hondziarz
22.05.05, 18:17
sąsiad dwa domy dalej prowadzi niewielką firmę transportową. Ma jeden
samochód konkretnie z bakiem - 200 litrów. Nie robi tym samochodem tras po
całej europie, jeździ jedynie po lokalnej trasie od roku tej samej, dowożąc
żwir na budowę autostrady. Jeździ naturalnie na opałówce, a nie na dieslu i
mówi, że mu się to opłaca, nawet mimo ryzyka wpadki, które i tak jest niczym.
Wyjaśnił mi to dokładnie i okazuje się, że ma racje.
tankując 200 litrów po 3,5 za litr wychodzi jak byk 700 złotych.
tankując 200 litrów opałówki po 2 zł, wychodzi 400 zł. Czyli 300 zł różnicy
na baku. Mandat za jazdę na opałówce to 500 zł. Czyli wystarczy, że dwa razy
uda mu się uniknąć kontroli, to zarobi na mandat i jeszcze zostaje mu stówa w
kieszeni. Oczywiście ryzyko kontroli jest minimalne, bowiem Inspekcja
Transportu Drogowego stoi głównie na najważniejszych drogach, a kontrole
policyjne to fikcja.
To samo jeszcze bardziej opłaca się użytkownikom zwykłych osobówek. Bo w ich
przypadku, kontrole może przeprowadzić jedynie policja. I trzeba mieć
naprawdę pecha, by trafić na patrol, który sprawdza też zawartość baku.
ps.
Państwo pozwala się okradać utrzymując wysoką akcyzę na diesla, i niemal
żadną na opałówkę. I żeby było ciekawiej, to jeszcze za jeżdżenie na opałówce
rozdaje śmieszne mandaty.