Dodaj do ulubionych

umka po_stolicznaja

09.09.02, 16:51
uprzedzam - tylko dla cierpliwych ;)
środa
gdy wstaję wcześnie, nie mogę z niczym zdążyć - tak jest i tym razem -
pobudka o 9.00, pociąg o 12.30, a ja wpadam na peron w ostatniej chwili.
moje ulubione miejsce przy drzwiach, muzyka sącząca się wprost do uszu,
pamiętniki pani nin, lepiące się gruszkowo dłonie. słońce i pomarańczowo-
czarne plamki pod powiekami, gorąco i przyjemnie sennie. niestety mniej
więcej w połowie podróży do przedziału wkracza mama z prześliczną
dziewczynką - "aniołek" - myślę, ale niestety pozory mylą. aniołek ów bowiem
okazuje się być małą wredotką, bezczelnie burzącą przedziałowy sielsko-
anielski nastrój. mama wciąga ją siłą do środka a wredotka, jak to wredotka,
stawia opór i krzyczy - "nie będę tu siedzieć!!! ja chcę całe siedzenie dla
siebie!!!". ale mama wredotki nie słucha i już siadają koło mnie. wredotka
umila mi jazdę ciągłym kwiczeniem i narzekaniem... i tak przez dwie
godziny... na szczęście potem już tylko niebo w różnych odcieniach
niebieskości, mgła nad polami, zapach ogniska. zawisam na oknie. tunel
powietrzny na odcinku rękaw-dekolt, potargana czupryna (to lepsze niż
suszarka i szczotka!), krztuszę się wiatrem. sącząca się wciąż muzyka (że
też korytarz wagonowy nie jest parkietem), delikatne kręcenie biodrem - to w
lewo to w prawo :) i godzina opóźnienia - ciekawe, czy czekający na mnie
beatusek ostrzy już komplet noży? ufff, niepotrzebnie się martwię - ona
tylko nadmuchuje prezerwatywy (cóż, w stolicy jakoś trudno o prawdziwe
baloniki) i zawiesza je na gigantycznym słoneczniku, którym macha mi z
oddali (druga połowa komitetu powitalnego nie wytrwała godziny, ale
zostawiła po sobie przemiły znak, a może przepyszny? - to chyba lepiej
pasuje - dzięki). w_brykujemy na siebie, następnie do beatuskowego
mieszkania na sok wiśniowy i oglądanie zdjęć wrocławskich. a późnym
wieczorem dręczę mojego brata i za karę dostaję furę koszul do prasowania.
czego to się nie robi dla rodziny :)
czwartek
kubeł kawy, serek wiejski i chrupiąca bułka - najlepsze śniadanie pod
słońcem. kobiałka malin i raz kolejny czerwono za paznokciami, jak też i na
koszulce. tułaczka po uw i szukanie czegoś, czego uma mogłaby się jeszcze
poUMAć. gooorąco... moja roześmiana morda i miłe słowa od nieznajomego w
tramwaju – ach, ten mój optymistyczny bakcyl! kolejny raz schodki pod
kościołem, kolejny raz kriek - bez swego śnieżnobiałego atrybutu, doprawdy
czuję się zawiedziona ;) - i kolejny raz spotkanie dwójki łasuchów, a co za
tym idzie - nieunikniona podróż przez pół miasta do "najlepszej cukierni", z
której wychodzimy taszcząc cztery pudła ciastek, babeczek, serników i innych
pyszności. grubość nam nie straszna ;) bieg przez zielony ogród na dachu
biblioteki uniwersyteckiej ("nigdy z tobą nie pojechałbym w góry!"). przez
okrągłe okno zaglądamy czytającym przez ramię. zacieniony skrawek trawy,
czekolada w kącikach ust i wszechobecne skrawki łakoci. leniwa rozmowa,
wielkie brzuchy, na deser kawa (hi hi - jako bonus dostajemy ciasteczko).
widzimy się jutro :)
beatusek (potargana, a jakże!) w małej czarnej. antyk_wariackie pogaduszki
przy herbacie. anioł przy naszym stole...
piątek
słońce łaskocze mój nos na dzień dobry. ech, ciężko wyjść spod kołdry.
pośniadaniowe jabłka na stopniach mojego ulubionego UMAwialnego kościoła.
chichoczę pod nosem, gdy widzę machającą mi postać - biała koszula, białe
spodnie, biały samochód :) jedziemy na cmentarz ewangelicki, w którym od
razu się zakochuję. bluszcz, anioły i torba lekarska... już sama zanurzam
się w powązkowskie ścieżki. ciekawsko zerkam do otwartych grobowców. heh,
serce wali. upycham kasztany w kieszeniach. zamykam w czarno-białych
klatkach marmurowe stopy, dłonie, skrzydła i jeszcze ławki z finezyjnie
splątanymi nóżkami. promienie przedzierają się przez liście, nadal łaskoczą
mój nos. tramwaj, centrum, pogaduszki, bar krokiecik i obiad w moim
ulubionym zielonym kolorze. beatusek (jeansowa jak najbardziej), biegiem
przez miasto - tam tam... tu tu... gdzie spotykamy się - beatusek, margit,
agni i ja – cztery roześmiane i nie zamykające się mordki. babiniec jak się
patrzy! cztery piękne i mądre ;) licytacja na słowa - kto więcej? zamieniam
się w słuchawkę i przegrywam walkę z kretesem... w telefonie ania@ - to już
jutro! na chwilkę odstępujemy kawałek babińcowego miejsca kriekowi. wariacka
jazda w taksówce - kierowca naprawdę nie może wyjść z podziwu, hi hi...
beatuskowa podłoga, świeczki, pizza i francuskie wino prosto z margitkowej
torby. słownej licytacji ciąg dalszy, tym razem żadna nie zostaje w
tyle. "biesiadujecie nadal?" i już za moment przybywa dziwnie nam znajomy
dostawca wina. rozmowy, rozmowy... na czacie również - musiałyśmy wpaść na
moment chociaż :) rybko - twa ukochana czwórca ściska cię :)))) ukłony dla
cosmity i wojtka :) i tak do 4.00 nad ranem... efekty - kilogramy słów,
worki uśmiechów, a co najważniejsze - nowe przyjazne namacalne duszki w
uminym życiu :)
sobota
efektów ciąg dalszy - podkrążone z niewyspania oczy, spowolnione myślenie...
przystaję tuż obok wiaderka z astrami i od razu przyczepiają mi etykietkę
kwiaciarki – „panienko, po ile te kwiatki?”, ech... szalona jazda z margit
poprzez warszawskie ulice, potem już mocno leniwy spacer. błogi spokój... a!
i efektów sobotnich ciąg jeszcze dalszy: kartka w beatuskowych drzwiach
treści następującej "proszę państwa - można urządzać głośne imprezy do godz.
23.00, 24.00, ale nie do trzeciej nad ranem - to jest skandal jak na nowego
lokatora!" och, bea, bea ;) zamek ujazdowski, herbata z mlekiem, kokosowe
ciastka, wieszak w ustach :) wieczorne pogaduszki w towarzystwie beatuska i
mojego brata, mmm...
niedziela
och i ach! poranna wyprawa do stajni. galopujący beatusek. wstyd przyznać,
ale to moje pierwsze poważniejsze spotkanie z konikami. tchórz ze mnie i nie
dosiadam żadnego z nich, ale całkiem nieźle sobie radzę jako czyściciel
boksów, operator wideł, zrzucacz pachnącego siana ze strychu, tudzież
zaprowadzacz do boksów koni, które łapią mnie za rękaw i wciskają głowy pod
moje ramię, a ja wciskam głowę we wszystkie zakamarki i zamęczam beatuska
pytaniami w stylu trzyletniego malucha – „a co to? a po co?” hi hi - jestem
przyczyną rychłej bezsenności u stajniowego stróża, który zwraca się do
mnie „piękna kobieto” i „kotku”, heh... i jest bardzo zawiedziony, że mnie
nie zobaczy przez najbliższy rok („nie usnę”). ach, co za komplemenciarz! i
jaki prawdomówny, hi hi...
przesympatycznie roześmiana ania@ pod rotundą. kawowe pogaduszki i wizyta w
czatowej oborze w strojach adekwatnych, czyli ania@_zgnojona,
bea_nawóz_sztuczny i gnojUMKA... tym razem nie musimy walczyć o klawiaturę,
ale, aby tradycji stało się zadość, robimy wieeelkie zamieszanie; nasz
rechot nie zna granic :) czas tak szybko płynie... jeszcze tylko wizyta u
skana i iki_brzuszkowej... przytulnie i tęczowo... zapadam się pomiędzy
kanapowe poduchy z kieliszkiem wytrawnego wina w dłoni i pogryzam smakowite
tosty skan_ikowej produkcji. rozgrywamy balonowy mecz... tak trudno wydostać
się spomiędzy niebieskich poduch... „uważaj na siebie umko!” krzyczą jeszcze
zza drzwi – będę, będę, a jakże... do pociągu wskakuję na dwie minuty przed
odjazdem, z łezką w oku i z nadzieją na... ponowną – tym razem już taką na
dłużej - możliwość bycia z wami... dzięki mili :) a w szczególności dzięki
tobie beatusku...
za udział wzięli: agni, ania@, beatusek, ika, margit, kriek, skan.
za udział telefoniczno-esemesowy wzięli: rybeczka, cosmita, wojtek.

Obserwuj wątek
    • Gość: ania@ Re: umka po_stolicznaja IP: *.man.polbox.pl 09.09.02, 23:21
      Umeczko kochana...
      A we mnie tyklo zal pozostaje, ze tego czasu mialysmy tak malutko...
      A teraz Ty nas opuszczasz Umeczko najmilsza..
      Mysle ze jak wrocisz to Tusek Cie porwie do wawy i wtedy bedziemy mily
      troche wiecej czasu...


      Umeczko kochana uwazaj na sie (nie to co ja hihi) i jestem z Toba :))


      Buziaczki sloneczko:))))


      ann tez jak Tusek z lezka w oku:))))(wzruszenia oczywiscie)
    • rena_pierwsza Re: umka po_stolicznaja 10.09.02, 11:51
      Umeczko, wspaniale to napisałaś, bo wspaniale spędziłaś czas w stolicy i z
      takimi wspaniałymi ludźmi, już zazdroszczę...
      Pozdrawiam choć nie znam osobiście, a nawet czatowo mało
      oczekująca na pierwsze czatowe spotkanie rena
    • Gość: margit Re: umka po_stolicznaja IP: *.stacje.agora.pl 10.09.02, 14:08
      Umeczko :-))))
      Pięknieś to napisała, ech... Aż łezka się w oku kręci (chlip). Szkoda, że �ledwie się przywitać przyszło a już zegnać
      trzeba�, ale �nic to� - jak mawiali sienkiewiczowscy bohaterowie. Nadzieję żywię, że jeszcze nie raz spotkać nam się
      wypadnie i jeszcze nie raz uśmiech twój wieszaczkowy wywoła od-uśmiech i na moim wisielczym obliczu. Zresztą
      w zasadzie nie wyjeżdżasz aż tak daleko, by promyczki twojego ciepełka nie dosięgły nas tu choć od czasu do
      czasu w zimnej, mokrej (głównie od łez wylanych za tobą) wawie.
      Pozostaje mi tylko życzyć ci mnóstwo pogody (nie ducha, tej ci nigdy nie zabraknie, Umko) i zadowolenia w nowym
      miejscu.
      In bocca al lupo
      m.
      P.S.
      zresztą swoim uśmiechem rozbroisz każdego wilka ;-)))
      • Gość: agni_me umka po_stolicznaja IP: *.u.mcnet.pl 10.09.02, 15:22
        Umko madra i piekna,

        Powiem Ci tylko, ze piszesz rownie cudnie jak mowisz. Tylko, ze w pisaniu nie
        przeszkadzala Ci moja niezamykajaca sie buzia, tak jak przeszkadzala Ci w
        mowieniu. ;-)
        Spedzilam pyszny wieczor i noc i ranek potem ( bo cala sobote sobie
        wspominalam). Usmiechaj sie wieszaczkowo i slonecznie i tak bardzo umkowato do
        nas. I do zobaczenia..... i juz bym sie spotkala ponownie. ;-)
        Pozdrawiam serdecznie
        agni_me_co_w_sobote_miala_chrype_od_gadania

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka