nimister_1
22.07.09, 22:22
Muszę się wygadać. Anonimowość internetu jest wielce przydatna, gdy się
człowiek chce wygadać, zwłaszcza na taki temat. Nie znoszę własnej matki, nie
potrafię się z nią dogadać i chyba nigdy nie potrafiłam. Nie jestem z jakiejś
patologicznej rodziny, raczej takiej nazwijmy to mieszczańskiej. Nie miałam
jakiegoś koszmarnego dzieciństwa i nie mam zmarnowanego życia. Chociaż z tym
dzieciństwem nie było tak różowo bo moje wspomnienia to wieczne awantury,
krytyka i niezadowolenie.Lanie. Nigdy wsparcie. Wbijanie w stałe poczucie
winy. Albo takie zajawki: gdy miałam wypadek samochodowy matka zrobiła mi
awanturę. Ojciec natomiast przerażony pytał czy nic mi się nie stało. Z ojcem
mam super kontakt, mimo że moi rodzice się rozwiedli wiele lat temu. Możecie
mi nie wierzyć, ale to są wspomnienia, które mam myśląc o dzieciństwie. Jak
widzicie nic znowu takiego strasznego, pewnie w wielu domach się zdarza, ale
ja nigdy się z Nią nie umiałam dogadać.Może właśnie dlatego? Teraz już nie
chcę. Poczułam ulgę gdy dostałam się na studia i wyjechałam do innego miasta.
Kilka lat temu moja mama zachorowała psychicznie. Nie leczy się i nie można
jej do tego nakłonić. Zmusić też nie za bardzo. Ona ma urojenia, obsesję że
ktoś ja śledzi i obserwuje (przez telewizory, przez oczy zabawek, ze chodzą za
nią jacyś ludzie, robią miny, obserwują). Zaczepia obcych ludzi, jest
agresywna. Dziś napadła na moich gości. Ja wiem, że to choroba przez nią mówi,
ale nie jestem jej w stanie pomóc. Chodzi o to, że to jeszcze bardziej popsuło
nasze relacje, mama ma pretensje że nie dzwonię na policję, i gdzie tylko się
da, żeby coś zrobić z jej prześladowcami (a ja mogę być tylko w kontakcie z
psychiatrami, którzy zresztą dają mi często przeciwstawne wskazówki i
rozkładają ręce bo nie można zmusić człowieka do leczenia). Mam ciągłe
awantury, bo wszystko jest traktowane jako osobisty atak. Najchętniej
zabrałabym ją na stałe do siebie, żeby mieć ją na oku, ale wiem, ze to zamieni
życie mojej rodziny (mam męża i dzieci) w koszmar. Tak jak to wygląda gdy jest
u nas. Bardzo w tym dużo mojej winy też, bo nie mam już cierpliwości, chęci,
ja chyba nie umiem Jej już kochać. Przeraża mnie to i nie wiem co mam robić.
Wiem, ze jest chora, mimo że nie zdaje sobie sprawy z choroby i właśnie teraz
powinnam stanąć na wysokości zadania, ale... nie potrafię. Jestem chyba złym
człowiekiem.