slubem.
        • wiki20051 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 16:24
          OCZYWIŚCIE ŻE MIESZKAM Z "TYM FACETEM" BO TO JUŻ JEST MOJ MĄŻ! mAMY ŚLUB
          > CYWILNY. A jako że jesteśmy wierzącymi osobami, a wcześniej nie bylo kasy na
          > wesele, to teraz, dopiero po roku kiedy trochę się nam finanosowo polepszylo,
          > zamierzamy wziąć i kościelny.

          bedac osoba wierzaca zdajesz sobie sprawe z tego, ze ten męzczyna z którym
          mieszkasz przed Bogiem wcale nie jest twoim mezem???? w swietle wiary
          katolickiej cały czas zyjesz w grzechu. widocznie dla ciebie wazniejsza
          była cała otoczka weselno-rozrywkowa niz sam sakrament, bo żeby zawrzec
          zwiazek malżenski wcale nie jest potrzebny duży nakład gotówki.
          w sytuacji gdy ludzie wiare traktuja jak sklep, gdzie mozna wybrac to co sie
          podoba, takie nauki beda strata czasu.
          ja własnie jestem w trakcie takich nauk i nie widze w nich nic śmiesznego.
          prawda jest, ze raz wykłady sa ciekawsze, raz mniej interesujace, ale czesto
          słucham z zaciekawieniem, o rzeczach z których nie zdawałam sobie sprawy a
          zostały poruszona na tych zajeciach.
          spotkania nasuwaja mnie i mojemu narzeczonemu tematy, które musimy jeszcze
          omówic bo sa bezposredniu zwiazane z nami.
          a co do NPR to nie wiem czemu wszyscy tak to krytykuja. rozumiem, ze niewiele
          par zdecyduje sie stosowac ta metode ale czemu o niej nie posłuchac??? czy
          kazdy jest pewnien, ze tak na 100% wie wszystko na ten temat? wielka
          tragedia jest jak pani w poradni kaze zrobic wykres. przeciez codzienne
          zmierzenie temperatury nie jest zadnym wysiłkiem. a z takich wykresów mozna
          zorientowac sie czy wszystko z naszym organizmem jest w porzadku i mozna to
          potraktowac nie jako metode zapobiegania ciąży a sprawdzenie jak funkcjonuje
          nasz organizm.

          czytajac ten wątek przypomniała mi sie pewna koleżanka, która uważał sie za
          bardzo wierząca, była przeciwniczka srodków antykoncepcyjnych i mieszkania
          razem przed slubem, a prawda była taka, ze slub brała własnie z brzuchem.
          wiec ta jej wiara to taka jakas jak dla mnie troche dziwna.
      • przyjaciolka6 Re: nauki przedślubne 03.02.06, 11:26
        co ty gadasz baba67? tak jakby wszyscy ksieza byli w 100% uczciwi. nie bede tu
        przytaczac przykladow bo kazdy ma wiele. ale slub bierze sie przed bogiem a
        jesli mozna po drodze ominac falszywych czesto ksiezy to jaki problem?
    • tracja4 Re: nauki przedślubne 29.01.06, 21:31
      Niektóre kursy są fajne.
      Np. dostajecie po 100 punktów i macie je osobno bez konsultacji przyznać różnym
      cechom takim jak: pieniądze, uroda, śmiech, praca, dzieci itp. Potem
      porównujecie i widzicie co dla drugiej osoby było najwyżej cenione itp.

      Mówi się też o tym, jakie problemy mogą was spotkać, mimo że wy uważacie się za
      tę wyjątkową parę, której to nie dotyczy.

      Mówi się też o naturalnych metodach planowania rodziny - uświadamia się parom,
      że kalendarzyk od dawna nie jest zalecany. Uczycie się jak rozpoznawać okresy
      płodności i niepłodności. Oczywiście to wy dokonujecie wyboru.

    • kohol Re: nauki przedślubne 30.01.06, 10:02
      Nic nie kosztuje.
      Nam się podobało. Uznaliśmy, że niektóre wykłady były takie, że nadawałyby sie
      do wygłaszania zamiast kazania. Niektóre były banalne, ale żadnych nie
      uznaliśmy za kontrowersyjne czy oparte na stereotypach.
      Mieliśmy chyba z 10 zajęć - 2 miesiące.
      • morfeuszka22 Re: nauki przedślubne 30.01.06, 10:27
        W grudniu bylam na takich naukach. Wszystko "niby" bezplatne. A musielismy
        wydac 20 zl. na jakies broszury. Niby to niewiele ale i tak wyladowala w piecu.
        • doris2005 Re: nauki przedślubne 30.01.06, 18:00
          Ja np. juz nie muszę uczęszczać na ten kurs:) bo miałam takowy w ostatniej
          klasie liceum. I powiem wam zajebisty był, babka , która go prowadziła była
          świetna nie klepała bzdur, tylko swoje doświadczenie życiowe naprawdę były to
          ciekawe rzeczy i dużo można było się mądrego nauczyć naprawdę , były poruszane
          różne kwestie nie tylo seks.
          • mgla_jedwabna Re: nauki przedślubne 30.01.06, 23:10
            mowienie ludziom o czystosci na naukach przedmalzenskich to poroniony
            pomysl ....jesli ludzie mieli sie ze soba przespac- to juz to zrobili (te
            brzuchy ;) a jesli nie mieli- podjeli te decyzje jeszcze przed zareczeniem sie
            albo najpozniej przy oswiadczynach. Na etapie nauk przedslubnych wszyscy maja
            to juz "przerobione".
            Wydaje mi sie, ze tego rodzaju decyzje tak naprawde podejmuje sie jeszcze w
            liceum, wtedy, kiedy ksztaltuje sie swiatopoglad. Czlowiek, ktory decyduje sie
            na malzenstwo, juz dawno zdecydowal, kiedy bedzie jego pierwszy raz.
            • baba67 Re: nauki przedślubne 31.01.06, 10:48
              trafilas w sedno :-)
              Po co wiec slub koscielny komus, kto zasady tego Kosciola ma w glebokim
              powazaniu i chce sobie ukladac zycie po swojemu .
              No bo suknia, welon, organy, splakana mamusia... i slub po swietokradczej
              spowiedzi.
              Z czegos co jest naprawde dla wierzacych wazne robi sie cyrk.
              I to sam KK przyczynia sie do tego.I zasadniczo nie podoba mi sie idea nauk
              przedslubnych bo ulatwia robienie tego cyrku. Teraz do bierzmowania trzeba sie
              przygotowywac rok-chodzenie na religie to podstawa oprocz tego trzeba
              uczestniczyc w spotkaniach, nabozenstwach, sakramentach.Ci ktorzy sa katolikami
              folklorystycznymi pasuja.A bez birzmowania nie ma slubu.
              I to jest krok w dobrym kierunku, a nie kilka spotkan wliczonych w cene kosztow
              przedstawienia.
              • animowa-animka do baby67 31.01.06, 10:59
                Mylisz sie, bez bierzmowania JEST SLUB; Moj maz nie byl bierzmowany i stanowilo
                to dla nas problem, tym bardziej co nuz to inna opinie slyszelismy (pytalismy
                sie roznych ksiezy, wiekszosc byla niedoinformowana). W koncu bylismy sie
                poinformowac U ZRODEL, i OSOBISCIE: w kurii na Florianskiej (Warszawa).
                Oficjalny werdykt: bierzmowanie nie jest konieczne do slubu. Z tymze
                niebierzmowana osoba sklada przysiege przed Bogiem (nawet nie na pismie) ze po
                slubie przyjmie ten sakrament.
                • baba67 Re: do baby67 31.01.06, 11:19
                  A to sie zmienilo, bo kiedy ja bralam slub, to absolutnie zadali ode mnie
                  zaswiadczenia.To dlatego czesc ksiezy jest niedoinformowana. Zreszta, jesli slub
                  jest mieszany (z niewierzacym )to nie jest bierzmowanie potrzebne.

                  Dawny system byl lepszy, ale nie mnie to oceniac.
              • indianprincess Re: nauki przedślubne 31.01.06, 19:37
                Zgadzam się z babka67. Po co ślub kościelny komuś, kto nie uznaje zasad religii
                katolickiej? Dlaczego robi szopke z sakramentu? Żeby być "gwiazdą wieczoru" i
                wystąpić w pięknej, białej sukni? Żeby dostać prezenty od gości? Żeby urządzic
                huczne wesele? Żeby rodzina się nie czepiała tego, że para mieszka razem bez
                ślubu? To żałosne. Trzeba być konsekwentnym w swoich przekonaniach i wiedzieć
                czego się chce.
                • obiezyswiat Re: nauki przedślubne 31.01.06, 20:19
                  Cudne - widzisz wlos w oku blizniego, a nie widzisz belki w swoim.
                  Piszecie o szopce z sakramentu, o swietokradztwie. Chcecie byc bardziej
                  papieskie/papiescy od papieza. Nie przyszlo do glowy, ze Bog jest w stanie
                  wybaczyc wiecej niz malomiasteczkowa spolecznosc?

                  A co do "pozostawaniu wiernym swoim przekonaniom" - czyli zyciu bez slubu
                  koscielnego: bardzo bliska mi osoba na wlasnej skorze przeszla to, co KATOLICKA
                  spolecznosc jest w stanie zgotowac komus, kto nie zyje "wedle sakramentow" -
                  zaszczucie i kolosalna dawka nienawisci tylko dlatego, ze rodzice nie mieli
                  slubu koscielnego.

                  Wiec odczepcie sie uprzejmie od moranosci innych ludzi i zajmijcie sie soba. A
                  jesli nie jestescie w stanie, to moze zlozcie CV na posade papieza. Chociaz
                  oczywiscie kobieta papiezem nie moglaby zostac - to byloby takie NIEKATOLICKIE
                  i SWIETOKRADZKIE.
                  • indianprincess Re: nauki przedślubne 31.01.06, 21:43
                    obiezyswiecie, a kto napisał, że jesteśmy KATOLICKĄ społecznością? ja akurat
                    jestem niekatolicką ale drażnią mnie panienki, całymi latami nie chodzące na
                    mszę św, drwiące z kościoła i księży a potem nagle klęczące z pobożną miną przy
                    ołtarzu w białej sukience i welonie. Nagłe nawrócenie???
                  • facecja Re: nauki przedślubne 31.01.06, 22:10
                    > A co do "pozostawaniu wiernym swoim przekonaniom" - czyli zyciu bez slubu
                    > koscielnego: bardzo bliska mi osoba na wlasnej skorze przeszla to, co
                    KATOLICKA
                    >
                    > spolecznosc jest w stanie zgotowac komus, kto nie zyje "wedle sakramentow" -
                    > zaszczucie i kolosalna dawka nienawisci tylko dlatego, ze rodzice nie mieli
                    > slubu koscielnego.

                    a nie przyszło Ci do głowy, że osoby o których piszesz to własnie katolicy na
                    pokaz? chodzący do kościoła co niedzielę, "bo tak trzeba", biorący ślub
                    kościelny "bo rodzina się obrazi", posyłający dzieci na religię, "bo nikt go
                    nie będzie lubił", a tak naprawde nie wierzacy w Trójcę Świętą, w przykazania,
                    w Kościół katolicki, ale wierzący (nawet często "bardzo głęboko") w swojego
                    własnego "boga", którego mogą sobie dostosować do własnych potrzeb.

                    Prawdziwy KATOLIK woli, żeby czarne nazywac czarnym, a białe białym. Jak ktoś
                    nie potrafi się dostosować do pewnych podstawowych zasad instytucji, to do niej
                    nie wchodzi - proste jak drut. I jakby to było przestrzegane, to nie byłoby
                    dziś problemu z negatywnym obrazem katolicyzmu...
                    • maialina1 Re: nauki przedślubne 31.01.06, 22:21
                      Tak, tak, faceja ma rację.
                      Często jednak bywa tak że mlodzi nie chodzą do kościola, nie wierzą nawet w
                      Boga, ale slub kościelny biorą bo po prostu muszą.
                      Dlaczego muszą? Rodzina!
                      Kochają rodzinę, "nie zrobią im takiej przykrości".
                      Mam koleżankę która chodzila do kościola tylko kiedy matka "patrzyla", a kiedy
                      byla w weekendy w akademiku (a nie u siebie) to nigdy nie chodzila. Slub
                      MUSIALA wziąć kościelny, ponieważ jej mama powiedziala że ją wyklnie i że nie
                      będzie chciala jej znać jeśli rodzina się dowie że ona nie chodzi do kościola,
                      i że nie chce ślubu kościelnego.
                      I co? Miala dać się wykląć calej rodzinie i wyrzec się wlasnej matki tylko w
                      imię przekonań w które sama nie wierzy? Albo dlatego że "katolicy się obrażą
                      jeśli skorzystam z ich kościola"? Poszla, "dla świetego spokoju".
                      • baba67 Re: nauki przedślubne 01.02.06, 11:25
                        Wspoczuje Twojej kolezance.Szanuje to, ze chcoc sama przed soba miala odwage
                        przyznac, ze cos jest nie tak.
            • kasia_kar Re: nauki przedślubne 01.02.06, 23:07
              "Czlowiek, ktory decyduje sie na malzenstwo, juz dawno zdecydowal, kiedy bedzie
              jego pierwszy raz."

              Oczywiście, że tak. Ja np. zdecydowałam się na małżeństwo i na rozpoczęcie
              współżycia po ślubie.
    • enya24 Re: nauki przedślubne 01.02.06, 02:45
      Panie Boże ja nie będę współżyć przed slubem ale chroń mnie przed takimi
      babskami jak baba67. Amen.
      • baba67 Re: nauki przedślubne 01.02.06, 11:22
        Wiesz, do poziomu dyskusji i kultury, ktory tu zaprezentowalas nie znizam sie,
        bo mnie kregoslup boli.I naucz sie uwaznie czytac cudze posty.
        • enya24 Re: nauki przedślubne 01.02.06, 19:05
          Nie wiedziałam, że jesteś Bogiem, bo ja się zwracałam do niego. Nie zamierzam
          dokonywać egezgezy twoich postów (tez miałabym co analizować) bo nie są tego
          warte. Powiem ci tylko że nienawiścią która z nich bije można wiele zdziałać
          nawet na polu religii, na przykład zmienić ludzi na fanatyków albo oszołomów,
          ale nie na autentycznych chrześcijan. A twój legalizm religijny jest tylko
          pretekstem rozładowania złości której jesteś pełna.
    • heather4 Re: nauki przedślubne 01.02.06, 11:07
      myślę, że to nie jest tylko hipokryzja osób, które idą do kościoła dla świętego
      spokoju, ale także tych kochanych rodzin, traktujących ślub kościelny bardziej
      jak tradycję niż sprawę wiary... wszystko nie tak..potem w takiej rodzinie
      pojawia się dziecko, i zgadnijcie, jaki katolik z niego wyrasta.
      • baba67 Re: nauki przedślubne 01.02.06, 11:20
        No wlasnie i dlatego jestem przeciwna religii w szkole.
        Dawniej chodzily dzieci, ktore chcialy, rodzice sami musieli przekonac i
        dopilnowac a wiec jakos zaangazowac sie w to religijne wychowanie.
        Teraz religia jest w szkole-jak ona wyglada w starszych klasach podstawowki i
        gimnazjum to groza-zadnej atmosfery,zaangazowania dzieci-kolejna lekcja do
        odbebnienia(pisze o sytuacjach, ktore znam, choc nie ucze).
        Do komunii wszysce gromadnie i wlasciwie ja sie nawet tym obojetnym religijnie
        rodzicom nie dziwie-nie chca narazac dziecka na przykrosci ze strony innych dzieci.
        Masowka i zatracenie tego, co wazne .
    • 40margaryna Re: nauki przedślubne 02.02.06, 04:29
      W dziecinstwie wierzylam w religie katolicke, ale juz w okolicach komunii mi
      przeszlo. Chodzilam jednak do kosciola i na religie az do skonczenia studiow,
      bo nie umialam sie oprzec presji rodziny. Potem wyjechalam za granice, poznalam
      przyszlego meza i wzielismy slub cywilny. Zadne z nas nie chcialo juz dluzej
      zyc w zaklamaniu, udawac katolikow. Nie wezme slubu koscielnego, bo nie uwazam
      naszego malzenstwa za grzech, z ktorego mam sie spowiadac. Zachecam wszystkich
      do zycia w zgodzie z wlasnym sumieniem. Albo akceptujemy religie w calosci albo
      w ogole.
      • maialina1 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 09:59
        Co to sa "religie katolickie"? Wymienisz mi ich kilka?
        • baba67 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 10:25
          To nie religie-tradycje-slyszalam o unickiej i koptyjskiej-ciekawy temat zreszta.
      • baba67 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 10:24
        Moj maz mimo ze wychowany po katolicku nie okresla sie jajko katolik-to typowy
        agnostyk (nie mylic z ateista), ktory dopuszcza mozliwosci istnienia Sily
        Sprawczej, ceni KK za rozne rzeczy i czesto jest lagodniejszy w ocenie niz ja :-)
        Na poczatku obiecujacej znajomosci mi to powiedzial, zebym mogla jeszcze sie
        wycofac.
        Slub koscielny wzielismy za dyspensa, tzw mieszany-tesciowej nic nie mowilismy,
        ale i tak o malo histerii w kosciele nie dostala, biedna :-(
        Ale tak bylo uczciwie-nie chcial udawac.
        • mgla_jedwabna Re: nauki przedślubne 02.02.06, 15:22
          a co z osobami, ktore nie zgadzaja sie w 100% ale cenia tradycje , tak bardzo
          przez was "zjezdzana"? to, ze ktos nie chodzi co niedziele do kosciola, nie
          znaczy automatycznie, ze nie chce nadac swojemu malzenstwu jakiegos wymiaru
          religijnego/duchowego. W koncu jest to jeden z najwazniejszych momentow zycia,
          taki punkt zwrotny, i wiele osob chcialoby, aby mialy w tym udzial jakies "sily
          wyzsze" (Pan Bog)i slub cywilny im nie wystarcza. A polska tradycja kaze, aby
          byl to slub w KK (a np tajska, aby byl to slub buddyjski- ciekawe, ilu Tajow
          jest "wierzacymi i praktykujacymi" buddystami?). Nie dzielcie swiata na czarne
          i biale, na katolikow stosujacych sie w 100% do nakazow KK i totalnych
          ateistow, ktorzy slub koscielny biora "dla szopki".

          Aha, nie klasyfikujcie panien z brzuchami jako tych, ktore odrzucaja VI
          przykazanie. Wiele z nich je uznaje, ale nie udalo im sie go zachowac... Ja np.
          czasem jezdze na gape, ale to nie znaczy, ze calkowicie neguje przykazanie "nie
          kradnij". Tak naprawde duzo wpadek przed slubem to grzeczne katoliczki , bo
          nakladziono im do glow, ze do slubu maja byc "czyste", antykoncepcja to grzech,
          a potem ups...w przeciwienstwie do dziewczyn, ktore ksiezom nie wierza, a jak
          chca sie przespac z chlopakiem, to najpierw ida do gina po tabletke (w czasie
          kiedy ich kolezanki- mohery za mlodu planuja czystosc przedmalzenska, a potem
          ulegaja nastrojowi chwili). No i katoliczki nie usuwaja ciazy (popieram).
          Zarzuci mi ktos moze uogolnienia w powyzszym akapicie o "brzuchach", ale tak
          jest naprawde bardzo czesto...chociaz nie zawsze.
          • maialina1 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 18:06
            Tak, tak, zgadzam sie z przedmowczynia.
            Niektorym po prostu nie wychodzi.

            Gdyby Bog chcial abysmy wszyscy chodzili w niedziele do kosciolka i wszyscy co
            dzien mowili paciorek to by nam nie dal DOBREJ WOLI, tylko by nam dal w mozgach
            automatyczne chodzenie do kosciolka i mowienie paciorka.

            Jestesmy grzeszni. Na szczescie milosierdzie Chrystusa jest NIEOGRANICZONE, nie
            ma zadnych limitow. Szkoda tylko ze milosierdzie ludzi jest tak skape. I ze tak
            latwo lubia oceniac innych.
            • mlynek_kawowy Re: nauki przedślubne 02.02.06, 18:37
              > Na szczescie milosierdzie Chrystusa jest NIEOGRANICZONE, nie
              > ma zadnych limitow.

              Wybacz, ale dla mnie to nowość. Może jakiś cytat? Bo ja pamiętam coś niecoś o żalu za grzechy i obietnicy poprawy, o wielorybie, który prędzej przejdzie przez ucho igielne niż bogacz dostąpi łaski Boga i takie tam bajeczki... ale kto by tam zwracał na nie uwagę? ;-)
              • maialina1 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 22:22
                Wiesz, skoro sądzisz że Boże milosierdzie jest OGRANICZONE, to faktycznie chyba
                nie ma o czym z tobą rozmawiać.
                W każdym razie, cyctat znajdziesz w każdej modlitwie, tylko trzeba jeszcze
                umieć MYŚLEĆ a nie tylko beznamiętnie klepać.
                Ci więcej, nie tylko Chrystus wybacza WSZYSTKO jeśli chcemy wrócić na jego
                ścieżki, ale droższy Mu jeden nawrócony niż stu wierzących. I o tym na pewno
                slyszalaś jeśli chodzisz do kościola.
                Zresztą myśl sobie co chcesz, ja wierzę w Jedynego Milosiernego Boga, a nie w
                zajadlość ludzką, więc kończę z tobą dyskusję.
                Milej kontynuacji.
                • mlynek_kawowy Re: nauki przedślubne 03.02.06, 12:48
                  > Wiesz, skoro sądzisz że Boże milosierdzie jest OGRANICZONE

                  czy myślisz że Hitler znajdzie się w niebie? Skoro jesteś tego pewna na 100%, to chyba bliżej Ci do świadków Jehowy niż do katolicyzmu...

                  > trzeba jeszcze
                  > umieć MYŚLEĆ a nie tylko beznamiętnie klepać.

                  zgadzam się z tobą

                  > Zresztą myśl sobie co chcesz, ja wierzę w Jedynego Milosiernego Boga, a nie w
                  > zajadlość ludzką, więc kończę z tobą dyskusję.

                  obawiam się że nawet jej nie zaczełaś, dyskutujesz sama ze sobą, a w każdym razie na pewno nie z moim poprzednim postem...
          • baba67 Re: nauki przedślubne 02.02.06, 21:15
            Zgadzam sie z Toba-duzy procent panien z brzuchami i katoliczki, a brzuchy
            dlatego, ze bez pigulek...
            Katolicy grzesza, nawet ci wierzacy naprawde gleboko.Krew nie woda.Potem ,
            kiedy mina uniesienia i zapatrzenia w faceta, zaluja, ze tak sie stalo (znam
            taka osobe i wierze, ze zalowala).To cos innego niz zamieszkanie przed slubem-bo
            to swiadoma decyzja-odrzucam cos, co jest wazne w nauce Kosciola.Kazdy ma do
            tego prawo, nie oceniam takich ludzi, czepiam sie czego innego.

            Co do tradycji buddyjskiej-to nie jest sakrament-innym buddystom to nie
            przeszkadza.Podobnie jest w religiach protestanckim, ktore wielu
            folklorystycznym katolikom by sie spodobaly, gdyby zadali sobie trud traktowania
            siebie powaznie.Tam sie po prostu idzie po blogoslawienstwo.Kiedy ktos sie
            rozwiedzie, bierze slub w swiatyni i drugi i trzeci raz.Nie ma spowiedzi.
            w antykoncepcje nikt nie ignoruj.Czy nie lepiej byc porzadnym protestantem niz
            byle jakim katolikiem ?
            Jesli sie nie wszystko w KK katolickim podoba, dlaczego nie znalezc swojej
            drogi.Z jakiegos powodu madry Stworca dopuscil do powstania protestantyzmu, moze
            to miejsce dla niedostosowanych katolikow ?
      • mlynek_kawowy Re: nauki przedślubne 02.02.06, 19:12
        > do zycia w zgodzie z wlasnym sumieniem. Albo akceptujemy religie w calosci
        > albo w ogole.

        Masz rację. Pal licho jesli komuś nie podoba się np. Rydzyk, czy jakieś inne, niezbyt w sumie istotne sprawy współczesnego kościoła. Co jednak jeśli komuś nie podobają się dogmaty tej wiary? Czy można mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko?
    • rachela180 Babo 02.02.06, 16:41
      Kościól powstał dla wiernych, nie odwrotnie.
      Myślę, że Panu Bogu bardziej zależy na tym, by ludzie byli szczęśliwi niż
      upodleni tym, że ich miłość jest grzeszna wobec reprezentującej Go - jakby nie
      patrzeć - ZIEMSKIEJ instytucji.

      Kohabituję z chłopem od prawie 2 lat. Zgroza! on jest po rozwodzie (miał ślub
      kościelny). Jest dobrym, wspaniałym człowiekiem, ma prawo do szczęścia tak jak
      inni. I serce mi się kraje, gdy słyszę w niedzielę kazanie, że rozwodnicy nie
      mają prawa do sakrametów. A on się kuli biedak, bo czuje się odrzucony, choć
      bardzo się stara być dobrym chrześcijaninem. Rozwód nie był jego winą. A ze mną
      jest, bo jest za stary by czekać do ślubu, co do którego nie jest pewny czy w
      ogóle będzie w stanie wziąć i odważyć się ponownie zaufać do końca.

      Chodzi mi o to, że zbyt często podchodzimy do Kościoła jak do wyroczni i zbyt
      często pilnujemy zgodności z obyczajem kościelnym (pal licho czy stoi tak w
      prawie czy nie), a zbyt rzadko słuchamy Tego-Tam-Na-Górze.

      Przykład z dzisiaj.
      Dzieci chłopa nie spotkają się z nim dzisiaj. Czemu? Bo o 17:30 on musi
      koniecznie gdzieś być i chciał zabrać ze sobą dzieci, by chwilę z nimi pobyć.
      Ale nie może. Czemu? Bo ksiądz proboszcz wygłasza bardzo długie ogłoszenia
      parafialne i dzieci muszą siedzieć w kościele 20 minut i czekać na
      błogosławieństwo, więc w żaden sposób by z chłopem nie zdążyły pojechać.
      Absurd? Absurd. Ale jakże wymowny.
      • mlynek_kawowy Rachelo, bycie katolikiem nie jest obowiązkowe! 02.02.06, 19:05
        > Kościól powstał dla wiernych, nie odwrotnie.

        kolejna nowość :-) chyba jednak ani jedno ani drugie.

        > Myślę, że Panu Bogu bardziej zależy na tym, by ludzie byli szczęśliwi niż
        > upodleni tym, że ich miłość jest grzeszna wobec reprezentującej Go

        A ja przyznaję, że nie wiem na czym bardziej zależy Bogu. Mogę tylko domniemywać na podstawie lektury Biblii. Nie wydaje mi się jednak żebys miała rację. A co, jeśli komuś do szczęścia potrzebne jest wybicie paru milionów ludzi jakiejś narodowości, bo inaczej będzie bardzo smutny? Czyjego szczęścia będzie chciał wtedy Bóg? Czy Bóg jest filantropem albo świętym mikołajem? Jeśli Bóg chce naszego szczęścia na ziemi to jak wytłumaczysz wojny, klęski, epidemie itd?

        > Jest dobrym, wspaniałym człowiekiem, ma prawo do szczęścia

        oczywiście, ale bycie katolikiem nie polega chyba na byciu dobrym człowiekiem, a w każdym razie nie tylko na tym :-)

        > inni. I serce mi się kraje, gdy słyszę w niedzielę kazanie, że rozwodnicy nie
        > mają prawa do sakrametów.

        Niestety, wydaje mi się jednak, że Chrystys był w tej kwestii dosyć jednoznaczny. Nie jestem specem od Biblii, więc nie powiem Ci gdzie dokładnie, ale Jezusowi zadano pytania odnośnie możliwości odprawienia żony przez męża (innymi słowy: rozwodu) i Chrystus udzielił jasnej odpowiedzi na ten temat.

        Dla jasności, nikogo nie oceniam. Nie czuję się też broń Boże lepszy. Sam z resztą uważam się za agnostyka. Polemizuję tylko z takim poglądem: nie podoba mi to i tamto w religii katolickiej więc będę robic po swojemu, bo ja wiem lepiej i tak mi wygodniej. To jest (IMHO) hipokryzja...
      • baba67 Re: Babo 02.02.06, 21:29
        Poruszylas zupelnie inny temat.
        Sprawa malzenstw nie sakramentalnych to bolesny problem.Wiem, ze jakis naprawde
        madry ksiadz napisal o tym wzruszajaca ksiazke, bardzo duzo mowiaca wlasnie o
        milosierdziu, dobrej woli i sytuacjach patowych.Wielka szkoda, ze nie pamietam
        jej tytulu.


        Sama zastanawialam sie nad tym, co by bylo, gdybym wyszla za maz za jakiegos
        s#$@^&*%a ktory wykorzystal moja naiwnosc, a potem porzucil z dzieckiem.Czy dla
        sakramentow zrezygnowalabym z perspektywy normanalnego zwiazku z kochajacym
        mezczyzna, z ktorym bym mogla zalozyc normalna rodzine?
        Jestem uczciwa wobie siebie-odpowiedz brzmi NIE.Nie kocham Boga az tak bardzo,
        zeby pozbawiac sie takiego zycia.Moje oddanie ma granice.Moja wiara jest ulomna.
        Gdybym zle sie czula w KK, zmienilabym wyznanie, na takie, gdzie nie bylabym
        dziwolagiem.Ale wiem, ze KK zmienia, choc bardzo powoli stosunek do takich ludzi.
        Inna rzecza sa roznego rodzaju naduzycia w KK.Bola mnie i denerwuja tak samo jak
        i innych katolikow.

        Gdybys uwaznie przeczytala moje czepialstwo cale, zrozumialabys, ze ja nic nie
        mam do takich jak Ty-problem lezy gdzie indziej.
        Pozdrawiam serdecznie
    • lukka74 poza tym poradnictwo rodzinne, 03.02.06, 16:45
      zwracam uwage, to w zasadzie nie jest nauka naturalnych metod zapobiegania
      ciazy, tylko planowania rodziny, na co sklada zapobieganie ale i nauka
      rozpoznawania plodnych dni u kobiety (co jest niezbedne wtedy gdy chcemy poczac
      dziecko).

      my metod naturalnych nie planowalismy stosowac wiec za bardzo do tych zajec sie
      nie przykladalismy i teraz zona dokladnie nie wie (moze jeszcze nie jest tym do
      konca zaintersowana), w ktore dni powinismy sie "nasilic" prace na "mlodymi".
      • reniatoja Re: poza tym poradnictwo rodzinne, 03.02.06, 17:47
        Akurat tego, ktre dni sa plodne - naprawde nietrudno sie nauczyc. Gorzej z tymi
        nieplodnymi.
      • maialina1 Re: poza tym poradnictwo rodzinne, 03.02.06, 18:37
        No wiesz! Przeciez to bylo na biologii w podstawowce, o dniach plodnych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka