Dodaj do ulubionych

Już nie mam siły żyć:(

05.12.07, 15:47

Od razu na wstępie zastrzegam, iż nie jestem bynajmniej żadnym
trollem, więc proszę mnie nie traktować tak tylko dlatego, iż to mój
pierwszy post pod tym nickiem, bo problem jest jak najbardziej
poważny.

Po prostu wczoraj posypało mi się całe życie. Na dodatek mój
przyjaciel uważa, że przecież nic się nie stało, i nie ma powodów do
rozpaczy.
A ja po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jak przychodzi co do
czego, to jestem zupełnie sama.
Bo on nie planuje ze mną przyszłości i to się nigdy nie zmieni.

Ale ad rem: punktem zapalnym, a może ostatnim gwoździem do trumny
była wczorajsza informacja od headhunterki, że jednak nie dostanę
tej pracy, o którą się starałam.
Niby żadna tragedia, bo mam obecnie pracę, której co prawda
atmosfera i cała ta otoczka okołopracowa bardzo mnie męczy, ale
jednak jakieś tam, wcale nie najmniejsze pieniądze zarabiam (większe
od najniższej krajowej, ale jak na W-wę to wcale nie za duże).
Tyle, że znowu straciłam nadzieję.
Nadzieję na spełnienie największego marzenia mojego życia – kupno
własnego, choćby najmniejszego mieszkania.
Ja po prostu nie mam już siły znowu walczyć.
Mam 29 lat, zaczynam właśnie 11 rok w stolicy i tak tułam się z kąta
w kąt. Nie mogę zapuścić korzeni.
Wielokrotnie bywały takie sytuacje, kiedy nie miałam się gdzie
podziać, bo nawet brakowało pieniędzy na wynajęcie pokoju na
porządnej stancji. Więc trafiałam na alkoholików, gdzie mąż urządzał
awantury po pijaku, bił żonę, psa, a ja z walącym sercem próbowałam
doczekać do rana.
Ja po prostu jestem już zmęczona tymi wiecznymi przeprowadzkami,
mieszkaniem kątem u obcych. Od dźwigania ciężarów dawno już posypał
mi się kręgosłup.
Prawdę mówiąc, to brakuje mi siły, by dalej żyć.

Z nową pracą wiązała się szansa, że po okresie 6 miesięcy dostanę
umowę bezterminową. To dawałoby mi zdolność kredytową, ale cóż, i ta
szansa przepadła.
W obecnej pracy mam umowę na rok, która zupełnie wiąże mi ręce.
Wiem, muszę szukać innej pracy, ale ja po prostu boję się już mieć
nadzieję.

To tak, jakby kobiecie po 10 latach starania się o dziecko i
licznych poronieniach powiedzieć, że musi starać się dalej. A tu już
brakuje siły, bo każde kolejne rozczarowanie i każda porażka jest
coraz boleśniejsza i coraz bardziej ciągnie człowieka w dół, na samo
dno rozpaczy.
Kiedy pomyślę, co robiłam, aby jednak mieć szansę na mieszkanie.
Niemalże przymierałam głodem, oszczędzałam każdy grosz, zdarzało mi
się nawet dyskretnie przeglądać śmietnik w poszukiwaniu czegoś
jadalnego. I wszystko na próżno.

Muszę przyznać, że czasem myślę o tym, aby skończyć ze sobą. Czasem,
gdy jadę samochodem myślę sobie, a może by tak przekroczyć ciągłą
linię i iść na czołowe. Albo nie, szkoda ludzi, rozbujać się tak
porządnie i walnąć w drzewo. Wtedy wszystkie moje problemy się
skończą.
No bo kto będzie po mnie płakał? Jestem tu zupełnie sama w Wawie.

Bo niby jest ON, znamy się od kilku dobrych lat, ale zupełnie mnie
nie rozumie. Pewnie, jak może mnie rozumieć człowiek, który nigdy
nie był zagrożony bezdomnością. Człowiek, który gładko przeprowadził
się z domu rodzinnego do własnego M. Człowiek, który nie dość, że ma
własne mieszkanie, mieszkanie po rodzicach, to jeszcze kupuje sobie
dom.
Jak może zrozumieć to, że ja już nawet nie płaczę, ale WYJĘ z
rozpaczy, bo nie mam poczucia bezpieczeństwa.
Bo boję się po raz kolejny mieć nadzieję. Wszyscy dookoła mnie
kupują domy, mieszkania, to są dla nich normalne rzeczy.
Tylko dla mnie nieosiągalne.

Tak sobie myślę, że może lepiej będzie dla mnie nie mieć już
nadziei. Rozstać się z nim ostatecznie, przestać marzyć, żyć z dnia
na dzień.
Bo tak będzie prościej.

Jak mam dalej żyć? Skąd brać siłę do walki?

PS. Z zewnątrz wszystko wygląda tak dobrze, atrakcyjna, śliczna
dziewczyna, dobrze ubrana, kończąca właśnie studia i wkraczająca na
ścieżkę kariery (co prawda z 4-5letnim opóźnieniem) a w środku taki
sajgon, krwawiąca dusza i kompletny brak wiary.
Any sugestions?
Obserwuj wątek
    • pepegi Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 16:02
      Jeżeli naprawdę nie jesteś trollem..., to popatrz na dwa zdania ze swojego wywodu:
      Niemalże przymierałam głodem, oszczędzałam każdy grosz, zdarzało mi
      się nawet dyskretnie przeglądać śmietnik w poszukiwaniu czegoś
      jadalnego.

      Czasem,gdy jadę samochodem (...)

      Czy to jednak nie jest krok w górę? I to całkiem spory? Nie rozpamiętuj
      przeszłości, żyj TERAZ i patrz w przyszłość.
      W Twojej sytuacji jest większość ludzi w tym kraju. Mało kogo stać na
      mieszkanie. A facet? Taki jak każdy inny - po co ma wiązać z Tobą przyszłość
      (jak rozumiem chodzi o małżeństwo), skoro już teraz ma kogo poru..ać, z kim
      pogadać itp., itd. Wygodnie mu tak, jak jest.
    • kozica111 Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 16:02
      Tak, po pierwsze odpusc sobie tego gościa.
    • ciotka_zawrotka Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 16:06
      Skoro zarabiasz troche ponad średnią karjowa to po co grzebanie w
      smeitniku?
      Tak cos czuje że wyolbrzymiasz problem
      Głowa do góry i do walki
      Poddajesz się na poczatku wojny? Oszalałaś ?
      Żyxie to walka ze sztormem na otwartym morzu
      a nie jakies tam wakacje na karaibach
      A twoje marzenia to nie marzenia to cele do których dązysz -dobrze
      że je masz.
    • smokwawelskijr Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 16:06
      Wiesz przede wszystkim nie mysl ze jestes nic nie warta i twoje
      zycie jest nic nie warte.nie masz mieszkania, dobrej pracy? kobieto!
      tysiace osob w polsce moga tak o sobie powiedziec.
      Ja przeprowadzilem sie do warszawy z krakowa i mieszkam tutaj od 3
      lat.moja narzeczona mieszka w rzymie widujemy sie raz na miesiac.mam
      fajna prace ale g...ane zarobki wiec po zaplaceniu za bilet i jakas
      nore nie zostaje mi nic.widoki na wlasne mieszkanie? - zadne.
      A mimo to nie trace nadziei bo musi byc lepiej.Owszem mam wielu
      znajomych ktorym rodzice zapewnili byt.mnie nie kupili mieszkania
      ale za to dobrze mnie wyksztalcili.
      Na depresje moge zaproponowac ci jedynie goraca czekolade i - jesli
      jestes wyksztalcona poszukanie nowej pracy lub wyjazd z tego kraju i
      szukanie szczescia gdzies indziej - polecam!
      powodzenia

    • simon_r Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 17:16
      Tak do końca nie wiem czy mieszkasz z NIM czy sama...
      Jeśli sama a on nie planuje z Tobą przyszłości to znaczy, że jesteś dla niego
      niewiele wartym bzykadełkiem więc olej go i zapomnij o nim jak najszybciej..
      Jeśli mieszkasz u niego to cokolwiek by gadał przynajmniej kiedyś jednak jakąś
      przyszłość z Tobą planował ale z jakiegoś podou mu przeszło... generalnie wynika
      z tego tylko tyle, że nie jest aż tak wielkim sk..synem ale też należałoby z nim
      skończyć skoro przyszłości nie ma..
      To tyle na temat JEGO...

      A jeśli chodzi o Ciebie... pensja powyżej średniej krajowej to przed 30stką i w
      czasie studiów nie jest zła. Tak naprawdę to trochę późnpo ale jednak wciąż
      jesteś na starcie i raczej tylko możesz zyskiwać niż tracić... innymi słowy CAŁY
      PIEPRZONY ŚWIAT JEST TWÓJ!!!!... jesteś wolna i nie masz NIC DO STRACENIA!!..
      WSZYSTKO MOŻESZ!!... kurczę jak ja bym tak chciał!!!

      -------------------

      SuDoKu... wciąga :)
    • astra21 Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 17:34
      na pocieszenie opowiem Ci o sobie:
      Wychowałam się w domu gdzie rządził ojciec alkoholik , moja mame
      jest chora psychicznie, widziałam jak ją bił i8 ponizał, kilkanaście
      razy ratowałam jej życie gdy chciała się zabić , 18-lat piekła , w
      wieku 25 lat wyprowadizałm się z domu też, jedyneco mam to stałą
      pracę ale niestać mnie na własne m, wynajmuje pokój.Właśnie mam guza
      na kości udowej podobno łagodny ale ledwo chodzę, jedyne co mam to
      siebie i kilka koleżanek, nie mam faceta, tzn. była jeden ale wybrał
      inną jest piękna,ma klasę, styl i rodziców którzy zapewnili jej
      wszystko , ja jak zwykle dostąłam kolejnych ochłap od życia, każdy
      dzień jest dla mnie walką o swoją godność.Nie wiem jak Ci mogę
      pomóc , powinnaś pogadać z psychologiem .Ja jestem dda(Dorosłe
      Dziecko Alkoholika) obyłam terapię i teraz przynakmniej mam więcej
      siły do walki.Zycze powodzenia:)
    • kalina.tt Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 17:49
      kitty_walker napisała:

      >
      > PS. Z zewnątrz wszystko wygląda tak dobrze, atrakcyjna, śliczna
      > dziewczyna, dobrze ubrana, kończąca właśnie studia i wkraczająca na
      > ścieżkę kariery (co prawda z 4-5letnim opóźnieniem) a w środku taki
      > sajgon, krwawiąca dusza i kompletny brak wiary.
      > Any sugestions?

      Proszę bardzo oto moja sugestion: histeryczka?
      Przecież jak skończysz studia i zaczniesz robić tę karierę, to prędzej czy
      później znajdziesz dobrą pracę. Co ma powiedzieć kasjerka w Biedronce, która
      zarabia 900 zł albo sprzedawczyni ze sklepu dostająca 1200 zł na rękę? To jest
      dopiero brak perspektyw.
      • kitty_walker Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 18:34
        Auć. To moja reakcja na Twoją sugestię:)

        Ja naprawdę staram się wierzyć, że jestem na początku drogi i
        jeszcze wszystko przede mną. Tylko dlaczego czuję się taka zmęczona
        życiem i przegrana?!
        Dlaczego nie potrafię uwierzyć, że wszystko co dobre jeszcze przede
        mną?
        Dlaczego nie potrafię się cieszyć tym co mam?

        Ale jednocześnie jest we mnie jakiś żal, że ON nie chce mi pomóc. A
        przecież mógłby, bo możliwości są, tylko chyba chęci brak. A może po
        prostu trzeba by podjąć jakieś ryzyko, a ON woli wygodne życie bez
        kłopotów.
        A ja jestem tylko zabawką. Przepraszam Cię, ale nie potrafię inaczej
        o Tobie myśleć:(
        • klapoucha1 Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 19:06
          zaraz zaraz.To masz samochód i jesteś dobrze ubrana,czy przymierasz głodem?Może się zdecyduj na którąś wersję,a potem rób z siebie cierpiętnicę.Zobaczyłam tytuł i chciałam przekazać Ci parę słów otuchy,ale cały post zbił mnie z tropu.Ile masz doświadczenia zawodowego na te swoje 29lat?Jeśli dużo i tak doskonałą prezencję,to spokojnie znalazłabyś np: stanowisko asystenckie za min 2000pln.A za te pieniądze to można się samodzielnie już utrzymać-żyć skromnie,ale być niezależnym-wynająć kawalerkę o niskim standardzie.Czego oczekujesz od swojego chłopaka-wsparcia duchowego i rad,czy żeby cię zaprosił na salony i utrzymywał?A jeśli jest taki niedojrzały,to po co z nim jesteś,żeby się dalej umartwiać?Nic z tego nie rozumiem ;|
        • rosa_de_vratislavia pora do lekarza... 05.12.07, 19:09
          kitty_walker napisała:

          > Ja naprawdę staram się wierzyć, że jestem na początku drogi i
          > jeszcze wszystko przede mną. Tylko dlaczego czuję się taka
          zmęczona życiem i przegrana?!
          > Dlaczego nie potrafię uwierzyć, że wszystko co dobre jeszcze
          przede mną?
          > Dlaczego nie potrafię się cieszyć tym co mam?

          Bo masz depresję. Klasyczną. Na to nie pomoże gorąca czekolada,
          tylko wizyta u psychiatry. Psychiatry, nie psychologa.
          • kitty_walker Re: pora do lekarza... 06.12.07, 21:16
            Rosa_..., myślę o tym, co napisałaś.
            Depresja - to zabrzmiało jak wyrok.

            Bo niby temat nie powinien być mi obcy. Moja matka chorowała na
            depresję a ja zdecydowanie mam osobowość depresyjną. Melancholiczka
            f.u.c.k.i.n` perfekcjonistka - to mój typ charakterologiczny:)(tak
            wyszło w testach osobowościowych)

            Ale jednocześnie tak trudno uwierzyć, że to już naprawdę pora do
            lekarza. Bo przecież ja jakoś tam normalnie funkcjonuję - chodzę
            codziennie do pracy, przemieszczam się w korkach, na uczelni
            złośliwie krytykuję teksty spłodzone przez moje koleżanki i kolegów,
            bawię się z kotem, uprawiam seks, ba, czasem nawet się śmieję.
            Więc myślę sobie, że nie jest ze mną tak źle, abym musiała zawracać
            głowę swoimi problemami jakiemuś smutnemu panu:P

            A jednocześnie mam takie chwile, kiedy byle głupstwo jest w stanie
            ściągnąć mnie na samo dno rozpaczy, kiedy tak zanoszę się płaczem,
            że nikt nie jest w stanie mnie uspokoić; chwile, kiedy naprawdę jest
            tak źle, że mogłabym zrobić sobie krzywdę.
            Gdzie przebiega ta granica między depresyjnymi skłonnościami,
            epizodami a rzeczywistą depresją? Czy już ją przekroczyłam?

            Mimo wszystko będę próbowała pozbierać się do kupy i poradzić sobie
            sama, ale wiesz co? Dziękuję Ci, że to napisałaś. Że wreszcie ktoś
            powiedział to głośno.

            Diękuję także paru innym osobom, wypowiadającym się w tym wątku.
            Dziękuję za mądre słowa. Wezmę je sobie głęboko do serca.
        • kalina.tt Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 19:37
          kitty_walker napisała:

          > Auć. To moja reakcja na Twoją sugestię:)


          Przepraszam. To za ostro zabrzmiało. I mnie też się wydaje, że możesz mieć po
          prostu depresję. I bark Ci prawdziwej miłości.
    • modliszka24 Re: Już nie mam siły żyć:( 05.12.07, 19:35
      tez nie mam sily ale jakos trzeba brnac na przod tez przeszlam duzo ale trzeba
      sie podnosic
    • minasz Re: Już nie mam siły żyć:( 07.12.07, 00:29
      sranie w banbus nie masz depresji
      poprostu nie rozumiesz pewnych rzeczy - masz chu-jowo zdefiniowany własny
      interes - jak zrozumiesz co napisałem to ci pomoze a jak nie to kit ci w oko
      :)za taka informacje nalezało by sie robienie loda conajmniej przez rok :)ale
      odpuszcze ci hehehehe
      • skrzyppp3 wez to stresc to przeczytam 07.12.07, 03:28
        na cholere sie tak rozpisujesz ujmij to w 3 zdaniach i luz ,i tak
        tego nikt nie czyta ,to prowokacja

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka