Dodaj do ulubionych

Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządku?

11.06.08, 11:54

Mój problem przedstawia się następująco:
12 marca tego roku uciekłam wraz z dziećmi od męża, który przez 6
lat
znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie. Początkowo były to
incydenty z przeprosinami (często pod wpływem alkoholu), później
coraz
częściej, zuchwalej bez przeprosin z grożbami, że następnym razem
mnie
zabije. Walił głową naszego psa o ścianę w obecności starszego syna,
wpadał w szał z byle powodu po alkoholu i na trzeżwo. Kopał mnie,
dusił,
wykręcał ręcę, policzkował, swoją głową walił o moją, pięściami
okładał
moją głowę i żebra. W domu trzeba było bardzo ostrożnie korzystać ze
wszystkiego, ponieważ to był wyłącznie Jego dom. Zmieniał mi hasło
do
komputera, abym nie mogła z niego korzystać, zabierał pilota od
telewizora, wyrzucał nas z domu albo kazał przeprowadzić mi się do
pokoju dzieci, bo on musi mieć swój własny kąt do grania na
komputerze,
oglądania filmów pornograficznych, czy przeglądania portali
randkowych.
W końcu straszył rozwodem, bo przeze mnie stracił wolność i pustą
chatę.
Obelgi, wyzwiska, poniżenia, szantażowania były niemalże na porządku
dziennym. Ja byłam nikim, On od myślenia. Obciążął mnie obowiązkami
ponad moje możliwośći, ale ja starałam się ze wszystkim nadążyć.
Dbałam
o Jego odpoczynek i Jego zachcianki. On tylko wracał z pracy, siadał
do
komputera i szedł spać. Nie mogłam przy nim płakać, ani też mieć
gorszego dnia, bo zaraz wpadał w furię i mówił, że muszę się leczyć.
Podejrzewał mnie o rzeczy, które sam robił po kryjomu przede mną,
np:
otwieranie skrzynek mailowych dla kobiet poznawanych na portalach
randkowych, czy czatach. Gdy go na tym przyłapałam, patrząc mi
prosto w
oczy mówił, że to nie jego adresy mailowe a filmy pornograficzne na
twardym dysku ściągnął wirus. Jmu można było wszystko, mnie nic. ja
byłam tylko do załatwiania Jego spraw, sprzatania, zajmowania się
domem.
Wypominał mi nawet sukcesy zawodowe twierdząc, że pracę mam po
znajomości, choć wiedział, że to nieprawda. Ostatnimi czasy bez
żadnych
skrupułów i w jawny sposób w obecności dzieci oglądał filmy
pornograficzne. Wystarczyło, abym wyszłam do kuchni, on natychmiast
to
robił. Naszego małego synka (2,5 roku) mało by nie zabił trzaskając
w
złości dzwiami, pod którymi stało dziecko. Później mówił, że to
przecież
niechcący i ja jestem temu winna, bo Oliwierek powinien siedzieć ze
mną
w pokoju. Ta złość spowodowana była w kierunku psa za
nieposłuszeństwo.
Tak ją tłukł pięściami, że swoimi potrzebami fizjologicznymi
zabrudziła
całą kuchnię. W tym czasie mnie i dzieci zamknął w pokoju i
rozkręcił
bardzo głośno muzykę, aby sąsiedzi nie słyszeli skowytu psa.
Starszemy
synowi (14 lat) wypominał ilości spożywanego jedzenia, nie pozwalał
mu
się śmiać (bo jest za duży,aby śmieszyły go bajki)wyzywał od debili,
grubasów i najgorszych. Zakazywał mu dotykania sie do komputera,
rozliczał z czasu co do minuty a skrócenie przez Syna spaceru z psem
o 5
minut, powodowało, że musiał po raz drugi wyjść z sunia na dwór.
Gdy urodził się młodszy Synek, drażnił go płacz dziecka. Stawał wedy
nad
nim i go przekrzykiwał. Przez pierwszy rok zycia Oliwierka, w ogóle
nie
uczestniczył w Jego wychowaniu, bo nałogowo zaczął grać w grę
internetową. Potem dawał chwile beztroski dziecku, by za chwilę
wydzierać się na Niego, dawać klapsy i wymagać rzeczy, które
niemożliwe
są do wykonania przez tak małe dziecko, np: sprzatanie zabawek. Te
klapsy z czasem bły co raz mocniejsze, aż dziecko zginało się wpół i
przewracało się. Zaczął nas musztrować i tresować, wszystko musiało
być
po Jego mysli. W złości spoliczkował też młodszego Synka. Starszego
zresztą też. Pięściami bił go po rękach, gdy ten czytał książkę przy
jedzeniu. Ja nie mogłam niczego w domu przestawić, ani urządzic po
swojemu, bo to przecież jego dom. Nie pozwalał przytulać młodszego
synka, gdy się przewrócił i mówił dzieciom, że mają ,,jebniętą"
mamusię.
A młodszy bezustannie słyszał: nie przeszkadzaj, zajmij się sobą,
zamknił gebę, bo Ci ,,przyp..."
Na samym początku skłócił mnie z rodziną, ze swoimi znajomymi nie
mogła
się raczej kontaktować, bo robili mi pranie mózgu a znikim nowym nie
mogłam nawiazać znajomości, bo to plociuchy.
Poszlismy nawet na terapię małżeńską, ale na 3 spotkaniu, gdy
psycholog
powiedział, że jestem ofiarą a on katem, bardzo się obruszył i
powiedział, że Pani psycholog kupiła sobie dyplom na bazarze
Różyckiego
z papieru toaletowego. Był bardzo pobudzony, aż Pani psycholog
zwracała
mu uwagę na Jego niestosowne zachowanie. Mieliśmy iść na oddzielne
terapie, ale mąż oczywiście nigdzie nie poszedł. Ja korzystałam z
pomocy
CPK na Wilczej. Bezustannie słyszałam, że przeze mnie nie ma
pieniędzy,
że jestem rozrzutna i nieekonomiczna, bo potrzebuje środków
czystości i
tamponów OB, co miesiąc. Karał mnie, jak małą dziewczynkę. Nie
zorganizował mi urodzin, bo nie zasłużyłam. Nie okazał czułości, bo
byłam niegrzeczna. Nie mogłam nawet z nim rozmawiać, bo o czym? A
gdy
jednak porozmawialiśmy, po 10 minutach słyszałam: Twój czas już
minął,
poświęciłem Ci i tak o 10 min. za dużo.
Raz już od męża odeszłam, ale po 10 miesiącach wróciłam. To niczego
nie
zmieniło. Ja oczywiście byłam winna, bo odeszłam w obawie, że
wskutek
zwolnień u niego w pracy, zostanie bezrobotny. to wcale nie był
powód
mojego odejścia. Była nim przemoc, internet, pornografia i
alkohol.Nawet
własna matka się go boi. Choć potrafi przecież być miły, cudowny i
kochany. Taki, jakim go poznała i pokochałam.
Nie wytrzymałam i uciekłam (po wpływem spotkań z psychologiem
nabrałam
odwagi i pogodziłam się z rodzicami mówiąc im, o swoich
problemach).Złożyłam doniesienie na prokuraturę. Obecnie trwają
przesłuchania swidków i zbieranie dowodów. Policji nigdy wcześniej
nie
wzywałam ze strachu. Gdyby przyjechali do naszego domu, zostałaby z
nas
tłusta plama na ścianie. Raz chciałam zrobić obdukcję, ale lekarz mi
powiedział, że ma za dużo pacjentów i mnie nie przyjmie. Innym razem
mąż
zawióżł mnie na pogotowie. Tak mi poobijał żebra, że nie mogłam
oddychać, ale lekarzowi powiedziałam, że przewróciłam się i upadłam
na
kant łóżka.
Teraz mąż robi wszysto, abysmy do Niego wrócili. Korzysta z wizyt u
psychologa i od lipca podobno ma zacząć u Państwa terapię. Twierdzi,
że
niczego nie pamięta. Płacze krokodylimi łzami, mówi, że się zmienił
i
jak nigdy dotąd jest gotów na stworzenie rodziny, o którą ja
zabiegałam:
pełnej miłości, ciepła, szacunku i zaangażowania. Ja przez to
wszystko
narobiła sobie nadzieii, że ta terapia zmieni go na nowego
człowieka.
Człowieka bez problemów, kochającego męża i ojca. Bardzo cierpie, bo
mimo wszystko chyba nadal Go kocham. Albo kocham Go takim, jaki był
na
początku naszej znalomości? Nie potrafię uwolnić od Niego myśli,
choć
rozum mi podpowiada, że już nie mogę z nim być. Tyle razy
próbowałam,
żyłam złudzeniem tyle lat. Teraz jesteśmy bezpieczni, mamy własny
kąt.
Powinnam być więc szczęśliwa a nie jestem. Nie mogę od Niego uwolnić
myśli i emocji, nie mogę zapomnieć. Czytam sporo fachowej
literatury,
skorzystałam z pomocy psychologa i on właśnie zalecił mi terapię dla
kobiet współuzależnionych.
Dla mnie każdy dzień jest ogromną walką. Walką z
uczuciami, nadzieją i emocjami. Wiem, że nie powinnam wrócić do
męża,bo już
to kiedyś zrobiłam. Widzę radość i beztroskę w oczach moich dzieci.
Rodzice po raz kolejny by mi nie pomogli, gdybym do męża wróciła.Już
nie
mogę i nie ccę stawiać wszystkiego na jedną kartę, bo się oszukałam.
Żadnej obietnicy mąż nie spełnił i powiedział, że kobita, to takie
stworzenie, które musi dostać ,,wpier...." od czasu do czasy, żeby
wiedziała, gdzie Jej miejsce....
W obecności męża nie potrafię nawet logicznie myśleć, wierzę we
wszystkie kłamstwa, choć wiem, że kłamie. Gdyby
Obserwuj wątek
    • takitaka Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 12:41
      Nie wracaj do męża w żadnym razie! Ani nie rób mu nadziei, że gdy przejdzie terapię to do niego wrócisz. On, jeśli jego chęć zmiany siebie jest szczera, pójdzie na terapię tak czy inaczej. Jeśli zaś nie pójdzie, to sama będziesz miała dowód na to, że jemu nie chodzi o zmianę siebie tylko o wygranie kolejnej bitwy, żeby tym mocniej Cię tłuc gdy wrócisz, a może nawet zabić - bo przecież będzie miał w pamięci SWOJE poświęcenie, że chodził na terapię dla Twojego widzimisię - będzie więc mógł wymagać od Ciebie jeszcze więcej.

      Przestań rozpamiętywać i się łudzić, zamknij rodział. Gdy nachodzą Cie wątpliwości czy odchodząc postapiłaś słusznie - nie rozpamiętuj na nowo, tylko podeprzyj się tym, co wcześniej ustaliłaś i więcej tego nie analizuj, bo to Cię wywiedzie na manowce. Trzymaj się tej jedynej słusznej decyzji - innej być nie może!

      A co to znaczy że go kochasz??! Nie potrafisz przyblokować jakiegoś głupiego instynktu dla dobra swoich dzieci i dla swojego dobra? Nie umiesz tej chorej miłości, jeśli już ją tak hołubisz, złożyć w ofierze wyższego dobra? Co to w ogóle za mydlana maniera zasłaniać się miłością do bandyty? Nie ma w tym kszty szlachetności! Pewnie chodzi o to... hm... poświęcenie... Tyle że kierunki pomylone. Poświęcić właśnie trzeba tę (wątpliwą) miłość!

      Trzymaj się tam mocno i bez wątpliwości aż do końca koszmaru - tj. do momentu kiedy świat zobaczysz w różowych kolorach. BO TAK BĘDZIE. :)

      Serdeczności!
      • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 12:59
        bardzo dziekuję. Dziś właśnie umówiłam się z psychologiem. Podejmie
        decyzję o terapii indywidualnej lub grupowej. Muszę mocno stnąć na
        nogach, być szczęśliwą i dać to szczęście dzieciom. Robię, co w
        mojej mocy, ale wiem, że bez wsparcia sobie nie poradzę. Z mioch
        przyjaciół nikt jeszcze nie powiedział, abym dała mu kolejną szansę,
        w rodzinie też nie. Staram się więc tego trzymać, ale każdy dzień
        jest walką....
    • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 12:57
      Postoleku, jeśli chcesz wracać to wracaj, miłość nie wybiera, ja nawet
      podskórnie czuję, że ty wrócisz. Ale może dzieci zostaw dziadkom, proszę cię,
      zrób to. I załóż sobie jakąś spiralkę, albo co, żebyś już nie rodziła więcej
      dzieci, bo dzieci są naprawdę niewinne, że dwoje rodziców jest tak podłych. I
      nie mylisz się, mam na myśli was oboje, twojego męża i ciebie. Twój mąż znęca
      się nad dziećmi, a ty jesteś kapo.
      • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 13:18
        Jest parę książek, które mogą pomóc.
        Toksyczne namiętności - Susan Forward
        Robin Norwood – Kobiety, które kochają za bardzo.
        Susan Froward – Gdy on nie kocha, a ona za nim szaleje
        Melody Beattie – Koniec współuzależnienia. Jak przestać kontrolować życie innych
        i zacząć troszczyć się o siebie.
        Patricia Evans – Toksyczne słowa
        Susan Forward – „Gdy twój partner łże jak pies”
        Isabelle Nazare-Aga - "Nie pozwól sobą manipulować w życiu.
        Isabelle Nazare-Aga - "Nie pozwól sobą manipulować w miłości.
        • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 13:25
          oprócz 2 pozycji, które wymieniłaś, wszystkie juz przeczytałam.
          Obecnie skupiam sie na 3 pozycji. A dziś idę do psychologa.
          Potrzebuję wsparcia i utwierdzania się w słuszności swojej decyzji.
          Po tylu latach takiego życia, czasem niektóre rzeczy wydają mi się
          być standardowymi (tak mi wmawiał mąż) i nie wydaja się ,,aż tak
          nienormalne". Dziękuję, powiększę swój księgozbiór i wiedzę
          potrzebną do normalnego zycia.
          • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 13:36
            jeśli chcesz czytać to mogę podać jeszcze parę
            Anna Salter – Drapieżcy - pozycja ciężka, ale może być pomocna, ze względu na to
            co pisałaś o upodobaniach męża.
            Marie-France Hirigoyen - Molestowanie moralne: perwersyjna przemoc w życiu
            codziennym
            Susan Froward – Szantaż emocjonalny
            Robert Hare "Psychopaci są wśród nas"
            Wojciech Kruczyński, Paweł Droździak – Zawsze bezpieczna. Psychologiczne aspekty
            samoobrony kobiet.
            Karen Horney – Neurotyczna osobowość naszych czasów
            Alice Miller – Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii
            Pia Mellody – Toksyczne związki: anatomia i terapia współuzależnienia
            Jacques Regard – „Stop manipulacji”
            • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 13:52
              dziękuję. Na pewno skorzystam :)
            • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 14:02
              Ty jako pierwsza dopatrzyłaś się problemu oglądania pornogrofii w
              obecności dzieci. Powiem tak: korzystam z konsultacji
              psychologicznej, bo mój młodszy synek natrętnie interesuje się swoją
              seksualnością. Potrafi stać przed lustrem z wypiętą pupą i rozchylać
              pośladki, sciąga majteczki, kładzie się na brzuszku i wykonuje takie
              ruchy, jak w czasie stosunku. Jak ma wzwód, dotyka penisem, np.: do
              sciany. Psycholog powiedział mi, że niektóre dzieci szybciej
              interesują się własną seksualnością, inne nie. Niepokojącym jest
              fakt wypinania pupy i to, że nie pozwala się tam nawet umyć-tak
              powiedziano mi w Fundacji. Ponieważ jest mały i nie mówi, trudno
              ocenić, czy coś złego go spotkało, czy napatrzył się z tatusiem na
              filmy. Zaznaczam, że bardzo rzadko mąż zostawał z nim sam na sam.
              Wystarczyło jednak, abym wyszła do kuchni a on już włączał i oglądał
              nie zważając na obecność dziecka. A nasze pożycie układało się w
              porządku. Ja nie jestem z tych kobiet, co to mocno zaciskają nogi.
              Było mi bardzo przykro, gdy naoglądał się pornosów, dziewczyn na
              portalach i golizny a ja byłam pozostawiona samej sobie. Nie
              pomagała nawet moja inicjatywa.
              • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 14:10
                Postolek, sam fakt, że ogląda przy dziecku filmy pornograficzne jest
                molestowaniem!!!
                Dziecko jest małe, jak każde dziecko interesuje się swoim ciałem, różnicą między
                płciami, ale nie seksem!!!

                To co opisujesz jest oznaką, że dziecko zostało wciągnięte w zainteresowania i
                działania nieodpowiednie dla jego wieku.
                To czy twój mąż dopuszcza się jeszcze innych działań w stosunku do dziecka, nie
                wiem, za mało informacji. Ale to co się dzieje, to i tak bardzo dużo i bardzo
                poważny problem.
                • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 14:16
                  Jest jeszcze jedna książka Anny Salter - Anna Salter – Pokonywanie traumy. Jak
                  zrozumieć i leczyć dorosłe ofiary wykorzystywania seksualnego., myślę, że także
                  z nią powinnaś się zapoznać.
                  Jeśli jesteś z wawy to tu jest wyszukiwarka, gdzie można zaleźć chyba wszystkie
                  pozycje. www.koszykowa.pl/biblioteka/content/blogcategory/67/189/
                • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 14:47
                  psychologia.net.pl/search.php?level=wysocza%F1ska
              • zawszemagda no sorry, ale w tym momencie to dołączam się do 13.09.09, 15:47
                koleżanki powyżej. Chyba ci bardziej zależy na tym psychopacie (tak, tak, ktoś,
                kto wali łbem psa o ścianę, pewnego dnia zrobi to samo któremuś z dzieci), a ty
                jeszcze myślałaś o seksie z nim??? próbowałaś inicjować seks z kimś, kto cię
                bił, bił twoje dzieci, znęcał się nad psem??? to pogratulować, musisz być
                podobna do niego, ja bym nie potrafiła. zostaw dzieci dziadkom, to jest racja,
                bo pewnego dnia pozwolisz tatusiowi na ich zabicie ( w ramach swojej miłości do
                niego). LUDZIE!!!!
          • vickydt Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 21.06.08, 11:59
            Dziewczyno, jest XXI wiek, a Ty nie wiesz, co to molestowanie, pozwolilas na
            tluczenie siebie, dzieci , a nawet psa. Skąd pojawilo sie na swiecie 2 dziecko,
            przeciez ten oblech sie nagle nie zmienil. Czy w takiej sytuacji instynkt nie
            kazal Ci sie zabezpieczac?

            PS - ja tez czuje, ze Ty wrocisz do tego palanta. Tylko blagam, nie bierz dzieci
            do niego.
            --
            Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
      • amorozodux Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 08.02.09, 12:20
        Niepotrafie zrozumieć twojej wypowiedzi.
        To niejest kobieta która rozkłada nogi zachodzi w ciążę a potem
        stwarza dziecią piekło trzeba ją poznać zobaczyć jak wyjątkową
        ciepłą,serdeczną,otwartą pełną miłości jest ta dziewczyna osobą.
        Ona jest ofiarą i niezapominajmy że tyle przypadków było gdy
        ofiara przestaje widzieć w tym co się dzieje coś złego ponieważ
        staje się to dlaniej chlebem powszednim.
        Ta dziewczyna jest sama znikąd pomocy a dotego ten frajer damski
        bokser namiastka faceta zastraszył ja do tego stopnia że przestała
        racjonalnie myśleć postaw się na jej miejscu i zobaczymy co zrobisz
      • amorozodux Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 08.02.09, 12:26
        nome-ol-vides napisała:

        > Postoleku, jeśli chcesz wracać to wracaj, miłość nie wybiera, ja
        nawet
        > podskórnie czuję, że ty wrócisz. Ale może dzieci zostaw dziadkom,
        proszę cię,
        > zrób to. I załóż sobie jakąś spiralkę, albo co, żebyś już nie
        rodziła więcej
        > dzieci, bo dzieci są naprawdę niewinne, że dwoje rodziców jest tak
        podłych. I
        > nie mylisz się, mam na myśli was oboje, twojego męża i ciebie.
        Twój mąż znęca
        > się nad dziećmi, a ty jesteś kapo.


        Niepotrafie zrozumieć twojej wypowiedzi.
        To niejest kobieta która rozkłada nogi zachodzi w ciążę a potem
        stwarza dziecią piekło trzeba ją poznać zobaczyć jak wyjątkową
        ciepłą,serdeczną,otwartą pełną miłości jest ta dziewczyna osobą.
        Ona jest ofiarą i niezapominajmy że tyle przypadków było gdy
        ofiara przestaje widzieć w tym co się dzieje coś złego ponieważ
        staje się to dlaniej chlebem powszednim.
        Ta dziewczyna jest sama znikąd pomocy a dotego ten frajer damski
        bokser namiastka faceta zastraszył ja do tego stopnia że przestała
        racjonalnie myśleć postaw się na jej miejscu
        • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 10.02.09, 23:28
          a może ty postaw się na miejscu jej dzieci!!! Ona jest dorosła, może decydować o
          sobie, to że jest ofiarą to jest jej decyzja, dzieci nie mają wyboru, nie mają
          żadnych szans na wydostanie się z piekła, jakie stworzyli im ich rodzice!!!

          Często bardzo staram się zrozumieć matki, które gotują dzieciom taki los, to że
          one czują się ofiarami, a nie czują się w żaden sposób odpowiedzialne, za to co
          spotyka ich dzieci. Winny jest bezsprzecznie oprawca, damski bokser jak to
          piszesz, ale również winna jest kobieta, bo to nie prawda, że nie ma wyboru,
          ma!! to dzieci nie mają wyboru!!!

          ta kobieta przynajmniej odeszła od męża, stara się... ale jest cała masa kobiet,
          które czują się całkowicie usprawiedliwione, przekonują wszystkich że są
          bezradnymi ofiarami, a to nieprawda i trzeba to wreszcie uczciwie powiedzieć!!
          • zawszemagda Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 13.09.09, 15:49
            POPIERAM W 100%.
    • pawel.drozdziak Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 14:59
      Witam,

      Napisala Pani, ze maz ma podjac terapie u nas. Jesli dobrze
      zrozumialem, chodzi o poradnie przy Belgijskiej, czy tak?
      Prosilbym bardzo o kontakt emailowy, ale nie na adres Gazety (nie
      uzywam go) tylko na adres pawel.drozdziak@wp.pl
      • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 15:38
        już napisałam, dziękuję
      • kedrok1 Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 24.06.08, 15:25
        Świetnie Paweł, spuść mu wpie..;)
        • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 24.06.08, 15:55
          zamierzam iść na terapię, może to otworzy mi oczy. Tak naprawdę ja
          wiem, że to okrutne co robił, ale ta siła przyciągania, manipulacja.
          Tak bardzo chciałabym umieć na tym zapanować.
          • kedrok1 Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 24.06.08, 23:51
            kurcze, źle przeczytałem. Myślałem, że to ON idzie do Pawła na terapię ;)

            Tobie życzę powodzenia !!!!
            • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 25.06.08, 08:02
              masz rację, On (mój mąż) idzie na terapię a ja też chodzę, aby jakoś
              sobie pomóc. Podobno namówiła go Jego psycholog po kilku spotkaniach
              uświadomiwszy mu, że jednak problem z agesją ma. Mąż jednak pamieta
              niewiele zdarzeń tłumacząc, że moje odejście było dla niego taką
              trumą, że doznał amnezji. Terapię na Belgijskiej zaczyna podobno od
              lipca. Nie wiem jakie powody nim kierują, czy strach przed sprawą
              karną, czy też szczere chęci...
              Dziękuję Ci za słowa otuchy. W czwartek bedę po wizycie u
              psychologa, tak bardzo chciałabym stnąć już na nogach i zacząć żyć
              bez strachu, złudzeń i nadzieii na przyszłość z mężem. To baaardzo
              trudne. Na szczęscie dziś mija tydzień od ostatniego kontaktu z
              nim.pozdrawiam
        • postolek kedrok1 25.06.08, 10:46
          a czy Ty coś wiesz na temat skuteczności takiej terapii znoszącej
          agresję? Opinię Pawła juz znam.
          • kedrok1 Re: kedrok1 25.06.08, 14:01
            Nie, mogę tylko niestety teoretyzować.

            Nie mniej nie wierzę w coś takiego....
            Człowiek albo jest zły albo nie...
            • postolek Re: kedrok1 25.06.08, 15:05
              żebym i ja potrafiła tak ligicznie myśleć...A myślę, boe emocje
              powodują we mnie żal, tęsknotę. gdy widze te jego krokodyl łzy,
              szloch i przysięganie, że zrobi wszystko, aby nas odzyskać. A
              jednoczesnie mi mówi, że zmienił zamki w drzwiach. Przeczy sam sobie
              i za chwilke znów zaklina się, jak bardzo żałuje. Nawet usłyszałam
              od niego słowo: dziękuję. Twierdzi, że uratowałam mu życie i nam
              samym też. A innym chodzi i opowiada, że odeszłam bo zbyt wiele
              czasu spdzał przy komputerze. To dla mnie jest takie nizrozumiałe,
              tyle kwestii jest sprzecznych i jakoś to nie tryzma się całości.
              • vickydt Re: kedrok1 25.06.08, 19:50
                postolek napisała:

                > żebym i ja potrafiła tak ligicznie myśleć...A myślę, boe emocje
                > powodują we mnie żal, tęsknotę. gdy widze te jego krokodyl łzy,
                > szloch i przysięganie, że zrobi wszystko, aby nas odzyskać.


                jego łez ci żal, a przyszłości dzieci już nie? Cóż za hipokryzja.


                --
                Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
                • postolek Re: kedrok1 25.06.08, 21:54
                  gdyby nie było mi żal, już bym u niego była. Powtarzam, ja nie
                  zamierzam tam wracać, chciałam zaczerpnąć opinii internautów, czy
                  wiedzą coś na temat skuteczności takich terapii znoszących przemoc.
                  Brałam jedynie pod uwagę sytuacje, że terapia mu pomoże a z drugiej
                  strony mam świadomość, że on ma problem z tyloma innymi kwestiami,
                  że właściwie musiałby iść na terapię od uzaleznień i w ogóle rzeczy
                  o ktorych szkoda pisać. Co bym nie napisał, to krytyka. Przyjmuje ją
                  ale miewam wrażenie, że nie do końca zrozumiano intencje mojej
                  historii.
                  • vickydt Re: kedrok1 25.06.08, 22:27
                    ale to nie jest historia na poziomie "facet zapomnial o moich urodzinach i jak
                    go zmienic", tylko "facet molestuje moje dzieci, bije nas, grozi i cholera wie,
                    co jeszcze robi". Nie ta skala, by ryzykowac swoim i dzieci życiem.
                    • postolek do vickydyt :) 26.06.08, 08:23
                      zatem Ty tez nie wierzysz, że ludzie mogą się zmienić po terapii?
                      Wszyscy mi tak mówią i wszystko na to wskazuje tyle, że ja (choć też
                      podświadomie to czuję, że dla tego przypadku nikłe szanse)mam
                      głęboką wiarę, że jeśli człowiek chce, może się zmienić. Czasem
                      jakieś traumatyczne wydarzenie może zmienić człowieka o 360 stopni.
                      Dziś już wiem, że mąż był także agresywny wobec swojej pierwszej
                      żony. Bił, zdradzał i był gościem w domu. Nie wiem na jaką skalę to
                      robił, ale ROBIŁ!!! Jednak nigdy nie przedsięwziął jakichkolwiek
                      kroków, aby sobie z tym poradzić. Dopiero teraz po rozmowach z
                      psychologiem, który uświadomił mu, że jednak ma problem z agresją
                      zdecydował się na terapię. A w stosunku do mnie jest teraz taki
                      wyrozumiały, kontroluje się. Mam z nim bardzo sporadyczny kontakt,
                      ale wiem, że oszukuje mnie nadal. Niby w błahostkach, bo nie jestem
                      w stanie wyłapać wszystkiego, ale jednak oszukuje.
                      I co najgorsze te zaburzenia z seksem...Przecież ja nie byłam
                      zakonnicą w naszym związku. Dogadzałam mu, jak najlepiej umiałam i
                      właściwie to zawsze byłam chętna. On jednak wolał robić to
                      sam...przy pornografii. Tak bardzo to upokarzało, gdy potrzebowałam
                      czułości, zaintersowania a on....I BRAK ZASAD MORALNYCH BRRRRRRR!!!!1
                      • vickydt Re: do vickydyt :) 26.06.08, 11:41
                        wierze, ze mozna sie nauczyc jesc widelcem i nozem mimo, ze sie do tej pory
                        jadlo rękami, ale nie, ze przemocowiec i zboczeniec zmieni sie w porzadnego ojca
                        rodziny.
                      • kedrok1 Re: do vickydyt :) 26.06.08, 14:52
                        Oczywiście, że człowiek może się zmienić, tylko człowiek o jakimś poziomie.

                        Miałem kiedyś znajomego, straszna rodzina, on był ok, jak byliśmy dzieciakami
                        itd. Tylko jakoś tak się stało w jego życiu że zszedł na złą drogę. Kradł
                        samochody, podobno jakiś rozbój. Ale wyszedł z tego. Żałował co robił, tak mu
                        się życie ułożyło, tacy rodzice. Odsiedział swoje i się zmienił. Ktoś mu pomógł,
                        skończył studia i żyje i pracuje.

                        Ale to był człowiek na poziomie, którego koleje losu nie za bardzo się poukładały.

                        W twoim przypadku widzę dewianta, psychola, sadystę, prawdopodobnego mordercę.
                        Z tego nie da się wyleczyć moim zdaniem. (mam nadzieję, że się mylę)

                        Tu mógłby Paweł coś powiedzieć, on ma z tym styczność bliższą, i być może zna
                        statystyki.
                        • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 26.06.08, 15:41
                          kedrok1 napisał:

                          > W twoim przypadku widzę dewianta, psychola, sadystę, prawdopodobnego mordercę.
                          > Z tego nie da się wyleczyć moim zdaniem. (mam nadzieję, że się mylę)



                          Zgadzam się, że to dewiant, psychol, sadysta. I zgadzam się, że tego nie da się
                          wyleczyć. Nie zgadzam się, że to prawdopodobnie morderca. Mordercami mogą być
                          jego dzieci. Ja swojego ojca omal nie zbiłam, ale ja to jeszcze jestem ta
                          "normalna". A dzieci z takiej rodziny jak opisywana mają wszelkie szanse na
                          poważne zaburzenia psychiczne, bo po takim dzieciństwie, to naprawdę trudno być
                          normalnym. I często są potem bardzo agresywne. Ja cały czas uważam, że terapie
                          dotyczące przemocy w rodzinie skupiają się na relacja między małżonkami, a
                          dzieci, ich cierpienie, i to co się z nimi dzieje jest mam wrażenie zupełnie
                          pomijane. Nie wyobrażam sobie jak będzie czuło się dziecko w takiej rodzinie jak
                          rodzice się pogodzą, nawet jeśli terapia przyniosłaby jakieś niesamowite efekty
                          i zmieniła tego zwyrodnialca w księcia z bajki, to dziecko, które doznało tyle
                          krzywd od tego człowieka, jego uczucia zostaną całkowicie pominięte. Będzie
                          zmuszone co dzień patrzeć na oprawcę i milczeć.
                        • postolek Re: do vickydyt :) 26.06.08, 16:11
                          Paweł już wyraził swoją opinie na privie. Choc nie ukrywam, że
                          bardzo chciałabym omówić z nim bardziej szczegółowo przypadek mojego
                          męża. Ja już pisałam kilka wątków wcześniej, że potrafił być
                          normalny a nawet wyjątkowy w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Owszem
                          psychocznie nas dołował baaaardzo często, natomiast przemoc fizyczna
                          miała miejsce okresowo. Było tak, że nawet 3-4 miesiące mnie nie
                          tknął...Ale terror zawsze w jakiś sposób wprowadzał. Gdy byłam w
                          ciąży i stanęłam w obronie psa, którego prawie zawiesił na atlasie,
                          zamachnął się, zacisnął pięści ale powstrzymał go widok
                          zaokrąglonego juz brzuszka. Ja nie chcę go tłumaczyć (choć to
                          robiłam)chcę tylko, aby nikt nie pomyślał, e takie akty przemocy
                          były codziennością. On czasem żalował tego, co zrobił, ale od
                          pewnego czasu już tego nie robił. Obiecał, że jak zacznie tracić
                          panowanie nad sobą wyjdzie z domu i pójdzie na spacer. No i znów
                          obietnicy nie otrzymał. Ostatnim razem (to był luty przed feriami)
                          zrobił nieziemską awanturę o skopiowanie filmu przez mojego syna dla
                          kolegów. Nie umiem nawet powtórzyć słów, wyzwisk i obelg jakimi mnie
                          obrzucił. Stanął nade mną z pięściami, ale w ostatniej chwili się
                          opanował a potem usłyszałam: o co ci chodzi, przecież nie uderzyłem
                          cię. I co ja zrobiła, oczywiście go przeprosiłam w obawie, żeby nie
                          zaczął wytrzasać się nad moim synem. Teraz słyszę tylko od niego, że
                          to co przeżył 12 marca, czyli dzień naszej ucieczki było dla niego
                          tak traumatycznym przeżyciem, że już nigdy więcej nie zrobi nam
                          krzywdy. Tak bardzo chciałabym z fachowcem porozmawiać o moim
                          problemie, żeby wyjasnił mi po zapoznaniu się ze sczegółami zachowań
                          męża o jego możliwościach. Paweł ostatnio milczy na forum, ale wiem,
                          że nie ma systematycznego dostępu do netu.
                          • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 26.06.08, 16:27
                            Postołek, staram się ciebie zrozumieć, naprawdę bardzo, ale to jest bardzo,
                            bardzo trudne. Czemu tak bardzo rozczulasz się nad mężem, dorosłym przecież
                            człowiekiem, który bynajmniej nie jest chory psychicznie, ani bezwolny, tylko
                            bardzo dobrze wie co robi, i robi to co chce robić, a zupełnie nie myślisz co
                            się dzieje z twoimi dziećmi, które są bezbronne, potrzebują ciebie i twojej
                            opieki? Czemu nie myślisz o ich cierpieniu, o tym że każdy dzień z tym
                            człowiekiem zbija ich psychicznie, że niszczy ich, że tak bardzo cierpią, że
                            każdy dzień zabiera im szansę na normalne życie w przyszłości. Czemu nie myślisz
                            o nich?
                            • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 26.06.08, 16:35
                              I tak naprawdę zastanawiam się o czym ty myślisz, czy o swoim mężu, żeby był
                              szczęśliwy, czy o sobie i o tym, żeby mąż zaczął się zachowywać tak jak ty tego
                              pragniesz. To, że mąż były dobry i kochający dla ciebie, to uszczęśliwiło by
                              ciebie. Twój mąż może chcieć zupełnie czegoś innego, wcale nie musi bo
                              uszczęśliwiać spełnianie twoich życzeń i realizacja tego, co ty sobie
                              wymarzyłaś. On prawdopodobnie ma zupełnie inne wyobrażenie na temat szczęścia i
                              tego jak je osiągnąć, jeśli ma takie upodobania to szczęściem może być dla niego
                              możliwość znęcania się nad bezbronnymi dziećmi chociażby, czy nawet oglądanie
                              pornografii. Jeśli tobie tak trudno zobaczyć rzeczywistość i zrezygnować ze
                              swoich marzeń, to czemu sądzisz, że on zrezygnuje ze swoich. Jeśli nawet terapia
                              się powiedzie i on coś postanowi zmienić w swoim życiu, to z pewnością nie
                              będzie to próba realizacji twoich iluzji.
                            • postolek Re: do vickydyt :) 27.06.08, 08:47
                              myślę o nich i dlatego postaram się zrobić wszystko, aby pomóc sobie
                              a wtedy one będą szczęśliwe. Spędzam z nimi każdego dnia czas po
                              pracy. Zabawa, lody, gra w piłkę, rozmowy. Staram się najlepiej, jak
                              umiem i mam świadomość, że trudno jest mnie zrozumieć. Ja muszę
                              zabić w sobie tę nadzieję, że mąż po terapii będzie odpowiedzialny,
                              troskliwy, godzien zaufania, kochajacy itp. Coś w tej głowie muszę
                              sobie przeprogramować i mam nadziję, że mi się to uda, bo
                              rozpoczynam terapię :)))) !!!!!
                              • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 27.06.08, 12:58
                                Bardzo się cieszę, mam nadzieję, że trafisz na dobrego psychologa, który będzie
                                potrafił ci pomóc.

                                Życzę ci wiary w siebie i tego, abyś uwierzyła, że jesteś wartościową osobą
                                godną szacunku i miłości, a nie oszukiwania i poniżenia.
                              • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 30.06.08, 16:16
                                Witam,

                                Po przeczytaniu tego co pojawilo sie w tym watku nasuwa mi sie pewna
                                uwaga. Otoz w wypowiedziach pojawia sie wizja, w ktorej ktos (w tym
                                wypadku partner pani Postolek, ale moze to byc ktokolwiek inny) jest
                                jakby zbiorem niezaleznych od siebie czesci. Troszke tak jak na
                                przyklad samochod. Bierzemy niebieski samochod typu SEAT Ibiza,
                                ktory ma spojler w kolorze czerwonym. Odkrecamy spojler w kolorze
                                czerwonym i mamy SEAT Ibiza w kolorze niebieskim taki sam jaki byl
                                wczesnej tylko bez spojlera.
                                I analogicznie - bierzemy czlowieka, ktory jest "zasadniczo jakis" i
                                oprocz tego, tak jak w samochodzie byl ten spojler, tak u niego jest
                                taki jeden dodatkowy element - bycie sprawca przemocy. No i po
                                prostu odkrecamy mu ten element i zostaje ten "zasadniczo wlasnie
                                taki" czlowiek, zupelnie nie zmieniony tylko z tym elementem "bycie
                                sprawca przemocy" odkreconym. I wtedy Pani moze z tego partnera
                                korzystac tak, jak wczesniej Pani nie mogla bo on juz jest
                                ulepszony. W rzeczywistosci nie dziala to w ten sposob.

                                Pani zwiazala sie z zywa osoba ktora jest pewna caloscia i dziala
                                jako pewna calosc. Pani wspolnie z ta osoba stworzyla system
                                rodzinny ktory takze jest pewna caloscia i takze dziala wlasnie tak -
                                jak pewna calosc. Wszystkie zdarzenia w tym systemie pasuja do
                                siebie i wieszanie psa na atlasie jest takze elementem tego systemu.
                                Nie jest "czyms dokreconym" co po prostu nalezy odkrecic i cala
                                reszta wtedy zacznie funkcjonowac bez zarzutu. Pani zyla w domu w
                                ktorym sie wieszalo psa na atlasie a pozniej szlo sie do lozka z
                                kims kto to robil. Tak wyglada ta calosc, a nie tak, ze wieszanie
                                psa to jest jedna czesc, a chodzenie do lozka to druga. Lozko i
                                atlas sa razem. Sa nierozdzielne. I to ta calosc sprawia, ze Pani
                                przezywa sprzeczne uczucia w zwiazku z tym, a nie poszczegolne
                                czesci. Mowiac prosto i brutalnie - jesli jest tak, ze Pani nie moze
                                sie odwiazac od czlowieka ktory robi takie rzeczy, to w duzej mierze
                                wlasnie dlatego, ze on je robi, a nie dlatego, ze czasem ich NIE
                                robi. Stad oczekiwanie, by sie zmienil i wtedy Pani bedzie mogla z
                                nim byc jest oderwane od rzeczywistosci. Zawsze jest na swiecie
                                jakis mezczyzna ktory jest gotow wieszac psa na atlasie i zawsze
                                jest na swiecie jakis mezczyzna ktory nigdy w zyciu by tego nie
                                zrobil.

                                To Pani decyduje z kim bedzie zyc. Rzeczywistosc jest taka, ze Pani
                                ma sklonnosc do zwiazania sie z osoba ktora zachowuje sie wobec Pani
                                wlasnie w taki sposob i ze ma Pani sklonnosc do formulowania na
                                przyklad takich wypowiedzi:

                                "Gdy byłam w
                                ciąży i stanęłam w obronie psa, którego prawie zawiesił na atlasie,
                                zamachnął się, zacisnął pięści ale powstrzymał go widok
                                zaokrąglonego juz brzuszka."

                                Powiem wprost - jest to objaw Pani choroby. Glebokiej,
                                niebezpiecznej i bardzo trudno wyleczalnej. Zdolnej zniszczyc Pani
                                zycie i zycie wielu innych osob. Koncentracja na tym, by zmienil sie
                                ktos kto jest bohaterem tej opowiesci jest zupelnym oderwaniem od
                                realiow. Problem nie w tym, czy on bedzie zdrowy tylko w tym, ze
                                Pani nie widzi calej potwornosci tego, co sie zawiera w tych
                                cytowanych wyzej slowach. Nie widzi Pani tego, bo jest Pani chora. I
                                to jest Pani tragedia.
                                • vickydt powyzszy post jako pozycja obowiazkowa dla kobiet 30.06.08, 17:54
                                  Przeczytalam Pana post i mimo jasnej jak dla mnie sytuacji i choroby Autorki
                                  wątku, wywarl on na mnie mocne wrażenie. Uwazam, ze jest pozycja obowiazkowa dla
                                  kobiety uwiklanej w JAKAKOLWIEK TOKSYCZNA relacje.
                                  Wiekszosc kobiet kochajacych za mocno uklada sobie w glowie wizje i obrazy
                                  Cudownego_Faceta, z ktorym sa, o ile nie jego
                                  pijanstwo/zdrady/przemoc/wyzwiska/niedotrzymywanie slowa itp itd. Kazda, ktora
                                  byla kiedykolwiek w toksycznym zwiazku ma takie 2 obrazy: niebieski samochod i
                                  ten cholerny czerwony zderzak, ktorego czasem nie widac, zalezy, jak jest
                                  zaparkowany........
                                  • takitaka Czym są spojlery? 01.07.08, 09:42
                                    vickydt napisała:
                                    > Wiekszosc kobiet kochajacych za mocno uklada sobie w glowie wizje i obrazy
                                    > Cudownego_Faceta, z ktorym sa, o ile nie jego
                                    > pijanstwo/zdrady/przemoc/wyzwiska/niedotrzymywanie slowa itp itd. Kazda, ktora
                                    > byla kiedykolwiek w toksycznym zwiazku ma takie 2 obrazy: niebieski samochod i
                                    > ten cholerny czerwony zderzak, ktorego czasem nie widac, zalezy, jak jest
                                    > zaparkowany........

                                    Ale widzisz różnicę między mechanizmem samochodu a jego karoserią?

                                    Elementem karoserii może być tak naprawdę prawie wszystko: agresywność ale i
                                    gładkość obycia, wykształcenie, sumienność lub niedotrzymywanie słowa, znajomość
                                    języków, bycie religijnym człowiekiem, bycie tzw. dobrym człowiekiem, bycie tzw.
                                    złym człowiekiem, bycie artystą, bycie ekspertem...

                                    Gdy ktoś widzi tylko karoserię, to nic dziwnego, że ma ciągle potrzebę
                                    odkrecania i przykręcania spojlerów (sobie i innym).

                                    A tak do znawców, bo poruszam się w mało mi znanej przenośni - taki spojler
                                    samochodowy poza dekoracyjną pełni jeszcze jakąś inną funkcję?
                                    • vickydt ot 01.07.08, 10:13

                                      tak a propąsik, to patrząc na samochód (nie znając się na nich) widzisz, co ma w
                                      środku? Gratulejszyn.
                                      --
                                      Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
                                      • takitaka Re: ot? 01.07.08, 12:46
                                        vickydt napisała:

                                        > tak a propąsik, to patrząc na samochód (nie znając się na nich)
                                        > widzisz, co ma środku? Gratulejszyn.

                                        Na samochodach się nie znam ani trochę, ale się w miarę dobrze znam na sobie.
                                        I mam takiego spojlera, który polega na pasji odkręcania spojlerów, głównie sobie (ale nie tylko), w celach edukacyjnych. Nie dla wyglądu lecz dla dziur po nich. Gdy się dużo poodkręca to przez te odkręcone miejsca widać mechanizm i się go poznaje. Ja się już sporo napatrzyłam na ten swój mechanizm i trochę go poznałam, w szczególności wiem kiedy i w jakich warunkach wewnętrznych funkcjonuję dobrze niezależnie od warunków zewnętrznych i nawet trochę umiem je, te wewnętrzne warunki sama tworzyć. A najbardziej mnie zawsze interesował napęd.

                                        I właśnie dlatego, że znam trochę ten swój mechanizm, to zazwyczaj bez trudu rozpoznaję jego odpowiedniki w innych ludzkich egzemplarzach.

                                        Tak, generalnie to widzę mechanizmy a nie karoserię.

                                        A karoserię to można sobie potem dobrać tak, żeby oprócz dekoracji jeszcze coś usprawniała. Nie wiem czy łatwo przykręcić sobie ten spojler odkręcania spojlerów w celach edukacyjnych, bo on wydaje mi się bardzo pożyteczny. W moim przypadku to on chyba należy do mojego modelu, znaczy się z nim się urodziłam. :) Ale za to mój model ma dużo poskręcanych rurek i dziwnych połączen, które musiałam wytropić i poznać, bo się po prostu nie dało bez tej wiedzy szczęśliwie żyć.
                                        Nie jestem co prawda egzemplarzem z polerowaną latami linią błotników stety lub niestety, ale za to zawsze sobie mogę coś wyklepać pożytecznego na własne potrzeby. :)
                                        • vickydt Re: ot? 01.07.08, 14:06
                                          no ba, ale my tu mówimy o takim pierwszym oglądzie, takim pierwszym rzucie oka
                                          na autko, ktorego nie widzielismy wczesniej. Poza tym w niektorych autkach takie
                                          ozdobniki ciezko sie zdejmuja ;)))

                                          pozdrawiam.
                                    • vickydt Re: Czym są spojlery? 01.07.08, 10:15
                                      > A tak do znawców, bo poruszam się w mało mi znanej przenośni - taki spojler
                                      > samochodowy poza dekoracyjną pełni jeszcze jakąś inną funkcję?

                                      bardzo proszę nie smiecić
                                      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=20
                                • shangri.la [...] 30.06.08, 19:54
                                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                • postolek Re: do vickydyt :) 30.06.08, 22:03
                                  wiem, że mam problem i z podniesioną głową przyjmuje poniższy tekst.
                                  Nie umiem sama sobie z tym poradzic, stąd moje głosne wołanie o
                                  pomoc i stąd pójście na terapię. Wiedziałam, że mąż robi źle i NIGDY
                                  tego nie akceptowałam. Wmawiał mi, że 90% małżeństw ma takie własnie
                                  życie jak nasze, ale ja w to nie wierzyłam, Po prostu sama nie
                                  umiałam wyplątać się z tego związku. I dziś, jestem z siebie dumna,
                                  że się z tego wyrwałam przy pomocy rodziny i przyjaciół. Trudno
                                  mówić o tak strasznych rzeczach innym ludziom i trudno cokolwiek
                                  zrobić, gdy mąż skłócił mnie z rodzina, negował konakty z mioimi
                                  przyjciółmi, gdyż robią mi pranie mózgu i nie zezwalał na zawieranie
                                  nowych znajomości, gdyz na osiedlu są same plociuchy i
                                  zaraz ,,ubiorą" mnie w puszczalską. Zreszta za powiedzenie komuś
                                  dzień dobry miałam dziką awanturę, że go nie słucham i mam opinię
                                  szukającej wrażeń.. Nie pracowałam przebywając z dzieciem na urlopie
                                  wychowawczym, nie miałam własnego mieszkania i trudno było iść do
                                  nikąd...Ale cenię bardzo Pana słowa, jako fachowca, którego wiedza
                                  poparta jest doświadczeniem. Jest mi trudno, bo wciąż jestem nękana.
                                  Ale myślę, że przy współpracy z psychologiem nabiorę pewności siebie
                                  i pozbędę się złudzeń co do osoby mojego mężą. Obecnie mam tylko
                                  wyrzuty sumienia na zapas. A chodzi o to, że jeśli do niego nie
                                  wrócę a terapia mu pomoże, będę załowała swojej decyzji. Zreszta to
                                  są właśnie jego słowa, które w dalszym ciagu wywieraja na mnie
                                  ogromy wpływ. Dziękuję za opinię, która powoduję iż z innej
                                  perspektywy spojrzałam na samą siebie.
                                  • vickydt Re: do vickydyt :) 30.06.08, 23:15

                                    dokladnie, jeszcze ten przedwczesny smutek o żal za jego powodzienie, gdy juz
                                    Ciebie przy nim nie bedzie dobrze by bylo z siebie wyplenic.

                                    ja znam taki smutek, fakt, ze w sytuacjach nie do porownania, ale moj umysl
                                    wlasnie dzialal na tej zasadzie "ach, gdy tak pozbedzie sie tego czerwonego
                                    zderzaka, to jak ja bede zaloowaac!!"
                                    Tylko wiesz... oni lubia te czerwone zderzaki, jeszcze po latach dokupują
                                    kolejne czerwone czesci na tyle, ze sie zastanawiam, gdzie ja widzialam te
                                    piękne niebieskie samochody, rozumiesz?


                                    Moze moj styl pisania jest zbyt ostry. Szczerze mowiac spodziewalam sie jakiegos
                                    przytyku czy sarkazmu. Podziwiam Cie, ze rozpracowujesz metodycznie TAKA
                                    sytuacje, ze mimo takiego dolka, do ktorego wkopal Cie maz i ... Twoj dom
                                    rodzinny (bo godzenie sie na takie ponizenia musialas wyniesc z domu) wychodzisz
                                    juz z tego.

                                    To, ze przyznajesz, ze nie widzialas swoich bledow nie moze jednak oznaczac
                                    obwiniania sie, nie moze do niego prowadzic. Nie mozesz czuc sie winna za to, ze
                                    nikt nie pokazal Ci, jak ma wygladac w detalach prawdziwa kochajaca rodzina, jak
                                    ma zachowywac sie w domu facet i jakie zachowania sa absolutnie nieakceptowalne.
                                    Teraz musisz z tego wyjsc, odrzucajac wszelkie poczucia winy, a wlasciwie nie
                                    odrzucajac je, a przepracowując. W tym wlasnie powinni Ci pomoc pomocni ludzie.
                                    Nie musi to byc psycholog, a wlasciwie nie tylko on. Nie boj sie mowic o swym
                                    bolu wlasnie obcym i bliskim. To, ze maz Ci zabrania rozmow na osiedlu jest
                                    kolejnym dowodem na jego psychopatyczna nature, dązącą do odgrodzenia Cie od
                                    swiata. Ludzie zyja dla i miedzy innymi ludzmi, dlatego wlasnie m.in. przelomem
                                    dla Ciebie jest fakt, ze odwazylas sie napisac tyle obcym ludziom.

                                    Jednak poniewaz Twoje decyzje nie dotyczą tylko Ciebie, musisz dzialac
                                    odpowiedzialnie. Odrzuc niszczące poczucie winy, przemien je w mądrą
                                    odpowiedzialnosc za siebie i za dzieciaczki.

                                    --
                                    Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
                                  • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 01.07.08, 09:13
                                    > cenię bardzo Pana słowa, jako fachowca, którego wiedza
                                    > poparta jest doświadczeniem
                                    (...)
                                    > wiem, że mam problem i z podniesioną głową przyjmuje poniższy
                                    tekst.
                                    (...)
                                    > Zreszta to są właśnie jego słowa, które w dalszym ciagu wywieraja
                                    na mnie
                                    > ogromy wpływ
                                    (...)
                                    > sama nie umiałam (...)
                                    (...)
                                    > za powiedzenie komuś
                                    > dzień dobry miałam dziką awanturę, że go nie słucham i mam opinię
                                    > szukającej wrażeń..
                                    (...)
                                    > Dziękuję za opinię, która powoduję iż z innej
                                    > perspektywy spojrzałam na samą siebie
                                    ------------------------------------------------

                                    Widzi Pani jakąś prawidlowosc?
                                    • postolek Re: do vickydyt :) 01.07.08, 10:22
                                      ...cóż, po prostu ten samochód i spojlery dały mi bardzo klarowną
                                      informacje, jak to się ma człowiek po terapii i zycie u jego boku.
                                      Miałam inną wizję efektów, ale dzięki Pańskiej metaforze stało się
                                      to jasniejsze.
                                      Nigdy nie akceptowałam i nigdy zaakceptuję zachowań męża i
                                      podświadomie wiedziałam, że tych cech negatywnych jest tak duzo, że
                                      sama terapia z całością sobie nie poradzi. Wiem, że trudno
                                      zrozumieć moje zachowania i reakcje. Ja sama tego nie rozumiem, więc
                                      co tu mówić o innych.
                                      Wczorajsza Pana odpowiedź szeroko otworzyła mi oczy, ja miałam
                                      zupełnie inną wizję efektów.
                                      Pozostaje mi zastosowanie techniki odcięcia. Gdy nie widzę jego
                                      płaczu i nie słyszę wszystkich tych bzdur którymi mnie karmi, jestem
                                      silniejsza.
                                      Jeszcze raz dziekuje za dyskusję.
                                      • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 01.07.08, 10:44
                                        > Pozostaje mi zastosowanie techniki odcięcia. Gdy nie widzę jego
                                        > płaczu i nie słyszę wszystkich tych bzdur którymi mnie karmi,
                                        jestem
                                        > silniejsza.

                                        Pani zdaje sie mowi o tym (przynajmniej ja to tak rozumiem) ze kiedy
                                        jest Pani sama, daje sie pamietac o tym czego sie chce i jakie ma
                                        sie zdanie w tej czy innej sprawie. Ale kiedy slyszy Pani cudze
                                        zdanie - na przyklad tego mezczyzny - wtedy Pani zdanie gdzies sie
                                        gubi i ulatnia. No to skoro tak sie dzieje, rzeczywiscie odciecie
                                        sie od slyszenia cudzego zdania moze byc takim rozwiazaniem "na
                                        szybko". W dlugim okresie jednak problem jest obawiam sie glebszy.

                                        Porownam to do radia. Przypuscmy, ze ma Pani odbiornik radiowy do
                                        sluchania normalnych audycji. Radia TOK FM na przyklad (ktore
                                        polecam). Niemniej ten konkretny odbiornik radiowy ma taka wade, ze
                                        wylapuje wszelkie zaklocenia i rozmowy radiowe w okolicy. Kiedy ktos
                                        rozmawia przez komorke, Pani slyszy. Kiedy ktos jedzie samochodem,
                                        iskry od swiec zaplonowych daja wyladowania, ktore slyszy Pani w
                                        postaci trzaskow. Kiedy ktos zapala gaz elektryczna zapalarka, w
                                        glosniku slychac trzaski. Slychac telefony bezprzewodowe,
                                        wyladowania atmosferyczne, CB.. po prostu wszystko. No i swojego
                                        radia TOK FM (ktore polecam) nie moze juz Pani uslyszec. No i wtedy
                                        rozwiazaniem na szybko byloby zamkniecie tego radia w jakiejs
                                        blaszanej puszcze i wyjecie na zewnatrz tylko takiej anteny
                                        kierunkowej skierowanej dokladnie na wlasciwy nadajnik. W dluzszej
                                        perspektywie konieczne jednak bedzie wlasciwe wyskalowanie radia,
                                        tak by to od Pani zalezalo, ktorej audycji chce Pani sluchac a
                                        ktorej nie.

                                        Pani mowi o tym (tak to przynajmniej rozumiem), ze kiedy on mowi
                                        swoje, Pani zapomina swojego. Ze on ma na Pania wplyw. Prawda jest
                                        jednak inna. To Pani mu daje ten wplyw. Byc moze istnieje schemat,
                                        zgodnie z ktorym Pani daje ludziom taki wplyw nad swoim mysleniem
                                        generalnie. Stad odwolania do mnie jako do eksperta ktory wie
                                        lepiej, powolywanie sie na rodzine, na znajomych, wreszcie na tego
                                        mezczyzne. W gruncie rzeczy miedzy sluchaniem mezczyzny, ktory
                                        wyznacza Pani standardy myslenia wieszajac psa na atlasie a
                                        sluchaniem mezczyzny, ktory z pelnym przekonaniem wystepuje w roli
                                        autorytetu i mowi, ze Pani zwiazek nie ma zadnych szans nie ma
                                        zadnej roznicy. W obu przypadkach Pani znajduje kogos, kto wie
                                        lepiej. Kogos kto jest ekspertem od Pani zycia wiekszym niz Pani
                                        sama. Jeden ekspert mowi, ze jak Pani nie wroci to bedzie zalowac.
                                        Drugi (wiekszy, bo umocowany przez Gazete i poradnie) mowi, ze jak
                                        Pani wroci to Pani bedzie zalowac. A pozniej tamten pierwszy ekspert
                                        przychodzi i jest obecny fizycznie i wtedy on jest wiekszy i "ma
                                        wielki wplyw" tak jak wczesniej moje slowa "mialy wielki wplyw".
                                        Problemem nie jest to CO Pani wybierze, tylko JAK bedzie Pani tego
                                        wyboru dokonywala. Czyli czy bedzie to Pani wybor wlasny, czy wybor
                                        wedlug tego, co mowi ktos kto wie lepiej. Tak dlugo, jak dlugo
                                        bedzie Pani wybierac kierujac sie glosem rodziny, znajomych, kobiet
                                        z forum, glosem moim, swojej terapeutki, swojego ex/nie eks
                                        partnera, ksiedza czy wrozki, bedzie Pani w pozycji ofiary
                                        wszystkich tych ludzi. Zawsze znajdowal sie bedzie ktos, kto bedzie
                                        mial ochote podecydowac za Pania, a pozniej bedzie Pani dokopywal.
                                        Pani jest dorosla. Sama odpowiada Pani za swoje zycie i sama
                                        podejmuje Pani decyzje.
                                        • postolek Re: do vickydyt :) 01.07.08, 12:30
                                          decyzję o odejściu podjęłam wyłącznie sama. Rodzice dali mi dach nad
                                          głową a przyjaciele wsparcie, oragnizację ligistyczną, gdyz moje
                                          odejście od męża było ucieczką. Miałam bardzo mało czasu i strach,
                                          że w każdej chwili może wrócić.
                                          Nie wiem, czy tak do końca zrozumiał Pan sens i celowość
                                          zamieszczenia mojej historii na forum. Chciałam uzyskac informację o
                                          skuteczności terapii. Czytałam, szukałam w internecie, ale niewiele
                                          tego było. Pan wie coś więcej na ten temat i dlatego ucieszył mnie
                                          fakt, iż aktywnie włąćzył się Pan do dyskusji. Ja jestem bankowcem i
                                          proszę uwierzyć, że w kwestii finansowej, byc może ja, lub inny
                                          bankowiec byłby dla Pana pomocny.
                                          Prawda jest taka, że odchodząc od męża nie miałam żadnych
                                          wątpliwości, co do słuszności decyzji. Nasunęła się jedynie wówczas,
                                          gdy zaczął żałować i działac w kierunku poradzenia sobie z
                                          problemem. Dlatego potrzebowałam opinii,kto zna probem lepiej niż
                                          ja. Gdy się na czymś nie znam szukam informacji we własnym zakresie
                                          a gdy nie moge ich znaleźć, szukam ich u źródła. Tym źródlem okazała
                                          się Pańska wypowiedź. A moje wątpliwości...no cóż, proszę się nie
                                          dziwić. 7 lat życia z jednym człowiekiem z którym zakłada się
                                          rodzinę, kocha sie go i ma się też i trochę dobrych wspomnień trudno
                                          tak wymazać i być nieczułym. Owszem jestem nadwrażliwa, ale nigdy
                                          nie widziałam męża tak desperacko płaczącego, przysiegającego
                                          poprawę i życie w perspektywnie czasu w normalnej, kochającej się i
                                          szanującej rodzinie.
                                          Prawda jest też taka, że życie nauczyło mnie być konsekwentną,
                                          samodzielną i odpowiedzialną. Zanim poznałam męża taka własnie
                                          byłam. Odnosiłam sukcesy zawodowe, szłam do przodu i radziłam sobie
                                          natomiast związek z nim spowodował we mnie zachowanie ,,cielatka".
                                          Nie wiem czym to jest spowodowane, że robię się taka bezwolna przy
                                          nim. Wiem, że nie jestem sobą. Bezustannie czuję lęk i niepewność.
                                          Innym potrafię stanowczo powiedzieć nie, stop, w to nie wierzę, z
                                          tym się nie zgadzam. Z mężęm też usiłowałam tak postępować, ale on
                                          kompletnie nie respektował granic, ktore mu wyznaczałam. A proszę mi
                                          uwierzyć, że je wyznaczałam. W odpowiedzi słyszałam jedynie, że on
                                          będzie robił co uzna za stosowne a jeśli się z tym nie zgadzam, mam
                                          udać, że tego nie widzę i nie słyszę. A gdy wysuwałam kolejne
                                          argumenty kończyło się napadami, wiadomo już jakimi. Tak
                                          nielogicznie i głupio tłumaczył mi swoje kwestie, że nwet nie
                                          umiałam sie do nich odnieść.
                                          I ma Pan rację, gdy dopadają mnie momenty wątpliwości, czy tęsknoty
                                          potrzebuję potwierdzenie słuszności swojej decyzji. Tego nauczyłam
                                          się dopiero niedawno. A wie Pan dlaczego? Dlatego, że swoje życie
                                          związałam z mężem mimo negatywnych opinii nie tylko moich rodziców,
                                          czy mioch znajomych, ale również i jego, że z tym człowiekiem nie
                                          warto się wiązać. Dlatego teraz wolę posłuchać, poradzić się
                                          wyciągnąć SAMEJ wnioski i SAMEJ podjąć dezycję.
                                          • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 01.07.08, 13:58
                                            > nigdy
                                            > nie widziałam męża tak desperacko płaczącego, przysiegającego
                                            > poprawę i życie w perspektywnie czasu w normalnej, kochającej się
                                            i
                                            > szanującej rodzinie.

                                            mysle, ze to moze byc dramatyczne doswiadczenie. Co moglbym dodac,
                                            to kwestia pewnego schematu myslowego, zgodnie z ktorym mozliwe sa
                                            dwie opcje:
                                            a. bije i jest okrutny, czyli nie kocha i mu nie zalezy, oraz nie
                                            rozpacza przy rozstaniu i nie chce sie zmienic
                                            b. kocha i mu zalezy, czyli nie bije i nie jest okrutny, w wypadku
                                            rozstania by rozpaczal

                                            Klopot w tym, ze wiekszosc sprawcow przemocy nie pasuje do tych dwu
                                            typow. Opisuje ich raczej typ trzeci:

                                            c. zalezy mu, rozpacza w wypadku odejscia, bije, jest okrutny,
                                            kontroluje nadmiernie, nie respektuje granic, nie wyobraza sobie
                                            zycia bez partnerki, w chwili rozstania jest przekonany, ze jest w
                                            stanie zrobic wszystko by zostala, jest gotow ja zabic w chwili
                                            zlosci, krzywdzi dzieci fizycznie i psychicznie, pragnie miec
                                            kontakt z dziecmi i teskni za nimi gdy z nimi nie ma kontaktu, jest
                                            w stanie manipulowac kontaktem z dziecmi w celu manipulowania
                                            partnerka

                                            Klopot w tym, ze patrzac tylko przez pryzmat a i b dochodzi sie do
                                            mylnych wnioskow bo one z definicji sie nawzajem wykluczaja. Czyli
                                            na przyklad tak:
                                            - skoro placze i mu zalezy, to nie bedzie wiecej bil
                                            - skoro rozpacza i zaluje, to znaczy, ze zrozumial blad w
                                            postepowaniu
                                            - skoro placze, a bil i kiedys tez plakal i pozniej bil, to znaczy,
                                            ze placzac jest nieszczery

                                            Wszystkie trzy powyzsze zdania sa falszywe. Miedzy innymi dlatego
                                            jest to takie trudne.
                                            • postolek Re: do vickydyt :) 01.07.08, 15:05
                                              prawda jest taka, że mąż faktycznie obecnie manipuluje i mną i
                                              dziećmi (nawet starszym synem) i nawet naszymi znajomymi.Przyznaje
                                              sie otwarcie, że aby widywać się z dzieckiem będzie wnioskował w
                                              sądzie, aby te spotkania odbywały się w mojej obecności, bo chce
                                              mieć mnie na oku. Mam podstawy twierdzić, że w dalszym ciągu mówi i
                                              robi rzeczy, które doprowadziły do mojej ucieczki (poza biciem, bo
                                              raczej nie ma okazji, chyba, że w miejscu publicznym). Przyłapany na
                                              gorącym uczynku, wymyśla tak bzdurne wytłumaczenia, że nie maja one
                                              sensu typu: pornosy ściągnął wirus i zainstalowały na twardym dysku.
                                              Na zarzut flitowania i korespondowania z kobietami z czatu, czy
                                              portalu randkowego (gdy pokazałam mu mydrukowany mail) odpowiedział,
                                              że to nie jego, bo on nigdy nie flirtował. A tak w ogóle skąd ja mam
                                              tego maila skoro on nigdy nie kasował żadnych maili. Mogłabym tego
                                              mnożyć i mnożyć.
                                              Poza tym widzę, jak mąż musi mocno trzymać nerwy na wodzy i czasem
                                              tego nie wytrzymuje. Stara się sam kontrolować, ale czasem nerwy mu
                                              puszczają, gdy powiem lub zrobię coś nie po jego myśli. Od razu
                                              wracają wulgaryzmy, wybitnie mocne trzaśnięcie drzwiami od
                                              samochodu, gdy nie chciałam do niego wsiąść.
                                              I zgadzam się z Panem, że jest to BAAArdzo trudne.
                                              A prośby, aby nie chodzić z dziećmi do psychologa, bo to ja jestem
                                              dla nich najlepszym psychologiem (powołując się na mój instynky
                                              macierzyński), albo, że ja mam nie chodzić na terapię, bo po jej
                                              zakończeniu nie będę chciała do niego wrócić? Gdy daję mu jasne
                                              komunikaty mówi, że mam go nie ranić. On i tak będzie miał nadzieje
                                              i tak...
                                              Czasem nie jestem w stanie tego po prostu ogarnąć.
                                              • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 01.07.08, 17:03
                                                Czytajac swoje wlasne posty dochodze do wniosku, ze wypowiadam sie
                                                w sposob dosc obcesowy. Nie wiem czy czytajace to osoby tez tak to
                                                odbieraja, ale ja tak. Niemniej moje kolejne pytanie bedzie
                                                podobne. Zastanawiam sie nad nastepujaca kwestia: czy do odejscia
                                                motywuje Pania to, ze on oglada pornosy i romansuje z kobietami,
                                                czy tez to, ze zachowuje sie agresywnie i dzieci maja niepokojace
                                                objawy? Inaczej mowiac - co zostanie z Pani motywacji do odejscia,
                                                jesli dostanie Pani stuprocentowo wiarygodna gwarancje, ze on juz
                                                nie bedzie sie interesowal paniami na pornosach, paniami z czatow
                                                ani nie bedzie mial romansu?
                                                • shangri.la [...] 01.07.08, 19:03
                                                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                                  • takitaka Re: Do Ex-perta 01.07.08, 19:07
                                                    shangri.la napisała:

                                                    > ...jak pan myśli, dlaczego piszą do mnie?:)

                                                    Nie piszą. Wszyscy tu znamy twoje kłamstwa.
                                                  • vickydt Re: Do Ex-perta 01.07.08, 23:05
                                                    tez czytalam wypociny tej pani na podlinkowanym forum, zenada.
                                                  • spoleczny_moderator Stop trollom! 01.07.08, 20:04
                                                    .................................
                                                    Żadne doznane krzywdy nie usprawiedliwiają
                                                    świadomie podejmowanych zachowań antyspołecznych.
                                                    STOP TROLLOM!
                                                    .................................
                                                  • vickydt Re: Do Ex-perta 01.07.08, 23:04
                                                    lecz sie kobieto. To nie jest obraza, tylko rada.
                                                • takitaka do Postolek :) 01.07.08, 19:03
                                                  > Zastanawiam sie nad nastepujaca kwestia: czy do odejscia
                                                  > motywuje Pania to, ze on oglada pornosy i romansuje z kobietami,
                                                  > czy tez to, ze zachowuje sie agresywnie i dzieci maja niepokojace
                                                  > objawy?

                                                  Nie mam pewności czy w podobnej intencji, ale bardzo podobne pytanie chciałam wczoraj zadać Postolce, tylko nie chciałam być tak obcesowa. :)
                                                  Mnie akurat ciekawiło, jaka jest hierarchia zarzutów stawianych mężowi.



                                                • zyg_zyg_zyg Re: do vickydyt :) 01.07.08, 19:24
                                                  > Czytajac swoje wlasne posty dochodze do wniosku, ze wypowiadam sie
                                                  > w sposob dosc obcesowy. Nie wiem czy czytajace to osoby tez tak to
                                                  > odbieraja, ale ja tak.

                                                  Ja zauważyłam więcej ostrości w Pana wypowiedziach w tym wątku, ale
                                                  w moim odczuciu ta ostrość nie przekroczyła żadnych granic, których
                                                  przekroczyć nie powinna.

                                                  A tak poza tym myślę, że ważniejsze od opinii forowiczów na temat
                                                  Pana obcesowości :-) jest to, że odpowiedzi trafiły do autorki wątku.
                                                  • shangri.la Re: Trafić do autorki, czyli..... 01.07.08, 19:33
                                                    ....tak ją maksymalnie zdołować, aby pobiegła do jakiegoś psycho-konowała i
                                                    zostawiła u niego resztkę nadziei wraz z resztką kasy, za którą mogłaby zapłacić
                                                    fajne wakacje sobie i dzieciom!
                                                    To co robicie tutaj jest ohydne!
                                                  • spoleczny_moderator Stop trollom! 01.07.08, 20:06
                                                    ................................
                                                    Żadne doznane krzywdy nie usprawiedliwiają
                                                    świadomie podejmowanych zachowań antyspołecznych.
                                                    STOP TROLLOM!
                                                    ................................
                                                • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 01.07.08, 19:40
                                                  myślę, że to co się dzieje jest tak tragiczne, że nie da się uciec od trudnej
                                                  rozmowy
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 01.07.08, 19:49
                                                    nome-ol-vides napisała:

                                                    > myślę, że to co się dzieje jest tak tragiczne,
                                                    > że nie da się uciec od trudnej rozmowy

                                                    Nome, bardzo to budujące, że to powiedziałaś.
                                                    Tzn. że właśnie TY to powiedziałaś.

                                                    W ogóle dobrze, że tu jesteś i wnosisz swoją
                                                    wiarygodną perspektywę.



                                                • postolek Re: do vickydyt :) 01.07.08, 22:30
                                                  do odejścia przyczyniły się wszystkie te kwestie, które Pan
                                                  wymienił. One działy się niemalże róznocześnie, albo się przeplatały
                                                  nawzajem ze sobą. Poza nimi jest jeszcze wiele innych czynników,
                                                  które pchnęły mnie wreszcie do decyzji. Musiałam ją podjąć sama,
                                                  gdyż wszelkie proby zainicjoania rozmowy kończyły się lekceważeniem.
                                                  Nie pomogło nawet siadanie mu na kolanach i przytrzymaniejego głowy
                                                  w moich dłoniach. W końcu ostatecznie zaproponowałam: niczego nie
                                                  będe od Ciebie oczekiwać przez najbliższe 3 miesiące, Jeśli uznam,
                                                  że Twoje zachowanie budzi we mnie obrzydzenie, sprzeciw i
                                                  niezgodność z normami, które są w każdym zdrowym związku, po prostu
                                                  odejdę i nie poinformuję Cię, jak robiłam to do tej pory, że mam już
                                                  dość. Pasuje Ci?" Usłyszałam, że tak. Zadałam po raz ostatni
                                                  pytanie, czy jesteś świadom i w pełni akceptujesz moją decyzję?
                                                  <<TAK" usłyszałam po raz kolejny.
                                                  Odnosiłam wrażenie, że cieszył się z każdego mojego smutku i
                                                  przygnębienia a jakikolwiek wyraz radości odbierał jako coś, co
                                                  trzeba ujarzmić. Napisze teraz o sobie, bo o dzieciach było więcej.
                                                  Nie otrzymywałam żadnych oznak zaangażowania emocjonalnego,
                                                  fizycznego i psychicznego w nasz związek ze strony męża. Gdy
                                                  dopomniałam się o komplement usłuszałam: zniszczyłaś własne ciało,
                                                  masz wiszącą dupę i cycki i mma Ci mówić, że jesteś atrakcyjna?
                                                  (bardzo chudłam w ekstremalnych sytuacjach). Gdy nie zgodziłam się
                                                  na kupno wspólnego samochodu, usłyszałam, że strasznie się zawiódł
                                                  na ukochanej zonie w związku z powyższym, poszuka takiej kobiety,
                                                  która razem z nim będzie spłacała kredyt na samochód. Pasjonował się
                                                  utrudnianiem mi życia. Na dzień kobiet nie kupił mi kwiatka, bo
                                                  kolejka była za duża, ale w zamian za to ,,wieczorem mi obciągnie",
                                                  nawet włosy miałam obciete tak, jak sobie zażyczył. Fryzjerem był
                                                  jego kolega, wystrczyło kilka kiwnięć głową i wyglądałam, jak bym
                                                  miała powyrywane włosy
                                                  Brak planów na wspołna przyszłość, brak zaangażowania w jakiekolwiek
                                                  czynności domowe, o spacerach nie wspomę. Rachunek za telefon
                                                  komórkowy nie mógł przekraczać poza abonament, bo on placił
                                                  rachunki. Nieważne, że ja placiłam całą resztę. Jemu mozna było
                                                  wszystko, nam nic. Natychmisat trzeba było wychodzić z toalety, gdy
                                                  on potrzebował z niej skorzystać. Firanek i zasłonek w pokoju nie
                                                  mogliśmy zasłaniać/odsłaniać bo przyperd.... nam z główki (z
                                                  lenistwa umocował karnisz na słowo honoru i przy każdym dotknięciu
                                                  mógł spaść. W ciązy nie mogłam pozwolić sobie na huśtawkę nastrojów
                                                  ani na depresję poporodową. Gdy potrzebowałam się do niego przytilić
                                                  i zapłakać tuż po porodzie, odsunął mnie od siebie i usłyszałam:
                                                  zajmij się kur...dzieckiem, a nie będziesz mi stę tu mazać.
                                                  Czy mam pisać dalej????
                                                  WSZYSTKO się na to złożyło. Za każdym razem miała nadzieję, że to po
                                                  raz ostatni, że więcej nic złego nam nie zrobi. Ale nadzieja się
                                                  wyczerpała. Pomyślałam, że skoro ja nie daję już rady, co mowić
                                                  dzieci. Miewałam tiki nerwowe, nerwobóle i widziałam strach w oczach
                                                  dzieci. Młodszy synek odstawiał przy nim ,,taniec godowy" aby mu ię
                                                  przypodobać. Zrobić coś, co zaimponuje tacie. W trakcie zabawy
                                                  zabawy zerkał tylko na ojca, czy ptzypadkiem za chwile mu sie nie
                                                  dostanie. Nie mogłam tulić dzieci i uspokajać, bo wychowam kałmuków.
                                                  A w ogóle, powinnam się cieszyć, że jeszcze nie skręcił mi karku.
                                                  A tak w ogóle, czy kiedykowlwiek terapeuta pracujący z mężczyzną
                                                  celem zniesienia u niego agresji da 100% pewność, że mężczyzna jest
                                                  już wyleczony i nigdy więcej nie podniesie na nia ręki, nie
                                                  upokorzy, nie sponiewiera???? Zna Pan takiego terapeutę? Ja nie. A
                                                  czy taka terapia wyleczy wszystkie jego niedoskonałości? Chyba też
                                                  nie, nie znam się na tym. Być może jedno zachowanie jest następstwem
                                                  kolejnego albo ściśle ze sobą powiązane? Nie wiem a informacji na
                                                  ten teamat jest niewiele. Czytam sporo, ale nieduzo jest konkretów.
                                                  Dla mnie zdrowy związek to szacunek, troska, moralność, wzajemna
                                                  współodpowiedzialność, plany na przyszłośc i wspólne cele. To nie
                                                  walka, a ja walczyłam przez te lata o odrobinę normalności. Nie
                                                  czułam się ani żoną, ani matką ani kochanką, ani przyjacielem ani
                                                  nawet kumplem. Choć opinie wśród jego rodziny i naszych znjomych
                                                  miałam ,,anielska cierpliwość".
                                                  Jeśli ma Pan jakies kwestie istotne do poruszenie, chetnie udzielę
                                                  dalszych informacji.
                                                  • vickydt Re: do vickydyt :) 01.07.08, 23:14
                                                    ja po tym, co czytam nie rozumiem tylko, czemu Ty kobieto dajesz takiemu
                                                    (*&^%$#@#$% jakąkolwiek dodatkową szansę.

                                                    --
                                                    Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 02.07.08, 00:35
                                                    postolek napisała:

                                                    > do odejścia przyczyniły się wszystkie te kwestie, które Pan
                                                    > wymienił. One działy się niemalże róznocześnie, albo się przeplatały
                                                    > nawzajem ze sobą. Poza nimi jest jeszcze wiele innych czynników,
                                                    > które pchnęły mnie wreszcie do decyzji. Musiałam ją podjąć sama,
                                                    > gdyż wszelkie proby zainicjoania rozmowy kończyły się lekceważeniem.
                                                    > Nie pomogło nawet siadanie mu na kolanach i przytrzymaniejego głowy
                                                    > w moich dłoniach. W końcu ostatecznie zaproponowałam: niczego nie
                                                    > będe od Ciebie oczekiwać przez najbliższe 3 miesiące, Jeśli uznam,
                                                    > że Twoje zachowanie budzi we mnie obrzydzenie, sprzeciw i
                                                    > niezgodność z normami, które są w każdym zdrowym związku,
                                                    (...)

                                                    Ja po prostu mówię państwu dobranoc,
                                                    cieszę się, że nie jestem psychologiem
                                                    i nie muszę odnosić się do powyższych kwestii.
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 02.07.08, 21:36
                                                    ta...
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 02.07.08, 21:49
                                                    chciałam napisać, że nie wiem ile by mi mogli płacić i tak nie chciałabym być
                                                    terapeutą...
                                                  • vickydt Re: do vickydyt :) 03.07.08, 00:15
                                                    nie no...generalnie chyba większość nie jest aż tak ślepa. Tzn. taką mam nadzieję.
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 03.07.08, 05:37
                                                    nome-ol-vides napisała:

                                                    > chciałam napisać, że nie wiem ile by mi mogli płacić i tak nie chciałabym być
                                                    > terapeutą...

                                                    Mam nadzieję, że nie z tego samego powodu, dla którego ja za żadne skarby nie chciałabym być politykiem. :)

                                                    Predyspozycje do bycia dobrym terapeutą chyba są całkiem inne niż te, które robią z człowieka znaczącego polityka, choć w obu przypadkach decyduje mechanizm. Dobry polityk nie odkręci sobie publicznie spojlera, ale uwielbia udawać, że sobie te spojlery odkręca i że jest w środku dobrym człowiekiem (rurki wypolerowane, kabelki kolorowe) i wtedy tłum go też uwielbia, zgodnie z planem.

                                                    Dobry terapeuta gdy odkręci sobie publicznie spojler to od razu może być zjedzony przez pacjentów, co prawie się tu zdarzyło, bo ludzie nie lubią widoku prawdziwych rurek i kabelków. A przecież widać jak byk, że to pięknie wyskalowany mechanizm!

                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 03.07.08, 16:49
                                                    to ciekawe, zastanowiłam się dlaczego nie chciałabym być terapeutą... ja
                                                    cierpiałam kiedyś na przymus "pomagania", jak wiele osób pochodzących z
                                                    dysfunkcyjnych rodzin, ale jakoś nigdy nie chciałam być psychologiem... to chyba
                                                    świadomość, że to nie "choroba" sprawia, że ludzie są oprawcami jakoś sprawiła,
                                                    że nigdy nie chciałam nikogo "leczyć"... zresztą nie wiem...

                                                    myślę, że nie bez znaczenia jest to, co tu się dzieje w tym wątku, bo to jest
                                                    odzwierciedlanie tego, co przeżyłam, ja w stosunku do osób takich jak moja
                                                    matka, a więc partnerek sadystów czuję się jak ofiara... bo jestem ofiarą, po
                                                    prostu, a ona była oprawcą, niezależnie od tego, jak bardzo to wypieram i temu
                                                    zaprzeczam... masz rację, że boję się ludzi, i boję się swoich reakcji
                                                    emocjonalnych, nie umiałabym się chyba zdystansować i ochraniać siebie...

                                                    a co do Pana Droździaka, to ja też chyba przeniosłam na niego moje niezbyt
                                                    przyjazne uczucia, jakie żywiłam do terapeutek i psychologów z którymi miałam
                                                    kontakt... przed poczuciem winy chroni mnie tylko nadzieja, że jego moja
                                                    sympatia czy antypatia mało obchodzi...
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 03.07.08, 20:35
                                                    nome-ol-vides napisała:
                                                    > a co do Pana Droździaka, to ja też chyba przeniosłam na niego moje niezbyt
                                                    > przyjazne uczucia, jakie żywiłam do terapeutek i psychologów z którymi miałam
                                                    > kontakt... przed poczuciem winy chroni mnie tylko nadzieja, że jego moja
                                                    > sympatia czy antypatia mało obchodzi...

                                                    Taki zawód, że pierwsza rzecz radzić sobie zarówno z niechęcią jak i z nadmierną sympatią ludzi. Jak będziesz oszczędzać nauczyciela, to się mniej nauczysz i nauczyciel też nie będzie miał satysfakcji, że coś z siebie faktycznie daje oprócz rutyny. Zakładając, że ktoś jest kiepski w swoim zawodzie i musisz go oszczędzać wcale mu nie pomagasz - ani wykazać się fachowością ani rozwinąć jeśli faktycznie jest kiepski. Tak więc spoko - jeśli jesteś nieufna to sprawdzaj, testuj i macaj - twoje prawo! Byle jednak uczciwie, w intencji szczerej.

                                                    :)
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 03.07.08, 22:53
                                                    no tak, ja staram się być uczciwa, ale istnieją tak zwane błędy w myśleniu...
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 03.07.08, 23:34
                                                    Chciałam coś jeszcze napisać odnośnie tego, dlaczego nie chciałabym pracować jako psycholog... myślę, że ja sobie nie radzę w kontaktach z ludźmi, nie potrafię jakoś "zobaczyć" ich takimi, jacy są, cały czas wiele rzeczy wypieram... pamiętam taką dzieciną rymowankę, której zawsze się bałam:
                                                    "Chodzi lisek koło drogi,
                                                    nie ma ręki ani nogi,
                                                    kogo lisek przyodzieje
                                                    ten się nawet nie spodzieje"
                                                    Dzieci chodzą w kole i trzymając się za ręce, a "lisek" chodzi naokoło nich wybierając swoją "ofiarę". Zawsze czułam lęk przy tej zabawie. Była jakoś irracjonalność w tym wszystkim, "lisek" był jakąś surrealistyczną postacią, straszne były słowa "ten się nawet nie spodzieje" nie wiadomo było też co znaczy słowo "przyodzieje". Totalny chaos i lęk. I tak właśnie czułam się w rodzinie. Bo tak naprawdę nie wiadomo było, kto jest oprawcą, kto obrońcą. Nie wiadomo było, kto zostanie zaatakowany, jaki irracjonalny powód zostanie podany. I nie widać było żadnego sensu w tej "zabawie". Nie mogłam zrozumieć zachowania matki, nie mogłam zrozumieć zachowania ojca, nie mogłam zrozumieć zachowania innych ludzi. Nie rozumiałam dlaczego mamy bawić się w tę dziwną grę. Niby dużo zrozumiałam, dużo czytałam, ale wciąż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to jest jakaś "zabawa". Kiedy czytałam Postołek, kiedy nie odpowiadała na pytania wprost, też czułam, że to jest jakaś "zabawa" w której nie wiadomo, o co chodzi, kto jest oprawcą, kto obrońcą. I to nie chodzi tylko o nią, bo na terapii grupowej, na której byłam też siedzieliśmy w kole i też lisek krążył. Nie wiem może się czepiam, ale kiedy czytam to forum, i nie tylko to forum, to często czuję, że lisek wciąż krąży, a wszyscy biorą udział w jakieś zabawie. Ale ja się boję i nie chcę się w to bawić.
                                                  • postolek Re: do vickydyt :) 04.07.08, 08:17
                                                    > Kiedy czytałam Postołek, kiedy nie odpowiadała na pytania wprost,

                                                    jej, a ja myślałam, że bardzo konkretnie odpowiadam na pytania. to
                                                    dla mnie cenna uwaga. Chyba przeczytam wszystko po raz kolejny, aby
                                                    złapać samą siebie na pisanie okręzną grogą....
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 04.07.08, 11:19
                                                    postolek napisała:
                                                    > > Kiedy czytałam Postołek, kiedy nie odpowiadała na pytania wprost,
                                                    >
                                                    > jej, a ja myślałam, że bardzo konkretnie odpowiadam na pytania.

                                                    Konkretnie to raczej nie, ale wierzę, że szczerze. Dzięki temu widać, jak bardzo niejednoznaczną jesteś osobą. A skoro inni to widzą, to może i tobie uda się kiedyś spojrzeć z innej perspektywy.
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 04.07.08, 11:24
                                                    nome-ol-vides napisała:
                                                    > Chciałam coś jeszcze napisać odnośnie tego, dlaczego (...)

                                                    Ja bardzo chcę odpowiedzieć na ten twój list, ale w tych dniach mam nadmiar spraw na głowie. A twój list zasługuje na więcej niż na zdawkowe uwagi. Dlatego - później. :)
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 04.07.08, 21:50
                                                    chyba nie powinnam tego wszystkiego pisać, chyba się źle czuję... w ogóle nie
                                                    powinnam pisać w tym wątku
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 04.07.08, 23:26
                                                    nome-ol-vides napisała:

                                                    > chyba nie powinnam tego wszystkiego pisać, chyba się źle czuję... w ogóle nie
                                                    > powinnam pisać w tym wątku

                                                    Nie wiem czy powinnaś czy nie powinnaś pisać. Nie wiem też czy ten dyskomfort nie jest właśnie cofnięciem się w niepewność i związaną z tym niejednoznaczność.

                                                    A włączyłaś się w wątek bardzo jednoznacznie. Mimo słownej "przewrotki" nie miałam wątpliwości co chcesz powiedzieć i jak odczuwasz całą sytuację opisaną przez Postolek. Więc to nie całkiem jest prawda, że nie rozumiesz co się dzieje. Ja myślę, że ty bardzo dobrze i dużo rozumiesz.
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 05.07.08, 00:14

                                                    nome-ol-vides napisała:
                                                    > (...) Nie wiem może się czepiam, ale kiedy czytam to forum,
                                                    > i nie tylko to forum, to często czuję, że lisek wciąż krąży,
                                                    > a wszyscy biorą udział w jakieś zabawie. Ale ja się boję
                                                    > i nie chcę się w to bawić.

                                                    A nie czujesz, że właśnie to pisząc wychodzisz z obcej zabawy o nieznanych ci regułach i kreujesz własne zasady gry, które nam wskazujesz?
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 14.07.08, 22:31

                                                    Nie da mi ten lisek spokoju...

                                                    Zacznę może od tego, że mój syn skwitował tę historię z liskiem w sposób taki mniej więcej: "Oczywiście, ludzie właśnie tacy są - szukają ofiar żeby im dokopać". Pytam go - "Kto w tej historii jest oprawcą - te dzieci, które się bawią w liska bez stresu?". "Tak" - odpowiada. "Wy wszyscy".

                                                    Mój syn ma poczucie bycia ofiarą. Skoro tak się czuje, to chyba trzeba mu wierzyć? Szkopuł w tym, że on boi się świata, chociaż nie zaznał (jak sam twierdzi) od ludzi niczego szczególnie złego. Natomiast zawsze trzymał się bardzo blisko mnie i nie chciał się na krok spod mojej opieki ruszyć. Dlatego praktycznie nie miał poza mną nikogo, z kim czułby jakąkolwiek więź (całe życie wychowywałam go sama). Pytanie się nasuwa - skąd u niego poczucie bycia ofiarą? No i moja nieuchronna odpowiedź: "bo ja jestem katem".

                                                    I tutaj następna sprawa, którą trudno mi jakoś udowodnić, ale która wypływa z moich przekonań - że każdy człowiek doświadcza w sobie różnych ról, i jest to o tyle niezbędne dla rozwoju co chyba i nieuchronne. Bycie katem i bycie ofiarą to para przeciwnych doświadczeń. Jeśli jednego zabraknie, to przeważa drugie i staje się rolą dominującą. W doświadczeniu mojego syna ja nie umożliwiałam, a wręcz nie pozwalałam mu przybrać roli agresora, bo _aktywnie_ (czyt. agresywnie) walczyłam o pokój tępiąc wszelkie przejawy znieczulicy, której u niego i tak nigdy nie było. Czyli bez cienia wątpliwości byłam katem.

                                                    Wracając do liska - ciekawe jest to, że "dzieci-ofiary" zauważają swoją inność, nieprzystawalność do grupy, natomiat "dzieci-oprawcy" po prostu się bawią nie widząc różnicy między sobą a ofiarą - według zasady gry, że "raz pada na mnie a raz na ciebie". Wiem to, ponieważ też się bawiłam w tę grę i gry podobne.

                                                    Nie chcę aby ktoś pomyślał, że stawiając się tutaj w roli kata chcę usprawiedliwić zachowania bądż to swoje bądź (co gorsza) oprawców-sadystów i psychopatów oraz przerzucić przyczynę bycia ofiarą na ofiarę. Abasolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Chcę podkreślić, że agresja silniejszych wobec słabszych, zwłaszcza dorosłych wobec dzieci pozostających pod ich opieką, nawet jeśli jest szczytnie uzasadniana, jest przemocą i nie pozwala się takim dzieciom bezpiecznie i harmonijnie (zgodnie z naturalnym rytmem) rozwijać.

                                                    Żeby nie było - ja też bywałam ofiarą w różnych sytuacjach życiowych, ale wewnętrznie nigdy nie chciałam się do tego przyznać i z różnych sposobów reagowania na nie wybierałam zawsze agresję lub dyplomację. Ale to dzięki temu, że rodzice mnie nie okaleczyli zbyt skutecznie, tylko trochę ;] .
                                                  • takitaka Podmiotowość (do Niezapominajki) 15.07.08, 00:18
                                                    > Żeby nie było - ja też bywałam ofiarą w różnych sytuacjach życiowych, ale wewnę
                                                    > trznie nigdy nie chciałam się do tego przyznać

                                                    To "wewnętrznie nigdy nie chciałam się do tego przyznać" może sugerować, że nią jednak byłam. Ja twierdzę, że nie. Może taka była intencja tego, kto mnie w tej sytuacji stawiał, jednak czuję, że ofiarą czyni wewnętrzna zgoda na tę wizję, którą świadomy bądź nieświadomy oprawca próbuje narzucić. I ja takiej zgody wewnętrznie nigdy nie wyrażę, choćby nawet ktoś mnie zmusił aby taka zgodę wypowiedzieć (bo nie twierdzę iż mnie zewnętrznie nie można złamać).

                                                    Nome, tutaj nawiążę do tego, co piszesz o tym niezrozumiałym "rozjeździe" pomiędzy Twoimi odczuciami a tym, jak zachowywali się dorośli w Twoim otoczeniu. Piszesz, że do dzisiaj nie umiesz rozpoznawać intencji działań ludzi. To z całą pewnością efekt działania oprawców, którzy zahamowali w Tobie odruch działania zgodnie z sercem.

                                                    Ja od dziecka narzucałam otoczeniu swoje wizje a rodzice mnie nie próbowali łamać. Gdziekolwiek byłam i jakkolwiek niewiele rozumu miałam, tam charakterystycznym skutkiem rozjazdu mojej wizji i tego co mi próbowano narzucić, było moje przysłowiowe trzaśnięcie z hukiem drzwiami za sobą. A potem próba zrozumienia co się stało. Natomiast gdy nic mi nikt nie narzucał - to po prostu patrzyłam i główkowałam skąd się bierze ten dziwny rozjazd i towarzyszące mu poczucie oszołomienia. Kiedy nikt mnie nie zmuszał, często uczestniczyłam taka właśnie oszołomiona w tej niezrozumiałej dla mnie grze, ale potem miałam poczucie, że sama się na te grę zgodziłam i brałam za to odpowiedzialność. A odpowiedzialność to podmiotowość. I ja tę podmiotowość uważam za najcenniejszą rzecz jaką posiadam, bo ona decyduje o tym czy będę tym, kim chcę być.
                                                  • nome-ol-vides Re: Bycie ofiarą 15.07.08, 18:31
                                                    Ja jestem ofiarą. Udało mi się wyzwolić z poczucia winy za bycie ofiarą. Powoli
                                                    przyjmuję do wiadomości fakty, przede wszystkim to jak bardzo moje życie i moja
                                                    osobowość została zniszczona. I to jak ogromne rozmiary miała przemoc w mojej
                                                    rodzinie.

                                                    Mnie przyjęcie do wiadomości faktu, że jestem ofiarą straszliwie bolało...
                                                    niewyobrażalnie wręcz. Ale powoli przyjmuję ten fakt do wiadomości. Według mnie
                                                    zrozumienie i zaakceptowanie tego, że jest się ofiarą jest bardzo ważne. Dopóki
                                                    ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została skrzywdzona, że ktoś
                                                    wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest oprawcą, dopóty tkwi w relacji
                                                    przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi, nie jest ofiarą, nie musi nic robić,
                                                    oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".
                                                  • postolek Re: Bycie ofiarą 17.07.08, 11:31
                                                    Dopóki
                                                    ofiara nie przyjmie do wiadomości tego, że została skrzywdzona, że
                                                    ktoś
                                                    wyrządził jej krzywdę, że ten ktoś jest oprawcą, dopóty tkwi w
                                                    relacji
                                                    przemocowej. Nikt jej nie krzywdzi, nie jest ofiarą, nie musi nic
                                                    robić,
                                                    oprawca dalej może spokojnie krzywdzić, bo ofiara tego nie "widzi".
                                                    To są święte słowa i w 100% się z tym zgadzam. Proces uświadomienia
                                                    sobie, że jest się ofiarą jest baaardzo długi a sama już świadomość
                                                    bardzo bolesna. Ale wtedy szeroko otwierają się oczy....
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 15.07.08, 00:36
                                                    > (...) każdy człowiek doświadcza w sobie różnych ról, i jest to o
                                                    > tyle niezbędne dla rozwoju co chyba i nieuchronne. Bycie katem i bycie ofiarą t
                                                    > o para przeciwnych doświadczeń. Jeśli jednego zabraknie, to przeważa drugie i s
                                                    > taje się rolą dominującą.

                                                    Powyższe wymaga komentarza, żeby nie wyszło, iż stawiam na równi obie role i uważam za słuszne działania wynikające z roli oprawcy. Nienie. Tylko uważam, że sprawdzenie jak się czuję w roli oprawcy w przypadku przeciętnego człowieka skutkuje jednak przynajmniej lekkim kacem, który wpisuje się w doświadczenie, podczas gdy takie niedoświadczone role mogą powodować taką właśnie nieokreśloność i ambiwalentność, zwłaszcza gdy się ma w otoczeniu brutalne wzorce.

                                                    Oczywiście nie twierdzę, że dopiero własne doświadczenie bycia oprawcą powoduje uwrażliwienie na innych. Z całą pewnościa są ludzie, którzy nie muszą tego testować i którzy w sposób naturalny utożsamiają się z innymi, z ich emocjami, z ich cierpieniem.
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 15.07.08, 18:43
                                                    Takitaka poruszyłaś problem identyfikacji dziecka z oprawcą, to jest trudny
                                                    temat, przynajmniej dla mnie. Nie wiem, może ekspert się wypowie.

                                                    Nie wiem jak to jest do końca, sama mam lęki, że mogę być oprawcą. W taki czy
                                                    inny sposób... ja być może tak mocno identyfikuję się zawsze z ofiarami, bo nie
                                                    zniosłabym, gdybym stała się oprawcą, wolałabym się chyba zabić.
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 15.07.08, 18:58
                                                    nome-ol-vides napisała:

                                                    > Takitaka poruszyłaś problem identyfikacji dziecka z oprawcą, to jest trudny
                                                    > temat, przynajmniej dla mnie. Nie wiem, może ekspert się wypowie.
                                                    >
                                                    > Nie wiem jak to jest do końca, sama mam lęki, że mogę być oprawcą. W taki czy
                                                    > inny sposób... ja być może tak mocno identyfikuję się zawsze z ofiarami, bo nie
                                                    > zniosłabym, gdybym stała się oprawcą, wolałabym się chyba zabić.

                                                    Ta... ale dla naszego eksperta to też może być trudny temat...

                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 14.07.08, 22:45
                                                    nome-ol-vides napisała:

                                                    > no tak, ja staram się być uczciwa, ale istnieją tak zwane błędy w myśleniu...

                                                    Jak nie sprawdzisz to się nie przekonasz czy był błąd czy nie. A do dyspozycji nic innego nie masz jak tylko własną omylną wiedzę. Po sprawdzeniu ta wiedza będzie ciut mniej omylna. :)
                                                  • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 02.07.08, 08:56
                                                    > Musiałam ją podjąć sama,
                                                    > gdyż wszelkie proby zainicjoania rozmowy kończyły się
                                                    lekceważeniem.
                                                    > Nie pomogło nawet siadanie mu na kolanach i przytrzymaniejego
                                                    głowy
                                                    > w moich dłoniach.

                                                    osobiscie traktowalbym to jako ksiazkowy przyklad sygnalu
                                                    niespojnego. Mysle jednak, ze dalsze zglebianie tego na forum nie
                                                    posunie sprawy wiele naprzod. Raczej widzialbym to jako temat w
                                                    terapii.

                                                  • postolek Re: do vickydyt :) 02.07.08, 09:14
                                                    przyklad sygnalu
                                                    niespojnego
                                                    -co to znaczy przepraszam? I czy to na mojej terapii mam poruszyć?
                                                  • pawel.drozdziak Re: do vickydyt :) 02.07.08, 10:48
                                                    Sygnal niespojny to sygnal zawierajacy dwa elementy sprzeczne. Na
                                                    przyklad ktos trzyma w reku tablice z napisem stop i na zmiane
                                                    pokazuje ja palcem i przywoluje kogos do siebie tym palcem kiwajac.
                                                    Albo ktos pisze raz za razem sms o tresci "nie chce miec z toba nic
                                                    wspolnego". Albo mowi "czy nie uwazasz, ze nie powinnismy tego
                                                    robic..?" (odpowiedz brzmi oczywiscie "nie, nie uwazam, a co ty
                                                    uwazasz bo nie wiem..?"), albo ktos mowi "stanowczo prosze sie ode
                                                    mnie odczepic" i jednoczesnie sie leciutko usmiecha.
                                                    Taki podwojny komunikat daje zwykle kilka informacji.

                                                    a. mam zapotrzebowanie na to, bysmy oboje udawali, ze ja mysle to co
                                                    mowie bo nie chce ponosic odpowiedzialnosci za to co wyniknie z
                                                    opcji przeciwnej (chce zebys to ty ja ponosil)
                                                    b. mam zapotrzebowanie na to, zebys przejal kontrole nad sytuacja
                                                    mimo tego co ja mowie
                                                    c. w rzeczywistosci chce tego, co komunikuje kanalem mniej widocznym
                                                    d. byc moze sama nie wiem czego chce ale licze na to, ze ty wiesz

                                                    W praktyce nie zdarza sie, by ktos kto otrzymuje komunikat niespojny
                                                    zareagowal na wierzchnia warstwe. Czyli jesli na przyklad ktos pisze
                                                    smsy o tresci "nie chce cie wiecej znac" dwa razy dziennie, efektem
                                                    bedzie nasilenie kontaktu, a nie jego oslabienie.

                                                    > I czy to na mojej terapii mam poruszyć?

                                                    no jak najdalszy jestem od tego, by kierowac Pani terapia :) Po
                                                    prostu nasunela mi sie taka uwaga podczas czytania tego postu, to
                                                    wszystko.
                                                  • postolek Re: do vickydyt :) 02.07.08, 10:56
                                                    bardzo dziękuję za wyjasnienie.Natomiast w kwestii synału
                                                    niespojności miałam na mysli, czy ja wysyłam niespójne sygnały czy
                                                    mąż. Absolutnie nie chodziło mi o pokierowanie bądź narzucenie przez
                                                    Pana tematów na spotkaniach sterapeutą :)
                                                    pozdrawiam
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 06.07.08, 18:38
                                                    problem to nie tylko wysyłanie komunikatów niespójnych, ale także trudności w
                                                    ich odczytaniu... taka mała ilustracja... i zadanie: w której sekundzie filmu
                                                    zorientujecie się kto tu wysyła komunikat niespójny i jaki ;0)

                                                    pl.youtube.com/watch?v=Wa66d2ctAH8&feature=related
                                                    i żeby nie było, że jestem w tym dobra, musiałam dwa razy obejrzeć film, zanim
                                                    zrozumiałam dokładnie w czym rzecz :D
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 06.07.08, 22:37
                                                    > pl.youtube.com/watch?v=Wa66d2ctAH8&feature=related

                                                    To jest film, co stwarza z gruntu podstawowe piętro iluzji. Potem - komedia, a
                                                    komedie mrugają do nas okiem i mówią "nie bierz tego na serio". Poza tym kwestie
                                                    są śpiewane - a co można powiedzieć o komunikacie wyśpiewywanym? Ja bym na pewno
                                                    nie wzięla żadnego takiego komunikatu na poważnie. Dodatkowo jest jakaś fabuła,
                                                    która naświetla ukryte intencje bohaterów, a której we fragmencie można się
                                                    tylko domślać. Istnieje jeszcze coś takiego jak zamysł artystyczny, czyli "co
                                                    artysta chciał przez to powiedzieć".
                                                    Przy tylu piętrach ja całkowicie odcinam się od interpretacji komunikatów i
                                                    przyjmuję tylko wierzchnią warstwę, czyli że ktoś chce komuś zrobić kuku udając
                                                    że nie.

                                                    Nie wiem czy to jest komunikat niespójny czy po prostu przykład załatwiania
                                                    spraw w sposób wygodny dla siebie a niekorzystny dla innych (czyli np.
                                                    "nakabluję na koleżankę z pracy i awansuję zamiast niej") lub próby oszukania kogoś.

                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 06.07.08, 23:00
                                                    fakt, że fabuła jest dość istotna :0)

                                                    ale ilustracja jest moim zdaniem świetna, małżonkowie wspólnie razem śpiewają
                                                    czułostkową piosenkę o miłości, a jednocześnie mąż kilkakrotnie próbuje zabić
                                                    swoją żonę, która co prawda zauważa jego działania, ale jakby nie przyjmuje do
                                                    wiadomości, w scenie końcowej, kiedy mąż po prostu ustawia ją na zapadni
                                                    śpiewając jednocześnie, że żyje tylko po to, by jej służyć i wrzuca ją do
                                                    piwnicy, śmieje się szczęśliwy, że wreszcie udało mu się pozbyć żony, a ona
                                                    wraca jakimś cudem uniknąwszy śmierci i jakby nic się nie stało śpiewa dalej
                                                    piosenkę o miłości...
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 06.07.08, 23:23
                                                    wiem, że to wygląda na strasznie proste, ale jak się czyta, że co prawda uderzył
                                                    mnie, ale potem powiedział, że mnie kocha, albo nie powiedział, ale ja wiem, że
                                                    on mnie kocha... albo zrobił to niechcący, bo się zdenerwował, bo nie wiedział,
                                                    że to mnie zaboli... albo to moja wina bo weszłam mu w drogę i musiał mnie
                                                    uderzyć... i co jest moim zdaniem najlepsze ze wszystkiego, uderzył mnie, ale on
                                                    bardzo cierpi i on bijąc mnie robi sobie większą krzywdę niż mnie... wszystkie
                                                    te wyjaśnienia chyba zmierzają w jednym kierunku, on nie wie co robi, nie robi
                                                    tego celowo, nie robi tego z pełną świadomością... i trzeba mu wybaczyć...
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 06.07.08, 23:29
                                                    i tak się zastanawiam, czemu ten komunikat ważniejszy w sumie, a więc to co dana
                                                    osoba robi, dostaje w interpretacji dużo mniejszą wagę, niż ten komunikat
                                                    właściwie bez większego znaczenia w tym przypadku, a więc to co dana osoba
                                                    mówi... bo przecież zadaje się właśnie taka jest hierarchia ważności, że
                                                    komunikat mówiony jest tym mniej ważnym... jakim cudem udaje się aż tak blokować
                                                    odbiór rzeczywistości
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 06.07.08, 23:46
                                                    rozpisałam się dzisiaj, ale muszę coś jeszcze napisać :0)

                                                    zastanawia mnie dlaczego z takim uporem ludzie (i ja sama również) wypierają to,
                                                    że ktoś robi krzywdę innym z premedytacją, że świadomie godzi się z cierpieniem
                                                    innych...

                                                    nie mówię już o usiłowaniu przejęcia kontroli nad kimś, poprzez stwierdzenie, że
                                                    nie wie co robi i powinien się leczyć, ale takie zwykłe nie dopuszczenie do
                                                    siebie czyiś złych intencji, trudności w zauważeniu wrogich działań innych
                                                  • nome-ol-vides Re: do vickydyt :) 07.07.08, 00:14
                                                    no nie mogę dziś dosłownie przestać pisać ;0)

                                                    ja kiedyś chyba bardzo dobrze potrafiłam ocenić czyjeś działania, pamiętam, że
                                                    jako dziecko nigdy nie dałam sobie wmówić, że jak ktoś mnie czy kogoś innego
                                                    uderzył, to zrobił dobrze, żadne gadanie nie pomogło, bicie było złe i koniec,
                                                    potrafiłam rozpoznawać czyjeś wrogie działania, pamiętam kiedyś kolega kopnął
                                                    mnie na treningu "niechcący"... zdarzało się oczywiście, że ktoś naprawdę
                                                    niechcący kogoś kopnął, ale ja od razu skojarzyłam jego wcześniejsze pretensje
                                                    do mnie z tym "niezamierzonym" kopniakiem, nawet nie wyjaśniałam sytuacji tylko
                                                    natychmiast zrezygnowałam z treningów z nim... natomiast później w moje myślenie
                                                    wkradł się jakiś relatywizm, nawet nie wiem w którym momencie to się stało... a
                                                    potem było już z górki, jakbym wyłączyła coś w mózgu
                                                  • takitaka Re: do vickydyt :) 15.07.08, 17:46
                                                    nome-ol-vides napisała:
                                                    > (...) pamiętam kiedyś kolega kopnął
                                                    > mnie na treningu "niechcący"... zdarzało się oczywiście, że ktoś naprawdę
                                                    > niechcący kogoś kopnął, ale ja od razu skojarzyłam jego wcześniejsze pretensje
                                                    > do mnie z tym "niezamierzonym" kopniakiem, nawet nie wyjaśniałam sytuacji

                                                    Dokładnie tak, jak reaguje mój syn a przeciwnie niż reaguję na takie sytuacje ja.

                                                    Ja w takiej sytuacji założyłabym w pierwszej kolejności przypadek, czyli niewinność tego chłopaka. Dlaczego? A z takich to powodów:

                                                    1. Kopnąć po wcześniejszym konflikcie to jakby przyznać się, że się kopie celowo (głupi by był udając przypadek w takiej sytuacji).

                                                    2. Kopnąć celowo po wcześniejszych pretensjach jest mało prawdopodobne - gdy już się wyraziło dezaprobatę to raczej odruchem jest załagodzić (zrównoważyć) a nie wzmacniać konflikt.

                                                    I najważniejszy powód:

                                                    3. JA jestem "skażona" w swojej ocenie, czując się ofiarą czyjegoś ataku po wcześniejszym wysłuchaniu pretensji, czyli po wejściu z tą osobą w konflikt, więc w pierwszej kolejności powinnam założyć, że działa we mnie mechanizm utrudniający obiektywną ocenę a to samo w sobie wystarcza aby fakty interpretować na korzyść drugiej strony. Chyba, że ta osoba kopiąc wyraźnie wskaże, że to nie przypadek, mówiąc na przykład "dobrze ci tak!" lub "należy ci się ten kopniak!". Ale tego, rozumiem, nie było?
                                                  • takitaka ocena sytuacji 15.07.08, 18:49
                                                    Idąc dalej w rozważaniach... (chyba teraz ja mam przymus pisania ;)

                                                    Mój syn, "ofiara", wszedzie widzi(ał) oprawców, co mnie czasami doprowadza(ło) do szewskiej pasji (wtedy staję/ałam się katem, bo bardzo ostro i bezkompromisowo walczę/yłam z tą jego wizją). Moja "kacia" wiedza daje mi poczucie bezpieczeństwa i pozwala o ludziach myśleć generalnie dobrze, lepiej ich rozumieć i współczuć. Ale wkurzają mnie niesprawiedliwe osądy, do których zdolne są osoby nadmiernie lękliwe. Tak też wkurzyłam się na Ciebie Nome :) na początku Twojej aktywności na tym forum. :)

                                                    Mojego syna bardzo kocham i za żadne skarby nie chciałabym aby go spotkała jakakolwiek krzywda, ale też nie chciałabym aby kogokolwiek spotkała krzywda, stąd pewnie te moje ostre reakcje na jego równie ostre, w moim przekonaniu bezpodstawne, oceny innych ludzi.

                                                    I tak to sytuacja staje się paradoksalna, bo osoba troszczaca się o bezpieczeństwo i sprawiedliwość staje się oprawcą (ja). A ja jestem oprawcą, ponieważ nie mogę znieść myśli, że mój syn małymi kroczkami uśmierca ideę człowieczeństwa, zabija w sobie wiarę w ludzi, wzmacnia swoje lęki i uprzedzenia wobec tych, o których nie wie nic! Że tymi niesprawiedliwymi ocenami niszczy swoje szanse spotkania wartościowych ludzi (bo nawet jak ich spotka, to ich nie zobaczy, tj. nie uwierzy - bo zawsze będzie wietrzył nieszczerość, intrygę, egoizm i złą wolę). No i że niszczy też tym samego siebie, poniewaz człowiek potrzebuje wiary w ludzi aby nie czuć się przytłaczająco samotnym stawiając sobie samemu coraz wyższe poprzeczki. Czy będzie mu się chciało być mocnym, mądrym i sprawiedliwym człowiekiem w świecie bezwzględnych oprawców? Po co? Dla siebie samego, siebie małego? Dla siebie-ofiary? Dla siebie nic-wszak-niewartego?

                                                    Pozdrawiam
                                                    - JaKasia





                                                  • nome-ol-vides Re: ocena sytuacji 15.07.08, 19:07
                                                    Wiesz, jak byłam mała to potrafiłam jednym ruchem obetrzeć krew z twarzy i się
                                                    uśmiechnąć. Bo tak trzeba było. Oprawca nie lubi czuć się winnym, jest w swoich
                                                    oczach "dobry", więc kiedy widzi cierpienie ofiary robi się jeszcze bardziej
                                                    agresywny, bo przecież ofiara robi mu na złość cierpiąc. Teraz już nie muszę
                                                    tego robić, nie muszę się uśmiechać. Mogę sobie na to pozwolić by płakać, być
                                                    smutna. Już nikt mnie za to nie skatuje.

                                                    I wybacz, że to piszę, ale nie obchodzi mnie, czy ktoś to uważa za słuszne czy
                                                    nie. Mam prawo do swoich własnych uczuć.
                                                  • takitaka Re: ocena sytuacji 15.07.08, 19:54
                                                    nome-ol-vides napisała:

                                                    > Wiesz, jak byłam mała to potrafiłam jednym ruchem obetrzeć krew z twarzy i się
                                                    > uśmiechnąć. Bo tak trzeba było. Oprawca nie lubi czuć się winnym, jest w swoich
                                                    > oczach "dobry", więc kiedy widzi cierpienie ofiary robi się jeszcze bardziej
                                                    > agresywny, bo przecież ofiara robi mu na złość cierpiąc. Teraz już nie muszę
                                                    > tego robić, nie muszę się uśmiechać. Mogę sobie na to pozwolić by płakać, być
                                                    > smutna. Już nikt mnie za to nie skatuje.
                                                    >
                                                    > I wybacz, że to piszę, ale nie obchodzi mnie, czy ktoś to uważa za słuszne czy
                                                    > nie. Mam prawo do swoich własnych uczuć.

                                                    Według mnie zdecydowanie masz rację. :)

                                                    Ciekawa jestem jak u Ciebie rzecz się ma z odczuwaniem a wyrażaniem tych emocji.

                                                    Bo ja na przykład nie miałam nigdy problemu z manifestowaniem negatywnych emocji, natomiast miałam zawsze problem z okazywaniem tych pozytywnych.

                                                    Jak to odczuwam?
                                                    Emocje negatywne wyrażam z takim mniej więcej nastawieniem "a niech tam, niechaj mnie zdepczą, zabiją, uznają za złą". Czyli taka sytuacja kogoś, kto spodziewa się kary za wyrażenie tych emocji. I po prostu mimo spodziewanej kary tę emocję wyrażam. Czuję się wtedy taką trochę bohaterką.

                                                    W przypadku emocji pozytywnych czuję się jak złodziej, który chce coś ukraść, tj. jakbym chciała kogoś przekupic, kogoś sobie zjednać. I to mi przychodzi z wielkim trudem.

                                                    Nie wiem jak to interpretować, ale gdy się temu tak teraz przyglądam, to widze, że chyba nie mam zbyt wysokiego wyobrażenia o swoim prawie do szczęścia. Jednym słowem uważam, że należą mi się kopniaki bardziej niż ludzka przychylność. Ciekawe dlaczego? Gdzie powstała taka samoocena? Bo mam tak jakby od zawsze.

                                                    Jeszcze tylko dodam, że ja wyraźnie czuję, że te negatywne emocje są negatywne i chociaż na pewno są tam jakoś uzasadnione (czuję, że mam do nich prawo, skoro się pojawiły), to jednak wcale nie czuję, że jest się czym chwalić, a jednak to robie, tj. wyrażam je.

                                                    Natomiast te pozytywne są po prostu dobre i ja doskonale o tym wiem. I wiem, że to jakiś koszmar i jakieś poplątanie hierarchii je ukrywać, i że nikomu to ukrywanie nie przynosi pożytku - a jednak się ich wstydzę. Gdy pisałam w jednych z poprzednich postów "mojego syna bardzo kocham" to czułam się bardzo nieswojo, a powiedzieć to mu bezpośrednio jest prawie niemożliwością. Zresztą on sam ucieka od takich słów lub ciepłych gestów jakby go one oślepiały.
                                • takitaka Ktoś tu odkręcił sobie spojler.... 01.07.08, 09:09
                                  pawel.drozdziak napisał:

                                  (...)
                                  > Powiem wprost - jest to objaw Pani choroby. Glebokiej,
                                  > niebezpiecznej i bardzo trudno wyleczalnej. Zdolnej zniszczyc Pani
                                  > zycie i zycie wielu innych osob. Koncentracja na tym, by zmienil sie
                                  > ktos kto jest bohaterem tej opowiesci jest zupelnym oderwaniem od
                                  > realiow. Problem nie w tym, czy on bedzie zdrowy tylko w tym, ze
                                  > Pani nie widzi calej potwornosci tego, co sie zawiera w tych
                                  > cytowanych wyzej slowach. Nie widzi Pani tego, bo jest Pani chora. I
                                  > to jest Pani tragedia.
                              • zawszemagda żadna terapia złego nie zmieni w dobrego 13.09.09, 15:58
                                nigdy nie będzie normalny, to jest po prostu logicznie niemożliwe. Tu nie chodzi
                                o napady złości, jakieś kłótnie, tu chodzi o MALTRETOWANIE!!!!!!!!!! Mam
                                wrażenie, że ty cały czas myślisz o powrocie, że jednak on się zmieni. Oświecę
                                cię już dziś, nie czekaj na efekty jego terapii. Z własnego doświadczenia wiem,
                                że jak ktoś jest psychopatą, to tylko mu się może pogorszyć, nie poprawić. Ty
                                rób co chcesz, ale jeśli wrócisz do niego z dziećmi, to będziesz winna ich
                                morderstwa/dewiacji/skrzywienia psychiki.
                            • kedrok1 Re: do vickydyt :) 27.06.08, 12:22
                              DOKŁADNIE
                          • vickydt Re: do vickydyt :) 26.06.08, 22:17
                            co Ty kobieto pitolisz do licha? Ze okresowo sie nad wami znecal a nie
                            codziennie? Stoper sobie kup przy okazji i melduj potem na forum, ze w tym
                            tygodniu tylko raz uderzył cie w glowe i tylko 3 razy onanizowal sie przy
                            dzieciach.
                            Ty naprawde MUSISZ isc na terapie, bo jestes o krok od zgotowania dzieciom
                            tragedii!!!!!!!!
                            I daje sobie reke odciac, ze gdybys trafila tu na jakies nawiedzone idiotki,
                            ktore poglaskalyby cie po glowie i powiedzialy "tak, ten gosc sie zmieni" to
                            przyjelabys go z otwartymi ramionami i udawala, ze nie widzi, co on wyrabia z
                            waszymi dziecmi.
                        • postolek Re: do vickydyt :) 26.06.08, 16:14
                          a i jeszcze jedna ważna sprawa. On pochodzi z rodziny,gdzie ojciec
                          był AA i tez stosował w domu terror. Może gdyby naprowadzić go na
                          dobrą drogę???? Nie, nie sama nie wiem. Przecież mówił, że kobieta
                          MUSI dostać wpierd.....żeby wiedziała gdzie jej miejsce. Poza tym ta
                          pornografia, fliry, czaty i CHŁOD strasznie tego dużo :((((
    • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 17:23
      postolek napisała:

      Ostatnimi czasy bez żadnych skrupułów i w jawny sposób w obecności dzieci
      oglądał filmy pornograficzne. Wystarczyło, abym wyszłam do kuchni, on
      natychmiast to robił. Naszego małego synka (2,5 roku) mało by nie zabił
      trzaskając w złości dzwiami, pod którymi stało dziecko. Później mówił, że to
      przecież niechcący i ja jestem temu winna, bo Oliwierek powinien siedzieć ze
      mną w pokoju. Ta złość spowodowana była w kierunku psa za nieposłuszeństwo.
      Tak ją tłukł pięściami, że swoimi potrzebami fizjologicznymi zabrudziła całą
      kuchnię. W tym czasie mnie i dzieci zamknął w pokoju i rozkręcił bardzo głośno
      muzykę, aby sąsiedzi nie słyszeli skowytu psa. Starszemy synowi (14 lat)
      wypominał ilości spożywanego jedzenia, nie pozwalał
      mu się śmiać (bo jest za duży,aby śmieszyły go bajki)wyzywał od debili,
      grubasów i najgorszych.

      ...
      Gdy urodził się młodszy Synek, drażnił go płacz dziecka. Stawał wedy nad nim
      i go przekrzykiwał. Przez pierwszy rok zycia Oliwierka, w ogóle nie
      uczestniczył w Jego wychowaniu, bo nałogowo zaczął grać w grę internetową.
      Potem dawał chwile beztroski dziecku, by za chwilę wydzierać się na Niego,
      dawać klapsy i wymagać rzeczy, które niemożliwe są do wykonania przez tak małe
      dziecko, np: sprzatanie zabawek. Te klapsy z czasem bły co raz mocniejsze, aż
      dziecko zginało się wpół i przewracało się. Zaczął nas musztrować i tresować,
      wszystko musiało być po Jego mysli. W złości spoliczkował też młodszego Synka.
      Starszego zresztą też.
      ...
      Nie pozwalał przytulać młodszego synka, gdy się przewrócił i mówił dzieciom, że
      mają ,,jebniętą" mamusię. "

      jak to czytam to przypomina mi się mój ojciec, może nie wszystko było tak samo,
      ale bardzo podobnie, moim zdaniem żadna terapia tu nie pomoże, to prawdopodobnie
      jest sadysta, a sadyzmu się nie wyleczy
      • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 17:26
        no może różnica była taka, że mój ojciec lubił psy i nie bił zwierząt, ten numer
        z rozkręcaniem radia stosował jak katował nas
      • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 18:10
        a o molestowanie zapytałabym się starszego syna, on prawdopodobnie bardzo dużo
        wie, tylko się boi mówić
        • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 21:17
          starszy syn chodzi na terapię, ale nigdy nic nie mówił, aby coś mu
          proponował albo nie daj Boże coś z nim robił. Starszy Syn ma
          prześwietny kontakt z moją mamą, więc jeśli nie mnie, to Jej coś na
          pewno by powiedział.
          Też cięzkie miałaś życie. Dziewczyno, jak sobie z tym wszystkim
          radzisz? Bo ja mam czesem wrażenie, że wszystko wymyka mi się spod
          kontroli a ja to gonię i gonię. Bardzo dziękuję Ci za korespondencję
          ze mną. Byłam właśnie u psychologa, za tydzień idę znów. Grupa
          wsparcia nie wchodzi w rachubę, bo odbywa się w godzinach mojej
          pracy. Na terapię muszę czekać nawet do 5 miesięcy, bo obecna grupa
          właśnie się kończy, Jak sobie radzić do tego momentu, skoro on wyje,
          jak pies, abym do niego wróciła....
          • asia.sthm Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 21:28
            On wyje aby znow miec kontrole nad Toba. On wyje gdyz jest
            uzalezniony od wladzy nad Toba, cierpi teraz nie z milosci do
            Ciebie lecz z bolu nad soba. Nie wierz w zadne bajki ze on sie
            zmieni. On zagra zmienionego, a jak wrocisz bedziesz mu musiala
            zaplacic na jego teraznieszny bol.
            Sily ci zycze i wytrwalosci. Spojrzysz kiedys z perspektywy na
            terazniejsza walke i bedziesz z siebie dumna. Dzieci ci podziekuja
            za choc kawalek uratowanego dziecinstwa.
            Trzymaj sie i nie rob juz kroku do tylu. Przyj do przodu, podnos sie
            natychmiast...

            I nie wierz ze maz kocha ciebie. On kocha miec wladze nad Toba i
            nic wiecej. Siebie tez nie kocha.
            • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 21:35
              dziękuję za dobre słowo. Walczę ze wszystkich sił. I też czasem się
              zastanawiam, czy to aby nie strach przed sprawą karną powoduje to
              jego wycie. Taką opcję też biorę pod uwagę, jak i względy
              ekonomiczne. Tylko czasem, gdy widzę ja placze.....i składa
              obietnice przed obrazem świętym...
              • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 21:47
                o mój ojciec płakać to potrafił rewelacyjnie, zawsze był bardzo, ale to bardzo
                nieszczęśliwy, co najgorsze to wszyscy mu wierzyli, pamiętam jak kiedyś mnie
                pobił, a potem krzyczał i rozpaczał jaki jest nieszczęśliwy, że musi "znajdy"
                bić... był takim sku..elem, że moją siostrę tak dręczył, że ona się nigdy nie
                uśmiechała, zawsze była smutna, taki smutek przyklejony do twarzy i wtedy ją
                katował i wyzywał, za to, że była smutna
                • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 21:56
                  pamiętam moje ciotki jak płakały nad nim, jaki to on jest nieszczęśliwy, znały
                  go, widziały co robił, wiedziały co się z nami dzieje, a mimo to był tak dobry w
                  manipulowaniu, że one dosłownie płakały nad jego "nieszczęściem"... oczywiście
                  do czasu, jak im na przykład od qrew nie nawyzywał, co zdarzało się od czasu do
                  czasu, a potem znowu nad nim płakały... nigdy nie płakały nad nami, jakoś nasz
                  los ich nie obchodził

                  poza tym on był bardzo cwany, pamiętam, że chodził do kościoła co niedziela,
                  darł się, że powinniśmy ojca szanować jak pan bóg przykazał, a za chwilę
                  wyśmiewał się ze "święto..ych suk i księży"
                  • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 08:53
                    coś wiem na ten temat...Wbrew pozorom tacy ludzie są i cwani i
                    inteligentni na swój sposób a przede wszystkim przewidujący....Mój
                    starszy syn dostawał za to, że mnie nie szanuje.....bo np.:
                    powiedział do mnie coś tonem, który jemu nie przypadł do gustu. Na
                    to ja, że skoro tak twerdzi, niech da przykład, co to znaczy
                    szacunek. W odpowiedzi słyszała:,, co wolno wojewodzie, to nie Tobie
                    smrodzie"
              • asia.sthm Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 11.06.08, 21:51
                Zgadzam sie, to rozczulajacy widok i bardzo zalosny. Ale to tylko
                widok. Masz dobre, szczere serce i on o tym dobrze wie, dlatego
                funduje ci takie widoki. Zawsze w takich momentach przywoluj w
                pamieci te zle obrazy tak dla rownowagi. Tu nie o bezwzglednosc
                chodzi, raczej o przetrwanie. Patrz uwaznie lecz nie zapominaj
                przerobionych juz lekcji.
                Ciumaski serdeczne. :))
                • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 08:49
                  mój mąż też jest rewelacyjny w manipulowaniu i ukrywaniu swojego
                  oblicza. Na pokaz był cudownym kochającym tatusiem i mężem. W
                  obecnośći innych rzadko puszczały mu nerwy. na początku wychwalał
                  mnie pod niebiosa apotem słyszałam same tylko te okropne rzeczy w
                  stosunku do dzieci i siebie. Tak naprawdę tylko ja wiem, jak bardzo
                  potrafi być bezwzględny, bo na zewnątrz ukrywał swoje prawdziwe
                  oblicze. Stwarzał sytuacje i tak przedstawiał opowieści, że w oczach
                  innych, ja byłam winna. Ostatnio nawet skarcił mnie, że dziecko
                  zjadło frytki w McDonalds a to przecież takie niezdrowe.....Boże,
                  gdybym nie gotowała obiadów i co dzieć żywiła dzieci w fatfoodach,
                  rozumiem, ale sporadycznie, dla frajdy?!?!?!
                  • triss_merigold6 Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 11:48
                    Wiesz, ktoś powinien złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa
                    przez Twojego męża - oglądanie materiałów pornograficznych w
                    obecności małoletniego jest przestęptswem, narażenie na
                    demoralizację również. Masz molestowane dziecko, jasne? Ty tez
                    popełniłaś przestępstwo - wiesz co robił facet przy dziecku i nie
                    zgłosiłaś na policję. Za to grozi odebranie praw rodzicielskich.
                    • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 11:57
                      zanim coś takiego napisałaś, trzeba było uważnie przeczytać mój
                      list!!! Będąc w kuchni, nie miałam bladego pojęcia, że on to ogląda
                      przy dziecku. gdy wchodziłam do pokoju, zrzucał film na pasek
                      narzędzi i ja widziałam, że gra w pasjansa. Poza tym, zainstalowałam
                      program szpiegujący, gdzie dopiero wtedy miałam czarno na białym, co
                      on wyprawia. Więc nie zarzucaj mi takich bzdur!
                      • vickydt Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 21.06.08, 12:06

                        przeczysz sobie: najpierw opowiadasz, ze niepokoja Cie zachowania dziecka
                        (sorki, ale slepy by zauwazyl, ze cos jest "nie tak" gdy 2,5 letnie dziecko
                        wykonuje ruchy frykcyjne, podziwia w lustrze swoje krocze i imituje
                        stosunek!!!!!!!!) a potem, ze nie wiedzialas, co maz wyrabia. Najlepiej udawac,
                        ze sie nie widzi i biadolic, gdy okaze sie, ze dziecko bylo gwalcone (BO BYLO!
                        ICH PSYCHIKA ZOSTALA ZGWALCONA!)
                        --
                        Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
                    • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 11:58
                      ... i jeszcze jedno!!! Jak cofniesz się do mojego wyznania,
                      przekonasz się również, że doniesienie na prokuraturę również
                      zostało zgłoszone.
                      • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 12:30
                        Postolek, najbardziej zaszokowało mnie stwierdzenie pani psycholog, że dzieci
                        interesują się seksem! Pani psycholog tak naprawdę jest zobowiązana do
                        zawiadomienia policji o fakcie molestowania małoletniego, a jej stwierdzenie, że
                        dzieci interesują się seksem, to chyba świadczy o jej archaicznej wiedzy, bo
                        kiedyś pewien pan Freud wymyślił teorię instynktów wg której to dzieci były
                        zdemoralizowane z natury i same "zaczynały interesować się seksem". To co dzieje
                        się z twoim synkiem to jest wielka tragedia, bo dziecko za to zapłaci, ja sama
                        byłam molestowana i wiem. I nie wierz w to, że twój mąż tylko "nie zwracał
                        uwagi" na obecność dzieci, kiedy oglądał pornosy, bo takich rzeczy nie robi się
                        niechcący!

                        Wiem, że teraz wszystko ci się wali, że często zamiast wsparcia otrzymujesz
                        groźby i potępienie, a twój mąż pewnie nadal zgrywa biednego i niewinnego.
                        Występowanie w tej chwili z oskarżeniem o molestowanie wobec męża to może być
                        woda na jego młyn, bo ludzie mimo , że niby nienawidzą pedofilów, to jak
                        przychodzi co do czego, to zawsze ich bronią i są przekonani, że to pomówienia i
                        fałszywe oskarżenia. Żeby wystąpić z takim oskarżeniem trzeba mieć naprawdę
                        żelazne dowody i to nie gwarantuje, że oprawca nie będzie podgrywał ofiary.
                        Myślę, że teraz ważne jest, żebyś zagwarantowała bezpieczeństwo sobie i
                        dzieciom. To jest najważniejsze.

                        pozdrawiam serdecznie
                        • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 12:39
                          co ja mam robić, gdzie iść? Byłam w fundacji po poradę, nie pozwalam
                          mu się widywać, co jeszcze mogę zrobić?????????????
                          • nome-ol-vides Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 12:44
                            Postoleku, nie dać się więcej oszukiwać mężowi. I walczyć o siebie. Bo to ty
                            jesteś najważniejsza w tej chwili, jeśli ty dasz sobie radę to i dzieci będą
                            przy tobie bezpieczne. Wierz mi, że masz dużo siły, i że potrafisz. Zrobiłaś już
                            bardzo wiele, dużo więcej niż moja matka kiedykolwiek.

                            3maj się cieplutko
                            • postolek Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 13:54
                              bardzo Ci dziękuję za wsparcie mimo, że pierwsza Twoja wypowiedź aż
                              mnie zmroziła. Czuję się winna, owszem ale tak bardzo się starałam.
                              Jesteś bardzo mądrą dziewczyną, ale myślę, że Ciebie życie strasznie
                              sponiewierało. Jednak mimo wszytsko, potrfisz dać nadzieje i otuchę
                              innym w trudnej sytuacji. Służysz mądrym słowem, dajesz dobrą
                              wskazówkę. Postaram się tu zaglądać, może będziesz miała ochotę się
                              odezwać.
                              uściski
                          • kotopulo Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 23.02.09, 23:53
                            Z wielu Twoich wypowiedzi wywnioskowałam, że Ty się z nim spotykasz, po co?
                      • kaz-oo Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 12.06.08, 12:33
                        Nie błagaj o pomoc, bo pomóc tak naprawdę możesz sobie tylko sama. Jak? Ty
                        dobrze wiesz jak. Czy wszystko z Tobą w porządku, pytasz. Tak, oprócz tego, że
                        jesteś głupią i okrutną kobietą. Głupią to marnujesz sobie życie u boku męża -
                        sadystycznego łobuza. Okrutną, bo nie bronisz swoich dzieci przed życiem z
                        "ojcem" - sadystycznym łobuzem. Tyle. Decyzja należy do Ciecie.
                        • beauty-witch Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 17.06.08, 20:32
                          Czytając Twój post zszokowalam się...wyobrazilam sobie siebie za
                          pare lat a taki los mógl mnie spotkac.Ja bylam z facetem 5 lat, 2
                          razy mnie uderzyl, cioagle wyzywal, obrazal, ponizal, wypominal
                          kazdy grosz...ja odeszlam zaczelam zyc... decyzja byla trudna ale
                          wiem teraz ze chyba najlepsza w moim zyciu....

                          Wiem,ze trudno, cholernie trudno...on do dzis dzwoni błaga... ja sie
                          uodpornilam... nie chce go znac, nie nawidze choc gdzies w sercu
                          sentyment...


                          Jesli wrócisz do niego bedziesz sadystka dla swoich dzieci... nie
                          marnuj im zycia...
                        • magda_le_na Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 03.07.08, 20:47
                          kaz-oo napisała:

                          jesteś głupią i okrutną kobietą. Głupią to marnujesz sobie życie u
                          boku męża -
                          > sadystycznego łobuza. Okrutną, bo nie bronisz swoich dzieci przed
                          życiem z
                          > "ojcem" - sadystycznym łobuzem. Tyle. Decyzja należy do Ciecie.


                          głupia to była ta wypowiedx moim zdaniem. Ta kobieta jest może
                          naiwna, łatwowierna ale z pewnoscią nie głupia.

                          za wikipedią:
                          "Głupota - niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości,
                          nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-
                          skutkowych, przewidywania i kojarzenia.Charakteryzuje się pychą,
                          śmiałością, podejrzliwością, niskim lub nieistniejącym
                          samokrytycyzmem, niezdolnością do zdziwienia, dążnością do
                          ekspansji. Używany jest w stosunku do osób o niższym, bądź
                          niewystarczającym ilorazie inteligencji"


                          • kaz-oo Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 05.07.08, 00:29
                            magda_le_na napisała:

                            "Głupota - niedostatek rozumu przejawiający się brakiem bystrości,
                            > nieumiejętnością rozpoznawania istoty rzeczy, związków przyczynowo-
                            > skutkowych, przewidywania i kojarzenia (...)

                            No i właśnie to miałam na myśli;)
              • vickydt Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 21.06.08, 12:03
                >Tylko czasem, gdy widzę ja placze.....i składa
                > obietnice przed obrazem świętym...

                to niech Ci moze ten swiety pomoze. Hej, obudz sie, bo naprawde zostanie z
                Ciebie tlusta plama. Przepraszam za ostre slowa, ale jak ktos sie nie chce
                obudzic to mu nic nie pomoze.

                --
                Jeżeli mijasz się z prawdą, to jej się przynajmniej ukłoń!
          • mampy-tanie Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 24.07.09, 16:35
            Mam nadzieję, że ktoś z gazety namierzy Twoje ip, zawiadomi odpowiednie służby i zabierze Twojemu mężowi prawa rodzicielskie i skieruje sprawę do prokuratury. Jeśli Ty jeszcze się zastanawiasz, czy do niego nie wrócić, to jesteś szmatą, a nie matką.
          • zawszemagda Ale o co ty teraz pytasz. 13.09.09, 16:23
            Bo mam wrażenie, że o to tylko chodzi, jak masz TY sobie poradzić z jego
            skamleniem o powrót, a nie z uporaniem się z przeszłością i powrót do normalnego
            życia.Któraś z dziewczyn powyżej napisała słusznie, że gdyby choć jedna osoba na
            tym forum napisała:daj mu szansę, może się zmienił?? To byś spakowała dzieci i
            wróciła do tego bydlęcia. Dziewczyno, już prędzej bym była w stanie zrozumieć,
            gdyby to był zdegenerowany alkoholik z wyżartym mózgiem, ale twój pożal się Boże
            mężuś z pełną świadomością i czystym umysłem WAS KATUJE!!!! I wiesz, mam
            wrażenie że ty bardziej myślisz w tym momencie o sobie, bo za nim tęsknisz
            (???), a nie o tym, jaki wpływ te lata z nim miały na dzieci i jaki mogą mieć (
            z zabójstwem włącznie).mimo wszystko skłaniam się ku teorii, że jesteś
            współwinna tragedii dzieci - one nie mają wyboru, ty tak. A już fakt, że szłaś z
            nim do łóżka z własnej inicjatywy po tym jak on cię pobił (lub dzieci nie daj
            Boże) czy skatował psa??? i pierwszym problemem jaki poruszasz jest to, że on
            wolał pornosy od ciebie... przeczytaj wszystkie posty od początku jeszcze raz.
            Doszukaj się wreszcie tego, co wszyscy starają się w spokojny sposób ci powiedzieć.
    • kedrok1 Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 24.06.08, 15:21
      strasznie ci współczuję.

      Juz doczytując do połowy chciałem gostkowi łeb ukręcić.

      Twoje uczucia i emocje są niestety dość powszechne. Lata wmawiania ci, że on
      jest najważniejszy, że ty jesteś nikim, ze bez niego..., że to , że tamto. To
      wszystko działa. Utrwaliło ci się w głowie to co mówił.

      TO NIE MIŁOŚĆ !!
      TO SKUTEK JEGO OKRUCIEŃSTWA

      Musisz to zrozumieć. Za nic w świecie nie możesz do niego wrócić. Twoje dzieci
      są ważniejsze od twoich uczuć i emocji, postaraj się to zrozumieć. DLA DZIECI
      nie myśl nawet o powrocie, o tamtym człowieku który powinien gnić w pierdlu...
    • deodyma Re: nie wracaj do niego. 13.02.09, 23:48
      jesli to zrobisz, kiedys Cie po prostu zabije na oczach Waszych dzieci!!!
      przeciez to psychol! jego powinni trzymac w psychiatryku w pokoiku obitym
      pluszem. a jeszcze lepiej by bylo, gdyby takich jak on, eliminowano ze
      spoleczenstwa.
      moze zabic nie Tylko Ciebie. dzieci rowniez. tego chcesz???
    • ala.81 Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 18.02.09, 12:38
      jesli wrócisz do niego to dzieci nigdy Ci tego nie wybaczą, no chyba, że ojciec
      je szybko zatłucze na śmierć
      • mrs.solis Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 18.02.09, 18:00
        Nikt ci tego tu nie napisal, wiec zrobie to ja. Twoi synowie beda w
        doroslym zyciu dokladnie tacy sami jak twoj maz. Dzieki takim matkom
        jak ty to kolo ciagle sie kreci. POtem twoj syn znajdzie sobie
        podobna do ciebie kobiete i wychowaja nastepne pokolenie sadystow i
        psychopatow. Jak wrocisz do meza to ktos powinien zglosic was oboje
        i odebrac wam prawa rodzicielskie, psa rowniez.
        • kobieta1985 Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 09.08.09, 20:34
          Ja jestem w stanie zrozumieć że Ty sobie na to pozwalałaś, nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, bo ja już bym dawno takiego h..a w dupę kopneła, ale dzieci, TWOJE dzieci, pozwalałaś żeby je szmacił? jesteś chora kobieto, żeby patrzeć bezczynnie jak męczy psychicznie i fizycznie dzieci, o czym ty wtedy myślałaś? o dupie maryny? obowiązkiem matki jest chronić dzieci za wszelką cenę, mój mąż raz uderzył naszą córkę mimo że wie że tego nie praktykujemy, to wyłapał takiego liścia że więcej mu to już nawet przez myśl nie przeszło, on jest chory a ty jeszcze bardziej, powinnas był wywieść dzieci jak naj dalej, w bezpieczne miejsce, czy ty masz rozum kobieto czy ty masz serce? jeżeli pozwalałas na krzywdzenie ich przez tatę psychopatę to nie jest zdrowa, jesteś też chora. brzydzę się tobą, takie kobiety nie powinny rodzić dzieci. powinni ci je odebrać.
    • zawszemagda uciekaj jak najdalej!!!! 13.09.09, 15:41
      BO NIGDY SIĘ NIE ZMIENI!!! JAK MOGŁABYŚ PATRZEĆ NA CIERPIENIE SWOICH DZIECI??
      JAK MOGŁABYŚ POZWOLIĆ, ŻEBY BIŁ I PONIŻAŁ DZIECI??? JEŚLI NIE MIAŁ SERCA WTEDY,
      TO JUŻ NIGDY MIEĆ GO NIE BĘDZIE!!!! DLA DOBRA DZIECI ZERWIJ Z NIM WSZELKIE
      KONTAKTY. DOPÓKI MŁODSZY SYNEK JEST MAŁY I JEST SZANSA, ŻE NIE BĘDZIE PAMIĘTAŁ
      TEGO, CO SIĘ DZIAŁO W DOMU.
    • tylko-nie-rybka Re: Pomocy, błagam. Czy ze mną wszystko w porządk 08.12.09, 03:13
      Zbyt dlugo zylas dla tego drania zatracajac przy tym sama siebie. Musisz
      zaczac myslec o sobie i dzieciach. Na pewno jestes cudowna, kobieta i
      mama. Musisz byc silna i walczyc o Wasze szczescie. Trzymam kciuki!:*
      • ola_rataj Ciekawe co teraz robi Postolek... Minęło już sporo 08.12.09, 11:46
        czasu od jej ostatniego posta...
        • postolek Re: Ciekawe co teraz robi Postolek... Minęło już 10.12.09, 09:00
          WALCZE!!! Właśnie dziś kolejna sprawa karna. Część (o molestowanie)
          umorzyli podając w uzasadnieniu, że nie namawiał dzieci do oglądania
          pornografii!!! Resztę trudno udowodnić, choć zachowania synka
          oceniane były jednoznacznie, jako nieadekwatne do wieku.
          Rozwodzę się też. Ex podał o rozwód, potem prosił o wycofanie
          sprawy, potem o zawieszenie na czas terapii a gdy wnioskowałam o
          uznanie jego winy, napisał paszkwila, w którym mnie obarczył winą za
          rozpad małżeństwa.
          Nękał mnie, gnębił, próbował to robić poprzez dziecko a ja
          uciekałam, jak szczur przed nim szukając wszedzie pomocy.
          Odbudowuję samą siebie, cieszę się z sukcesów, staram sie stworzyć
          dzieciom normalne warunki. Uczymy się na nowo życia.
          Dziękuję za zainteresowanie.
          pozdrawiam
          • ola_rataj Re: Ciekawe co teraz robi Postolek... Minęło już 17.12.09, 00:55
            Świetnie, że się odezwałaś. To co piszesz brzmi rozsądnie. Trzymam
            kciuki, cały czas jeszcze musi Ci być bardzo ciężko. Cieszę się, że
            mimo to się nie poddajesz!!! Pamietaj, że teraz Ty w dużej mierze
            odpowiadasz za szczęście swoich dzieci. Jaka szkoda, że Twój maż
            tego nie rozumie, że wykorzystuje dzieci do szarpaniny z Tobą.
            Biedny dzieciak. Trzymaj się Kochana. Pisz czasem co u Ciebie.
            Pewnie wszystkie/scy chcialibyśmu, żebyś jak najszybciej odzyskała
            spokój i radość życia. To przyjdzie, zobaczysz.
            Nie słuchaj go, nie dyskutuj, myśl o sobie i dzieciach. Przyj do
            przodu, zostaw to małżeństwo daleko, daleko za sobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka