Dodaj do ulubionych

Jego zachowanie (do ocenienia)

25.12.08, 23:24
Myślałam, że jak co roku święta spędzimy rodzinnie. Niestety męża dopadł
smętny nastrój.
Proszę powiedzcie co o tym myślicie bo ja już sama nie wiem jak mam to
odbierać i co o tym sadzić. Gdy byliśmy na Wigilii u mojego taty z którym
mieszka moja siostra z mężem i synem, zaprosił nas abyśmy też przyjechali dnia
następnego (czyli 25go). Mąż powiedział, że oczywiście przyjedziemy.
Ucieszyłam się bo wiedziałam, że tego dnia przyjedzie również brat mojego
szwagra z kilkumiesięczną córeczką. Nie mam swoich dzieci a bardzo je lubię,
więc chociaż „obce” dziecko chciałam pobawić. Następnego dnia kiedy to
mieliśmy jechać do taty mąż zaczął kręcić nosem, że nie ma ochoty itd. Wręcz
zarzucił mi, że bez konsultacji z nim zaplanowałam święta. Tylko, że po
pierwsze gdy pytałam go co robimy w święta odpowiedział, że nie wie. A po
drugie z jego rodziną nie ma jak spędzić święta bo siostry pojechały do rodzin
swoich mężów, jego brat jest świadkiem Jehowy, a z rodzicami (szczególnie z
ojcem) nie żyje w zgodzie. A po trzecie sam umówił się z moim tatą, że w I
dzień świąt zajrzymy do nich. Mąż stwierdził, że woli jechać do kolegi aby co
nieco wypić. Musiałam się trochę wysilić aby zechciał jednak jechać do mojego
domu rodzinnego. Udało się ... ale gdy zajechaliśmy powiedział mi, że
jesteśmy tylko na godzinkę i żebym czasem nie zasiedziała się dłużej.
Przyjechali również teście mojej siostry i brat mojego szwagra z żoną i 8mio
miesięczną córeczką. Mąż na początku nie chciał siąść z nimi do stołu.
Stwierdził, że ich nie lubi. Co jakiś czas spoglądał na zegarek. Gdy minęła
godzina kazał mi się zbierać. Ja bardzo chciałam zostać jeszcze z godzinkę bo
było naprawdę miło. Odkąd moja Mama nie żyje bardzo związałam się emocjonalnie
z tatą. Chciałam z nim pobyć trochę w święta zwłaszcza, że moja Mama zmarła
tuż przed świętami (kilka lat wstecz). Mąż zgodził się jeszcze trochę zostać
ale gdy upłynęła ta dodatkowa godzina wstał od stołu i głośno powiedział, że
musimy jechać. Wstał powiedział „dobranoc” i wyszedł. No cóż mi pozostało? Też
wstałam od stołu pożegnałam się. Gdy byliśmy w samochodzie zaczął dzwonić do
kolegi, aby spytać gdzie jest i czy wypiją jakąś flaszkę wódki. Prosiłam go
aby dał sobie spokój, bo to święta a on po kumplach dzwoni. Zezłościł się.
Dzwonił co parę minut a że kolega nie odbierał zadzwonił do niego na numer
stacjonarny. Odebrała jego matka i powiedziała, że go nie ma w domu. Mimo to
zamiast jechać prosto do domu, to pojechaliśmy do tego kolegi bo mąż chciał
zobaczyć czy czasem nie wrócił. Nie było go. Znowu dzwonił do niego na
komórkę. Za każdym razem jak kolega nie odbierał mąż robił się coraz to
bardziej zły. Spytałam go czemu aż tak mu zależy na tym spotkaniu,
odpowiedział że są święta i chciał się z kumplem wódki napić. A że kolega nie
odbierał to zadzwonił do drugiego, ten z kolei z żoną był u rodziny. Wtedy mąż
zadzwonił do brata – on również mu odmówił bo kładł się spać bo rano musi
wcześnie wstać. Mąż zezłościł się. Zaczął mówić że ma doła itd. że chce wypić
a nie ma z kim. Wydzwaniał po innych kolegach a gdy mu się telefon rozładował
to kazał abym dała mu swój aby mógł dalej obdzwaniać znajomych i pytać który
wypije. Wtedy spytałam go grzecznie czy aż tak koniecznie musi się napić, że
wydzwaniam po kumplach i to w święta, które raczej spędza się w gronie
rodzinnym. Wpadł w szał, od razu przycisnął mocniej pedał gazu. Zaczął
krzyczeć. Impulsywnie hamować i ponownie naciskać pedał gazu. Zaczął mnie
oskarżać, że mu kumpli zabrałam. Jakich kumpli? Owszem zabroniłam mu się
spotykać z czterema kumplami. Powód? Bo wzięli się za narkotyki i alkohol, to
kawalerowie którzy gdy mają kasę to przeznaczają na alkohol i środki
odurzające. Nawet sam mi o tym opowiadał jak oni nisko się stoczyli. A teraz
oskarża mnie, że ja mu ich zabrałam. Powiedziałam mu, że dla mnie oni są
ćpunami i nie chcę aby zadawał się z nimi. Wtedy odpowiedział, że jego to nie
obchodzi że ćpają, że mogą robić co chcą a i tak są jego kumplami.
A przecież przed ślubem powiedział, że żeni się bo jego zdaniem najwyższa pora
się ustatkować, stwierdził że wystarczająco się wyszalał i że najwyższa pora
zerwać z dotychczasowym towarzystwem. To były jego słowa skierowane do mnie i
mojego taty. Nikt na nim tych słów nie wymusił. A dziś 3 lata po ślubie
oskarżył mnie o coś takiego.
Waszym zdaniem o czym świadczy jego zachowanie? Jak to odbieracie? Powiem
szczerze, że ja jestem zaskoczona tym co usłyszałam od niego. Zwłaszcza tym,
że po prawie 10 latach związku (w tym ponad 3 lata po ślubie) stwierdził że
jednak nie dorósł do małżeństwa a tym bardziej do ojcostwa.
Wczoraj gdy łamaliśmy się opłatkiem życzył mi abyśmy żyli w zgodzie i abyśmy
mniej się kłócili. A dziś wściekał się bo nie miał z kim wypić i swoją złość
wyładował na mnie, krzyczał i był nie miły. Trochę się na wysłuchiwałam. Z
tego powodu doszło to sprzeczki. Wtedy przypomniałam mu co mi wczoraj życzył.
A on odpowiedział „że mi nic nie życzył tylko sobie”.
Obserwuj wątek
    • uyu Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 25.12.08, 23:33
      To wyglada na stress spowodowany brakiem alkoholu czyli na to, ze
      twoj maz jest uzalezniony.
      Druga mozliwosc to to, ze on po prostu sie nudzi i nie zna innych
      form spedzania czasu jak popijanie z kolesiami.
      Co wy robicie calymi dniami? O czym rozmawiacie?
      Umiecie wspolnie marzyc i smiac sie? Chodzicie razem na zwykle
      spacery?
      Czy oprocz wspolnego gara i lozka nic was nie laczy?
      • biedronka_4 uyu 26.12.08, 00:03
        uyu napisała:

        > To wyglada na stress spowodowany brakiem alkoholu czyli na to, ze
        > twoj maz jest uzalezniony.

        ostatnio przyszło mi to do głowy. Nawet go o to spytałam czy czasem nie ma
        problemu z alkoholem to zdenerwował się. Stwierdził, że owszem lubi wypić ale
        nie jest tak, że musi wypić. Jakoś ciężko mi w to uwierzyć, bo w tym miesiącu
        parę razy mówił mi i koledze, że nie pije aż do sylwestra. Niestety od tego
        czasu już parę razy pił. Jednego razu gdy wypił z kumplem 5 piw było mu mało i
        namawiał kolegę na flaszkę wódki, kolega odmówił. Wtedy mąż zaczął obdzwaniać
        innych kolegów i szukać chętnego. Dzwonił, mimo iż tego samego dnia mówił, że
        skończyły mu się darmowe minuty na telefon i musi ograniczyć dzwonienie bo znów
        wyskoki rachunek przyjdzie. Koledzy do których dzwonił albo nie odbierali albo
        mu odmawiali. Wtedy zdenerwował się i zaczął mówić mi przykre słowa, typu
        "wkurzasz mnie", "zabrałaś mi wolność" itp.

        > Druga mozliwosc to to, ze on po prostu sie nudzi i nie zna innych
        > form spedzania czasu jak popijanie z kolesiami.
        > Co wy robicie calymi dniami? O czym rozmawiacie?

        Gdy skończy pracę to albo siedzi przed kompem, albo jedziemy do znajomego i
        wtedy z nim pije (zazwyczaj małpkę wódki, albo 3-4 lub 5 piw, czasem 0,5 l
        wódki). Gdy ja zaproponuję np. wspólny spacer to odmawia, że niby zmęczony albo
        nogi bolą itp. Gdy zaproponuję jakiś fajny film odmawia bo mu się nie chce
        oglądać. Ale do kolegi to zawsze ma czas i siłę aby do niego jechać. Ostatnio u
        jego kolegi Michała byliśmy w poniedziałek i wtorek. A w środę mąż zaproponował
        wyjazd do pobliskiego miasta na zakupy. Ucieszyłam się ale nie na długo, bo mąż
        próbował skontaktować się z Michałem i zaproponować mu aby z nami jechał.
        Zaprotestowałam no bo ileż można spędzać czasu z Michałem. Spytałam męża, że
        może tego Michała zaadoptujemy. Mąż się zezłościł, powiedział że go wkurzam
        swoim zachowaniem. Michał nie odbierał telefonów a mąż do niego parę razy
        zadzwonił. Wsiedliśmy do auta i myślałam, że skoro kolega nie odbiera to
        pojedziemy sami. Mąż zamiast obrać drogę prowadzącą do miasta w którym mieliśmy
        zrobić zakupy to skręcił gdzie indziej. Wiadomo gdzie - do Michała.
        Zdenerwowałam się. Gdy mąż utwierdził się, że kolegi nie ma w domu to dopiero
        wtedy pojechaliśmy na te zakupy. Cała drogę milczał. Pytałam go czemu nic nie
        mówi, to stwierdził że jest zmęczony itd. ale wiem, że jakby Michał z nami
        jechał to by mu się buzia nie zamykała.


        > Umiecie wspolnie marzyc i smiac sie? Chodzicie razem na zwykle
        > spacery?

        wspólnie marzyliśmy tuż przed ślubem. Wtedy marzyliśmy o własnym mieszkaniu i o
        dziecku. Teraz jesteśmy 3 lata po ślubie i ani własnego mieszkania ani dziecka.
        Gdy próbuję porozmawiać z mężem odnośnie naszych wspólnych planów to odpowiada
        krótko "nie wiem, może jutra nie dożyję" albo odpowiada "teraz mam 6 lat nauki
        na studiach". A na spacerze byliśmy z 4 tygodnie temu i był to wyproszony 15 min
        spacer po którym mąż stwierdził, że już mi nie obieca spaceru bo nie chce abym
        go trzymała za słowo a po drugie nie chce spacerować bo jest za zimna pora.
        Nawet do kościoła ze mną nie chodzi. W zeszłym roku zaprzestał do niego chodzić.
        Dziś udało mi się go namówić (z okazji świąt) poszedł ale po 15 min stwierdził,
        że musi wyjść bo go nogi bolą, zaproponowałam że może usiądzie na ławeczce -
        odmówił ... no ale jakoś z trudem wytrzymał.

        > Czy oprocz wspolnego gara i lozka nic was nie laczy?

        oprócz tego gara i łóżka łączy nas również wspólne hobby.
        Gdyby było dziecko to ono by nas dodatkowo łączyło ale go nie ma
        • justysialek Re: uyu 29.12.08, 11:42
          biedronka_4 napisała
          > > Czy oprocz wspolnego gara i lozka nic was nie laczy?
          >
          > oprócz tego gara i łóżka łączy nas również wspólne hobby.
          > Gdyby było dziecko to ono by nas dodatkowo łączyło ale go nie ma

          Aaaaaaa!!!!
          Kobieto - was nic nie łączy! Dlatego on się tak miota i pije a czas
          wyraźnie woli spędzać z kolegami. Nie widzisz tego, że on się z Tobą
          nudzi?! Natomiast wobec kolegi zachowuje się tak, jakby z nim miał
          romans!
          Ma zupełnie inne zapatrywania na życie - faktem jest, że nie dorósł
          do takiego związku, jakiego ty chcesz - i może już nie dorośnie, bo
          jest inny niż ty po prostu! Do tego ma problem z alkoholem i agresją
          i zupełnie inne priorytety niż ty!

          Znam kilku takich, jednego nawet mam w rodzinie - jeśli myślisz, że
          on się zmienił, że będzie chciał dziecka - to się grubo mylisz!
          Rozmawialiście o tym w ogóle? Wg mnie to jasne, że on nie chce
          dziecka i życie rodzinne go nudzi, męczy i "zniewala".

          Nie rozumiem tylko po co wychodzić za kogoś, kto tak naprawdę tego
          nie chce, ma inne pragnienia w życiu itd?! Za mąz się wychodzi za
          człowieka, który tego pragnie - SAM! a nie dlatego, że mama mu głowę
          suszy!
          • biedronka_4 Re: uyu 29.12.08, 11:57
            justysialek napisała:
            > Nie rozumiem tylko po co wychodzić za kogoś, kto tak naprawdę tego
            > nie chce, ma inne pragnienia w życiu itd?! Za mąz się wychodzi za
            > człowieka, który tego pragnie - SAM! a nie dlatego, że mama mu głowę
            > suszy!

            Gdy braliśmy ślub było wszystko ok. Mieliśmy wspólne plany. Własny mały domek,
            dzieci itd. To były NASZE plany. Nikt na niego nie naciskał ani nie suszył mu
            głowy. A na pewno nie ja ani jego matka.
            • justysialek Re: uyu 29.12.08, 12:40
              Nikt na niego nie naciskał ani nie suszył mu
              > głowy. A na pewno nie ja ani jego matka.

              Może nie wiesz o czymś? Może ktos mu suszył głowe?
              Inaczej nie rozumiem, czemu facet, który dobrze wie czego chce
              (czyli wódy, kolegów i ogólnie pojmowanej zabawy) i zdaje sobie
              sprawę, że mentalnie jest gó...arzem - postanawia nagle ni stąd ni
              z owąd się oświadczać i żenić, aby potem odgrywać takie szopki.
              • biedronka_4 justysialek 29.12.08, 12:53
                justysialek napisała:
                > Może nie wiesz o czymś? Może ktos mu suszył głowe?
                > Inaczej nie rozumiem, czemu facet, który dobrze wie czego chce
                > (czyli wódy, kolegów i ogólnie pojmowanej zabawy) i zdaje sobie
                > sprawę, że mentalnie jest gó...arzem - postanawia nagle ni stąd ni
                > z owąd się oświadczać i żenić, aby potem odgrywać takie szopki.

                jestem pewna że nikt mu nie suszył głowy, ani nie namawiał do ślubu. Znam jego
                rodzinę, znajomych i jestem pewna że nikt go nie namawiał. A przede wszystkim
                mój mąż jest taką osobą, że jak nie chce to nie i nikt nie jest w stanie go
                namówić.
                Przed ślubem mówił że chce abym była jego żoną, bo mnie kocha i wie, że jestem
                tą jedyną, że chce stabilizacji, chce założyć ze mną rodzinę, mówił że chce
                dzieci, że chce abyśmy dorobili się małego domku. On wszystko zaplanował i mi
                opowiedział o czym marzy, co chce. Ja chciałam dosłownie tego samego. Także
                mieliśmy wspólne plany itd. A dopiero 3 lata po ślubie stwierdził że nie dorósł
                do małżeństwa.
                • uhu_an Re: justysialek 04.01.09, 17:25
                  a moze on mial inne wyobrazenie o malzenstwie. myslal-byc moze w
                  przyplywie chwili- ze warto sie "ustatkowac". Moze jak nikt go nier
                  zmuszal, to moze sam sie do tego zmusil - bo moze uwazal
                  wewnetrznie, ze "tak wypada", skoro tyle sie znacie. moze tez
                  myslal, ze jak wczesniej bylo fajnie to i pozniej tez. a tu klops,
                  jakies zobowiazania, obowiazki, oczekiwania. nie wiem, czy wczesniej
                  mieszkaliscie razem, ale moze czuje sie jak w klatce. Nie twierdze,
                  ze to twoja wina, ze go osaczasz. trudno to pocenic i raczej nie
                  chce tego robic. byc moze sam czuje sie rozczarowany i to mocno i
                  stad ta wóda, koledzy etc.
    • biedronka_4 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 25.12.08, 23:36
      zapomniałam dopisać, że gdy dwóch kolegów z którymi chciał wypić odmówili mu,
      stwierdził że te święta są h...owe. Gdy oskarżył mnie, że mu kumpli zabrałam
      (pisałam o tym w powyższym poście) to dodał z takimi pretensjami, że kiedyś to
      święta spędzał z kumplami a dziś nie ma ich. Tylko, że kiedyś był kawalerem. A w
      2005 r gdy braliśmy ślub zadeklarował, że koniec z dotychczasowym towarzystwem,
      że wreszcie spokojnie siądzie na czterech literach, że najwyższa pora założyć
      rodzinę itd.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 25.12.08, 23:39
      Smutna historia.
      Wiem że ludzie są różni, ale jeśli ktoś wydzwania po wszystkich możliwych
      znajomych żeby się z nimi wódki w święta napić to nie widzę wielkich szans na
      coś lepszego w przyszłości.
      • biedronka_4 g.r.a.f.z.e.r.o 26.12.08, 00:08
        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

        > Smutna historia.
        > Wiem że ludzie są różni, ale jeśli ktoś wydzwania po wszystkich możliwych
        > znajomych żeby się z nimi wódki w święta napić to nie widzę wielkich szans na
        > coś lepszego w przyszłości.

        dla mnie to bardzo smutne. Po prostu nie mogłam uwierzyć własnym uszom i oczom,
        gdy mój mąż prowadził auto i jednocześnie obdzwaniał kolegów by spytać który z
        nim wypije. I ta jego złość gdy nie było żadnego chętnego i obwinianie mnie za
        to, że ja mu kumpli odebrałam, że zabrałam mu wolność bo kilka lat wstecz z
        kumplami spędzał święta a teraz nie ma nawet z kim wypić. Po prostu nie
        dowierzała, że mój mąż może coś takiego mi powiedzieć. A najbardziej zszokowało
        mnie to jego wydzwanianie po kolegach tylko po to aby znaleźć chętnego do
        flaszki. Patrzyłam na niego i nie dowierzałam, że to mój mąż.
        • seth.destructor Re: g.r.a.f.z.e.r.o 27.12.08, 02:31
          Nie wiem, co was łączy, ale cienko to widzę. Ty piszesz, że jesteś
          emocjonalnie związana z ojcem, a twój mąż z kolegami. Facet pije, bo
          nie ma z kim pogadać i to desperacko (sam mógłby sobie kupić piwo i
          oglądać mezcze na kompie). On szukał towarzystwa, bo w tobie go nie
          miał.
          A co do zabraniania się spotykania z kimkolwiek to nie masz
          najmniejszego prawa do tego.
          • rosa_de_vratislavia Re: g.r.a.f.z.e.r.o 27.12.08, 09:39
            seth.destructor napisał:

            > Facet pije, bo
            > nie ma z kim pogadać. On szukał towarzystwa, bo w tobie go nie
            > miał.

            Mistrzostwo świata w usprawiedliwianiu picia.
        • uhu_an Re: g.r.a.f.z.e.r.o 04.01.09, 17:28
          moze on nie potrafi poradzic sobie ze strata, w postaci-
          beztroskiego zycia? byli koledzy, dziewczyna, imprezy bylo fajnie. a
          teraz- mąż, żona, nie daj Boze dziecko. ale on nie widzi, ze moze ci
          dawni koledzy juz nie sa ci sami co kiedys. maja ten czas za soba i
          tez sie ustatkowali i moze to akceptuja ze wszelkimi zaletami i
          wadami, a twoj mąż nie. to nie twoja wina, ze koledzy nie chca sie
          napic i sama o tym doskonale wiesz. to on czuje strate, ze cos
          minelo bezpowrotnie.
    • fergie18 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 25.12.08, 23:54
      trzeba było się spytać czemu z Tobą nie chce się napić
      • biedronka_4 fergie18 26.12.08, 00:10
        fergie18 napisała:

        > trzeba było się spytać czemu z Tobą nie chce się napić

        kiedyś gdy miał ochotę na piwo i dzwonił do kumpla z pytaniem czy wypije z nim a
        kolega mu odmówił to zaproponowałam, że z chęcią wybiorę się z nim do baru na
        piwko. Wtedy mąż odpowiedział, że z żoną nie będzie pił bo wtedy byłaby to
        patologia w rodzinie.
    • saksalainen Myślę że zazdrości Ci rodziny 25.12.08, 23:55
      Jest sfrustrowany że sam nie ma dobrego kontaktu z rodzicami. Kumple to jakaś namiastka... która może czasem pomaga, ale na święta akurat nie, bo święta większość ludzi spędza z rodziną.
      • biedronka_4 saksalainen 26.12.08, 00:23
        saksalainen napisał:

        > Jest sfrustrowany że sam nie ma dobrego kontaktu z rodzicami. Kumple to jakaś n
        > amiastka... która może czasem pomaga, ale na święta akurat nie, bo święta więks
        > zość ludzi spędza z rodziną.

        myślę, że nie chodzi o to iż zazdrości mi rodziny. Z nim coś się dzieje. Zmienił
        się nie do poznania. Stał się wulgarny a momentami wręcz chamski. Zaczął bardzo
        przeklinać i używać głupich zboczonych odzywek np. gdy widzi w telewizji scenę
        gdy całują się to komentuje "o zaraz będzie ją walił" albo gdy dzwoni do kolegi
        to na końcu rozmowy mówi aby potargał sobie "ogonek" (wiadomo o co chodzi) albo
        jak spotka kumpla to bez skrępowania pyta się go nawet przy mnie czy był u panny
        i sobie z krzyża spuścił (czyli czy uprawiał z nią seks) albo proponuje że może
        podwieźć go do panny aby sobie pociupciał. Gdy jesteśmy w barze i ten kolega
        zerka na laski (jest kawalerem) i np. kolega mówi o jakieś tam dziewczynie przy
        kości to mąż daje komentarz "wypijesz trochę i siądziesz na nią, worek załóż jej
        na łeb i wal ją za ojczyznę" ... albo ma głupie teksty typu "jak 100 h...i" albo
        "stoi jak h..." itp. Taki i podobnych tekstów ma masę. Mój mąż nigdy tak się nie
        zachowywał. Mnie jako jego żonie to naprawdę jest okropne słyszeć coś takiego z
        jego ust. Podle się wtedy czuję. Zwracałam mu o to uwagę i to nie raz, prosiłam
        abym tak nie mówił. On widział, że mnie to złości. Przepraszał i obiecał, że
        koniec głupich odzywek ... ale gdzie tam dalej mówi. Czasem robi to specjalnie
        tylko po to aby mnie z równowagi wyprowadzić.
        • saksalainen Jezeli tak, to 26.12.08, 14:12
          ...może powinien iść do lekarza...

          Taka nagła zmiana osobowości może mieć przyczyny organiczne...

          Albo wpływ jakichś substancji? Czy jest narażony na działanie jakichś trucizn w pracy?

          A może stres którego przedtem nie było (zmiana sytuacji zawodowej)? Jakaś przyczyna musi być, sam z siebie nie mógł się tak zmienić.
          • biedronka_4 saksalainen 26.12.08, 17:24
            saksalainen napisał:
            > Czy jest narażony na działanie jakichś trucizn w pracy?

            zdecydowanie nie.

            > A może stres którego przedtem nie było (zmiana sytuacji zawodowej)? Jakaś przyc
            > zyna musi być, sam z siebie nie mógł się tak zmienić.

            prowadzi własną jednoosobową działalność gospodarczą. Pomagam mu w pracy.
            Powinien się z tego cieszyć bo praca przynosi mu duże zyski. Dodam, że nie ma
            żadnych stresów związanych z sytuacją zawodową. Jego działalność bez problemów
            działa i dobrze prosperuje.

        • justysialek Re: saksalainen 29.12.08, 11:47
          biedronka_4 napisała:
          Z nim coś się dzieje. Zmieni
          > ł
          > się nie do poznania. Stał się wulgarny a momentami wręcz chamski.
          Zaczął bardzo
          > przeklinać i używać głupich zboczonych odzywek

          IMO on się nie zmienił, tylko pokazał ci swoją prawdziwą twarz! Z
          kilku powodów: czuje sie już pewien ciebie, nie boi się, że go
          zostawisz itd, głód alkoholowy jak i sam alkohol popuszcza hamulce.
    • prom_do_szwecji Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 26.12.08, 00:00
      moze ma chwile wolnego i chciałby pobalować. Nie wszyscy lubia
      przesiadywanie w świeta w gronie rodzinnym. Ja spędziłam dziś w taki
      sposób 8 godzin. Wyjśc nie mogłam, bo goscie byli u nas. Miło było,
      ale miałam dość. Moze tez go męczy?
      A zły jest, bo chciał sie w świeta zabawić, a nie było z kim. Chyba,
      że on tak regularnie popija. A wtedy to inna historia
      • uyu Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 26.12.08, 00:29
        prom,
        to juz zaszlo o wiele dalej. Chopak sam nie wie czego chce, a rczej
        wie, ze jedyne czego chce to napic sie z kolegami.

        biedronko,
        w tym wypadku nie liczylabym na to, ze dziecko stworzy nowe wiezy.
        Obawiam sie, ze stanie sie wrecz odwrotnie.
        Wiesz, jestem prawie cwierc wieku po slubie a wciaz mamy sobie cos
        do powiedzenia, wciaz umiemy sie wspolnie smiac i wciaz mamy nowe
        wspolne plany. I wszystko to przy skrajnie roznych charakterach i
        osobowosciach.
        Mloda jestes, przemysl wszystko i zastanow sie czy naprawde chcesz
        do konca zycia walczyc o meza z kolegami, z alkoholem lub innymi
        upodobaniami w ktorych nie ma miejsca dla ciebie ani dla dziecka.
        • biedronka_4 uyu 26.12.08, 00:43
          uyu napisała:
          > w tym wypadku nie liczylabym na to, ze dziecko stworzy nowe wiezy.
          > Obawiam sie, ze stanie sie wrecz odwrotnie.

          zdaję sobie z tego sprawę.
          Dziecko to moje marzenie ale niestety w obecnej sytuacji muszę z niego
          zrezygnować. A po drugie mój mąż uważa abym czasem nie zaszła w ciążę. Zawsze
          pyta mnie czy mam dni płodne, jak wie że nie mam to chce seksu bez
          zabezpieczenia a gdy mam dni płodne to zabezpiecza się (ja nie stosuję żadnej
          antykoncepcji tylko on prezerwatyw). Parę razy było tak, że gdy zaczęliśmy
          kochać się bez zabezpieczenia i powiedziałam mu, że ma dni płodne to natychmiast
          wychodził ze mnie i zakładał prezerwatywę. Spytałam się czego się boi,
          odpowiedział że nie chce abym zaszła w ciąże bo wtedy byłaby dla niego kaplica.
          Nie wiem co miał dokładnie na myśli bo nie chciał dłużej o tym rozmawiać. A co
          najciekawsze to to, że jak byliśmy parą chłopak/dziewczyna to rzadko kiedy
          stosowaliśmy zabezpieczenie (w dni płodne uprawialiśmy tzw. stosunek
          przerywany). A teraz gdy jesteśmy mąż/żona praktycznie za każdym razem on
          stosuje zabezpieczenie. Gdy mam dni płodne według niego musowo musi być gumka -
          nie ma mowy o stosunku przerywanym. I jak to tłumaczyć? Gdy byłam jego
          dziewczyną nie bał się ewentualnej ciąży (wręcz nie chciał się zabezpieczać) a
          teraz non stop gumki
      • biedronka_4 prom_do_szwecji 26.12.08, 00:34
        > A zły jest, bo chciał sie w świeta zabawić, a nie było z kim. Chyba,
        > że on tak regularnie popija. A wtedy to inna historia


        ostatnio dość często zdarza mu się popijać. Raz więcej raz mniej.
        Na spacer nie ma ochoty ale jechać do kumpla na piwko zawsze ma chęć.
        Do 13.30 spał - gdy wstał zjadł - musiałam go namawiać aby zechciał iść do
        kościoła, po kościele namawiałam go na odwiedziny u mojego taty, tam usiedział 2
        godzinki, gdy wracaliśmy do naszej miejscowości po drodze obdzwaniał kumpli
        szukając chętnego do wypicia a jak nie znalazł wkurzył się i mnie obwinił, że to
        moja wina. Gdy zajechaliśmy do domu zjadł kolację i położył się, bo stwierdził
        że nie ma co robić i woli spać. A dla mnie dalej był nie miły.


        A co do jego zabawiania się to nie powinien narzekać. Studiuje zaocznie i na
        weekendy wyjeżdża do pobliskiego miasta tam wynajmuje mieszkanie z paroma
        kumplami. Koledzy lubią popić i on razem z nimi. Także co sobotę upija się z
        nimi. Przyznał się, że nawet z nimi był na dyskotece i opowiadał, że parę
        panienek tańczyło w bieliźnie i że powinnam się, że mnie nie zdradził. On gdy ma
        zjazdy to fajnie się tam bawi. Z soboty na niedzielę ma imprezy z kumplami. A na
        drugi dzień albo nie idzie na wykłady albo idzie śmierdzący alkoholem. A co
        najgorsze w takim stanie wraca ok 60 km samochodem do domu!!!
    • eastern-strix on jest uzalezniony... 26.12.08, 00:29
      ...
      po pierwsze, to nieladnie dwonic po 10 razy do znajomych,zeby z nimi pic. Ja
      mieszkam w Anglii,maz jest Anglikiem, tutaj wiezy rodzinne nie sa tak silne i
      sporo osob spedza swieta ze znajomymi,ale i tak nie wypada dzwonic do nikogo,
      chyba zeby szybko zlozyc zyczenia. Chyba,ze sie cos zaplanowalo wczesniej. Wiec
      w Polsce, gdzie swieta sa czasem typowo rodzinnym, nie wypada tym bardziej.

      Tylko TY z nim nie zacznij pic,bo sie wspoluzaleznisz. To najgorsze i
      najczestsze - kobieta zaczyna pic z mezem,zeby on tylko nigdzie nie lazil.

      Martwi mnie,ze Twoj maz obarcza Cie wina - musisz miec anielska cierpliwosc.
      Powiem Ci,ze to typowe dla alkoholikow (moj ojczym taki byl) - nigdy nie widza
      swojej winy i zawsze ktos inny albo ich sporowokowal,albo rozczarowal itp. I oni
      po prostu musza sie napic ;)

      Meza na terapie a jak nie chce,to separacja od loza i stolu. Bedzie buczal,ale
      trudno. Albo z kims pogada o swoim problemie (tzn. z fachowcem) albo niech nie
      wymaga,ze Ty bedziesz wiecznie nadstawiala karku.
      • biedronka_4 eastern-strix 26.12.08, 00:50
        eastern-strix napisała:

        > Tylko TY z nim nie zacznij pic,bo sie wspoluzaleznisz. To najgorsze i
        > najczestsze - kobieta zaczyna pic z mezem,zeby on tylko nigdzie nie lazil.

        to jest WYKLUCZONE. Owszem wcześniej w towarzystwie lubiłam wypić ok 2-3 piwka
        ... ale teraz jak widzę jak mój mąż pije to wręcz dostałam wstrętu do alkoholu.


        > Martwi mnie,ze Twoj maz obarcza Cie wina - musisz miec anielska cierpliwosc.

        ja sama się sobie dziwię skąd we mnie tyle cierpliwości. Moja koleżanka ostatnio
        stwierdziła, że mnie podziwia bo ona na moim miejscu już dawno by odeszła.

        > Meza na terapie a jak nie chce,to separacja od loza i stolu. Bedzie buczal,ale
        > trudno. Albo z kims pogada o swoim problemie (tzn. z fachowcem) albo niech nie
        > wymaga,ze Ty bedziesz wiecznie nadstawiala karku.

        problem w tym, że on nie chce iść do specjalisty. Ostatnio zaproponowałam mu
        wspólną psychoterapię. Na początku się zgodził ale na drugi dzień stwierdził, że
        szkoda czasu i pieniędzy. Stwierdził, że on nie ma żadnego problemu, że z nim
        jest wszystko ok ale za to według niego to ja powinnam iść do psychiatry.
        • marzeka1 Re: Źle wygląda 26.12.08, 13:50
          Przeczytałam wątek- niedobrze to wygląda, jeszcze gorzej rokuje na przyszłośc. W twoim wypadku chyba bałabym się w ogóle myśleć o dziecku z kimś takim,dziecko nie tylko waszego problemu nie roziwąze, a raczej- nasili.
          Masz w domu człowieka uzaleznionego, poza tym, znasz pijaka,narkomana czy innego uzależnionego, który przyzna,że ma problem??? Bo przyznanie się, że problem jest , to poczatek, możliwość uleczenia. Obawiam się, że będzie tylko gorzej, chociaż wolałabym się mylić.
    • rosa_de_vratislavia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 26.12.08, 13:58
      biedronka_4 napisała:

      Biedronko,
      Przeczytałam cały wątek bardzo uważnie i nawet posprzątałąm ze
      stołu,zanim siadłam od odpowiedzi.
      Łatwo na forum pisać "rzuć go", "uciekaj", "to pijak", "nie zmieni
      się".
      Tym razem jednak z całą odpowiedzialnością za słowa napiszę:
      ODEJDŹ.
      Po prostu.
      Jesteście jeszcze młodzi. Na pewno ułożysz sobie życie.
      Dobrze się zabezpieczaj,żebyś nie zaszłą przedtemw ciążę, bo dziecko
      dodatkowo was rozdzieli: będą kolki, nieprzespane noce i pretensje
      męża,że sama tego chciałaś,że rodzina go ogranicza,że przez dziecko
      nie wyjdzie do kolegów.
      Na 100% ten pan jest infantylny, niedojrzały i nie nadaje się do
      życia rodzinnego.
      Z wiekeim raczej nie dojrzeje.
      Już wini Cię za swoje niepowodzenia, wyżywa się, złości...nie
      będziesz miałą w nim oparcia. Będziesz drżeć, kiedy wróci do domu,
      czy nie zwyzywa Cię przy rodzinie. Będziesz błągac o spacer z
      dzieckiem, o chwilę zainteresowania.
      Dlatego poważnie przemyś rozstanie.
      Na razie NIC was nie łączy, bo o miłościz jego strony nie można
      mówić,a Twoja frustracja pewnie też narasta od dłuższego czasu.
      Święta tylko przelały czarę goryczy.
      • biedronka_4 rosa_de_vratislavia 26.12.08, 17:19
        rosa_de_vratislavia napisała:
        > Łatwo na forum pisać "rzuć go", "uciekaj", "to pijak", "nie zmieni
        > się".

        masz rację łatwej powiedzieć niż zrobić. Właśnie odczuwam to na własnej skórze.

        > Na 100% ten pan jest infantylny, niedojrzały i nie nadaje się do
        > życia rodzinnego.

        on sam ostatnio przyznał, że jest głupi i że nie dorósł do małżeństwa

    • artystka123 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 26.12.08, 14:19
      Jak dla mnie sytuacja wygląda naprawdę bardzo źle.
      Mąż po pierwsze ma chyba poważny problem z alkoholem, akurat w okresie świąt
      miał tak silne ciśnienie na wódkę, że nie był w stanie racjonalnie się
      zachowywać i opanować swoich odruchów. Być może koledzy wcześniej niż ty
      zorientowali się, że mąż ma problem i dlatego go unikają. (Dla mnie znajomy,
      który w święta wydzwania do mnie po kilkanaście razy, prześladuje moją rodzinę -
      vide dzwonienie do matki i wypytywanie się gdzie jest jej syn, a nawet podjeżdża
      pod mój dom, żeby skontrolować czy aby na pewno mnie nie ma byłby dla mnie
      skreślony jako niebezpieczny maniak..., zwłaszcza jak motywem jego zachowania
      jest alkohol).
      Po drugie mąż wygląda mi na niedojrzałą osobę, która decyzję o ślubie podjęła
      pochopnie i zupełnie nie dorosła do założenia rodziny, pomimo tego, co wcześniej
      deklarował. Zastanów się czy aby nie było tak, że częściowo zmusiłaś go do
      małżeństwa poprzez prośby czy naciski - być może to Tobie bardziej zależało na
      sformalizowaniu Waszego związku i on czuł się przez Ciebie zmuszony do podjęcia
      tego kroku, pomimo, że zupełnie tego nie chciał.
      W każdym razie mąż chyba dusi się w Waszym związku, jest rozczarowany tym, że
      zamiast spędzać czas po kawalersku - pijąc z kolegami, ma jakieś zobowiązania
      rodzinne, że decyzje musi konsultować z Tobą, a nawet podporządkowywać się
      czasem Twoim decyzjom i prośbom (zakaz spotykania się z kolegami - narkomanami).
      W mężu wyraźnie wzrasta agresja w stosunku do Ciebie i tego małżeństwa - obwinia
      Cię o to, że przez Ciebie stracił kumpli, można to odebrać ogólnie, że mu
      niszczysz życie (zabierasz przyjaciół, przez Ciebie nie może robić, tego co lubi
      etc...).

      Dziecko mąż postrzega jako najgorsze zło, które mogłoby go spotkać w tej
      sytuacji ("kaplica"), ponieważ byłoby przypieczętowaniem Waszego małżeństwa, w
      którym źle się czuje , być może myśli o rozstaniu i powrocie do kawalerskiego
      życia z kolegami, a dziecko zupełnie pokrzyżowałoby mu te plany (to takie moje
      tylko przypuszczenia).

      Najbardziej szkoda mi w tej sytuacji Ciebie, bo marzysz o dziecku i pełnej
      rodzinie, a z tym mężczyzną,w tej sytuacji jest to kompletnie niemożliwe.
      Szczerze mówiąc nie za bardzo widzę rozwiązanie sytuacji - Twój mąż jest
      nastawiony wrogo do Ciebie i prawdopodobnie też do Waszego małżeństwa i
      rodzinnego życia, które odcięło go od wcześniejszego trybu życia, który bardziej
      mu odpowiadał, zatem nie sądzę, żeby dla Was chciał poddać się terapii swojego
      uzależnienia. Dla niego łatwiej będzie wrócić do starych przyzwyczajeń i
      ukochanych kolegów niż przyznać się do problemu.

      Szczerze mówiąc to sytuacja wygląda na tyle źle, że wydaje mi się, że w
      niedalekiej przyszłości jedynym rozwiązaniem będzie rozstanie z tym człowiekiem.
      Najgorsze dla kobiety jest jak "zestarzeje" się u boku nieodpowiedniego faceta,
      bo potem może okazać się, że znalezienie odpowiedniego partnera jest dużo
      trudniejsze, a późne macierzyństwo też nie jest tym, czego można życzyć osobie,
      która tak jak ty marzy o dziecku ( może nawet o większej ilości dzieci).

      Współczuję:(
      • biedronka_4 artystka123 26.12.08, 17:39
        > Być może koledzy wcześniej niż ty zorientowali się, że
        > mąż ma problem i dlatego go unikają.

        przyznam szczerze, że jednego kolegę (z którym mąż najczęściej się widuje i z
        nim piwkuje) poprosiłam aby mu odmawiał wspólnego picia. Kolega sam stwierdził,
        że mój mąż przesadza. Żona kolegi męża powiedziała mi, że jak jej mąż będzie
        widywał się z moim i będzie wracał jej pijany do domu to zabroni mu kontaktu z
        moim mężem. Powiedziała mi wprost, że mój mąż ma zły wpływ na jej męża.
        Dziewczyna kolegi mojego męża również zabroniła swojemu chłopakowi picie z moim.
        Moja koleżanka też nie chce puszczać swojego męża do baru z moim. Myślałam, że
        te powyższe sytuacje dadzą mojemu M. do myślenia ale on stwierdził, że te 3
        dziewczyny to głupie cipy i tyle.

        > Zastanów się czy aby nie było tak, że częściowo zmusiłaś go do
        > małżeństwa poprzez prośby czy naciski - być może to Tobie bardziej zależało na
        > sformalizowaniu Waszego związku i on czuł się przez Ciebie zmuszony do podjęcia
        > tego kroku, pomimo, że zupełnie tego nie chciał.

        ani nie zmuszałam ani nie naciskałam na małżeństwo. Mąż sam z siebie
        zaproponował że pobierzemy się zaraz po tym jak skończę studia. Pewnego dnia
        przyjechał do mnie i zaproponował wyjazd do pobliskiego miasta na zakupy.
        Zgodziłam się i dopiero na miejscu dowiedziałam się że celem naszego wyjazdu
        było kupno pierścionka zaręczynowego. Także ja naprawdę ani nie nalegałam ani
        nie naciskałam na ślub. Mąż sam wyznaczył datę zaręczyn a ja się zgodziłam. Gdy
        zaręczaliśmy się powiedział do mnie i jednocześnie do mojego taty, że jesteśmy z
        sobą kilka lat, kocha mnie, że czuje iż najwyższa pora na ślub i że
        wystarczająco się wyszalał i chce stabilizacji, małżeństwa.

        > W mężu wyraźnie wzrasta agresja w stosunku do Ciebie i tego małżeństwa - obwini
        > a
        > Cię o to, że przez Ciebie stracił kumpli, można to odebrać ogólnie, że mu
        > niszczysz życie (zabierasz przyjaciół, przez Ciebie nie może robić, tego co lub
        > i
        > etc...).

        wiem, że narasta w nim agresja. Ale jakich ja mu przyjaciół zabrałam? to nie
        jest odpowiednie towarzystwo, mają na niego negatywny wpływ.

        > Dziecko mąż postrzega jako najgorsze zło, które mogłoby go spotkać w tej
        > sytuacji ("kaplica"), ponieważ byłoby przypieczętowaniem Waszego małżeństwa, w
        > którym źle się czuje , być może myśli o rozstaniu i powrocie do kawalerskiego
        > życia z kolegami, a dziecko zupełnie pokrzyżowałoby mu te plany (to takie moje
        > tylko przypuszczenia).

        ostatnio powiedział, że nigdy mi nie pozwoli odejść, że nigdy nie da mi rozwodu
        ... bo twierdzi, że mnie kocha i że chce być ze mną, ale przez własną głupotę
        zachowuje się jak cham, przez co mnie rani. Niby zdaje sobie sprawę z tego co
        robi, ale jakoś nie przeciwdziała temu na dłuższą metę.

        > Najbardziej szkoda mi w tej sytuacji Ciebie, bo marzysz o dziecku i pełnej
        > rodzinie, a z tym mężczyzną,w tej sytuacji jest to kompletnie niemożliwe.

        tak bardzo ale to bardzo marzę o dziecku. Gdy widzę moje koleżanki w ciąży albo
        ze swoimi pociechami to łezka w oku staje i jest mi potwornie przykro, zwłaszcza
        wtedy gdy znajomi i rodzina pytają kiedy nasza kolej na dziecko. Wtedy zmuszona
        jestem kłamać, że może za rok jak pracę dostanę itp. bajeczki.





        • rosa_de_vratislavia Re: artystka123 26.12.08, 18:37
          biedronka_4 napisała:

          > ostatnio powiedział, że nigdy mi nie pozwoli odejść, że nigdy nie
          >da mi rozwodu

          Przepraszam, ale polskie prawo nie przewiduje "dawania rozwodu".
          Wystarczy,że jedna ze stron złoży pozew o rozwód. Jeśli sąd uzna,że
          są podstawy, by pozew rozpatrzyć pozytywnie - SĄD ROZWODZI.
          Twój mąż zostaje "rozwiedziony", nawet jeśli tego nie chce.
          • biedronka_4 rosa_de_vratislavia 27.12.08, 14:22
            rosa_de_vratislavia napisała:
            > Przepraszam, ale polskie prawo nie przewiduje "dawania rozwodu".
            > Wystarczy,że jedna ze stron złoży pozew o rozwód. Jeśli sąd uzna,że
            > są podstawy, by pozew rozpatrzyć pozytywnie - SĄD ROZWODZI.
            > Twój mąż zostaje "rozwiedziony", nawet jeśli tego nie chce.

            widocznie mój mąż uważa, że rozwód jest wtedy kiedy dwie strony chcą a nie
            jedna. Jakiś czas temu po pijaku powiedział, że jak odejdę to nikt mnie już nie
            będzie miał, skoro nie będę jego to nie będę już nikogo - nie wiem co miał na
            myśli mówiąc to - nie wnikałam bo pijanego nie ma co słuchać ani co z nim
            dyskutować.
            Ostatnio teściowa stwierdziła, że on po prostu, po:
            1. jest mnie w 100% pewien, że nie odejdę
            2. on zdaje sobie świetnie sprawę, że póki co jestem od niego
            finansowo uzależniona (obecnie jestem bezrobotna)
            i to mu daje pewność, pewną przewagę. Ja jestem tego samego zdania co teściowa.
            Gdy pracowałam sytuacja wyglądała zupełnie inaczej (lepiej)
            • eastern-strix !!!dziewczyno,on jest niebezpieczny!!! 01.01.09, 12:12
              taka gadka moja droga to wstep do przemocy - on Ci zwyczajnie grozil, ze jesli
              odejdziesz,to Cie zabije- oto,co oznacza,ze nikt inny Cie nie bedzie mial.
              Mysli,ze sie przestraszysz i zostaniesz.

              ODEJDZ JAK NAJSZYBCIEJ, im dalej w las tym wiecej drzew-bedzie tylko gorzej.

              I poszukaj terapii dla ofiar przemocy,bo widze,ze emocjonalnej przemocy jest w
              Waszym zwiazku sporo, po jego stronie.

              Nie pozwol,zeby zycie przecieklo Ci przez palce tylko dlatego,ze zwiazalas sie z
              nieodpowiednim facetem. Zycie jest jedno - przezyj je!

              Idz na niebieskalinia.pl albo cos.

              Ja pracowalam z ofiarami przemocy domowej, jak chcesz napisz do mnie na
              skrzynke, napisze Ci,co robic,zeby uniknac atakow po odejsciu.
              Generalna zasada jest taka: zabierasz wszystko,co chcesz (ZADNEGO WRACANIA PO
              RZECZY,TOSIE ZLE KONCZY), opuszczasz dom pod nieobecnosc meza, zatrzymujesz sie
              gdzies,gdzie on Cie nie znajdzie i tyle. Albo u rodziny. I zadnych kontaktow.
              Koles bedzie do rany przyloz,bo w koncu dojdzie do niego, co s*ieprzyl, ale
              jesli wrocisz,to on Cie pewnego dnia 'ukarze' za Twoja samowole.
    • saksalainen Przeczytalem cale 26.12.08, 14:29
      ...i zgodzę się z tym co juz kilka osób napisało:

      Wygląda na to że wasz związek nie ma przyszłości. Nie wiem czy on jest alkoholikiem (dużo na to wskazuje), ale z pewnością ma inne wyobrażenie o życiu niż Ty.

      Być może, kiedy powiesz mu ze chcesz się rozwieść, jeszcze się opamięta. Ale nie licz na to. Raczej pogódź się z tym że to nie jest właściwy partner dla Ciebie.
    • obrotowy Czy to tak trudno dogadac sie w Swieta? 26.12.08, 15:00
      Gdy jedna osoba chce jechac do swojej rodziny - a druga nie ma na
      to ochoty? - to sytuacja standardowa omalze...

      Pozoruje sie dyplomatycznie chorobe (bol glowy , zoladka itd...)
      i maz zotaje w domu, a zona jedzie sama. I po klopocie :)
    • barshtchu Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 26.12.08, 19:15
      Wygląda na to, że testujesz teraz zabawę pt. "jak wygląda nieudany
      związek od środka". Jak ci się znudzi, to może spróbuj przetestować
      jakąś inną (mniej wyczerpującą psychicznie).
    • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 01:51
      Masz męża alkoholika. Zmiany zachowania mogą być spowodowane piciem. Długi ma staż? Pił zanim się poznaliście?
      Chcesz mieć dzieci? Z nim? Wejdź na bloga z mojego podpisu, może załapiesz co tym dzieciom szykujesz.

      A współuzależnienie nie polega na tym, że partner/ka osoby
      uzależnionej zaczynasama pić, żeby utrzymać osobę chorą w domu.

      Polecam artykuł tnij.org/clc1

      Podejrzewam, że już zaczynasz w to wpadać.
      • biedronka_4 pielgrzym_dnia_wczorajszego 27.12.08, 15:28
        pielgrzym_dnia_wczorajszego napisa
        > Zmiany zachowania mogą być spowodowane piciem. Długi ma staż?
        > Pił zanim się poznaliście?

        ogólnie jesteśmy razem prawie 10 lat w tym nie co ponad 3 lata jesteśmy
        małżeństwem (zanim wzięliśmy ślub mieszkaliśmy z sobą przez rok czasu). W
        trakcie tego roku co mieszkaliśmy razem nigdy nie wychodził sam z kumplami do
        baru, jak coś to zapraszaliśmy znajomych do nas. Jego zachowanie wtedy było ok.
        Pił raz na jakiś czas i zawsze umiał się zachować po alkoholu - czyli był
        spokojny. Zanim wzięliśmy ślub byliśmy z sobą prawie 7 lat i NIGDY nie użył
        żadnego wulgarnego słowa w stosunku do mnie. Wszystko zmieniło się jak po ślubie
        zamieszkaliśmy z jego rodzicami. Jego tata był alkoholikiem teraz nie pije bo ma
        problemy zdrowotne. Wylew zmienił jego psychikę stał się upierdliwi i przykry, w
        tym znaczeniu że strasznie nam wszystkim ubliża (mi, mężowi i teściowej).

        > Chcesz mieć dzieci? Z nim? Wejdź na bloga z mojego podpisu, może załapiesz co t
        > ym dzieciom szykujesz.

        We wcześniejszym poście pisałam, że posiadanie dzieci to moje największe
        marzenie ale w obecnej sytuacji zrezygnowałam z tego marzenia ... bo doskonale
        sobie zdaję sprawę z powagi sytuacji. A po drugie nie mam zamiaru
        eksperymentować za pomocą dziecka, sprawdzać czy jak zajdę w ciąże to mąż się
        zmieni.

        > A współuzależnienie nie polega na tym, że partner/ka osoby
        > uzależnionej zaczyna sama pić, żeby utrzymać osobę chorą w domu.

        o tym też już pisałam ... ale jeszcze raz powtórzę. Otóż kiedyś lubiłam wypić w
        towarzystwie parę piw (3-4 max) ale teraz mam wstręt do alkoholu. Teraz dla mnie
        wypicie 1 piwa to max.
        • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: pielgrzym_dnia_wczorajszego 27.12.08, 15:42
          I ja powtórzę - współuzależnienie TO NIE JEST uzależnienie od alkoholu. To stopniowa utrata kontroli nad własnymi myślami i czynami prowadząca do tego, że życie osoby współuzależnionej kręci się tylko wokół nałogu uzależnionego partnera.
          Naprawdę - przeczytaj ten artykuł.
      • eastern-strix Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 01.01.09, 14:34
        czasami jednak polega. nie pisalam,ze tylko tak to wyglada.
        widac,ze autorka watku juz jest zagrozona wspoluzaleznieniem,bo np. pisze,ze
        zabronila mezowi kontaktow z kolegami,bo maja na niego zly wplyw (czyli,ze to
        'inni' sa winni a ona sie o meza zwyczajnie troszczy). Natomiast z Jej
        pozniejszego postu wynika, ze to 'inni' widza w jej mezu zagrozenie
        (koledzy,ktorzy sami zauwazyli,ze 'maz przesadza')

        Coz, biedronko, naprawde, nie wyglada to dobrze. Im szybciej to przemyslisz, tym
        lepiej. Zycze sily.
    • triss_merigold6 ROTFL, zdziwiona? 27.12.08, 09:48
      Masz w charakterze męża podręcznikowego alkoholika. Nie, nie zmieni
      się albowiem mu z tym fajnie.
      Rzuć go w cholerę.
    • panismok Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 10:16
      O problemie z alkoholem nie będę pisać, temat wyczerpano wcześniej.Jak inne kobiety obawiają się, ze Twój mąż zmierza do alkoholizmu, to bądź uprzejma tego posłuchać - bo na razie traktujesz je jak Twój mąż, tzn. "głupie cipy", które sobie coś wyobrażają...

      Nie wiem, jakie hobby Was łączy... Chyba Święta i wolne to dobra okazja, żeby to hobby razem pouprawiać, nie?

      A, i piszesz, jak bardzo chcesz mieć dziecko. Ale, na litość, nie miej go z TAKIM facetem! Naprawdę, chcesz dziecku sprezentować takiego ojca? Który będzie od niego wolał kumpli i picie, tak jak teraz woli te rozrywki od Ciebie?
      Sama możesz być masochistką do woli - ale dziecku nie funduj takiej rodziny.

      A, i znajdź sobie odrębna pracę, zamiast pomagać mężowi w interesach. Zobaczysz, opłaci się.

      Pozdrawiam


      • biedronka_4 panismok 28.12.08, 11:17
        panismok napisała:
        > O problemie z alkoholem nie będę pisać, temat wyczerpano wcześniej.Jak inne kob
        > iety obawiają się, ze Twój mąż zmierza do alkoholizmu, to bądź uprzejma tego po
        > słuchać - bo na razie traktujesz je jak Twój mąż, tzn. "głupie cipy", które sob
        > ie coś wyobrażają...

        jak widzisz dokładnie czytam każdy post i odpisuję. I nie oskarżaj mnie, że
        dziewczyny które wypowiadają w kwestii mojego problemu traktuję jako "głupie
        cipy" bo to nie prawda ... bo gdyby prawdą było to o co mnie oskarżasz to nie
        napisałabym na forum.

        > Nie wiem, jakie hobby Was łączy... Chyba Święta i wolne to dobra okazja, żeby t
        > o hobby razem pouprawiać, nie?
        >
        > A, i piszesz, jak bardzo chcesz mieć dziecko. Ale, na litość, nie miej go z TAK
        > IM facetem! Naprawdę, chcesz dziecku sprezentować takiego ojca? Który będzie od
        > niego wolał kumpli i picie, tak jak teraz woli te rozrywki od Ciebie?
        > Sama możesz być masochistką do woli - ale dziecku nie funduj takiej rodzin

        w tym momencie to ja mogę Ci napisać "bądź uprzejma" czytać uważnie moje posty
        nim się wypowiesz. Zwłaszcza, że bezpodstawnie oskarżasz mnie. W kwestii
        wspólnego hobby i dzieci już pisałam. Owszem napisałam, że moim marzeniem jest
        dziecko ale nie napisałam, że będę je mieć z nim! Wręcz przeciwnie napisałam, że
        w obecnej sytuacji zrezygnowałam z dziecka.
        • panismok Re: panismok 28.12.08, 12:39
          Co do Twojej chęci posiadania dziecka, obawiam się, że po prostu nie wytrzymasz,
          a widać, choćby po tym Twoim tekście, że Cię bardzo "ciśnie" instynkt macierzyński:

          "tak bardzo ale to bardzo marzę o dziecku. Gdy widzę moje koleżanki w ciąży albo
          ze swoimi pociechami to łezka w oku staje i jest mi potwornie przykro, zwłaszcza
          wtedy gdy znajomi i rodzina pytają kiedy nasza kolej na dziecko."

          Czyli co - dziecko-tak, z nim - chyba nie, ale odejść od niego - też chyba
          nie... To jakie masz na to rozwiązanie?

          A co do obaw koleżanek/przyjaciółek - dla mnie, jak ktoś obcy się odważy na
          ostrzeganie przed alkoholizmem męża, to znaczy po prostu "czerwony alarm".
          Ludzie zwykle unikają wtrącania się w czyjeś życie w ten sposób, i jak
          ostrzegają, to już pewnie jest źle...
          A wygląda na to, że wg Ciebie aż tak źle nie jest, bo owszem, biadasz, że mąż
          się zmienił, opisujesz, co wyrabia, ale nie piszesz, co Ty na to....

          Po prostu - mam wrażenie, że w Twojej sytuacji jest jedno jedyne słuszne wyjście
          (znaleźć pracę, uniezależnić się i rozwieść). Tylko czy się na nie zdecydujesz?
          Zachowania męża nie ma co komentować, taki człowiek się IMO do związku nie nadaje.
    • tygrysio_misio Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 16:04
      sama napisalas,ze nie ozenil sie z milosci tylko z poczucia,ze tak trzeba..

      pewnie nie byl na to gotowy... a teraz mu to ciazy, bo stracil znajomych... bo
      juz nie moze sie wyrwac "na pasterke" na piwo (przykladowo), ale musi byc z
      rodzina... koledzy tez rozszli sie po rodzinach i nie maja dla niego czasu tak
      jak kiedys... pewnie mu teskno do tamtych lat

      Ty tez masz troche winy w tym: nie mozesz zabraniac mu spotykania sie z
      kimkolwiek...zabraniajac powodujesz,ze on bedzie separoal sie od Ciebie (bo to
      Twoja wina,ze nie ma teraz kumpli)

      poza tym: on moze miec tez inne nawarstwijace sie problemy, wszytsko sie
      kumuluje... a rodzina + Twoje zabranianie sprawia,ze nie moze odreagoac

      a probowalas kiedys napic sie z nim jak z kumplem...wygadac sie po pijaku o
      wszytskim...
      • rosa_de_vratislavia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 16:14
        tygrysio_misio napisała:

        > a probowalas kiedys napic sie z nim jak z kumplem...wygadac sie po
        pijaku o
        > wszytskim...


        Proszę, powiedz,że to ponury żart. Że nie radzisz serio.
        Uważasz,że szczere rozmowy prowadzi się po pijaku?
        Poza tym mąż autorki NIE CHCE być jej "kumplem". Unika spacerów z
        nią, unika wspólnego spędzania czasu.

        W tym przypadku stoję twardo na stanowisku,że Biedronka powinna iśc
        do pracy,żacząć zarabiać (a nie prowadzić firmę męzowi "na czarno",
        bo od tego nie rośnie jej konto emerytalne!). A potem złożyć pozew o
        rozwód.
        Jego jazdy "jak nie będiesz zemną, nie będziesz z nikim" nie wróżą
        dobrze. Widać,że alkohol oczynił zmiany osobowościowe - wzrosła
        agresja, mąż stał się wulgarny, despotyczny.
        Szkoda czasu. Wybrakowany egzemplarz.
        • tygrysio_misio Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 16:33
          doczytalam do konca

          tak: uwazam,ze upicie sie pomaga.. mp mi pomaga mowic o tym co na trzezwo nie
          przechodzi mi przez gardlo. Po pijaku jest sie troche bardziej odwaznym, i
          zawsze pozniej mozna powieziec "bylam pijana" i usmiac sie z tego

          ale to pomaga jak ma sie mniej powazne problemy, jesli tylko sie boi o nich
          mowic...

          nie chodzi o kompletne upijanie sie.. ale wprowadzenie elementu relaksu: wino i
          cos do jedzenia, film i nagle rozmowa sama wychodzi

          ale masz racje... w tej sytuacji on ma zbyt duze problemy, byc moze zbyt bardzo
          sie pogil, nie potrafi sam rozwiazywac ich wiec szuka chwilowego odeseparowania
          od rzeczywistosci... i tu jest klops, bo jak ktos zamyka sie w sobie i tak
          maniakalnie upokaza sie wydzwaniajac do innych i narzucajac sie o picie, to juz
          jest zbyt powazna sytuacja aby pomoc mu rozmowa, ktorej nawet nie da sie
          przeprowadzic (nawet po lekkim wstawieniu sie)
          • triss_merigold6 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 16:55
            Tak pan ma zasadniczy problem - jest alkoholikiem.
            Może oczywiście iść na terapię i przestać pić ale na 99,99% tego nie
            zrobi więc należy się go pozbyć z życiorysu.
            • tygrysio_misio Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 17:00
              rozumiem,ze nie nalezy miec zadnej litosc dla ludzi z problemami... i wykopywac
              wszytskich...

              rozumiem,ze gdybys Ty tez miala problem ze soba rozniez wymagalabys,aby wszyscy
              zostawili Cie sami...
              • triss_merigold6 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 17:05
                Widzisz, litość to można mieć dla chorego na stwardnienie rozsiane
                czy nowotwór. Alkoholizm jest chorobą na którą zainteresowany
                osobiście ciężko pracuje i marnuje życie nie tylko sobie ale także
                autorce wątku.
                Pan może iść się leczyć ale NIE CHCE. I NIE ZECHCE, bo mu fajnie.
                Ergo należy mieć instynkt samozachowawczy i ratować siebie.
                BTW cipciu, alkoholikowi czy narkomanowi litością na pewno nie
                pomożesz. Kopem, owszem ale nie litością.
              • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 18:41
                Alkoholizm to głębokie zaburzenie psychiczne, a czynny alkoholik zrobi wszystko,by utrzymać komfort picia. Stądte teksty o tym, że sobie nikogo Autorka wątku nie znajdzie, to uzależnianie ekonomiczne (swoją drogą jak mąż pójdzie w tango z wódką, to kasa się i tak skończy).
                Kop w dupę, pozwolenie alkoholikowi zaznać konsekwencji własnego nałogu to jedyna szansa dla niego na wyjście z nałogu. Pomaganie, litowanie się - to wbijanie kolejnych gwoździ do jego trumny.
      • tygrysio_misio Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 16:28
        dobra: doczytalam watek do konca ;]

        nadal uwazam,ze on ma powazne problemy ze soba..ale widocznie Ty stajesz sie
        obiektem wyladowywania agresji, wiec nie uda Ci sie zapewne porozmawiac z nim

        jak bedziesz przy nim, i bedziesz wiecznie grac "szczesliwa rodzine" przed
        innymi...to wiecznie bedziesz obwiniana...

        on chyba szuka ujscia w piciu,bo inaczej nie potrafi.. i chyba ciezko bedzie mu
        zaczac myslec o szukaniu pomocy gdzie indziej

        wydaje mi sie,ze jedynie wstrzas, czyli stracenie wszytskiego, moze dac mu do
        zastanowienia... ale to nie Ciebie musi stracic..ale Ciebie i kolegow na raz...a
        i to nie jest pewnikiem,ze to nie Ty bedziesz winna

        Twoj maz poubil sie w zyciu...bywa... ale kompletnie nie potrafi zachowac sie w
        tym... nawet nie szuka pomocy..to zle
        • triss_merigold6 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 27.12.08, 17:02
          Nie, ona nie jest winna temu, że mąż lubi pochlać do tego stopnia,
          że w święta ściga znajomych.
          Tak właśnie jest z alkoholikami, nie szukają pomocy dopóki nie
          uświadomią sobie własnego stanu.
          Weź lepiej nie pisz w takich wątkach, bo się kompromitujesz.
          Życie jest proste - alkoholik na terapię i abstynencja, pani do
          grupy terapeutycznej dla współuzależnionych. Albo pana wylogować z
          życia, co IMO jest bardziej ekonomiczne i czasooszczędne.
          • phantomka Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 28.12.08, 11:43
            Zycie ma sie jedno, po co je marnowac na walke z wiatrakami? Ja
            rozumiem, ze alkoholizm to choroba, ale jednak innego typu niz
            nowotwor...Nie macie dzieci, jestes mloda, po co komplikowac sobie
            zycie, biorac sobie na barki meza alkoholika. Do tego wszystkiego,
            naprawde nie rozumiem, jak mozesz znosic jego postawe wobec ciebie.
            On nakazuje ci opuszczenie spotkania rodzinnego, wiec ty poslusznie
            ubierasz sie i wychodzisz. Tlumaczysz tez, ze on ma duzo mozliwosci
            wybawienia sie, bo ma zjazdy na studiach. Traktujesz to troche zbyt
            normalnie. Gdyby moj partner w taki sposob zachowywal sie podczas
            jakis wyjazdow, to bym go w leb palnela. Wraca skacowany, opowiada o
            golych laskach, a ty sie pytasz, czy jego zachowanie jest ok? Nie,
            nie jest ok. Ludzie zyja inaczej, lepiej, przyjemniej, zdrowiej,
            wspolnie. I tylko w taki sposob mozna cos zbudowac.
            • biedronka_4 phantomka 28.12.08, 12:35
              phantomka napisała:
              > Do tego wszystkiego, naprawdę nie rozumiem, jak mozesz
              > znosic jego postawe wobec ciebie.

              wiesz sama sobie się dziwię, że ja tyle wytrzymałam ... ale widzę, że coraz
              gorzej znoszę to pod względem psychicznym.

              > Gdyby moj partner w taki sposob zachowywal sie podczas
              > jakis wyjazdow, to bym go w leb palnela. Wraca skacowany, opowiada o
              > golych laskach, a ty sie pytasz, czy jego zachowanie jest ok? Nie,
              > nie jest ok.

              uważam, że zachowuje się nie odpowiednio. Skoro wybrał się na studia to powinien
              przede wszystkim myśleć o nauce, że jedzie na zjazdy aby zdobywać wiedzę a nie o
              tym co będzie z kolegami robił w sobotni wieczór. Inni jego koledzy z roku co
              mają żony i dzieci zjeżdżają do domu po zajęciach, a mój mąż nie. Woli wynająć
              sobie mieszkanie z 6 młodszymi kumplami (kawalerowie). Jak pojedzie w piątek to
              wraca w niedzielę po południu. A na dobrą sprawę mógłby dojeżdżać daleko nie ma
              (nie całe 60 km) a auto mamy. A on widocznie woli z kolegami na mieszkaniu
              zostać, ostatnio widziałam w telefonie nagrany filmik z jednej z imprez jaka
              rozgrywała się na tym mieszkaniu. Jedno chlańsko, koledzy krzyczeli, śpiewali i
              tańczyli. Mąż sam mówił, że w tym domku wynajętym to Ci koledzy tylko piją po
              nocach. I niby go budzą i zapraszają na picie a on nie odmawia. Sam powiedział,
              że tam w mieszkaniu to alkoholizm się szerzy. Mówił że musi zmienić lokum ale
              tylko słowa bo dalej tam pomieszkuje na weekendach. Ostatnio do kolegi
              powiedział, że cieszy się że jedzie na wykłady i tam zostaje bo to jest jego
              odskocznia, że tam czuje że żyje, bo jakby w domu czuje się jak w klatce.

              > Ludzie zyja inaczej, lepiej, przyjemniej, zdrowiej,
              > wspolnie. I tylko w taki sposob mozna cos zbudowac.

              zdaję sobie z tego sprawę i takim ludziom bardzo zazdroszczę. Tak bardzo
              chciałabym się z tego wyrwać ... ale ktoś wcześniej dobrze napisała, że jestem
              współuzależniona i nie daje sobie sama z tym rady.
        • biedronka_4 tygrysio_misio 28.12.08, 11:39
          tygrysio_misio napisała:
          > on chyba szuka ujscia w piciu,bo inaczej nie potrafi.. i chyba ciezko bedzie mu
          > zaczac myslec o szukaniu pomocy gdzie indziej
          > Twoj maz poubil sie w zyciu...bywa... ale kompletnie nie potrafi zachowac sie w
          > tym... nawet nie szuka pomocy..to zle

          dokładnie, on nie chce pomocy, wręcz uważa że z nim jest wszystko ok.
          Ostatnio gdy byliśmy u jego brata wziął 0,7 litra ale brat wypił z nim tylko pół
          tej flaszki i odmówił dalszego picia. Mąż wtedy powiedział, że jedziemy do domu
          bo jest senny a była godzina prawie 21. Gdy byliśmy w samochodzie stwierdził,
          że dopiero teraz ma smak wypić. Dzwonił do kolegi ale odmówił. Ja próbowałam jak
          mogłam aby go zniechęcić do dalszego picia. Namawiałam go na spacer albo na
          jakiś fajny film. Nie chciał. Stwierdził, że brat pijąc z nim tą flaszkę
          zaszczepił go (czyli sprawił że mój M ma ochotę więcej wypić). To absurd! Bo to
          nie brat postawił flaszkę lecz mój mąż. I pretensje o te "zaszczepienie się"
          może mieć tylko do siebie. Gdy przyjechaliśmy do domu. Mąż zaproponował, że
          razem wyskoczymy do baru, mówił że wypije tylko 2 piwka i wracamy. Niestety z 2
          piwek zrobiło się 5 albo i 6 (nie pamiętam). Gdy był na "cyku" (czyli wypity)
          powiedziałam mu, że uważam iż ma problem z alkoholem. Odpowiedział, że jemu z
          tym dobrze, że lubi się upić bo wtedy czuje luz.
          • kot_z_cheshire ??? 01.01.09, 16:43
            I Ty z facetem, który wypił wsiadłaś do do samochodu???? A jakbyście zabili kogo
            po drodze??? Nadal uważasz, że taki facet, mający w d.... innych wart jest
            Twojego zainteresowania? No to gratuluję utraty rozumu i rozsądku przy takim
            ośle....
      • biedronka_4 tygrysio_misio 28.12.08, 11:30
        tygrysio_misio napisała:

        > sama napisalas,ze nie ozenil sie z milosci tylko z poczucia,ze tak trzeba..

        a w którym fragmencie mojego postu napisałam, że z jego strony był to ślub bez
        miłości? Znajdź mi ten fragment w którym użyłam słowa "nie ożenił się z
        miłości". Nie szukaj nawet bo nie znajdziesz go, ja tak nie napisałam. To, że
        napisałam iż on uważał że najwyższa pora na ślub, że co miał się wyszaleć to się
        wyszalał, że chce stabilizacji itd. to jest tylko część słów jakie wtedy
        powiedział (a o miłości też mówił, że kocha, że ja jestem tą jedyną itd)
        wyłapałam te słowa bo one świadczyły o tym iż wtedy uważał, że dorósł do
        małżeństwa a teraz po 3 latach mówi, że jednak nie dorósł, że małżeństwo go
        przerosło. Nie wiem czy już mnie rozumiesz o co mi chodziło.

        > Ty tez masz troche winy w tym: nie mozesz zabraniac mu spotykania sie z
        > kimkolwiek...zabraniajac powodujesz,ze on bedzie separoal sie od Ciebie (bo to
        > Twoja wina,ze nie ma teraz kumpli)

        no dobrze, ale ja mu z "normalnymi" kolegami kontaktów ani nie zabraniam ani nie
        ograniczam. Zabroniłam mu kontaktu tylko z tymi kolegami o których wiem, że są
        wplątani w narkotyki.
        • betti_domino może narkotyki 28.12.08, 12:20
          bierze,3lata-za duża zmiana osobowości na tak krótki czas,żyłam z
          czynnym alkoholikiem 14lat:(i takie zmiany osobowości pojawiły sie
          po kilkunastu latach jego picia-pił przed naszym slubem,tylko to
          ukrywał.
          Mam w rodzinie co "bierze"jakieś 2 lata i ma już zmiany osobowości
          jak długoletni pijak.
    • rosa_de_vratislavia Biedronko... 28.12.08, 13:00
      ...Twój mąż nie chce tego małżeństwa -
      a)wyżywa się na Tobie,
      b)szuka pretekstów do kłótni,
      c)szuka pretekstów do wyrwania się z domu (mówi o nim,że
      to "klatka"),
      d)nie planuje tworzyć z Tobą rodziny (lęk przed Twoją ciążą,
      określanie dziecka jako "kaplicy"),
      e)pije i NIE CHCE tego skończyć.

      Co Ty jeszcze robisz u jego boku?!
      Sama piszesz,że jest Ci źle.
      Myśl o przyszłości - zamiast zbierać na składkę emerytalną - na
      czarno pracujesz w JEGO firmie. Na strośc zostaniesz na lodzie.
      Jak chcesz rodzinę i dziecko - szukaj kandydata, póki jest na to
      czas.
    • alice79 Biedronko 28.12.08, 13:47
      witam Cię serdecznie. Tak strasznie smutno piszesz o swoim małżeństwie...Chciałam Cię spytać, czy Ty w ogóle myślisz o sobie, swoich potrzebach, zainteresowaniach, ambicjach? Wydajesz się osobą bardzo zaangażowaną w ten związek, zatroskaną, ale boję się że tylko Ty się starasz. Czy Twój mąż wkłada tyle samo energii, czy mówi Ci że Cię kocha? Czy dba o Twoje potrzeby, czy odnosi się do Ciebie z szacunkiem (pomijając zachowanie z I dnia Świąt)?
      Nie zapominaj o sobie w tym wszystkim,zadbaj o siebie samą, bo wydaje mi się, że poza Tobą samą nikt o Ciebie nie zadba.
      Pozdrawiam Cię ciepło
      Alice
      • biedronka_4 alice79 29.12.08, 10:11
        alice79 napisała:

        > witam Cię serdecznie. Tak strasznie smutno piszesz o swoim małżeństwie...Chciał
        > am Cię spytać, czy Ty w ogóle myślisz o sobie, swoich potrzebach, zainteresowan
        > iach, ambicjach?

        nie potrafię w obecnej sytuacji myśleć o sobie. Czuję się bezwartościowa i sama
        w tym wszystkim, nie mam wsparcia.

        > Wydajesz się osobą bardzo zaangażowaną w ten związek, zatroska
        > ną, ale boję się że tylko Ty się starasz. Czy Twój mąż wkłada tyle samo energii
        > , czy mówi Ci że Cię kocha? Czy dba o Twoje potrzeby, czy odnosi się do Ciebie
        > z szacunkiem (pomijając zachowanie z I dnia Świąt)?

        masz rację jestem bardzo zaangażowana w ten związek. Powiem szczerze, że on jest
        jedynym moim partnerem seksualnym jakiego miałam. Zawsze byłam mu wierna.
        Pierwsze pieszczoty, seks wszystko było z nim. I tak już pozostało.
        Co do jego starania, to różnie z tym jest. Są momenty kiedy naprawdę stara się
        aby było dobrze. Pytasz czy mówi mi, że mnie kocha - tak mówi. Czy odnosi się do
        mnie z szacunkiem? - gdy jest zły i pijany to nie.
        • animka25 Re: alice79 29.12.08, 12:02
          Radziłabym Ci poważną ostateczną rozmowę z nim, a raczej zakomunikowanie mu co
          myślisz o jego zachowaniu. Wspomnij o tym jaki był kiedyś i jak sie zmienił,
          wspomnij jeszcze raz o tym, że znajomi zaczynają go unikać itp., że koledzy mają
          swoje rodziny i im poświęcają czas.
          Moim zdaniem powinnaś wyprowadzić się na jakiś czas, 2, 3 tygodnie, może
          miesiąc? może do ojca?
          To naprawdę czasami jedyna skuteczna metoda, żeby ktoś się opamiętał i przejrzał
          na oczy. Nie rozchodź się z nim, ale na jakiś czas zostaw go samego. Moim
          zdaniem on musi poczuć jak to jest, kiedy zostanie sam, bo tak to możesz szarpać
          się bez końca i bez skutku.
          • 21.gazeta.pl Re: alice79 29.12.08, 13:31
            Ja też optuję za czasową separacją( jeśli nie dojrzałaś do rozwodu
            albo boisz się podjęcia samodzielnej decyzji), wyprowadz się z domu
            na jakiś czas, przemyśl to wszystko, nie kontaktuj się z nim i
            podejmij jakąś sensowną decyzję.Postaw wreszcie jakieś warunki
            swojemu mężowi i zobaczysz czy w ogóle zależy mu na tym związku.Mnie
            się wydaje, że on Cię po prostu nie kocha i podświadomie chce się od
            Ciebie uwolnic.Mogę się mylic, ale bez konkretnych kroków tego sie
            nie dowiesz. A to ,że on grozi, że nie będziesz nikogo innego-to
            słowa...klasyczna postawa psa ogrodnika
        • alice79 Re: alice79 29.12.08, 21:38
          > nie potrafię w obecnej sytuacji myśleć o sobie. Czuję się
          > bezwartościowa i sama w tym wszystkim,

          Biedronko, mam pytanie: jeżeli nie potrafisz w tym wszystkim myśleć o sobie, czujesz się bezwartościowa, to dla kogo Ty ratujesz ten związek? Wydaje mi się że dla niego nie ma sensu, bo on nie walczy, więc nie chce. Dla siebie samej? Po co, skoro jesteś nieszczęśliwa? Więc dla kogo? Nie chcę się wymądrzać, ale chyba uniezależniłabym się finansowo i uciekała, gdzie pieprz rośnie.

          Jeszcze jedno: jeśli czujesz się bezwartościowa, pomyśl, jak on, Twój mąż Cię widzi. I czy "przypadkiem" nie wykorzystuje Twojej słabości.

          Trzymam za Ciebie kciuki.
          Pozdrawiam serdecznie
    • artystka123 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 29.12.08, 16:09
      Kolejne Twoje posty kreślą coraz gorszy, bardziej odrażający obraz Twojego męża.

      Tych imprezowych weekendowych zjazdów też bym się obawiała - alkohol, narkotyki,
      nieodpowiedzialni koledzy kawalerowie ,którzy chcą się zabawić i pół nagie laski
      ??? Myślę, że naiwnością jest sądzić, że takie czy inne panny nie lądują często
      w tym kawalerskim mieszkanku. Na Twoim miejscu bym się poważnie zastanowiła czy
      aby mąż nie doprawia Ci ogromnych rogów - skoro nawet mówi do Ciebie, że masz
      się cieszyć, że Cię przy tej okazji nie zdradził. (Można wnioskować, że miał
      ochotę i może następnym razem jak mu ktoś zatańczy przed nosem w bieliźnie już
      nie będzie taki wierny).

      Twój mąż to naprawdę nieodpowiedzialny, zły człowiek, który chyba nie ma do
      Ciebie żadnych uczuć i naprawdę Cię nie szanuje.

      Myślę, że jak najszybciej powinnaś się z nim rozstać, póki jesteś młoda i masz
      szansę poznać kogoś nowego. Sprawiasz wrażenie osoby wrażliwej i delikatnej i
      myślę, że nie zasługujesz na takie traktowanie i takiego partnera. Przykro mi,
      ale z miarę zapoznawania nas z kolejnymi szczegółami z życia Twojego męża,
      sytuacja robi się coraz bardziej jednoznaczna.
    • lady284 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 01.01.09, 12:17
      trzeba było zostać z rodziną a nie poddawać się poleceniom idioty,
      powinien sam ze sobą problem rozwiązać, z takimi trzeba ostro, bo
      będziesz całe życie żałować
    • mona817 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 02.01.09, 02:11
      Dobrze, że zrozumiałaś, ze nie powinnaś mieć z nim dzieci. Tylko by
      cierpiały.
      Czytając doszłam do smutnego wniosku, że może być tylko gorzej...
      Ja juz nawet nie powtórzę za przedmówcami "odejdź", tylko
      powiem "uciekaj".
      On najwyraźniej nie chce się zmienić, jemu dobrze jest jak jest, a
      Ciebie niszczy. Jeszcze trochę, a stracisz nadzeję na cokolwiek. Nie
      bój się, zbierz dowody tego co on robi i jak Cię traktuje, rozwiedź
      się. Jesteś bezrobotna? To załóż mu sprawę o alimenty, skoro ma
      dobrze prosperującą firmę, to nie będzie problem. Nie bój się
      odejść. Zrozum, że Ty nie kochasz tego faceta z którym dziś żyjesz,
      Ty kochasz tego, którego pamiętasz, ale jego już nie ma... I pewnie
      nie wróci.
      Możesz jeszcze ułożyć sobie życie, nie odbieraj sobie tej szansy,
      nie czekaj aż ten człowiek zetrze Cię psychicznie na proch.
    • pogaduchydopoduchy Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 02.01.09, 04:24
      hej biedronko4, czytam Twoj watek i strasznie Ci wspolczuje, bo jestem w stanie
      wyobrazic sobie, jak bardzo musisz cierpiec i w jakim potrzasku sie znajdujesz.
      Z tego co zrozumialam, czytajac tu Twoje wypowiedzi, to Twoj maz ma duze
      problemy i to nie tylko z alkoholem. Problem alkoholowy to tylko objaw tego, ze
      on ma duze problemy, ktore biora sie z jego relacji rodzinnych (a jesli jego
      ojciec jest alkoholikiem czy bylym alkoholikiem, to Twoj maz ma bardzo powazny
      problem, ktorego on sam nie rozwiaze, ani Ty nie rozwiazesz, o czym niestety
      przekonujesz sie kazdego dnia pewnie).
      Przypuszczam, ze w przypadku Twojego meza malzenstwo i wczesniejszy zwiazek z
      Toba bylo rodzajem ucieczki od jego problemow (on je mial juz wczesniej, ale
      wierzyl pewnie, ze dzieki Tobie one znikna, wiec sie ozenil, 'ustatkowal',
      'spowaznial' - jak mowil). Teraz, po slubie widzi, ze malzenstwo nie bylo
      cudowna pastylka na jego problemy. Wiec pije, jest agresywny, nie szanuje Cie i
      obwinia. Stalas sie ofiara jego choroby w pewnym sensie.
      Moja rada jest taka (nie znam Cie, nie wiem, co zrobisz, ale naprawde martwie
      sie o Ciebie i boje, mam nadzieje, ze pomozesz sobie): szukaj pomocy dla siebie
      samej, nie dla niego i nie czuj sie w zadnym stopniu winna ani odpowiedzialna,
      znajdz terapute (ze strony PTP), mysle, ze przyda Ci sie rozmowa z kims w cztery
      oczy, nie na forum GW. Ktos tu napisal o wyprowadzce - to dobra rada, ale
      pewnie bedzie Ci trudno tak radykalnie odejsc. Bede jednak kolejna osoba, ktora
      Ci powie - uciekaj i zatroszcz sie o siebie. Nie mozesz zmarnowac swojego zycia
      na dzwiganie ciezaru w postaci meza z problemami w tym alkoholika, agresywnego
      czlowieka! Badz radykalna i odejdz. Wiem, ze jestes dobrym czlowiekiem i
      bedziesz chciala mu pomoc, bedziesz miala wyrzuty sumienia itd - ale wiedz, ze
      to normalne i ze musisz go zostawic i dbac o siebie i o to, zeby kiedys spelnic
      swoje marzenie o dziecku i stworzyc temu dziecku dobry dom z kims, kto bedzie
      dobrym ojcem i przekaze Twojemu dziecku dobry skrypt zycia. Jesli zostaniesz z
      tym czlowiekiem, to on Twojemu dziecku przekaze skrypt akoholika i to bedzie
      tragedia dla tego nowego czlowieka. Nie pozwol na to. Odejdz od niego.
      Ps. Ja nigdy nikomu tak nie radzilam, bo wiem, ze najlepiej jest pojsc do
      terapety, ktory pozwoli Ci samej dojsc takich wnioskow z czasem. Bo to musi byc
      Twoja decyzja. Ale naprawde w Twoim przypadku jest to oczywiste, ze musisz go
      zostawic i szkoda czasu na meczenie sie z nim, tym bardziej, ze on jest coraz
      bardziej agresywny.
      Co do Twojej zaleznosci od niego - jestes mloda i poradzisz sobie, nawet jesli
      trudno Ci w to uwierzyc. Mozesz byc niezalezna i szczesliwa!
      • smoczy_plomien Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 19:24
        No właśnie czytając ten wątek (przeczytałam jakieś 80% całości) doszłam do wniosków, które tylko 2 osoby wytoczyły.

        Wydaje mi się, że Twój mąż ma problem nie głównie z alkoholem (być może też), ale z narkotykami. Pisałaś, że studiuje - możesz napisać od kiedy? Czy oświadczył Ci się już po rozpoczęciu tych studiów? Jeśli tak, to podejrzewam, że właśnie podczas tych zjazdów wpadł w narkotyki, a kiedy zorientował się, co się dzieje, postanowił oświadczyć się, bo myślał, że to będzie receptą. Te nagłe deklaracje o chęci stabilizacji, o wyszaleniu się, taką historią właśnie mi pachną. Że wtedy zaczęły się jego problemy i kiedy to zauważył, uznał, że małżeństwo jakoś to zastopuje, a z drugiej strony jeśli nie spełni roli leku, to zabezpieczy go przed łatwym i szybkim odejściem z Twojej strony.

        A dalszy ciąg historii jest jak widać na załączonym obrazku. Małżeństwo go nie wyleczyło (trudno żeby...), za to popadł w nałóg, ma Ciebie jako pewnik (zaobrączkowana i zależna finansowo), więc jesteś jego głównym kozłem ofiarnym, a jego zachowanie musi być już bardzo widoczne na zewnątrz, skoro znajomi się od niego separują. Czy Twoja rodzina tego nie widzi? Wydaje mi się, że mimo wszystko odejście z Twojej strony nie jest takie trudne, piszesz, że masz dobre stosunki z rodziną, możesz wyprowadzić się do ojca. Nie zajmując się firmą męża, możesz więcej czasu poświęcić na szukanie własnej pracy.

    • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 19:45
      Może ma faktycznie "doła", może coś do niego dotarło, może ma jakieś
      problemy. Moze ma początki depresji. Jego zachowanie - tak jak je
      opisałaś - wskazuje na to, że chłop sobie z czymś nie radzi.
      • triss_merigold6 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 19:54
        Tak, nie radzi sobie z alkoholizmem. I autorka wątku też sobie nie
        radzi.
        • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:13
          Przeczytałam niektóre wpisy i w sumie jestem chyba jednak niemile
          zaskoczona. To jest małżeństwo, jak się źle dzieje jednej stronie,
          to druga powinna próbować pomóc. Dlatego razi większość wpisów typu -
          rzuć go, zostaw go, nic was nie czeka, zerowa przyłość, zasługujesz
          na kogoś lepszego (bezproblemowego). Wychodzi na to, że człowiek w
          chwili słabości, choroby (np. alkoholowej), w obliczu problemów
          pozostanie sam sobie, a życzliwi poradzą najbliższej teoretycznie mu
          osobie, alby go zostawiła, a nie starała się pomóc. Smutne.
          • triss_merigold6 Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:29
            Młoda jesteś, życia nie znasz.
            Idealizm jest śliczny na kartach powieści, w realu alkoholik to
            wieloletni horror.
            Poczytaj o uzależnieniach to się dowiesz, że chory sam musi chcieć
            się leczyć. Nikt go nie przekona, nikt cudownie nie uzdrowi. A zanim
            zechce się leczyć może upłynąć i 30 lat.
            Zreszta jak baba chce ratować to niech ratuje byleby dzieci z takim
            nie miała.
            • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:37
              Biorąc pod uwagę średnią życia, to pewnie 1/3 już zaliczyłam, więc
              chyba jednak coś tam wiem. Pomaganie choremu, to nie idealizm, a psi
              obowiązek. O uzależnieniach też trochę wiem - nie twierdzę, że
              wszystko, ciekawa jestem w którym poradniku jest napisane, że należy
              się od chorego odwrócić dupą i pójść układać sobie życie na nowo.
          • rosa_de_vratislavia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:34
            vandikia napisała:

            > Przeczytałam niektóre wpisy i w sumie jestem chyba jednak niemile
            > zaskoczona. To jest małżeństwo, jak się źle dzieje jednej stronie,
            > to druga powinna próbować pomóc.

            Jasne. Tylko że mąż NIE CHCE pomocy.
            Źle traktuje żonę, poniewiera ją, lekceważy.
            Rzuca teksty typu "Dziecko to kaplica" lub,że małżeństwo to rodzaj
            klatki. No przepraszam,ale chyba żona po czymś takim ma prawo czuć
            się zwolniona z obowiazku pomocy.

            Jesli uważasz,że powinna pomó - powiedz KONKRETNIE jak autorka ma to
            zrobic, bo jest wyraźnie zagubiona.
            • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:38
              Jeżeli jest w nałogu, to wiele rzeczy może mówić i robić, których
              normalnie by nie zrobił. Może mówić, że nie chce pomocy, może różne
              rzeczy. Radykalne środki w beznadziejnych przypadkach, ośrodki,
              terapie, lekarze, psychiatrzy. No kurde nie z takich rzeczy ludzie
              wychodzą, alkoholików leczy się z powodzeniem, narkomanów zresztą
              też.
              • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:40
                Aha..
                jezeli komuś naprawdę zależy, to trzeba szukać ośrodków pomocy,
                klubów zrzeszajacych rodziny alkoholików, sprawdzonych w okolicy
                terapeutów. Jak zacznie szukać na poważnie, to po 1 zobaczy, ze nie
                jest sama, po 2 zobaczy, ze mozna pomóc, po 3 będzie miala
                psychiczne wsparcie. Najgorzej jest siedzieć i nic nie robić i
                czekać aż samo przejdzie, w poważnych zaburzeniach samo nie
                przechodzi.
                • rosa_de_vratislavia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:45
                  vandikia napisała:

                  > Aha..
                  > jezeli komuś naprawdę zależy, to trzeba szukać ośrodków pomocy,
                  > klubów zrzeszajacych rodziny alkoholików, sprawdzonych w okolicy
                  > terapeutów.

                  Jasne, ale trzeba szukać pomocy dla siebie. Zrozum, alkoholik musi
                  SAM chcieć się leczyć. Namawianie na terapię i zmuszanie do wizyty w
                  ośrodku na nic się nie zdaje.
                  • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 21:06
                    W moim otoczeniu 2 zostało zmuszonych, jeden trzeźwy od ponad 5 lat,
                    drugi od ponad 3 - to real.
                    Znam też dziewczynę z innego forum po różnych przejściach, w tym
                    narkotyki na ostro, ona i partner trzezwi od iluś lat.
                    • rosa_de_vratislavia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 21:08
                      vandikia napisała:

                      > W moim otoczeniu 2 zostało zmuszonych,

                      To podpowiedz autorce JAK ich rodziny doprowadziły do leczenia.
                      Bo, jak piszę, nie ma przymusu leczenia. Może je nakazać bodajże
                      tylko sąd.
                      • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 21:17
                        Ale ja nie znam na tyle autorki wątku, żeby jej przedstawić gotową
                        metodę na tego człowieka. Mogę podpowiedzieć zgłoszenie się jak
                        najszybciej do ośrodka pomocy uzależnionym (tylko wczesniej radzę
                        poczytac na forach chociazby i isc do w miare sprawdzonej osoby),
                        przedstawienie calej sytuacji (pewnie jedno spotkanie nie
                        wystarczy), powstanie wtedy jakis plan dzialania. Trzeba zaczac
                        dzialac, nawet bez wiedzy faceta, a pozniej go po prostu w to
                        wciągnąć.
                        W przypadku jednego chlopaka bylo tak, ze rodzice po prostu
                        powiedzieli, ze ma sie leczyc, dorosly facet - 25 wtedy letni. Na
                        pewno nie byla to rozmowa w stylu "kochany syneczku idz do pana
                        doktora".. nie wiem dokladnie co mu zrobili, wiem ze dal sie zamknąć
                        pod ich wplywem najpierw w ośrodku zamkniętym na 2 tygodnie, z
                        ktorego jak chcesz wyjsc, to nie wiem zastrzyk w dupe i pasy, albo
                        cos w tym stylu i pozniej po tych 2 tygodniach podjął już terapię
                        dzienną - dochodził.
                        Warto sobie odrazu zdac sprawe z tego, ze takie leczenie wymaga np.
                        czasem rzucenia pracy - albo urlopu, bo niektore dzienne terapie,
                        które zapoczątkowują leczenie to np. zajęcia codziennie od rana do
                        wieczora. Czasem trzeba zmienic kompletnie środowisko - zeby odciąć
                        się od starych kumpli, starych miejsc i zwyczajów. Ja nie mówię, ze
                        to bedzie bułka z masłem, cos porownywalnego do pojscia do dentysty,
                        wcale nie. Po prostu jak sie kogos kocha, to jest sie zdolnym do
                        poswiecen i chyba w takich chwilach czlowiek dopiero orientuje sie
                        jak jego uczucie jest silne, bo podczas dobrych chwil wszyscy
                        rozkwitają, wszystko jest mozliwe.
                        • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 21:20
                          * niektore terapie - zajecia intensywne dzienne trwają ok 3
                          miesiące, stad mowa o rzuceniu pracy, tyle ze taka terapia jest
                          faktycznie bardziej dla osob, ktore same z siebie chca sie leczyc,
                          bo jednym z warynkow jest trzezwosc.. taka terapia moze byc dobra
                          jak juz czlowiek sobie uswiadomi, ze jest chory i przejdzie najpierw
                          terapię osobistą (no nie znalazlam lepszego slowa), a dopiero
                          pozniej grupową.
              • rosa_de_vratislavia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 20:44
                vandikia napisała:

                > Radykalne środki w beznadziejnych przypadkach, ośrodki,
                > terapie, lekarze, psychiatrzy.

                Coś Ci się pomieszało. Alkoholik wypiera fakt choroby - mówi,że
                wszyscy się uwzięli na niego,że on lubi imprezować,a żona niech się
                odczepi, bo to jego sprawa etc.
                Jak nie będzie CHCIAŁ, to nie pojdzie na terapię, do ośrodka etc.
                Czasy przymusowego leczenia już się skończyły.

                No kurde nie z takich rzeczy ludzie
                > wychodzą, alkoholików leczy się z powodzeniem,
                Nie LECZY SIE. Alkoholik sam musi chcieć przestać. Nie ma metody
                wyleczenia alkoholizmu.
                Ile procent prestaje pić? Tego nie wiem.

                > narkomanów zresztą
                > też.

                Znajomy pracuje w ośrodku odwykowym i mói,że sposród ludzi, którzy
                CHCĄ przestać ćpać, z nałogu wychodzi około 10%.

                • vandikia Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 21:11
                  No przeciez wiem, ze wypiera, dlatego w chorobie mowi, ze np. pomoc
                  mu niepotrzebna, bo czuje sie zdrowy.
                  To też czysta demagogia z tym nieprzymusowym leczeniem - przykłady z
                  życia wzięte.
                  Alkoholizm się leczy - terapie, detoxy. Do tego cała masa środków
                  pomocniczych, antydepresantów chociażby, bo odstawienie alkoholu to
                  nie takie hop siup. Zeby alkoholik przestał chciec pić - to zadanie
                  m.in. specjalisty, żeby go to takiego postanowienia doprowadził.
                  A myslisz, ze jak sie leczy np. anoreksję? Przeciez sie nikogo nie
                  zamyka w 4 scianach i nie karmi na siłę, czlowiek sam musi wykazac
                  wolę.. ale ot tak sam z siebie nie jest w stanie, bo jest chory.
          • pogaduchydopoduchy Re: Jego zachowanie (do ocenienia) 03.01.09, 22:14
            vandikia napisała:

            > Przeczytałam niektóre wpisy i w sumie jestem chyba jednak niemile
            > zaskoczona. To jest małżeństwo, jak się źle dzieje jednej stronie,
            > to druga powinna próbować pomóc. Dlatego razi większość wpisów typu -
            > rzuć go, zostaw go, nic was nie czeka, zerowa przyłość, zasługujesz
            > na kogoś lepszego (bezproblemowego). Wychodzi na to, że człowiek w
            > chwili słabości, choroby (np. alkoholowej), w obliczu problemów
            > pozostanie sam sobie, a życzliwi poradzą najbliższej teoretycznie mu
            > osobie, alby go zostawiła, a nie starała się pomóc. Smutne.


            Ja uwazam ze powinna odejsc, ale nie dlatego ze on jest alkoholikiem. On jest
            alkoholikiem, bo jego ojciec byl i koles ma duzy problem psychiczny, mial ten
            problem juz przed ozenieniem sie z biedronka4 i ta biedna biedronka mu tego
            problemu nie rozwiaze. Jej zadaniem po wyjsciu za maz jest bycie zona a nie
            psychoterapeuta. To mialam na mysli.
            Vandikia, ja wiem, ze Ty masz dobre intencje i komentujesz tak od serca, co
            zreszta tylko dobrze to o Tobie swiadczy. Ale gdybys Ty byla na miejscu
            Biedronki4 to przypuszczam, ze nie byloby Ci tak latwo stac przy mezu -
            agresywnym typem z ogromem nierozwiazanych problemow z przeszlosci, do tego
            aloholikiem! Tobie tez poradzilabym wtedy - szukaj dla siebie terapeuty od
            wspoluzaleznien, ratuj sie i mysl powaznie o odejsciu od niego. I tez wiem, co
            mowie.
    • tlustakrowa Takie długi i ktoś to przeczytał 03.01.09, 22:20
      a może autorka sama sobie odpowiada?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka