trypel
14.07.19, 10:58
Jak jeep ostatnio.
Żona z synem w górach.
Ja w domu.
Wczoraj dzień podzielony na dwie czesci - pierwsze 50 km rowerem po Wrocławiu i zasłużone kfc na koniec. Potem Vespą po okolicznych wsiach. I duma jak trafiłem na sierotę na superbiku i na mokrym zostawiłem go za sobą :)
Na rowerze złapało mnie oberwanie chmury ale i tak było super.
Wieczór z czeskim piwem i mało ambitnym kinem. Plus kiełbasa w sosie pomidorowym z toną kminku.
Dzisiaj od rana nic nierobienie - jednocześnie oglądam 3 filmy sprzed lat: komandosi z navarony, parszywa dwunastkę i poszukiwaczy arki, siedzę na forum i gram na telefonie.
Jak przestanie padać to znów na rower.
A najlepsze ze kolejny weekend mam to samo.
Byle nie wymyślić czegoś ambitnego