Dodaj do ulubionych

Malzenska sciezka zycia

17.01.07, 18:40
Opisze to tak. Jest malzenstwo. Ida sobie przez zycie razem. Porownam je do
sciezki. Ida wiec sciezka, dosc szeroka,ida pewnie......... Sciezka z czasem
zaczyna byc wyboista, ma kamienie itp. Potyka sie na niej, raz on, raz ona.
Jest coraz trudniej. W koncu sciezka sie rozdwaja. Ona wolalaby isc jedna, a
on uwaza ze ta druga byloby lepiej i latwiej przejsc. Co wg was powinni w
takim razie zrobic i ktora sciezka pojsc? A moze trzeba by bylo deptac
te zupelnie nowa, trzecia sciezke?
Obserwuj wątek
    • anula910 Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 18:48
      jedno chce co innego, drugie co innego...jakie rozwiazanie?albo kompromis- ida
      obiektywnie lepszą ścieżką i jedna, wcale nie słabsza strona rezygnuje ze
      swojego pomysłu albo ida trzecia, nową ścieżką- jakby wszystko było nowe albo
      ida swoimi drogami, o to ostatnie najlatwiej ale czasem tak musi być
      • kotkaaaa Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 18:51
        powinni rozmawiac, rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac, az do us... ej smierci
        dlatego sa wlasnie sluby, przysiegi zeby bylo o co dbac i zeby byly po temu
        powody, kiedy sie czasem na chwile zapomni o uczuciu, waga przysiegi
        malzenskiej przypomni swoim ciezarem o sobie
        • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 18:57
          No dobrze, rozumiem ze powinni rozmawiac, to jest zawsze konieczne. Nie
          napisalem wczesniej, ale zrozumiale jest, ze idac ta jedna sciezka razem,
          przeciez rozmawiali ze soba.
    • mahadeva Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 20:45
      najlepiej razem skoczyc z urwiska :) przynajmniej bedzie jakas frajda ze
      zrobienia czegos razem :P
      • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 21:40
        mahadeva napisała:

        > najlepiej razem skoczyc z urwiska :) przynajmniej bedzie jakas frajda ze
        > zrobienia czegos razem :P
        I polamac sobie karki odrazu, miec problem z glowy. Frajde mi zrobisz kiedy
        powiesz co maja zrobic w punkcie rozdwojenia sciezek. A razem to oni juz
        przeszli troche sciezka, nawet ta wyboista i kamienista tez.
    • triskell Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 20:58
      Wydaje mi się, że jeśli są dojrzałymi ludźmi, to każde z nich ma jakieś
      argumenty na poparcie swojego wyboru (poważniejsze niż "Chcę iść w prawo bo
      tak") i są w stanie rozwazyć za i przeciw obu ścieżek i wspólnie podjąć decyzję.

      A jeśli i to doprowadzi do sytuacji patowej, to zawsze można rzucić monetę. ;-)
      • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 17.01.07, 21:46
        triskell napisała:


        > A jeśli i to doprowadzi do sytuacji patowej, to zawsze można rzucić monetę. ;-
        )Masz madre podejscie, ale co bedzie jak jednemu z nich pomysl z moneta za nic
        nie podejdzie? Czy maja w tym punkcie rozbijac namiot i tkwic w nim tak
        dlugo, z nadzieja ze uda im sie tem problem rozwiazac? Wiesz, jedno
        (niecierpliwe, pochopne?) zawsze moze zaproponowac monete,ale drugie moze
        liczyc ze bez monety da sie zalatwic lepiej.
    • iberia.pl Re: Malzenska , partnerska sciezka zycia 17.01.07, 21:23
      odp:kompromis czyli sciezka nr 3.
      • cala_w_kwiatkach Re: Malzenska , partnerska sciezka zycia 17.01.07, 21:49
        moze warto wybudowac obwodnice i ominac ten problem zwiazany z wyborem?
        • wielo-kropek Re: Malzenska , partnerska sciezka zycia 18.01.07, 00:38
          Tak, tylko kto te obwodnice ma wybudowac? Sciezka nr3 tez musi byc trudna do
          przejscia, bo trzeba ja sobie utorowac, czyli w tym przypadku przejsc przez
          zarosla, chwasty itp. Co najwazniejsze, moze tu by choc troszke pasowalo miec
          pojecie o kierunku, bo jak sie zaczyna udeptywac nowa sciezke, to latwo jest
          zagubic sie wlasnie z kierunkiem, i mozna z tej racji nietrafic do miejsca
          ktorego by sie chcialo lub trafic z opoznieniem i mocno wyczerpanym zyciowo,
          no bo isc przez ciernie (moze nie ciagle bo teren niespodziewanie moze byc
          gladki i wyrownany) nie jest takie znowu latwe.
          • olunia34 Re: Malzenska , partnerska sciezka zycia 18.01.07, 08:37
            czy zbyt prosto... gładko... nie było by nudno? życiowe wyzwania... i
            ścieżki... no. Pozdrawiam:) a walczyć o te nowe "ścieżki" zawsze warto....
            rezygnować? na to zawsze jest czas...
          • kookardka Re: Malzenska , partnerska sciezka zycia 21.01.07, 10:04
            a kto powiedział, że życie jest łatwe i przyjemne ?
            ja na co dzień mam wrażenie, że depczę po chwastach,czasem parzą mnie pokrzywy
            a czasem trawka miło łechta po kolanach, czasem muszę przedzierać się przez
            chaszcze albo przed sobą mam puste pole i wtedy boję się burzy ;)

            gdyby w życiu spotykały nas same przyjemności to wtedy szybko by nam życie
            zbrzydło,żeby docenić dobre chwile musimy przeżyć też te złe.
    • karus100 Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 09:59
      Bardzo ładna metafora z tą ścieżką.
    • elam1 Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 10:50
      Kiedy dwoje ludzi staje na rozstaju dróg, warto się zatrzymać.
      Poczekać. Przytłumić emocje. Nie stawiać za wszelką cenę „na swoim”. Pochopne
      decyzje raczej nie są dobre. Chociaż ostatnio zaczynam słyszeć szybka decyzja –
      dobra decyzja, Mam inne zdanie. Inne doświadczenia. Zadać sobie pytanie: co
      jest dobre dla drugiej strony, czy moja chęć pójścia inna ścieżką to nie będzie
      tylko chęć zaspokojenia swoich własnych potrzeb ?
      Dwojgu jest łatwiej , bo jeśli jedno upadnie drugie go podniesie, a kto
      podniesie tego który idzie sam ? Także ciężar lżej nieść gdy ma się pomoc.

      • olunia34 Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 10:57
        nic dodać... AMEN:):)
        • basiabjork Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 13:54
          Tez mi sie podoba. Ladnie napisane. Rozumiem, ze z obecnego punktu obie sciezki
          wygladaja rownie dobrze/rownie zle. Pamietajcie, ze jesli pojdziecie sciezka
          pierwszej osoby, to pierwsza osoba bedzie wtedy szla pierwsza i torowala droge,
          jesli stanie na drugiej sciezce - to druga osoba bedzie szla pierwsza i bedzie
          brala na siebie wiekszosc ryzyka/ wiekszosc ciezaru. Jesli wiec nie mozecie sie
          nawzajem przekonac do wspolnego stanowiska - zdecydujcie sie na sciezke osoby
          silniejszej psychicznie, bo to ona bierze na siebie troche wiekszy ciezar,
          przynajmniej na poczatku.
          • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:10
            basiabjork napisała:

            Jesli wiec nie mozecie sie
            >
            > nawzajem przekonac do wspolnego stanowiska - zdecydujcie sie na sciezke osoby
            > silniejszej psychicznie, bo to ona bierze na siebie troche wiekszy ciezar,
            > przynajmniej na poczatku.
            Wlasnie dobre spojrzenie. Tez jestem za tym. W takich sytuacjach dobre jest
            jesli ktos kogos prowadzi. Troche zdziwiony jestem ze tak malo kobiet
            powiedzialo w ten sposob, zeby wlasnie dac sie prowadzic. Najwidoczniej nie
            chcecie byc prowadzone lub poprostu nie dowierzacieswym mezom. Ty mowisz o
            osobie silniejszej psychicznie, majac zapewne na uwadze nie odpornosc
            psychiczna i wytrzymalosc lecz glownie madrosc zyciowa z doswiadczeniem
            zlaczona. Czyli ktos komus powinien wyperswadowac i przekonac co do swojej
            slusznosci. Oczywiscie jest to zawsze ryzykowne i jakze duzo zalezy od
            wyrozumialosci tej drugiej osoby. Chodzi o to, ze oboje ida pozniej nowa
            nieznana tak do konca sciezka,bo musieli troche zboczyc. Jesli np. kobieta
            sie zgodzi pojsc sciezka meza, po majmniejszych niepowodzeniach zawsze moze w
            chwilach slabosci i zalamania mu robic docinki, w sensie -widzisz, namowiles
            mnie na te swoja sciezke, a ja ci uwierzylam, i widzisz co nas spotyka na
            niej, to zle, tamto niedobre, i jak mam po niej isc. Na mojej sciezce by tego
            nie bylo, nie trzeba byloby na niej galezi odsuwac bo tam lasu np. nie bylo
            itp., a tu na twojej nawet wilka widzialam. Myslalam zes madrzejszy jestes a
            dopiero teraz sie przekonuje ze madrosci w tobie nie ma itd. No, ale wiem ze
            zadna z was by tak nie gledzila, bo tylko niemadra kobieta w taki sposob mezu
            sie naprzykrzac moze.Czyz ja tu nie mam racji w tej swojej koncowce?
            • guciua Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:18
              wielo-kropek napisał:

              > Czyli ktos komus powinien wyperswadowac i przekonac co do swojej
              > slusznosci.

              Nie zgodzę się z tobą.
              Jakim prawem jeden człowiek rości sobie prawo do zmiany patrzenia na świat
              drugiego człowieka, jakim prawem chce zmieniać jego samego?

              Jak dla mnie jest to wyraz braku szacunku.
              • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:33
                guciua napisała:




                > Nie zgodzę się z tobą.
                > Jakim prawem jeden człowiek rości sobie prawo do zmiany patrzenia na świat
                > drugiego człowieka, jakim prawem chce zmieniać jego samego?
                >
                > Jak dla mnie jest to wyraz braku szacunku.
                A ja w tym przypadku wlasnie widze brak szacunku kiedy sie ucieknie z problemu
                i przestanie sie angazowac w jego rozwiazanie. To nie jest patrzenie na swiat,
                tylko na problem, bo oni swiat maja swoj wlasny i to razem ze soba. Wlasnie
                chodzi o to zeby ze zrozumieniem na niego patrzec. Najlepiej, a raczej
                najwygodniej jest powiedziec -wybieraj sobie sam, tylko zebys wybral te dobra
                sciezke. A pozniej dogadywac jesli cos nie tak - to ty ja wybrales, nie ja. Ja
                tu tylo przez ciebie, przez twoja glupote cierpe. Pewswazja jest
                koniecznoscia w kazdym malzenstwie. To podstawa kazdej zdrowej rozmowy, jesli
                ma byc ona tworcza. Ja tu przeciez nie mowie o perswazji jednostronnej, bo to
                byloby dyktowaniem komus. Ja tu mowie o perswazji obopolnej, z ktorej wylania
                sie PRZEKONANIE i to wiadomo dobrowolne. Czyz nie rozwiazujemy swych problemow
                czy nieporozumien tak na codzien? Kazde sprawy zyciowe, i nie o malzenstwach
                tylko teraz mowie, sa tak rozwiazywane. A jak ty rozwiazujesz swoje problemy z
                mezem, kiedy chcesz mu powiedziec ze masz racje? Ciekaw jestem tej twojej
                metody. Bardzo ciekaw. Z gory juz dziekuje za nia.
                • guciua Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 00:01
                  Nie chodziło mi absolutnie o uciekanie od problemów
                  a późniejsze wypominanie partnerowi negatywnych skutków jego własnego wyboru
                  jest poniżej poziomu, który jestem w stanie przyjąć.

                  "Perswazja" bardzo negatywnie mi się kojarzy, tak samo jak "walka o związek" czy
                  "przekonywanie innych o swojej racji"... to bardzo inwazyjne słowa. Ale nie o
                  terminologię będziemy się tu spierać lecz o możliwość pogodzenia wolności
                  osobniczej z chęcią stworzenia tworu zwanego "związkiem".

                  Wydaje mi się, że można razem wzrastać, można iść razem tą ścieżką nie tłamsząc
                  się wzajemnie i nie próbując zmieniać sposobu patrzenia na świat drugiego człowieka.
                  W każdym związku są dwie połówki. Z tych dwóch połówek odpowiadasz tylko za
                  swoją. Druga połowa ma swój własny sen, swoją własną wolę. Mamy wybór: możemy
                  walczyć przeciwko sobie, walczyć o władzę, o przekonanie drugiej osoby do swoich
                  racji, narzucenia mu swojej woli albo stworzyć drużynę. W drużynie zawsze się
                  gra ze sobą, nie przeciwko sobie.

                  • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 00:46


                    Tu nie chodzi zeby grac ze soba czy przeciwko sobie. Chodzi o to zeby
                    uczestniczyc w grze. W perswazji (w rozmowie peswazyjnej) ma sie swoje
                    argumenty jak tez i przeciwko sobie, ktore inni nam je przytaczaja. To juz
                    twoja sprawa ze perswazja ci sie negatywnie kojarzy. Dla mnie jest to
                    madrosc zyciowa, bo co dwie glowy to nie jedna.Nie bede sie powtarzal bo juz
                    troche o tym napisalem wczesniej. Dziwne ze uwazasz iz przekonywanie innych o
                    swej racji jest inwazyjne. Inwazyjne jest narzycanie swoich racji, a ja
                    zupelnie tu o czym innym mowie. Czy nie przyszlo ci do glowy to, ze czlowiek
                    czlowiekowi nie moze zmienic sposobu patrzenia na swiat, jesli ten drugi
                    czlowiek dobrowolnie tego nie zaakceptuje. Inne zmiany patrzenia na swiat sa
                    dyktatorskie i sztuczne, czyli tak naprawde nie sa zmianami zachodzacymi w tym
                    drugim czlowieku, jedynie podporzadkowaniem sie wbrew swojej woli. W
                    malzenstwie to nie wchodzi w gre, a przynajmniej nie powinno. Dalej nie wiem
                    jakim sposobem w dyskusji z innymi udowadniasz im swoja racje. Ja perswazja,
                    a ty?
      • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 22:49
        elam1 napisała:

        > Kiedy dwoje ludzi staje na rozstaju dróg, warto się zatrzymać.
        > Poczekać. Przytłumić emocje. Nie stawiać za wszelką cenę „na swoim”
        > . Pochopne
        > decyzje raczej nie są dobre. Chociaż ostatnio zaczynam słyszeć szybka decyzja
        &
        > #8211;
        > dobra decyzja, Mam inne zdanie. Inne doświadczenia. Zadać sobie pytanie: co
        > jest dobre dla drugiej strony, czy moja chęć pójścia inna ścieżką to nie
        będzie
        >
        > tylko chęć zaspokojenia swoich własnych potrzeb ?
        > Dwojgu jest łatwiej , bo jeśli jedno upadnie drugie go podniesie, a kto
        > podniesie tego który idzie sam ? Także ciężar lżej nieść gdy ma się pomoc.
        Madre spojrzenie, szczegolnie kiedy chodzi o zatrzymanie sie i niepochopnosc. A
        sciezka, coz nawet gdyby kazde poszlo inna tez mozna na nich przechodniow
        spotkac. Jeden nadejdzie z przeciwka, drugi byc moze zapowolny da sie dogonic.
        Jednego mozna zawrocic, jesli sie da, drugiemu pomoc towarzystwem swym w
        drodze, jesli sie zechce dla nich obojgu wspoltowarzyszyc. Poprostu bedzie nowe
        otoczenie i powloka tez. Pytanie tylko czy lepsza, ale tego tak naprawde nikt
        z nas nie wie na dluzsza mete.
        • elam1 Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 08:24
          Kiedy dwoje ludzi staje się małżeństwem, nie są już dwoje, ale jedno. Pięknie
          byłoby gdyby byli w Bogu czyli wierzący świadomie z konsekwencjami z tego
          płynącymi. nie chodzi o to, że spotkasz na swojej drodze przechodnia lub w
          dalszej kolejności ........, nowe otoczenie nowe życie. Mąż, żona to nie to
          samo co ktoś spotkany po drodze. To ścisła zależność między dwojgiem i niestety
          drogie Panie również uległość i podporządkowanie. Wcale to nie
          oznacza „ubezwłasnowolnienia”.
          Pięknie jest napisane w Piśmie Świętym:
          „... serce małżonka ufa jej ...”
          Wielo-kropek wspomniał również o gadatliwości pozbawionej braku szacunku dla
          męża, wypominania, te rzeczy mogą dotyczyć też drugiej strony. Mężowie mają
          miłować swoje żony. Jeżeli obie strony będą chciały dążyć do wspólnego celu
          nie będą dla siebie przykrymi, ale będą się wspierać, nie będą wypowiadać słów
          których będą później żałować.... czy nie łatwiej wrócić do rozmowy ?

          • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 18:18
            elam1 napisała:

            > Kiedy dwoje ludzi staje się małżeństwem, nie są już dwoje, ale jedno. Pięknie
            > byłoby gdyby byli w Bogu czyli wierzący świadomie z konsekwencjami z tego
            > płynącymi. nie chodzi o to, że spotkasz na swojej drodze przechodnia lub w
            > dalszej kolejności ........, nowe otoczenie nowe życie. Mąż, żona to nie to
            > samo co ktoś spotkany po drodze.
            Biblia pieknie jest napisana i pewnie pieknie byloby gdyby kazdy czlowiek
            potrafil zgodnie z nia zyc. Ja tu mowie o obecnej rzeczywistosci a ona dosc
            czesto nie ma pokrycia w Biblii. Tak, napisane jest ze staja sie jednym
            cialem, ale ja to rozumiem ze staja sie jednym cialem w sensie duchowym. Sam/
            sama wiesz jak z tym jest, szczegolnie kiedy duchownosci brakuje jednemu i
            drugiemu. Wiadomo tez ze na tych nowych sciezkach(po rozejsciu sie) spotyka
            sie tez nowych mezow i zon i to coraz wiecej tak sie dzieje. Dlaczego mowisz
            ze maz, zona to nie to samo co ktos spotykany po drodze. Czyz nie jest tak,
            ze zanim nastapilo zawarcie ich malzenstwa, nie spotkali sie gdzies
            wlasnie przedtem na drodze swego zycia?
            • elam1 Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 09:16
              Owszem spotkali się kiedyś nie będąc małżeństwem, ale kiedy już nim są to są
              na dobre i na złe, i nie po by kiedys pójść własną ścieżką i znaleźć drugiego
              męża/żonę, bo to nie jest zgodne z tym co Bóg mówi w swoim słowie. Ja zgadzam
              się z tym co jest napisane w Piśmie Św. I nie jest dla mnie argumentem to, że w
              świecie coraz więcej tego typu zdarzeń ma miejsce czyli nowe związki
              małżeńskie, czy życie bez ślubu. Bo jak napisałeś, byłoby pięknie gdyby ludzie
              żyli zgodnie z tym co jest napisane w Biblii. Ale to właśnie od nas ludzi
              zależy jak żyjemy, jakie normy postępowania uznajemy za właściwe w naszym
              życiu, jakie podejmiemy decyzje i jakie będą tego konsekwencje.
              Piszesz, że może być trudno, kiedy któremuś z małżonków brakuje duchowości, ale
              gdzie jest napisane, że będzie łatwo. Więcej napisane jest że w pocie czoła
              będziesz pracował na swój chleb, a żona w bólach będzie rodziła, ale jest też
              napisane „...rozkoszuj się Panem, a da ci czego pragnie serce twoje...”
              Tylko tu znowu jest konsekwencja, kiedy poznasz i pokochasz Pana, to już nie
              będzie pragnieniem Twojego serca to co ludzkie, ale będziesz patrzył na
              potrzeby innych i swoje przez pryzmat Bozego słowa, a to ustawia zupełnie
              inaczej priorytety.
              Polecam też urywek z listu Św. Pawła do Efezjan 5;22-33.
              A także z I Listu do Koryntian 7 rozdział,
              • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 19:12
                elam1 napisała:



                ale jest też
                > napisane „...rozkoszuj się Panem, a da ci czego pragnie serce twoje...
                Jest tez napisane, rozkoszuj sie zona swoja za mlodu. Nie wiem dokladnie
                gdzie, ale wydaje mi sie ze gdzies w Psalmach.
                • elam1 Re: Malzenska sciezka zycia 23.01.07, 07:57
                  Przyp. 5:15-18
                  15. Pij wodę z własnej cysterny i wodę świeżą z własnej studni!
                  16. Czy twoje źródła mają wylewać się na zewnątrz, a twoje strumienie na place?
                  17. Do ciebie samego mają należeć, a nie do obcych równocześnie z tobą!
                  18. Niech będzie błogosławiony twój zdrój, a raduj się z żony twojej młodości!
                  (BW)
      • guciua Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:03
        Szybkie decyzje, ostre cięcia w większości przypadków są zgubne.
        Tak samo szybkie zmiany ścieżek, gwałtowne zakręty i zwroty nie służą
        uczestnikom podróży. Tym bardziej jak jest ich więcej jak jeden. Można się
        wzajemnie poobijać, zranić.
        • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:15
          Tak, ale te zmiany sciezek dosc czesto sa konieczne. Zycie nas dosc czesto do
          tego zmusza. Tylko nieliczni sa panami sciezek, czyli ukladaja je jak sobie
          zycza (no powiedzmy prawie panami). Wiekszosc bodajze musi sie do zycia
          dostosowywac,jego okolicznosci i do swojego losu.
          • guciua Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:19
            Czasem warto pewne rzeczy "puścić" samym sobie. Łagodniej wtedy pokonuje się
            zakręty.
            • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 18.01.07, 23:36
              A tu juz sam nie wiem. Byc moze masz troche racji. Jednak na zakrecie wlasnie
              to ja akurat trzymam kierownice, nigdy jej tam nie puszczam.
              • zoofka Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 20:11
                a nie bolą Cię od tego ręce? nie lepiej kiedy pomoże Ci inna ręka? nawet za
                cenę zbyt ostregozakrętu?
                • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 20.01.07, 03:09
                  zoofka napisała:

                  > a nie bolą Cię od tego ręce? nie lepiej kiedy pomoże Ci inna ręka? nawet za
                  > cenę zbyt ostregozakrętu?
                  Lepiej jest czasem jak bola troche rece niz ma bolec glowa. Kiedy ja jade nie
                  daje babie (baba, bo tylko babe stac na to by tak robic) by sie chwytala
                  kierownicy, a juz napewno nie na zakrecie. Kiedy ona podjela sie funkcji i
                  prowadzi, to juz jej sprawa jak pokona zakrety, nie moja. Wazne tu zeby jechac
                  razem i do tego samego miejsca. Uwazam ze kobieta powinna sie sprawdzic jesli
                  chce, nawet na zakretach. Uwazam tez, ze nie powinna nikomu przeszkadzac na
                  zakretach taksamo. Jesli juz naprawde chce sie za cos chwycic czy czegos
                  potrzymac, to moze sie zlapac za "dyszel", ale tez najlepiej jak to zrobi
                  juz po wyjsciu z zakretu.
      • sotie Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 18:27
        pięknie powiedziane :)
    • wczorajsza.pietruszka Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 01:42
      Błąd na początku - nie idą ścieżką, tylko przeplatającymi się, splatającymi
      namiętnie i wdzięcznie dwoma, każde z ludzi z osobna. Nie da sie zejść ze
      swojej, wejść na czyjąś albo "kompromisową". Tylko namiętny albo czule
      przyjacielski splot odrębnych, świadomych siebie indywiduów daje synergiczne 2
      x 2 = 5. Kiedy drogi się rozchodzą, pokorne wyrzeczenie się siebie, autoredukcja
      partera z 2 na 0,5, byle tylko dopasować się do rozmiaru ścieżki drugiego,
      skutkuje dewaluacją związku.
      W tym równaniu 2 = człowiek, który kocha siebie i równie jak siebie drugiego
      (wartosc naddana); 1 = ten, który jest w pełni sobą (i tylko sobą - jak za
      dobrych, kawalerskich czasów :); >>1 = ten, który jakkolwiek rezygnuje z siebie.
      Podstawcie liczby - nawet idealna miłość (2) pomnożona przez niespełnionego
      indywidualnie choćby do 1 (>1) partnera daje wegetację ledwie pełzającą nad
      zerem... Zawsze w sumie poniżej indywidualnej wartości życia drugiego partnera.
      A synergia 2 x 2 = 5 to cud. Prawdziwy, niematematyczny i działający. Którego
      wszystkim życzę :)

      • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 19.01.07, 02:12
        Szli razem. Zauwazyli ze ida z osobna poniekad kiedy znalezli sie w punkcie
        rozdwojenia sciezki. Jesli pojda dalej razem, nie wazne ktora, sciezka bedzie
        dla nich jedna, czyli ich sciezka. Kazda sciezka jest ich jesli ida po niej
        razem. Osobno po swojej sciezce to sie chodzi za kawalerskich czasow czy
        panienskich. W malzenstwie tak sie nie idzie, bo prawie pewnym jest ze sie
        rozejdzie, jak sie tylko sciezki zaczna rozchodzic.




        • piekielnica1 Re: Malzenska sciezka zycia 20.01.07, 06:52
          W malzenstwie tak sie nie idzie, bo prawie pewnym jest ze sie
          > rozejdzie, jak sie tylko sciezki zaczna rozchodzic.

          A co jeżeli jedno z małżonków uważa, że JEGO RACJA jest jedynie, absolutnie i
          bezwarunkowo słuszna.
          Czy to drugie z małżonków ma ZAWSZE rezygnować z realizacji jakichkolwiek
          swoich celów w swoim JEDYNYM życiu?.
          • e.kobietka Wielokropek jest starej daty,kiedy kobieta nie ist 20.01.07, 13:30
            piekielnica1 napisała:

            > W malzenstwie tak sie nie idzie, bo prawie pewnym jest ze sie
            > > rozejdzie, jak sie tylko sciezki zaczna rozchodzic.
            >
            > A co jeżeli jedno z małżonków uważa, że JEGO RACJA jest jedynie, absolutnie i
            > bezwarunkowo słuszna.
            > Czy to drugie z małżonków ma ZAWSZE rezygnować z realizacji jakichkolwiek
            > swoich celów w swoim JEDYNYM życiu?.
            ----------

            niała jako odrębna jednostka. Musiała podporządkować się całkowicie woli rodziny
            i póżniej mężowi. Było wtedy to może wygodne, bo miała przynajmniej zapewnioną
            opiekę i mogła spokojnie zająć się wychowaniem swoich dzieci. Nie musiała jak
            obecnie sama walczyć o wszystko.
            Ale, te które wtedy walczyły o swoją inwidualność były napiętnowane przez
            społeczeństwo.
            Teraz trudno w pełni zaufać mężczyznie. Stali się wygodni i nieodpowiedzialni.
            Chętnie łamią stare zasady i reguły społeczne.

            Ja też mówię w miłości o dwóch ścieżkach, które skrzyżowały się w pewnym
            momencie i dalej obie biegną koło siebie.
            Jestem takim samym człowiekiem ze swoimi potrzebami, jak mężczyzna. Można
            ścieżkę nazwać drogą do tego samego celu, który jest gwarancją powodzenia
            związku i rodziny.
            Ale, każdy jest jednak odrębną jednostka. Jeśli mężczyzna chce być prawdziwą
            głową rodziny, to musi uwzględnić potrzeby kobiety.
            Ci, którzy wymagają bezwzględnego poddania się mu i jego decyzjom nie kierują
            się miłościa do kobiety i ich dzieci.
            Zaufanie trzeba zbudować, a nie zakładać z góry, że kobieta ma z zaufaniem pójść
            w tą samą stronę, co mężczyzna.
            Te, które bezpodstawnie zaufają mężczyżnie póżniej budzą się rozżalone na niego
            i na cały świat.

            Każdy sam musi wiedzieć, czego chce i co prawdziwie potrzebuje.
            • piekielnica1 Re: Wielokropek jest starej daty,kiedy kobieta ni 20.01.07, 15:52
              Oj, gdyby wszyscy mężczyźni chcieli to zrozumieć.

              Na szczęście można już spotkać takich , którzy to rozumieją.
            • wielo-kropek Re: Wielokropek jest starej daty,kiedy kobieta ni 20.01.07, 19:01
              e.kobietka napisała:




              > Teraz trudno w pełni zaufać mężczyznie. Stali się wygodni i
              nieodpowiedzialni.
              > Chętnie łamią stare zasady i reguły społeczne.
              Wiesz co. Nawet nie chce mi sie tu wypowiadac o tym majac kobiety na uwadze w
              tej kwestii. Zgadzam sie z tym co napisalas, ale chyba nie chcesz mi
              powiedziec ze kobiety dzisiaj nie lamia starych zasad i regul spolecznych, co?

          • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 20.01.07, 18:56
            piekielnica1 napisała:


            > A co jeżeli jedno z małżonków uważa, że JEGO RACJA jest jedynie, absolutnie i
            > bezwarunkowo słuszna.
            > Czy to drugie z małżonków ma ZAWSZE rezygnować z realizacji jakichkolwiek
            > swoich celów w swoim JEDYNYM życiu?.
            Jedynie moze tak uwazac glupek w malzenstwie i pisac o tym ktos kto podstaw
            wspolzycia malzenskiego nie zna lub niechce znac. W malzenstwie racja ma byc
            WSPOLNA. Jesli tak nie jest, wtedy w tym malzenstwie nie ma racji nikt,i ty
            dobrze o tym wiesz, a przynajmniej powinnas wiedziec. Co zrobic w takim
            przypadku pytasz? Kazdy ma tu swoj wolny wybor. Jednym z nich moze nawet byc
            to co napisalas -podporzadkowanie sie i rezygnacja ze swoich celow. Pytanie
            zawsze bedzie, czy taki wybor bedzie slusznym, ale to nie mnie odpowiadac na
            to, tylko osobie ktora wybiera, a raczej w tym przypadku -godzi sie na
            warunki postawione przez partnera.
            • piekielnica1 Re: Malzenska sciezka zycia 21.01.07, 08:21
              > Kazdy ma tu swoj wolny wybor. Jednym z nich moze nawet byc
              > to co napisalas -podporzadkowanie sie i rezygnacja ze swoich celow. Pytanie
              > zawsze bedzie, czy taki wybor bedzie slusznym, ale to nie mnie odpowiadac na
              > to, tylko osobie ktora wybiera, a raczej w tym przypadku -godzi sie na
              > warunki postawione przez partnera.

              I kółko się zamknęło.
              Jesteśmy na początku dyskusji.

              > Jedynie moze tak uwazac glupek w malzenstwie i pisac o tym ktos kto podstaw
              > wspolzycia malzenskiego nie zna lub niechce znac.

              Ale to się dzieje. W koło nas.
              • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 18:56
                piekielnica1 napisała:

                > Ale to się dzieje. W koło nas.
                Nie wkolo mnie musze ci powiedziec.
    • kookardka Re: Malzenska sciezka zycia 21.01.07, 10:01
      Ja bym zaczęła deptać trzecią ścieżkę, po środku tych dwóch.
      Ta nowa ścieżka musi być kręta, zahaczać o obie poprzednie ścieżki,
      tak aby pojawiły się nowe skrzyżowania, na których mogliby się spotykać
      a czasem dreptać ścieżką pierwszą i drugą na zmianę, razem.
    • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 13:21
      wielo-kropek napisał:

      > W koncu sciezka sie rozdwaja. Ona wolalaby isc jedna, a
      > on uwaza ze ta druga byloby lepiej i latwiej przejsc. Co wg was powinni w
      > takim razie zrobic i ktora sciezka pojsc? A moze trzeba by bylo deptac
      > te zupelnie nowa, trzecia sciezke?

      Kupilibyśmy w kiosku stojącym przy rozstaju dróg (którego nie zauważyłeś a
      przecież stoi obok tego drzewa po prawej;)) mapę. Zobaczylibyśmy gdzie lepiej i
      korzystniej się udać. Krótka narada...i w drogę:):):)
      • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 19:07
        Czyli wystarczy kupic mape i mozna miec problem z glowy, tak? Ciekawe co
        powiesz o tych, ktorzy jadac z kupiona mapa, musza na jednej drodze kolo
        zmieniac, bo gume zlapali, a na innej nie. Czy w takim razie mapa jest winna,
        ze nie powiedziala im o tym, ze na drodze byl gwozdz ktory przebil opone?
        Mape to oni juz mieli , na poczatku swojej wyprawy, wiedzieli w jakim
        kierunku ida i dlaczego. Problem w tym ze to wlasnie mapa im nie powiedziala o
        wszystkim co ich spotka na drodze. Byc moze i slusznie, bo inaczej by
        wygladalo na to, ze mapa ich by za reke prowadzila, jak wczesniej tatus z
        mamusia.
        • trypel Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 19:11
          hmm a jeżeli zatrzymali się na parkingu na chwilę i okazało się że ten gosć co
          stoi obok ma lepszą mapę to można się przesiaść?? i pojechać nową drogą?? chyba
          tak...
          :D
          • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 19:21
            Wiesz, to twoja sprawa co zrobisz w takim przypadku. Po pierwsze nie jest
            powiedziane ze ten gosc obok bedzie sobie zyczyl zeby sie do niego przysiasc,
            Po drugie trzeba zawsze pamietac o tym, ze to ten gosc bedzie wiozl, a ten kto
            wiezie ten i jedzie jak chce i dokad chce. Czasem ten wlasnie gosc moze
            zatrzymywac sie na parkingach na ktorych ty bys sobie np. nie zyczyla, ale to
            jego fura i on w koncu pan sytuacji tutaj, bo ty sie tylko dosiadlas i za
            benzyne raczej nie chcesz sie dolozyc, a moze on nawet nie chce zebys sie
            dokladala. No i nie zapominaj tez o tym, ze czasem taki gosc kiedy spotka inna
            (lepsza?) na drodze, moze kazac ci wysiadac z jego auta, bo trzeba zrobic
            miejsce dla tej nowej pani. Ja bym tak pochopnie nie radzil ci sie dosiadac,
            ale jak napisalem na poczatku -to twoja sprawa.
          • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 21:00
            hehe lepsza mapa nie jest zła:D Zawsze jakaś opcja;)
        • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 20:59
          Ojej a co za problem zmienić koło? Mało po drodze stacji z serwisem:)?
          A to zawsze miłe urozmaicenie:D Zwłaszcza jak jest ciepło i można zaszyć się
          gdzieś na polance...no wiesz co dalej:D
          • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 21:06
            Optymistycznie wszystko widzisz. Lubie tak. Jednak troche dla urosmaicenia
            pesymizmu tu podrzuce. Zeby to tylko kolo. Kolo bylo w przenosni. Nawet bez
            stacji je sie wymieni kiedy ma sie zapasowe. No i jak polezec na polance w
            lasku kiedy deszcz i czarnew chmury nadciagnely? Wtedy pewnie trzeba siedziec
            w budzie, czyli samochodzie. A moze ty masz lepsze pomysly, co? Jesli mi sie
            spodobaja to ta i mape od ciebie tez bede chcial.
            • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 21:24
              Zawsze trzeba wozić zapasowe jak się gdzieś dalej wybiera:)
              A w samochodzie również może być przyjemnie i jeszcze podniecająco łączące się
              krople deszczu na szybie echhhhhhh, zaparowane szybki...W ten oto przyjemny
              sposób doczekamy do słonecznej pogody a potem wyjdziemy i wymienimy koło:D
              • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 22:43
                To co wystarczająco dobry pomysł;)?
                Kupujesz mapę;P?
                • wielo-kropek Re: Malzenska sciezka zycia 22.01.07, 23:35
                  Widze ze chcialabys na niej zarobic - z toba biznes tylko krecic. Coz, pomysl
                  masz dobry, wrecz wspanialy i jakze zachecajacy. Wydaje sie ze w tym przypadku
                  poprostu nie ma sensu kupowac mi mape od ciebie, bo i po co nam dwie mapy
                  bylyby potrzebne? Zdobylas mnie tutaj na swoj optymizm, bo on wydaje sie byc
                  mocno wazny w kazdym malzenstwie. To co, moge sie teraz zalapac na kierowce?
                  Jezdze wspaniale. Na mapach sie tez znam. Twoja rowniez opanuje.
                  • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 23.01.07, 08:37
                    Hihi tak się składa, że mam kierowcę choć bez prawa jazdy:D
                    A powiem Ci szczerze, że gdybyś wiedział jak bardzo ryzykujesz proponując
                    opanowanie mojej mapy to wycofałbyś propozycję od razu:) Zwłaszcza mapy mojego
                    umysłu o mapie charakteru nie wspominając. Taka okropna zołza jestem:D I mam
                    całe mnóstwo innych wad, o których może Ci opowiedzieć trypel:D
                    • trypel Re: Malzenska sciezka zycia 23.01.07, 08:38
                      Oj mogę. Nie opowiem bo to nie miejsce na tak straszne historie... ;P

                      W każdym razie z mapą Izy to ja nigdzie nie jadę :)
                      • izabellaz1 Re: Malzenska sciezka zycia 23.01.07, 08:41
                        Okropny wstręciuch!!!
                        To ja z Twoją też nigdzie nie jadę...:P:P:P
                        • izabellaz1 Ps. 23.01.07, 08:42
                          Wiesz, że lubię straszne historie:D
                          Może kropuś też lubi horrory;)
                          • trypel Re: Ps. 23.01.07, 08:45
                            Co za pokolenie strasznych kobiet. Zamiast siedzieć z tyłu w samochodzie,
                            wyszywać i podążać tą drogą co Pan Mąż grzecznie i bez sprzeciwu to osmielają
                            się myśleć o innych ścieżkach i na dodatek o jakichś wymianach kół na pustych
                            polankach fuj!!!
                            wstyd!!
                            • izabellaz1 Re: Ps. 23.01.07, 08:48
                              A co Ci się nie podoba w wymianie kół w plenerze z przerwą na "bonusik"???
                              Że Ty już nie pamiętasz do czego może służyć polanka poza zrywaniem kwiatków
                              albo spaniem w cieniu drzewa to nie moja wina:P:P:P
                              • trypel Re: Ps. 23.01.07, 08:56
                                przypomniało mi sie:
                                -Ty już mnie nie kochasz!!!
                                -Dlaczego???
                                -Bo zawsze na tej polance psuł ci się motocykl

                                :):):)

                                ale po co on sie tam psuł i co to ma wspólnego z miłoscią??
                                :D
                                • izabellaz1 Re: Ps. 23.01.07, 09:05
                                  Hmmmmm wybacz trypciu ale nie mój mały kobiecy móżdżek nie załapał dowcipu
                                  <czerwienię się>;)

                                  To z autopsji??????
                                  • wielo-kropek Re: Ps. 24.01.07, 23:39
                                    Najpierw mnie zachecasz a pozniej mowisz ze masz niedobra mape. Ciekawe kto ja
                                    tak dla ciebie pocharatal, Nie mysle ze ty sama taka zdolna bylas by tak
                                    pourozmaicac. Ktos musial ci w tym pomagac. No, ale nie jest ona az taka zla,
                                    bo polanki ma zaznaczone i inne podobne przystanki. Mysle ze z toba to
                                    bylaby dluga podroz i to wywrotna w dodatku. Ten twoj kierowca czasami
                                    pewnie nie wie dokad jedzie, bo jak sie kieruje twoja mapa, to i zbacza z
                                    drogi by kola wymieniac. A moze to jego jest mapa, a ty tylko na doczepke
                                    pasazerka jedziesz, co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka