des4
31.07.06, 14:34
Właśnie wróciłem z kilkudniowego wypadu do teściów mieszkających pod Warszawą
i przy tej okazji do znajomych mieszkających w Wawie. I znów te same
spostrzeżenia. Broń Boże, nie chcę nikogo obrażać, ale coś w tym jest, że
stolica stymuluje dziwnie agresywne zachowania:
- Trasa Toruńska od Marek na Żoliborz - średnia prędkość 130-140 km/h, wycie
silników, mruganie z tyłu (przy mojej prędkości ok. 100 km/h), faki, pukanie
się w czoło,
- Marki - dozwolona prędkośc 70 km/h, całe towarzystwo wali co najmniej
stówą, nieważne że spotkamy się na kolejnych światłach, liczy się lans czyli
start z piskiem palonych gum,
- Wawa/Żoliborz - zajeżdżanie drogi i wciskanie się "na chama", jazda Potocką
powyżej 80 km/h, faki, wystawianie głowy z auta i rzucanie mięsem.
- trasa na Białystok (Radzymin i dalej) - tu z kolei ciekawym spostrzeżeniem
jest znacznie większa agresja i dzicz niż na trasie lubelskiej. Do Lublina
jadę sobie szybko i spokojnie, nie przekraczjąc 100-120, na trasie
białostockiej standardem jest wyprzedzanie na tzeciego, szybkośc powyżej 150
km/k i ogolny brak poczucia bezpieczeństwa na drodze - czyżby jednak region
kraju rzutowal na kulturę jazdy???
Podsumowując, cieszę się, że już nie mieszkam w Wawie i wdzięczny jestem
swojej firmie, że oddelegowala mnie do rodzinnego miasta, a moje wizyty w
Wawie są sporadyczne i odbywane najcześciej pociągiem lub samolotem. I
naprawdę szczerze wspólczuję warszawskim kierowcom, że na codzień narażeni są
nsa takie warunki jazdy. I nie jest tu usprawiedliwieniem wielkość i
stoliczność. Jeżdziłem w NY, Chuicago, Londynie, Madrycie gdzie też jest
tłoczno i gęsto, ale takiego chamstwa i agresji jak w Wawie nigdy nie
doświaczyłem. Bez obrazy, ale wciąż bnie mogę zrozumieć skąd ta agresja i
chamstwo się biorą...?