optymistyczka
31.08.08, 17:27
Losy naszego związku już dawno biegły do końca tej sielanki.Ciągle dawałam mu
szansę i miałam nadzieję,że się zmieni.Dużo z nim rozmawiałam,pisałam mu nawet
maile,ale nic się nie zmieniało w naszym związku.On wolał spotkania z
kolegami,a z tych spotkań wracał o północy pijany,wyzywając mnie
wtedy.Natomiast rano jak mu mówiłam jak się zachowywał jak mnie obrażał,to
twierdził,że żartuję.Nigdy ze mną nigdzie nie wychodził,pił codziennie po 3
piwa,siedział przez tv lub internetem,sex dla niego nie istniał ze mną.Pewnego
dnia zadzwoniłam do niego i powiedziałam mu,że mam już dość takiego życia,że
to do niczego nie prowadzi,że nie potrafię tak żyć i chcę to skończyć.On
wysłuchał co mu powiedziałam i pojechał na mecz.Za bardzo się tym nie
przejął.Widać tak mu na mnie zależało,że wszystko z niego spłynęło.Fajnie było
jak byłam jego kucharką i sprzątaczką.Żałuję,że tyle lat mu poświęciłam,bo
mogłam sobie przez ten czas ułożyć życie z kimś innym i pewnie byłabym szczęśliwa.