isabbelll
29.10.06, 21:03
I prośbę do Was. Napiszcie mi co o tym myślicie
bo ja już sama nie wiem co i jak myśleć...
Wychowuję wraz z meżem córeczkę, mam urlop wychowawczy.
Mieszkamy w mieszkaniu słuzbowym, mój maz zarabia ok. 3tys zł.
Do niedawna ja dostawałam parę groszy z tego urlopu wychowawczego,
które przeznaczałam na moje potrzeby.
Niestety od grudnia nie będę nic dostawać.
Maż przelewa na moje konto część pieniedzy przeznaczonych
na wyżywienie, resztę płaci karta kredytową (zbiera punkty,
przesuwa sobie płatnosci itp.,w kazdym razie takie
płatnosci raczej nie wynikaja z braku pieniedzy).
Chodzę na basen i fitness, maż płaci mi stały abonament za telefon.
Kosmetki, ubrania itp. rzeczy są raczej kupowane na bieżąco,
chociaz bardzo często słyszę, ze nie mozemy teraz tego kupić
bo nie mamy juz pieniędzy w tym miesiacu,
przeznaczonych na takie wydatki. W takich momentach
przypomina mi, ze musimy oszczędzać, ze nie mamy własnego mieszkania.
Jesli chodzi o zakupy nieżywieniowe to nigdy chyba sama
nie kupiłam czegoś bez wczesnijeszego telefonu do meża
i pytania czy moge kupić to lub tamto.
A jeśli cos kupiłam to z reguły wykorzystywałam
pieniądze przeznaczone na żywność no i swoje.
Z tym, że wtedy musiałam się tak gimnastykować,
zeby te pieniądze na żywnosc wystarczyły do końca miesiaca.
Kiedy przekroczę wydatki na żywnosc to mówi,
ze wydatki nalezy planować i tak się gospodarować
żeby wystarczyło. Jednak daje dodatkowe pieniądze.
Ja zajmuję się domem i czynnosciami z tym zwiazanymi,
tak jak wspominałam wczęsniej wychowanie naszej córki
też spada w duzej mierze tylko na mnie.
Niedługo poślemy ja do przedszkola,
wtedy jesli znajdę pracę będe mogła podjać ja od wrzesnia.
Ja mam tylko prawo jazdy, więc z reguły to ja robie zakupy,
jeżdże z dzieckiem na dodatkowe zajecia(angielski, basen itp.)
Praktycznie poświeciłam swoją karierę zawodowa dla dziecka
i męża (oprócz ciązy, musiałam się wyprowadzić do innego miasta).
Cieszę sie, ze mogę wychowywać córeczke bo widzę, że to procentuje.
O tym zdecydowaliśmy razem, ze tak długo będę z nią.
Mąz jest kochanym człowiekiem, ma oczywiscie wady jak każdy...
Zapytacie o co mi chodzi?
Chodzi mi mianowicie o to, ze od grudnia
nie będę miała swoich pieniedzy.
Czy na każde wyjscie z koleżanką
lub drobny wydatek będę musiała prosić męza o pieniądze?
Przecież nie mogę wypłacać pieniędzy z konta
na takie rzeczy bo z reguły wszystko mamy zaplanowane.
Może powinnam z tych pieniedzy przeznaczać
kwotę na swoje kieszonkowe??
Powiem Wam, ze mam mieszane uczucia.
Z jednej strony uważam, ze powinnam mieć swoje pieniadze.
Aby kiedy chcę sobie kupić przysłowiową torebkę
nie sugerować się tekstem, ze później ja zobaczymy
(czytaj raczej nigdy), albo, ze pomyśli (raczej nie),
lub tez w tym miesiacu już nie. Zaznaczam,
że nie kupuję milina ciuchów:)
Jedne eleganckie kozaczki w zupełnosci mi wystarczą, torebka też;)
Z drugiej strony mam wyrzuty sumienia w końcu
placi za mój fitness i komórkę, a wiem,
ze musimy oszczędzać no bo nie mamy własnego mieszkania.
Wszystko rozumiem, ale mam niejasne wrazenie,
ze mój maz z tym oszczędzaniem troche przesadza.
Chyba wszystko ujęłam...
Nie wiem, ale dziwnie się czuje.
Załamuje mnie to, ze nie będę miała juz tych "swoich" pieniedzy.
Chyba czuję się trochę ubezwłasnowolniona:(
Dodam jeszcze, ze maż jest spokojnym,
raczej mądrym człowiekiem:))),często pyta mnie o radę w różych sprawach,
ja jestem typowym cholerykiem i bliźniakiem.
Ten brak "moich" pieniedzy wyraźnie mnie ogranicza...:((