Dodaj do ulubionych

Pożegnane miłości

31.12.06, 22:26
Dziś przeżywam chyba najtrudniejszy dzień w moim życiu. I muszę sobie
poradzić z tymi emocjami trzymającymi mnie za gardło, zatruwającymi mi duszę.
Nie mam komu o tym opowiedzieć. Dziś wszyscy się bawią i cieszą się
bliskością, mnie został tylko komputer i bezimienny Internet o czach miliona
ludzi. Może więc kiedy pokaże tym oczom moja obolałą duszę będzie mi lżej,
może poczuje się tak jakby te miliony wyciągnęły do mnie rękę żeby mnie
pocieszyć i ukoić. Muszę ten ból wyrzucić z mojej duszy bo zabije on resztki
nadziei, których tak kurczowo się teraz trzymam.

Jestem bezimienną trzydziestolatką, zabieganą, zaabsorbowaną troskami dnia
codziennego. Są nas tysiące w tym kraju. Mamy swoje małe banalne marzenia
dzięki którym życie czasem nabiera barw. Więc kiedy w końcu któreś z nich
zaczyna się spełniać zaczynamy wierzyć że nareszcie i dla nas zaświeciło
słońce.
Dlaczego utrata tego marzeni tak bardzo mnie unieszczęśliwiła? Żeby to
wytłumaczyć muszę się cofnąć 15 lat wstecz.
Był wielka szkolna miłość, pewność, ufność, wiara we własną wartość, swoje
możliwości. Wszystko się układało, była świetna praca, własna firma,
mieszkanie, stabilizacja i pewna przyszłość. Tak przynajmniej mi się
wydawało. Zdecydowaliśmy się na dziecko, wydawało mi się, ze jesteśmy
szczęśliwi. Gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży pewnego dnia mój mężczyzna
oświadczył, że właśnie poznał cudowną blondynkę i nie wyobraża już sobie
życia ze mną. W ciągu dwóch dni się wyprowadził … i przepadł. Więcej już go
nie zobaczyłam, po tygodniu natomiast zaczęli zgłaszać się jego wierzyciele,
po miesiącu odezwał się bank, żeby wyegzekwować zwrot pożyczki, której byłam
poręczycielem. To był koszmar, ale trzymałam się dzięki mojemu synowi, który
we mnie rósł. Minęły kolejne dwa miesiące pełne walki, sprzedawania całego
majątku, zapożyczania się u rodziny i lęku o dziecko. Po dwóch miesiącach
któryś z dłużników stracił cierpliwość, postanowił mnie trochę „umotywować”
do zwrotu pieniędzy. Straciłam dziecko i już nie miałam powodu żeby walczyć.
Poddałam się. Mam za sobą dwie próby samobójcze. Moja rodzina przeżyła
piekło. Po drugiej zobaczyłam w szpitalu siedzącego przy moim łóżku ojca …
płakał, tak strasznie płakał. Obiecałam sobie wtedy, że już nigdy nie
przeżyje z mojego powodu tego samego. Powoli się pozbierałam. Ogromnym
wysiłkiem udało mi się wyjść z długów. Przeprowadziłam się do innego miasta,
kupiłam małe mieszkanko i zaczęłam żyć od nowa. Nie pytałam już Boga dlaczego
mnie tak doświadczył, prosiłam go tylko żeby pozwolił mojej duszy wyjść z
tego odrętwienia. Na początku tego roku poznałam mężczyznę. Z początku
znajomość wydawała się niepozorna, ale w pewnym momencie przerodziła się w
intensywne piękne uczucie. Znowu czułam się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa.
We wrześniu okazało się, że jestem w ciąży. Poczułam się wtedy tak, jakby
anioł dotkną mnie swoimi skrzydłami. Uzgodniliśmy wspólnie, że najważniejsze
jest teraz dziecko. Zamieszkaliśmy wspólnie, zaczęliśmy robić plany,
oświadczył mi się. Wszystko układało się pomyślnie … do 27 października.
Wieczorem zaczęłam krwawić, szybko pojechaliśmy do szpitala. Nic niestety nie
dało się już zrobić. Kiedy po trzech dniach wróciliśmy do domu okazało się że
kiedy mnie nie było trwała tam nieustająca impreza. 1 listopada zostałam
sama, on musiał pojechać na kolejne imieniny czy urodziny. Sama poszłam na
cmentarz zapalić dwie świeczki dla moich dzieci. Powoli próbowaliśmy wrócić
do codziennego życia. Ale z moim mężczyzną zaczęło dziać się coś złego. W
połowie listopada zmusiłam go niemal siłą do pójścia do lekarza. Diagnoza
zwaliła nas z nóg. Zakrzepowe zapalenie żył głębokich. Nie mogłam zrozumieć
dlaczego nie pozwolił położyć się szpitala. Po dwóch dniach przyznał się, że
od dwóch lat nie płaci ubezpieczenia. Jakoś musiałam się z tym uporać. Po
trzech tygodniach przyszła kolejna zła diagnoza, ciężka cukrzyca. Z tym nie
umiał już sobie poradzić. Znikną z domu na tydzień, wrócił na dwa dni. W
ogóle się do mnie nie odzywał, a jeśli ju, to tylko po to, żeby robić
awanturę. Starałam się go zrozumieć, jakoś usprawiedliwić. Płakałam po kątach
i uśmiechałam się do niego udając że wszystko będzie dobrze. Znowu znikną,
tym razem na 9 dni. Nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na sms-y. Kiedy
wrócił oznajmił, że nie będzie ze mną rozmawiać bo jest na mnie obrażony.
Zbliżały się święta. W końcu zmusiłam go do rozmowy. Jedyne co miał mi do
powiedzenia, to że chce być sam. Nie docierały do niego żadne argumenty.
Mężczyzna, który jeszcze dwa tygodnie wcześnie twierdził, że nie wyobraża
sobie beze mnie życia, który zasypiając i budząc się wyznawał mi miłość,
który nie raz powiedział mi, że nigdy nie da mi odejść, powiedział mi nie
patrząc mi o oczy że już mnie nie chce w swoim życiu. ….. odwrócił się na
drugi bok. Nie mogłam już nic zrobić, mogłam się już tylko spakować. Czasem
próbuję jeszcze do niego zadzwonić. Nie odbiera telefonu, nie odpowiada na
sms-y. Złożyłam mu życzenia. Na żadne nie odpowiedział. Miałam nadzieję, że
chociaż dziś się przełamie i odpowie na życzenia noworoczne. Nadzieja już
umarła, za półtorej godziny wybije północ. Siedzę sama, w ciemnym mieszkaniu,
u sąsiadów na górze ciągle słychać tupot dziecięcych stópek. Myślę o moich
dzieciach i wracam w myślach do tego wrześniowego dnia gdy poczułam dotyk
skrzydeł anioła na mej duszy …. I proszę w myślach Boga by i dzisiaj dotkną
mnie anielskim błogosławieństwem. On jeden wie jak bardzo dziś tego
potrzebuję.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku kochani …. Życzę wam, żeby te emocje, które
mną teraz zawładnęły nigdy nie stały się waszymi. Macie wiele, bardzo wiele,
tylko czasem nie potraficie tego docenić.
Obserwuj wątek
    • nicky44 Re: Pożegnane miłości 31.12.06, 22:37
      Zgadzam sie, że nie portrafimy docenić tego co mamay. Tyle, że ja też nie mam
      nikogo przy sobie, a jego najważniejszego, też nie ma i już nigdy nie bedzie.
      Trzymam za ciebie kciuki. :)
      • karina2976 Re: Pożegnane miłości 31.12.06, 22:58
        Życzę Ci aby ten nadchodzący Nowy Rok przyniósł Ci spokój oraz dużo pomyślności
        i szczęścia. Jesteś bardzo silną kobieta i bardzo dużo przezyłaś. Tera zmusi
        byc tylko lepiej. Życzę Ci tego z całego serca !!!
    • hultaj78 Re: Pożegnane miłości 31.12.06, 23:25
      Jeeesuuu, jedna z najsmutniejszych historii jakie w życiu słyszałem... :(

      Jestem pewnien, że każdy kto by się dowiedziałile przeszłaś, chciałby Cię
      chociaż potrzymać za rękę, przytulić i zapewnić że jeszcze będzie dobrze.
      Bo będzie. Raz udało Ci się wyjść z koszmaru, uda i po raz drugi. Oby w tym
      roku. Siódemka to szczęśliwa liczba, pewnie coś pomoże.

      Trzymaj się. Jeszcze nigdy tak nie było żeby jakoś nie było.
    • 111nika Re: Pożegnane miłości 31.12.06, 23:30
      Ciarki mnie przeszly jak czytalam to co napisalas. Moja historia tez nie jest
      ciekawa choc zupelnie inna. Ale Za Ciebie trzymam kciuki by Ci sie w koncu
      ulozylo zycie, bys miala to czego pragniesz. Mocno w to wierze.
      • mamakrzysia4 przytulam Cie 31.12.06, 23:46
        • diverse_women Re: przytulam Cie 01.01.07, 19:27
          ja też, nie wiem co powiedzieć...
    • gardenia_para_ti Re: Pożegnane miłości 31.12.06, 23:49
      Nie pomyslałas ze tak sie zachowuje dlatego ze jest ciężko chory? Dowiedz się i
      to szybko od kogos z jego rodziny czy się leczy .Ciężka nieleczona cukrzyca to
      zagrozenie dla życia i moze powodowac równiez zaburzenia zachowania .
      • agniesinska Re: Pożegnane miłości 31.12.06, 23:59
        Wiem o tych zaburzeniach, rozmawialam z psychologiem, ktory opiekuje sie
        cukrzykami. Leczy się, od samego poczatku jest na insulnie. Kiedy stwierdzono u
        niego cukrzyce miał 360 , a z tego co wiem spiaczka nastepuje przy 400. Z jego
        matka jestem w talym kontakcie. Do niej przysyla tylko sms-y. Ale wiemy od jego
        diabetologa, ze sie leczy.
        • gardenia_para_ti Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 00:09
          A z matką miał wcześniej dobre kontakty ?( te smsy to nie jest normalne ,moze
          nie chce teraz widziec nikogo ,nie tylko Ciebie ) Czasami jak zbyt wiele zlego
          sie dzieje to ludzie odsuwaja sie od najblizszych nie zdajac sobie sprawy ze to
          ich rani
          • agniesinska Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 00:14
            Z matką miał średn kontakt, trudno im się ze soba rozmawia. I rozumiem ze moze
            go ta sytuacja przerastać...i ma prawo poradzić sobe z tym tak, jak potrafi....
            tylko czym innym jest zamkniecie sie w sobie a czy innym poproszenie kobiety
            zeby sie wyprowadzila.
            • gardenia_para_ti Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 00:20
              Nie chcę go usprawiedliwiac tylko szukam jakiegos racjonalnego wytlumaczenia
              tej sytuacji. Tylko wyjasnienie i czas pozwolą Ci sie z tym pogodzic lub
              spowoduja że bedziesz mogla cos zmienic
              • agniesinska Długo próbowałam .... 01.01.07, 00:23
                ... znaleźć racjonalne wyjaśnienie, naparwdę nie poddawałam się tej
                narastającej frustracji. To ta noc, brak odpowiedzi na złożone życzna sprawiły
                że coś we mnie w końcu pękło.
                • ubasia5 Re: Długo próbowałam .... 01.01.07, 00:43
                  TEGO KWIATU TO PÓŁ ŚWIATU
                  • niezorientowany1 Re: Długo próbowałam .... 01.01.07, 01:01
                    ubasia5 napisała:

                    > TEGO KWIATU TO PÓŁ ŚWIATU
                    Hmm ! Niby tak ! Coś około 50 % ! Teoretycznie :-))
                    NN
                    • ubasia5 Re: Długo próbowałam .... 01.01.07, 01:48
                      najlepszym lekarstwem na zawiedzioną miłość jest druga miłosc
              • agniesinska I jeszcze .... 01.01.07, 00:29
                tylko owiem ze najgorsze w tym wszystkim jest poczucie bezradności i
                bezsilności .... i świadomość że nie masz na to wpływu, ze to jst poza Tobą....
                i ze brakuje najprostrzych żeczy .... odgłosu jego kroków gdy szedł robić mi
                sniadane, zapachu wody kolońskiej, sposobu w jaki mnie przytulał ... i tego że
                gdy jutro się obudze nie będzie go przy mnie ....
                • itakjakocham Re: I jeszcze .... 01.01.07, 14:21
                  Tych malutkich zeczy zawsze najbardziej jest brak(tak samo jak najmniejsze
                  marzenia najbardziej ciesza i najbardziej zstaja w pamieci)mogo pisac wiele,ale
                  czasami najlepiej jest nic nie pisac i nic nie mowic poprostu przytulic sie do
                  kogos.Wlasnie to bym zrobil poprostu Cie przytulil bo jestes po wielkich
                  przejsciach,ale wierze ze bedziesz szczesliwa tego Ci wlasnie zycze z calego
                  serducha.
    • riechen Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 00:22
      Aga trzymaj sie
      przesylam cieplutkiego przytulacza
      zeby juz nigdy podobne doswiadczenie Cie nie spotkalo


      PS
      Twoja historia to gotowy scenariusz na film
      taki nowy Plac Zbawiciela
      • gardenia_para_ti Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 00:26
        Trzymaj się kochana :) Szczesliwego Nowego Roku (mimo wszystko :)
    • lidka_77 trzymaj się 01.01.07, 00:27
      trzymaj się.
    • fantas_magorie Re: Pożegnane miłości 01.01.07, 00:30
      Trzymaj się cieplutko, Słoneczko. I nie poddawaj się.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka