e2rdwo
20.02.05, 13:57
Przydrożne drzewa stwarzają szczególne zagrożenia dla kierowców w okresie zimy
i przedwiośnia, a wielu niedoświadczonych kierowców nie zdaje sobie z tego
sprawy. Gdy lutowe słońce mocniej przygrzeje i do południa roztopi resztki
lodu i śniegu na jezdni, nawierzchnia staje się sucha a przyczepność idealna.
Wtedy kierowca dostosowuje prędkość do warunków panujących na drodze.
Gdy rozpędzony pojazd wjedzie w odcinek drogi, gdzie rosną przydrożne drzewa
może okazać się, że panuje tam ślizgawica. Gęste gałęzie i konary drzew mocno
ograniczające dostęp promieni słonecznych utrudniają w takich miejscach
roztopienie resztek lodu po nocnym mrozie. Pojazd wpada w poślizg, co grozi
czołowym zderzeniem z jadącym z przeciwka, lub wypada z drogi na pobocze,
gdzie czekają na niego mimowolni sprawcy tego zagrożenia – przydrożne drzewa.
Szanse wyjścia żywo z takiej pułapki są niewielkie. Jeszcze groźniejsza jest
sytuacja, gdy słońce w ciągu dnia roztopi resztki lodu i śniegu, lecz na
odcinku drogi porośniętym drzewami nie zdąży wysuszyć jezdni. Gdy wieczorem
temperatura spadnie poniżej zera, zamarznięte resztki wody tworzą w tych
miejscach gołoledź. Gdy droga jest nam znana, jest szansa, by to przewidzieć.
Gdy nie znamy drogi, taka sytuacja może nas zaskoczyć, a pojazd jadący z
przeciwka, lub przydrożne drzewo, wyznaczą nie tylko kres podróży ale również
kres całego życia. Gdyby drzewa rosły w bezpiecznej odległości od jezdni, tych
zagrożeń by nie było. Gdy już dojdzie do wypadku, winny będzie oczywiście
kierowca, gdyż nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze.
Drzewa - ciągle czekają na swe kolejne ofiary.