postolek
11.06.08, 11:54
Mój problem przedstawia się następująco:
12 marca tego roku uciekłam wraz z dziećmi od męża, który przez 6
lat
znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie. Początkowo były to
incydenty z przeprosinami (często pod wpływem alkoholu), później
coraz
częściej, zuchwalej bez przeprosin z grożbami, że następnym razem
mnie
zabije. Walił głową naszego psa o ścianę w obecności starszego syna,
wpadał w szał z byle powodu po alkoholu i na trzeżwo. Kopał mnie,
dusił,
wykręcał ręcę, policzkował, swoją głową walił o moją, pięściami
okładał
moją głowę i żebra. W domu trzeba było bardzo ostrożnie korzystać ze
wszystkiego, ponieważ to był wyłącznie Jego dom. Zmieniał mi hasło
do
komputera, abym nie mogła z niego korzystać, zabierał pilota od
telewizora, wyrzucał nas z domu albo kazał przeprowadzić mi się do
pokoju dzieci, bo on musi mieć swój własny kąt do grania na
komputerze,
oglądania filmów pornograficznych, czy przeglądania portali
randkowych.
W końcu straszył rozwodem, bo przeze mnie stracił wolność i pustą
chatę.
Obelgi, wyzwiska, poniżenia, szantażowania były niemalże na porządku
dziennym. Ja byłam nikim, On od myślenia. Obciążął mnie obowiązkami
ponad moje możliwośći, ale ja starałam się ze wszystkim nadążyć.
Dbałam
o Jego odpoczynek i Jego zachcianki. On tylko wracał z pracy, siadał
do
komputera i szedł spać. Nie mogłam przy nim płakać, ani też mieć
gorszego dnia, bo zaraz wpadał w furię i mówił, że muszę się leczyć.
Podejrzewał mnie o rzeczy, które sam robił po kryjomu przede mną,
np:
otwieranie skrzynek mailowych dla kobiet poznawanych na portalach
randkowych, czy czatach. Gdy go na tym przyłapałam, patrząc mi
prosto w
oczy mówił, że to nie jego adresy mailowe a filmy pornograficzne na
twardym dysku ściągnął wirus. Jmu można było wszystko, mnie nic. ja
byłam tylko do załatwiania Jego spraw, sprzatania, zajmowania się
domem.
Wypominał mi nawet sukcesy zawodowe twierdząc, że pracę mam po
znajomości, choć wiedział, że to nieprawda. Ostatnimi czasy bez
żadnych
skrupułów i w jawny sposób w obecności dzieci oglądał filmy
pornograficzne. Wystarczyło, abym wyszłam do kuchni, on natychmiast
to
robił. Naszego małego synka (2,5 roku) mało by nie zabił trzaskając
w
złości dzwiami, pod którymi stało dziecko. Później mówił, że to
przecież
niechcący i ja jestem temu winna, bo Oliwierek powinien siedzieć ze
mną
w pokoju. Ta złość spowodowana była w kierunku psa za
nieposłuszeństwo.
Tak ją tłukł pięściami, że swoimi potrzebami fizjologicznymi
zabrudziła
całą kuchnię. W tym czasie mnie i dzieci zamknął w pokoju i
rozkręcił
bardzo głośno muzykę, aby sąsiedzi nie słyszeli skowytu psa.
Starszemy
synowi (14 lat) wypominał ilości spożywanego jedzenia, nie pozwalał
mu
się śmiać (bo jest za duży,aby śmieszyły go bajki)wyzywał od debili,
grubasów i najgorszych. Zakazywał mu dotykania sie do komputera,
rozliczał z czasu co do minuty a skrócenie przez Syna spaceru z psem
o 5
minut, powodowało, że musiał po raz drugi wyjść z sunia na dwór.
Gdy urodził się młodszy Synek, drażnił go płacz dziecka. Stawał wedy
nad
nim i go przekrzykiwał. Przez pierwszy rok zycia Oliwierka, w ogóle
nie
uczestniczył w Jego wychowaniu, bo nałogowo zaczął grać w grę
internetową. Potem dawał chwile beztroski dziecku, by za chwilę
wydzierać się na Niego, dawać klapsy i wymagać rzeczy, które
niemożliwe
są do wykonania przez tak małe dziecko, np: sprzatanie zabawek. Te
klapsy z czasem bły co raz mocniejsze, aż dziecko zginało się wpół i
przewracało się. Zaczął nas musztrować i tresować, wszystko musiało
być
po Jego mysli. W złości spoliczkował też młodszego Synka. Starszego
zresztą też. Pięściami bił go po rękach, gdy ten czytał książkę przy
jedzeniu. Ja nie mogłam niczego w domu przestawić, ani urządzic po
swojemu, bo to przecież jego dom. Nie pozwalał przytulać młodszego
synka, gdy się przewrócił i mówił dzieciom, że mają ,,jebniętą"
mamusię.
A młodszy bezustannie słyszał: nie przeszkadzaj, zajmij się sobą,
zamknił gebę, bo Ci ,,przyp..."
Na samym początku skłócił mnie z rodziną, ze swoimi znajomymi nie
mogła
się raczej kontaktować, bo robili mi pranie mózgu a znikim nowym nie
mogłam nawiazać znajomości, bo to plociuchy.
Poszlismy nawet na terapię małżeńską, ale na 3 spotkaniu, gdy
psycholog
powiedział, że jestem ofiarą a on katem, bardzo się obruszył i
powiedział, że Pani psycholog kupiła sobie dyplom na bazarze
Różyckiego
z papieru toaletowego. Był bardzo pobudzony, aż Pani psycholog
zwracała
mu uwagę na Jego niestosowne zachowanie. Mieliśmy iść na oddzielne
terapie, ale mąż oczywiście nigdzie nie poszedł. Ja korzystałam z
pomocy
CPK na Wilczej. Bezustannie słyszałam, że przeze mnie nie ma
pieniędzy,
że jestem rozrzutna i nieekonomiczna, bo potrzebuje środków
czystości i
tamponów OB, co miesiąc. Karał mnie, jak małą dziewczynkę. Nie
zorganizował mi urodzin, bo nie zasłużyłam. Nie okazał czułości, bo
byłam niegrzeczna. Nie mogłam nawet z nim rozmawiać, bo o czym? A
gdy
jednak porozmawialiśmy, po 10 minutach słyszałam: Twój czas już
minął,
poświęciłem Ci i tak o 10 min. za dużo.
Raz już od męża odeszłam, ale po 10 miesiącach wróciłam. To niczego
nie
zmieniło. Ja oczywiście byłam winna, bo odeszłam w obawie, że
wskutek
zwolnień u niego w pracy, zostanie bezrobotny. to wcale nie był
powód
mojego odejścia. Była nim przemoc, internet, pornografia i
alkohol.Nawet
własna matka się go boi. Choć potrafi przecież być miły, cudowny i
kochany. Taki, jakim go poznała i pokochałam.
Nie wytrzymałam i uciekłam (po wpływem spotkań z psychologiem
nabrałam
odwagi i pogodziłam się z rodzicami mówiąc im, o swoich
problemach).Złożyłam doniesienie na prokuraturę. Obecnie trwają
przesłuchania swidków i zbieranie dowodów. Policji nigdy wcześniej
nie
wzywałam ze strachu. Gdyby przyjechali do naszego domu, zostałaby z
nas
tłusta plama na ścianie. Raz chciałam zrobić obdukcję, ale lekarz mi
powiedział, że ma za dużo pacjentów i mnie nie przyjmie. Innym razem
mąż
zawióżł mnie na pogotowie. Tak mi poobijał żebra, że nie mogłam
oddychać, ale lekarzowi powiedziałam, że przewróciłam się i upadłam
na
kant łóżka.
Teraz mąż robi wszysto, abysmy do Niego wrócili. Korzysta z wizyt u
psychologa i od lipca podobno ma zacząć u Państwa terapię. Twierdzi,
że
niczego nie pamięta. Płacze krokodylimi łzami, mówi, że się zmienił
i
jak nigdy dotąd jest gotów na stworzenie rodziny, o którą ja
zabiegałam:
pełnej miłości, ciepła, szacunku i zaangażowania. Ja przez to
wszystko
narobiła sobie nadzieii, że ta terapia zmieni go na nowego
człowieka.
Człowieka bez problemów, kochającego męża i ojca. Bardzo cierpie, bo
mimo wszystko chyba nadal Go kocham. Albo kocham Go takim, jaki był
na
początku naszej znalomości? Nie potrafię uwolnić od Niego myśli,
choć
rozum mi podpowiada, że już nie mogę z nim być. Tyle razy
próbowałam,
żyłam złudzeniem tyle lat. Teraz jesteśmy bezpieczni, mamy własny
kąt.
Powinnam być więc szczęśliwa a nie jestem. Nie mogę od Niego uwolnić
myśli i emocji, nie mogę zapomnieć. Czytam sporo fachowej
literatury,
skorzystałam z pomocy psychologa i on właśnie zalecił mi terapię dla
kobiet współuzależnionych.
Dla mnie każdy dzień jest ogromną walką. Walką z
uczuciami, nadzieją i emocjami. Wiem, że nie powinnam wrócić do
męża,bo już
to kiedyś zrobiłam. Widzę radość i beztroskę w oczach moich dzieci.
Rodzice po raz kolejny by mi nie pomogli, gdybym do męża wróciła.Już
nie
mogę i nie ccę stawiać wszystkiego na jedną kartę, bo się oszukałam.
Żadnej obietnicy mąż nie spełnił i powiedział, że kobita, to takie
stworzenie, które musi dostać ,,wpier...." od czasu do czasy, żeby
wiedziała, gdzie Jej miejsce....
W obecności męża nie potrafię nawet logicznie myśleć, wierzę we
wszystkie kłamstwa, choć wiem, że kłamie. Gdyby