Dodaj do ulubionych

Rozwód - porażka, czy ulga ?

15.11.02, 10:45
Ktoś postawił bardzo podobne pytanie na innym forum. wydaje mi się na tyle
ciekawe, że pozwalam sobie postawić je również tutaj.

Czym jest dla Was rozwód ?
Dla mnie osobiście, to stratetgiczna klęska, ale w tej konkretnej sytuacji
niewiele jest w tej chwili rzeczy, których pragnę bardziej, niż to aby ten
cały syf skończył się w końcu.
Obserwuj wątek
    • sympatyczny1 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 17:10
      Ani jedno ,ani drugie.Ludzie pobierają sie dobrowolnie i dobrowolnie maja prawo
      się rozejść.Syf,co przez to rozumiesz ?Sam też na niego zapracowałeś.Rozwiedź
      sie i wyciagaj wnioski.Chociaz by z tego powodu ,twój zwiazek na coś Ci sie
      przydal.I nich ci ulży ,że na pewno nie popelnisz tych samych błędów co
      kiedyś.Powodzenia.
      • aankaa Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 17:42
        tych samych nie, nowe :o(
        • sympatyczny1 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:03
          aankaa napisała:

          > tych samych nie, nowe :o(

          Cóż robić,inteligentny człek uczy sie całe życie:)
          • aankaa Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:04
            i niestety głupi umiera
            • sympatyczny1 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:12
              A wiesz dlaczego??:)
              • aankaa Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:14
                na wiedzę uodporniony ;o) ?
                • sympatyczny1 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:18
                  też .ale tez "wiem ,że nic nie wiem".i tak już będzie zawsze.Moze dobrze.Śądy
                  tez z czegoś musza żyć:)
                  • aankaa Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:23
                    też: na własnych błędach trudno się uczyć
                    • sympatyczny1 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:33
                      aankaa napisała:

                      > też: na własnych błędach trudno się uczyć

                      Właśnie na własnych .Niestety:( Ale ok,od jutra na cudzych:)
                      • aankaa Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 18:37
                        sympatyczny1 napisał:

                        > Ale ok,od jutra na cudzych:)

                        spróbuj, mniej boli
                        • sympatyczny1 I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 18:39
                          • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 18:42
                            pamiętając jednocześnie, że u kogoś słomkę w oku zauważysz w swoim kłody nie
                            widząc ;o)
                            • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 18:44
                              aankaa napisała:

                              > pamiętając jednocześnie, że u kogoś słomkę w oku zauważysz w swoim kłody nie
                              > widząc ;o)

                              Tak rzecze mądra ksiega!!!
                              • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 18:46
                                widzisz, i z ksiąg (mądrych) uczyć się można
                                • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 19:03
                                  aankaa napisała:

                                  > widzisz, i z ksiąg (mądrych) uczyć się można
                                  czytam,czytania mi trzeba:)
                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 19:23
                                    jak zakładali net to mówili, że to kopalnia informacji ;o)
                                    • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 19:35
                                      aankaa napisała:

                                      > jak zakładali net to mówili, że to kopalnia informacji ;o)

                                      Bo tak jest .Zależy jednak czego sie szuka:)
                                      • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 19:45
                                        albo na jaką wyszukiwarkę się trafi
                                        • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 19:53
                                          aankaa napisała:

                                          > albo na jaką wyszukiwarkę się trafi .Hi hi:)
                                          • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 19:56
                                            miało być poważnie, o wiedzy, mądrości, a Ty jakieś chichoty ...
                                            • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 20:02
                                              aankaa napisała:

                                              > miało być poważnie, o wiedzy, mądrości, a Ty jakieś chichoty ...
                                              No tak Aniula,ale ja nie jestem mądry ,tylko sympatyczny:)
                                              Ale ale ,czy sympatyczny nie moze być mądry? Eeee..,przez te chichoty zgubiłem
                                              wątek:(
                                              • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 20:08
                                                sympatyczny1 napisał:

                                                > No tak Aniula,

                                                PROSZĘ, nie Aniula

                                                > ale ja nie jestem mądry ,tylko sympatyczny:) Ale ale ,czy sympatyczny nie
                                                moze być mądry?

                                                jedno drugiemu (w zasadzie !) nie powinno przeszkadzać ;o)

                                                > Eeee..,przez te chichoty zgubiłem wątek:(

                                                nie załamuj się, znajdź /wymyśl nowy albo zbocz (;o)) z tego ...
                                                • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 20:39
                                                  aankaa napisała:

                                                  > sympatyczny1 napisał:
                                                  >
                                                  > > No tak Aniula,
                                                  >
                                                  > PROSZĘ, nie Aniula
                                                  >
                                                  > > ale ja nie jestem mądry ,tylko sympatyczny:) Ale ale ,czy sympatyczny nie
                                                  >
                                                  > moze być mądry?
                                                  >
                                                  > jedno drugiemu (w zasadzie !) nie powinno przeszkadzać ;o)
                                                  >
                                                  > > Eeee..,przez te chichoty zgubiłem wątek:(
                                                  >
                                                  > nie załamuj się, znajdź /wymyśl nowy albo zbocz (;o)) z tego ...

                                                  Taa..wiśta wio ,latwo powiedzieć!Łatwo:)No więc..,y....,mam!!!
                                                  Ludzie lubią siedzieć przed kompami.nawet w piątkowe wieczory.To nałóg czy
                                                  tylko przyzwyczajenie?
                                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 20:48
                                                    wybór ?
                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 20:58
                                                    To ja zboczę..:)Wejdź do kataogu głównego forum i zobacz kto prowadzi
                                                    najciekawszą dyskusję.Świat się wali?( bez urazy,pliiz)
                                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 21:19
                                                    weszłam, przeczytałam, załamałam się
                                                    To nie był (mój) wiek na oglądanie teleranka
                                                    (jestem stara ?)
                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 21:25
                                                    aankaa napisała:

                                                    > weszłam, przeczytałam, załamałam się
                                                    > To nie był (mój) wiek na oglądanie teleranka

                                                    Ładny teleranek: Rozwód-porażka czy ulga:)
                                                    > (jestem stara ?)
                                                    (a skąd mnie to wiedzieć:)?)
                                                    P.S.No i mam zaginioną myśl:porażka czy nie ,oto jest pytanie???
                                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 21:40
                                                    jak na piątkowy wieczór, to za bardzo "przedumane"
                                                    może jakieś lżejsze przejście od wątku głównego ?
                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 21:48
                                                    Taa..,ale o tym w następnym odcinku:)To ja poskromę swoje zapędy przywódcze.A
                                                    co,w piątek wieczorem mi wolno!!Wodzu prowadź,daj poszaleć kobiecej intuicji.
                                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 21:58
                                                    sympatyczny1 napisał:

                                                    > Wodzu prowadź,daj poszaleć kobiecej intuicji.

                                                    chyba się zaplątałeś; Ty miałeś zbaczać z wątku, prowadzić (na manowce ?) a nie
                                                    mnie wystawiać na "kobiecą intuicję"

                                                    > To ja poskromę swoje zapędy przywódcze.A co,w piątek wieczorem mi wolno !!

                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 22:13
                                                    aankaa napisała:

                                                    > sympatyczny1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Wodzu prowadź,daj poszaleć kobiecej intuicji.
                                                    >
                                                    > chyba się zaplątałeś; Ty miałeś zbaczać z wątku, prowadzić (na manowce ?)
                                                    Ale jestes zasadnicza.Zupełnie jak w poniedziałkowy
                                                    poranek.
                                                    >a nie mnie wystawiać na "kobiecą intuicję"
                                                    Bo widzisz Anka ,kobieca intuicja to cos co nas przyciąga/podnieca,bo my faceci
                                                    niestety tego nie mamy:(



                                                    >
                                                    >
                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 22:21
                                                    I to by było na tyle.Dzisaj.Ale next time,next time...(Gadget:))
                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 22:22
                                                    I to by było na tyle.Dzisaj.Ale next time,next time...(Gadget:))
                                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 15.11.02, 22:29
                                                    sympatyczny1 napisał:

                                                    > Ale next time,next time...(Gadget:))

                                                    ok, poczekam
                                                  • sympatyczny1 Re: I tego się trzymajmy:) 16.11.02, 22:09
                                                    aankaa napisała
                                                    >
                                                    > ok, poczekam
                                                    Ja tu czekam ,a Ty..:)
                                                  • aankaa Re: I tego się trzymajmy:) 16.11.02, 22:30
                                                    sympatyczny1 napisał:

                                                    > Ja tu czekam ,a Ty..:)

                                                    też
                • Gość: MagdaB Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.czatcaffe.pl 16.11.02, 19:04
                  Porażka - tak. Pod wieloma względami. Nigdy nie było się bez winy w 100%. A
                  moze pewne znaki już wcześenij zapowiadały, że związek nie najlepiej rokuje. A
                  moze pewne sytuacje mozna było lepiej rozegrać. Może nie będzie już drugiego
                  związku. A moze będzie, ale nie lepszy.Nie wiadomo.POza tym - jest wrażenie
                  życia z jakąś skazą, plamą. Rozwiedziona. POdejrzana. Dużo ludzi tak myśli,
                  choćby nieświadomie.
                  I ulga też. Świat znów nabiera kolorów, zapachu, kształtu. Przychodzą chwile
                  natchnienia - w różnych sprawach, choćby drobnych. na kolejny związek jeszcze
                  nie pora - ale pora na ludzi, na zwierzaki, książki, muzykę, zmiany w
                  wyglądzie - nie na zasadzie buntu, po protu nagle zaczynają się podobac nowe
                  kolory a włosy jakoś inaczej się układają.
                  Ktoś użył słowa: "syf". Zdarza się. Zwłaszcza w kwestiach majątkowych. Niby
                  nieważne - ale skoro człowiek ma stanąć po całej akcji na nogi, również
                  materialnie, to jakoś tymi wspolnymi rzeczami, oszczędnościami podzielić się
                  trzeba. Ja próbuję załatwić wszystko jak najładniej, zależy mi na tym bardziej
                  niż na paru tysiącach PLN - a druga strona i tak szuka dziury w całym.
                  Trzymajcie się - i nie pozwólcie w sobie zniszczyć tego, co najcenniejsze.
                  Pozdrawiam zwłaszcza tych, kórzy zostali z dzieciakami. Mnie jest o tyle
                  łatwiej,że ich nie mam. On nie chciał i już. To była jedna z przyczyn. Z
                  drugiej strony - dzieci to moje największe marzenie i boję się, ze już się nie
                  uda. Ale i tak wiem, ze wam jest trudniej - zostajecie sami ze wszystkimi ich
                  sprawami - także z ich bólem, trudniejszym niż wasz.
                  Wszytskiego dobrego.
                  M.

    • Gość: naiwna Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.02, 22:33
      yonker napisał:

      > (...) niewiele jest w tej chwili rzeczy, których pragnę bardziej, niż to aby
      ten
      > cały syf skończył się w końcu.

      Rozwód to przede wszystkim wielka zmiana, i jako taka, przeraża - czyli jeden
      wielki minus. Następnie, cała otoczka jest zwykle okropna (publiczne albo
      półpubliczne pranie brudów, poczucie winy wobec dzieci) - drugi wielki minus.
      Nawet jeśli małżeństwo było bardzo złe, sam proces rozwodu jest przeważnie
      jeszcze gorszy i odciska piętno na wszystkich zainteresowanych. Dlatego moim
      zdaniem nawet jeśli rozwód jest z różnych powodów ze wszech miar wskazany,
      strasznie podkopuje poczucie własnej wartości i mało kto (normalny) wychodzi z
      niego bez poczucia klęski życiowej. Niestety. Rozumiem cię, yonker, doskonale.
      Życzę ci, i wszystkim, którzy mają podobne problemy, żeby "ten cały syf
      skończył się" szybko. Ponoć chiński piktogram oznaczający "kryzys" oznacza
      też "szansę". Obyśmy zawsze mieli dość siły i odwagi, żeby chcieć tak na to
      spojrzeć. :)

      Pozdrawiam,

      naiwna
      • aankaa Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 15.11.02, 22:48
        Gość portalu: naiwna napisał(a):

        > Rozwód to przede wszystkim wielka zmiana, i jako taka, przeraża - czyli jeden
        > wielki minus.

        chyba, że jest następstwem czegoś co wydaje się nam beznadziejne, wtedy to
        wydaje się plusem (a nuż będzie lepiej ?)

        > Następnie, cała otoczka jest zwykle okropna (publiczne albo półpubliczne
        pranie brudów, poczucie winy wobec dzieci) - drugi wielki minus.

        jeżeli "były/była" jest na poziomie - coś takiego nie ma miejsca. Chodzi o to
        aby się rozstać a nie robić z tego aferę

        > Nawet jeśli małżeństwo było bardzo złe, sam proces rozwodu jest przeważnie
        > jeszcze gorszy i odciska piętno na wszystkich zainteresowanych.

        to już zależy od rozwodzących się stron

        > Dlatego moim zdaniem nawet jeśli rozwód jest z różnych powodów ze wszech miar
        wskazany, strasznie podkopuje poczucie własnej wartości i mało kto (normalny)
        wychodzi z niego bez poczucia klęski życiowej.

        Masz rację, klęską okazuje się, że zainwestowaliśmy wszystko w jednego/jedną i
        nic (?) z tego nie wyszło / nie udało się

        > Ponoć chiński piktogram oznaczający "kryzys" oznacza też "szansę". Obyśmy
        zawsze mieli dość siły i odwagi, żeby chcieć tak na to spojrzeć. :)
        >
        to zależy tylko od nas
      • yonker Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 18.11.02, 09:01
        Gość portalu: naiwna napisał(a):
        > .....Ponoć chiński piktogram oznaczający "kryzys" oznacza
        > też "szansę". Obyśmy zawsze mieli dość siły i odwagi, żeby chcieć tak na to
        > spojrzeć. :)
        >

        To fantastyczne zdanie, dzięki.
    • Gość: Anka sukces!!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 10:23
      Sam proces rozstawania sie był dla mnie koszmarem. Mieszanina poczucia winy i
      leku jak bedzie dalej. Czułam że musze to zrobić i uważam rozwód za swoj
      sukces, bo tylko ja wiem ile to siły i desperacji wymagało ode mnie. Trudny
      emocjonalnie był jeszcze rok po rozwodzie. Teraz minął kolejny i znów rozwijam
      skrzydła!!!
      • Gość: Piotr Re: sukces!!! IP: 193.0.236.* 18.11.02, 17:03
        A kto zdradził w Twoim przypadku ?
        Wyczuwam, z Twojej wiadomości, że Ty.
        Ale przepraszam jeśli się mylę.
    • Gość: kiki50 Re: SZANSA NA SUKCES IP: *.ab-byd.edu.pl 16.11.02, 11:11
      Errare humanum est. Szkoda czasu na cierpienie wieksze niz nieudane
      malzenstwo.Dobrze tak powiedzieć ,kiedy emocje opadna.Moje opadly w chwili
      podjecia nieodwolalnej decyzji o rozwodzie,ktora byla dla mnie kamieniem
      milowym w tej sprawie.Postanowilam ani w trakcie rozwodu ani po nim nie
      wymyslac dziwacznych wolt
      uczuciowych,moralnych,etycznych,spolecznych,klesk,sukcesow...Tak znieczulona
      znioslam wszystko.A bylo co najmniej tak nieznosne jak nieudane malzenstwo.I
      dochodzila odpowiedzialnosc za dwoje malych dzieci.Dlugo myslalam nad
      decyzja.Potem juz nad niczym sie nie zastanawialam.Podjelam dobra
      decyzje.Obecnie jestem szczesliwa.Odnioslam sukces.Dzieci rowniez.Blądzić jest
      rzeczą ludzką.Sukcesem jest naprawiajac bledy nie stracic ani chwili dobrego
      zycia po.
      • Gość: naiwna Re: SZANSA NA SUKCES IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 12:59
        Gość portalu: kiki50 napisał(a):

        Postanowilam ani w trakcie rozwodu ani po nim nie
        > wymyslac dziwacznych wolt
        > uczuciowych,moralnych,etycznych,spolecznych,klesk,sukcesow...Tak znieczulona
        > znioslam wszystko.A bylo co najmniej tak nieznosne jak nieudane malzenstwo.I
        > dochodzila odpowiedzialnosc za dwoje malych dzieci.Dlugo myslalam nad
        > decyzja.Potem juz nad niczym sie nie zastanawialam.Podjelam dobra
        > decyzje.Obecnie jestem szczesliwa.Odnioslam sukces.Dzieci rowniez.Blądzić
        jest
        > rzeczą ludzką.Sukcesem jest naprawiajac bledy nie stracic ani chwili dobrego
        > zycia po.

        Gratuluję, kiki :) Trzymaj się.
    • tkamil Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 16.11.02, 17:05
      dla mnie to spokój



























      • Gość: ami Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.02, 20:21
        Dla mnie ulga, ale i porażka w jakimś sensie. Bo jakoś nie mogę się pozbyć
        poczucia tymczasowości w drugim związku, mimo że wszystko się układa. Bo skoro
        raz miało być do końca życia, a po 5 latach już nie chciałam...
        • yonker Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 18.11.02, 09:05
          Gość portalu: ami napisał(a):

          > Dla mnie ulga, ale i porażka w jakimś sensie. Bo jakoś nie mogę się pozbyć
          > poczucia tymczasowości w drugim związku, mimo że wszystko się układa. Bo
          skoro
          > raz miało być do końca życia, a po 5 latach już nie chciałam...

          Myślę, że to istotny aspekt sprawy. Piewrsze małżeństwo zawierane jest z
          reguły "na wieczność" - z takim przeważnie przekonaniem podchodzi się do niego,
          bo wydaje się to naturalne. Po rozpadzie związku jednak, chyba traci się taką
          pewność, co do następnego.
    • Gość: AUSTRIAK Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.11.15.vie.surfer.at 16.11.02, 21:33
      Rozwod to zawsze porazka . Dzis nalezy ostroznie podchodzic do instytucji
      malzenstwa .Nalezy wystrzegac sie mlodych ptzystoinych BUFONOW pracujacych w
      bankach ,ubezpieczalniach,kierowniczych stanowiskach firm zagranicznych to
      pusci nadeci ludzie . Przezylismy z zona 20 lat dobrych i zlych ale nikt nie
      myslal o rozwodzie . Taki BUFON w trakcie niepowodzen mysli zaraz o
      rozwodzie . Wychodze z zalozenia ze raz sie czlowiek rodzi , raz pobiera i
      umiera .
      • sympatyczny1 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 16.11.02, 22:11
        Ale generalizujesz chłopie.Jak zwykły bufon!!!
      • Gość: MagdaB Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.czatcaffe.pl 17.11.02, 18:34
        Ja też tak myślałam. I duża część mnie nadal tak myśli. I tak wyobrażałam sobie
        swoje życie. I z tym nastawieniem brałam ślub. Ale co miałam zrobić kiedy już
        po slubie usłyszałam, ze małżeństwo owszem - ale bez dzieci, to znaczy może,
        kiedyś, ale nie wiadomo w jak dalekiej przyszłości i nie na pewno? I kiedy się
        dowiedziałam, że on ma kogo innego? Zdradę bym zniosła. Romans i zaangażowanie
        emocjonalne - trudniej, ale też. Tylko małżeństwo bez zgody na dzieci - z tym
        nie dałam rady. Walczyłam długo. Czy to było prawdziwe małżeństwo?
      • yonker Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 18.11.02, 09:08
        Gość portalu: AUSTRIAK napisał(a):

        > Rozwod to zawsze porazka . Dzis nalezy ostroznie podchodzic do instytucji
        > malzenstwa .Nalezy wystrzegac sie mlodych ptzystoinych BUFONOW pracujacych w
        > bankach ,ubezpieczalniach,kierowniczych stanowiskach firm zagranicznych to
        > pusci nadeci ludzie . Przezylismy z zona 20 lat dobrych i zlych ale nikt nie
        > myslal o rozwodzie . Taki BUFON w trakcie niepowodzen mysli zaraz o
        > rozwodzie . Wychodze z zalozenia ze raz sie czlowiek rodzi , raz pobiera i
        > umiera .

        Zastanówq się, czy przypadkiem nie ma czegoś niedobrego w Tobie samym, skoro
        jesteś w stanie z taką łatwością wrzucić do jednego worka i ocenić hurtem,
        olbrzymią grupę ludzi...
      • Gość: Martyna Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: proxy / 204.186.88.* 18.11.02, 21:56
        Gość portalu: AUSTRIAK napisał(a):

        > Rozwod to zawsze porazka . Dzis nalezy ostroznie podchodzic do instytucji
        > malzenstwa .Nalezy wystrzegac sie mlodych ptzystoinych BUFONOW pracujacych w
        > bankach ,ubezpieczalniach,kierowniczych stanowiskach firm zagranicznych to
        > pusci nadeci ludzie . Przezylismy z zona 20 lat dobrych i zlych ale nikt nie
        > myslal o rozwodzie . Taki BUFON w trakcie niepowodzen mysli zaraz o
        > rozwodzie . Wychodze z zalozenia ze raz sie czlowiek rodzi , raz pobiera i
        > umiera .


        Czesc!

        Szanuje Twoja opinie o malzenstwie ( po prostu mamy rozne opinie nt temat)
        chce Ci jednak powiedziewc o mojej opini o malzenstwie.
        Malzenstwo to nie kawalek papierka to bardziej aktywny proces.A slub tylko
        symbol i wyraz tego co czuja nasze serca i co pokazujemy drugiej stronie
        kazdego dnia poprzez to jak sie zachowujemy co mowimy itd

        Ja wierze, ze kiedy jeden albo dwoje partnerow przestana sie kochac , szanowac
        albo nie chca pracowac nad problemami i zwiazkiem to malzenstwo przestaje byc
        malzenstwem staje sie farsa i dwoje ludzi zyje ze soba nieszczesliwie , zimno
        i bez milosci , ktora sie wypalila ,
        Jaki jest sens tkwienia w takim zwiazku?

    • nusta Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 16.11.02, 22:23
      Ulga, ale ile to trzeba mieć odwagi...
      • yonker Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 18.11.02, 09:14
        nusta napisała:

        > Ulga, ale ile to trzeba mieć odwagi...

        Owszem, ale odwagę bierze się ze spojrzenia we własne wnętrze, z posłuchania
        siebie samego - dokąd zmierzam, czego chcę, czy o tym marzyłem (-am), czy "stan
        faktyczny" zgodny jest z moimi wyobrażeniami - z uczciwości wobec samego
        siebie. Jeżeli całym sobą chcesz krzyczeć, że to wszystko nie tak, nic nie jest
        tak jak pragniesz, a przy tym nic nie możesz w ramach tego związku zrobić, aby
        zbliżyć jego kształt do Twoich oczekiwać, wówczas stajesz przed ścianą - mam
        jedno życie...
        • nusta Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 18.11.02, 21:32
          Yonker, ale gadasz... jakbyś mnie znał...
          • yonker Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 19.11.02, 08:52
            nusta napisała:

            > Yonker, ale gadasz... jakbyś mnie znał...

            Nie nie znam Cię - no, chyba że ... ;)
            Piszę co myślę - doświadczyłem tego na własnej skórze, więc jestem do tego
            przekonany. Ale dobrze wiedzieć, że ktoś myśli tak samo.
      • rena_gd Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 18.11.02, 14:48
        nusta napisała:

        > Ulga, ale ile to trzeba mieć odwagi...



        To znaczy, że jak się tkwi w nieudanym związku to jest się tchórzem??

        A czy to w ogóle można rozpatrywać w kategoriach porażki?? To przecież nie
        kariera zawodowa czy zawody sportowe!!! To emocje, uczucia, a to jest
        niewymierne i zmienne... Dzisiaj jest tak, a jutro zupełnie inaczej... W
        momencie rozwodu możemy być rozdarci, przybici i po prostu nieszczęśliwi, a za
        jakiś czas dojdziemy do wniosku, że tak jest zdecydowanie lepiej... Poza tym,
        czy można kogokolwiek do czegokolwiek zmuszać... Jeśli ktoś nie chce z kimś
        być, to czy warto coś sklejać, naprawiać, próbować jeszcze jakoś to ciągnąć??
        Po co?? tylko po to, żeby przedłużyć agonię małżeństwa...
        Wiem, że sakrament, przysięga, wierność ideałom... ale jeśli się tego nie
        czuje, to nic z tego nie będzie niestety...

        Pozdrawiam wszystkich przed, w czasie i po rozwodzie...
        a szczególne pozdrowienia dla tych, którzy są w szczęśliwych związkach... czego
        sobie i wam wszystkim życzę:)) i oby nie zabrakło nam odwagi... przynajmniej na
        szczere rozmowy:))

        rena
    • Gość: Chmurka Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.washdc3.elnk.dsl.genuity.net 16.11.02, 23:55
      Dobry temat, zyciowy, ktory byl, jest i bedzie. Mnie spotkalo byc rozwodka.
      Lecz stac nas obojga bylo na "pelna kulture" Nie bylo przeklenstw itd, Do tej
      pory utrzymujemy przyjacielskie stosunki, chociaz i On i ja mamy nowe rodziny>
      Samo zycie, Zycze tego wszystkim przyszlym "rozchodzacym sie" Pa
      • Gość: Piotr Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: 193.0.236.* 20.11.02, 16:59
        Ale jednego nie rozumiem.
        Czy teraz to dopiero jesteś szczęśliwa, bo spotkałaś wreszcie księcia, czy może
        po prostu kolejna rodzina gdzie panuje pełna kultura ?
    • hanach Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 17.11.02, 19:40
      Pozorny sukces. Trzeba mieć duzo siły, żeby przebrnąć przez wszystkie procedury
      prawniczo - sądowe zachowując odrobinę godności, nauczyć się żyć jako wolny
      człowiek, nauczyć się sypiać w pustym łóżku, zapewnić jakieś warunki sobie i
      dziecku, i ze względu na dziecko wypracować jakiś zdrowy układ z byłym już
      mężem. Mnie się to udało. Znajomi sa pełni podziwu. Mam szczęśliwe dziecko,
      które uwielbia ojca i mnie, szczęśliwego byłego męża a ja żyję z poczuciem, że
      to nie tak miało być (pewnie dlatego, że jestem egoistką).
      Miałam potrzebę, żeby to napisać chociaz ta dyskusja odbywała się parę dni temu
      • fiona4 zdecydowanie-ulga 18.11.02, 17:39
        Ulga, po stokroc, porazka to malżeństwo z niewlasciwa osobą. Do dzis nie moge
        sobie darowac, ze wyszlam za zlego faceta, nieodpowiedzialnego, niegodnego itp.
        Ciagle czuje sie zbrukana tym zwiazkiem, mimo ze nie jestesmy razem od dwoch
        lat, a rozwod mamy od marca b.r.Żal mi kobiet, ktore nie maja odwgi na ten
        krok, oczywiscie ja nie mialam z nim dzieci, a mieszkanie bylo jego, takze
        wzielam wazlike i wyszlam, reszte zostawilam....nie zalowalam nawet przez
        sekunde i szczerze mówiąc nie znam kogos kto by tego żałowal...ani jeden osoby.
        pozdrawiam
        • Gość: Martyna Re: zdecydowanie-ulga IP: proxy / 204.186.88.* 18.11.02, 21:39
          fiona4 napisała:

          > Ulga, po stokroc, porazka to malżeństwo z niewlasciwa osobą. Do dzis nie moge
          > sobie darowac, ze wyszlam za zlego faceta, nieodpowiedzialnego, niegodnego
          itp.
          > Ciagle czuje sie zbrukana tym zwiazkiem, mimo ze nie jestesmy razem od dwoch
          > lat, a rozwod mamy od marca b.r.Żal mi kobiet, ktore nie maja odwgi na ten
          > krok, oczywiscie ja nie mialam z nim dzieci, a mieszkanie bylo jego, takze
          > wzielam wazlike i wyszlam, reszte zostawilam....nie zalowalam nawet przez
          > sekunde i szczerze mówiąc nie znam kogos kto by tego żałowal...ani jeden
          osoby.
          > pozdrawiam


          Gratuluje podjecia odwaznej i madrej decyzji. Ja jeszcze wciaz tkwie w
          zwiazku ale zdecydowalam sie na rozwod . Musze jeszcze tylko z roznych wzgledow
          poczekac kilka miesiecy.
          A co do winienia siebie za blad wybrania tego niewlasciwego to musisz sobie
          wybaczyc. Nikt nie uczy nas o milosci i o tym jak wybierac partnera, czasami
          nawet siebie dobrze nie znamy. Ja wlasnie przeczytalam swietna ksiazki
          amerykanskiej psycholog Barbary De Angelis o zwiazkach, milosci i o wybieraniu
          niewlasciwych partnerow. Bardzo czesto wybieramy ich podswiadomie z roznych
          powodow o ktorych czasami nie mamy pojecia.
        • Gość: Molson Re: zdecydowanie-ulga IP: *.sympatico.ca 19.11.02, 20:12
          co Ty mozesz mowic o malzenstwi nie majac w nim dzieci...Jastes dzieckiem...
      • Gość: Piotr Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: 193.0.236.* 19.11.02, 10:03
        Twoje sumienie potrzebuje rozliczenia tej sytuacji, wiec nie masz wyboru jak
        tylko tlumaczyc sobie ze zrobilas dobrze i szukac na to dowodow. W psychologii
        tlumaczy to teoria dysonansu, człowiek robi to tak długo, aż zniknie dysonans.
        Brak ojca w dniu codziennym, stalego kontaktu jest wielkim nieszczesciem dla
        dziecka, konsekwencje sa wiloletnie, nawet w doroslym zyciu beda widoczne.

        Pomysl, ze wlasnie nauczylas dziecko, ze rodzina nie jest nierozerwalna, ze
        mozna opuscic kogos, komu sie przysiegalo, dla wlasnego egoizmu. Bedzie w
        przyszlosci o tym myslal, gdy (odpukac) pojawia sie problemy w jego rodzinie.
        Rozwiazaniem stala sie ucieczka od problemu zamiast rozwiazanie kryzysu w
        relacjach spolecznych z partnerem. Czy nie jest tak ze w innych trudnych
        sytuacjach zyciowych czasem uciekasz ?

        Czy mozna CI ufac, przeciez udowodnilas ze sa warunki w ktorych sie odwracasz.

        To zawsze jest porażka, jak najbardziej osobista.

        To co napisałem to nie krytyka. Nie wszyscy sa w stanie poradzic sobie w
        skomplikowanych kryzysowych sytuacjach w grupie społecznej. Często nie mają
        pomocy a tylko złych zawistnych doradców.

        Cokolwiek sie zdarzylo cale przyszle zycie jest szansą dla wielu dobrych rzeczy
        ktore zamiast brac, mozesz dac innym. Czasem z poswieceniem czastki siebie.
        • rena_gd Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 19.11.02, 12:19
          Gość portalu: Piotr napisał:

          > Cokolwiek sie zdarzylo cale przyszle zycie jest szansą dla wielu dobrych
          rzeczy ktore zamiast brac, mozesz dac innym. Czasem z poswieceniem czastki
          siebie.


          A jeśli tak czuje tylko jedna strona to wtedy co?? zmuszać tę drugą to tego, co
          jest wg nas wskazane?? A z tym poświęcaniem to co robić jeśli to nie cząstkę
          siebie poświęcamy, ale całość?? Czy można żyć ze świadomością, że życie ucieka,
          a my zamiast przeżywać coś pięknego zmuszamy siebie albo tę drugą stronę do
          czegoś??
          Nie wiem... to jest takie indywidualne, że trudno nawet wygłaszać tu jakieś
          opinie... bo nawet te własne poglądy zmieniają się z dnia na dzień :))

          Jak zwykle pozdrawiam serca w rozterce
          rena
          • Gość: Piotr Nigdy nie należy sie poddawać. IP: 193.0.236.* 19.11.02, 12:57
            Życie ucieka bez względu na to co zrobisz.
            Zaryzykuję stwierdzenie, że największa satysfakcja przychodzi z tego, co osiąga
            się dużym wysiłkiem.
            Ktoś cieszy się leżeniem nad jeziorem, inny zdobywa szczyty.
            Jestem całkiem pewien, że w drugim przypadku satysfakcja jest ogromna.
            Osoba jeziorna raczej nie potrafiłaby tego zrozumieć.
            Wszystko zależy więc od tego jak potrafisz cieszyś się tym co masz, lub może
            jak potrafisz się cieszyć z tego co uda Ci się zrobić, osiągnąć.

            Nigdy nie należy sie poddawać.

            Przeżyć coś pięknego na rachunek dziecka ? Rodzice nie rozumieją dramatu dzieci.
            • rena_gd Re: Nigdy nie należy sie poddawać. 19.11.02, 13:09
              Gość portalu: Piotr napisał(a):

              > Ktoś cieszy się leżeniem nad jeziorem, inny zdobywa szczyty.
              > Jestem całkiem pewien, że w drugim przypadku satysfakcja jest ogromna.
              > Osoba jeziorna raczej nie potrafiłaby tego zrozumieć.

              Ale niestety małżeństwo to nie samotna wspinaczka tylko "sport zespołowy" i gdy
              nie ma współpracy to samemu nic się nie zdobędzie. Gdy na parkiet wyjdzie tylko
              jedna osoba z drużyny to będzie walkower... mecz się nie odbędzie..


              > Nigdy nie należy sie poddawać.

              A czy rozwód to poddanie się... Czyli jeżeli współmałżonek składa pozew
              rozwodowy to my do końca mamy się na to nie zgadzać??? Ile tak można walczyć i
              zmuszać kogoś do czegoś czego ta osoba nie chce...


              > Przeżyć coś pięknego na rachunek dziecka ? Rodzice nie rozumieją dramatu
              dzieci.

              Rozumieją i to bardzo dobrze, szczególnie ten rodzic, pod którego opieką dzieci
              zostają. Przeżyć coś pięknego na rachunek dzieci?? A lepiej przeżywać awantury,
              kłótnie itp. itd. na rachunek dzieci?? Obydwa rachunki są na wysoką kwotę i
              nieporównywalne, jeśli chodzi o wartość....

              pozdrawiam
              rena
              • Gość: Piotr Re: Nigdy nie należy sie poddawać. IP: 193.0.236.* 19.11.02, 16:48
                > Ale niestety małżeństwo to nie samotna wspinaczka tylko "sport zespołowy" i
                gdy nie ma współpracy to samemu nic się nie zdobędzie. Gdy na parkiet wyjdzie
                tylko jedna osoba z drużyny to będzie walkower... mecz się nie odbędzie..

                Wspinaczka to jeden z niewielu sportów, kiedy Twoje życie zależy czasem od
                Twojego partnera, który Cię asekuruje lub ratuje narażając swoje życie.
                To bardzo dobre porównanie. Myślisz, że mogłabyś wyjść na niebezpieczną wyprawę
                z kimś komu nie możesz ufać ?

                > A czy rozwód to poddanie się... Czyli jeżeli współmałżonek składa pozew
                > rozwodowy to my do końca mamy się na to nie zgadzać??? Ile tak można walczyć
                i zmuszać kogoś do czegoś czego ta osoba nie chce... > > Przeżyć coś pięknego
                na rachunek dziecka ? Rodzice nie rozumieją dramatu
                > dzieci.> Rozumieją i to bardzo dobrze, szczególnie ten rodzic, pod którego
                opieką dzieci zostają. Przeżyć coś pięknego na rachunek dzieci?? A lepiej
                przeżywać awantury,

                Poddanie się to rezygnacja czegokolwiek dotyczy.
                Zanim dojdzie do rozwodu jest piekielnie dużo czasu na przemyślenia i działania.
                Ja uważam, że rodzice nie rozumieją dramatu dzieci i nie mają szans zrozumieć
                ponieważ w grę wchodzą emocje i rywalizacja. Dzieci stają się elementem gry,
                ukarania partnera, który pozostaje bez dziecka.
                Zapytaj dziecko, czy lepiej przeżywac awantury, czy stracić jedno z rodziców,
                nie mnie. Poza tym wg mnie wybór jest inny, wojna lub pokój.

                > kłótnie itp. itd. na rachunek dzieci?? Obydwa rachunki są na wysoką kwotę i
                > nieporównywalne, jeśli chodzi o wartość....

                Małzeństwo to niebezpieczna wyprawa. Od tego co zrobisz zależy Twój partner i
                całe życie Twojego dziecka, i osób z którymi przyjdzie mu żyć.

                Pozdrawiam.
                Piotr
                • rena_gd Zabieram zabawki i idę..... 20.11.02, 01:00
                  Gość portalu: Piotr napisał(a):


                  > Małzeństwo to niebezpieczna wyprawa. Od tego co zrobisz zależy Twój partner i
                  > całe życie Twojego dziecka, i osób z którymi przyjdzie mu żyć.
                  >

                  Oczywiście masz rację, ale ja uparcie będę powtarzać, że to obydwie strony
                  muszą chcieć walczyć i nie poddawać się i nie dopuszczać do siebie takiej
                  możliwości, że jak się coś nie układa to "zabieram zabawki i idę"... bo
                  przecież nikt nie powiedział, że będzie łatwo... Ale czy jeżeli się człowiek do
                  czegoś wręcz zmusza, to ma to jakiś sens... jeśli nie czuje tego całym sobą...
                  jeśli udaje, gra, zachowuje pozory... tylko dlatego, żeby nie złamać przysięgi
                  małżeńskiej.... obłuda i zakłamanie... i ogromny żal tej osoby, która chce
                  jeszcze próbować COŚ ratować...

                  Pozdrawiam
                  rena
            • matrek Re: Nigdy nie należy sie poddawać. 19.11.02, 13:11
              Gość portalu: Piotr napisał(a):

              > Życie ucieka bez względu na to co zrobisz.
              > Zaryzykuję stwierdzenie, że największa satysfakcja przychodzi z tego, co
              osiąga
              >
              > się dużym wysiłkiem.
              > Ktoś cieszy się leżeniem nad jeziorem, inny zdobywa szczyty.
              > Jestem całkiem pewien, że w drugim przypadku satysfakcja jest ogromna.
              > Osoba jeziorna raczej nie potrafiłaby tego zrozumieć.
              > Wszystko zależy więc od tego jak potrafisz cieszyś się tym co masz, lub może
              > jak potrafisz się cieszyć z tego co uda Ci się zrobić, osiągnąć.
              >
              > Nigdy nie należy sie poddawać.
              >
              > Przeżyć coś pięknego na rachunek dziecka ? Rodzice nie rozumieją dramatu
              dzieci
              > .


              Pewno uważasz, że dziecku jest dobrze w nieszczęśliwym małżeństwie...
              • mathias_sammer Re: Nigdy nie należy sie poddawać. 19.11.02, 14:13
                Walczyc, walczyc i jeszcze raz walczyc az do utraty tchu. Jesli nie ma juz o co walczyc
                wowczas nalezy sie wycofac i nie zalowac, gdyz zrobilo sie wszystko co bylo mozliwe.
                Pozdrowienia dla wszystkich, ktorzy nie poddaja sie.
                M.S.
                • lis17 Re: Nigdy nie należy sie poddawać. 19.11.02, 21:38
                  mathias_sammer napisał:

                  > Walczyc, walczyc i jeszcze raz walczyc az do utraty tchu. Jesli nie ma juz o
                  co
                  > walczyc
                  > wowczas nalezy sie wycofac i nie zalowac, gdyz zrobilo sie wszystko co bylo
                  moz
                  > liwe.
                  > Pozdrowienia dla wszystkich, ktorzy nie poddaja sie.
                  > M.S.

                  Cóż, nie poddałam się ale nic to nie dało, ale prawda jest taka ze niczego nie
                  żałuję - przynajmniej z okresu niepoddawania się (właściwie z innego też - w
                  końcu kiedyś było pięknie)
                  rozwodnicy (zwłaszcza ci niezawinieni) wszystkich krajów łączcie się!
                  ps. tu sie zapraszam trochę z wyprzedzeniem bo jeszcze żadne z nas nie złożyło
                  pozwu ale to formalność
                  • rena_gd rozwodnicy niezawinieni????? 20.11.02, 01:06
                    lis17 napisała:

                    > rozwodnicy (zwłaszcza ci niezawinieni) wszystkich krajów łączcie się!

                    a czy są rozwodnicy niezawinieni??? to chyba tylko w wyroku sądu jest tak
                    napisane... bo w życiu.. obydwie strony są chyba winne...


                    > ps. tu sie zapraszam trochę z wyprzedzeniem bo jeszcze żadne z nas nie
                    złożyło pozwu ale to formalność <

                    Ta formalność może się okazać furtką powrotną, choć podobno dwa razy do tej
                    samej rzeki się nie wchodzi, ale warto spróbować... przecież w końcu są ludzie,
                    którzy rowodzą się i pobierają ponownie... widocznie to im uświadamia ile
                    stracili...

                    pozdrawiam
                    rena
              • pim2 Re: Nigdy nie należy sie poddawać. 19.11.02, 17:59
                > Pewno uważasz, że dziecku jest dobrze w nieszczęśliwym małżeństwie...

                Na pewno nie jest, ale dziecku nie jest też dobrze, kiedy się nieszczęśliwe
                małżeństwo rozleci.
                Z czego wniosek, że najbardziej na rozpadzie związku cierpią oczywiście dzieci.
                To stara prawda, nic odkrywczego. Jednak - w jakiej postawie wychowują się
                dzieci,
                kiedy codziennie wysłuchują awantur i wulgarnych słów, płynących jak lawa z ust
                swoich rodziców? Jaki wzorzec przyjmują, jako normę?
                Czy nie lepiej jest odejść, narażając dziecko na niewątpliwy stres i
                nieszczęście (wielkie nieszczęście; żadną miarą i nigdy tego nie naprawię!),
                niż trwać w związku bez przyszłości, dając jednocześnie dzieciom przykład: TAK
                WYGLĄDA NIENAWIŚĆ!
                Wiem - to nie ten temat, ale przecież też bardzo ważny...
                Co do małżeństwa zaś, czy to klęska, czy też "koniec syfu"... Sądzę, że raczej
                to drugie. Fakt - kobiecie jest o wiele trudniej ! Tym bardziej kiedy pozostaje
                ona z dziećmi!
                To jednak nie jest jeszcze koniec świata, życie toczy się dalej, po tych
                hektolitrach przepłakanych w nocy łzach, nadejdzie słońce, a wraz z nim ...
                niewiadome, które może, przy udziale dobrej woli zainteresowanej/nego -
                przerodzić się w wielki sukces. A w istnienie tego trzeba koniecznie mocno
                wierzyć.
                Jak w tytule: Nigdy nie należy się poddawać!
    • agniecha27 Ten wątek... 19.11.02, 16:19
      ... trafił do najciekawszych wątków na pierwszej stronie forum!!!
      Gratulacje :)))
    • tetsuo_nakamura Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 19.11.02, 21:47
      chcecie wiedziec co to dla dziecka rozwod rodzicow. to max trauma, ja do
      niedawna nie chcialam sie znikim wiazac, bo balam sie ze tez sie to skonczy jak
      z moimi rodzicami. a i teraz zadreczam swojego chlopaka podejrzeniami,
      histeria. na szczescie jeszcze mnie kocha bo inny dawno kopnal mnie w siedzenie.
      • Gość: pela Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.02, 01:46
        Rozne sa rozwody - dobre i kiepskie.
        Naprawde niektorzy zrobili wielki blad bedac razem i rozwod to po prostu
        KONIECZNOSC aby mozgli zyc dalej - dla nich rozwod to totalna ULGA
        Niestety wielu jest nieszczesnikow ktorzy nie moga bez siebie i nie moga ze
        soba.To jest KOSZMAR.
        Czasem wystepuja jeszcze polaczenia pojedyncze jednego i drugiego.
        Grunt to wiedziec do ktorej grupy sie nalezy i dzialac rozsadnie nie marnujac
        zycia - czego wszystkim tu zycze:)
        Pela
    • meduza4 Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? 20.11.02, 14:04
      Dla mnie wyjscie z nieudanego malzenstwa jest
      sztuka... Sztuka przyznania sie do bledu, ktory
      popelnilam wybierajac takiego a nie innego partnera.
      Bledu, ktory popelnilam starajac sie ciagnac ten wozek
      za dwoje, rozwiazywac samotnie wszystkie problemy,
      bo jego to nie obchodzilo...
      Jest sztuka takze innego rodzaju, poniewaz udalo mi sie
      dostrzec, ze moge ulozyc swoje zycie inaczej, moge
      znalezc dla siebie nowe perspektywy.

      Dla mnie jest to ulga -porazka byloby gdybym "zgnila"
      w nieudanym zwiazku, ktory tak naprawde przyniosl
      mi tylko bol, lzy i rozczarowanie....
      • Gość: Piotr Re: Rozwód - porażka, czy ulga ? IP: 193.0.236.* 20.11.02, 16:49

        > Dla mnie wyjscie z nieudanego malzenstwa jest
        > sztuka... Sztuka przyznania sie do bledu, ktory
        > popelnilam wybierajac takiego a nie innego partnera.

        A ja bym dodał jako uzupełnienie, sztuka przyznania się do własnych błędów w
        relacji z partnerem.
        Zwróć uwagę, że każdy pisze o wyborze tego złego partnera tworząc niejako
        nieprawdziwy obraz złego świata, który jest odpowiedzialny za całe zło.
        Wszystko jest złe tylko nie my.

        > Bledu, ktory popelnilam starajac sie ciagnac ten wozek
        > za dwoje, rozwiazywac samotnie wszystkie problemy,
        > bo jego to nie obchodzilo...

        Według mnie to akurat na pewno nie jest błędem. To wielka zaleta, którą należy
        cenić.

        > Jest sztuka takze innego rodzaju, poniewaz udalo mi sie
        > dostrzec, ze moge ulozyc swoje zycie inaczej, moge
        > znalezc dla siebie nowe perspektywy.

        Ciekawe, że wraz z olśnieniem, że można coś zrobić z sobą, wsześniej nie
        przychodzi olśnienie, że również w kryzysowych sytuacjach w relacjach z
        partnerem można zrobić bardzo dużo właśnie z nim.
        Tak jak w negocjacjach z terrorytą, można nie doprowadzać do powstania sytuacji
        (poprzez swoje zachowanie, wypowiedź) prowadzących do wywołania w partnerze
        agresji, prowadzącej do eskalacji konfliktu. Nie szantażuj, nie przypieraj do
        muru, nie groź. Nie mów jaki jest zły. Rozmawiaj o problemach bezosobowo. Jeśli
        opanujesz sposób bezagresywnej komunikacji to dobry znak, nowe perspektywy.
        Ja się tego nauczyłem, więc każdy może.

        > Dla mnie jest to ulga -porazka byloby gdybym "zgnila"
        > w nieudanym zwiazku, ktory tak naprawde przyniosl
        > mi tylko bol, lzy i rozczarowanie....

        Na pewno bym się zgodził ze stwierdzeniem: "W pewnym momencie zrezygnowałam", i
        mniejsza o ideologię. Cała interpretacja po sprawie, ma już tylko wymiar
        usunięcia dysonansu, wybielenia i usprawiedliwienia siebie.
        • meduza4 Piotrze... 21.11.02, 11:08
          nie bede ci opisywac calego mojego malzenskiego
          zycia, ale przyparta do muru to ja zostalam.
          Byla taka sytuacja, ze maz nie pracowal, bo nie
          szukal pracy a mnie ciezko bylo zwiazac koniec
          z koncem i padalam juz z przepracowania.
          Kiedy sprobowalam z nim to przedyskutowac
          powiedzial do mnie "dobrze, pojde do pracy, ale
          w tym ukladzie -koniec z seksem!"
          I znalazl prace w ciagu miesiaca -jak powiedzial
          tak sie stalo, po prawie dziesieciu miesiacach spania
          na osobnych lozkach, jadania osobno i chodzenia
          wlasnymi drogami -wnioslam o rozwod.
          I nie mow mi, ze sie wybielam, bo ktos chcial byc moim
          utrzymankiem, nie partnerem! Na odchodnym jeszcze
          mi powiedzial, ze i tak nigdy mnie nie kochal i ze gdyby
          nie to, ze mial juz prawie 30 lat i ojciec smial sie
          z niego -nigdy by sie nie ozenil.... I mam na to swiadka,
          wiec mi nie mow, ze trzeba bylo ratowac taki chory
          uklad!
        • matrek Pietrek 21.11.02, 11:17
          Gość portalu: Piotr napisał(a):

          >
          > Ciekawe, że wraz z olśnieniem, że można coś zrobić z sobą, wsześniej nie
          > przychodzi olśnienie, że również w kryzysowych sytuacjach w relacjach z
          > partnerem można zrobić bardzo dużo właśnie z nim.
          > Tak jak w negocjacjach z terrorytą, można nie doprowadzać do powstania
          sytuacji
          >
          > (poprzez swoje zachowanie, wypowiedź) prowadzących do wywołania w partnerze
          > agresji, prowadzącej do eskalacji konfliktu. Nie szantażuj, nie przypieraj do
          > muru, nie groź. Nie mów jaki jest zły. Rozmawiaj o problemach bezosobowo.
          Jeśli
          >
          > opanujesz sposób bezagresywnej komunikacji to dobry znak, nowe perspektywy.
          > Ja się tego nauczyłem, więc każdy może.
          >

          Ciekawe, czy Ty sam wierzysz w to co piszesz. Kiedy czytam Twoje wypowiedzi, to
          jakbym czytał poradnik szczęśliwego małżeństwa. Zauważ w końcu, że życie to nie
          laboratorium, a już na pewno nie teoria. Życie to cały zestaw problemów,
          rozterek, emocji, życie to w końcu permanentne dążenie do szczęścia. W każdej
          dziedzinie życia mniej, czy bardziej świadomie dążymy do szczęścia - wszyscy
          bez wyjątków. Nikt też nie jest chodzącym ideałem - stąd też trudno wymagać,
          aby w każdej aspekcie życia, zachowywał się zgodnie z teorią.
          • Gość: Piotr Nie ma teorii. IP: 193.0.236.* 21.11.02, 17:13
            Piszę o swoim życiu.
            Nie ma teorii.
            Jest Twoja wizja przyszłości.
            Albo o nią walczysz, albo przegrałeś.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka