Gość: ala
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
12.05.01, 19:24
Miałam kiedys fajnego przyjaciela osobę niezwykle inteligentną i życzliwą.
Spędzałam z nim troche czasu, aż się we mnie zakochał. Ja naprawdę do niego nic
nie czuję i nie potrafię, choć wiem, że jest wspaniały. Ale on mnie ciągle
męczy od ponad roku. Naprzód telefony, po których odkładałam słuchawkę,
później listy, które zaczęłam wyrzucać do kosza, później zaproszenia do kina,
teatru i na koncert. Boję się go publicznie spławiac, bo koleżanki uważają go
za wymarzonego kandydata na męża, jest uczynny, ustabilizowany, słowny, bez
nałogów i jeszcze dobrze zarabia. Ale ja naprawde nic do niego nie czuję,
poza wstrętem czasami. I zaczynam się go bać. On podchodzi mnie dyskretnie,
właściwie w sposób niewidzialny dla mego otoczenia. I męczy sie trochę z tego
powodu, po jego błękitnych oczach to widać. Gdyby koleżanki sie o tym
dowiedziały, to mogłyby na mnie wywierać presję, ale ja jestem kobieta wolna i
samodzielna i na razie nie chcę sie wikłać z facetami. I to trwa już ponad rok
i nie rezygnuje. Czuje się troche osaczona. Co ja mam robić ????? Okazuje mu
obojetność i zimny chłód, a on się tym nie w ogóle nie zraża.( "Nie dokazuj,
miła nie dokazuj ??") Jak go odrzucić ????