Dodaj do ulubionych

wojna o brudne skarpetki

30.10.01, 12:30
„Mam do wyboru albo sama myć gary, albo przez dwa tygodnie oglądać pleśń w
zlewie (on myje tylko, to co akurat jest mu potrzebne)”- mówi Aga w
artukule „Wojna o zmywanie” (Wysokie Obcasy z 27 października). Ania ma sposób
na bałaganiarza: jego porozrzucane skarpetki kładzie mu na komputerze. A u was
kto sprząta?
Obserwuj wątek
    • Gość: Kasia Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.waw.cdp.pl 30.10.01, 14:35
      A u nas sprzątamy we dwoje, mamy podzielone terytorium, i kazdy sprząta swoje,
      a jak jedno nie ma czasu , to drugie sprzata całość i finito.nie ma kłótni na
      ten temat.
      • Gość: adziuba Re: wojna o brudne skarpetki IP: 217.8.160.* 04.06.02, 18:24
        U nas ponieważ ja nie cierpie gotować, gotuje ON, a ja sprzątam. Proste.
    • Gość: arthur_w Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.dip.t-dialin.net 31.10.01, 13:00
      To zdecydowanie kwestia wychowania.Jak powiedziala kiedys Hanna Bakula kobiety
      sa tu same winne. No bo skad mezczyzna taki leniuch, taki niewrazliwy na
      balagan itd.? Bo go mama nie nauczyla. To kobiety wychowuja polskich chamow.
      Jako swiadectwo upadku wartosci uwazam reakcje dziewczat na moja osobe. Jestem
      au-pair w Niemczech,zajmuje sie dzieckiem, sprzatam, gotuje, prasuje. Kiedy
      mowie o tym jakies kobiecie, to albo mysli,ze ja nabieram,albo ma mnie za
      jakiegos niedorajde. Moze kobiety same nie chca miec wyemancypowanych mezczyzn?
      Jesli tak, to powinny dac sie tylko mezczyznie podporzadkowac. Juz dzieciaki
      podpatrza to co niewlasciwe......
      • Gość: Ped Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.191.70.* 31.10.01, 19:23
        To prawda . Nasze kochane zony zamiast dbac przede
        wszystkim o meza , po urodzeniu dziecka, najczesciej
        jedynego -cala swoja uwage i milosc ukierunkowuja na te
        pocieche . Ta nadopiekunczosc matek i zaniedbywanie
        mezow to jedna z czestych przyczyn rozwodow .
        Wychowywane w egoizmie mlode pokolenie , ktoremu matki
        staraja sie przychylic nieba na zasadzie "ja tego w
        dziecinstwie nie mialam , to niech moje dzieci
        przynajmniej to maja " przenosi te cechy na kolejna
        generacje .I potem mamy rezultaty w postaci tych chocby
        porozrzucanych skarpetek . I dobrze jesli sprawy
        dotycza tylko takich badz co badz drobiazgow !
        • intra Re: wojna o brudne skarpetki Ped 03.11.01, 08:39
          Smieszne sa twoje argumenty o zaniedbywaniu mezow poprzez kierowaniu calej
          uwagi matek na wychowanie dziecka. A kto przeszkadza mezczyznom wlaczyc sie
          aktywnie do procesu wychowania wlasnego dziecka? Chyba tylko ich wlasna wygoda.
          Jeszcze smieszniejsze jest twe twierdzenie, ze mlodsze pokolenie rodzaju
          meskiego nie sprzata w domu na skutek bledow wychowawczych matek.
          Nie rob z doroslych facetow zniewolonych i oglupialych nieszczesnikow, nie
          mogacych sie wyzbyc wplywow matki nawet, gdy zakladaja juz wlasne rodziny. Ci
          faceci funkcjonuja na ogol znakomicie w pracy zawodowej (czesto na
          odpowiedzialnych i wymagajacych myslenia stanowiskach), co swiadczy o jakims
          poziomie inteligencji, wystarczajaco wysokim, by byc w stanie skutecznie
          rozwiazac problem samodzielnego sprzatniecia nie tylko po sobie samym, ale
          nawet w calym mieszkaniu. A jesli tego nie robia, to przyczyna lezy widocznie w
          nich samych a nie ich otoczeniu.
          • Gość: Agata Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 04.11.01, 21:02
            Całkiem się zgadzam - dorosły chłop, co po sobie nie sprząta, to nie wina jego
            mamusi. To może byla jej wina, jak miał 12 lat (taka sama wina jak jego
            ojca !), ale nie, jak ma tych lat 27 albo i 45. I mój chłopak zupełnie się ze
            mną zgadza - na razie głównie teoretycznie, bo swoje skarpetki zbiera rzadko
            ;-)) (żeby nie było,ze ja je zbieram - przyjełam technikę
            nie_robienia_cudzej_pracy. Chociaż często trudno się oprzeć, jak skarpetki
            leżą 4 dni na środku.)
            Ostatnio trochę mu się polepszyło. Sam z siebie zmywa naczynia i wyrzuca
            śmieci. Zobaczymy, co dalej.
          • Gość: arthur_w Re: wojna o brudne skarpetki Ped IP: *.dip.t-dialin.net 05.11.01, 09:48
            Naturalnie, ze calosc tkwi w wychowaniu. Nie podwazam inteligencji mezczyzn, bo
            sam jestem facetem. Ale tu chodzi o mechanizmy zachowan, o to ,ze jesli maly
            chlopiec widzi w domu,ze mama gotuje,prasuje,pierze i sprzata, a papa czyta
            gazete,siada do stolu,zjada,wstaje,dziekuje nawet nie powie,abstrahujac od
            tego,zeby przyznal,ze mu smakowalo, to przepraszam, ale taki stereotyp bedzie
            powielal w swoim zyciu. "W kazdym z nas tkwi dziecko, jakim kiedys sammi
            bylismy"-to tytul pewnej ksiazki. Warto przeczytac i dowiedziec sie czegos o
            sobie....
            • intra Re: wojna o brudne skarpetki - arthur_w 12.11.01, 20:12
              Sam sobie przeczysz, bo kilka postow wyzej piszesz, ze sam pracujesz jako au-
              pair w Nimeczech,wykonujac prace typowo kobiece i przelamujac w ten sposob te
              najgorsze efekty wychowania mezczyzn przez matki;) Czyli konkretna nagroda moze
              byc wystarczajacym powodem, by te "wyuczone" wg ciebie zachowania zmienic.
              A wiec mowie jeszcze raz - nie wychowanie jest przyczyna wygodnickich zachowan
              meskich, lecz ich czyste wygodnictwo (zakladajac, ze twoj post o twej pracy
              jako au-pair jest prawda).
              Piszesz :< "W kazdym z nas tkwi dziecko, jakim kiedys sammi
              bylismy"-to tytul pewnej ksiazki. Warto przeczytac i dowiedziec sie czegos o
              sobie....>
              A dzieci staja sie kiedys doroslymi - OK, widocznie nie wszyscy.
            • nina_ Re: wojna o brudne skarpetki Ped 15.11.01, 01:11
              Zgadzam sie,to kobiety wychowuja mezczyzn.Mimo,ze moj maz nie potrafi (nie
              chce?) pomagac w pracach domowych,a ja jestem bardzo aktywna zawodowo i w
              zwiazku z tym przeciazona rowniez praca w domu,moja ambicja jest wychowac
              syna,ktory w przyszlosci by umial wszystko zrobic w domu i nie traktowac swojej
              kobiety jako sluzacej.Otoz ma teraz 15 lat i potrafi wszystko, nie
              powiem,zdazaja sie porozwalane skarpetki,ale wie,ze jak sam nie pozbiera,to
              nikt tego nie uczyni.A najwazniejsze,ze potrafi swietnie gotowac,i lubi to,a
              poza tym jest dla niego naturalne,ze musi posprzatac,uprasowac itd,nawet
              przynosi mi do pracy kanapki,kiedy nie mam czasu albo zapomne sobie zrobic
            • Gość: aga Re: wojna o brudne skarpetki Ped IP: *.softel.gda.pl 16.11.01, 16:15
              Dokładnie tak jak mowisz.
              Mam wspanialego meza, ktory wiecej dba o porzadki w domu niz ja, ale po
              wczasach spedzonych z moimi rodzicami i siotra i jej mezem...to sie mowi troche
              glupio czuje...
              Mam mnie pogadniala do zmywania i prania, a faceci siedzieli, oczywiscie siotra
              bez gadania robia cala ta robote a ja jak sie buntowalam i moj Tomek poszedl ze
              mna do kuchni, to go jeszcze tesc wysmial...
              • Gość: Zocha Re: wojna o brudne skarpetki Ped IP: *.pcz.czest.pl 20.11.01, 16:52
                Gość portalu: aga napisał(a):

                > mna do kuchni, to go jeszcze tesc wysmial...

                Widze, ze sa jeszcze prawdziwi mezczyzni.
          • kasia_57 Re: wojna o brudne skarpetki Ped 09.11.01, 15:15
            intra napisał(a):

            > Smieszne sa twoje argumenty o zaniedbywaniu mezow poprzez kierowaniu calej
            > uwagi matek na wychowanie dziecka. A kto przeszkadza mezczyznom wlaczyc sie
            > aktywnie do procesu wychowania wlasnego dziecka? Chyba tylko ich wlasna wygoda.
            >
            > Jeszcze smieszniejsze jest twe twierdzenie, ze mlodsze pokolenie rodzaju
            > meskiego nie sprzata w domu na skutek bledow wychowawczych matek.
            > Nie rob z doroslych facetow zniewolonych i oglupialych nieszczesnikow, nie
            > mogacych sie wyzbyc wplywow matki nawet, gdy zakladaja juz wlasne rodziny. Ci
            > faceci funkcjonuja na ogol znakomicie w pracy zawodowej (czesto na
            > odpowiedzialnych i wymagajacych myslenia stanowiskach), co swiadczy o jakims
            > poziomie inteligencji, wystarczajaco wysokim, by byc w stanie skutecznie
            > rozwiazac problem samodzielnego sprzatniecia nie tylko po sobie samym, ale
            > nawet w calym mieszkaniu. A jesli tego nie robia, to przyczyna lezy widocznie w
            >
            > nich samych a nie ich otoczeniu.

            Macie oboje racje. Ja sklaniam sie ku podejsciu zyciowemu, na zasadzie, nie
            posprzatasz, to sie o to zabijesz... Sprzataja, piora sobie odkad pamietaja
            swiat. Mowie tu o moich synach - otoczenie - wlasnie typowe Matki Polki - do dzis
            uwazaja mnie za matke wyrodna, ktora szybciutko nauczyla swoich, skadinad calkiem
            fajnych i kolezenskich samcow, ze raczek bozia nie urwala... Maz nigdy nie
            rozgraniczal terytorium do sprzatania, a dzieciska oporzadzalismy razem, albo na
            zmiane.
            Skarpetki - owszem zalegaja, bo pamietacie te piosenke: "przewrocilo sie, niech
            lezy... moze cos z tego wyrosnie...". Jezeli zycie jest ciekawe, to i skarpetki
            pod lozkiem nie przeszakdzaja tak bardzo...
            Ale przyslowiowa wojna o skrapetki - to rowniez temat o babach.
            Sluchajcie - jeszcze nigdy i nigdzie nie widzialam takich flejtuchow, jak baby na
            porodowce. Przy nich faceci ze swoimi skarpetkami po prostu nie istnieja! baby we
            wspolnej toalecie.
            Dajmy wiec spokoj posadzaniu mezczyzn o wygodnictwo. Wszyscy jestesmy leniwi i
            wygodni - to kwestia kultury osobistej. Wole stokroc wojne o skarpety - niz choc
            jeden dzien z kobietami - w szpitalu, czy ze wspolna toaleta.
            Acha - skarpetami doskonale sie rzuca w ukochanych mezczyzn (maz, syn, kochanek,
            chlopak - niepotrzebne skreslic) - jak tak taki umilowany oberwie swoim smrodem -
            to przez jakis czas jest spokoj... ze skarpetkami i ukochanym....
            Pozdrawiam weekendowo i pogodnie! :)))))
        • Gość: zuza Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.chello.pl 03.11.01, 10:24
          Dlaczego przede wszystkim mam dbać o męża? Masz jakieś kompleksy czy co?
          Normalne, że zaraz po urodzeniu dziecka kobieta zajmuje się nim bardziej niż
          zdrowym w pełni sił facetem. Nawet pewnie oczekuje opieki od niego.
      • Gość: Zocha Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.pcz.czest.pl 20.11.01, 16:46
        Gość portalu: arthur_w napisał(a):

        > au-pair w Niemczech,zajmuje sie dzieckiem, sprzatam, gotuje, prasuje. Kiedy
        > mowie o tym jakies kobiecie, to albo mysli,ze ja nabieram,albo ma mnie za
        > jakiegos niedorajde.

        I maja racje! Takiego zniewiescialego chlopa ja tez bym nie chciala!
        • Gość: agra Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.chello.pl 14.01.02, 23:38
          Gość portalu: Zocha napisał(a):

          > Gość portalu: arthur_w napisał(a):
          >
          > > au-pair w Niemczech,zajmuje sie dzieckiem, sprzatam, gotuje, prasuje. Kied
          > y
          > > mowie o tym jakies kobiecie, to albo mysli,ze ja nabieram,albo ma mnie za
          > > jakiegos niedorajde.
          >
          > I maja racje! Takiego zniewiescialego chlopa ja tez bym nie chciala!

          Ratunku, samobójczyni, czy co??? Wolisz egzemplarz mający dwie lewe rączki i
          oczekujący pełnej obsługi??? Nie wpadłaś na to, że podział na prace "babskie"
          i "męskie" jest idiotyczny? Są po prostu prace do wykonania. Mój mąż gotuje
          znakomicie, sprząta lepiej ode mnie i wiem, że nie muszę być wielofunkcyjną
          maszyną domową, bo to co jest do zrobienia, zrobimy wspólnie. I mogę nie obierać
          ziemniaków, bo tego nie znoszę, a nie skazuje mnie to na wieczne jedzenie ryżu.
          Poza tym, dużo przyjemniej i szybciej jest pracować razem. A potem mamy więcej
          czasu dla siebie;-)

          Artur, gratuluję zdrowego rozsądku!

          Agra
    • Gość: Melba Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 23:26
      A u nas kto sprząta, to się dowiemy z kolejnego artykułu w "Wyborczej"
      przepisanego żywcem z forum.
      • Gość: mi Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.249.46.* 03.11.01, 12:17
        Masz racje, ale takie jest zycie..
        Wiec wlasciwie u nas 'jakos samo sie sprzata'.
        Na szczescie ON zostal w tym zakresie bardzo dobrze wyedukowany przez swoja
        wymagajaca matke. Ja w ogole nie czuje sie 'wychowana', nie umiem i nie lubie
        sprzatac. Dobrym wyjsciem byloby najecie kogos do sprzatania, ale obydwoje mamy
        obawy przed wpuszczeniem obcej osoby do domu..
        Nigdy nie klocimy sie 'o skarpetki', chociaz jestesmy obydwoje strasznymi
        balaganiarzami. Raczej probujemy pozbyc sie naszych brzydkich nawykow
        zachecajac siebie na wzajem do wiekszej dbalosci o porzadek wokol siebie.
        Jesli juz ktores z nas 'usluguje' drugiemu, np. piorac, prasujac, gotujac, to
        (tak mi sie przynajmniej wydaje) z potrzeby serca i pomocy drugiej osobie,
        ktora jest akurat zajeta, albo bardziej zmeczona..
    • Gość: Witch Re: wojna o brudne skarpetki IP: 204.186.88.* 08.11.01, 01:57


      Moj amerykanski narzyczony sprzata tylko na moja prosbe. Czasami z wlasnej
      inicjatywy gotuje. Ale za to nie ma wymaga, ze ja powinnam to robic .Generalnie
      robimy wszystko razem.Jest szczesliwy gdy na obiad jest pizza z baru. Ale musze
      sie pochwalic , ze osiagnelam duzy postep bo brudne rzeczy laduja w jednym
      przeznaczonym do tego miejscu.
      • Gość: deska Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.acn.waw.pl 09.11.01, 11:12
        nie miałam nigdy problemu z brudnymi skarpetkami czy naczyniami. mój chłopak
        sam sprząta, gotuje, prasuje, składa ubrania w kosteczkę..aż czasem się dziwię,
        bo to u mnie w szafce jest większy bałagan niz u niego. oczywiscie ja również
        nie stronię od wykonywania tych wszystkich domowych prac, więc nikt z nas nie
        ma poczucia odwalania samotnie czarnej roboty:-)
        myślę, że wychowanie ma duży wpływ na nasze późniejsze zachowania. w mojej
        rodzinie to Mama "zarządza" i nie pozwoliłaby Tacie na bezczynne siedzenie z
        gazetką przed telewizorem i patrzenie na jej zmagania z całym domowym chaosem.
        Tata zresztą lubi jej pomagac. wiem, że denerwowałoby mnie to, gdyby mój
        mężczyzna oczekiwał ode mnie roli sprzątaczko-kucharki z dodatkową opcją
        kochanki. na szczęście trafiłam na człowieka samodzielnego:-))
        pozdrawiam
    • mimoza Re: wojna o brudne skarpetki 09.11.01, 11:15
      Hej !
      Ja i mój mąż jesteśmy całkowitymi przeciwieństwami w dziedzinie porządków. Ja
      jestem może trochę za bardzo pedantyczna, a mąż wybitnym okazem lenia i
      bałaganiarza. Któraś z pań napisała że kładzie skarpetki męża na komputerze.
      Myślę że to nie przeszkodziłoby mojemu mężulkowi no chyba że taka skarpeta
      zwisałaby zasłaniając ekran (przesunąłby ją lekko ;)). W związku z tym dowódcą
      w sprzątaniu jestem ja. Przyzwyczaiłam się do tego że muszę wyraźnie określić
      mężowi co i kiedy ma zrobić, wręcz wskazać palcem co trzeba posprzątać i
      wówczas rzeczywiście mi pomaga. W soboty odbywa się u nas dokładniejsze
      sprzątanie więc przy tej okazji na każdym kroku podkreślam mu co dziś zrobiłam.
      Mam zatem argument na resztę tygodnia "pamiętasz jak się napracowałam w sobotę,
      możesz więc dziś choć pozmywać, odkurzyć itp." Działa. Mąż zaczął zmywać z
      własnej woli, odkurza również. Prasowanie to dla niego ciągle jeszcze wyższa
      szkoła jazdy. A dyżurne pytanie mojego męża to : "po co sprzątać ?" Pozdrawiam.
      • Gość: Ajka Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.rol.ar.krakow.pl 12.11.01, 20:15
        mój facet potrafi zrobic balagan w jednej chwili! nawet gdybym bardzo chciala
        to nie nadążyłabym ze sprzątaniem po nim. Więc w końcu przestałam sprzątać.
        Stwierdziłam: skoro lubi poniewierające się wszędzie swoje skarpety i brudne
        rzeczy plus brudne naczynia też się poniewierające to niech w tym siedzi.
        Wzięłam go na przeczekanie. I gość sprząta! Niestety w momencie gdy bałagan
        powiększa się do niemożliwych rozmiarów. Poza tym robi mi wykład o "wrażliwości
        kobiety" i o tym, że kobieta powinna zajmować się domem (czytaj: sprzątać,
        gotować i prać) i dodatkowo wspomina wizyty u swoich żonatych kolegów gdzie jak
        mówi "widać kobiecą rękę".
        Myślę, że mój facet jest po prostu śmierdzącym leniem!!!! Czy on nie rozumie,
        że ja też mam pracę, że często wracam do domu póżno i jestem zmęczona, że mam
        dosyć przeskakiwania przez jego brudne łachy? Niestety moje argumenty się nie
        liczą. On pomruczy na to coś pod nosem i dalej robi swoje.
        Nie mam siły ani ochoty za nim sprzątać!!!!!!!!!!!! CO robić?!!!!!!
        • Gość: onnanohi Re: wojna o brudne skarpetki IP: 213.17.193.* 14.11.01, 15:02
          A to było tak-mój obecny mąż po raz pierwszy w życiu sam zrobił sobie herbatę
          gdy już się znaliśmy, u mnie w domu. W swoim domu rodzinnym nie robił nic, bo
          mama robiła wszystko. Do dziś ja to śmieszy ("Ha, ha, wiedziałam że synowa mnie
          za to przeklnie, ha, ha") - ale to już inny temat. Jak sobie poradziłam? Otóż
          już na początku naszej znajomości, gdy zaczęliśmy spędzać dużo czasu u mnie w
          domu (mieszkałam sama) - zaczęłam wypracowywać podział obowiązków. Mój mąż jest
          najukochańszym mężczyzną na świecie i bardzo chętnie wykonuje wszystkie prace.
          Teraz w zasadzie mamy ustalony zawsze taki sam plan - oboje b.dużo pracujemy, w
          tygodniu wracamy do domu ok.18-19. No i ustaliliśmy, że w tygodniu nie robimy
          NIC, no chyba że jest to niezbędne - śmieci, pranie. A w piątkowy wieczór mamy
          totalne porządki, żeby cały weekend był wolny i dla nas a nie dla sprzątania.
          Generalny podział obowiązków jest taki: Ja: gotowanie (1-2 razy w tygodniu),
          zmywanie, sprzątanie naszym kotom, prasowanie, sprzątanie łazienki, odkurzanie
          półek. Mąż: pranie: rozwieszanie i składanie, śmieci, podłogi
          (odkurzacz+mycie), wanna, wszystkie zakupy (w 100%, kanapki do pracy. Ja to mam
          życie ...
          • Gość: Lora Re: wojna o brudne skarpetki IP: 195.136.95.* 15.11.01, 12:45
            No to masz fajnie, ja muszę negocjowac, ustalać i przypominać, ale na szczescie
            notuję pewne postępy w ciągu półtora roku, od kiedy mieszkamy razem. Najpierw w
            nowiutkim mieszkaniu mojego męża było 5 biurek (56 mkw), na jednym leżały
            ubrania wyjete z pralki, reszta zawalona wszelkimi możliwymi papierami,
            dokumentami, książkami, śrubkami i narzędziami, brudne skarpetki na podłodze do
            czasu gdy się nie skończyły czyste. Potem pojawiłam się ja i dom powoli zacząl
            nabierać normalnego wyglądu. Niestety gros obowiązków przypada na mnie, ale od
            czasu do czasu przeprowadzam poważną rozmowę i działa na jakiś miesiąc - trzy
            tygodnie. Mąż sprząta po jedzeniu w kuchni, odkurza, robi zakupy, no i sprząta
            te przysłowiowe skarpetki w czasie nie dłuższym niż 12 godzin od zdjęcia :))
            większość tych rzeczy jednak po przypomnieniu. Ach, może kiedyś nie będę na
            darmo strzepić języka :))W każdym razie myslę, że nie ma sensu krzyczeć,
            chociaż z drugiej strony, może odniosłoby to lepszy skutek? Jaką metodę
            polecacie?
      • Gość: Koka Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.160.89.* 03.01.02, 09:48
        mimoza napisał(a):

        > Hej !
        > Ja i mój mąż jesteśmy całkowitymi przeciwieństwami w dziedzinie porządków. Ja
        > jestem może trochę za bardzo pedantyczna, a mąż wybitnym okazem lenia i
        > bałaganiarza. Któraś z pań napisała że kładzie skarpetki męża na komputerze.
        > Myślę że to nie przeszkodziłoby mojemu mężulkowi no chyba że taka skarpeta
        > zwisałaby zasłaniając ekran (przesunąłby ją lekko ;)).

        Ta część listu dokładnie odzwierciedla moją sytuację. Mój mąż tak samo by
        postąpił ze skarpetką na komputerze. Gorzej byłoby ze mną gdyż w końcu ta
        skarpetka zaczełaby mnie drażnić, i tak jak ją sama położyłam to sama bym ją
        sprzątneła.

        W związku z tym dowódcą
        > w sprzątaniu jestem ja. Przyzwyczaiłam się do tego że muszę wyraźnie określić
        > mężowi co i kiedy ma zrobić, wręcz wskazać palcem co trzeba posprzątać i
        > wówczas rzeczywiście mi pomaga. W soboty odbywa się u nas dokładniejsze
        > sprzątanie więc przy tej okazji na każdym kroku podkreślam mu co dziś zrobiłam.
        >
        > Mam zatem argument na resztę tygodnia "pamiętasz jak się napracowałam w sobotę,
        >
        > możesz więc dziś choć pozmywać, odkurzyć itp." Działa. Mąż zaczął zmywać z
        > własnej woli, odkurza również. Prasowanie to dla niego ciągle jeszcze wyższa
        > szkoła jazdy. A dyżurne pytanie mojego męża to : "po co sprzątać ?" Pozdrawiam.


        Tej części listu nie mogłabym uznać jako odzwierciedlenie swojej sytuacji.Mojemu
        mężowi mogę palcem pokazywać co trzeba zrobić , owszem zrobi to albo i nie, ale
        jak to zrobi to bardzo niechętnie jednocześnie komentując po co to wszystko.
        Więc zamiast wysłuchiwać tych komentaży wolę sama zrobić wiele spraw związanych z
        porządkami domowymi.
        Chcę jednak wyjaśnić, gdyż z tego co napisałam wynika że mój mąż to chodząca
        zakała. Nie, tak nie jest, mój mąż to cudowny człowiek mający wiele zalet ale to
        nie one były tematem tych akurat rozwżań. Może kiedyś przy innym wątku będę mogła
        przedstawić jego zalety.
        Pozdrawiam .Koka.
    • Gość: Alisia Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.106.170.* 15.11.01, 13:39
      Ja po przeczytaniu tych wszystkich opowieści o brudnych skarpetkach,porządkach
      itp. muszę pochwalić się moim mężem. Jest On jeżeli chodzi o te sprawy cudownym
      partnerem. Pomaga nie tylko w zakupach,wychowywaniu dzieci(dwoje),wykonuje
      wszystkie drobne i nie tylko naprawy w domu, ale jest człowiekiem kochajacym
      porządek. Na ile potrafi (a umie dużo) sprząta,czyści, poleruje i bardzo się
      wykazuje;-) Jest do tego stopnia fanatykiem porządków, że ja (choć nie należę
      do bałaganiarzy) zastanawiam się momentami, czy dobrze posprzątałam. Myślę że
      to fajnie mieć kogoś takiego u swego boku. Choć przyznam szczerze, że czasami
      ten jego perfekcjonizm męczy ;-))))
    • Gość: pola Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.244.24.* 15.11.01, 15:22
      Wychowanie jak najbardziej tak jest ważne ale myślę, ze wiele zależy od samej
      kobiety od jej mądrości życiowej, dojrzałości jak pokieruje swoim facetem na
      zasadzie "jak sobie pościelesz tak sie wyśpisz". Znam młode dziewczyny świeżo
      po ślubie podające mężulkowi posiłki pod nos bo on sam nie potrafi sobie
      przygotować a tymbardziej nałożyć na talerz, usługują im na każdym kroku biorą
      na siebie wszystkie obowiązki domowe a potem pozostaje im tylko ponarzekać. Nie
      wiem dlaczego tak postępuja moze wydaje im sie, ze na początku tak trzeba.
      Zawsze mnie to dziwiło, jak bardzo kobiety potrafią dać sie zniewolić. Nigdy
      też nie słyszą słowa podziekowania za swoją pracę. U mnie w domu było podobnie
      i nie wiem jak to się stało, ze ja od początku bycia z moim meżczyzna (zyjemy w
      wolnym związku) wiedziałam, zę zrobię wszystko aby nie powielić tego wzorca
      wyniesionego z domu. Mój facet umie zrobić wszystko i od żadnej pracy domowej
      nie wymiguje sie. On jest specjalista od wieszania firanek (ja tego nie
      potrafię a raczej nie wychodzi mi to), sam pierze ręcznie swoje koszule i je
      prasuje, gotuje jeśli ma ochotę (ja też sie nigdy nie zmuszam a z racji tego,
      ze pracuję do późna to gotuję raz w tygodniu w sobotę lub w niedzielę) o innych
      bardziej oczywistych rzeczach pisać nie będę. Zawsze gdy zrobię coś dla niego
      staram się aby to widział i docenił słowem dziekuję, i vice versa. Uzupełniamy
      sie i myślę, ze taki układ jest najzdrowszy. Żadne z nas nie czuje sie
      wykorzystywane przez partnera, szanujemy siebie i doceniamy to co jedno dla
      drugiego zrobi.
      Pozdrawiam.
      • nina_ Re: wojna o brudne skarpetki 15.11.01, 23:33
        To bardzo madre,co napisalas.Tez uwazam,ze trzeba kuc zelazo poki gorace,i od
        samego poczatku starac sie dzielic obowiazkami. Kobiety,ktore na samym poczatku
        zakochane staraja sie wziac wszystko na swoje barki,po pierwsze,dlugo tego nie
        udzwigna,a po drugie nigdy nie beda docenione. A pozniej trudno bedzie zmienic
        te przyzwyczajenia pana i wladcy (niestety zrozumialam to zapozno)
        • Gość: Witch Re: wojna o brudne skarpetki IP: 204.186.88.* 16.11.01, 00:06

          Tak,tak definitywnie trzeba z tym walczyc od poczatku.
          Czasami walka jest trudna ale chyba warto.Moj narzyczony twierdzi, ze bez
          sensu jest gotowac kiedy mozna jesc w restauracji albo zamowic cos do domu.
          Wkrotce przenosimy sie do wlasnej czesci domu - za bardzo nie wyobrazam sobie
          jak to bedzie- bo nie chce byc zrzedzaca partnerka, przypominajaca ciagle o
          sprzataniu- ale chyba nie ma innego wyjscia.
          Na razie zapowiadam ukochanemu, ze jesli sie nie poprawi to moze sie
          przygotowywac na najgorsze - stane sie zla Witch.
          W gruncie rzeczy on nie jest taki zly . Sprzatac z wlasnej , nieprzymuszonej
          woli- to dla niego za duzo ale po mojej krotkiej perswazji bierze sie do dziela.
          Jedno wiem na pewno w brudnym domu mieszkac nie bede - wiec jesli nie bedzie
          chcial mi pomoc - bedzie musial zaplacic za Pania do sprzatania.
          Skad wezmie pieniadze -JEGO PROBLEM.

        • Gość: aga Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.softel.gda.pl 16.11.01, 16:19
          OK, OK, wiem, ze wszystkie jestemy madre i nie bedziemy powielac wzoro z domu...
          ale to sie dzieje podejrzewam calkiem nieprzewidywalnie i nagle...
          czyli najczesciej po urodzeniu dziecka, gdy on zasuwa do pozna a Ty i tak
          siedzac w domu robisz wszystko. Noi tak zostaje na cale lata....
          • Gość: inka Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.11.01, 21:35
            Skąd ja to znam....
            Gdybym nawet chciała go nauczyć to KIEDY?!
            Ja - w domu z dziećmi, on po kilkanaście godzin w pracy - albo np. 2-3 dni z
            rzędu pracuje nawet w nocy, sypiając w biurze... On przychodzi do domu
            odpocząć. A gdzie JA mam odpocząć? Zaczynam myśleć o powrocie do pracy- może
            tam odpocznę?
            • Gość: anik Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.11.01, 00:40
              Gość portalu: inka napisał(a):

              > Skąd ja to znam....
              > Gdybym nawet chciała go nauczyć to KIEDY?!
              > Ja - w domu z dziećmi, on po kilkanaście godzin w pracy - albo np. 2-3 dni z
              > rzędu pracuje nawet w nocy, sypiając w biurze... On przychodzi do domu
              > odpocząć. A gdzie JA mam odpocząć? Zaczynam myśleć o powrocie do pracy- może
              > tam odpocznę?

              też tak coraz częściej myślę,ale gdy miałam okazje to wypróbowac, w praktyce
              okazało sie, że i tak wszystko musiałam zrobić sama i to w krótszym czasie, wtedy
              przy dobrej organizacji szło to o wiele lepiej, ale i tak tego nikt nie zauważył
              i nie docenił
              Czy już na zawsze pozostaniemy kozłami ofiarnymi - pytam tych z 10 letnim stażem
              małżeńskim i dziecmi
              • Gość: Asia Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.bj.uj.edu.pl 28.11.01, 12:02
                Moja druga polowka jest jedynakiem, chwala bogu jednak (przyszla)tesciowa jest
                osoba rozsadna i od malego przyzwyczajala biednego chlopczyka do obslugi
                roznych kuchenno-domowych sprzetow.W ten sposob moj chlopak potrafi dobrze
                ugotowac,wyprac, poodkurzac...a brudne skarpetki po nim zbieram JA-cos za cos:-
                ))Szczerze mowiac jest to mniej bolesne, niz wyciaganie resztek jedzenia ze
                zlewozmywaka:-)))
    • Gość: julka Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.106.6.* 20.11.01, 17:32
      Mieszkam od półtora roku z narzeczonym, który jest jedynakiem. U niego w domu
      wszystkie prace domowe wykonuje ojciec- matka nie robi NIC i na dodatek jest
      okropną egoistką. Niestety mimo prawidłowego wzoru z dzieciństwa, mój
      narzeczony również nie chce NIC robić w domu (po co sprzątać, i tak się
      pobrudzi?!). Ponieważ obydwoje pracyjemy, staram się wbić mu, że obydwoje
      powinniśmy zajmować się domem. Może żądam zbyt wiele - by sam z siebie coś
      zrobił- obecnie czasami sam potrafi pozmywać czy odkurzyć, większość prac zrobi
      jednak wtedy, gdy mu to powiem (lub wykrzyczę) i pokażę.
      Najgorsza jest jednak moja przyszła teściowa (co ja zrobiłam w poprzednim życiu
      że mnie tak pokarano??). Kilka razy gdy dzwoniła mój narzeczony był w trakcie
      robienia kanapki czy odkurzania. Teraz potrafi dzwonić kilka razy dziennie do
      niego i lamentować że tak nie może być, że on jest pod pantoflem, że ja rządzę,
      że to on powinien rządzić i odpowiednio mnie ustawić -gary, pranie, gotowanie
      etc.- on przecież nie może się przemęczać.
      Szczerze jej nie nawidzę
      Poradźcie co robić

      (na szczęście mój narzeczony zdaje sobie sprawę z jej niedorzeczności, ale
      wszelkie jego próby przetłumaczenia jej że to bzdury nic nie pomogły)
      • Gość: livia Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.pepsico.plusnet.pl 28.11.01, 11:29
        Wojna, wojna, wojna... Moj narzeczony tez sam niechetnnie sprzata. Czasami gdy
        wejde do jego pokoju mam ochote chwycic odkurzacz, sciereczke do kurzy, ulozyc
        wszelkie rzeczy walajace sie po tym niewielkim pomieszczeniu. Ale stal sie cod.
        Pojechalismy na nasze pierwsze wspolne wakacje. On najczesciej zmywal, robil
        pranie, TYLKO on odkurzal pokoj, w ktorym mieszkalismy. Ja tylko od czasu do
        czasu zrobilam nam herbatki i pomylam kubki, ewentualnie talerze po slodyczach.
        Wrocilismy do domu. I co? To samo. W jego pokoju balagan, smieci z kosza sie
        wysypuja, ubrania wisza na kazdym krzesle. Zastanawiam sie jak to bedzie gdy
        zamieszkamy razem. Chyba bedzie nam cudownie, bo bardzo sie kochamy. A
        sprzatanie? Pomecze sie. Dla niego warto :-)
    • Gość: Anna27 Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.157.61.116.Dial1.Washington1.Level3.net 05.12.01, 20:47
      Moja mama mawiala tak do swojej nastoletniej corki: "Anka, Ciebie, zaden chlop
      nie pojmie, bo Ty masz dwie lewe rece". Matka sie pomylila. Chlop mnie
      pojal. Zagraniczny, wiec nawet czysci kibel od czasu do czasu

      U mnie nigdy nie bedzie wojny o brudne skarpetki, bo oboje z mezem wyrastamy
      poza takie prozaiczne rzeczy. Na dodatek jestemy niezamozny wiec nie ma z
      czego scierac kurzu. Zadne z nas nie jest fanatykiem porzadku. A juz na pewno
      nie ja. Gdy juz nie nie da sie do nas dzrzwi otworzyc to maz stawia
      postulat: "Anna, clean up your messes." A ja najczesciej zapominam, bo ja
      zyje w innym swiecie.

      Ale strasznie lubie gotowac, wiec faktycznie posilki mezulek jada regularne i
      ladnie skomponowane. Potem nikomu nie chce sie zmywac, ale mamy zmywarke.

      Brudne skarpetki? Oboje zrzucamy brudne odzienie z sibie. I ja z reguly je
      zbieram i wrzucam do kosza na pranie. Nigdy nie piore recznie, wiec kolejny
      problem z glowy. Po praniu wieszam nasze szmaty na wieszaki i od poczatku
      naszego zwiazku tylko raz zdarzylo mi sie prasowac.

      Zyjemy zgodnie z zasada: maksimum hedonizmu, minimum obowiazkow domowych.
      Rzadko przyjmujemy gosci. Gdyby ktos mnie odwiedzil teraz z nienacka, to
      moglby sie przestraszyc balaganu, ale mi ludzka opinia wisi i powiewa. Z
      jednym malym wyjatkiem. Gdy maja przyjechac tesciowie lub moi rodzice to
      wprowadzamy stan alertu i czyscimy wszysciutko zgodnie i sparwnie i po rowno.
      • Gość: aga Re: wojna o brudne skarpetkido Anna27 IP: 24.56.133.* 10.12.01, 17:32
        I ja cie popieram. Nie mozna byc niewolnikiem wlasnego domu.To ma byc miejsce
        gdzie Ty sie dobrze czujesz i robisz co sprawia Ci przyjemnosc.Nalezy tyko
        pamietac o sztuce kompromisu jak sie z kims mieszka.
        • smirnoff Re: wojna o brudne skarpetkido Anna27 19.12.01, 17:29
          Gość portalu: aga napisał(a):

          > I ja cie popieram. Nie mozna byc niewolnikiem wlasnego domu.To ma byc miejsce
          > gdzie Ty sie dobrze czujesz i robisz co sprawia Ci przyjemnosc

          Jasne, popieram. Niektorzy lubia przebywac w czystosci i porzadku, inni w syfie i brudzie. O gustach sie nie
          dyskutuje.
    • elektra kapitulacja 08.12.01, 20:20
      moj maz dorastal w cieniu chorej matki, romantycznej balaganiary . ktora synow
      wytresowala w gotowaniu i podawaniu herbatki do lozka ale o porzadki nawet sie
      nie otarli.Panienka bedac, przy pierwszej wizycie w domu lubego zdebialy mi
      wlosy i rzucilam sie goraczkowo do porzadkowania otoczenia.Odpadlam, uznajac ze
      to praca na dlugie lata.Reasumujac- mam w domu romantyka. Obiad ugotuje,kawke
      zrobi bez pytania, do sklepu skoczy. Ale po kazdym pichceniu maka jest nawet na
      suficie, nie mowiac o skorupkach od jajek. Skarpetki, po wielokrotnych
      monitach, zbieram ja.Raczek nie skala umyciem chocby szklanki( po powrocie z
      podrozy zastalam zapchany brudami zlew a slonko jadlo juz na plastykowych
      naczyniach- taki pomyslowy). Gdy pyta"gdzie sa moje niebieskie spodnie?", gdy
      odpowiadam :"w szafie" szczeka mu opada- sam na to nie wpadnie.I to wieczne
      moje:"strzepnij"- bo pali, wiec popiol nigdy nie moze trafic do
      popielniczki.Caly dywan mam upstrzony niczym w krolestwie krolowej sniegu.
      Niedawno zarzyl mnie tekstem( bo przestalam prasowac mu koszulki) a mamusia to
      mi zawsze wszystko ladnie krochmalila( sic! chyba w imaginacji).Ale, ale-
      wlasnie wpadl do pokoju z moja skorzana kurtka i pochwalil sie, ze przyszyl mi
      guzik. No i jak mam go nie kochac?
      • camel-ka Re: kapitulacja , Elektro 10.12.01, 17:25
        Nie szydż z jego Mamusi!
        Gotuje .. , robi kawkę ...,przyszywa guziki....!!!!!!

        JaKI ON SŁODKI I KOCHANY.
        A ,że zbierasz skarpetki i przetykasz zlewy ?!
        Skoro zamieniłaś się z nim rolami .....

        :))))
        całuski dla Ciebie i dla NIEGO !
    • Gość: Hania Re: wojna o brudne skarpetki IP: 195.217.253.* 13.12.01, 13:56
      Od prawie roku mieszkam ze swoim chlopakiem. Z czystym sumieniem moge
      powiedziec, ze nie pasuje on do stereotypu faceta-balaganiarza, faceta-lenia.
      To prawda, ze rozrzuca swoje rzeczy, ze to ja pilnuje, zeby wstawic pranie,
      itd. Z drugiej strony, gdyby nie on, czesto nasza lodowka swiecilaby pustkami,
      a w zlewie zalegalyby sterty brudnych naczyn. Raz w tygodniu przychodzi pani do
      sprzatania, wiec przykre obowiazki zwiazane z odkurzaniem, myciem podlog, itp.,
      odpadaja. Zostaje pranie, prasowanie, zakupy i robienie sniadan i kolacji.
      Oboje pracujemy do pozna, wiec naturalna sprawa jest podzial obowiazkow. Rano
      ja prasuje, a moj chlopak robi sniadanie, albo na odwrot. Wieczorem ja robie
      kolacje, on zmywa, albo na odwrot. Poza tym, nie pozwala mi zabierac sie do
      zadnych prac "silowych". Nigdy nie dzwigam siat z zakupami, nie odsuwam mebli,
      nie wynosze smieci, jesli sa ciezkie. Nie pamietam, jak to sie stalo, ze nie
      dochodzi miedzy nami do klotni o prace domowe. Mysle, ze moj chlopak zostal
      odpowiednio wychowany w domu i przyjmuje rowny podzial obowiazkow jako kwestie
      naturalna. Z kolei, kiedy przez 2 miesiace nie pracowalam i bylam w domu,
      traktowalam jako zupelnie naturalne, ze wykonuje wiekszosc prac domowych sama,
      skoro moj chlopak wraca do domu pozno wieczorem po ciezkim dniu.
    • Gość: Mona Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.244.106.* 20.12.01, 09:47
      A my sprzątamy RAZEM, czasem osobno, ale na pewno obydwoje. Tylko, że, sama to
      stwierdzam, mój mąż jest unikatem. "Zaganiać" go do niczego nie trzeba, choć
      jak wszyscy (?) ma skłonności do lenistwa. Tylko, że ja mu w tym wtóruję, więc
      raczej nie krytykuję. Z poprzedniego związku niestety wiem, że nie da się
      nauczyć porządku kogoś, kto z natury jest bałaganiarzem i 'zwisa mu' wszystko,
      co dzieje się w koło niego 'w warstwie mieszkaniowej'. Przeszłam przez mękę
      walki prawie, że zbrojnej, o uczestnictwo w życiu domowym, trzymając gnijące
      talerze i utrzymując kolejne warstwy kurzu i 'jego' ubrań, ale jedyną osobą,
      której to przeszkadzało byłam ja. O, przepraszam, na miesiąc przed rozstaniem
      kupił odkurzacz, bo zauważył 'trochę kotów'. Che che. Teraz wspominam to z
      pewnym rozbawieniem, ale wtedy stałam przed alternatywą: ciągłe sprzątanie czy
      ciągły brud. Niestety mój 'konkubent' obracał w perzynę pracę moich rąk w 5
      minut (z zegarkiem w ręku). W sumie nic nie dało się na to poradzić, bo 'taką
      miał naturę...
    • pospolitus Re: wojna o brudne skarpetki 29.12.01, 19:22
      Ze zmywainem naczyn faktycznie mam problemy za to skarpetki zmieniam codziennie.
      Przypuszczam, ze jesli problemem panow sa brudne skarpetki to panie maja
      tendencje to pozostawiania swoich majtek gdzie popadnie
      • Gość: frisky2 Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 16:00
        A ja mam problem z zona narzekajaca, ze nie sprzatam w domu. Co robic by nie
        sprzatac i zeby jednoczesnie przestala narzekac? (wynajecie sprzataczki nie
        wchodzi w gre)
        • Gość: tygrysek Re: wojna o brudne skarpetki IP: 212.106.6.* 03.01.02, 16:11
          zmienić zone.....albo przestać być egoistą i wygodnickim i zacząć sprzątać
          jezeli za sprzątaczke cię nie stać
          • Gość: frisky2 Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 16:18
            To nie kwestoa egoizmu, a raczej preferowania innych zajec
        • Gość: inka Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.01.02, 21:56
          Proste - nie brudzić - czyli nie będzie co sprzątać...przynajmniej po tobie...
      • Gość: inka Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.01.02, 21:59
        Ciekawe - panowie zostawiaja tylko brudne skarpetki? To znaczy, że brudne
        majtki noszą na sobie? Bo wg ciebie to tylko panie majtki rozrzucaja gdzie
        popadnie...
    • Gość: luka Re: wojna o brudne skarpetki IP: 192.160.110.* 17.01.02, 14:41
      Każda żona ma swoje sposoby ja uważam że wszystko zależy od przyzwyczajeń
      wyniesionych z domu. Jeśli dziecko miało swoje obowiązki to nie powinno być
      trudności z dorosłym facetem w podziale obowiązków. Gorzej jeśli mamusia
      usługiwała swoim panom.Ja mam to szczęście że nie muszę tłumaczyć mężowi że w
      domu mieszkamy wszyscy i dla tego wszyscy musimy o niego dbać.
      Niestety wiele kobiet na początku związku psuje swojego mężczyznę nadmierną
      gorliwością a jak przychodzą dzieci, mają więcej obowiązków i są rozżalone że
      mężowie im nie pomagają.
      • frisky2 Re: wojna o brudne skarpetki 17.01.02, 17:53
        A co zrobic, jesli jeden z domownikow wyznaje filozofie, ze o dom i porzadek
        nie trzeba zbytnio dbac? Jak ma pogodzic swoje racje z racjami innych?
        • Gość: Pola Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.extern.kun.nl 18.01.02, 20:29
          > A co zrobic, jesli jeden z domownikow wyznaje
          filozofie, ze o dom i porzadek
          > nie trzeba zbytnio dbac? Jak ma pogodzic swoje racje z
          racjami innych?

          Ha! No wlasnie o tym pomyslalam zaraz po przeczytaniu
          postu Anny27 - ma szczescie, ze obydwoje nie przywiazuja
          zbytniej wagi do porzadku.
          U mnie jest tak, ze mojemu chlopu balagan nie
          przeszkadza, on po prostu tego nie zauwaza. Ja nie jestem
          upierwdliwa perfekcjonistka w tym temacie, moge
          tolerowac porozwalane ubrania i prapiery, ale np. brudne
          gary przez kilka dni czy brudna podloga juz mnie draznia.
          No i jak to pogodzic?

          • Gość: tazoo Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.talnet.pl 28.01.02, 09:44
            Uważam, że na nieporządek wokół siebie (brudu w ogóle nie dopuszczam) mogą
            pozwolić sobie jedynie artyści.
            Wyznaję zasadę: "mój dom świadczy o mnie". I to samo mówię mojemu synowi -
            żeby jego żona nie musiała się z nim męczyć tak, jak ja z moim ślubnym.
            • Gość: inka zmiana punktu widzenia IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.02.02, 01:04
              Wiecie dostałam od życia po głowie... Boże co ja bym teraz dała żeby rozrzucał
              wszędzie swoje brudne rzeczy, żeby nie zmywał po sobie, żeby mu robic kanapki...
              Żeby tylko zył...
              Pomyslcie o tym gdy znowu wasz facet was wkurzy swoim bałaganiarstwem.
    • Gość: Gosia Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 08.02.02, 13:13
      Znacie piosenkę, którą śpiewa Kuba Sienkiewicz z "Elektrycznymi Gitarami", a
      która zaczyna się słowami: "Przewróciło się niech leży". Posłuchajcie jej - to
      hymn większości mężczyzn. Niektórzy "bałaganizm" mają we krwi i wychowywanie
      ich to tylko strata nerwów i zdrowia. Moi dwaj synowie do mniej więcej końca
      podstawówki byli wzorami, jeśli chodzi o porządek. Potem wstąpił w nich
      szatan. Łóżka nie pościelone, ciuchy porozrzucane, biurka zawalone czym się
      da. Awantury skutkują sprzątaniem i .... już następnego dnia jest to samo.
      Próbowałam wstydzić ich przy kolegach. Najczęściej odpowiedź kolegi była
      taka: "proszę pani, tu - to jest porządek, gdyby pani zobaczyła u mnie." Wtedy
      pytam co jego mama na to. "Mama to już nie ma siły i przestaje wchodzić do
      mojego pokoju."
      Ze zgrozą myślę o słowach przyszłych synowych - mamusia nie nauczyła. Uczyła,
      uczyła. Kiedy mieli po 3-6 lat słali swoje łóżka. Starszy pomagał młodszemu,
      bo musiało być ładnie. A teraz? Na kategoryczne żądanie posprzątania słyszę
      pytanie: "A co, ktoś do nas przychodzi?" Ręce opadają. Muszę dodać, że gdy
      chcą i zależy im na tym potrafią zrobić wszystko - uprać, poprasować, nawet
      upiec ciasto. Tylko chęci brakuje na codzień.
      Tak więc drogie żony, nie zawsze jesteśmy winne temu, że mężowie wasi
      wybierają gazetę niż mycie garów. Pomyślcie o nas czasem trochę cieplej i
      uwierzcie, że robimy co możemy, aby Wam pomóc.
    • canelle Re: wojna o brudne skarpetki 06.03.02, 14:06
      Poniewaz dopiero zabieram glos w dyskusji, chcialam przedstawic moja teorie co
      do brudnych skarpetek. Otoz mysle ze to sie przekazuje w genach i to juz od
      pokolen. W pradawnych czasach wszystko w jaskiniach lezalo na ziemi i
      mezczyznom to sie zakodowalo na stale. Bo przeciez nie chodzi tylko o
      skarpetki! U mnie w domu na ziemi oprocz dywanu i dywanikow na podlodze znalezc
      mozna bez trudu - ubrania meskie, gazety i reklamowki. Z tym chyba nie mozna
      walczyc.
      • Gość: zocha Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.swseiz.lodz.pl 06.03.02, 16:13
        U nas zasadniczo nie ma pięknego porządku. Jeśli mam bardzo zły dzień i muszę
        się jakoś wyładować wówczas zabieram sie za zrzędzenie i marudzenie-znów te
        skarpetki... Ale na tym się kończy bo mój Piotr z bardzo wyrozumiałą miną
        zabiera się za [porządki w małym pokoju. Ja "rządzę " w kuchni i łazience.Hej.
        • Gość: Malini ROZWÓD czy wojna o brudne skarpetki? IP: *.brpo.gov.pl 07.03.02, 10:31
          Wszyscy, którzy mówią o wychowaniu mężczyzn przez matki na domowych leni mają
          absolutną rację.Wybierając faceta - trzeba zobaczyć jaki układ jest w domu -
          Matka charuje, Tata leży przed TV? WON!NIECH SPADA, CHOĆBY SKŁADAŁ PISEMNE
          DEKLARACJE,ŻE BĘDZIE INACZEJ. Ile osób mnie wysłucha? Jestem pewna że NIKT, ale
          nieważne - zaraz opowiem swoją historię.
          Moja MAMA mieni się feministką.Dom polega na równym podziale obowiązków, tj.
          polegał zanim na świat nie przyszedł mój brat.Dopóki mieszkaliśmy razem (czyli
          nie odcięłam pępowiny) - Mama konsekwentnie wymagała ode mnie, abym sprzątała
          mieszkanie tak samo jak ona + zakupy. Wcale mnie to nie bawiło, ale nie miałam
          logicznych argumentów przeciw, bo jak równość, to równość :)).Minęło kilka
          lat,mój brat właśnie osiągnął wiek, w którym ja "wylatywałam z gniazda".
          Oczywiścia deklaruje, że będzie mieszkał z Mamą do 40-tki, bo "głupi nie jest,
          żeby sobie takie wygodne życie psuć". Rzecz jasna nie potrafi sam zmontować
          sobie nawet kanapki, o sprzątaniu domu mowy nie ma. Za każdym razem, kiedy do
          nich wpadam cholera mnie bierze.Rośnie nam kaleka. Kilka razy proponowałam
          Mamie, żeby na każdy wrzask "che mi się jeść" nie podrywała się i nie leciała
          do lodówki. Nic z tego - matczyne serce jest większe, a ja "mam się nie
          wtrącać". Próbowałam robić doświadczenia na własnym gruncie i gdy
          brata "podrzucali" na noc przy jakiś wyjazdowych okazjach - nie dawałam mu
          jeść, tylko mówiłam "Masz dwie ręce, a tam jest lodówka", po czym traciłam
          wszystko co się dawało zjeść w domu i miałam obrzydliwy obrazek faceta, który
          np. jadł bułki i wędlinę osobno, bez tależa, nad zlewem (żeby nie
          śmiecić).Dlaczego? Bo mu się nie chciało przekroić pieczywa i posmaraować
          masłem, o sięgnięciu po naczynie nie mówiąc. Nie ja jednak będę jego żoną, więc
          macham teraz na to ręką.
          • Gość: Malini ROZWÓD czy wojna o brudne skarpetki? IP: *.brpo.gov.pl 07.03.02, 10:32
            Wiem, jestem gaduła, ale jeszcze jedna hostoria:
            wiadomo - najwięcej musi zrobić w domu ta osoba, która wcześniej wraca z pracy
            (trzeba zrobić zakupy zanim zamkną sklepy, pozmywać naczynia gnijące w zlewie,
            poukładać rzeczy rozwalone w porannej panice "czy zdążę na
            autobus?").Mój "PARTNERSKI MĄŻ" wpadł więc na genialny pomysł - codziennie
            wracał z pracy najwcześniej o godz.20.00 wciskająć mi kit, że tak długo trwa
            jego praca.Nie będę opisywać kolejnych "sprytnych" wybiegów, bo można by
            książkę napisać, w każdym razie nie pomogły żadne poważne rozmowy, umowy
            spisywane niemal notarialne.Nasze małżeństwo stało się polem walki o to, czy
            uda mu się wymigać od pracy domowej, ja miałam wrażenie, że rozmawiam z
            krnąbrnym dzieckiem, a nie z dorosłym facetem.
            Większość kobiet - co widzę też po wypowiedziach typu "ON PRZYCHODZI DO DOMU
            ODPOCZĄĆ -KIEDY JA ODPOCZNĘ?" żyłoby penie nadal klnąć i myjąc gary.Ja zdałam
            sobie w porę sprawę, że nasz związek to jeden z miliona przypadków oszustwa.
            Oszustwa polegającego na tym, że mężczyzna nie bierze sobie za żonę ukochanej
            osoby, z którą chce dzielić życie, ale darmową sprzątaczkę, praczkę,
            pielęgniarkę, terapełtkę i kucharkę w jednej postaci, jednym słowem osobę,
            która ułatwi mu funkcjonowanie(och - powinnam dodać jeszcze kochankę i czasem
            worek treningowy). Zaznaczę, że słowo "darmową" nie użyłam tu bez podstaw. Ile
            kobiet zarabia na siebie i dom i jednocześnie pełni funkcję "usługową"?
            ROZEJŻYJMY SIĘ! POPARZCIE JAK ZNISZCZONE SĄ DLONIE WASZYCH MAM!
            Ja wzięłam rozwód i po baczniejszym przyglądaniu się swoim apsztyfikantom
            wybrałam nie tego najprzystojniejszego, ale tego, co wita mnie obiadem i
            świeżymi kwiatami w wazonie a nie pustym mieszkaniem i swoimi brudnymi
            skarpetami na dywanie.
            • Gość: Jo Sprytne pomysły, by nie sprzątać IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.02, 11:43
              Opowiem wam historię z własnego podwórka.
              W pewien piątek wyprawialiśmy imieniny mojego ówcześnie aktualnego (pierwszego,
              z którym nieco przemieszkiwałam). Gości zaprosiliśmy znacznie już wcześniej,
              toteż kiedy mój chłop przyszedł z hiobową wieścią, ze w sobotę musi się stawić
              w pracy, nie dało już się zabawy odwołać. Ja na szczęście miałam wolne. Piliśmy
              niewiele, następnego dnia zatem mój A. poszedł do pracy, a ja odespawszy
              trochę, zaczęłam pomalutku sprzątać po 14 osobach. Nie spieszyłam się, bo
              wiedziałam, że kiedy mój pan wróci, zabierzemy się za to porządnie razem. I
              wtedy około 14-tej on zadzwonił, że szef dowiedział się o jego imieninach i
              wprosił się na kawę, zaraz po pracy, więc "ogarnij troszeczkę, kochanie". Omal
              mnie szlag nie trafił. Gichnęłam wszystkie naczynia do wanny (gdzie kto wtedy
              miał zmywarkę?!) i dalejże myc i czyścić... Kiedy mój pan z szefem i żoną szefa
              stanęli w progu, mieszkanie i naczynia lśniły, a ja ledwie żyłam (musiałam
              jeszcze polecieć do sklepu, bo przyszło mi do głowy, że on o tym nie pomyśli),
              kanapki były gotowe, ciacha, kawa i drinki. I wszystko byłoby w jak najlepszym
              porządku, gdyby żona szefa nie wygadała w słodkiej nieświadomości, ze jak to
              nie oni się wprosili, tylko mój A. ich zaprosił i bardzo nalegał, aby
              zaproszenie przyjęli. Po wyjściu gości sam mi się bohater przyznał, ze to był
              jego pomysł... na uniknięcie sprzątania!!!!!!!!!
              Nie był to powód, dla którego od niego (później) odeszłam. Ale przyznacie
              chyba, ze pomysłowość męska nie zna granic...
    • Gość: Mia Kobieta nie służba IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 09.03.02, 19:51
      Skarpetki to sprawa wychowania. Mój chłopiec zbiera je po sobie, myje po nas
      naczynia, gotuje, wynosi śmieci i nawet okiem nie mrugnie. Sprząta też kotu. A
      to wszystko w moim a nie swoim domu. Jestem szczęsliwa jak to widzę, ale nic
      nie mówię bo tak właśnie powinno być. Chłopiec mieszka sam z mamą, która
      wychowała go tak by dbał sam o siebie i o innych. Mojemu poprzedniemu (a ma już
      28 lat) mama gotuje, pierze i martwi się czy nauczył się do egzaminu. Ja mu
      nigdy nie usługiwałam, więc był syf. Był fajny, ale teraz to zupełnie inna
      jakość życia.
      Wiem, że nigdy nie będzie potrzeby kłócić się o zadania domowe a wbrew temu, co
      wydaje się większości panów nie są to drobiazgi, którymi nie warto sobie
      zaprzątać głowy ani nic innego tylko problem bycia albo nie służbą. Żaden
      facet, który uważa za oczywiste to, że mam mu gotować nie ma u mnie żadnych
      szans. U wielu moich koleżanek także.
    • Gość: tina@mow Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.proxy.aol.com 14.03.02, 22:42
      I guess you will never be a happy girl.
    • paniena Re: wojna o brudne skarpetki 15.03.02, 10:56
      jedna osoba gotuje, druga zmywa
      kot jest moj -wiec ja sprzatam, chociaz On go czasem karmi i glaska

      On skarpetki wklada do kosza. Poprosilam (raz !) zeby wrzucal je zlaczone.
      Zapytal dlaczego, wytlumaczylam ze trudniej sie gubia i wszystkie skarpetki
      laduja w koszu.

      Ja laduje pralek, ale on prasuje.
      Jest tez specjalista od wiercenia w scianach, bo ja zawsze mam problemy z
      dobraniem wiertla; inne prace remontowe robimy razem.Samochod tez sprzatamy
      razem.
      Denerwuje mnie troche (ale moze jestem przewrazliwiona ?) gdy On rano pyta, w
      co ma sie ubrac ...

      Jakos w ogole sie nie klocimy... czy to normalne ???
      gdy jedno z nas odzywa sie jakos "warczaco" , to drugie albo mowi, ze nie
      wytrzyma tego dluzej albo wysmiewa "warczenie" i nie ma sprawy...

      ***

      Poprzedni On (25 lat) byl wzorcowym przykladem maminsynka - w pokoju sprzatala
      Mama (albo Siotra), po obiedzie bral drzemke (mial sie uczyc, ale jakos sen go
      morzyl ...), u mnie nie umyl nawet kubka, bo przeciez nie byl u siebie ...
      Namawial mnie na dziecko, bo ... : "to tak fajnie wyglada, gdy idzie sie z
      wozkiem i dzidzius jest ladnie ubrany ...."
      Gdy odeszlam po 2 latach od bylej potencjalnej tesciowej uslyszalam, ze duzo
      zdrowia stracili zeby pocieszyc Syneczka, po tym, co mu zrobilam ...
      • Gość: Marta Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.abo.wanadoo.fr 24.03.02, 20:27
        A moj ukochany wlasnie zmywa w kuchni naczynia :)
        Nie wiem, ale chyba mi sie poszczescilo, bo moj maz jak tylko ma wolna chwile
        to mi zawsze pomaga w zmywaniu. I to po szesciu latach malzenstwa! Do innej
        pracy nie mam serca go ''zmuszac'' :) bo on pracuje przy komputerze od rana do
        wieczora.
        Fakt, ze to ja zajmuje sie domem i dziecmi, ale jak on tylko wyczuje, ze jestem
        zmeczona, to mi zawsze ofiaruje w tym czy owym swoja pomoc.
        No po prostu skarb :))
    • Gość: doku Ten, kto lubi porządek IP: *.mofnet.gov.pl 25.03.02, 16:18
      wysokie.obcasy napisał(a):

      > A u was
      > kto sprząta?

      Ten komu przeszkadza bałagan lub brud. Ja osobiście lubię porządkować książki i
      czynić przestronnymi miejsca (półki, szuflady) zatłoczone, aby było łatwo i
      wygodnie sięgać np. po ubrania. Sprzątam więc i wyrzucam nieużywane rzeczy. Lubię
      też hałasować na podwórku, więc trzepię dywany.

      Żona lubi czystość i porządek widziany jako wartość estetyczną, więc zajmuje się
      praniem, odkurzaniem i powierzchownym porządkowaniem widocznych miejsc. Poza tym
      jako że więcej przebywa w domu, bardziej dokuczają jej różne dysfunkcje - ona
      więc zajmuje się drobnymi naprawami i majsterkowaniem.

      Nie kłócimy się w domu o podział obowiązków. Myślę, że recepta jest następująca:
      jeżeli czujesz się pokrzywdzona(y) to nigdy nie rób tego, co jest potrzebne
      mężowi (żonie) - czekaj aż sam(a) to zrobi, bo tobie mniej zależy. A z czasem
      przekonasz się, jak przyjemnie jest czasem okazać wielkoduszność i jak przyjemnie
      jest poczuć jego (jej) wdzięczność.
      • schab Re: Ten, kto lubi porządek 02.05.02, 13:28
        Ja zakładam te same jego skarpetki idąc z nim do łóżka.
    • bebe1 Re: wojna o brudne skarpetki 08.05.02, 11:31
      generalnie najwazniejsze zeby kazdy robil to co lubi, a jak juz oboje czego nie
      lubimy to sie w miare sprawiedliwie wymieniac
      ja lubie zmywac i prac (w sensie wkladac i wyjmowac z pralki), myc lazienke,
      podlewac kwiaty
      za to Stary lubi gotowac i uwazam ze to jest najlepsze, ja robie tylko
      sniadania w soboty i niedziele, reszte posilkow mam z glowy - i dobrze bo mam w
      kuchni dwie lewe rece i nie musze sie przymuszac do nauki czegos czego nie lubie
      najgorzej z odkurzaniem - najczesciej sie wymieniamy
      podlogi nidgy nie myje, bo podobno robie to niedokladnie -wiec mam z glowy
      do okien musze go zmuszac - nie udaje sie czesciej niz raz do roku, wiec nic
      przez nie nie widac, ale ja nie jestem taka zeby mi to przeszkadzalo
      generalnie - za to gotowanie dla mnie moglabym robic jeszcze wiecej, to jego
      najwiekszy atut
    • Gość: Molly Re: wojna o brudne skarpetki IP: *.pila.sdi.tpnet.pl 17.05.02, 12:27
      Wspaniały pomysł!!!
      Chyba go wykorzystam w domu!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka