nachwile27
06.10.08, 20:05
Pisze tutaj bo nie potrafilabym sie nikomu przyznac. Kilka lat temu jak mialam
20 lat przeprowadzilam sie na wies z bardzo duzego miasta. Komus moze wydac
sie to dziwne, ale zakochalam sie i myslalam, ze chwycilam pana boga za nogi.
Mijaly lata. Zylismy skromnie, bo narzeczony, a pozniejszy maz oszczedzal
pieniadze na wspolny dom. Nic nie mialam. Jedyne co zrobilam to skonczylam
szkole i zaczelam pracowac. Nie kupowalam sobie rzeczy bo ciagle nie bylo
kasy. Tak mijaly lata. Od miesiaca jestem po rozwodzie. Czuje pustke. Czuje
sie oszukana, zdradzona a przede wszystkim upokorzona. Dlaczego? To ze nam sie
nie ukladalo bylo oczywiste, ale nie chcialam sie rozchodzic, bo wciaz go
kochalam, byl dla mnie dobry. Jak wyjechalam na pol roku do domu rodzinnego by
pomoc mamie a potem wrocilam to maz stwierdzil ze juz mnie nie kocha.
Powiedzial, ze zawsze bedziemy przyjaciolmi, ze zawsze bedziemy mogli na
siebie liczyc ale ze chce rozwodu bo nie chce zyc w oszustwie. Wiele nocy
przeplakalam, probowalam ratowac nasze zycie, ale on tego nie chcial,
ignorowal moje proby. W koncu powiedzial, ze boi sie ze mnie znienawidzi za to
ze nie pozwalam mu zyc po swojemu. Zarzekal sie ze nikogo nie mial i nie ma.
Nic na to nie wskazywalo. Zgodzilam sie na rozwod zebysmy rozstali sie w
zgodzie. Wyszlo szydlo z worka dopiero gdy wyrok sie uprawomocnil. Wyprowadzil
sie z domu do niej. Ona jest starsza od mnie ale zadbana, ma kase na ciuchy,
fryzjera. Mi zawsze nie wolno bylo byc rozrzutna. Nigdzie nie jezdzilismy, a
oni caly czas wyjezdzaja na weekendy. Czuje sie oszykana. Wlasnie wrocilam ze
sklepu gdzie ja spotkalam, w pieknej sukni, ze zrobiona fryzura. Glowa
podniesiona do gory, a przeciez wszyscy w miescie wiemy, ze rozsypalo jej sie
malzenstwo i zostala sama z dzieckim, a jednak ma mezczyzne, mojego. Jest mi
smutno, czuje sie jak ostatnia kretynka. Szkoda mi lat ktore minely, lat
mlodosci, raz bylam na dyskotece, w szafie mam tylko jedna przyciasna
sukienke. Sama jestem sobie winna, ale to nie chodzi. Chodzi o to, ze ja nigdy
nie wyciagnelabym reki po cudzego meza. Wiem, ze czasy sie zmienily, ze ludzie
ciagle sie zdradzaja... ale ja nie musze byc taka jak inni. Leze teraz na
kanapie i łzy kapią mi z oczu. Jestem przegrana!!! To ja. Chociaz to oni mnie
oszukali a teraz buduja szczescie na mojej rozpaczy. Pomozcie mi powstac.
Prosze.