kitty_walker
19.09.08, 21:59
Tak naprawdę jestem na początku drogi, bo jeszcze go nie wzięłam, a
już znalazłam się na skraju załamania nerwowego.
Ja nie mówię, że chciałabym aby wzięcie kredytu to było proste, ale
czy do kurw.y nędzy musi być takie trudne?!
Ok. Najpierw poszłam do Expandera, dowiedziałam się, że zdolność
kredytową mam całkiem niezłą, zarówno we CHF, jak i w złotówce.
No to zaczęłam szukać mieszkania.
Mieszkanie znalazłam. Przed podpisaniem umowy zadzwoniłam do
doradcy, aby się upewnić. No i okazało się, że w przeciągu 2 tygodni
moja zdolność kredytowa jakoś tak dziwnie spadła. No ale ok. umowa
była, że składamy wnioski do 4 banków, po 2 na CHF i PLN, bo tam
jeszcze się łapię.
Po czym, kiedy ja stawiam się u notariusza na podpisanie umowy
wstępnej, właściciel mieszkania mi mówi, że on to się pomylił, i źle
wyliczył 5 lat, w ciągu których nie może sprzedać mieszkania (bo
będzie musiał oddać fiskusowi 10%) i on to mieszkanie może mi
sprzedać w styczniu. Noż kuźwa, a tu wrzesień dopiero.
Ok. Przeżyłam i to. Znalazłam inne mieszkanie. I już w przyszłym
tygodniu mam podpisywać umowę wstępną. Więc mailuje dzisiaj do
mojego doradcy, a ten mi mówi, że mam zdolność kredytową tylko w
Polbanku i KredytBanku.
Czy ta zdolność kredytowa zmienia się codziennie???
Czy też doradca robi mnie w jajo, bo tylko od tych banków ma
prowizję?
I tu pytanie do osób, które brały kredyty, czy nie baliście się
składać wniosków, jeżeli zdolność wychodziła tylko w 1 lub 2 bankach?
Czy jest ryzyko, że oba banki mi odmówią? (przy czystej historii
kredytowej, udokumentowanych dochodach z etatu, w miarę dobrym
stanie nieruchomości)
Dla mnie po prostu kupno mieszkania to teraz decyzja zerojedynkowa,
będzie wszystko albo nic.
Ale jeżeli nic, to nie wiem po co mam żyć;(
Na dodatek mój BFFE wywiera na mnie nacisk, abym nie kupowała akurat
tego mieszkania, które zamierzam. To takie delikatne kwestie
osobiste i rozumiem jego argumenty, bo będzie miał trudną sytuację.
Ale ja nie mam 150 mieszkań, w których mogę przebierać jak w
ulęgałkach. Więc jeszcze dojdzie mi i to, że może będę postawiona
przed wyborem: ukochany albo mieszkanie.
Jest jeszcze tylko jedno śliczne mieszkanie o które postaram się
powalczyć. Ale to chyba już naprawdę ostatnie.
Ale doradźcie dobrzy ludzie, czy zdawać się na doradców kredytowych
(w poniedziałek jeszcze jestem umówiona w OpenFinance), czy też
chodzić po bankach i samemu składać wnioski.
Czy jest ktoś, kto zaryzykował, złożył dokumenty tylko do Polbanku i
wszystko poszło gładko?