msciwoj2
06.12.03, 16:12
wcale nie więcej, tylko proporcjonalnie do tego, co mają do zaoferowania, tak
mówi teoria wymiany społecznej. Kobiety z racji obciążenia swoimi obowiązkami
prokreacyjnymi mają mniej do zaoferowania społeczeństwu, pracodawcy, mężowi,
muszą więc to nadrobić biorąc na siebie więcej obowiązków. W małzeństwie
kobieta musi zarabiać na siebie (niby dlaczego mąż miałyby na nią łożyć, nie
jest przecież niepełnosprawna), prowadzić gospodarstwo domowe i wychowywać
dzieci. Meżczyzna realizuje się zawodowo i dokłada do utrzymania dzieci - to
wszystko. Taka wymiana jest właśnie sprawiedliwa. Jest tak daltego, że
kobieta starzeje się szybciej i traci atrakcyjność, przez co ma mniejszą
możliwość wyboru partnera, musi więc zabiegać o męża, który w każdej chwili
ma możliwość wymiany jej na młodszą, ładniejszą, bardziej uległą. Ponadto
kobieta jako niepełnowartościowy pracownik nie ma zbytnich mozliwości
robienia kariery, wnosi do związku mniejszy majątek, jej siła jest mniejsza.
Wpływ kobiety drastycznie spada po urodzeniu przez nią dziecka, kiedy to
przez pewien czas jest ona na łasce meża, który może domagac się od niej
wszelkich posług. Kiedy kobieta odchowa dzieci z reguły jest już stara i
odpychająca, jej słaba pozycja zawodowa umożliwia jedynie zarobienie na swoje
potrzeby, jest to jednak zbyt mało by zapewnić byt dzieciom, jest więc
skazana ma łąskę męża, który w każdej chwili może ją wymienić na lepszą. W
tej sytuacji usługiwanie meżowi w domu jest sposobem na zatrzymanie go przy
sobie. Kobieta nie jest też atrakcyjna na rynku pracy, ponieważ obowiązki
prokreacyjne sprawiają, że jest mniej wydajna, mimo to kobieta nie jest
niezdolna do pracy, nadaje się jadnak tylko do takiej, która umożliwia
zaspokojenie jej potrzeb życiowych i nic ponadto. Sprawiedliwe jest więc by
kobiety zarabiały mniej niż meżczyźni, niezależnie od ich kwalifikacji oraz
wykonywały prace domowe, gdyż tylko w ten sposób mogą starać się nadrobić
swoje braki wynikające z obciązenia prokreacją.