gelee
05.08.09, 23:34
Mam 21 lat, studiuję dziennie, pracuję dorywczo i mieszkam z mamą w jednym z
większych polskich miast. Jakieś dwa lata temu zaczęłam myśleć nad wyprowadzką
z rodzinnego gniazda, ale ostatnio rozważam to całkiem poważnie. Mówiąc
szczerze, jestem trochę zmęczona mieszkaniem z moją mama. Kocham ją, szanuję,
bywa, że świetnie się dogadujemy, ale dosyć często dochodzi między nami do
sprzeczek.
Po pierwsze, wydaje mi się, że moja mama jest wobec mnie nadopiekuńcza.
Rozumiem, że się o mnie martwi, zwłaszcza, że jestem jej jedynym dzieckiem,
ale chyba trochę przesadza... Zawsze, gdy wychodzę z domu, mówię jej dokąd się
wybieram, z kim i mniej więcej o której będę, a mimo to, mama bardzo często
(co jakieś 2 godziny) do mnie dzwoni i pyta co teraz robię i kiedy wrócę.
Obecnie jestem od ponad roku z chłopakiem, który raczej nie zwraca na to
uwagi, ale wcześniej czułam się po prostu zawstydzona, kiedy podczas jednej
randki z jakimś facetem mama dzwoniła do mnie ze dwa-trzy razy.
Kiedy wychodzę na imprezę, mama nie śpi całą noc, a koło 3 zaczyna do mnie
wydzwaniać. Jakiś czas temu pobiła chyba rekord: umówiłam się z koleżankami z
liceum, które mama dobrze zna i poszłyśmy wieczorem do knajpki. Kiedy
zbierałyśmy się już do wyjścia, zadzwoniła do mnie mama, powiedziałam jej, że
właśnie wychodzimy, więc powinnam być w domu za jakieś pół godziny. Kiedy
wróciłam, mama powiedziała, że w między czasie zadzwoniła do rodziców jednej z
koleżanek, z którymi byłam w knajpie i zapytała czy ich córka jest już w domu.
Na co zdziwieni rodzice powiedzieli, że nie i z tego, co wiedzą jest ze mną i
z innymi znajomymi gdzieś na mieście. Byłam wściekła! Naprawdę staram się
zrozumieć, że mama się o mnie martwi, ale rozmawiała ze mną kilka minut
wcześniej, wiedziała, że wracam do domu, więc po co narobiła takiego
zamieszania? Czasami czuję się przy niej jak małe dziecko, które trzeba
non-stop kontrolować.
Po drugie, mama wiecznie ma do mnie jakieś pretensje. Ciągle marudzi, że musi
przeze mnie płacić wysokie rachunki (choć ja pokrywam część kosztów), bo
zużywam za dużo wody i prądu. A ja naprawdę staram się ograniczać zużycie
wody. Nigdy nie funduję sobie relaksującej kąpieli po ciężkim dniu, zawsze
biorę tylko około 7 minutowy prysznic, a mama i tak czasem wpada do łazienki
bez pukania, kiedy się myję i krzyczy, żebym się pospieszyła. Marudzi też, że
za często piorę ubrania, a w ogóle nie bierze pod uwagę, że piorę również jej
ciuchy. Raz na jakiś czas dostaję ochrzan, że zostawiam włączone światło w
pokoju, wychodząc na 2 minuty do toalety. Niestety mama nie przyjmuje do
wiadomości, że mamy energooszczędne żarówki, które najwięcej prądu pobierają
przy włączeniu...
Poza tym, mama narzeka, że nic nie robię w domu i wszystko spada na nią. Nie
wiem, czy nie zauważa, że minimum raz w tygodniu sprzątam cały dom, łącznie z
jej pokojem, zmywam naczynia po każdym posiłku, chodzę na zakupy, piorę, a gdy
czas pozwoli myję okna i zajmuję się ogrodem.
Oprócz tego, mama często wścieka się, że za dużo czasu spędzam poza domem.
Przykro mi, ale nie lubię cały czas siedzieć w domu i oglądać telewizji. Chyba
mama prawo do swojego życia. Nie mówiąc już o tym, że w roku akademickim muszę
wyjść z domu wcześnie rano, żeby przebić się przez całe miasto na uczelnię i
nie opłaca mi się wracać na 15 minut do domu w porze obiadowej, kiedy mam dwie
godziny przerwy między wykładami. Zamiast cisnąć się w autobusie, wolę zjeść
coś w stołówce z chłopakiem.
Jeśli chodzi o mojego chłopaka, to mama akceptuje niby jego i jego częste
wizyty u mnie, ale wydaje mi się, że za tym nie przepada. Nigdy nie puka,
kiedy wchodzi do mojego pokoju, a my jesteśmy w nim razem. Pozwala mojego
chłopakowi nocować u mnie, ale prawie zawsze rano wchodzi do pokoju (bez
pukania oczywiście) pod głupim pretekstem (np. opowiedzieć plotkę, którą
usłyszała od sąsiadki), a my prawie spadamy z łóżka w poszukiwaniu
czegokolwiek, żeby się zasłonić. Takie sceny bywają zabawne przez jakiś czas,
ale na dłuższą metę ma się dość.
Problemów, które opisać mogłabym tutaj mam jeszcze trochę (m.in. grzebanie w
moich rzeczach pod moja nieobecność), ale myślę, że to wystarczy.
Kiedy próbuję z nią porozmawiać na spokojnie, że jestem już osobą dorosłą i
mam prawo, by sama decydować o pewnych sprawach, mama złości się na mnie i
powtarza, że ona się o mnie boi. Mówię jej, że rozumiem to, ale nie może
przesadzać i cały czas mnie kontrolować i, że jeśli nie przestanie to
wyprowadzę się z domu, a ona na to, żebym się wyprowadziła to zobaczę, że
najlepiej jest u mamy. A później wychodzi obrażona.
Chciałabym się dowiedzieć, czy uważacie zachowanie mojej mamy za normalne, czy
jednak zachowuje się ona trochę dziwnie i nad opiekuńczo.
Dodam, że nigdy nie miała ze mną jakiś problemów, nie zawiodłam jej zaufania,
nie uciekłam z domu, itp.
Proszę o pomoc!