panna_mieta_pachnaca
09.12.03, 16:54
Milion razy już z pewnością ten temat był poruszany... ale chyba potrzebuję
znów i po swojemu... Jak to jest - zastanawiam się wciąż i wciąż - że poprzez
słowo wędrują emocje? Jak to się dzieje, że parę słów zamienionych tu, na
czacie może tak zbliżyć, że może nakreślić czyjąś postać tak realnie i
namacalnie niemal? Wiem, wiem... zaraz odezwą się głosy sceptyków (i
dobrze :)), niech się odzywają....) że trzeba brać poprawkę na tę fikcję, na
ten "wirtual" cały i niegoraniczone wręcz możliwości kreacji, ba! kłamstwa
wręcz... Ale nawet po wzięciu tej poprawki to dzieje sie wciąż i wciąż...
Co jest przyczyną tego że konwersacja rwie jak wartki strumyk... juz po paru
słowach, paru zdaniach... albo po paru słowach/zdaniach szansy zamiera?
Rozmowa w normalnych warunkach to nic innego jak opowiadanie SIEBIE i robi
się to nie tylko słowami, ale barwą głosu, gestami... czasem może nawet
bardziej gestem i głosem... Tym większe moje zadziwienie, że tu samym słowem
nie-brzmiącym niektórzy bardzo trafnie opowiadają siebie...