dorenia20
28.08.03, 09:24
Skad biora sie tacy ludzie???
www.gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/295430.html?ses_nm=d371f175364b29f51193ad084033bea2
DZIENNIK BALTYCKI
Czwartek, 28 sierpnia 2003r.
Bestialski mord psa na gdańskich Stogach
Sześciu młodych mężczyzn zwabiło w zaułek ul. Stryjewskiego na gdańskich
Stogach starego psa i napuściło na niego silnego, młodego pit bull teriera!
Trwającej niespełna kilkanaście minut tragedii przyglądali się mieszkańcy
okolicznych bloków. Policja, która przyjechała dopiero po półgodzinie, nie
złapała sprawców. Nie przyjechało też wezwane przez świadków pogotowie
weterynaryjne.
- Ta makabra wydarzyła się w niedzielę wieczorem. Usłyszałem niesamowicie
głośny skowyt psa - mówi świadek zajścia. - Mężczyźni stali w szeregu i
przyglądali się jak pit bull atakuje bezbronne zwierzę. Wszyscy prowokowali
go, by był jeszcze bardziej agresywny. Pamiętam, że chłopak w czarnej bluzie
dodatkowo kopał słaniającego się na nogach wilczura. Wszędzie było pełno
krwi. To było bestialstwo. Zwierzę zostało dosłownie podłożone do
zagryzienia.
Z relacji mieszkańców wynika, że w całym procederze brało udział także dwóch
mężczyzn pilnujących pobliskiej przychodni.
- Widziałam jak stróże wyszli i zaczęli instruować młodzieńców - dodaje
jeden z mieszkańców. - Słyszałam jak jeden krzyczał: Spuść go ze smyczy,
niech skończy tego kundla!
Kierowniczka przychodni na Stogach nie wierzy, że w mordzie psa mogli
uczestniczyć stróże.
- Rozmawiałam z nimi. Twierdzą, że przegonili bandytów - mówi Agata Bulińska.
- Dlaczego w takim razie pilnujący przychodni nie zawiadomili policji?
- Nie wiem...
Jak udało nam się ustalić, policję wezwała dopiero lekarka ze stacjonującego
nieopodal pogotowia. Po około 30 minutach od zgłoszenia, na miejscu pojawili
się dzielnicowi. Nie udało im się złapać bandytów. Dysponują jednak kilkoma
nazwiskami domniemanych sprawców. Na interwencję mieszkańców nie zareagowało
też prywatne pogotowie weterynaryjne.
- Jesteśmy lecznicą prywatną - mówi anonimowo jeden z jego pracowników. -
Nie wiem dlaczego nasz lekarz tam nie pojechał.
Młodociani bandyci wykazali się szczególnym okrucieństwem. Poszkodowane
zwierzę było całe zakrwawione, miało wyszarpane kawałki skóry. Nikt z
obserwujących zdarzenie nie wie, co się z nim stało i czy przeżyło. Wiadomo
tylko tyle, że zniknęło.
- Pierwszy raz spotykamy się z takim okrucieństwem - mówi komisarz Alicja
Kajrewicz z komisariatu na gdańskich Stogach. - Na szczęście dysponujemy już
nazwiskami sprawców tego zdarzenia. W większości byli wcześniej notowani.
Za znęcanie się nad zwierzętami grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności. W
tym przypadku sprawa prawdopodobnie trafi do sądu dla nieletnich, gdyż
uczestnicy zajścia nie ukończyli jeszcze osiemnastego roku życia.