Dodaj do ulubionych

sztuki walki a kobiety

17.09.06, 10:52
Cześć dziewczyny,
otwieramy nową sekcję sztuk walki na Kabatach i chciałabym żebyście również
WY, babeczki pochodziły na takie zajęcia bo ja z własnego doświadczenia wiem
jakie to ważne a sztuki walki trenuję już 12 lat. Wiem, że krótkie kursy nie
są tak skuteczne jak rok czy dwa regularnych ćwiczeń (można dłużej hihi:))bo
trzeba wyrobić swoistą "pewność siebie" i reakcje zachowań w różnych
sytuacjach. Jeśli nie wygląda się na potencjalną "ofiarę" trudniej o atak
"bandziora". Ale do rzeczy...Chciałbym Was spytać co chciałybyście szczególnie
wyćwiczyć? Na co zwrócić uwagę układając zajęcia aby były idealne pod kątem
kobiet? Czego oczekujecie od takiego treningu bo chciałbym aby naprawdę
poczucie bezpieczeństwa kobiet się zwiększyło. Trening będzie łączył w sobie
nie tylko elementy najskuteczniejszych sztuk walki ale również technik
psychologicznych radzenia sobie z przemocą aby każda z nas wiedziała, że w
razie niebezpieczeństwa wie co zrobić...takie poczucie daję ogromny komfort
psychiczny...wiem z doświadczenia bo im się wygląda na sprawniejszą i
pewniejszą siebie tym trudniej o atak. Czekam na Wasze propozycje i
oczekiwania:))) Z góry za nie dziękuję!

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • izabellaz1 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 10:56
      Zapomniałam powiedzieć, że treningi prowadzę wraz z mężem więc nie ma obawy, że
      będą "sami faceci";P
    • mariusz09 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 16:48
      nie chcę wyjść na szowinistę ale uważam że sztuki walki nie są dla każdego. Bez
      urazy drogie Panie ale taka jest prawda. Przeciętna kobieta jest niższa,
      szczuplejsza i sporo słabsza od przeciętnego faceta, do tego mniej agresywna (a
      już na pewno od bandziora) Jedyne czego uczą takie kursy to pewności siebie
      która często prowadzi do zguby. Bo czego można się nauczyć po 300 czy 500
      godzinach treningu? Zupełnie niczego!!! Takiemu adeptowi wydaje się że wszystkie
      rozumy pozjadał, że jest w stanie każdemu się postawić. A to guzik prawda.
      Jeżeli trafi się na bandziora i zamiast ratować się ucieczką i wołaniem o pomoc
      postawimy się, to może się to źle skończyć.
      Piszę to z własnego doświadczenia i doświadczeń kolegów i koleżanek. Swego czasu
      trenowałem karate, była tam około 30 letnia instruktorka (kobieta) z 2 danem (2
      czarny pas) Do tego trenowała jiu-jitsu i kick-boxing. Karate trenowała 10 lat,
      kick-boxing i jiu-jitsu odpowiednio 5 i 3 lata. Na treningach robiła naprawdę
      niesamowite wrażenie, szybkość, siła, precyzja, niezwykłe umiejętności
      techniczne!!! Chyba każdy jej tam zazdrościł. Ale jak się później okazało wcale
      nie było czego. Kilka miesięcy później cała grupa pojechała na zgrupowanie.
      Wieczorem Pani X wraz z 2 uczniami (zdaje się że niebieskie pasy) wybrała się na
      spacer wokół parku. I tam ze starej czarnej BMW wysiadło 2 dresów. Oczywiście
      chcieli ich okraść. Pani X powiedziała że niczego im nie dadzą, wtedy dostała w
      twarz, a dwóch uczniów musiało stanąć w jej obronie, gdyż Pani X spanikowała,
      rozpłakała się i ani jej w głowie było przywalić 2 dresom. Jak później sama
      przyznała była sparaliżowana strachem, nigdy wcześniej nie brała udziału w bójce
      i nie wiedziała co się dzieje. Oczywiście jej autorytet podupadł (ale to na inną
      historię)

      Jaki z tego morał? Mianowicie taki, że niska, szczupła kobieta (lekko ponad
      160cm i jakieś 55 kg wagi) nie jest w stanie przeciwstawić się bandziorowi który
      ma 190cm i waży 100kg, pomimo tego że trenuje od 10 lat. Nie wmawiajcie więc
      kobietą, że po jakimś tam kursie obroni się przed napastnikiem. Tyczy się to
      również słabych mężczyzn. Walka może być wyrównana tylko wtedy kiedy staje równy
      z równym, a nie słaba kobieta kontra zdesperowany dres.
      • kaktusik0 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 18:33
        masz trochę racji, ale to też chodzi o sport. Co z tego że np. wspinając się od
        4 lat jestem gorsza od niektórych facetów którzy wspinają się od 3 miesięcy? Co
        z tego że mam mniej siły i oprócz wspinaczki jest cała masa sportów w których
        wiem że nie dorównam większości mężczyzn trenując w miarę regularnie, ale nie
        wyczynowo? Sporty walki pomagają (moim laickim zdaniem) rozładować się trochę. W
        to lato zaczęłam biegać, w przyszłym roku chcę się nauczyć salsy i kite-ów
        spróbować, a potem? Zastanawiam się właśnie nad jakimś boksem, karate czy czymś
        takim - czymś co da się w zimie uprawiać nie odmrażając sobie wszystkiego. I
        mówiąc szczerze nie interesuje mnie to że byle drech powali mnie jednym ciosem.
        Moim celem nie jest to żeby mu dorównać.
        • mariusz09 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 19:03
          jasne, masz rację, jako sport jak najbardziej polecam, sam zresztą trenuję więc
          trochę się orientuję w temacie.

          śmieszą mnie jednak teksty odnoście kursów samoobrony, po których to kobieta
          będzie czuła się bezpiecznie. Ulica to nie sala treningowa, tutaj rządzą twarde
          reguły, nie ma powtórek, nie ma zwolnionego tępa. Zdarza się że napastnik
          wyciągnie nóż, albo metalową rurę. Są sytuacje nie do przewidzenia i jeżeli ktoś
          uważa że po kursie czuje się bezpiecznie to jest w wielkim błędzie. Tyczy się to
          zwłaszcza kobiet, jako że są fizycznie słabsze i delikatniejsze (z reguły), a
          napastnikami są najczęściej osiedlowe "rozbijmordy"
          Tak więc moim zdaniem takie kursy bardziej szkodzą niż pomagają, bo wmawiają
          kobietą że jest silna (w sensie fizycznym), co jest oczywiście bzdurą. Jeżeli
          taka kobieta w to uwierzy i się przeciwstawi to z oprychem nie ma szans i w
          najlepszym razie wyjdzie z tego poturbowana. Najlepszym wyjście jest
          najzwyczajniej w świecie unikanie ciemnych i pustych miejsc gdzie nie można
          liczyć na niczyją pomoc.
          • kaktusik0 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 19:17
            Sądzę że trzeba mieć wyobraźnię i dystans do tego co się umie i ile ma się siły
            w porównaniu z przeciętnym facetem. Ja jestem sprowadzana na ziemię dość
            regularnie. Dlatego mimo że jak na kobietę jestem wysoka i dość silna to jak
            widzę jakiegoś groźnie wygladającego typka to przechodzę na drugą stronę ulicy,
            albo przynajmniej staram się nie zwracać na siebie uwagi.
            A tak na marginesie, przypominam sobie wywiad z Agatą Wróbel jak mówiła że jakiś
            facet próbował jej wyrwać torebkę,a ona podniosła go i rzuciła o ziemię :)))
            • mariusz09 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 19:44
              > Sądzę że trzeba mieć wyobraźnię i dystans do tego co się umie i ile ma się siły
              > w porównaniu z przeciętnym facetem.

              To nie jest takie proste. Podczas napadu są ogromne emocje, zaskoczenie, strach.
              Nie ma czasu na zastanawianie się dam mu rade czy nie. Najlepszą metodą jest tak
              jak piszesz, po prostu unikanie konfrontacji. Najlepiej przejść na drugą stronę
              i nie zwracać na siebie uwagi.
              Sam zresztą też kilka razy przeceniłem swoje możliwości. Raz nawet trzech dresów
              mi wtłukło :D, ale nic nie zabrali, bo jak zobaczyli że ja nadal chce im tłuc
              mordy (pomimo tego że wcześniej mnie przewrócili i skopali) to się chyba
              przestraszyli takiego desperata i sobie podarowali.

              > A tak na marginesie, przypominam sobie wywiad z Agatą Wróbel jak mówiła że
              > jakiś facet próbował jej wyrwać torebkę,a ona podniosła go i
              > rzuciła o ziemię :)))

              no tak, tylko nie każdy jest Agatą Wróbel :D
              • kaktusik0 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 20:13
                > To nie jest takie proste. Podczas napadu są ogromne emocje, zaskoczenie, strach
                > .
                > Nie ma czasu na zastanawianie się dam mu rade czy nie.

                faceci (moim zdaniem) tym się różnią od kobiet że biorą pod uwagę że to
                napastnik moze wyjść ze starcia gorzej niż oni. Kobiety natomiast chcą wyjść z
                tego niezgwałcone i możliwie mało pobite. Dlatego sztuki walki są chyba dla
                większości kobiet (a na pewno dla mnie) czymś co może mi pomóc w ostateczności,
                jeśli nie da się uniknąć napaści, i nie da się uciec. I to pomóc w oswobodzeniu
                się i ucieczce a nie w spraniu drecha żeby popamiętał.

                >Raz nawet trzech dresów
                > mi wtłukło :D, ale nic nie zabrali, bo jak zobaczyli że ja nadal chce im tłuc
                > mordy (pomimo tego że wcześniej mnie przewrócili i skopali) to się chyba
                > przestraszyli takiego desperata i sobie podarowali.
                Tu akurat ich rozumiem. Po co się mają z Tobą napocić, jak można za następnym
                rogiem okraść takiego który nie będzie się stawiał.

                > no tak, tylko nie każdy jest Agatą Wróbel :D
                Jakoś nie żałuję że nią nie jestem ;)
                • mariusz09 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 22:12
                  > Dlatego sztuki walki są chyba dla
                  > większości kobiet (a na pewno dla mnie) czymś co może mi pomóc w ostateczności,
                  > jeśli nie da się uniknąć napaści, i nie da się uciec. I to pomóc w oswobodzeniu
                  > się i ucieczce a nie w spraniu drecha żeby popamiętał.

                  Może jako ostateczność, ale to nie zmienia faktu że powodzenie takiego ataku
                  (czy obrony) przyniesie jakies pozytywne skutki. Moim zdaniem w ten sposób
                  jeszcze bardziej można wkurzyć napastnika, choć jezeli nie ma wyjścia to trzeba
                  robić wszystko aby się obronić. Moim zdaniem lepszym wyjściem byłby paralizator,
                  straszak albo gaz.

                  > Tu akurat ich rozumiem. Po co się mają z Tobą napocić, jak można za następnym
                  > rogiem okraść takiego który nie będzie się stawiał.

                  raczej nie chodziło o napocenie się. dobrze wiedzieli że bym im nie odpuścił i
                  aby mnie okraśc musieli by mnie chyba zabić, jak to się mówi miałem "smierć w
                  oczach" he he, może więc doszli do wniosku ze nie warto zabijac dla komórki i
                  100zł? Kto tam dresa zrozumie :)

                  > > no tak, tylko nie każdy jest Agatą Wróbel :D
                  > Jakoś nie żałuję że nią nie jestem ;)

                  Ja tez nie :))
          • aiczka Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 11:12
            Słyszałam, że na ulicy ważniejsza od technicznych umiejętności jest
            determinacja. Wygrywa ten, kto nie zawacha się walnąć kamieniem, wbić palca w
            oko, nie bacząc na konsekwencje. Trafiło to do mojego przekonania.

            Słyszałam też (i obserwowałam pośród znajomych), że osoby wyglądające na słabe,
            niepewne, zagubione częściej padają ofiarą rozbojów etc. Oczywiście spotkać
            można bandziorów różnej "klasy" i "wagi", nie wszyscy potrzebują przewagi
            psychologicznej (jak typowe w moim mieście grupki wyrostków) i nie przed
            wszystkimi ochroni nas pewność siebie, ale przed dużą liczbą owszem (np.
            wymienionymi wyrostkami).
            Przy czym pewność siebie nie oznacza spacerów po ciemnym parku i rzucania się do
            bicia, ale postawę, sposób chodzenia, spojrzenie, mówienie "nie", zapowiadanie
            krzyczenia, wzywania kierowcy pojazdu (w komunikacji), policji, krzyczenie etc.

            Po kursie, który nazywałby się "kursem samoobrony" spodziewałabym się nauki i
            wyćwiczenia kilku konkretnych ruchów (typu łokieć w brzuch, pięta w stopę),
            treningu z krzyku oraz psychologicznych warsztatów pomagających w pozbyciu się
            skrupułów jeśli chodzi o możliwość zrobienia krzywdy napastnikowi, budowania
            poczucia, że nie jest się bezradnym. Zresztą z tego co słyszałam, często tak
            wyglądają.

            A jeśli chodzi o treningi innego rodzaju - po prostu sztuk walki, to uważam, że
            korzystne jest ćwiczenie z meżczyznami. Owszem, może to być krępujące, ale
            dobrze jest np. uzyskać świadomość, że nie umiemy wyrwać się z trzymania
            facetowi dwa razy od nas cięższemu, ale możemy dłuuuugo rzucać się tak, że musi
            koncentrować całą swoją uwagę na trzymaniu nas.
            • aiczka Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 11:22
              Aha, ale szczerze mówiąc ja bym wolała wydawać pieniądze na naukę jakiejś
              odpowiadającej mi dyscypliny (np. dżudo) niż na "samoobronę".
      • piekielnica1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 11:19
        Moja znajoma chodząca o kuli, 150 cm wzrostu i 45 kg waki skopała i obiła laską
        dwu osiłków, tak że uciekali biegiem.
        A przecież niczego to nie dowodzi.
    • seth.destructor Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 16:54
      Ja mysle, ze powinnas ten trening przygotowac pod katem takich grubawych i
      nieruchawych kobiet, bo to one maja najgorsze szanse w zetknieciu sie z
      napastnikiem. Mlode i sprawne zawsze uciekna, albo kopna w jaja.
      • izabellaz1 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 20:07
        No trochę się zgadzam i trochę nie. Przecieżtny mężczyzna też się nie da rady
        obronić przed dwoma dresami po 100kg. Ja za to mam kumpla, który ma 155cm
        wzrostu i waży odpowiednio mało a kładzie po treningach bjj ponad 100kg gości.
        Nie twierdzę, że każdy ma zadatki na fightera - bez urazy - nawet facet. A
        trenuje się również po to żeby właśnie na ofiarę nie wyglądać i nie prowokować
        swoim "brawurowym" zachowaniem napastników. Nie oferuję samoobrony trwającej
        300h tylko regularne treningi.


        Teraz wypowie się mój mąż:

        Co za pie..nie że tak powiem. Są dwa rodzaje ludzi, tacy którym w chwili
        napaści siada psychika i nawet drgąć nei mogą oraz tacy którzy dostąją
        "nadludzkich" sił i moga w pojedynkę rozgromić 10 palantów. To że ta Pani tak
        zareagowała to znaczy tylko tyle, że ona miałą taką a nie inną psycjike. Znalazł
        bym ci 100 wielkich faetów, po 100 kilo którzy mogli by zareagować identycznie
        bo to nie zależy od płci ( no prawie ).
        Moja teściowa dała popalić dwóm dresom bo chcieli jej torebkę wyrwać. Wpadła w
        taki szał że w domu dopiero zauważyła że zgubiła okulary.

        Żeby zmienić psychikę trzeba bardzo dużo czasu, i nie zawsze się da.

        • izabellaz1 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 20:16
          I jeszcze jedno, nikt tu nie mówi o kursie samoobrony pod tytułem "pobiję 10
          dresów". Podstawą jest własnie nauka unikania zagrożeń, trening psychologiczny,
          technika w takiej sytuaci jest ważna na końcu.

          Przykład tej instruktorki jest dobry, widziałem to często równierz w przypadku
          facetów. Nswet najlepsi płaca "frycowe". Nie raz słyszałem o świetnych
          zawodnikach, którzy za pierwszym razem na ulicy dostawali łomot. Ale za drugim
          razem zazwyczaj było już odwrotnie.

          A na noże czy broń jak piszesz, heh, nikt nikogo nie uczy walki przeciw takim
          napastnikom. U mnie przynajmniej bo to bzdura i wypuszczanie człowieka na wojne
          bez broni. Jest to szkodliwe, bo faktycznie ktoś się poczuje bezpieczny, groźny
          a potem będzie się siłą próbował bronić przed kimś uzbrojonym i będzie tragedia.

          Tu nie o to chodzi...
          • mariusz09 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 22:05
            > Teraz wypowie się mój mąż:
            >
            > Co za pie..nie że tak powiem. Są dwa rodzaje ludzi, tacy którym w chwili
            > napaści siada psychika i nawet drgąć nei mogą oraz tacy którzy dostąją
            > "nadludzkich" sił i moga w pojedynkę rozgromić 10 palantów.

            To nie jest pie..nie tylko czysta prawda. Zgodzić się moge jedynie co do
            unikania zagrożeń, nie prowokowania napastników itd..., ale jezeli Pan uważa że
            jest Pan w stanie tak wyszkolic przeciętna kobiete (załóżmy 160 kilka cm wzrostu
            i 50-60kg wagi) aby poradziła sobie z przeciętnym facetem, napastnikiem (180
            kilka cm, 80-100kg wagi), wprawionym w napadach i pobiciach to rzeczywiście
            powinien Pan dostać medal. Nigdy nie widziałem jak zachowuje się napadnięta
            kobieta, ale choćby z obserwacji na treningach śmiało moge powiedzieć że kobieta
            która trenuje powiedzmy 5-6 lat jest słabsza od faceta który niedawno przyszedł
            i "niczego" nie potrafi. Tak więc nie ma sensu wmawianie komuś że będzie
            potrafił się bronić, bo ta obrona może sprowadzac się jedynie do jednego
            uderzenia i ucieczki.

            > A na noże czy broń jak piszesz, heh, nikt nikogo nie uczy walki przeciw takim
            > napastnikom. U mnie przynajmniej bo to bzdura i wypuszczanie człowieka na wojne
            > bez broni. Jest to szkodliwe, bo faktycznie ktoś się poczuje bezpieczny, groźny
            > a potem będzie się siłą próbował bronić przed kimś uzbrojonym i będzie tragedia

            to niewiele Pan widział. Znam przypadek, ze facet podczas bójki wyciąga nóż z
            15cm ostrzem i zaczyna nim wojować! Niektórzy sa naprawdę popieprzeni i z tym
            również trzeba się liczyć.


            Na koniec mam jedno pytanie. Jak Pana zdaniem powinna wyglądac taka obrona
            kobiety przed napastnikiem. Załóżmy że na kobietę drobnej postury napada facet o
            wadze 90kg i wzroście 185cm. Co ta kobieta ma zrobić. Uderzyć go i uciekać?
            Uciekac od razu, wdac się w bójkę? Jak te uderzenia kobiety mają wyglądać? W
            krocze i modle się żeby trafić oraz nie wkurzyć jeszcze bardziej napastnika?
            Pytam powaznie, ja jestem facetem i dałbym w morde, ale ciężko jest mi sobie
            wyobrazić sytuację aby kobieta okładała pięściami takiego dryblasa.
            • izabellaz1 Re: sztuki walki a kobiety 17.09.06, 22:40
              Rozumiem, że według Pana każda napadnięta w jakikolwiek sposób kobieta powinna
              za przeproszeniem natychmiat położyć się na ziemi i rozłożyć nogi???


              Gratuluję...

              ps. Prosze czytać ze zrozumieniem jeśli chce Pan odpisywać...
              • mariusz09 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 08:23
                > Rozumiem, że według Pana każda napadnięta w jakikolwiek sposób kobieta powinna
                > za przeproszeniem natychmiat położyć się na ziemi i rozłożyć nogi???

                oczywiście że nie, ale o wiele większe szanse na obrone będzie miała kobieta
                która użyje gazu, paralizatora albo straszaka, niż taka panienka która trenuje
                nawet 5 lat jakieś tam sztuki walki. A wmawianie komuś ze nauczy się bronić
                przed napastnikiem dla mnie jest czystą głupotą, ale oczywiście rozumiem to,
                przecież jak zwykle chodzi o kasę.

                Jeszcze raz powtórzę prośbę. Prosze napisac jak ma wyglądac taka 'wzorowa'
                obrona kobiety (przypadek opisane post wyżej) Naprawdę jestem ciekawy.
                • izabellaz1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 09:10
                  Jeszce raz mówię, czytaj ze zrozumieniem.

                  Gdzie ja napisałem że naucze każdą kobietę obronic sie w każdej sytuacji??? No
                  gdzie????

                  Nie masz zielonego pojecia o psych przemocy bo nie chodzi o to zeby uczyc kogos
                  pewnoscie siebie polegajacej na wbiciu sie w bande zbirow i powiedzenie im zeby
                  zeszli z drogi, chodzi o sposob poruszania sie, postawe ciala i dopiero pewien
                  zakres zachowan.

                  Twoje pytanie o to jak ma sie obronić kobieta przed facetem 190/100 czyli takim
                  jak ja pokazuje ze nie masz pojęcia o tym o czym mówisz. Dodatkowo mówiąc o
                  paralizatorach i gazach podkreślasz to. Bronią też trzeba się nauczyć
                  posługiwać, i do użycia broni też trzeba mieć przygotowaną psychikę.

                  Mówiłem ci, wielu facetów wielkich nei może się obronić bo wymiękają, to nie ma
                  nic wspólnego z płcią. Samoobrona nie uczy walki za wszelką cene, tu nie o to
                  chodzi!!! Zrozum to. Samoobrona uczy nas przetrwania, za wszelką cenę, to znacyz
                  że jak idzie 5 gości, to lepiej im dać 20 zeta, i mieć spokój niż kozaczyć i
                  wylądować na cmentarzu.

                  I najważniejsze, mówiłem już, prowadzę sekcję Karate i samoobrony, nie są to
                  kursy 20 h tylko normalne treningi.
                  Na treningu według mnei najważniejsza jest rekreacja i przyjemność z tegoż
                  treningu. Mimo szumu w gazetach bardzo żadko się zdarza żeby normalny człowiek,
                  nei szukający guza został napadnięty.
                  Może sie zdziwidsz, ale agresja skierowana na kobiety zwykle wygląda inaczej niż
                  na facetów. Żadko napada je przysłowiowy dres bijąc od razu w twarz.

                  Dużo częściej są ofiarami gwałtów, szykanowań, przez np szowinistów takich jak
                  ty, wyrwania torebki, niż normalny rozbój.
                  Gwałcicielami najczęściej nei są wielcy faceci tylko kurduple z problemami
                  psychicznymi. Często słabi, bezsilni, którzy agresją na kobiety podbudowywują
                  swoje EGO.

                  A z takimi nawet przeciętna kobieta może sobie spokojnie poradzić, jesli się eni
                  przestraszy i będzie wiedziała co robić.

                  Z mojej strony koniec dyskusji z tobą bo o niczym pojęcia nie masz, jesteś
                  typowym internetowym krzykaczem. Podejrzewam że tobie treningi karate ( pewnie
                  sportowego ) nic nei dały, dostałes łomot na ulicy i uważasz ze jak ty sobie nie
                  poradziłęś to już kobiety napewno sobie nei poradzą...

                • piekielnica1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 11:25
                  mariusz09 napisał:
                  > Jeszcze raz powtórzę prośbę. Prosze napisac jak ma wyglądac taka 'wzorowa'
                  > obrona kobiety (przypadek opisane post wyżej) Naprawdę jestem ciekawy.

                  Sam fakt, że kobieta gotowa jest się bronić w jakikolwiek sposób jest już
                  sukcesem.
                  Ty sugerujesz, że ponieważ kobiety są słabsze to muszą poddawać się
                  bezwarunkowo wszelkim aktom agresji?
                  • grogreg Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 11:31
                    Widzisz.
                    Na 99% gwalcacym jest tchorz i slabeusz. Gdy kobieta nie daje sie powalic,
                    odpusci, gdy powalona kobieta bedzie kopac grysc drapac, odpusci.
                    Ale moze trafic na ten tego jednego ktory, nie odpusci i dopnie swego po trupie
                    ofiary.

                    Prawda jest tak, ze nalezy walczym z sama mozliwoscia napadu. Czyli nie
                    prowokowac.
                    • piekielnica1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 12:04
                      > Prawda jest tak, ze nalezy walczym z sama mozliwoscia napadu. Czyli nie
                      > prowokowac.


                      Co rozumiesz pod pojęciem prowokować?
                      • grogreg Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 12:11
                        Szwedac sie samotnie po ciemny oklicach itp.

                        Chodzi o zwyczajne podstawowe srodki bezpieczenstwa.

                        Lepiej nie dawac okazji niz dac sie zabic.
                        • piekielnica1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 12:19
                          Szwedac sie samotnie po ciemny oklicach itp.

                          w grudniu o godz. 15.30 już jest ciemna noc. A te pracujące do 18.oo, 19.oo to
                          co mają robić?, a te kobiety mieszkające w odludnych miejscach?,
                          Muszą nauczyć się bronić, każdym sposobem.
                          Niekoniecznie muszą mieć przewagę fizyczną.
                          • grogreg Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 12:39
                            Przedewszystkim nie zaniedbac podstawowych srodkow bezpieczenstwa.
                            Moga wychodzic po nich mezowie, moga chodzic grupami........
                            Walka bezposrednia to ostateczna ostatecznos. Nie ma co liczyc ze znajomosc
                            sztuk walki daje gwarancje czegokolwiek.

                            Dlugo bedziesz walczyc ze zlamanym nosem, gdy krew i sluz bedzie ci splywac do
                            gardla, a bol sie oslepi. Wsadzisz czlowiekowi palec co oka, zlamisz mu
                            nadgarstek? Nie zawachasz sie?
                    • piekielnica1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 12:04
                      > Prawda jest tak, ze nalezy walczym z sama mozliwoscia napadu. Czyli nie
                      > prowokowac.


                      Co rozumiesz pod pojęciem prowokować?
                      • grogreg Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 12:26
                        Jak to co?
                        To ze, same sie prosicie o gwalt.

                        Ty jestes albo wojujaca feministka, albo glupia. Co zreszta na jedno wychodzi.

                        Oczywiscie ze mam na mysli niezawinione sprzyjanie okolicznosciom.
                        Oczywiscie ze nawet pol naga kobieta wedrujaca po Grochowie o pierwszej w nocy
                        w zaden sposob nie zasluguje na gwalt.
                        Oczywiscie ze swiat jestn pelen zlych ludzi i trzaba ich unikac.

                        • piekielnica1 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 20:41
                          grogreg napisał:

                          > Ty jestes albo wojujaca feministka, albo glupia. Co zreszta na jedno wychodzi.

                          Rzekł dobrze wychowany, kulturalny mężczyzna.
    • grogreg Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 08:54
      Kto byl Twoim Sensei?
    • izabellaz1 do mariusz09 18.09.06, 09:25
      Jeszce raz mówię, czytaj ze zrozumieniem.

      Gdzie ja napisałem że naucze każdą kobietę obronic sie w każdej sytuacji??? No
      gdzie????

      Nie masz zielonego pojecia o psych przemocy bo nie chodzi o to zeby uczyc kogos
      pewnoscie siebie polegajacej na wbiciu sie w bande zbirow i powiedzenie im zeby
      zeszli z drogi, chodzi o sposob poruszania sie, postawe ciala i dopiero pewien
      zakres zachowan.

      Twoje pytanie o to jak ma sie obronić kobieta przed facetem 190/100 czyli takim
      jak ja pokazuje ze nie masz pojęcia o tym o czym mówisz. Dodatkowo mówiąc o
      paralizatorach i gazach podkreślasz to. Bronią też trzeba się nauczyć
      posługiwać, i do użycia broni też trzeba mieć przygotowaną psychikę.

      Mówiłem ci, wielu facetów wielkich nei może się obronić bo wymiękają, to nie ma
      nic wspólnego z płcią. Samoobrona nie uczy walki za wszelką cene, tu nie o to
      chodzi!!! Zrozum to. Samoobrona uczy nas przetrwania, za wszelką cenę, to znacyz
      że jak idzie 5 gości, to lepiej im dać 20 zeta, i mieć spokój niż kozaczyć i
      wylądować na cmentarzu.

      I najważniejsze, mówiłem już, prowadzę sekcję Karate i samoobrony, nie są to
      kursy 20 h tylko normalne treningi.
      Na treningu według mnei najważniejsza jest rekreacja i przyjemność z tegoż
      treningu. Mimo szumu w gazetach bardzo żadko się zdarza żeby normalny człowiek,
      nei szukający guza został napadnięty.
      Może sie zdziwidsz, ale agresja skierowana na kobiety zwykle wygląda inaczej niż
      na facetów. Żadko napada je przysłowiowy dres bijąc od razu w twarz.

      Dużo częściej są ofiarami gwałtów, szykanowań, przez np szowinistów takich jak
      ty, wyrwania torebki, niż normalny rozbój.
      Gwałcicielami najczęściej nei są wielcy faceci tylko kurduple z problemami
      psychicznymi. Często słabi, bezsilni, którzy agresją na kobiety podbudowywują
      swoje EGO.

      A z takimi nawet przeciętna kobieta może sobie spokojnie poradzić, jesli się eni
      przestraszy i będzie wiedziała co robić.

      Z mojej strony koniec dyskusji z tobą bo o niczym pojęcia nie masz, jesteś
      typowym internetowym krzykaczem. Podejrzewam że tobie treningi karate ( pewnie
      sportowego ) nic nei dały, dostałes łomot na ulicy i uważasz ze jak ty sobie nie
      poradziłęś to już kobiety napewno sobie nei poradzą...


      • jace_k00 Re: do mariusz09 18.09.06, 09:35
        co się tak oburzasz? Facet ma rację. Niczego tam kobiet nie nauczysz. Nie ty
        pierwszy i nie ostatni założyłeś taką niedzielną szkółke, w której chodzi tylko
        o robienie kasy. Tak jak pisze mariusz, lepszą inwestycją byłby zakup gazu. A
        sztuki walki to można traktowac jako sport a nie praktyczną formę obrony, no
        chyba że ktoś chce trenowac 20lat po 10 godzin tygodniowo.

        Pozdrawiam i więcej obiektywizmu życze. Biznes, biznesem ale zdrowe podejście
        trzeba miec do wszystkiego.
        • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 09:53
          Najlepsza inwestycja jest zakup powtarzalnej strzelby, bo gaz na nakreconym
          gosciu wrazenia nie robi.

          A "sztuki" walki jak kazdy sport uprawiac warto.
          • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 10:10
            Brawo i dzięki!!! Pisze teraz nie mój mąż tylko ja-"nic nie potrzfiąca się
            nauczyć kobieta";) Właśnie o to chodzi. TRenować sztuki walki jako sport
            (sprawność, dobre samopoczucie, a coś dodatkowego przydatnego przy okazji).
            Sedno sprawy nareszcie porządnie ujęte:) Dzieki. Zaczynałam już myśleć, że na
            forum kobiety są sami szowiniści (o zgrozo co za ironia!). To przykre czytać, że
            nie ma sensu żeby kobieta uprawiała taki sport bo nic się nie nauczy:( Nie
            uważam tak a nie trenuję dlatego żeby się z kimś bić. Moje i mojej rodziny
            zdorwie i życie jest cenniejsze niż popisy więc wolę unikać i trenuję bo
            zwyczajnie LUBIę TEN SPORT!

            • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 10:17
              Dobra, to kto jest twoim Sensei?
              • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 11:07
                Ja głównie ćwiczyłam u Shihana Tomasza Piotrkowicza, mąż za to, z Karate głównie
                Shihan Piotrkowicz, i jeszce na samym początku jak Kiokushin ćwiczył to było
                dawno i pamiętas tylko że trener to był sempai Paweł ;)
                Poza tym trochę kick boks, bjj, aikido, taekwondo, kung fu no i chodzi i trenuje
                z kolegami ćwiczącymi różne rzeczy .
                • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 11:13
                  Jestes z Warszawy?

                  Co to jest "bjj"?
                  • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 11:16
                    Tak, z warszawy, a BJJ to brazylijskie Jiu Jitsu. JEst to neizwykle pomocny
                    spoert walki w przypadku próby gwałtu, bowiem uczy walki właśnie w parterze. Na
                    treningach uczmy sie wybranych technik, i walki z tego stylu.
                    • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 11:24
                      Tylko wiesz.
                      Zeby nie bylo tak, ze komus sie zaszczepia sztuczna pewnosc we wlasne sily, o
                      potem sie okazuje, ze ulica to nie do jo a bandzior to nie sparing partner.

                      Osobiscie uwazam, ze jedynym wlasciwym powodem dla ktorego wchodzi sie na mate
                      jest albo potrzeba doskonalenia samego siebie, albo dobra zabawa.
                      Nadzieja ze dostaje sie do reki bron, jest plonna.
                      • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 11:33
                        No i właśnie o to chodzi. Nie mam najmniejszego zamiaru zaszczepiać w kimś
                        takiej zgubnej pewności siebie. Zawsze trzeba mieć respekt dla
                        "nieprzewidywalnego" (a taka jest właśnie "ulica") i nie szarżować.
                      • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 11:34

                        Włąsnie o tym mówię cały czas. Tylko oni tego nie rozumieją chyba albo nie czytają.

                        Najważniejsza dla mnei jest przyjemność z treningu, ale lubię gdy to co ćwiczę
                        ma jakiś wymiar praktyczny. Walczyć uczę wtedy gdy nei ma już innego wyjścia,
                        sam tak zawsze postępuję. Przez 13 lat treningów musiałem użyć siły tylko 5
                        razy. Gdyby to przełożyć na pieniądze, to nie opłaca się ćwiczyć dla samoobrony
                        facetowi. Bo przez te lata poszła na treningi olbrzymia kasa, a ile mogli b y mi
                        ukraść w te 5 razy? nei miałęm dużo przy sobie...

                        Mówiąc o samoobronie dla kobiet nikt nie uczy ich bić się na ulicy w takim
                        sensie że stoi na przeciwno 190/100 i walczy wręcz. To głupota, cały czas o tym
                        piszę, ale chyab koledzy nei czytają tego co piszę.
                        • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 11:41
                          Zwyczajnie, sa pelni obaw.

                          Swojej zonie nie pozwolimbym szwedac sie po miescie noca. Mimo ze na do jo jest
                          lepsza ode mnie.
                          • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 11:50
                            to jest oczywiste.
                            Ale sam przyznasz że zdarzają się sytuacje, gdzie niestety nie ma innego
                            wyjścia. Wtedy lepiej jest umieć cokolwiek niż nic.
                            Wcale nie musi to byc noc. Kolega ostatnio w środku dnia w parku dziewczyne
                            uratował.
                            • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 11:53
                              A prokurator sie go nie czepial?
                              • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 11:58
                                nie miał okazji, bo dziewczyna nie chciała nic zgłaszać, no a cuż, niedoszły
                                gwałciciel, też pewnei nie ;) W szpitalu zapewne powiedziął że ze schodów spadł
                                czy coś takiego. Generalnie łatwo ręke niechcący złamać ;)
                                • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 12:07
                                  Generalnie to gwalciciel mial wiecej praw nic twoj kolega.
                                  Juz to przerabialem.
                                  • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 12:10
                                    Wiem, dlatego w takich przypadach lepiej nikogo nei zawiadamiać tylko wziąść
                                    nogi za pas. chory kraj gdzie broiący sie musi uciekać bo moze miec problemy, a
                                    dziewczyne to pewnie jeszcze by się zapytali jak była ubrana i czemu tak
                                    wyzywająco, bo przecież ten biedny samiec iał ochote i nei mógł sie powstrzymać.....
                                    • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 12:40
                                      To nie jest biedny samiec. Lekcewazysz zagrozenie.
                                      • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 12:41

                                        JA napisałem jak uważa nasze prawo, nie jak ja uważam
                                        • grogreg Re: do mariusz09 18.09.06, 12:45
                                          Prawo broni napastnika, nie ofiare.
                                          Brutalna prawda jest taka, ze jak sie bronisz to rob to tak abe nie trzeba bylo
                                          poprawiac.


                                          Nasz Sensei pierwsze co nam dal na zajeciach to wyzytowki prawnika.
                                          • izabellaz1 Re: do mariusz09 18.09.06, 13:00
                                            hehehe, mądry trener.
                                            Musze o tym pomyśleć :)
                                            Dodatkowo wszystko zależy an kogo trafimy. JA iałem chyab farta, bo zawsze miła
                                            pogawędka z Policjantami była, i to wszystko, ale słyszałęm o różnych problemach.
                        • seth.destructor Re: do mariusz09 23.09.06, 14:19
                          Najważniejsza dla mnei jest przyjemność z treningu, ale lubię gdy to co ćwiczę
                          > ma jakiś wymiar praktyczny.

                          No to te grubawe i nieruchawe kobiety odpadaja. Zanim odpowiednie hormony
                          spowoduja, ze beda lubiec ten sport, to minie kupa czasu i zniechecenie je
                          powali. Rzeczywiscie, takim to mozna tylko pomagac terapia psychiczna,(ale czy
                          trener sportow walki ma odpowiednie kwalifikacje?)
    • lena575 Re: sztuki walki a kobiety 18.09.06, 13:42
      Oczwiście uważam,ze to słuszne. Sma przez kilka lat trenowałam judo ale nie
      uważam,ze spory taki jest dobry dla każdej kobiety (i mężczyzny też). Sporty
      kontaktowe są sportami powodującycmi często kontuzje.
      Czymś innym jest trenng obronny. Jeśli ktoś pisze,że 300-500 godzin niczego nie
      nauczy to nie wie o czym mów. Nie musi się zmuszać uczące się tego kobiety do
      wielogodzinnych trenigów padów by na treningu czy zawodach nie zrobiła sobie
      lub innej osobie krzywdy. Tu właśnie ten element mozna potraktowć pobieżnie. Tu
      chodzi o to by zrobić krzywdę, by umieć się zachować i zaskoczyć. Uczyć i
      dodskonalić szutkę obronną z elementami ataku jako obrony. Niekoniecznie
      nazywać to jakąś odmianą walk wschodzich. No i trochę zmusić do ogólnych
      ćwiczeń własnej sprawności.
      Powodzenia.

      • seth.destructor Re: sztuki walki a kobiety 23.09.06, 14:22
        E tam. Jak ktos jest lamaga to i 300 czy 500 godzin treningow nic nie pomoze.
        Znam taki przypadek. Koles lazil od karate po jiu jitsu i tak dalej, nigdzie
        nie dawal sobie rady i tylko dostawal becki na treningach...
        • cagligostro Re: sztuki walki a kobiety 23.09.06, 15:41
          ale bzdury.pani widze trening nic nie pomogl.to odrazu widac bo po kilku
          postach zamiast argumentow uzywa pani slowa wytrycha "szowinista".a pos typu o
          kurduplach gwalcicielach juz sa calkiem poawalajace.moze gwalciciele-
          krasnoludki jeszcze...
          po pierwsze gwalciciel to nie sliniacy sie zasuszony dziadek,gwaliciel
          obserwuje swoja ofiare i wybiera na ofiare osobe slabsza.jesli gwaliciel ma
          160cm to wybierze sobie panienke ktora ma 140.
          po drugie element zaskoczenia i stresu.tego nie da sie nauczyc na sali
          gimnastycznej pelnej smiejacych sie kolezanek,tego uczy...ulica
          po trzecie...dwukrotnie obrabowano mnie w centrum duzych miast w poludnie zeby
          bylo smieszniej.co powiesz na tekst w stylu"dawaj flote bo mam noz i cie
          potne"zaczniesz krzyczec...50/50 moze to desperat ktory wlasnie sobie cos
          wzial...raz dala pieniadze, a raz...no coz negocjowalam i gowniarz odszedl jak
          niepyszny
          po czwarte, wiekszosc napadow a nie gwaltow to napady w kilka osob, sprobuj sie
          obronic przed kilkoma napastnikami...niestety to nie film z jackie chanem
          KONKLUZJA: najwazniejze jest unikanie zagrozen.trzeba znac wyjscia awaryjne z
          kazdej sytuacji,jesli mieszkasz na duzym osiedlu pospaceruj w dzien zeby
          wiedziec iz znac na pamiec rozklad blokow i ewentualne zakamarki,unikaj parkow
          noca i pewneych czesci w dzien.miej podzielna uwage.kobiety czesto padaja
          ofiarami przesepstw drobnych bo sa zaaferowane wsytawami sklepowymi i
          przegladaniem sie w szybach co wykorzystuja zlodzieje.
          taki kurs sztuki jest fajny tak jak fajny jest aerobik,ale nie mysl ze pozwoli
          ci uniknac zagrozen.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka