Dodaj do ulubionych

Alimenty - droga donikąd

IP: *.dip0.t-ipconnect.de 14.07.03, 22:20
Bo moze zamiast pozbawiac dzieci kontaktow z ojcem i zasadzac
alimenty sad zatroszczylby sie, zeby ojciec mogl z dzieckiem
przebywac i normalnie je wspolutrzymywac, czyli o alimentacje
naturalna. Ale w Polsce to temat tabu, lepije zasadzic
absurdalne alimenty, kontakty 2 godziny na miesiac i potem
wystawic jakas feministke by wylewala krokodyle lzy. Ale ze
problem nie sprowadza sie do alimentow, to juz umknelo
przenikliwosci dziennikarki "gazety"
Obserwuj wątek
    • Gość: Peter Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.nas13.oakbrook1.il.us.da.qwest.net 14.07.03, 22:46
      zgadzam sie w 100 %. Mezczyzna to zawsze ten zly , ktory
      wykorzystuje. Jakby tak facet chcial wziac dziecko i sam
      otrzymywac od kobiety alimenty to te glupie feministki by chyba
      oszalaly.
      • Gość: kou Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.dutzend.stw.uni 14.07.03, 23:14
        feministki niech szaleja - ale ja popieram!
        Skoro matki nie radza sobie z zarobieniem na dzieci, to dlaczego
        podejmuja sie opieki nad nimi? Moze lepiej by bylo, gdyby w
        niektorych przypadkach sady czesciej przyznawaly prawo ojcom, a
        rzetelne matki placilyby te 100 zl miesiecznie alimentow??
        Poza tym nie wierze, ze az w 90% przyznanie opieki kobietom to
        dobre rozwiazanie... moze 40, moze 60 czy nawet 70 - OK, ale nie
        90!!!!!! Bez przesady...
        • aankaa Re: Alimenty - droga donikąd 14.07.03, 23:28
          Gość portalu: kou napisał(a):

          > feministki niech szaleja - ale ja popieram!

          masz swoje dzieci ?

          > Skoro matki nie radza sobie z zarobieniem na dzieci, to dlaczego
          > podejmuja sie opieki nad nimi?

          bo ktoś musi, z reguły Tatusiowie "idą sobie" a w zamian zostawiają "obietnicę
          alimentów"

          > Moze lepiej by bylo, gdyby w
          > niektorych przypadkach sady czesciej przyznawaly prawo ojcom, a
          > rzetelne matki placilyby te 100 zl miesiecznie alimentow??

          pewnie, wreszcie skończyłaby się nagonka na "samotne, niewydolne matki". Niech
          Tata za 100 zł od matki (+ 100 od siebie) utrzyma dziecko

          • Gość: Marek Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.mercerville-11-12rs.nj.dial-access.att.net 15.07.03, 16:07
            A moze ktos zauwazylby, ze sprawy tego typu, to najczesciej
            sprawy wylacznie o pieniazdze, nie zas o dzieci!To one
            przegrywaja z "prawem" to one sa zakladnikami w sprawach
            rozwodowych i majatkowych zwiazanych z rozwodami. Moze
            ktorykolwiek z sadow polskich,zastanowilby sie nad dobrem
            dziecka nie zas tylko nad kara "grzywny" nakladana dumnie przez
            nieudolne sady. To dobro dzieci powinno wyznaczac wysokosc kary
            za krzywdzenie ich samych, czyli wysokosc alimentow. To miedzy
            innymi stan majatkowy winien stanowic przy przydzielaniu opieki
            nad dzieckiem(ojcu badz matce)To sie podobno nazywa
            rownouprawnienie!Czy owo "rowno" to wlasnie w/w 90% do 10%?
            I jeszcze jedno. Tatusiowie nie zawsze uciekaja, czasem nie moga
            poprostu zniesc obecnosci przemilych,dobrych i
            zyczliwych "mamusiek".
        • Gość: Ewa Re: Alimenty - droga donikąd IP: 213.25.31.* 15.07.03, 11:33
          Gość portalu: kou napisał(a):

          > feministki niech szaleja - ale ja popieram!
          Alimenty jest to sprawa przeciętnych kobiet a nie żadnych zaangazowanych
          feministek. Gdzie w artykule znalazłeś wskazowkę, ze Agnieszka/ Agata / Kamila
          należą do Ośki czy podobnej organziacji? Chyba że dla ciebie każda kobieta
          która chce dochodzić swoich praw jest 'szalejącą' feministką ...
          > Skoro matki nie radza sobie z zarobieniem na dzieci, to dlaczego
          > podejmuja sie opieki nad nimi? Moze lepiej by bylo, gdyby w
          > niektorych przypadkach sady czesciej przyznawaly prawo ojcom, a
          > rzetelne matki placilyby te 100 zl miesiecznie alimentow??
          A skąd pomysł, ze facet, dla którego zapłata 100-300 zł miesięcznie alimentów
          (przy dobrym zwodzie, zarobkach i samochodzie, do którego benzyna kosztuje
          więcej niż chce wydać na własne dziecko) tak sie do tej opieki pali? Ilu ojców
          rzeczywiście jest gotowych zajac się swoimi dziećmi na co dzień?
      • Gość: melmire Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 14.07.03, 23:17
        Ja sie uwazam za feministke, i w razie rozwodu nie mialabym nic
        przeciwko temu zeby moje dziecko mieszkalo przez miesiac u
        mnie, przez miesiac u ojca. I oczywiscie ze sady kieruja sie
        stereotypami, niekorzystnymi dla obu stron. Bo wbrew pozorom
        nie kazda kobieta chce po rozwodzie zatrzymac dzieci, a jak sie
        nie daj boze ktoras odwazy, to etykietke wyrodnej matki ma jak
        nic.
        Mam nadzieje ze coraz latwiej bedzie mezczyznom dostawac prawo
        opieki nad dziecmi, tym bardziej ze nie rozumiem dlaczego tak
        czesto prawo opieki dla jednej strony jest jednoczesnie
        odebraniem prawa opieki drugiej, przeciez dorosli kulturalni
        ludzie powinni jakos umiec sie ulozyc. Hopki w stylu - bedziesz
        mogl dziecko ogladac przez 2 godziny w tygodniu uwazam za
        niesmaczne.
        • Gość: tata Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 08:43
          masz duzo racji!
          tylko czy dziecko powinno nie miec stalego domu? raz tu, raz tu
          to chyba nie jest najlepszy pomysl:)
          co z otoczeniem dziecka, pozniej z przedszkolem (tu i tak mozna
          wozic) a potem ze szkola. Na przyklad chopcu bardzo potrzebni sa
          koledzy z podworka. A miesiac tu miesiac tu - wszystko psuje.
          Tez sie zgadzam, aby z tym ze sady powinny czesciej przyznawac
          opieke nad dzieckiem ojcu. Sam mam syna i gdyby tak sie stalo,
          ze rozstali bysmy sie z zona - on by tego nie zniosl. Ja z nim i
          on ze mna jestesmy bardzo blisko. Gdyby sad dal go matce
          zniszczyloby to jego psychika, a wiem ze moja zona nie jest
          idealna matka. To ja musze wielu rzeczy dopilnowac. Ona jest
          zajeta praca i swoja osoba. Ja mu kupuje ubrania, odbieram z
          przedszkola, gotuje. Ona pierze. Dalibysmy sobie rade sami. Ale
          oczywiscie kochamy mame i nie chcemy sie rozstac:)
          tylko co jak sie ten uklad zepsuje?
          sad kaze mi dac na niego 300-500 zl i co drugi weekend na
          spacerek i w lato na wakacje na 2 tyg.
          to jest bzdura!
          wiem, ze moja zona chetnie (pewnie) oddalaby mi go na
          wychowanie, ale co powiedzieli by ludzie, kolezanki ???
          jak moglas? to ty musisz byc ta dobra! cierp i opowiadaj o tym
          wszystkim, jaki to on zly
          pozdrawiam
          j
          • Gość: mała Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.daminet.pl / 172.17.0.* 15.07.03, 18:46
            a moglibyscie mi powiedziec ile trwa rozwod? przypuscmy, ze
            oboje malzonkow sie dogaduja i nie trzeba zakładac typowej
            sprawy i wynajmowac prawnikow itp.jak długo jest rozpatrywany
            wniosek o rozwod?chociaz w przyblizeniu, z gory dziekuje za
            pomoc pozdrawiam
      • Gość: Kat Re: Alimenty - droga donikąd IP: 12.32.246.* 14.07.03, 23:40
        dlatego Polska jest tak zacofanym krajem. zamiast rozwiazywac
        problemy, nadal zrecie sie o role feministek. Feministki nie
        chca zabrac 'biednym' mezczyzna wszystkich ich pieniedzy, ale
        dostarczyc kobietom mozliwosc zycia na jakims normalnym
        stopniu. wkoncu ktos te dzieci urodzil i nianczyl kiedy
        mezczyzni chodzili do pracy i zarabiali. mozna bylo zatrudnic
        nianie, ale matka poswiecila prace zeby zajmowac sie dziecmi, a
        teraz ma za to fige.
      • Gość: daddy Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.eurocontrol.be 15.07.03, 13:29
        Gorzej jest jak alimenty przeznaczone dla dziecka trafiaja tylko
        na potrzeby i do kieszeni bylej zony!!! a pozatym utrzymanie
        dzieci sa w takiej samej mierze rowne dla obu stron.
      • Gość: feminka Re: Alimenty - droga donikąd IP: 206.120.23.* 15.07.03, 14:54
        A kiedy i gdzie slyszales z ust feministek ze facet to zawsze
        ten zly?? To wlasnie feminizm dazy do modelu, w ktorym rodzice
        maja takie same prawa i OBOWIAZKI wzgledem dziecka.

        Gość portalu: Peter napisał(a):

        > zgadzam sie w 100 %. Mezczyzna to zawsze ten zly , ktory
        > wykorzystuje. Jakby tak facet chcial wziac dziecko i sam
        > otrzymywac od kobiety alimenty to te glupie feministki by
        chyba
        > oszalaly.
      • Gość: Mamusia Re: Alimenty - droga donikąd IP: 213.241.19.* 15.07.03, 15:35
        A czy nie wydaje sie Wam, że w tym wszystkim nie chodzi o walkę
        pomiedzy rodzicami (prawa ojca, matki, feministki itp.) tylko o
        zapewnienie dziecku jak najlepszych warunków rozwoju - w tym
        zapewnienie dobrej sytuacji materialnej. Czasami zwykła bieda
        zmusza kobietę (lub mężczyznę - bo znam i tekie przypadki) do
        walki o alimenty. Polskie prawo powinno gwarantować takiej
        osobie uzyskanie pomocy materialnej - jeśli nie od partnera
        (partnerki) to z Funduszu Alimentacyjnego.
        • hilled Re: Alimenty - droga donikąd 16.07.03, 11:54
          Popieram.
          Zdaje sie,ze niektorzy panowie po rozwodzie sadza, ze alimenty to zemsta bylej
          zony. Moze czasami tak jest, ale prosze nie pchac nas (mamusiek) do jednego
          wora! Zdarza sie tez tak, ze tatusiek nagle znudzil sie rodzinka i chce zazyc
          wolnosci = zapomniec, ze ma zobowiazania wobec DZIECI. Woli spotkac sie z
          dziecmi raz w miesiacu i kupic im zabawke, ale juz codzienne wydatki to dla
          niego obdzieranie go z ostatniej koszuli. Zapomnial chyba, ze dzieci to
          decyzja i zobowiazanie obojga rodzicow, a nie tylko strony opiekujacej sie
          nimi. I czesto byla zona wcale nie chce pieniedzy od niego dla siebie,ani nie
          chce sie mscic czy karac go. Najchetniej nie mialaby z nim nic wspolnego
          wiecej, ale dla dobra dzieci....
    • aankaa Re: Alimenty - droga donikąd 14.07.03, 23:23
      Gość portalu: ojciec napisał(a):

      > Bo moze zamiast pozbawiac dzieci kontaktow z ojcem i zasadzac
      > alimenty sad zatroszczylby sie, zeby ojciec mogl z dzieckiem
      > przebywac i normalnie je wspolutrzymywac, czyli o alimentacje
      > naturalna.

      alimentacja naturalna - a co to takiego ??
      spacer raz w tygodniu i telefon "cześć córciu/synu, co u Ciebie"

      a Tatuś - zapomniał, że szkoła wymaga płacenia na komitet, książki, zeszyty,
      wyjazdy na wycieczki "programowe"

      a "pociecha" w międzyczasie wymarzyła sobie bluzę, portki, koszulkę




      tata "alimentujący naturalnie" tego nie zauważy

      • Gość: ojciec Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.dip0.t-ipconnect.de 14.07.03, 23:40
        aankaa napisała:
        > a "pociecha" w międzyczasie wymarzyła sobie bluzę, portki, koszulkę
        >
        >
        >
        >
        > tata "alimentujący naturalnie" tego nie zauważy


        Trudno bedzie mu nie zauwazyc, skoro dziecko bedzie z nim mieszkalo przez 2
        tygodnie w miesiacu. Ale rozumiem ze w PL nikomu to nie jest w stanie przejsc
        przez glowe...

        • Gość: melmire Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 14.07.03, 23:42
          Nie tylko w Polsce, ja pisze z Francji , i chociaz tutaj taka mozliwosc
          istnieje, to i tak nie wszyscy sa do niej przekonani. Ale sam pomysl uwazam za
          sluszny,pod warunkiem ze dziecko nie bedzie zylo na walizkach.
        • aankaa Re: Alimenty - droga donikąd 14.07.03, 23:44
          Gość portalu: ojciec napisał(a):

          > Trudno bedzie mu nie zauwazyc, skoro dziecko bedzie z nim mieszkalo przez 2
          > tygodnie w miesiacu. Ale rozumiem ze w PL nikomu to nie jest w stanie przejsc
          > przez glowe...

          a ilu "tatusiów" chce mieszkać z dziećmi "pół na pół" ?
          łatwiej zostawić to szczęście na cudzej głowie
          i grzmić, "biedny, pozbawiony kontaktów"
          • dobry_tatus To jest forma zadośćuczynienia, za to 15.07.03, 00:21
            co się dzieje przed sądami w trakcie rozwodów.
            Zazwyczaj starsze panie sędziny traktują byłych mężów jak wrodzone zło
            wszelakie. I bez względu na obiektywne warunki,sytuacje materialną obu stron
            oraz o zgrozo nie raz opinii psychologów z ośrodków do tego celu
            przeznaczonych (!!!) przyznają dziecko matce.
            A te mamusie, żeby utrudnić życie tym swoim byłym mężom i ich ukarać nie
            dopuszczają do kontaktów ojca z dzieckiem.
            I dlatego myślę, że jakś rownowaga w przyrodzie została tutaj zachowana.
            Chodzi mi o te sprawy komornicze.
            Ps. Znam te sytuacje również z autopsji, jednak ja miałem tyle samozaparcia
            aby wszelkimi legalnymi metodami walczyć o moje dziecko. Płacę nie niskie
            alimenty, oraz proszę pani kilka razy więcej wydaje na tą "alimentacje
            naturalną".
            Wywalczyłem 10 dni w miesiącu na "bycie z dzieckiem" i jest to najważniejsza
            sprawa w moim życiu. Jestem w związku z inną kobietą, ale syn jest
            najważniejszy!
            Ale ile mnie to wszystko kosztowało to tylko ja wiem.
            I bynajmniej nie mowie tu o sprawach materialnych.
            Pozdrawiam i zycze troche więcej innego spojrzenia na sprawę, a męskim
            szowinistą bynajmniej nie jestem.




            • Gość: przeKOT Re: To jest forma zadośćuczynienia, za to IP: *.itelligence.pl 15.07.03, 13:16
              Witaj w klubie :)
              Mam to samo - syn 500 km stąd, widuję go raz na 1,5 - 2 miesiące, po kilka dni
              widzenia. Czasem zabiorę na jakiś wyjazd itp. On mnie strasznie kocha - ja jego
              uwielbiam :)
              Mam nową towarzyszkę życia, lecz ona wie, że synek jest dla mnie baaardzo ważny
              i że nic nie może stanąć na przeszkodzie między nim a mną.
              Cieszę się, że są ojcowie wg nowej szkoły - zauważający swoje pociechy - i mimo
              trudności życia - dbający o nie.
              To na pewno zaprocentuje !!!
              Pozdrawiam
              przeKOT
            • Gość: wojtek Re: To jest forma zadośćuczynienia, za to IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.07.03, 11:27
              czesc i pozdrawiam
              ja walcze o to co ty juz zdaje sie wywalczyles....
              niemale alimenty...
              4 dni w miesiacu.... a chce duzo wiecej....

              i chyba mozna jak widac z twojego przykladu :)
          • Gość: Terry Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.euv 15.07.03, 00:21
            Każdy prawdziwy mężczyzna dba i walczy o swoje potomstwo.
            Jeżeli tak nie jest, to znaczy że sam jest jeszcze dzieckiem.
            Ale faktem jest, ze czasem kobiety nie rozumieja facetow...
            ... i odwrotnie.
            • Gość: Maria Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.03, 10:08
              Jestem rozwiedziona, mam trójkę dzieci,dwoje
              dorosłych.otrzymuję alimenty na dwoje. Syn juz prawie dorosły
              ma depresję.Pracuję cały dzień by mógł się leczyć.Ojca to nie
              obchodzi. Ma zaległości i uważa że i tak przepłaca bo syn jest
              dorosły(przerwał studia z powodu choroby). Alimenty przeważnie
              zawsze są za małe, żeby utrzymać dzieci, a jak zdarzy się
              choroba to kobieta ponosi wszystkie koszty finansowe, nie
              licząc kosztów psychicznych i fizycznych związanych z opieką.
              Myślę że większość kobiet rozwodzi się wtedy kiedy nie ma
              innego wyjścia i ponosi wszelkie koszty związane z wychowaniem
              dzieci i ogromną odpowiedzialność. Ojcowie maja to wszystko
              gdzieś.Być może czasem są wyjątki ale ja się z takimi wyjątkami
              spotkałam tylko w prasie i też nie jestem pewna czy są
              prawdziwe. Ma
          • Gość: Joe z Teksasu Alimenty i brak poszanowania prawa IP: *.ext.ti.com 15.07.03, 00:34
            Mysle, ze podstawowym problemem w Polsce jest brak poszanowania prawa. Nie
            placenie alimentow, podatkow, lapowki itd to tego pochodna. Smutne, ze Polska
            chlubi sie swoim katolicyzmem. Ciekaw jestem czy w Irlandii jest podobnie
            (alkoholikow jest podobna ilosc jak w Polsce)?
            Sam placilem alimenty przez okolo 20 lat w wysokosci okolo 20% moich
            zarobkow na dwoje dzieci (mam ich w sumie czworo). Od prawie 10 lat ta dwojka
            najstarszych dzieci juz pracuje, obaj skonczyli studia i niezle sobie radza.
            Mysle, ze czuje sie lepiej majac przyjazne stosunki ze wszystkimi dziecmi za
            cene posiadania mniejszej ilosci rzeczy.
            Opiekowanie sie dziecmi nie jest moim hobby. Powiem szczerze, ze gdyby sad
            mnie zapytal czy wole placic alimenty czy opiekowac sie dziecmi, to wybralbym
            alimenty, ktore sedzia wybral bez pytania mnie o zdanie.

          • Gość: Linn Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.dialup.tiscali.it 15.07.03, 07:35
            Wlasnie. A jaki procent ojcow prosi sad o przyznanie mu opieki nad dzieckiem?
            Chyba znikomy.
          • Gość: Babik Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.centrala.kbsa / 10.3.21.* 15.07.03, 08:55
            aankaa napisała:
            >
            > a ilu "tatusiów" chce mieszkać z dziećmi "pół na pół" ?
            > łatwiej zostawić to szczęście na cudzej głowie
            > i grzmić, "biedny, pozbawiony kontaktów"

            A ile "mamuś" by się na to zgodziło ? Lepiej faceta pozbawić
            kontaktów z dzieckiem w ramach zemsty , prawda to wtedy jest w
            porząsiu. I można lamentować jaki to on jest okropny.
            • Gość: niki Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.07.03, 09:15
              Coś Wam opowiem. Ojciec mojego męża uchylał sie od płacenia
              alimentów na niego i jego brata i za to moja teściowa wsadziła
              go do więzienia (to było jakieś 15 lat temu). Mój mąż - jeszcze
              wtedy narzeczony, gdy mi opowiadał o tym, twierdził, że gdyby
              jego coś takiego spotkało( rozwód, alimenty)dziecko miałoby
              wszystko zapewnione, WSZYSTKO CO NAJLEPSZ. A prawda jest taka,
              że na naszą 3 letnia córeczkę od roku nie wydał ani grosza, nie
              kupił lizaka, czekolady. Mi również pieniędzy nie daje.
              Mieszkamy nadal razem (on pracuje, ma też jakieś fuchy) ale to
              ja ze swojej wypłaciny 600 zł muszę opłacic mieszkanie, rachunki
              i ubrać dziecko. Gdyby nie moi rodzice, pewnie umarłybyśmy z
              głodu
    • Gość: Adam Re: Alimenty - droga donikąd IP: 202.53.48.* 15.07.03, 01:09
      A moze by tak wziac przyklad z Australii? Tutaj alimenty
      wyplacane sa przez agencje rzadowa i pozniej sciagane od
      platnikow porzez system podatkowy. Dzieci maja gwarantowane
      minimum i alimanty sa zawsze placone na czas. Przeciez musza
      one miec z czego zyc! W tym przypadku nie ma problemow z
      komornikami etc.

      Zupelnie inna sprawa jest natomiast zasadnosc przyznawania
      alimentow przez sady i ich nadmierne faworyzowanie kobiet. To
      jest jednak zupelnie inny temat...
      • luiza-w-ogrodzie Alimenty w Australii 15.07.03, 03:51
        Gość portalu: Adam napisał(a):

        > A moze by tak wziac przyklad z Australii? Tutaj alimenty
        > wyplacane sa przez agencje rzadowa i pozniej sciagane od
        > platnikow porzez system podatkowy.

        To nie jest dokladnie tak. Alimenty sa wyplacane przez agencje rzadowa (Child
        Support Agency) tylko jezeli agencja sciagnie je od placacego rodzica. Jezeli
        nie sciagnie, wtedy alimentow nie ma. Istnieje duzo sposobow uchylania sie od
        placenia alimentow i CSA jest zazwyczaj wobec nich bezsilna, szczegolnie gdy
        osoba uchylajaca sie nie pracuje na staly etat, a na przyklad na kontrakcie
        (informatycy, budowlancy, przedstawiciele wolnych zawodow).

        W Australii istnieje tzw zasilek rodzicielski (Parenting Payment - nie mylic z
        zasilkiem rodzinnym = Family Payment), ktory jest wyplacany przez Centerlink
        osobom nie bedacym w stanie sciagnac naleznych alimentow. Dzieki temu "dzieci
        maja gwarantowane minimum", ale nie sa to alimenty, a pieniadze placone z
        kieszeni australijskiego podatnika. W krajach, ktore maja dziure budzetowa o
        rozmiarach polskiej, panstwo nie jest sklonne lozyc na dzieci.

        Australijski Parenting Payment: na dwoje dzieci w wieku szkolnym rodzic dostaje
        okolo 300 dolarow tygodniowo. Dla porownania, czynsz za mieszkanie z dwoma
        sypialniami w odleglosci okolo 20 km na zachod lub poludnie od centrum Sydney
        wynosi okolo 250$ tygodniowo. Wiekszosc samotnych rodzicow z tej metropolii
        koniecznosci mieszka wiec w biedniejszych dzielnicach.

        > Zupelnie inna sprawa jest natomiast zasadnosc przyznawania
        > alimentow przez sady i ich nadmierne faworyzowanie kobiet. To
        > jest jednak zupelnie inny temat...

        W wielu przypadkach rzeczywiscie faworyzuje sie kobiety, ale w wiekszosci spraw
        mezczyzni po prostu nie sa zainteresowani opeka nad dziecmi. Nie ludzmy sie,
        obecnosc malucha lub kilku nie wspolgra pozytywnie z kariera zawodowa i
        zmniejsza mozliwosci spedzania czasu z kumplami na piwie lub meczu rugby.

        Pozdrawiam
        Luiza-w-Ogrodzie

        Zawieszona na teczy pod gwarancja wizji
      • Gość: iza Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.lodz.mm.pl 19.07.03, 18:02
        Gość portalu: Adam napisał(a):

        > A moze by tak wziac przyklad z Australii? Tutaj alimenty
        > wyplacane sa przez agencje rzadowa i pozniej sciagane od
        > platnikow porzez system podatkowy. Dzieci maja gwarantowane
        > minimum i alimanty sa zawsze placone na czas. Przeciez musza
        > one miec z czego zyc! W tym przypadku nie ma problemow z
        > komornikami etc.
        >
        > Zupelnie inna sprawa jest natomiast zasadnosc przyznawania
        > alimentow przez sady i ich nadmierne faworyzowanie kobiet. To
        > jest jednak zupelnie inny temat...
    • adam.xx A jak to jest teraz w Polsce gdy ktos uchyla sie .... 15.07.03, 01:56
      ...placenia podatkow?
    • Gość: ojciec Basi DLA CORKI BYLO WSZYSTKO ALE MATKA ZERWALA WIEZI IP: *.158.184.126.Dial1.NewYork1.Level3.net 15.07.03, 02:04
      Corka mogla miec pelne utrzymanie od dziadkow i doslownie niebo
      od ojca ale matka wraz z nowym mezem i byla tesciowa
      postanowily,ze zrobia takie pranie mozgu corce ,ze corka nie
      bedzie tesknic za ojcem wrecz zapomni o nim bo ma
      przeciez"drugiego tatusia".Upominki i podarunki do kosza liczy
      sie tylko pieniadz a jak malo to do sadu a tu PANI SEDZINA
      oczywiscie alimenty nalezy podniesc.Zebym chociaz widzial
      corke...ale zgodnie z polskim prawem matka nie jest karana za
      bezprawne lamanie(bardzo skromnych )kontaktow dziecka z ojcem.
      Kontakty dziadkow z ich wnuczka rowniez nie weszly w zycie mimo
      orzeczenia sadu.
      MAMY MARTWE PRAWO RODZINNE I WYROZUMIALYCH SEDZIOW-OJCIEC JEST
      TYLKO DO PLACENIA ,a dziecko -poco jemu..polska rzeczywistosc.
      • Gość: niezalezny Re: DLA CORKI BYLO WSZYSTKO ALE MATKA ZERWALA WIE IP: *.pool.mediaWays.net 15.07.03, 09:33
        Nie przejmuj sie chlopie. Feministki to wyrafinowane i cyniczne
        stworzenia. Znajdz sobie druga babe, uloz sobie zycie a corka
        jak ja kochasz nie zapomni o tobie. Mialem podobna sytuacje, w
        tej chwili moja corka ma juz 9 lat choc rzadko, to mamy
        wspanialy kontakt, a jej matka no coz, te wszyskie jej apetyty
        na dobra tego swiata sie po prostu nie sprawdzily i raczej nie
        sprawdza. Jak sie jest po trzydziestce i to z dzieckiem nie
        jest sie dobra partia do ulozenia sobie zycia, oczywiscie
        dotyczy to kobiet.
        • Gość: Ewa z ciekawości IP: 213.25.31.* 15.07.03, 11:40
          Gość portalu: niezalezny napisał(a):

          > Feministki to wyrafinowane i cyniczne stworzenia.
          Jak w powyszym komentarzu. Jak czytałam na forum u kogoś "poinformowanego" -
          feministki 'z definicji' nie wychodzą za mąż i nie mają dzieci, zatem problem
          alimentów ich nie dotyczy.
          > a jej matka no coz, te wszyskie jej apetyty
          > na dobra tego swiata sie po prostu nie sprawdzily i raczej nie
          > sprawdza.
          Oczywiście. Po rozwodzie materialna sytuacja kobiety z reguły znacznie się
          pogarsza, m.in. z powodu pokrywania większości faktycznych kosztow wychowania
          dzieci. Dlatego kobieta ma z reguły wazny powód żeby wystąpić o rozwód. Ale jak
          czytam post "niezależnego", jego byłej żonie się bynajmniej nie dziwię. Seksizm
          i mizoginizm wychodzi z każdej literki.

          > Jak sie jest po trzydziestce i to z dzieckiem nie
          > jest sie dobra partia do ulozenia sobie zycia, oczywiscie
          > dotyczy to kobiet.
          Oczywiście, kobiety masowo lecą na rozwodnikow z dziećmi.
        • Gość: feminka Re: DLA CORKI BYLO WSZYSTKO ALE MATKA ZERWALA WIE IP: 206.120.23.* 15.07.03, 15:18
          Niezalezny, dlaczego feministki na Boga? Byla zona mojego
          partnera za nic w swiecie nie zasluguje na nazwanie jej
          feministka!!! Sama nawet by sie od takiego okreslenia
          odzegnala.A z upodobaniem i uporem msci sie na nas, poslugujac
          sie oczywiscie synem mojego partnera. Dziecko przysyla kiedy ma
          na to ochote. Jest wlasnie po trzydziestce....
          Nie sadz prosze, ze tak wlasnie zachowuje sie feministki, moze
          jakies radykalne, ale coz... nie wszyscy ludzie sa rozsadni i
          madrzy.

          Gość portalu: niezalezny napisał(a):

          > Nie przejmuj sie chlopie. Feministki to wyrafinowane i
          cyniczne
          > stworzenia. Znajdz sobie druga babe, uloz sobie zycie a corka
          > jak ja kochasz nie zapomni o tobie. Mialem podobna sytuacje, w
          > tej chwili moja corka ma juz 9 lat choc rzadko, to mamy
          > wspanialy kontakt, a jej matka no coz, te wszyskie jej apetyty
          > na dobra tego swiata sie po prostu nie sprawdzily i raczej nie
          > sprawdza. Jak sie jest po trzydziestce i to z dzieckiem nie
          > jest sie dobra partia do ulozenia sobie zycia, oczywiscie
          > dotyczy to kobiet.
    • Gość: ojciec corki bez corki Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.158.184.126.Dial1.NewYork1.Level3.net 15.07.03, 02:11
      Gość portalu: ojciec napisał(a):

      > Bo moze zamiast pozbawiac dzieci kontaktow z ojcem i zasadzac
      > alimenty sad zatroszczylby sie, zeby ojciec mogl z dzieckiem
      > przebywac i normalnie je wspolutrzymywac, czyli o alimentacje
      > naturalna. Ale w Polsce to temat tabu, lepije zasadzic
      > absurdalne alimenty, kontakty 2 godziny na miesiac i potem
      > wystawic jakas feministke by wylewala krokodyle lzy. Ale ze
      > problem nie sprowadza sie do alimentow, to juz umknelo
      > przenikliwosci dziennikarki "gazety"
      MASZ 100% RACJI ALE SKORO ARTYLUL PISANY PRZEZ KOBIETE TO CZEGO
      OCZEKIWAC???
    • Gość: Unisex Tomasz Bielecki jest kobieta??? IP: *.nsw.bigpond.net.au 15.07.03, 02:27
    • Gość: Ojciec Re: Alimenty - droga donikąd IP: 213.77.7.* 15.07.03, 06:57
      Niech się drogie mamusie wezmą do roboty!!! Na ulicę i pod
      latarnię!!!
      • Gość: Len Re: Alimenty - droga donikąd IP: 217.153.108.* 15.07.03, 08:40
        JEzeli sie słyszy takie komentarze to jak mozna oczekiwac by
        Makta powoliła Ocju widzeic dzieci. To jest autorytet? to jest
        cham i nic wiecej. Dzieci powinny widziec oboje rodziców i oboje
        rodzicow byc odpowiedzialnymi razem czy osobno
      • Gość: mimi Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.asternet.pl / 10.0.5.* 15.07.03, 19:37
        A potem odbierzmy jej dziecko, bo się żle prowadzi...Z byka spadłeś!?
    • Gość: Dana Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.lublin.mm.pl 15.07.03, 07:29
      Jestem w podobnej sytuacji. Nie rozumiem dlaczego nasze prawo
      umożliwia tzw. tatusiom nie tylko znikniecie z oczu dziecka ale
      niemozność ściągnięcia czy otrzymywani alimentów. Jesteśmy
      karane za to, że zarabiamy, pracujemy. Ojciec mojego syna
      zostawił go prawie 4 lata temu Prosiłam, błagałam aby nie
      rezygnował z kontaktów z synem. No cóż konkubina i nowe dziecko
      okazało się atrakcyjniejsze. Mój syn zaś ciągle pamieta i
      tęskni. To ja troszczę się i wychowuję syna. Tatuś zwolnił się z
      tego etatu i w nagrodę nie musi płacić zasądzonych alimentów, bo
      komornikowi nie opłaca się ich ściągać, prokuratorowi karać a
      Zus-owi wypłacać. Czy tak musi i może być????? Zamiast zając się
      losem dzieci już urodzonych prasa, i inne media zajmują się
      przypłynieciem statku aborcyjnego. Ładny temat zastępczy. A co
      mają robić kobiety, które znają tzw. śmieszne, prawo dot. chćby
      alimentów i realia z tym związane. Przecież niedługo wypada iść
      nam pod most bo nie wolno nam dobrze zarabiać zgodnie z
      przepisami ZUS, Fundusz zaś ma zniknąć a nieodpowiedzialni
      tatusiowie są bezkarni. Cudownie! Tylko dla kogo?
      Nie rozumiem też dlaczego sąd ogranicza prawa ojca tak
      drastycznie (oczywiscie , kiedy są do tego powody mające na
      względzie rzeczywiste dobro dziecka to oczywiste, iż tak należy
      zrobić), dlaczego matki, często tylko ze złości na byłego męża
      zabraniają mu kontaktów z dzieckiem. Zastanówmy się wszyscy w
      jakim kierunku to zmierza. Aborcja, mordowanie niemowląt, domy
      dziecka - tego chcecie komornicy, prokuratorzy, pracownicy ZUS,
      nasz rządzie?
    • Gość: milu Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.plocman.pl 15.07.03, 07:48
      Jak to czytam to, po prostu płakać się chce na głupotę,
      arogancję i bezduszność obu stron. A gdzie zgubiliscie uczucia
      i prawo do GODNEGO życia, dzięki tylko WAM żyjacych na tym
      świecie dzieci????
      Komornikom życzę natomiast wszystkiego najlepszego i
      nieustajacego dobrego samopoczucia z powodu rzetelnie i
      sumiennie wykonywanych obowiązków, niezależnie od zysków jakie
      im przynoszą?????
      Co za kraj?????? Co za ludzie?????
    • Gość: Monika Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 07:54
      Artykuł był zdaje mi się o uchylaniu się od płacenia na dziecko.
      Opisani ojcowie zdaje się zbytnio nie palą do utrzymywania
      dziecka. Owszem polskie sądy faworyzują kobiety ale przecieź
      zazwyczaj to one zajmują się dziećmi i domemm. polscy mężczyźni
      nie palą się nawet do "poagania" w domu...
      • Gość: tata Re:pala sie czy sie nie pala? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 08:53
        witaj
        chyba trafiasz na niefajnych facetow:)
        dom prowadzi sie wspolnie,a nie jedno drugiemu ma pomagac.
        Dziecko potrzebuje obojga normalnych rodzicow i matki i ojca.
        Jesli jedno z nich nie nadaje sie do roli rodzica to nikogo to
        nie powinno obchodzic - trzeba bylo sie wczesniej nad tym
        zastanowic:)teraz wszystko co twoje jest takze dla dziecka i
        twoj czas wolny tez!
        chyba ze jest zagrozeniem dla dzieka(alkoholicy, narkomani itp.)
        pozdr
        j
    • Gość: piekło Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.bojarski.lublin.pl 15.07.03, 08:09
      przeszłam piekło; komornik przez rok "dobijał się",
      bezskutecznie, życzliwie radząc, bym ja ustaaliła miejsce pracy.
      Słałam wszystkie namiary, wstyd, poniżenie, telefony. Wreszcie:
      i to jakiś pomysł: skarga na czynności komornika. Spróbujcie,
      potem się wszystko unormowało - skoro wiecie, że facet pracuje i
      niemało zarabia.
    • Gość: rob Alimenty - droga donikąd IP: 217.153.83.* 15.07.03, 08:14
      Ktoś, kto tego nie przeżył w Polsce jest filozofem "od sieedmiu
      boleści" i teorie jego są śmieszne.
      W moim życiu wyglądało to tak:
      Ja złożyłem pozew do sądu o rozwód, udowodniłem, że matka nie
      zajmuje się dzieckiem (nie gotuje, nie sprząta, nie pierze
      pozostawia dziecko bez opieki, itd.). Złożyłem również wniosek o
      opiekę nad dzieckiem. Postanowienie sądu było: alimenty w
      wyskości średniej krajowej i możliwość widzenia dziecka 2
      godziny w miesiącu z uzasadnieniem "Nie umiem uczesać córki" z
      fryzurą obciętą prawie na jeżyka.
      Później egzekucja alimentów była bardzo prosta - komornik, który
      wyliczył zaległości w kwocie o równowartości 48 zapałek.
      Egzekucja widzeń z dzieckiem po kilkunastej rozprawie sądowej
      skończyła się uśmiechem pani sędzi, że nie ma instrumentów do
      wyegzekwowania jej postanowień i lepiej dać sobie z tym spokój,
      bo "pójdę z torbami".
      Śmieję się, gdy słyszę z ust jakiegoś polityka o tym, że "Polska
      jest państwem prawa". Dobry dowcip.
      Szanowni rozmówcy mieszkający w Austrii, Francji i innych
      zakątkach świata oraz wszyscy teoretycy - rozmawiamy o
      kabarecie pod tytułem "Prawo rodzinne".
      Po pięciu latach zmagań z sądami, komornikami i matką dałem za
      wygraną tym bardziej, aby nie szkodzić nowej rodzinie i móc
      wychowywać dzieci w NORMALNYM związku zgodnie z prawem. Przy
      ograniczonych kontaktach nie jestem w stanie znać potrzeb
      dziecka i na odwrót nikt nie zna moich możliwości do płacenia
      alimentów i dopiero teraz jest dobrze. Gdybym wysłał
      miesięcznie 100000 zł byłoby może mało, wysyłam może śmieszne
      grosze jest dobrze. Szanowne panie broniące dostępu ojców do
      dzieci pomyślcie o przysłowiu o kiju mającym dwa końce, bo w tym
      wypadku to wy popełniacie zbrodnię wobec własnych dzieci, a
      podobno je kochacie sprowadzając płytko sprawę do alimentów
      wykorzystując śmieszne prawo do wychowywania własnych dzieci na
      intelektualnych inwalidów.
    • Gość: Mariusz Miło przeczytać ... IP: *.legnica.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 08:16
      Miło przeczytać tak z rana o kłopotach jakie mają mamusie z
      egzekucją alimentów. Jest to zachowanie równowagi w przyrodzie -
      równoważy się w tym momencie bezsilność ojców którym
      uniemozliwia się kontakty z dziećmi i tez nic nie mogą z tym
      zrobić.
      A'propos komornikow - to chyba najbardziej podla profesja III
      RP. Nie mają żadnych skrupułów, zasad czy norm etycznych.
      Najczęściej zdarza się, że nie mają nawet właściwego
      wykształcenia (czytaj: "mają, ale trochę nie pasujące - mechanik
      samochodowy, technik budowlany itp, itd").
      Ich praca polega na czyhaniu na dobrą okazję i kupowaniu za
      bezcen zajmowanych przez siebie w ramach egzekucji samochodów,
      sprzętu RTV i innych tzw "dóbr konsumpcyjnych"
    • Gość: Igor Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.07.03, 08:25
      Może wreszcie te wspaniałe sądy polskie zejdą na ziemię i zaczną
      pracować zgodnie z logiką i przyzwoitością ludzką zasądzając
      wyroki alimentacyjne realnie a nie paniusia siedząca za stołem
      sędziowskim osiem razy rozwiedziona będzie się kolejny raz
      mściła na facecie. Należy się zastanowić czy wobec tak wielkiej
      nieżetelności sądów rodzinnych w tym względzie nie zacząć sądzić
      te pseudo sędziny?
    • Gość: yan Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.ifd.uni.wroc.pl 15.07.03, 08:46
      Nie wiem skad te normy, 60 procent wynagrodzenia. Przeciez
      zwykle faceta sie eksmituje, on musi gdzies mieszkac, jak ma za
      to zaplacic. Nawet jesli kupi mieszkanie, podstawowe sprzety, to
      placic musi czynsz. Z przecietnej pensji zostanie mu po
      oplaceniu alimentow kilkaset zlotych. Koniecznie chce sie go
      dobic, wlasciwie odbierajac ochote do pracy, zycia. Wina
      alimenciarza czesto jest watpliwa, ale z zasady on ma ponosic
      wszelkie koszty.
      • Gość: Ewa Re: Alimenty - droga donikąd IP: 213.25.31.* 15.07.03, 11:44
        Gość portalu: yan napisał(a):

        > Przeciez zwykle faceta sie eksmituje,
        ????? A to nowina ! Nie ma w Polsce takiego prawa, żeby po rozwodzie jednej ze
        stron dac mieszkanie, a drugą wyeksmitować. Jeśli obie strony maja jedno
        mieszkanie i zadne nie zadeklaruje, ze wyprowadza się np. do nowej konkubiny,
        mieszkanie się dzieli i byli małżonkowie mieszkają dalej pod jednym dachem.
    • Gość: ABS Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.ifpan.edu.pl 15.07.03, 09:12
      Glownym problemem jest poszanowanie prawa w tym kraju. Nie
      rozumiem, co to znaczy, ze komornicy nie chca sie tym zajmowac. Z
      mojego doswiadczenia wiem, ze nie chca sie rowniez zajmowac tymi
      sprawami, ktore wymagaja jakiejkolwiek pracy poza prostym wyslaniem
      listu do banku czy do zakladu pracy, co zajmuje kilka minut, za co
      pobieraja oplaty w wysokosci kilku tysiecy zlotych ! To jeszcze jeden
      dowod na chorobe calego panstwa, a w szczegolnosci tzw. wymiaru
      sprawiedliwosci. Zupelnie skandalicznie brzmia sugestie komornika, aby
      z takimi sprawami skierowac sie do bandytow, bo oni sa bardziej
      skuteczni. Zachety ze strony wymiaru sprawiedliwosci aby po
      sprawiedliwosc isc do mafii. Genialne !
      • Gość: tata Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 09:34
        witam!
        czyz nie powinno sie wyciagnac konsekwencji wobec takiego zachowania komornika?
        czlowiek jak przychodzi po pomoc do urzedu, to i tak czuje potworny dyskonfort,
        bo to nie sa mile sprawy. Glupie zarty i niestosowne uwagi powinny byc karane
        naganami finansowymi.
        tylko biedni ludzie sa zawsze bez praw w tym kraju:(
        pozdrawiam
        j
    • Gość: niezalezny (tez ojciec) Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.pool.mediaWays.net 15.07.03, 09:24
      TAk to prawda. Sam mam corke i place alimenty, ale w czasie
      kiedy nie mialem pracy po prostu nie moglem ich placic. To
      nikogo nie interesowalo. Natomiast sad przyznal mi widzenie z
      moja corka "az" 3 godziny raz w tygodniu. Moja byla zona mowi
      po prostu, chcesz sie widziec z corka to plac za alimenty, ja
      place ale to co naroslo w pol roku kiedy nie pracowalem nie
      jestem w stanie tak szybko splacic. Dla mnie w wiekszosci
      wyglada to tak: Te glupie feministyczne baby, rozwodza sie po
      to by moc byc wolne, by moc chodzic na roznego rodzaju uciechy
      i zeby robic wszystko to na co maja ochote. A my mamy przeciez
      jestesmy ojcami "naszych dzieci wiec placmy, a swoje dziecko
      wezmiemy przy przyzwoleniem na weekend w tedy kiedy
      akurat "mamuske" odwiedzi kolejny pan.
      • Gość: matka w separacji Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.opoczno.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 10:07
        Rozumiem żal ojców którzy tęsknią za swoimi dżziećmi
        pozostającymi po rozwodzie z matka ,któży na dodatek mają
        ograniczane prawo do widywania się z dzieckiem.Kiedy moje
        małżeństwo zaczeło się walić między innymi z powodu alkocholizmu
        męża i zdecydowałam się na separację , mąż odmówił mi współ
        finansowania córki ,którą nota bene bardzo kocha.Ponieważ sama
        nie byłam w stanie utrzymywać córki złożyłam pozew o
        alimenty,ale nawet przez moment nie przyszło mi do głowy aby
        domagać się w sądzie ograniczenia kontaktów ojca z
        dzieckiem.Cały czas sądziłam i nadal sądzę że kontakt dziecka z
        obojgiem rodziców jest niezbędny dziecku do utrzymywania
        blizkich więzi emocjonalnych z rodzcami i prawidłowego rozwoju
        emocjonalnego dziecka.Może właśnie dzięki takiej mojej postawie
        po 2 latach od rozstania z mężem ,dziecko ma doskonałą więź
        emocjonalną z ojcem nasza rodzina nie uległa całkowitemu
        rozpadowi.
    • Gość: samowolny Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.*.*.* 15.07.03, 09:52
      Jak rozwodzi sie dwoje inteligentnych ludzi i dbają o dobro dzieci to nie
      wyznaczaja sądownie godzin widzenia z dziećmi .
      Ja jestem wlaśnie w takiej sytuacji , place alimenty na dzieci (nie małe)
      i wspólnie z byłą zoną nadal wychowujemy nasze dzieci. Bo to , ze sie nam
      "nie udało" nie oznacza że dzieci maja z tego powodu cierpieć wszak nadal maja
      oboje rodziców. Ale żeby do takiej sytuacji doszło to naprawde trzeba
      inteligentnego myslenia a nie zaślepienia swoimi racjami.
    • Gość: aga Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.lubin.dialog.net.pl 15.07.03, 09:59
      Szkoda, ze nie piszecie o tym, jak byle zony wykorzystuja bylych
      mezow i chca wycisnac z nich ostanie pieniadze i jeszcze
      zlosliwie nasylaja komornika, jesli jeden dzien spozni sie z
      alimentami, albo z innych powodow nie wiedzial o czyms tam. Z
      premedytacja wykorzystują to zeby dokopac jeszcze bardziej. A
      kasa wcale nie idzie na dziecim, bo mamusia nie pracuje i sie
      utrzymuje z alimentow - tak jej wygodnie po prostu
      • Gość: tata Re: msciwe kobiety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 10:12
        witam!
        nie wiem, czy mozna sie utrzymac z samych alimentow. Chyba, ze zasadzone sa
        wysokie.
        Ale zgadzam sie z toba, ze kobiety sa dosc msciwe, za to, ze ich zwiazek nie
        przetrwal. One lubia pokazywac (swojej rodzinie, kolezankom, sasiadom i innym)
        ze one cierpia i przez tego gada faceta sa takie biedne.
        Ale za nic nie zgodzilyby sie aby do ojceiec mial na wychowaniu dziecko
        pozdrawiam
        j
        • Gość: Ewa Re: msciwe kobiety....??????????? IP: *.netforia.pl 15.07.03, 10:38
          Kobiety są mściwe-CZY wszystkie?Mężczyzn nie obchodzą losy ich
          dzieci mają głęboko....Bo jeżeli my kobiety chcemy ugody to
          tatuś unika odpowiedzialności!
          • Gość: tata Re: msciwe mamy i tatusiowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 10:49
            oczywiscie, ze nie wszystkie mamy sa zle, tak samo, jak nie wszyscy ojcowie sa
            nie warci funta klakow:)
            trudno jest wyrokowac kto jest lepszy
            zgadzam sie z tym, ze przypadkow kiepskiego rodzica po stronie ojcow znajdzie
            sie wiecej.ale jesli juz tata jest lepszy nie ma latwej drogi do opieki nad
            dzieckiem. robi sie wszystko aby utrudnic mu wszelkie jego starania o dziecko.
            kobiecie jest w tej kwestii latwiej i nie mozesz chyba zaprzeczyc:)
            pozdrawiam
            j
            • Gość: Ewa Re: msciwe mamy i tatusiowie..a najbardziej cierpią.. IP: *.netforia.pl 15.07.03, 10:57
              Tak zgadzam się.Dorośli robią sobie na złość A CO z DZIEĆMI,one
              sie nie liczą.Ja zrezygnowałam z alimentów,tatuś niech żyje
              sobie wolny,kiedys do niego to wróci.
              • Gość: tata Re: msciwe mamy i tatusiowie..a najbardziej cierp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.03, 11:12
                moj tez okazal sie jakims skonczonym idiota. jak bylem jeszcze w szkole w liceum
                (14 lat temu) poszedlem z mama do komornika i dostalismy pieniadze z funduszu.
                potem go wsadzili na 1 miesiac do wiezienia bo on nie placil a to jest scigane.
                za wszystko nas obwinil!
                teraz jestem sam ojcem i nie wyobrazam sobie zycia bez mojego synka:)
                w moim zyciu moze stac sie wszytko, ale jego nie zostawie!
                gdyby moja zona robila mi trudnosci z widywaniem go -nie wiem co bym zrobil(?)
                on jest dla mnie zawsze na 1 miejscu.
                nic sie liczy tak jak on,
                gdybym sie rozwiodl z moja zona, to oczywiscie kupowalbym mu wszystko co byloby
                mu potrzebne i dawal jej pieniadze na zycie, ale gdyby on go zle traktowala wg
                naszego prawa nic nie moglbym zrobic, bo jestem facetem czytaj -tym zlym:)
        • Gość: Boguslaw Re: msciwe kobiety IP: *.pppool.de 15.07.03, 11:17

          Opowiem wam historię o msciwej kobiecie, i prosze uwierzcie mi ze nic nie
          zmyslam.....
          Jestem ojcem 6-cio letniego Lukasa i 16-to letniego Kasjana, z których matką w
          roku 1999 się rozstałem a w 2000 otrzymaliśmy rozwód. Od momentu rozstania
          odnoszę wrażenie, że była żona kieruje się nie dobrem dzieci, ale własnym
          prywatnym interesem i rządzą pieniędzy. Poczuła, że polskie prawo rodzinne stoi
          po stronie matek i bezlitośnie to wykorzystuje.
          W związku z tym szukam wszelkich wskazówek, może paragrafów (choć drogę sądową
          pozostawiam na koniec), pomocnych słów, fachowych porad, za pomocą ktorych
          realizowanie przeze mnie opieki rodzicielskiej będzie znów możliwe.

          W 1986 r. zawarliśmy małżeństwo, w 1987 r. urodził się nasz pierwszy syn, w
          1989 r. wyemigrowaliśmy do Berlina Zachodniego. Tam urodził się drugi syn o 10
          lat młodszy od pierwszego. Różnie się nam wiodło; finansowo nie źle, natomiast
          w małżeństwie coraz to gorzej. Ja pracowałem, żona zajmowała się domem. Na
          pracę nie dawała się namówić, zaczęte posady porzucała. Natomiast potrafiła się
          angażować w tzw. „łatwe zarabianie pieniędzy”. Na przykład uparła się że będzie
          działać w organizacji, która wyłudza od ludzi pieniądze (tak zwana piramida).
          Obiecywali oczywiście „kokosy”. Zakończyło się tym, że musieliśmy wpłacić pewną
          sumę, a „kokosów” nie ujżeliśmy. Żona, wycofała się z „interesu”, a ja musiałem
          sprzedać auto aby spłacić długi. A po wyjeździe z dziećmi do Polski ponownie
          się zaangażowała w taką działalność.
          Na pewnym etapie naszego związku zacząłem odczuwać, że mamy dwa różne światy,
          jej brakowało materialnych rzeczy, zaczęła poznawać ludzi, którzy te materialne
          rzeczy posiadają. Po paru latach ujawniła, że mnie i syna (młodszego jeszcze
          nie było na świecie), nigdy nie kochała. Zaczeły się konflikty wychowawcze -
          głównie ze względu braku kontaktu matki z synem, kłótnie małżeńskie (te
          właściwie były od początku), a do tego żona zaczęła mnie zdradzać, np. zamiany
          partnerów. Dla mnie to był szok. Innym razem spędziła noc z jakimś, ponoć
          bogatym, o 20 lat starszym Polakiem z Londynu. Prawdziwy szampan, dyskoteka i
          pozory bogactwa bardzo jej imponowały. Skutkiem tego „wypadu” była wizyta i
          leczenie u wenerologa. To wydarzenie przeważyło szalę. A do tego miała plany
          spędzenia urlopu z tym człowiekiem oraz nie szczędziła komentarzy intymnych w
          stylu cytuje:” chwalił mnie, że mam ciasną ....”. Wszystko to pozbawiło mnie
          wiary w wartość tego małżeństwa. Popadałem w coraz to głębszą depresję, nie
          potrafiłem znależć wyjścia z tej sytuacji. Wpadłem w stan psychiczny, czy też
          może w chorobę, podczas której człowiek wyładowuje się na sobie samym.
          Dwukrotnie rozbiłem sobie butelkę na głowie, kalecząc się przy tym. Zacząłem
          nadużywać alkoholu, wszystko przestawało mieć sens. W lipcu 1999 roku znalazłem
          inne, oddalone o około 1 kilometr mieszkanie i tam zamieszkałem. Wszystko
          pozostawiłem byłej żonie i dzieciom. Zacząłem dążyć do polubownego rozstania
          się, do porozumienia i byłem przygotowany na każdy kompromis. Wiedziałem jak
          ważna jest, szczególnie w takiej sytuacji kontrola uczuć i emocji u dzieci.

          Drugi syn urodził się około dwóch i pół roku przed moim wyprowadzeniem. Wtedy
          to wpadliśmy oboje na niemądry pomysł, że może drugie dziecko coś zmieni, że
          może trzeba nam jakiegoś nowego ogniwa które nas ponownie połączy. Myślę że do
          dziś brak tej kobiecie dojrzałości jaką powinna mieć matka.
          Dzieci po wyjeździe z Berlina zaczeły być kierowane bardzo prymitywnymi
          środkami wychowawczymi. Bardzo czesto spędzały samotnie wieczory, lub oddawane
          były pod opiekę innych osób.
          Lukas – młodszy syn – do piątego roku życia dostawał butelkę ze smoczkiem
          wypełnioną kaszką i siedząc przed telewizorem ją opróżniał, a większość czasu
          spędzał przy grach komputerowych, wieczorami przesiadywał w barze piwnym
          towarzysząc matce i jej kompanom, poznając odpowiednie temu miejscu obyczaje.
          Czasami zostawało mu to oszczędzone i pozostawał w domu – matka szła sama do
          baru. Natomiast w ciągu dnia przebywał w mieszkaniu dziadka i babci, również
          przed telewizorem. A w weekendy i niektóre dni wolne, a nawet urlopy zabierała
          go pewna bezdzietna „ciocia”,( ten czas przecież ja mogłem spędzać z synem
          wspólnie).
          Kasjan – starszy syn w lipcu skończy 16 lat – pozostał sam. Jego matka twierdzi
          że nie potrafi jemu nic pomóc, że on jej nie słucha. Teraz chodzi swoimi
          drogami i myślę, że jego wielokrotne skargi na brak zainteresowania jego
          życiem, sprawami i problemami, i że nie otrzymuje pomocy ze strony matki,
          poważne kłopoty w szkole wystarczająco świadczą o jego nieszczęściu. Niestety
          do sprostania tym problemom potrzeba odpowiedniej dojrzałości wychowawczej i
          mądrości życiowej.

          W Berlinie, dzieci i matka miały zapewnione bardzo dobre warunki: duże 80m
          mieszkanie, każde z dzieci dysponowało własnym, odpowiednio do wieku
          wyposażonym pokojem. Mieliśmy dobrą sytuację finansową, coroczne wyjazdy na
          snowboard, a latem nad morze, dobre szkoły, opiekę socjalną, możliwosci
          dalszego rozwoju i kształcenia się. Matka dzieci gdyby tylko chciała
          natychmiast mogła podjąć pracę. Kasjan przebywał tu od drugiego roku życia,
          Lukas się w Berlinie urodził. Ja nawet po rozstaniu z żoną i wyprowadzeniu
          mogłem uczestniczyć w pełni w życiu dzieci, spędzać z nimi wspólnie czas,
          pomagać w nauce. Kasjan miał własne środowisko i przyjaciół a Lukas uczęszczał
          do przedszkola. Pomimo to, była żona zdecydowała się nagle zabrać obydwóch
          synów i z całym naszym dorobkiem opuścić Niemcy. Jako główny powód podawała to,
          że : „nie będzie mnie oglądać, że nie chce mnie spotykać ani nawet widywać na
          ulicy”, nie zastanawiała się, nad potrzebami naszych dzieci.
          W pażdzierniku 1999 r. z dziećmi opuściła Berlin. Nie pomogły błagania, rady,
          namowy znajomych aby pozostała, a złośliwość z jaką wtedy działała nie miała
          granic. Pozostało mi tylko opróżnione dokładnie mieszkanie, za które jeszcze
          jakiś czas płaciłem czynsz i aby zdać musiałem je kompletnie odnowić i
          wybudować wyburzone przez nas ściany. Z kosztami za to całe zamieszanie
          potrafiłem się pogodzić, lecz nie z faktem, że dzieci nagle znajdują się o 600
          kilometrów stąd, niewiadomo pod jakim adresem, a ja nie mam z nimi kontaktu.

          Początkowo była żona jednak zgodziła się żeby Kasjan został ze mną w Berlinie i
          kontynuował rozpoczętą naukę. Po kilku tygodniach bez podania konkretnych
          przyczyn zmieniła zdanie i syn pożegnał się ze szkołą. W ubiegłe wakacje
          ponownie zmieniła zdanie i Kasjan przyjechał do mnie na stałe. Znaleźliśmy dla
          niego szkołę, zaczął naukę. Do uzupełnienia urzędowych formalności brakowało
          nam tylko pisemnej zgody matki na pobyt syna u mnie. Zgode taką otrzymaliśmy
          ale bez potwierdzenia notarialnego, a więc nie spełniała wymaganego warunku w
          Ambasadzie Niemieckiej. Była żona zrobiła to umyślnie. Otóż na Śląsku w tym
          samym czasie (o czym dopiero po fakcie się dowiedziałem, gdyż żadne pismo nie
          dotarło na mój adres), toczyła sie sprawa o alimenty i gdyby to pismo nabrało
          mocy prawnej, jej roszczenia alimentacyjne byłyby kompletnie bezpodstawne.
          Pieniądze o jakie chodziło w tej sprawie – około 900 zł. miesięcznie -
          zadecydowały, czy też raczej podkusiły matkę aby ponownie cofnąć Kasjana do
          Polski. Syn musiał przerwać naukę, kolejny raz zmienić szkołę, zrezygnować ze
          swoich planów i rozczarowany wrócił do Polski. Dalszą konsekwencją tego
          postępowania jest to że musi powtórzyć rok szkolny – nie zdał do następnej
          klasy.

          Po powrocie do Polski wraz z dziećmi wielokrotnie zmieniała miejsce
          zamieszkania. Raz zamieszkiwała u swoich rodziców, raz u koleżanki, a trzy lub
          czterokrotnie podnajmowała jakieś mieszkania, i to wszystko na przełomie dwóch
          lat. Nigdy nie ujawniała mi adresu ani
      • poldek Re: Alimenty - droga donikąd 15.07.03, 10:14
        Znam wielu ojców, którzy po rozwodzie postanowili użyć alimentów jako broni
        przeciwko swym byłym małżonkom. A wynika to z podejścia "Niech teraz k.. pokaże
        jaka jest mądra". Gdyby ojcowie wykazywali się poczuciem obowiązku, to i wyrok
        sądowy jak i późniejsze działania komornicze nie byłyby potrzebne. Dodatkowo
        płacone alimenty stanowią istotną w budżecie nowej rodziny. A jakże fajnie by
        było pozbyć się tego problemu jak najmniejszym kosztem.
        Druga rzecz to kwestia widywania się z dzieckiem. Oprócz czasu istotny problem
        stanowi to, że wielu ojców zaczyna agitować przeciwko matce. Co ona robie źle i
        tak dalej. Czyli dalej podkopują dziecku nadwyrężone poczucie bezpieczeństwa. I
        wówczas są zdziwieni, że dziecko nie chce z nimi utrzymywać kontaktów.

        P.S. Niestety mój ojciec też należał do grupy ojców, którzy reprezentowali
        takie podejście. I niestety z moich obserwacji wynika, że nie był odosobnionym
        wyjątkiem.
    • Gość: Uka Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.sloneczny.pl / 10.102.21.* 15.07.03, 10:22
      Moi rodzice rozwiedli się, kiedy byłam malutka. I od tamtej pory jakoś mój
      ojciec specjalnie nie przejawial woli ani do płacenia alimentów, ani do
      częstych kontaktów ze mną. Były okresy, że widywałam go co tydzień, teraz nie
      daje znaku życia od dwóch lat (w związku z tym, pieniędzy też nie). Nie
      interesuje go, co robię, gdzie studiuję, kog lubię, czy mam chłopaka. I -
      wybaczcie!- jakoś sceptycznie podchodzę do pomysłu, żeby dziecko mieszkało
      miesiąc z mamą, miesiąc z tatą. Najpierw, trzeba mieć ojca, który by chciał
      pójśc na taki układ (a ilu chce? 5%?). A poza tym, to przyniosłoby dziecku
      więcej szkody niż pożytku. Ciągłe siedzenie na walizkach, przeprowadzki,
      porzucanie na miesiąc kolegów z jednego podwórka - koszmar. I jeszcze słowo do
      tych, którzy krzyczą, że sądy są bezduszne i nie interesuje ich, ile ojciec
      zmuszany do płacenia alimentów zarabia - czy nie powinno też być ważne, jak
      sobie poradzi w trudnej sytuacji samotna matka z dzieckiem, której rozwalił się
      świat? Z czego nakarmi, kupi ubrania, książki, wyprawi na wakacje? Czy to nie
      jest ważne?
      Kończąc, chę tylkododać, że wierzę, że istnieją porządni ojcowie rozwodnicy,
      którzy dzieci kochają i chcą z nimi być. Ale ilu ich?
    • Gość: Alicja Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.med.uib.no 15.07.03, 10:28
      Skoro "Drodzy Tatusiowie" robia wszystko, aby dziecku u matki
      nie bylo zbyt dobrze i na dobra sprawe zachowuja sie nie jak
      ojcowie, lecz jak honorowi dawcy zestawu chromosomow, to moze
      by tak ulatwic matkom POZBAWIANIE OJCOW PRAW RODZICIELSKICH.
      Nie, to nie przejezyczenie feministki, lecz wynik gorzkiego
      doswiadczenia. Tez bylam dzieckiem tatusia, dla ktorego
      najwazniejsze bylo, aby mnie i mojej matce nie bylo dobrze.
      Oczywiscie nie placil alimentow, mimo iz dobrze zarabial. Nie
      przeszkodzilo mu to jednak zazadac alimentow ode mnie,
      uprzednio zanizajac/falszujac wysokosc swoich dochodow. No coz
      z tym ostatnim mial spore doswiadczenie.
      Piszecie, ze polskie prawo alimentacyjne nie jest najgorsze.
      Nie znam gorszego. Szczytem cynizmu ustawodawcow jest
      dopuszczenie do ubiegania sie o alimenty rodzicow, ktorzy przez
      cale zycie KRZYWDZILI SWOJE DZIECI. Z takim prawem zapraszam
      Szanownych Ustawodawcow do Unii Europejskiej przez Sudan, bo
      tam to prawo pasuje bardziej.
    • Gość: Ewa Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.netforia.pl 15.07.03, 10:32
      Nie jestem feministką,ale mężczyźni w obecnej chwili czują sie
      bezkarni,nie płacą-bo nie pracuja legalnie.Widzenia mało ojców
      chce widywać swoje dzieci co z takim tatusiami zrobić!!!!!Rola
      ich skończyła się na zrobieniu dziecka,ON jest wolny.
      • Gość: grog Współczuję poziomu myślenia IP: 217.153.83.* 15.07.03, 10:53
        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > Nie jestem feministką,ale mężczyźni w obecnej chwili czują sie
        > bezkarni,nie płacą-bo nie pracuja legalnie.Widzenia mało ojców
        > chce widywać swoje dzieci co z takim tatusiami zrobić!!!!!Rola
        > ich skończyła się na zrobieniu dziecka,ON jest wolny.

        Współczuję toku myślenia 100% starej panny. Nie zakładaj rodziny
        skoro i tak w Twojej podświadomości jest taki obraz facetów.
        Szkoda czasu na sądy, komorników etc. W przypadku posiadania
        takiej rzeczy jak dziecko, radzę wyjazd na przykład do
        Zakopanego i liczyć na halny.
        • Gość: Ewa Re: Współczuję poziomu myślenia?komu chyba sobie.. IP: *.netforia.pl 15.07.03, 11:00
          Nie zgadzam się z ta opinią........SAMgościu jedź do
          Zakopanego,to wywieje.........
          • Gość: grog Re: Współczuję poziomu myślenia?komu chyba sobie. IP: 217.153.83.* 15.07.03, 11:14
            Gość portalu: Ewa napisał(a):

            > Nie zgadzam się z ta opinią........SAMgościu jedź do
            > Zakopanego,to wywieje.........

            Albo w innym poscie:
            "Tak zgadzam się.Dorośli robią sobie na złość A CO z DZIEĆMI,one
            sie nie liczą.Ja zrezygnowałam z alimentów,tatuś niech żyje
            sobie wolny,kiedys do niego to wróci."

            Radzę jednak to Zakopane napewno jest wyższy poziom. Przy
            obecnym poziomie myślowym trudno się zniżyć do niego - podłoga
            przeszkadza.
    • Gość: mama Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.kprm.gov.pl 15.07.03, 10:48
      Wiadomo każdemu różnie w życiu się układa. Zmiana pracy czy jej
      utrata czasem wpływa na niemożność płacenia alimentów. Ale
      jesteśmy dorośli i można o tym porozmawiać. Okres 2 czy 3
      miesięcy bez alimentów (bądź płaconych w części) gdy matka
      pracuje nie jest zadnym problemem. Oczywiście gdy druga strona
      jest na tyle odpowiedzialna i w momencie gdy jest sposobność
      wyrównania zaległości to czyni. Jestem od 4 lat po rozwodzie i
      przez około 1,5 roku miałam regularnie płacone alimenty. Potem
      zaczęły się schody i przeciąganie zaległości w nieskończoność,
      usłyszałam słowa "czy chcesz mieć gorzej" , raz , drugi,
      teściowe uważali ze to nie ich problem alimenty. Skłoniłam sie
      odwiedzić komornika. Nie wiem jakie to da efekty i co teraz
      usłyszę....? Tak apropo's ojciec z własnej inicjatywy odwiedził
      dziecko może z 10 razy a dziecko ma 5 lat. Niektórzy nie dorośli
      do tego żeby być rodzicami w pełni tego słowa znaczeniu. Miałam
      dobry układ z teściami, ale teraz uległ pogorszeniu, bo zapewne
      uważają, że krzywdzę ich syna. Uważam ze nie najlepsze jest
      wpajanie dziecku że ma 2 domy, bo co, później też będą 2 domy, w
      jednym żona z dzieckiem, a w drugim kochanka z dzieckiem!? Ważne
      jest żeby dziecko wiedziało że ma dwoje rodziców, mamę i tatę, i
      znało ich.
      • Gość: Tatuś Re: Alimenty - droga donikąd IP: *.stacje.agora.pl 15.07.03, 11:00
        A ja mam komornika na pensji, który co miesiąc przysyła jakies
        bzdurne dokumenty i co miesiac cos wyjasnia. I bierze kupe kasy
        (płace 1300 zł) komornik dostaje 250 zł i jeszcze nie potrafi
        niczego dopilnowac. A mowicie o biednych mamach, mnie sie dosc
        znacznie pogorszyly warunki materialne (wyrok 20% i nie mniej
        niz 1300 zł.). A sprawa o zmiejszenie alimentów przy dobrym
        układze to od 9 do 12 miesiecy. Akurat tyle by popasc w totelny
        dolek finansowy.
        Niezaleznie od alimentów, mam i tatusiu. Nasze prawo jest CHORE,
        a sytuacja w sondach i u komorników to juz smierc kliniczna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka